Dodaj do ulubionych

Witajcie ...

19.01.05, 22:46
Myślę, że znalazłam odpowiednie dla siebie forum. Mam problem z jedzeniem, a
raczej z objadaniem się. Jem bardzo dużo, bardzo często, a szczególnie kiedy
jestem zestresowana lub nawet czymś zaaferowana. Sięgam po jedzenie tak, jak
inni po papierosa. Dwa lata temu objadałam się i wymiotowałam, ale przestałam
to robić, kiedy schudłam i wyglądałam całkiem zgrabnie, niestety, dalej się
objadam no i przytyłam, a wymiotować juz nie mam siły. Chyba nikt nie wie, że
mam z tym problem, bo staram sie jeśc przy ludziach normalnie, ale kiedy
jestem sama, to potrafię zjeść nawet niedogotowane mięso z zupy, lub
nierozmrożone do końca warzywa, nieczęsto, ale i to mi się zdarza. Nie mam
już siły, nie panuję nad tym. Mieszkam w małym miescie i nie wiem nawet czy
jakiś psycholog zajmuje sie takimi problemami. Teoretycznie, nie mam żadnych
strasznych problemów, poza dwójką dzieci z opóznionym rozwojem, ale mam za to
kochanego męża, który co prawda całymi dniami pracuje, ale mi pomaga kiedy
tylko może, finansowo tez nie jest najgorzej...więc dlaczego ja to robię? Czy
możecie mi jakos pomóc ?
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: Witajcie ... 20.01.05, 09:46
      mareszka5 napisała:

      Teoretycznie, nie mam żadnych
      > strasznych problemów, poza dwójką dzieci z opóznionym rozwojem, ale mam za to
      > kochanego męża, który co prawda całymi dniami pracuje, ale mi pomaga kiedy
      > tylko może, finansowo tez nie jest najgorzej...więc dlaczego ja to robię?

      to "teoretycznie" może być kluczem do wszystkiego. dlaczego nadajesz temu, co
      piszesz, pozory błahostki? uczepiłam się akurat tego, bo dość mało o SOBIE
      napisałaś, ale może właśnie ta skłonność do bagatelizowania to właśnie to? dużo
      z nas ma coś takiego: "ja mam problemy? jakie problemy? przecież ludzie mają
      gorsze zmartwienia". itp.
      a tu chodzi o to, żeby przyznać się przed samą sobą, że jest nam źle i z czymś
      nie dajemy sobie rady. bo inaczej ciągle będziemy to "zajadać". w przyrodzie
      musi być równowaga, w organizmie też... i w psychice... jak gdzieś będzie "za
      mało" to jedzeniem to "wypełnimy".


      > Czy możecie mi jakos pomóc ?

      nie. :) tylko Ty możesz to zrobić. ale póki co, jesteśmy tutaj i chętnie Cię
      wesprzemy :)

      trzymaj się, napisz coś o sobie...
      pozdrawiam
      horla
    • szczesliwawa Re: Witajcie ... 20.01.05, 11:22
      Niom... to dobre forum jest dla dziewczyn z problemem. :)



      > to robić, kiedy schudłam i wyglądałam całkiem zgrabnie, niestety, dalej się
      > objadam no i przytyłam, a wymiotować juz nie mam siły. Chyba nikt nie wie, że
      > mam z tym problem, bo staram sie jeśc przy ludziach normalnie, ale kiedy
      > jestem sama, to potrafię zjeść nawet niedogotowane mięso z zupy, lub
      > nierozmrożone do końca warzywa, nieczęsto, ale i to mi się zdarza. Nie mam
      > już siły, nie panuję nad tym. Mieszkam w małym miescie i nie wiem nawet czy
      > jakiś psycholog zajmuje sie takimi problemami.

      A w sąsiednich miastach? IMHO jesteś w odpowiednim miejscu życia, żeby poszukać
      pomocy - przyznajesz się do słabości...

      Teoretycznie, nie mam żadnych
      > strasznych problemów, poza dwójką dzieci z opóznionym rozwojem, ale mam za to
      > kochanego męża, który co prawda całymi dniami pracuje, ale mi pomaga kiedy

      Wiesz, dlaczego moje problemy są najważniejsze na świecie? Bo są MOJE.
      Oczywiście, przesadzam, ale również wydaje mi się, że bagatelizujesz swoje
      problemy, siebie. Jasne, że zawsz znajdzie się ktoś, kto ma gorzej. I ktoś, kto
      ma lepiej, ale to Ty jesteś głównym bohaterem swojego filmu.

      > tylko może, finansowo tez nie jest najgorzej...więc dlaczego ja to robię? Czy
      > możecie mi jakos pomóc ?

      Niestety, pomóc nie możemy. Ale możemy podzielić się doświadczeniami, możemy
      wysłuchać. Możemy trzymać kciuki.


      Pozdrawiam ciepło,
      Sz
    • mareszka5 Re: Witajcie ... 20.01.05, 20:15
      Dziękuję Wam dziewczyny, że jesteście ze mną. Tak, z pewnością mam problem i
      juz od dawna zdaję sobie z tego sprawę. Myślę, że przyczyny tego tkwią gdzieś w
      mojej przeszłosci, ale opiszę Wam moje życie kiedy będę miała troszkę więcej
      czasu. O moim życiu to by można było książki pisać, może konkretnie powinnam
      sie wypowiedzieć, np. o relacjach z rodzicami lub przykrych doznaniach, to może
      wpadniecie na jakiś pomysł? Na razie napiszę Wam tylko tyle. Mam trzydzieści
      lat, od dziewięciu jestem mężatką, mąż jest cudownym, czułym facetem, chociaż
      kiedy za niego wychodziłam, to nie była to żadna wielka miłość, po prostu
      czułam się przy nim bezpiecznie, no i miałam juz dziecko, z innym mężczyzną,
      któremu chciałam stworzyć ciepły dom. Teraz mam troje dzieci 12, 8, 4 lata.
      Dwoje dzieci ma orzeczoną niepełnosprawność, najstarszy syn jest w szkole
      specjalnej. Z tego tez powodu nie pracuję, zajmuję sie dziećmi i domem.
      Niedawno zaczęłam studia a teraz w trakcie sesji, jest to przyczyną moich
      dodatkowych stresów (i obżarstwa). Na razie tyle. Pozdrawiam Was ciepło...
      • be81 Re: Witajcie ... 22.01.05, 03:04
        Mareszka , według mnie najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić to chcieć i
        sprobować sobie sama pomóc. Poznać oraz pokonać prawdziwe przyczyny dlaczego
        uciekasz od zycia w sprawy zwiazane z jedzeniem. Faktycznie to mozna zrobić
        przy pomocy terapeuty/specjalisty, ale on tez nie załatwi tego za Ciebie.
        Zdrowienie to ciezka praca.
        A propo mimo iż sama tak zaczynałam, zastanawiają mnie tlumy ludzi na forach,
        stronkach , którzy oczekują pomocy od uczestnikow.Co tu dozo mowić, w
        większosci chorujących jeszcze.
        Nie ma takiej mozliwosci,że osoby ktore mają mniejsze lub wieksze zaburzenia
        odżywiania mogą pomóc.Uwierz mi, pisząc,że Ci zle i czytając ze u nas tez i ze
        sie obajadmy lub ze mamy dobre dni-nie wyzdrowiejesz. Fakt,faktem może byc to
        jakaś iskierka w kierunku wyzdrowienia. Ja np. dzięki stronkom chodzę na
        wiztyty terapeutyczne. Znam jednak osoby ktorym takie rzeczy zaszkodzily.
        Nio ale wierzymy że wszystko bedzie dobrze i chyba taka jest funkcja forum-
        wzmacnanie nadziei w drodze ku lepszemu..:) Pisz oczywiscie co u Ciebie:)
    • mestrom Re: Witajcie ... 24.01.05, 16:58
      Ja tez mam podobne problemy z jedzeniem.
      Trwa to od 3 czy 4 lat.Juz nie pamietam dokladnie.
      tyle ze ja mam 20 lat. wlasnie przerwalam studia i spowrotem wprowadzilam sie
      do rodzicow. i teraz przebywam w "pikle" z toksycznymi rodzicami.
      nie mam chlopaka ani przyjaciol wiec nawet przed nikim nie musze ukrywac
      swojego zaburzenia. i dotego czhyba mam jeszcze depresje. choc to dziwne bo
      slyszalam ze wtedy raczej nie am sie apetytu.
      tez mieszkam w malej miejscowosci gdzie nie ma zadnego specjalisty.
      jak tak dalej pojdzie to mi zoladek peknie.


      PS na forum pierwszy raz
      • mareszka5 Re: Witajcie ... 24.01.05, 21:54
        mestrom napisała:

        > Ja tez mam podobne problemy z jedzeniem.
        > Trwa to od 3 czy 4 lat.Juz nie pamietam dokladnie.
        > tyle ze ja mam 20 lat. wlasnie przerwalam studia i spowrotem wprowadzilam sie
        > do rodzicow. i teraz przebywam w "pikle" z toksycznymi rodzicami.
        > nie mam chlopaka ani przyjaciol wiec nawet przed nikim nie musze ukrywac
        > swojego zaburzenia. i dotego czhyba mam jeszcze depresje. choc to dziwne bo
        > slyszalam ze wtedy raczej nie am sie apetytu.

        Nie, ja też miewam bardzo często stany depresyjne i wtedy właśnie jeszcze
        bardziej sie objadam :-( Mieszkam w jednym domu z mamą, która jest alkoholiczką
        i nigdy raczej nie miałam z nią dobrych kontaktów.


        > tez mieszkam w malej miejscowosci gdzie nie ma zadnego specjalisty.
        > jak tak dalej pojdzie to mi zoladek peknie.
        >

        Ciężkie to nasze życie, nie ma co. Ja przed chwilą zjadłam 6 kromek z
        wędliną i znowu czuję się podle:-(. Musimy znależć psychologa, który nam
        pomoże, bo tak przecież nie można zyć !!!


        > PS na forum pierwszy raz
        • horlaa Re: Witajcie ... 25.01.05, 22:45
          mareszka5 napisała:
          > Musimy znależć psychologa, który nam
          > pomoże, bo tak przecież nie można zyć !!!

          nie nie, nie tak... tak MOŻNA ŻYĆ. i to wiele, wiele lat, zresztą wiele z nas
          tak właśnie przez wiele lat żyło. z ciągłym poczuciem winy, z depresjami, z
          napadami jedzenia i z poczuciem totalnej samotności. tak można spędzić całe
          życie.

          mareszka5, maestrom --> żaden psychoterapeuta tego nie zmieni, jeśli nie
          zmienimy tego same... jeśli nie macie możlwości odwiedzenia terapeuty, mogę
          tylko zachęcać do wnikliwej lektury postów na forum, zadawania pytań sobie
          samej... no i POZYTYWNEGO NASTAWIENIA. czasami wiadomo, że pozytywne
          nastawienie wydaje się zupełnie nieuzasadnionym szczerzeniem zębów w sztucznym
          uśmiechu, ale to tylko pozory...

          to wszystko co może nam pomóc rozstać się z ED, siedzi w nas... mnóstwo zależy
          od nas... całe nasze życie... jeśli naprawdę się w to uwierzy, to już duuuuży
          krok do przodu.

          dacie radę :)
          a na razie: uśmiechnijcie się - tak - teraz! :)

          pozdrówka
          • mestrom Re: Witajcie ... 25.01.05, 22:55
            Nie bardzo wiem jak sie do tego zabrac. Mysleniem pozytywnym niweluje stres,
            ale przeciez problemy same sie nie rozwiaza. jak mozna podniesc poczucie
            wlasnej wartosci, stac sie bardziej odpornym psychicznie, pozbyc niesmialosli i
            tych dziwnych lekow i napoadow szlu?
            jak Tobie sie udalo?
            • horlaa Re: Witajcie ... 25.01.05, 23:31
              nie odpowiem ci "jak". gdybym to wiedziała, zbiłabym na tym fortunę :)

              poza tym nie znam Cię. ty najlepiej wiesz jak to u Ciebie jest, kim jesteś...

              wiesz, myślenie pozytywne to nie tylko niwelowanie stresu. to nie tylko
              mówienie sobie "będzie dobrze". nie w tym rzecz. najważniejsze, to polubić
              siebie. tak naprawdę. czuć się ze sobą dobrze.
              zastanów się, czy lubisz ze sobą być. albo: kiedy to lubisz. może masz takie
              momenty. siebie - ogólnie. nie wygląd, charakter, nie, kiedy ktoś cię chwali
              albo odnosisz sukcesy. ale tak ogólnie, po prostu.

              jeśli nie potrafisz sobie przypomnieć, albo od razu myslisz: jestem
              beznadziejna - to już wiadomo, nad czym popracować :)

              nie chcę bawić się w terapeutkę, boję się powiedzieć głupoty, albo nie
              powiedzieć czegoś najważniejszego.

              pytasz o mnie? mi pomogła terapia. ale o wiele bardziej pomogło uświadomienie
              sobie, że zwykłam dokopywać sobie przy każdej okazji. że po prostu nie lubiłam
              siebie za wszystko. że jeśli ktoś powiedział "jesteś ładna" to myślałam -
              super, jestem ładna. a jeśli ktos powiedział "co wygadujesz za bzdury" -
              myslałam - rany boskie, jaka ze mnie idiotka.
              przyjrzałam się sobie, zastanowiłam, co w sobie lubię. z czym mi dobrze. na
              wadach nie ma co się skupiać nadmiernie :)

              to trwa bardzo długo. takie uświadamianie sobie co i jak. to czasami cholernie
              boli, jak do człowieka dotrze, jak bardzo siebie krzywdził. że wybierał agresję
              skierowaną do siebie zamiast... cokolwiek innego zewnętrznego - płacz,
              wściekłość... wszystko wduszało się do środka.

              uwierz w to, że dasz sobie z tym radę. tak naprawdę uwierz :)
              widać, że chcesz. to już duże Coś :)

              uściski
              • szczesliwawa Re: Witajcie ... 26.01.05, 12:38
                > to trwa bardzo długo. takie uświadamianie sobie co i jak. to czasami
                cholernie
                > boli, jak do człowieka dotrze, jak bardzo siebie krzywdził. że wybierał
                agresję
                >
                > skierowaną do siebie zamiast... cokolwiek innego zewnętrznego - płacz,
                > wściekłość... wszystko wduszało się do środka.

                Wiecie co... taką hipotezę roboczą mam... Horlaa mnie zainspirowała.
                Ludzie wyrażaja emocje, negatywne i pozytywne. Często wyrażają się przez sztukę
                lub Sztukę- muzykę, malarstwo - grafitti, pisanie... różnie... więc te emocje
                wyrzucają na zewnątrz... a my? Nie wiem, czy to może mieć sens, ale wydaje się,
                że my mamy przeciwnie, zamiast wyrzucić emocje na zewnatrz, my, jak pisała
                Horlaa, pakujemy je do środka - pod jedzenie i nie umiemy wywalić ich na
                zewnątrz.
                Zamiast ekspresji inpresja? (nie impresja)
                Ja kiedyś umiałam malować, odkąd mam problem z jedzeniem nie dotykam farb...
                Zbieg okoliczności, czy coś więcej?
                Jak się Wam wydaje?
                Pozdrawiam,
                Sz
                • mestrom Re: Witajcie ... 26.01.05, 20:00
                  Cos w tym jest. To prawda ze nie umiem wyrzucac z siebie emocji. Boje sie zeby
                  kogos nie urazic. Wszystko kumuluje w srodku. Wstydze sie wyrazac swoje zdanie,
                  ba mam wrazenie za palne cos glupiego albo nikt mnie nie rozumie(bo tak bywalo
                  wiele razy).
                  Ja kiebys gralam na pianinie od 5 roku zycia. Sprzedalam 4 lata temu i od
                  tamtej pory juz nie tknelam.Dlaczego?Nie wiem.
                  Tak trudno znalezc w sobie cos pozytywnego...Wszystko mnie we mnie wkurza.
                  Latwiej jest kochac innych, bo dostrzegamy u nich to, co jest lepsze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka