trudne życie..

IP: *.cyberia.com.pl 05.06.02, 21:08
To trudna historia.. albo i nie..
Nawet nie wiem jak zacząć..

mam 26 lat. skończyłem studia.Pracuję w stolicy. moje dzieciństwo - rodzice
byli wszystkim... kochająca rodzina i wspaniałe warunki.. dali mi szansę i
miłość.. miałem normalne życie i wszelkie potrzeby. normalne warunki aby się
uczyć i kształować charakter. Liceum - poznałem cudowną kobietę.. pierwszy sex
i radość... jest ktoś kogo kocham.. 4 lata wspólnych marzeń.. i planów.. potem
katastrofa i ból.. poczułem że jest we mnie inne ja.. homoseksualizm.. nie
byłem w stanie dłużej ukrywać tego przed nią.. powiedziałem - Skarbie - to
koniec - nie jestem w stanie dać Ci tego o czym marzyliśmy.. odchodzę i wybacz -
bardzo patetyczne i śmieszne.. wniknąłem, w tzw towarzystwwo.. wiem o tym
wszystko - nie potrzebuję kwestii na temat tolerancji itp... zacząłem
samodzielne żytcie.. wawa - kolejny etap pseudozafascynowania wrażeniami..
picie i próżnia.. Jest instynkt, którego nie da się oszukać.. bez motywacji i
prób walki.. nie walczę z tym co mam w sobie.. po prostu chcę żyć.. ale nie
wychodzi.. wszystko i nic.. dobre opinie w pracy i pustka wewnatrz..
zmarnowanie życia.. wegetacja... zagłuszana służbowymi sprawami.. dawne pasje i
zainteresownia - obracają się w coś nie wartego uwagi..
Pewnie powiecie - użalanie się nad sobą.. możliwe.. pewnie powiecie.. wszystko
da się rozwiązac - poznaj faceta, którego pokochasz.. nie da się.. nie
potrafię.. wiem już o tym prawie wszystko.

najgorsza jest taka samotność.. której nikt nie rozumie.. "nie kocham nikogo i
niczego.." czy tylko to mi pozostało .. ? emocjonalne wyjałowienie i
beznadziejne szukanie sensu..? dobrze wiecie, że tylko to daje siłę..

cchcę sensu.. chcę jakiś wartości.. zwykłego oparcia..

czy to za dużo ?
    • Gość: Melba Re: trudne życie.. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.02, 22:00
      Nie bardzo rozumiem, to panowie czy panie Cię interesują? Jakoś tak mętnie mi
      się czyta...napiszesz coś konkretnie?
      • Gość: Andrzej Re: trudne życie.. IP: *.unl.edu 05.06.02, 22:32
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Nie bardzo rozumiem, to panowie czy panie Cię interesują? Jakoś tak mętnie mi
        > się czyta...napiszesz coś konkretnie?

        Oczywiscie, ze panie go interesuja. Przezywa troche emocjonalnego rozdarcia,
        to pewne, ale to nie homoseksualizm. Nie wiem, jak takie mysli nagle sie rodza,
        "jestem homoseksualista". To jest przypadek do wyregulowania i nie polecalbym
        zadnego "poznania mezczyzny". Mezczyzna powinien poznac kobiete a nie mezczyzne.
        Andrzej.
    • Gość: ryża Re: trudne życie.. IP: 195.116.167.* 05.06.02, 23:29
      Na wyjałowienie czasami pomaga czas...a czasami nie pomaga i tak już zostaje ,
      nie wiem czy na zawsze. Byc może zbyt tkwisz w przeszłości, zbyt dużo o tym
      rozmyślasz, że w którymś momencie sie pogubiłeś , nie znalazłeś niczego w
      zamian rzeczy straconych. Nie wiem czy to coś Ci pomoże ale siądx i zastanów
      się czego chcesz , tzn,. w jakich sytuacjach czujesz sie szczęśliwy. I o ile
      jest to możliwe , rób swoje w tym kierunku.
    • proo Re: trudne życie.. 06.06.02, 00:13
      Gość portalu: gerard napisał(a):

      > To trudna historia.. albo i nie..
      > Nawet nie wiem jak zacząć..
      >
      > mam 26 lat. skończyłem studia.Pracuję w stolicy. moje dzieciństwo - rodzice
      > byli wszystkim... kochająca rodzina i wspaniałe warunki.. dali mi szansę i
      > miłość.. miałem normalne życie i wszelkie potrzeby. normalne warunki aby się
      > uczyć i kształować charakter. Liceum - poznałem cudowną kobietę.. pierwszy sex
      > i radość... jest ktoś kogo kocham.. 4 lata wspólnych marzeń.. i planów.. potem
      > katastrofa i ból.. poczułem że jest we mnie inne ja.. homoseksualizm.. nie
      > byłem w stanie dłużej ukrywać tego przed nią.. powiedziałem - Skarbie - to
      > koniec - nie jestem w stanie dać Ci tego o czym marzyliśmy.. odchodzę i wybacz
      > -
      > bardzo patetyczne i śmieszne.. wniknąłem, w tzw towarzystwwo.. wiem o tym
      > wszystko - nie potrzebuję kwestii na temat tolerancji itp... zacząłem
      > samodzielne żytcie.. wawa - kolejny etap pseudozafascynowania wrażeniami..
      > picie i próżnia.. Jest instynkt, którego nie da się oszukać.. bez motywacji i
      > prób walki.. nie walczę z tym co mam w sobie.. po prostu chcę żyć.. ale nie
      > wychodzi.. wszystko i nic.. dobre opinie w pracy i pustka wewnatrz..
      > zmarnowanie życia.. wegetacja... zagłuszana służbowymi sprawami.. dawne pasje i
      >
      > zainteresownia - obracają się w coś nie wartego uwagi..
      > Pewnie powiecie - użalanie się nad sobą.. możliwe.. pewnie powiecie.. wszystko
      > da się rozwiązac - poznaj faceta, którego pokochasz.. nie da się.. nie
      > potrafię.. wiem już o tym prawie wszystko.
      >
      > najgorsza jest taka samotność.. której nikt nie rozumie.. "nie kocham nikogo i
      > niczego.." czy tylko to mi pozostało .. ? emocjonalne wyjałowienie i
      > beznadziejne szukanie sensu..? dobrze wiecie, że tylko to daje siłę..
      >
      > cchcę sensu.. chcę jakiś wartości.. zwykłego oparcia..
      >
      > czy to za dużo ?


      Co to znaczy:" nie potrafię pokochać faceta .. nie da się" ?
      Gerardzie , pogubiłeś się ... gdzieś .. kiedyś!
      Kobieta także okazała się nie tym czego potrzebowałeś!
      Trzeciej możliwości nie masz!
      To emocjonalne wyjałowienie ma jakieś dobre strony więc nie szukaj
      sensu życia w rejonach Ci nie znanych , spróbuj jeszcze raz
      tam gdzie już byłeś i ułóż na nowo w wyjałowionym , sterylnym
      duszy zakamarku.
      Bowiem tak , masz rację , to daje siłę .. i da Ci od nowa
      oparcie , ustanowi hierarchię wartości i pozwoli normalnie żyć.
      Pytasz czy dużo chcesz ...
      Nie!
      Tyle co każdy z nas.

      proo
      • poison1 Re: trudne życie.. 06.06.02, 10:53
        Smutne jest to, co napisałeś o sobie. Nie umiem pocieszać, i chyba dobrze, bo
        nie tego pewnie oczekujesz. Ale staram się zrozumieć. Sama zostałam wychowany w
        niewielkiej toleracnji dla odmienności, ale od czego mamy rozum? Więc staram
        się być coraz bardziej otwarta i tolerancyjna. Nie znam żadnego
        homoseksualisty, więc nie wiem czy Ty nim jesteś w pełni. Jak tu niektórzy
        napisali, może nic straconego? Jedno jest pewne, dyuży wpływ na nas ma
        środowisko, w jakim żyjemy. Oderwałeś się od rodziny, od środowiska, gdzie
        każdy znał swoje miejsce i wiedział kim jest. Zacząłeś życie w metropolii, a
        tam różne sytuacje i różni ludzie. Okazało się, że jesteś zupełnie kimś innym.
        Stało się to na własne życzenie czy życzenie tych "innych", od ludzi których
        dotychczas znałeś? Przecież byłeś kiedyś inny. Co, albo kto spowodował, że
        jestem tym, kim jetseś? Czy zawsze było to w Tobie? Czy tego nadal chcesz, czy
        jest to poza Twoją wolą? Pytania, pytania..., ale po to się je stawia, aby
        uzyskać odpowiedź.
        Parę dni temu oglądałam zupełnie przypadkowo w TV Puls (nie jest to moja
        ulubiona stacja) ok.2h dyskusję nt. homoseksualizmu. Wiele się z niej
        dowiedziałam, ale też wielu rzezcy jeszcze nie rozumiem.
        Mam syna i też nie wiem co to będzie, ale wolałabym, aby było tak zwyczajnie i
        normalnie. Niestety, ale taka jest prawda. Trzymaj się!
    • Gość: mysia Re: trudne życie.. IP: *.krak.gazeta.pl 06.06.02, 12:54
      hej witaj Gerard,
      wcale nie mam zamiaru dawać Ci recept. Nikt Ci ich nie poda na dłoni... Tak juz jest, im trudniejsza sprawa tym
      barzdiej samotni jesteśmy... Chyba Cię nie pocieszyłam? Wiesz, "nie kocham sie" w kobietach ale nasze
      sytuacje
      sa odrobine podobne. Co z tego, że jestem mężatką skoro nie kocham maojego męża? I wiem juz także niestety,
      ze w małżeństwie nie uczucia są najważniejsze....Miłość... Kocham owszem, kogoś z kim nie jestem i nie będę,
      z
      własnej "winy". Nie potrafiłam przekroczyć pewnego zaklętego kregu tzn. zdecydować, ze mój mąz zrobił mi w
      życiu na tyle dużo zła zebym mogła go zostawić, choć próbowałam. Co mi pozostało? Próżnia uczuciowa w kórej
      tkwiłam prez ostatnie dwa lata aż dobrnęłam do momentu w którym zakochałam sie na prawde , nanowo, myśl o
      rozwodzie i .....katastrofa - wycofałam sie. Teraz wiem jedno, pustka uczuciowa doprowadziła mnie do załamania
      nerwowego. Nie pozwól sobie na to. Podejżewam, ze niestety Ty juz jestes w nienajlepszym stanie. Poszukaj
      terapeuty, kogos kto dobrze i sensownie wytłumaczy Ci jakie są mechanizmy i jak sie przed nimi bronić. Gdybym
      ja zrobiła to w pore zaoszczędziłabym sobie i temu komus kogo kokochałam bólu rozczarowania. Nie szukaj
      miłości. Ona jest okrutna i prawie zawsze Cie oszuka. Szukaj wsparcia i przyjaźni. Partner na całe życie to nie ten
      który da
      Ci fascynacje, to ten ,który najlepiej Cie zrozumie ...a potem może pokocha. Zainteresowania nic Ci nie pomogą,
      mósisz je z KIMS dzielić. Znajdz nowych przyjaciól, ani nie takich do łóżka ani nie takich do kochania. Jeśli to Ci w
      czymś pomoże to chętnie z Tobą poprostu pogadam. Jestem czasem od poniedziałku do piątku, wieczorem na
      Czacie GAzety Wyborczej,
      mysia - nigdy innaczej, zawsze na 40 latkach. Acha i jeszcze jedno - nie traktuj tej propozycji jak wstępu do
      jakiejs tam znajomości , wiem ze potrzebujesz teraz rozmów - bardzo wielu i z wieloma ludzmi, mósisz sie
      wywnetrzyć i oczyścić z bólu. I to jest cała propozycja - pogadaj z kimkolwiek, dobrze Ci to zrobi.Mów o sobie
      o tym co czujesz, w ten sposób dowiesz sie że coprawda wszyscy jesteśmy inni ale czujemy tak samo....A
      takich historii jak Twoja jest więcej ( co nie umniejsza Twojej wartości) Hej
Pełna wersja