Dodaj do ulubionych

Biję, więc byłam/em bita/y?

03.02.05, 11:30
Trochę obok dyskusji o biciu dzieci. Jest ponoć takie twierdzenie, że nie
każdy, kto byl bity, bije, ale każdy, kto bije, byl bity. Zgadzacie się z
tym? Ja nawet bym nie powiedziała, że bylam bita - lanie dostałam od taty
trzy razy. Do dziś pamiętam każde uderzenie rzemiennym paskiem i ból, ale też
doskonale pamiętam, za co dostawałam. Na złe mi to nie wyszlo, rodziców
kocham bardzo i mówiąc szczerze, nie będę się wahała, czy użyć tej
drastycznej metody, kiedy moje dzieci (jeszcze ich nie mam) poważnie nabroją,
bo wiem, że czasem baty lepiej tłumaczą niż rozmowy;) Więc reguła się
sprawdza w moim przypadku. A u was?
Obserwuj wątek
    • myga Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 11:35
      Nie bilam. Nawet jak dalam matczynego klapsa, bardziej mnie to bolalo, niz
      winowajce. Nie wyobrazam sobie bicia na zimno, pasem, tym bardziej przez
      doroslego faceta.
      Nie chce tez, aby moje dzieci mialy takie wspomnienia z dziecinstwa.
      Mam trojke wspanialych dzieci.
    • ziemiomorze Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 12:06
      Kochac mozna kazdych rodzicow - takze takich ktorzy bija codziennie, glodza
      albo naduzywaja. Dzieci - tak juz jakos jest - kochaja i chca byc kochane i
      wersji 'mam idealnych rodzicow' bronia czesto wielkim (swoim emocjonalnym)
      kosztem.
      Bicie zawsze wychodzi na zle - zwlaszcza takie 'na zimno' (plus teksty 'tatusia
      bardziej boli niz ciebie', ktore dodatkowo budza poczucie winy w dzieciaku). Co
      dobrego moze wyniknac z sytuacji przemocy? Jesli masz odpowiedz, to chetnie ja
      poznam,
      • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 13:32
        klasycznie przytaczana odpowiedzia na to jest:

        ingmara bergmanna bili i zamykali w ciemnej komorce

        i wyrosl z niego bergmann


        nie jestem za biciem

        ale mysle ze to sprawa indywidualnych przypadkow

        tzn. potrafie sobie wyobrazic srodowisko i okolicznosci

        w ktorych byc moze byloby to lepszym wyjsciem

        (mowie o laniu wychowawczym, nie o katowaniu)



        i mysle ze wszyscy popelniacie maly blad w zalozeniu -

        - tzn idealizujecie sytuacje i srodowisko
        • ziemiomorze Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 16:15
          Opowiedz o tym laniu wychowawczym.
          • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 16:22
            oj czepialska...

            ja nie bede bil, a przynajmniej boze nie daj mi tak sie sfrustrowac, bym to robil


            ale wyobraz sobie rodzine: biedna matka i pijacy ojciec. nie robi awantur, jest
            lagodny tyle ze chleje i rzadko bywa. nedza. mieszkaja ... ja wiem gdzies w
            okolicach stalowej na pradze. okolicznosci sa takie, ze dziecko wychowuje ulica,
            koledzy etc, bo matka mimo ze chce nie ma czasu sie nim zajac.

            i co jest lepsze - wpie.. kiedy dziecko zaczyna zbaczac z kursu

            czy lagodna perswazja raz na pol roku, ktora oleje?

            nie wiem
            • ziemiomorze Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 20:37
              Tak, wydawaloby sie, ze odpowiedz na pytanie 'czy nie lepiej, zeby dostal pare
              razy porzadne manto, jesli to mialoby zapobiec temu, ze zostanie
              gwalcicielem/morderca?' jest prosta.
              Pomysl - ta przemoc jest wyrazem bezradnosci i braku rodzicielskich
              umiejetnosci. Ich konsekwencje ponosi niewinny,
              • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 21:57
                alez ja to wszystko wiem. ta przemoc JEST wyrazem i tak dalej. konsekwencje
                ponosi NIEWINNY. jasne. ale to jest to, co napisalem o idealizowaniu
                okolicznosci przez Was. kazde bicie to wyraz zagubienia rodzicow i bledow juz
                popelnionych.


                ale co kiedy juz te bledy SA popelnione

                rodzic ma duzo innych problemow rowniez ze soba

                mimo wszystko kocha dziecko i totalnie nie wie co zrobic z nim i ze soba???




                nie sadzilem ze posadzisz mnie o kreowanie latwych idealnych rozwiazan

                ja nie wiem

                ale sadze ze nie jest to takie latwe i jednoznaczne jak sie Wam wydaje
                • ziemiomorze Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 22:29
                  W ten sposob moznaby usprawiedliwic wszystko. Zrozumienie czegos nie oznacza na
                  to zgody,
            • marybellows Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 09:05
              K.., Krish, napisałeś właśnie o miejscu, skąd pochodzę i gdzie mieszkam i o
              metodach wychowawczych, jakich doświadczałam. Sam widzisz, durniu, jaka jestem
              teraz popieprzona! Sam mi to wytykasz przy każdej okazji! A ja na wirtualną
              odległość czuję w tobie wroga, nawet ci to napisałam. Zaożyłeś, chamie, ze
              takie dzieciaki jak ja nie maja wrażliwej duszy, tylko twarde dupy, przez które
              odbierają świat, tak?.. Nienawidzę cię durniu! Nie odpisuj. Albo odpisuj, i tak
              mam to w swojej gruboskórnej dupie..
              • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 09:56
                widzisz buko,

                nie napisalem ze jestem za biciem

                napisalem ze BYC MOZE w niektorych sytuacjach jest to najlepsze z samych zlych
                dostepnych wyjsc

                nie jestem az tak ciekaw Twojego zycia, ale z tego co wnosze nie znalazlas sie
                na marginesie

                ale skoro wychowalas sie tam to moze masz kolegow ktorzy juz wachaja kwiaty od
                dolu lub wlasnie sa i jeszcze dlugo beda w dosc odosobnionym miejscu

                czy masz pewnosc, ze gdyby ktos ich kiedys powstrzymal we wlasciwym momencie
                nawet zlaniem dupy, staloby sie tak samo

                ja tej pewnosci nie mam, rowniez nie mam jej co do twierdzenia przeciwnego.
                napisalem ze nie wiem.

                nigdzie nie zalozylem ze dzieciaki nie maja wrazliwej duszy ani ze masz
                gruboskorna dupe. chcialem bys zdjela maske i przestala grac.i dwa razy sie
                udalo. przyjrzyj sie i zrob z tym co chcesz

                to ze czujesz we mnie wroga, to Twoje. od siebie powiem, ze pozostaje mi zyczyc
                Ci, bys spotykala w zyciu wylacznie ludzi tak Ci niezyczliwych jak ja.
                podejrzewam, ze na tym forum znalazloby sie kilku bardziej. ale to moja osobista
                opinia.

                chamem jestem, fakt

                co do durnia, chyba nie, ale nie mi to oceniac
                • marybellows Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:16
                  Tak, mam, a raczej miałam, znajomych, którzy juz nie zyja, bo zaczęli ćpać - bo
                  byli bici w domu. Fajnych, wrażliwych ludzi, którym jakoś trudno było
                  zaakceptować taki "porządek świata".
                  Znam dziewczyny, które w wieku 16 lat zachodziły w ciażę nie dlatego, że
                  kochały, tylko żeby uciec z domu, w którym były bite. I nie były one urodzonymi
                  lumpiarami, gdyz nie istnieje coś takiego. Niektóre pieknie rysowały, inne
                  spiewały, inne znów slicznie wygladały.. To się zmarnowało..
                  Znam tez paru chłopaków, którzy zostali "chłopakami z miasta" - przekuli swój
                  dziecięcy wstyd, łzy na klatce, upokorzenie, na broń pod kurtką, wielki
                  samochód, karczycho byka i wzbudzanie strachu w innych.. I nie chcą, zeby
                  kojarzono ich z tym chłopczykiem, co siedział pod murkiem kamienicy z gilem u
                  nosa i płakał, bo pijany ojciec przhandlował mu rower i jeszcze wpieprzył..
                  To oni na ogół głoszą, że rodziców mieli ekstra i osiagnęli wiele, a bicie to
                  nic. Mieli duże poczucie godności, nie poszli w wódę - ale zatracili
                  rozróznienie dobra i zła.
                  A najwięcej to jednak poszło w wódę. A ja może i pokończyłam fakultety, ale to
                  nie świadczy o życiowym sukcesie i kompetencjach. Nie umiem kochać i boje sie
                  bliskości. Nie zamierzam tez miec dzieci, bo ktoś kto ma cykliczne mysli
                  samobójcze nie jest opoką dla małych ludzi.
                  Ale ty i tak nic nie rozumiesz, choć kreujesz się na tym forum na szorstkiego
                  acz moralnego prawdomówcę.. Bujaj się, Krish! - mówię jak dziewczyny z Pragi.
                  • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:23
                    wbrew pozorom rozumiem. i w tym co napisalas masz racje.

                    ale czy nie znasz przypadkow z przeciwleglego bieguna ?

                    moze i takie istnieja

                    i do cholery, jestem przeciwnikiem bicia

                    co do michalczewskiego - byl dobrym bokserem, ale jest dla ciebie wiarygodne co
                    mowi facet trzymajacy swa Pania za nagie piersi na okladce superexpresu?

                    bujam sie. zostan z bogiem
                    • marybellows Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:58
                      Bardziej jest wiarygodne to, co mówi taki prosty facet jak on, taki facio, co
                      nie wyczuwa, że trzymanie lubej za cycki jako temat zdjęć do prasy jest passe',
                      niz to, co mówi taki hipokryta jak ty. I boga nie przywołuj w rozmowie, w
                      której - przeczytaj dobrze to, co napisałes! - uznajesz sens bicia dzieci.
                      Gott mit uns, faszysto, tak???
                      • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 11:05
                        nie jestem faszysta, choc szczerze mowiac nie zalezy mi bys wierzyla

                        trzymanie lubej za cycki nie jest passe

                        to tylko dowod ze wszystko zrobisz i powiesz dla popularnosci

                        tak i nie wierze w szczerosc innych jego wywodow (ale to na marginesie)


                        hipokryta owszem jestem. rownym z Toba

                        to Ty nie umiez czytac. masz klapki i z tego powodu nie pogadamy. przepraszam,
                        bo moze dotknalem gdzies u Ciebie zywego. nie bylo to moim zamiarem tak drazyc.
                        • marybellows Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 11:14
                          To tobie sprawia kłopot czytanie tekstu wybiegającego poza zdania
                          proste /podmiot - orzeczenie/. Sam swoje teksty "parcelujesz", pewnie żeby nie
                          uciekł ci wątek... Napisałam, że trzymanie żony za cycki jako temat zdjęć
                          prasowych jest passe - ty pominąłeś dopełnienia /ich uwzglednianie przerasta
                          twoją wydolność percepcyjną?/ i wyczytałeś "trzymanie żony za cycki jest passe".

                          Cieszę sie, ze najwyraźniej tez mnie nie lubisz i nie chciałbys ze mna gadać,
                          bo może w realu tacy jak ty tez będa mnie omijać, dzieki czemu moje zycie
                          będzie znacznie sympatyczniejsze, niz gdyby było odwrotnie!
                          • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 11:16
                            nie napisalem ze cie nie lubie. uwazaj tak, jesli chcesz

                            skoro sobie zyczysz, bede Cie omijal. OK
                  • bazylia7 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:34
                    > Znam dziewczyny, które w wieku 16 lat zachodziły w ciażę nie dlatego, że
                    > kochały, tylko żeby uciec z domu, w którym były bite. I nie były one
                    urodzonymi
                    >
                    > lumpiarami, gdyz nie istnieje coś takiego. Niektóre pieknie rysowały, inne
                    > spiewały, inne znów slicznie wygladały.. To się zmarnowało..
                    > Znam tez paru chłopaków, którzy zostali "chłopakami z miasta" - przekuli swój
                    > dziecięcy wstyd, łzy na klatce, upokorzenie, na broń pod kurtką, wielki
                    > samochód, karczycho byka i wzbudzanie strachu w innych..


                    to tylko jedna strona medalu

                    ja znam takie, ktore nigdy bite ne byly, matka obchodzila sie jak z jajkiem, a
                    panienka w wieku lat 13-tu mamusie od roznych potrafila wyzwac bo jej nie takie
                    jak trzeba dzinsy kupila...
                    i chlopakow noszonych na rekach przez matke, ciagle dowartosciowywanych przez
                    ojca, ktorzy skonczyli jako alkoholicy...

                    moze zatem nie upraszczaj i nie probuj tworzyc nowych stereotypow, bo tych
                    dosyc duzo jest w ludzkich glowach...

                    wystarczy by kilkakrotnie zamazac prawdziwy obraz swiata... nie potrzeba tego
                    wiecej

                    • marybellows Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 11:02
                      Nie twierdzę, że czułe wychowanie jest gwarantem przyszłej nienaganności
                      dziecka. Twierdzę, że osobiście widziałam, jak bicie i poniżanie było
                      zabijaniem istniejącej dobroci i potencjału wielu dzieci. I dodam, że znam tez
                      takich, po których spłynęły tamte doświadczenia, przeszli przez to i dzieci
                      swoich nie biją - i to są dla mnie prawdziwi bohaterowie.
                    • myga Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 12:06
                      ja znam takie, ktore nigdy bite ne byly, matka obchodzila sie jak z jajkiem, a
                      > panienka w wieku lat 13-tu mamusie od roznych potrafila wyzwac bo jej nie takie
                      ___________
                      Co mozesz wiedziec, o tym, jak sie obchodzila? Miloscia prawdziwa i madra nikogo
                      sie nie zepsulo.
                  • hermiwea Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 11:18
                    Hmmm, ale mam wrażenie, że autorce wątku nie chodzilo o znęcanie się nad
                    dziećmi, o doprowadzanie ich do stanu, kiedy chcą za wszelką cenę uciec z domu,
                    gdzie byly bite i niekochane. Znam masę domów, gdzie relacje rodzice-dzieci
                    (już dorosle) są naprawdę super, a kiedy dzieci byly male, to dostawaly
                    symbolicznie pasem po tylku za większe "przestępstwa". Takie bicie, jak sądzę,
                    nie pozostawia urazów w psychice dziecka, jest po prostu karą i przechodzi się
                    nad nim do porządku dziennego. Nie pochwalam bicia dzieci, ale wydaje mi się
                    też, że parę pasów aż tak bardzo nie szkodzi.
    • mathias_sammer Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 12:12
      arotta napisała:

      > Trochę obok dyskusji o biciu dzieci. Jest ponoć takie twierdzenie, że nie
      > każdy, kto byl bity, bije, ale każdy, kto bije, byl bity. Zgadzacie się z
      > tym?
      Nie zgadzamy sie. Nigdy nie slyszalem o takim "twierdzeniu", a tym bardziej o
      takiej praktyce, ale ja tam nie wiem.. Drygam tylko.
      M.S.
    • romartyna Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 12:29
      całkowicie sie z tobą nie zgadzam!!!Więc może spróbuj wyobrazić sobie pewną
      sytuację:Ktoś kto cię kocha ,strasznie ciebie obraża,wyzywa,jak sie wtedy
      czujesz?tylko że ty w porównaniu z małym dzieckiem, który jeszcze w zaden
      sposob nie potrafi sie obronić, ty możesz krzyknać na kogos,powiedziec co o tym
      myslisz i tym samym wyzwalasz cale swoje emocje, a dziecko?!niestety ale nie
      jest w stanie tego zrobic,więc ukrywa te emocje w sobie, az w koncu gromadzi
      sie w nim straszny gniew przez całe jego życie. widocznie jestes wystarczająco
      silna psychicznie i ''klapsy''ojca nie zaszkodzily tobie,ale skąd wiesz ze
      twoje dziecko bedzie na tyle silne aby to wytrzymać??!
    • xy2 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 12:34
      a ja bym nie mogła uderzyc dziecka. co taki maluch moze zrobic takiego
      strasznego, że trzeba siły fizycznej uzywac.
      od początku budowac autorytet a nie bić
    • ivek Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 12:46
      Hej Arotta,
      wiesz zanim przeczytalem Twoj post przypomnial mi sie tekst babki, psychologa,
      ktora pisze do miesiecznika Dziecko, ale pozniej zobaczylem, ze o tym wspomniala
      juz ziemiomorze, a na dodatek Twoj list jest niemal dowodem na racje tego
      wspomnianego psychologa.
      Otoz twierdzila ona, ze ludzie prani w dziecinstwie, ktorzy twierdza mnie lano i
      wyroslem/am na porzadnego czlowieka usprawiedliwiaja swoich rodzicow wlasnie
      (ktorych notabene kochaja). Bo przeciez moi kochani rodziciele nie mogli sie mylic.
      Nie mam nic przeciwko idealizowaniu Szanownego Calcium (wapniakow znaczy sie),
      ale czy przyszlo Ci do glowy kopnac w dupe obca osobe ktora brzydko sie
      zachowuje w hipermkecie? Nie to dlaczego chcesz bic dziecko skoro nabroi?
      Ciekaw jestem argumentow innych niz, ja pamietam bool do konca zycia rzemienia
      ale jestem dobrym czlowiekiem wiec bicie jest oka.
      pozdrawiam,
      Aj
      • xy2 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 13:06
        bzdura, z dzieckiem trzeba rozmawiac a nie bić. są inne argumenty.
        synowa zony mojego ojca wychowuje dzieci "bezstresowo". nigdy ich nie bije,
        dużo z nimi rozmawia, okazuje im tyle ciepła, ze dzieci nie daja jej
        jakichkolwiek powodów do agresywnych zachowań, szanuje ich problemy, nie zbywa
        ich słowami to bzdura, radź sobie sam bo to pierdoły. i są świetnymi,
        wrażliwymi dziećmi
        da sie bez bicia
        • ivek Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 13:23
          xy2 napisała:

          > bzdura,
          a komu odpowiadasz? Bo cos chyba sie pogubilem...
          Aj.
    • alicja-ciekawska Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 13:25
      arotta napisała:

      > Trochę obok dyskusji o biciu dzieci. Jest ponoć takie twierdzenie, że nie
      > każdy, kto byl bity, bije, ale każdy, kto bije, byl bity. Zgadzacie się z
      > tym? Ja nawet bym nie powiedziała, że bylam bita - lanie dostałam od taty
      > trzy razy. Do dziś pamiętam każde uderzenie rzemiennym paskiem i ból, ale też
      > doskonale pamiętam, za co dostawałam. Na złe mi to nie wyszlo, rodziców
      > kocham bardzo i mówiąc szczerze, nie będę się wahała, czy użyć tej
      > drastycznej metody, kiedy moje dzieci (jeszcze ich nie mam) poważnie nabroją,
      > bo wiem, że czasem baty lepiej tłumaczą niż rozmowy;) Więc reguła się
      > sprawdza w moim przypadku. A u was?
    • alicja-ciekawska Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 13:28
      sorrki za to ostatnie!wcisnelam omylkowo.

      Ale tak sobie czytam i mysle;
      -nie masz dzieci jeszcze ,a juz wiesz ze bedziesz je bila?!
      to moze sie zastanow ,czy je miec?
    • slotna Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 15:37
      Bylam bita. Zadnego wychowawczego efektu to nie mialo, sprawilo tylko, ze
      znielubilam rodzicow jeszcze bardziej. Mama uwaza, ze mnie nie bila, a ja
      jestem chora ze swoja swietna pamiecia, przechowywaniem zlych wspomnien. Pare
      razy mi wlala zasluzenie - coz takiego, dziadek ja lal i... wiadomo co.
      Ojciec - nie wiem, co mysli, ale wychowywala go tylko babcia, watpie czy kiedys
      go tknela.

      Jest we mnie duzo agresji, i byc moze (oby nie) kiedys wsciekla wtluke dziecku,
      ktore cos przed chwila zbroila, bo bede wiedziec ze moge, mam spoleczne
      przyzwolenie, ba! tradycja rodzinna za mna stoi, a w ogole to mu tylko na dobre
      wyjdzie. I nikt tego nie nazwie przestepstwem. A szkoda.

      "Na zimno", wychowawczo, bic nie bede, bo to bzdura i nie ma zadnej wartosci
      pedagogicznej.

      Chociaz... przed nosem mam przyklad, w ktorym akurat to by sie, przynajmniej
      moim zdaniem, przydalo. Moj mlodszy brat, wychowywany przez mame. Pali, pije,
      zachowuje sie okropnie, zdarzylo mu sie za namowa kolegow zwinac drobiazgi z
      supermarketu (zlapany), prosby nic nie daja, grozb nie ma, bo co mozna mu
      zrobic? Pierwszy raz mysle, ze dobrze by bylo, gdyby przeniosl sie do ojca,
      jego sie troche boi. Jest teraz w 3 kl gimnazjum, jesli nie wezmie sie do nauki
      w najblizszym czasie, wyladuje w zawodowce, a tam... Wole nie myslec. Sama
      chetnie bym mu wlala, nie patrzac na owe "dlugofalowe skutki wychowawcze",
      byleby tylko siadl do lekcji i zakuwal, zanim zmarnuje sie dokumentnie. Ale to
      wyjatek, zaniedbanie.
    • ewka5 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 15:40
      nie wolno bic! To swinstwo, jakie jeden czlowiek moze zrobic drugiemu.
    • lunar1978 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 15:56
      Mnie tam nikt nie bił , przynajmniej tak naprawdę. Pamiętam może zdarzyło się
      coś takiego ze dwa razy i nie było to żadne tam bicie, bo niewiele bolało.
      Pamiętam tylko że było niezasłużenie i bardzo mi się to niepodobało. Dlatego
      wiem że jak będę miał dzieci to chyba nigdy żadnego nie uderzę, przecież to
      byłyby najukochańsze istoty na świecie. Zresztą jak żona coś "zbroi" też warto
      byłoby ją sprać :-) ??
      • qw5 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 19:00
        Żonę nie, bo kobiet się nie bije, ale męża trzeba lać. Bywają problemy natury
        fizycznej, bo jest np duży, albo dość silny. Ale są na to sposoby. Najgorzej
        jak włożysz w to całą swoją siłę, a on się patrzy i durnowato cieszy i
        przytrzymuje cię najmniejszym palcem swojej ręki. Albo podnosi do góry. I choć
        fikasz nogami, tak jak na filmach, niewiele możesz zdziałać.
        Na szczęście człowiek wymyślił coś takiego jak narzędzia. Wtedy idzie o wiele
        łatwiej. I wcale nie trzeba iść od razu do kuchni. Przeciez nie wyciąga się
        czołgu na faceta z szabelką. Poza tym szkoda paprać sprzęt kuchenny.

        Morał - tylko bicie silniejszych przynosi chwałę.
    • witch-witch Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 19:51
      Na złe mi to nie wyszlo, rodziców
      kocham bardzo i mówiąc szczerze, nie będę się wahała, czy użyć tej
      drastycznej metody, kiedy moje dzieci (jeszcze ich nie mam) poważnie nabroją,
      bo wiem, że czasem baty lepiej tłumaczą niż rozmowy;) Więc reguła się
      sprawdza w moim przypadku. A u was?
      ...............................
      Bicie dzieci to najbardziej hańiebny czyn jakiego można się dopuścić. W świecie
      zwierząt żadne zwierzę nie bije swojego potomstwa. Ludzie przynoszą wstyd sobie
      samym karząc i znęcając się nad swoimi dziećmi. W imię wychowania uznaje się
      karę fizyczną jako "doskonały" drogowskaz dla "bezradnych" rodziców. Doskonałe
      usprawiedliwienie dla wygodnictwa i chamstwa w rodzinie.
      Nikt nie mówi, że masz nie kochać swoich rodziców, jednak zrobili i popełnili
      wielki błąd karząc cię fizycznie. O wiele trudniej jest wychowywać dzieci bez
      kary i przemocy. Wymyga to wielkiego wysiłku i opanowania. Spracowani ludzie
      żyjący w wiecznym stresie, wyprani z sił po całodziennym dniu pracy, często
      nie mają już tej koniecznej odrybiny wysiłku aby pochamować swoją złość.
      Wyżywają więc swoje frustracje na najbardziej niewinnych czyli na swoich
      dzieciach. Takie zachowanie i tak w niczym ich nie usprawiedliwia- bicie dzieci
      to podłość i ostatnie chamstwo jakiego można się dopuścić.
      Mówisz, że będziesz robiła podobnie, to powiem ci że jesteś wyprana z uczuć.
      Najpierw przerób swoje dzieciństwo, u jakiegoś dobrego psychoterapeuty abyś nie
      popełniła podobnego wykroczenia co twoi rodzice.
      Daj dziecku najczystszą miłość,tolerancję, wyrozumiałość, radość, wspparcie i
      przyjaźń a nie będziesz nigdy potrzebowała zabierać im wiarę w ludzi i miłość
      poprzez bicie i karanie.
      • cyberski Świat zwierząt 03.02.05, 22:42
        witch-witch napisała:

        >[...] W świecie zwierząt żadne zwierzę nie bije swojego potomstwa. Ludzie przynoszą >wstyd sobie [...]

        To spójrz jak suka dyscyplinuje szczenięta... Warknie... a czasami i za kark chwyci zębami i szarpnać potrafi...
        Jest róznica pomiędzy klapsem, a biciem, czy, o zgrozo, katowaniem dziecka i nie wmawiaj mi , że niem ożna jej dostrzec i , że skutki wszystkich tych zachowań są takie same...
    • cyberski Do ziemiomorze 03.02.05, 22:38
      "Kochac mozna kazdych rodzicow - takze takich ktorzy bija codziennie, glodza
      albo naduzywaja. Dzieci - tak juz jakos jest - kochaja i chca byc kochane i
      wersji 'mam idealnych rodzicow' bronia czesto wielkim (swoim emocjonalnym)
      kosztem.
      Bicie zawsze wychodzi na zle - zwlaszcza takie 'na zimno' (plus teksty 'tatusia
      bardziej boli niz ciebie', ktore dodatkowo budza poczucie winy w dzieciaku). Co
      dobrego moze wyniknac z sytuacji przemocy? Jesli masz odpowiedz, to chetnie ja
      poznam,"

      Piękne teoryjki nie dotrzymujące kroku rzeczywistości...
      Jak już się nie ma konkretnego argumentu, to zawsze można się zasłonić tzw. "wypieranim", którego nieistnienia w konkretnej sytuacji nie sposób udowodnić (że nie sposób udowodnic również tego, że wyparcie istnieje o tym pseudohumaniści jakoś nie mówią)

      Fascynujące jest również to, że radykalni przeciwnicy klapsa nie potrafią przedstawić pomysłu jak wyperswadowac dziecku złe działania, jeśli argumenty "humanitarne" zawodzą. Bredzą za to namiętnie, o tym, że złe zachowanie dziecka to może byc efekt złego postępowania rodziców w przeszłóści wobec dziecka... Pewnie i tak... ale ja oczekuję propozycji konkretnych rozwiązań, a nie bezsilnego oskarżania przeszości. Przeszłość była... pracować nad tym należy, ale co zrobić "tu i teraz" gdy dziecko argumentów "humanitarnych" nijakich nie przyjmuje?

      I powiem tak. Nie byłem bity przez rodziców, ani dziadków, ale nie widze powodu by córce która ma już cztery lata i na szczęście nigdy uderzona jeszcze przeze mnie nie byla, nie strzelić w sytuacji krytycznej klapsa i później o tym porozmawiać.
      • ziemiomorze Re: Do ziemiomorze 03.02.05, 23:49
        cyberski napisał:
        > Piękne teoryjki nie dotrzymujące kroku rzeczywistości...
        > Jak już się nie ma konkretnego argumentu, to zawsze można się zasłonić
        tzw. "wy
        > pieranim", którego nieistnienia w konkretnej sytuacji nie sposób udowodnić
        (że
        > nie sposób udowodnic również tego, że wyparcie istnieje o tym pseudohumaniści
        j
        > akoś nie mówią)
        >
        > Fascynujące jest również to, że radykalni przeciwnicy klapsa nie potrafią
        przed
        > stawić pomysłu jak wyperswadowac dziecku złe działania, jeśli
        argumenty "humani
        > tarne" zawodzą. Bredzą za to namiętnie, o tym, że złe zachowanie dziecka to
        moż
        > e byc efekt złego postępowania rodziców w przeszłóści wobec dziecka... Pewnie
        i
        > tak... ale ja oczekuję propozycji konkretnych rozwiązań, a nie bezsilnego
        oska
        > rżania przeszości. Przeszłość była... pracować nad tym należy, ale co
        zrobić "t
        > u i teraz" gdy dziecko argumentów "humanitarnych" nijakich nie przyjmuje?

        Nie mam argumentow innych, procz takiego, ze sama bylam bita. Doskonale wiem, o
        czym pisze. Znam tez sporo osob, ktore doswiadczyly takiej czy innej przemocy w
        rodzinie - jest ich duzo wiecej, niz bym sobie zyczyla.
        Przemoc w rodzinie jest zawsze wyrazem bezradnosci doroslego - jesli dzieco
        nie 'przyjmuje argumentow >humanitarnych<', to znaczy, ze rodzic jest
        niekompetentny (pomijajac wypadki psychopatii dzieciecej - ale tu bicie takze w
        niczym nie pomoze), albo zwyczajnie glupi czy niedojrzaly.

        > I powiem tak. Nie byłem bity przez rodziców, ani dziadków, ale nie widze
        powodu
        > by córce która ma już cztery lata i na szczęście nigdy uderzona jeszcze
        przeze
        > mnie nie byla, nie strzelić w sytuacji krytycznej klapsa i później o tym
        poroz
        > mawiać.

        Ciekawe, po co mialbys jej tego klapsa strzelic?
        Czy jesli nie slucha cie twoj kumpel, to dajesz mu w morde?
        Jesli ekspedientka nie jest dosc uprzejmia, wymierzasz jej policzek?

        Tak, jak juz to zrobisz, to porozmawiaj z nimi o tym, na pewno zrozumieja,
        • cyberski Re: Do ziemiomorze 04.02.05, 00:11

          > Ciekawe, po co mialbys jej tego klapsa strzelic?
          > Czy jesli nie slucha cie twoj kumpel, to dajesz mu w morde?
          > Jesli ekspedientka nie jest dosc uprzejmia, wymierzasz jej policzek?

          Porówniania z lekka nietrafione, bo dajesz przykłady ludzi dorosłych odpowiedzialnych całkowicie za siebie. Jeśli ktoś taki będzie zagrażał mojemu zdrowiu, zyciu lub mieniu (lub moim najbliższym) to będę wówczas bił starając się nie zabić, ale bezpowrotnie okaleczyć...

          A co do dziecka...
          Jeśli będzie sobie zagrażało i argumenty "humanitarne" nie trafią do jego rozumu to taki "strzal" potrafi czasami przywrócic jasność myślenia. A o to by miało swoje zdanie i potrafiło go bronic dbam już od pewnego czasu
    • robert78 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 22:49
      Zdaję sobie sprawę, że byłem wyjątkiem w świecie dzieci. Tylko strach przed braniem w dupę powstrzymywał mnie od pewnych rzeczy. Pewnie byłem zbyt głupi, żeby docenić łagodne perswazje, które niestety olewałem. Zawsze zazdrościłem innym aniołkom ich cudownych rodziców, którzy z uśmiechem na ustach prowadzili z nimi głebokie dysputy o grzecznym zachowaniu:)
      • ziemiomorze Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 03.02.05, 23:53

        Jak ktory dzieciak trudny jest, to trzeba mu wlac, bo inaczej pojdzie na
        zatracenie normalnie. Dziecko jedne to jest mile i grzeczne, a drugie zle i
        takie to bic trzeba, pachem najlepiej, zeby mores czulo i szacunek dla
        starszego byl. Po takim laniu to chodzi jak w zegarku bachor jeden z drugim
        • cyberski Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 00:14
          ziemiomorze napisała:

          >
          > Jak ktory dzieciak trudny jest, to trzeba mu wlac, bo inaczej pojdzie na
          > zatracenie normalnie. Dziecko jedne to jest mile i grzeczne, a drugie zle i
          > takie to bic trzeba, pachem najlepiej, zeby mores czulo i szacunek dla
          > starszego byl. Po takim laniu to chodzi jak w zegarku bachor jeden z drugim

          Daj "humanitarne" rozwiązanie co zrobić w sytuacji gdy dziecko nie słucha? Tylko nie mów tu o błędach wychowawczych z przeszłości, a o konkretnym rozwiązaniu na "tu i teraz" gdy rozmowa (mniej lub bardziej dobitna) nie pomaga.
          • ziemiomorze Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 00:44
            Sa rozne sposoby rozmowy, sa rozne powody bycia niegrzecznym. Nuda, proba
            przechwycenia wladzy w rodzinie przez dziecko, proba zwrocenia na siebie uwagi -
            mnostwo, pewnie tyle, ile dzieci. Ty jestes dorosly, Ty zdecydowales sie
            zostac rodzicem i to Ty powinenes wiedziec, o co tak naprawde chodzi dziecku.
            Pomijajac zachowania psychopatyczne czy choroby takie jak zespol
            nadpobudliwosci ruchowej, nie spotkalam dziecka, ktore lamaloby normy rodzicow
            ot tak. Cos sie za tym kryje.

            Kluczem do porozumienia - zwlaszcza w sytuacji zaleznosci - sa szacunek i uwaga
            ze strony silniejszego. Bijac odmawiasz dziecku pierwszego (dlaczego wydaje Ci
            sie, ze masz do tego prawo?) i dowodzisz, ze nie stac cie na drugie.

            Bicie jako dorazne rozwiazanie? Skuteczne? Pytanie, co ze stosowania tego
            doraznego zachowania wyniknie. Wychowanie strachem, cierpieniem czy
            upokarzaniem jest gowno warte, trudno to nazwac wychowaniem, bardziej
            przypomina tresure. Czy czlowiek tresowany w dziecinstwie wyrosnie na osobe,
            ktora sama siebie darzy szacunkiem? Czy stac go bedzie na szacunek dla innych?
            Czy w ogole bedzie umial dorosnac?

            Znalam dzieciaki z Powisla, z dolow spolecznych, rodzin typu 'matka sie puszcza
            a ojciec pije' - szesciolatki rzucaly ku..mi, kradly i byly dziko nieufne.
            Mozna je bylo oswoic i wtedy z malych antychrystow zmienialy sie przefajnych,
            przeuroczych ludzi. Oswoic, dodam dla jasnosci, nie biciem - zgadnij czym,
            • klg777 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 08:56
              Zgadzam się, że takie dzieci nawet z rodzin patologicznych można oswoić. Nie
              raz mając 9-16 lat, bawiłam się z takimi dzieciakami na podwórku, bo rodzice
              je "wyrzucali" na dwór żeby mieć spokój. Do mnie te dzieciaki lngęły, nigdy ich
              nie uderzyłam i wiedziały że będą miały fajną zabawę, że jak sobie z czymś nie
              radzą to im podpowiem. Sama wtedy byłam gó..arą, ale uwielbiałam się zajmować
              dziećmi, rozmawiać z nimi, słuchać. Każde dziecko jest jak czysta karta, jeśli
              się staje rozwydrzone, niegrzeczne to nie dlatego, że takie było jak się
              urodziło tylko dlatego, że tak je "wychowano". Sama nie raz dostałam od
              rodziców, w pewnym momencie to nawet miałam ochotę zabić mojego ojca za to że
              mnie bije.. Nie rozumiałam dlaczego dostaję, bo nie robiłam nic złego, byłam
              grzeczna, dorbze się uczyłam. Rodzice chyba czasami po prostu nie mieli
              cierpliwości i myśleli że taką karą i groźbą (pas wisiał przy wejściu do
              kuchni) osiągną cel. Do dziś to pamiętam i pamiętać będę i obiecałam sobie, że
              w życiu nie podniosę ręki na swoje ani inne dziecko.
              Dziecko to taki sam człowiek jak każdy inny, tylko więcej trzeba mu tłumaczyć i
              słuchać bo nie wie, bo się dopiero uczy. I tak jak ziemiomorze mówi - czy takie
              dziecko bite będzie potem darzyło siebie szacunkiem? czy będzie umiało dać
              sobie radę? czy będzie pewne siebie i nie zakompleksione? Cięzko jest mi
              uwierzyć że tak.
              Stanowcze NIE dla bicia dzieci z jakiegokolwiek powodu lub nawet i bez powodu!
              Nie i już.
      • lenka30 Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 12:47
        A skąd wiesz, że byłeś wyjątkiem w świecie dzieci?? Wmówili ci to rodzice,
        którzy cię bili. To oni tak Cię oceniali i w ten sposób "programowali" twoje
        zachwani. Dziecko zachowuje się dokładnie tak, jak chcą tego rodzice, jeśli
        rodzice widzą w dziecku "złego" będzie złe i na odwrót.
        Powodów do frustracji i złego zachwania dziecio jest baaardzo dużo i trzeba
        umieć je rozwiązać.
    • marybellows Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 09:49
      Byłam bita i mam w sobie dużo agresji, i chętnie bym biła... tych, co biją
      dzieci! Jejku, jak ja bym wpieprzyła takim ludziom! Niech poczują! Duszą i
      ciałem!
      Uważaja, że to dobre? Dałabym im tego dobrego z niekłamaną przyjemnoscią, jak
      najwięcej!.. Niech urastaja moralnie, krzepia sie duchowo!
      Na takie krzepienie nigdy nie jest się za dużym! Spójrzcie, na biczowników! Ci
      to dopiero się udoskonalili przez cięgi! Każdy by tak chciał.. czyż nie?..
      Kiedys słuchałam wywiadu z Michalczewskim. Ze zdziwieniem odkryłam, że mamy te
      same rany i te same świry. Michalczewski bardzo lubi dzieci, nie krzywdzi ich,
      sponsoruje sierocińce, ale pięści mu się zaciskaja, gdy słyszy o biciu dzieci,
      i nie dobiera oględnych słów, gdy mówi o tych, co biją...
      Nigdy nie myślałam, że zobaczę wodza i brata w Tigerze, a nie w Heideggerze...
      • myga Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:06
        Ze zdziwieniem odkryłam, że mamy te
        > same rany i te same świry.
        ________
        Jestes bardzo madra kobieta, potrafilas przeanalizowac swoje bolesne
        doswiadczenia,przyrzekajac sobie, ze bedziesz inna w stosunku do swoich dzieci.
        Niestety wiekszosc ludzi tego nie potrafi, i powtarzaja ten model "wychowawczy",
        kiedy juz sa rodzicami.
        Zgadzam sie co do skutkow owego wychowania. Brak szacunku do siebie samej, chec
        wyrwania sie za wszelka cene z toksycznego domu, najczesciej w rece przemocowca,
        bo nie zna sie innego modelu milosci. Kocha - czyli bije - oto wzorzec.
        Krisz, na twoje pytanie, chociaz nie do mnie, lecz do ziemiomorze odpowiem,
        czuje sie upowazniona, bo wychowalam bez przemocy, w szacunku i milosci trojke
        dzieci.
        Otoz wychowujesz nie gadaniem, ani nie biciem. Wychowujesz bedac soba, dzieci
        poprostu widza w tobie ten miodel czlowieka i sa tacy, jak ty. Wazne, aby twoje
        slowa nie rozmijaly sie z czynami. Bo dzieci sa czujne jak zwierzatka. Wychwyca
        kazdy falsz. I wtedy juz nie bedziesz dla nich autorytetem. Dzieci dane nam sa
        po to, aby je kochac i bezpiecznie przeprowadzic przez okres dziecinstwa, aby
        pozniej rozwinely skrzydla. Wazne, aby tych skrzydel w zaden sposob nie podciac.
        • hsirk Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:11
          alez mygo, ja naprawde uwazam tak samo

          ale piszesz o sytuacji idealnej

          juz napisalem, ze bicie jest zawsze przejawem bledow i frustracji rodzicow

          ale swiat i ludzie nie sa doskonali

          i czesto te bledy JUZ popelnili


          i wtedy sa juz tylko zle wyjscia - ja mysle ktore z nich jest najlepsze???

          a jestem zdecydowanie przeciw biciu
          • myga Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:14
            Wiem, ze jestes przeciwko. Odpowiedzialam na pytanie. Ale jezeli juz bledy sa
            popelnione, niema sensu popelniac nastepnych i brac pas do lapy.
            Pozdrawiam
            • hubkulik Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:17
              Przylapujesz swoje powiedzmy 16-letnie dziecko na tym, ze wlasnie chce sobie
              wstrzyknac heroine.
              Co robisz?
              • myga Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:21
                Placze. Bo znaczy to, ze jestem beznadziejna matka, skoro moje dziecko
                potrzebuje narkotykow. Czegos tam szuka. Rozwiazania swoich trudnych problemow,
                ucieczki od swojego bolu.
                Jest to totalna porazka wychowawcza.
                Nic juz nie zrobisz. A juz tym bardziej biciem. Bo w 16 lat to ci moze tez oddac.
                • hubkulik Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 10:52
                  > Placze. Bo znaczy to, ze jestem beznadziejna matka, skoro moje dziecko
                  > potrzebuje narkotykow. Czegos tam szuka. Rozwiazania swoich trudnych
                  problemow,
                  > ucieczki od swojego bolu.
                  > Jest to totalna porazka wychowawcza.
                  > Nic juz nie zrobisz. A juz tym bardziej biciem. Bo w 16 lat to ci moze tez
                  odda
                  > c.

                  To chyba troche za malo zeby uratowac dziecko i siebie.
                  • myga Re: Biję, więc byłam/em bita/y? 04.02.05, 12:04
                    To znaczy, ze zamalo sie robilo przez te 16 lat.
                    Aby uratowac narkomana, to juz niestety, ON musi tego chciec. Bicie tez nie pomoze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka