Dodaj do ulubionych

Moja mama mieszka z nami

27.01.05, 09:32
Witam!
Postaram się opisać moją sytuację .Może i mi coś doradzicie .
Od 21 lat mam swoją rodzinę ,mieszkamy w swoim domu .Od 6 lat moja mama
zamieszkała u nas .(powód tego jest dość dziwny )ale nie o to
chodzi ,zaproponowaliśmy jej to ,choć moze ona przez lata o tym mówiła i
niestety stało sie jak stało .Mama ma już 76 lkat jeszcze ubiegłego roku
pracowała zawodowo i wszystko było dobrze,miała zajęcie .Praca dla niej
zawsze była ważna .Już od 1,5 roku nie pracuje i wtedy to się zaczęło .Ona
poprostu chce robć wszystko za nas ,a jak jej mówimy ,ze my sami chcemy ,to
zaraz sie obraza i płacze .Chce o wszystkim decydować ,nie moze zrozumieć ,ze
my inaczej podchodzimy do zycia .Nie mozna z nią porozmawiać i nie akceptuje
naszego myślenia .Sama nie wiem jak mam to opisać ,jak tylko jej się zwróci
uwagę ,żeby tego nie robiła ,to zaraz jest bardzo obrazona i nie odzywa
się .To naprawdę jej bardzo trudne ,pod jednym dachem żyć razem .Co byśmy nie
robili , to zawsze jest coś nie tak .nie pamiętam aby kiedyś coś pozytywnie
oceniła .Wiem ,ze jest starszą osobą ,sama nie miała lekkiego zycia i nie
potrafi sie cieszyć z zycia .Mam co prawda jeszcze 4 rodzeństwa ,ale mmama do
nich chodzi bardzo rzadko i woiem też ,że nie raz któreś z rodzeństwa nie
wytrzymało i powiedziało jej parę słów .To do nich nie chodzi .Ona gle chce
cos robić ,choć i siły już nie te .Proponujemy jej aby pojechała sobie do
sanatorium ,aby odwiedzała swoich znajomych .Ale ona nie lubi jak ktoś
przychodzi do niej i nie lubi chodzić do kogś .Tak samo zachowuje sie jak
ktoś do nas przyjdzie lud do synów .Ja poprostu nie chcę zyć tak jak ona ,nie
chcę zamknąć się w sobie .Ale i nie wiem już jak z nią rozmawiać .I mąz też
już próbował z nią rozmawiac ,ale ona tego nie słucha i zaczyna zaraz płakać
i chyba w ten sposób w nas zostawia poczucie winy .Jestem już u kresu
wytrzymałości .Szanuję ją jako matkę ,ale przecież ja maoje zycie i
chciałabym żyć po swojemu .Poradzcie mi jak mam to rozwiązać ,choć nie bardzo
widzę jak ?.Ale chociaż z siebie to wyrzuciłam .Chętnie skorzystałabym z
jakiś rad .Przepraszam ,ze tak się wyzaliłam i pozdrawiam .
Obserwuj wątek
    • ilonadw Re: Moja mama mieszka z nami 27.01.05, 13:56
      Mi to wygląda na szantaż emocjonalny. Jest taka książka, pod takim właśnie
      tytułem, może ją zakup i przeczytaj. Ewentualnie poradź się psychologa.
      Powodzenia
      • jennifer_e Re: Moja mama mieszka z nami 27.01.05, 14:22
        ilonadw napisała:

        > Mi to wygląda na szantaż emocjonalny. Jest taka książka, pod takim właśnie
        > tytułem, może ją zakup i przeczytaj. Ewentualnie poradź się psychologa.
        > Powodzenia

        A moze pamietasz autora tej ksiazki? Mi tez by sie przydala...
        Moja mama ma co prawda dopiero 55 lat ale reaguje podobnie. Na jakiekolwiek
        uwagi, ze cos chcialabym zrobic po swojemu , lub, ze w czyms ona moze nie miec
        racji przyjmuje to jako krytyke pod swoim adresem i strasznie bierze do siebie.
        Placze i wszystkim mowi, ze nikt sie juz z nia na starosc nie liczy i nikomu
        nie jest potrzebna. Zupelnie nie wiem juz jak z nia rozmawiac, bo jedyne co
        wydaje mi sie moge zrobic aby jej nie sprawiac przykrosci to postepowac tylko
        tak jak ona chce! A przeciez mam prawo zyc po swojemu. Boje sie co bedzie gdy
        ona bedzie miala 70 lat i wszystko sie jeszcze nasili.
        Jesli chodzi o wizyte u psychologa to tez probowalam. Najpierw poszlam sama,
        ale to nie wiele daje, jesli druga strona nie chce pojsc na wspolna terapie.
        • monhen Re: Moja mama mieszka z nami 27.01.05, 14:30
          psychotekst.com/pyt_dda.php3?id=372
          moze tu cos sie znajdzie
        • rak220 Re: Moja mama mieszka z nami 27.01.05, 15:15
          ilonadw-masz rację to jest jak szantaż .Ja mogę do niej mówić i próbować z nią
          rozmawiać a mama kiedy ja do nie mówię poprostu wychodzi i żadne próby nie dają
          rezultatu .Nawet kilkakrotnie powiedziała mi ,ze się wyprowadzi .
          Mówię do niej gdzieś na wieś (mówi ,wtedy do mnie ,tak matka już stara
          niepotrzebna .Zadne argumenty do niej nie docierają .Woli milczeć i robić
          swoje ,niżeli porozmawiać .
          jennifer-e Twoja mama jest jeszcze młoda .Jeśli mogę doradzić -to nie ulegaj
          jej .Bo bedziesz miała jeszcze gorzej .
          Oj ,gdybym wiedziała to 7 lat temu ,to nigdy nie zgodziłabym się na taki
          układ .Ale kto to mógł przewidzieć .Jedyne co mogę zrobić to wyciągnąć z tego
          wnioski i nie popełnić na przyszłość takiego błedu jaki teraz zrobiłam .
          Wiem ,ze to moja mama i szanuję ją ale naprawdę męczę się z tym i ja i moja
          rodzina .
          Moze znajdzie się tu ktoś co sobie poradził z takim problemem.Pozdrawiam
          • jennifer_e Re: Moja mama mieszka z nami 27.01.05, 16:25
            Rak, wspomnialas wczesniej, ze masz 4 rodzenstwa, czy nie jest opcja, zeby mama
            zamieszkala z ktoryms z nich teraz? Zdaje sobie sprawe jak trudno bedzie jej to
            dyplomatycznie wytlumaczyc tak, aby nie zranic jej uczuc...
            • rak220 Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 08:10
              jennifer-e, tak mam 4 rodzeństwa ale wiesz ona przez lata niestety ale nas na
              to przygotowywała ,ze jej najlepiej będzie u nas .Teraz to wiem. Ona nawet mnie
              strasząc ,że się wyprowadzi to nigdy nie wspomniała ,że moze do któregoś z
              rodzeństwa tylko ,że pójdzie na wieś i tam będzie mieszkać .I prawdę mówiąc
              to ,do nikogo innego by nie poszła.Choć mieszkamy blisko siebie to mama
              sporadycznie chodzi do rodzeństwa .Mimo propozycji i namów aby poszła ich choć
              odwiedzić ,to mówi "a co ja będę im przeszkadzać i zawracać głowę ,oni mają
              swoje rodziny i swoje życie ".I na tym się kończy .Na wszelkie propozycje i
              namowy aby gdzieś poszła tak to kwituje .Oj ,ciężko mi się o tym pisze ale i
              czuję trochę ulgi ,ze mogę się choć trochę pożalić .Pozdrawiam
              • jennifer_e Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 11:46
                rak220 napisała:


                > to mówi "a co ja będę im przeszkadzać i zawracać głowę ,oni mają
                > swoje rodziny i swoje życie ".

                A czy ona nie widzi, ze Ty tez masz prawo miec swoja rodzine i swoje zycie? Czy
                ona nie widzi, ze Tobie jest ciezko? Rozmawialas moze o tym bezposrednio ze
                swoimi bracmi/siostrami? Co oni na to? Przeciez nie moze byc tak, ze caly
                ciezar za dochowanie matki w starosci spada na Ciebie i tylko Ciebie?

                Przypomina mi sie historia mojej ciotki. Ona ma juz ponad 60 lat. Byla
                najmlodsza z czworki rodzenstwa, reszta to byli chlopcy. Ich rodzina mieszkala
                na wsi na kresach wschodnich i tam wierzono, ze corki rodzi i chowa sie po to,
                zeby zajely sie matka na starosc. Mojej ciotki rodzice nie poslali do szkoly,
                bo uwazali, ze nie bedzie jej to potrzebne. Jej bracia zdobywali edukacje i
                zawody, a ona byla przygotowywana do roli gospodyni i opiekunki.
                W koncu uciekla! Jak byla nastolatka to zakochala sie w moim wujku i uciekla od
                nich!
                Moja mama tez uwaza, ze na starosc nikt sie nia tak nie zajmie jak corka, mimo,
                ze ja mieszkam tysiace kilometrow od niej a moj brat dwie ulice dalej.
                • rak220 Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 13:49
                  jennifer-e,widzę że mnie rozumiesz .Oj, nie raz już Jej mówam ,że jest mi z tym
                  cięzko i bardzo mnie męczy taka sytuacja .Ale Ona zawsze powtarza "przecież nic
                  się nie stało i,no i co ze to zrobiłam ".Tłumaczę Jej co i jak ale Ona chyba
                  tego wcale nie słucha.Uwież mi ,ze czuję się cały czas jak pod kontrolą .Ciężko
                  jest to opisać .Mama uważa ,że jak mieszka u nas to chyba jej obowiązek tak
                  postępować jak postępuję i nie widzi nic w tym złego .Dlatego nawet po
                  ciuchutku wchodzi do nas na górę .A jak tylko wyjdę do miasta czy gdzieś to
                  zawsze zauważę jej obecność .A to kwiatki mi poprzestawia a to jakąś serwetkę
                  położy .I co ?-mogę Jej mówić to jakiś 1 lub 2 jeset spokój a póznie nadrabia
                  to ze zdwojoną siłą .Niby to nic -ale tak na codzień to naprawdę jest
                  uciążliwe .Oj ,dość tych żali .Tak już chyba musi by.Pozdrawiam .Ania
        • owera Moja mama mieszka z nami 27.01.05, 16:54
          jennifer_e napisał(a):
          > Placze i wszystkim mowi, ze nikt sie juz z nia na starosc nie liczy i nikomu
          > nie jest potrzebna. Zupelnie nie wiem juz jak z nia rozmawiac, bo jedyne co
          > wydaje mi sie moge zrobic aby jej nie sprawiac przykrosci to postepowac tylko
          > tak jak ona chce!

          To nie jest jedyne rozwiązanie. W takich przypadkach one (matki)najczęściej
          mysla , ze sa nikomu niepotrzebne na starość a bardzo chcą być potrzebne.
          Tłumaczenie , ze to nie prawda nic nie daje w obliczu tego , ze nie pozwala im
          się służyć nam pomocą. To z naszego punktu widzenia ta pomoc jest zbędna. Z ich
          punktu widzenia jest odrzucana razem z nimi.
          Trzeba je od czasu do czasu o coś poprosić, a potem pochwalić i
          powiedzieć "dziękuję, jesteś kochana, nieoceniona, niezastapiona itp". Moja
          mama ceruje mi skarpetki. Mi i dziecku. Praca, nieciężka, absorbująca, moje
          dziecko drzę skarpety w takim tempie ze pracy jej nie zabraknie no i mama jest
          mi do tego cerowania niezbedna , bo przecież ja nie potrafię i nie mam czasu
          się uczyć. Wszystko inne robię po swojemu :-)))
          Możecie wymyśleć coś innego, co by wam nie przeszkadzało a ją absorbowało.
        • trzydziestoletnia Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 13:58
          > Jesli chodzi o wizyte u psychologa to tez probowalam. Najpierw poszlam sama,
          > ale to nie wiele daje, jesli druga strona nie chce pojsc na wspolna terapie.

          Tak Ci powiedzial/a psycholog..??
          Ekhem.. na wspolna terapie to chodza malzonkowie,pary, ew. rodzice z
          maloletnimi dziecmi, ale nie kobieta 30letnia z 55letnią mamusią..

          Terapia potrzebna TOBIE, bo to Ty chcesz nauczyc sie takich kontaktow z matka,
          ktore Ci nie szkadzą..
          Nieprawda, ze terapia bez mamusi niewiele daje - wiekszosc ludzi [wlasciwie
          wszyscy] jakich znam i majacych problemy z rodzicami (czy raczej ze soba z
          powodu rodzicow) odbywala calkiem samodzielne terapie. Sama taka odbylam i
          oczywiscie, ze mi "wiele dala" mimo, ze mamusi na nia nie ciagnelam. A
          poukldanie sie w sobie, nauczenie bardziej swiadomych kontaktow ze soba i
          innymi (w tym z rodzina) zaowocowalo zmianami rowneiz w stosunkach rodziny ze
          mną. A jakos tak po drodze (absulutnie na to nie liczylam!) mama skorzystala z
          odwyku, przestala naduzywac uzywek i zmienila swoje zycie baardzo - gotuje,
          pierze i robi to co robia inne matki, a czego nigdy nie robila. WSZYSTKO JEST
          MOZLIWE.


          --
          Trzydziestoletnia - Joanna
        • trzydziestoletnia Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 14:13
          Co do ksiazki to ja polecam "Toksycznych rodzicow" Susan Forward (polecial mi
          ja terapeutka).
          I jeszcze jedno - nigdy w podjeciu terapii nie bylo moim celem ZMIANA RODZICA -
          ale praca nad soba, by nauczyc sie zycia m.in. z rodzicem takim jak jest. A
          jesli ktos sadzi, ze zmienic musi sie matka to chyba stoi na przegranej
          pozycji, moze sobie czekac do smierci.. Zmienic mozna tylko i wylacznie nasze
          kontakty z nia - a tym samym jakos je dostosowac do nietoksycznych dla nas
          granic.
          Jesli ktos nie wierzy, ze zmiana jakos zycia jest mozliwa bez zmiany matki to
          powiem Wam, ze jest masa kobiet alkoholikow, ktore chodza na terapie (nie
          mezowie, ale one!) i mimo ze maz nadal pije to zmieniaja swoje zycie, kontakty
          z tymi mezami, potrafia przystoswoac to wszystko by odiagnac duzo wiekszy
          komfort zycia. I co Ty na to? :))
    • cyberski Re: Moja mama mieszka z nami 27.01.05, 15:38
      Ksiazki "pomocne" to:
      Susan Forward "Szantaż emocjonalny" (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne)
      Susan Forward "Toksyczni rodzice" (bodajże Santorski & co)

      Dobre książki; no w każdym razie mi pomogły
    • psychoguru Ofiara wlasnej dobroci 27.01.05, 20:19
      rak220 napisała:
      > Postaram się opisać moją sytuację .Może i mi coś doradzicie .
      > Od 21 lat mam swoją rodzinę ,mieszkamy w swoim domu .Od 6 lat moja mama
      > zamieszkała u nas .(powód tego jest dość dziwny )ale nie o to
      > chodzi ,zaproponowaliśmy jej to ,choć moze ona przez lata o tym mówiła i
      > niestety stało sie jak stało .Mama ma już 76 lkat jeszcze ubiegłego roku
      > pracowała zawodowo i wszystko było dobrze,miała zajęcie .Praca dla niej
      > zawsze była ważna .Już od 1,5 roku nie pracuje i wtedy to się zaczęło .Ona
      > poprostu chce robć wszystko za nas ,a jak jej mówimy ,ze my sami chcemy ,

      Niestety padlas ofiara wlasnej, godnej najwyzszego podziwu, dobroci. Nie ma tu
      dobrego wyjscia poza lagodzeniem napiec czyli nie przejmowaniem sie zbytnio i
      tolerowaniem zachowania mamy. A to dlatego ze osoby 76-letnie nie moga sie
      zmienic a byloby nieludzkie wszczynac z nimi zasadnicze nieporozumienia. Wrecz
      przeciwnie powinnas byc przygotowana ze beda rosly trudnosci a ludzie zyja
      dlugo tak ze nastaw sie na dalsze 15 lat z coraz wiekszymi problemami. Po prostu
      trzeba pogodzic sie z losem i widziec sprawe pozytywnie: masz wielkie serce i
      to powinno byc zrodlem zadowolenia.

      • rak220 Re: Ofiara wlasnej dobroci 28.01.05, 07:58
        psychoguru ,dzięki Ci za miłe słowa pod moim adresem .Tak to chyba prawda ,że
        jestem ofiarą własnej dobroci -choć jest to mało pocieszające .Jej poprostu u
        mnie jest dobrze i czuje się tu dobrze .Niestety tak jak piszesz musimy uzbroić
        się w cierpliwość -ale to naprawdę jest trudne .
        Wiesz inaczej się o tym pisze i rozmawia a rzeczywistość jest inna .A ja już
        czasami jestem u kresu wytrzymałości a to najbardziej odczuwają moi
        najbliżsi.Pozdrawiam.
        • trzydziestoletnia Re: Ofiara wlasnej dobroci 28.01.05, 14:34
          > jestem ofiarą własnej dobroci -choć jest to mało pocieszające .Jej poprostu u
          > mnie jest dobrze i czuje się tu dobrze .

          Przepraszam, jesli to zabrzmi brutalnie, ale widzac sprawy prawdziwie duzo
          latwiej sie z nimi zmierzyc. Prawda jest taka, ze nie tyle jestes "ofiara
          dobroci" (choc moze tak przyjemniej o sobie myslec), ale ofiara urobienia przez
          matke i niemoznosci sprzeciwu. To nie z dobroci i twojej szlachetnosci mamusia
          mieszka u Was! Ale dlatego, ze w swoim czasie nie potrafilas jej odmowic i
          nadal dajesz sie urabiac. A "dobrze jej u Ciebie", nie dlatego ze jestes jej
          najukochanszą coreczką - o nie! Dobrze, bo z calego rodzenstwa jestes
          najbardziej pokorna i najbardziej dajesz sobie wchodzic na glowe.. Taka jest
          prawda, nie oszukujmy sie.
          • rak220 Re: Ofiara wlasnej dobroci 28.01.05, 15:02
            trzydziestoletnia-w tym co piszesz moze i masz dużo racji .Też tak mozna to
            nazwać ,ze mnie urobiła ,choć wtedy naprawdę nie widziałam przeszkód aby mama z
            nami zamieszkała .Być moze ,ze nie jestem Jej najukochańszą córeczką (każda
            matka kocha swoje wszystkie dzieci ).A to ze nie zamieszkałaby u któregoś z
            rodzeństwa ,to tylko dlatego że albo któreś z mojego rodzeństwa lub ich
            współmałżonek -poprostu w którymś momencie "ostro "zaprotestowali i nie
            pozwolili aby mama u nich żądziła (ja dobrze o tym wiem )Wtedy było mi bardzo
            jej szkoda .A co mam zrobić Twoim zdaniem jak zadne rozmowy i argumenty do Niej
            nie trafiają .Wiem ,że tak już musi być ,już się z tym pogodziłam ,co nie
            znaczy ze jest mi lekko .Pozdrawiam Cię i zyczę aby Ci sie nie przytrafiło nic
            podobnego .
          • psychoguru Bledna diagnoza, negatywne emocje 28.01.05, 21:01
            trzydziestoletnia napisała:

            > Prawda jest taka, ze nie tyle jestes "ofiara
            > dobroci" (choc moze tak przyjemniej o sobie myslec), ale ofiara urobienia
            >przez matke i niemoznosci sprzeciwu. To nie z dobroci i twojej szlachetnosci
            >mamusia mieszka u Was! Ale dlatego, ze w swoim czasie nie potrafilas jej
            >odmowic i nadal dajesz sie urabiac. A "dobrze jej u Ciebie", nie dlatego ze
            >jestes jej najukochanszą coreczką - o nie! Dobrze, bo z calego rodzenstwa
            >jestes najbardziej pokorna i najbardziej dajesz sobie wchodzic na glowe.. Taka
            >jest prawda, nie oszukujmy sie.

            Twoja diagnoza wyglada na calkowicie bledna i na dodatek mieszasz do niej
            negatywne emocje.

            Sytuacja wyglada tak: Autorka jest osoba w pelni dojrzala, z dlugim stazem
            malzenskim. Nie ma zadnych podstaw by sadzic ze w przeszlosci byla pod wplywem
            matki. W chwili gdy decydowala sie na przyjecie matki do siebie nie bylo zadnego
            konfliktu ani problmeu bo przez kilka nastepnych lat zamieszkiwanie z matka
            bylo bardzo poprawne.

            Sytuacja zmienila sie dopiero gdy matka przestala pracowac. Majac duzo czasu
            i checi do dzialania ma ochote byc potrzebna i aktywna, w swoim rozumieniu
            chce sie jak najlepiej przysluzyc. W jej wieku trudno jest zrozumiec punkt
            widzenia drugiej strony bo cala osobowosc jest juz jakby zamrozona i niezdolna
            do zmian.

            Mowienie o urabianiu jest wiec bez podstaw.

            Widac ze matka zostala przyjeta w odruchu dobroci a problemy zaczely sie
            dopiero niedawno i nie mozna bylo przewidziec ze tak sie stanie z wyjatkiem
            tego ze w miare uplywu lat zaczna sie jakies problemy.

            W tej sytuacji nie ma juz wyjscia, nalezy oczekiwac dalszych problemow
            w miare zblizania sie do 80 i powyzej.
    • ellasso Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 13:01
      W mojej rodzinie była pdobna sytuacja. Brat mojej mamy mieszka razem ze swoimi
      rodzicami (moimi dziadkami). Babcia (lat 78) przez całe życie była w domu
      najwazniejsza, o wszystkim decydowała i wszystkim pomagała. Niestety angażowała
      się również w życie "młodych". Ostatecznie ta sytuacja konfliktowa i kilka
      innch problemów w rodzinie wpędziły ja w depresję!!! Babcia ciągle bierze leki
      lecz nie wydobrzała do końca. Teraz ciągle mówi o smierci, żałuje, ze nie ma
      juz swojego ogródka i mówi, ze już nikomu nie będzie przeszkadzac.

      Uważaj na mamę, bo sytuacja moze ja wpędzic w chorobę. Nie zazdroszcze Ci
      sytuacji, nie wiem co powinnas zrobic. Sytuacja jest niezdrowa zarówno dla
      Twojej mamy, jak i dla Ciebie i Twojej rodziny. Myślę, że Twojej mamie pomoże
      świadomość, że jest potrzebna. Moją babcię poprosiłam, żeby zrobiła mi szalik i
      czapkę - to jej pomogło na pewien czas, bo zaangażowała sie w ta czynność
      całkowicie. A ja przekonywałam ją, ze tylko ona moze mi pomóc, bo w sklepie
      takich szalików nie ma :) Niestety to tylko czasowa i niepełna metoda :(

      Powodzenia!
      • rak220 Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 13:26
        Tak ,wiem że starsi ludzie chcą się czuć potrzebni .My mieszkamy we własnym
        domku z ogródkiem ,daliśmy jej kawałek ogródka na kwiaty i moze tam robić co
        chce ,ale to dla mojej mamy jest za mało .My w jej odczuciu to wszystko robimy
        nie tak ,nie tak przycinamy drzewka czy zywopłot .Jak tylko usłyszy ze
        planujemy coś na jutro to potrafi wstać rano i zrobić to po swojemu .Poprostu
        nas wyprzedza .Zimową porą mama rozpala w piecu i poprostu tego pilnuje ,ale to
        wszystko jest Jej za mało .Ja nie pracuję więc całe dnie czuję Jej obecność jak
        tylko chcę coś zrobić to Ona pomimo tego że robi coś innego w tym momencie już
        zaraz jest przy osobie która coś robi .
        ellasso piszesz o podobnej sytuacji w Twojej rodzinie ,ale uwierz mi ,że co
        innego mieć kontakt chwilowy ze starszym człowiekiem a co innego być nacodzień .
        Szanuję moją mamę ,rozumiem Ją ,ze nie ma co zrobić z wolnym czasem .Ale
        przecież nie mogę z siebie zrobić jakiegoś nieudacznika zyciowego .
        Wiesz kiedyś też inaczej oceniałam i widziałam ten problem ale teraz patrzę na
        to inaczej .Pozdrawiam
        • trzydziestoletnia Re: Moja mama mieszka z nami 28.01.05, 14:44
          rak220 napisała:

          > Tak ,wiem że starsi ludzie chcą się czuć potrzebni

          Mozna byc potrzebna w rozny sposob - np jak pani Roza w ksiazce "Oskar i pani
          Roza". A mozna nie tyle chciec pomóc, ale postawic na swoim..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka