Magia zycia cz.7 Smierc...

19.03.05, 18:10
Na zblizajaca sie Wielkanoc tym, ktorzy nie ufaja smierci...


Wyobrazmy sobie, ze spelnily sie marzenia niektorych , i swiat materii jest
wieczny, nie ma w nim smierci...
Zacznijmy moze od poczatku, od pra-komorki...zylaby sobie ta pra-komorka
wiecznie, rozmnazajac sie w nieskonczonosc, do tej pory kozuch komorek
pokrywajacy Ziemie, wynosilby setki tysiecy kilometrow w glab
kosmosu...porzucam te wizje...

Przypuscmy, ze na Ziemi, mimo zageszczenia komorek, jakims cudem rozwinely
sie organizmy roslinne...kazdy listek zrodzony miliony lat temu, zyje do
dzis, i kazde drzewo i kazde zdzblo trawy...nie ma juz zadnej przestrzeni,
nie ma oceanow...rosliny sa poteznej wielkosci, bo rosna bez konca...

przejdzmy do zwierzat...one tez musialyby byc wieczne...zylyby do tej pory
wszystkie dinozaury i muchy, wszystkie pluskwy, naczelne, slonie,ptaki,
konie, krokodyle, ryby, wieloryby,... wszystko co nam do glowy przyjdzie
i ...rozmnazalyby sie na potege...

ale mozemy wyobrazic sobie, ze tylko czlowiek jest niesmiertelny, to jakos
latwiej... czlowiek pojawil sie na ziemi 1.5 miliona lat temu...wyobrazmy
sobie, ze wszyscy ludzie zrodzeni tysiace lat temu, zyja do dzis...pomine
brak miejsca, ale jak wyobrazic sobie kobiete, ktora rodzi juz tysieczne albo
dziesieciotysieczne dziecko...karmi je i wychowuje?...albo ludzi, ktorzy maja
po 300 tys lat i wciaz pracuja, za cos trzeba zyc..., jezdza z nami
tramwajami, ucza sie ciagle, musza przeciez nadazac za postepem...i pytanie
przy okazji, czy jakikolwiek postep w tych warunkach bylby mozliwy...?

Ta naiwna opowiastka uswiadamia, jak bardzo potrzebna jest smierc, zeby
istnialo zycie...

Gdyby czlowiek zyl wiecznie, my pojawic sie na tej planecie nie mielibysmy
szans...
Rodzenie sie i umieranie jest tylko ruchem, konieczna przemiana zycia, ktore
w swojej najglebszej istocie, jest wieczne...:)

    • witch-witch Re: Nie czujesz się samotny ze swoją filozofią? 19.03.05, 18:23
      też tak uważam, że zycie i śmierć to powtarzający się cykl jednej wielkiej
      nieskończoności. Przy tym jak piękna wydaje się wtedy byc teoria życia po życiu.
    • alicja-ciekawska Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 18:28
      luty10 napisał:

      > Na zblizajaca sie Wielkanoc tym, ktorzy nie ufaja smierci...
      >
      Lutenku , a co to znaczy -nie ufac smierci?

      > Rodzenie sie i umieranie jest tylko ruchem, konieczna przemiana zycia, ktore
      > w swojej najglebszej istocie, jest wieczne...:)
      jestem takiego samego zdania.
      • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 19:09
        alicja-ciekawska napisała:

        > luty10 napisał:
        >
        > > Na zblizajaca sie Wielkanoc tym, ktorzy nie ufaja smierci...
        > >
        > Lutenku , a co to znaczy -nie ufac smierci?
        >
        > > Rodzenie sie i umieranie jest tylko ruchem, konieczna przemiana zycia, kt
        > ore
        > > w swojej najglebszej istocie, jest wieczne...:)
        > jestem takiego samego zdania.
        >
        > ...uwazac ja za straszna, niepotrzebna i bac sie jej...:)
        • alicja-ciekawska Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 19:24

          > >
          > > ...uwazac ja za straszna, niepotrzebna i bac sie jej...:)


          Jesli chodzi o mnie ,to nie boje sie smierci.
          Boje sie umierac w cierpieniu.
    • imagiro Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 18:37
      typowe fanaberie przedstawiciela Kultury Smierci ... zapominasz o wielu
      sprawach, a jedna z nich to jest to, ze brak smierci spowodowalby drastyczne
      zmniejszenie potrzeby prokreacji. Przeludnienie nie groziloby wiec ...
      Poza tym, brak smierci nie bylby wiezieniem, tak jak chcesz to sportretowac, a
      wyborem ... i w ten sposob przedstwiane jest to w literaturze na temat
      fizycznej niesmiertelnosci ... luty, straszysz ludzi ... nic wiecej ...
      jestes apologeta umierania, wychowankiem Kultury Smierci i zwyczajnie nie
      jestes w stanie wyjsc poza box, w ktorym szczelnie siedzisz ... czesc wiedzy na
      ten temat gdzies ci zwykle zabraklo ...
      • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 18:51
        imagiro napisał:

        > typowe fanaberie przedstawiciela Kultury Smierci ... zapominasz o wielu
        > sprawach, a jedna z nich to jest to, ze brak smierci spowodowalby drastyczne
        > zmniejszenie potrzeby prokreacji.

        Na ten temat tez mam opowiastke; rodzi sie ograniczona ilosc ludzi...
        i juz nikt wiecej...hi hi

        Przeludnienie nie groziloby wiec ...
        > Poza tym, brak smierci nie bylby wiezieniem, tak jak chcesz to sportretowac,
        a
        > wyborem ...

        nie zapominaj ze idee wyboru ja ci podsunalem,
        bos sie zaplatal w jakiejs wypowiedzi...



        i w ten sposob przedstwiane jest to w literaturze na temat
        > fizycznej niesmiertelnosci ... luty, straszysz ludzi ... nic wiecej ...
        > jestes apologeta umierania, wychowankiem Kultury Smierci i zwyczajnie nie
        > jestes w stanie wyjsc poza box, w ktorym szczelnie siedzisz ... czesc wiedzy
        na
        >
        > ten temat gdzies ci zwykle zabraklo ...

        imagiro nie machaj gira,
        jak chcesz gadac,
        gadaj do mnie, a nie o mnie...:)))
    • marusia_ogoniok Ach, wiemy to wiemy....:)))))) 19.03.05, 18:52
      luty10 napisał:

      > Na zblizajaca sie Wielkanoc tym, ktorzy nie ufaja smierci...
      >
      #######################################################################

      ...ten wzdech... już był:)))))))

      "NIC MI, ŚWIECIE......

      Nic mi , świecie, piękności twej zmącić nie zdoła!!!
      Błogosławione, które wydało mnie, plemię,
      Patrzę na gwiazdy górne i na kwiaty polne
      I w oczach swych jednoczę i niebo, i ziemie.

      Choć danyś mi jest jeno na krótki ciąg godzin,
      Cień śmierci mojej duszy nie straszy weselnej.
      Przez wieczność już nie było mnie przed dniem
      narodzin,
      a mędrzec dawno uczył mnie, żem jest śmiertelny.
      ........#### "

      .... a jednak, gdybyśmy żyli wiecznie, dawno już położylibyśmy na łopatki tych
      Ufoli, którzy podobno dzierżą nas za mordę, ssą, męczą, mordują,
      zssyłają "kojące objawienia" i utrzymują w stanie wegetariańskiej
      egzystencji...., a których inni Diabłami zwą: "którzy krążą jak lew ryczący i
      patrzą kogo by pożarł...."
      Wszak nie Bóg a Daiabeł rządzi w tej chwili Ziemią naszą Matką, a my czekamy aż
      się Jezus dozbroi i rozpiży go w kibinimatier.....:)

      • qw5 Maarusia, witaj kochanie:) 19.03.05, 19:15
        • marusia_ogoniok Re: Maarusia, witaj kochanie:) 19.03.05, 20:32
          Nie mów nic qw5:), zabawa trwa...
          Świat się kręci a my w nim...
          Zdarta płyta gra...
          Zapomniany dawno hit...:) :

          Byle były sny zielone, złote dni...
          Byle była ta, do której mówię Mi
          Byle było tak, jak jeszcze nigdy mi, nie było nie, nie było tak.....
          Daj mi tę noc... tę jedną noc...:))))))))
      • luty10 Re: Ach, wiemy to wiemy....:)))))) 19.03.05, 19:23
        >
        > .... a jednak, gdybyśmy żyli wiecznie, dawno już położylibyśmy na łopatki
        tych
        > Ufoli, którzy podobno dzierżą nas za mordę, ssą, męczą, mordują,
        > zssyłają "kojące objawienia" i utrzymują w stanie wegetariańskiej
        > egzystencji...., a których inni Diabłami zwą: "którzy krążą jak lew ryczący i
        > patrzą kogo by pożarł...."
        > Wszak nie Bóg a Daiabeł rządzi w tej chwili Ziemią naszą Matką, a my czekamy

        >
        > się Jezus dozbroi i rozpiży go w kibinimatier.....:)
        >
        spoko, ufole maja takie samo prawo byc tutaj, jak my tam, gdzie bysmy byli,
        gdybysmy posiadali ich wiedze, dojrzalosc i technologie...:)
        Jezus nie bedzie niczego rozpizal, to nie Jego dzialka...i jak niby mialby sie
        dozbrajac...
        • marusia_ogoniok Re: Ach, wiemy to wiemy....:)))))) 19.03.05, 20:42
          luty10 napisał:

          > spoko, ufole maja takie samo prawo byc tutaj, jak my tam, gdzie bysmy byli,
          > gdybysmy posiadali ich wiedze, dojrzalosc i technologie...:)
          > Jezus nie bedzie niczego rozpizal, to nie Jego dzialka...i jak niby mialby
          sie dozbrajac...

          Cosik mnie się bardzo zdaje, że komuś bardzo zalezy na tym, abyśmy tej
          wiedzy, "dojrzałości" i technologi nie zdobyli....
          No dobra...:))))) niech już kościół się myli... nie ma Diabłów - złych Ufoli,
          nikt nas nie trzyma w cimnocie duchowej i umysłowej, nikt na nas nie dybie, to
          z wielką wojną w niebie, zwyciężtwem Chrystusa i przyjściem na ziemię to
          bujda:)))), a co sądzisz np...., powtarzam /tylko/ na przykład o eksperymentach
          i poglądach małżeństwia:

          Laura Knight-Jadczyk jest autorką dwóch książek: "Amazing Grace"(tłum:
          Niesamowity Wdzięk), która jest autobiografią duszy i "Ancient Science" (tłum:
          Starożytna Nauka), zawierającej wyniki jej badań nad fundamentalnymi zasadami
          naszej rzeczywistości. Teraz pracuje nad drugim tomem.

          Laura, w konsekwencji swego naukowego podejścia do metafizyki, spotkała swojego
          męża, naukowca zainteresowanego tym, co tajemnicze. Więcej na temat tego etapu
          życia Laury można przeczytać w artykule dziennikarza, laureata nagrody
          Pulitzera, Thomasa Frencha w "St. Petersburg Times". French towarzyszył Laurze
          i jej pracy przez pięć lat, a pod koniec tego okresu napisał:

          "Po tych wszystkich latach nie jestem w stanie powiedzieć, co tak naprawdę
          dzieje się z Laurą. Wiem, że jest tak samo intrygująca, jak zawsze. Od chwili,
          kiedy ją spotkałem, spowodowała, że rozważam możliwości, których inaczej nie
          brałbym pod uwagę. Zmusiła mnie do patrzenia i myślenia w nowy sposób".

          To największy dar Laury, dzieli się nim ze swoimi czytelnikami. Bądź
          przygotowany do podważenia i zbadania wszystkiego, o czym kiedykolwiek myślałeś
          i w co wierzyłeś, gdy ona wniesie logikę matematyczki, wizję mistyczki i
          współczucie matki poszukując rozwiązań problemów Człowieka i Wszechświata.

          Arkadiusz Jadczyk, doktor nauk fizycznych, fizyk teoretyczny, zafascynowany
          problemami podstaw teorii kwantów i jej związkami z filozofią nauki i teorią
          poznania, świadomości i umysłu. W przeszłości pracował nad algebraicznymi
          metodami teorii kwantowej, metodami geometrii różniczkowej w kwantowej teorii
          pola, teoriami grawitacji, teoriami ukrytych wymiarów Kaluzy-Kleina i
          supersymetrią, geometrią nieprzemienną. Monografia na temat geometrii Riemanna
          i teorii Kaluzy-Kleina, którą napisał wspólnie z Robertem Coquereaux była
          sklasyfikowana przez wydawcę, World Scientific, jako bestseller z dziedziny
          klasyki matematycznej. Zainteresowany czytelnik może zajrzeć do jego CV oraz
          Spisu publikacji.

          W 1990 roku Ark postanowił, że już dość; pragnął zająć się tym, co fascynowało
          go zawsze najbardziej - trudniejszymi i bardziej ezoterycznymi ideami. Takimi,
          które wymagają wyjścia poza ustalone granice fizyki. Pisał:

          Wierzę, że matematyka i fizyka są najlepszymi narzędziami w zdobywaniu
          Nieznanego.

          Nie twierdzę, że są one "jedynymi narzędziami". Twierdzę, że są najlepszymi,
          jakie znamy.

          Powinniśmy dążyć do przemiany "niewypowiadalnego" w "wypowiadalne", a następnie
          wypowiadalnego w logikę i matematykę.

          Następnie musimy przekształcić i rozszerzyć "prawdziwy świat" wokół nas.
          Wierzę, że to nasz los. Uciekanie przed tym przeznaczeniem jest słabością.
          Uciekanie od rzeczywistości ma sens jedynie wtedy, kiedy w rezultacie
          przynosi "postęp w nauce". "Postęp" rozumiem tu w jego zwykłym, naturalnym
          znaczeniu: postęp w zrozumieniu, postęp w teorii, postęp w technologii. Jestem
          w pełni świadom niebezpiecznych aspektów "postępu", ale nie mamy wyboru.

          Musimy robić wszystko, co w naszej mocy, by przekształcać nasz świat i musimy
          próbować robić nawet więcej, by uniknąć niebezpieczeństw zaślepionego
          postępu...

          Musimy więc nie ustawać w wysiłkach, by zrobić następny krok, a potem jeszcze
          następny. Jednocześnie wciąż musimy dokładać wszelkich starań, by lepiej
          zrozumieć

          • jarmucha Re: Ach, wiemy to wiemy....:)))))) 19.03.05, 21:24
            marusia,
            nie napisalas niestety, co ta pani mowi o podstawach naszej rzeczywistosci...
            szkoda

            a czy czytalas tez literature zrodlowa, oprocz recenzji...
            bo to moze okazac sie przelomowym momentem ...
            Co do fizykow kwantowych, to od dwudziestu lat grzebia sie w laczeniu teori
            kwantowej z religia

            i dobrze im to wychodzi - juz Einstain wyrazal sie co nieco o
            mozliwosci "fuzji" nauki z religia, ale on- tu musze cie rozczarowac, orzekl
            ze spotkaja sie raczej na gruncie buddyzmu

            ale tak wogole to nie ma sie czego bac, jak juz sie to zalapie (te kwanty, czy
            qwarki, czy jak im tam), to wszystko uklada sie w calkiem rozsadny puzzle - i
            Chrystus, i Budda i Wedy (a zwlaszcza wedy,z tego co dosc pobieznie o nich
            wiem) i wiele innych "tajemnizych" zagwozdek tego swiata


            No ale powiedz, co ta pani Laura i jej malzonek wlasciwie glosza
          • luty10 Re: Ach, wiemy to wiemy....:)))))) 19.03.05, 22:17
            uwazam te poglady z przytoczonego tutaj fragmentu za sluszne...matematyka i
            fizyka sa najlepszymi narzedziami, ale nie jedynymi jakie znamy...
            nastepnym narzedziem jest poszerzona swiadomosc, ale badania nad poszerzona
            swiadomoscia nikogo nie interesuja, mam na mysli oficjalne laboratoria naukowe,
            bo nie przynosi to dochodow...swiat rozpisany jest na kody matematyczne, a
            ogolna formula swiata tez jest zapisana w formie wzoru matematycznego...
            Jest taka ksiazka Petera Plichta 'Tajemnicza formula Boga'...mysle, ze Plichta
            zblizyl sie do sedna, ale od zlamania kodu do zrozumienia, droga
            daleka...mysle tez, ze czlowiek swoim ludzkim mozgiem nie jest w stanie posiasc
            zagadki zycia...
            kiedys, po serii snow w ktorych ufole przekazywali mi swoje tajemnice (bylo to
            po spotkaniu z nimi o ktorym to spotkaniu wiesz), lacznie z wizyta na jednej z
            planet, zapytalem ich, co oni do cholery ode mnie chca...odpowiedzia bylo min
            ukazanie mi kupy gliny i gruzu i zademonstrowanie
            przemiany tej materii w precyzyjne urzadzenia...odpowiedz brzmiala...tej
            zmiany mozesz dokonac swoim umyslem i chcemy zebys o tym wiedzial....:)))))
            ja bym z badaniami poszedl w tym kierunku...:)
    • scylla Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 19:25
      a moze jestesmy istotami duchowymi ktore umieraja ( np. jako czlowiek) wtedy
      gdy wypelnily zadanie na ziemi i odradzaja sie w zaleznosci od swojego
      przeznaczenia.Moze mamy do wykonania jakies zadania ktore rozwijaja nasza
      duchowosc i tak zmierzamy do doskonalosci, ale za czym ja osiagniemy musimy
      zrozumiec czym ona tak naprawde jest.
      moze na swiecie jest pelno takich istot, a my jestesmy na "ziemi" jednym z
      etapow naszej podrozy ku doskonalosci. moze jako istoty zyjemy wiecznie, ty6lko
      powiekszamy swoja doskomnalosc podczas naszych kolejnych wcielen.
      wtedy smierc jest tylko etapem, tak jak przejcie przez kolejne drzwi.
      • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 19:28
        scylla napisał:

        > a moze jestesmy istotami duchowymi ktore umieraja ( np. jako czlowiek) wtedy
        > gdy wypelnily zadanie na ziemi i odradzaja sie w zaleznosci od swojego
        > przeznaczenia.Moze mamy do wykonania jakies zadania ktore rozwijaja nasza
        > duchowosc i tak zmierzamy do doskonalosci, ale za czym ja osiagniemy musimy
        > zrozumiec czym ona tak naprawde jest.
        > moze na swiecie jest pelno takich istot, a my jestesmy na "ziemi" jednym z
        > etapow naszej podrozy ku doskonalosci. moze jako istoty zyjemy wiecznie,
        ty6lko
        >
        > powiekszamy swoja doskonalosc podczas naszych kolejnych wcielen.
        > wtedy smierc jest tylko etapem, tak jak przejcie przez kolejne drzwi.

        tak, tylko to temat na inny watek...:)
        • scylla Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 19:40
          skoro tak, to smierc jest tylko tematem na inny wątek:))))
          Ps. Ladnej pogody zycze, coby okna byly umyte.
          • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 19:46
            scylla napisał:

            > skoro tak, to smierc jest tylko tematem na inny wątek:))))
            > Ps. Ladnej pogody zycze, coby okna byly umyte.

            bo to istotne co mowisz,
            szkoda tutaj rozproszyc Twoj temat...
            • scylla Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 19:52
              gdyby było istotne to wszedzie i zawsze jak to z prawdami bywa:)
              na razie:)
          • malgo18 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 20:03
            Masz rację Luty,że śmierć jest naturalna ,konieczna i
            bez niej wszystkie te plagi ,o których napisałeś
            dopadłyby Ziemię(choć może nie do końca).
            Ale powiem Ci,że mimo tych wszystkich problemów,ja
            bym sobie egoistycznie chciała pożyć jeśli nie wiecznie to
            dłużej.(Wstyd mi bo Wy tacy altruiści i dla tej Ziemi tak się
            chcecie poświęcać.:))
            Pod warunkiem ,że moi bliscy też sobie pożyją ,pod warunkiem
            zachowania jakiej takiej formy i pod warunkiem,że mi się nie znudzi.:))

            ps.Do Imagina.Obawiam się ,że nie masz racji.Ludzie to nie szczury,
            ani nie wiewiórki.W warunkach przeludnienia mnożą się równie rażnie,
            potrzeba prokreacji nie spada.Patrz Chiny.Inna rzecz,że parę wojen i by się
            przerzedziło.Chyba,że nieśmiertelność polegałaby i na odporności na kule:)

            Patrz Chiny.
            mi się nie znudzi .
    • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 19.03.05, 20:00
      spirala_w_dupie_krasnala napisał:

      > ja ufam życiu

      ale Ty sie w tym zyciu nudzisz bardzo...:))
    • alfika Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 20.03.05, 11:57
      ufac śmierci a zgadzac się na nią to dwie różne sprawy
      Wielkanoc to zresztą też co innego :)
      a na dodatek jeśli nie połączysz tego, o czym pisał Scylla, z tematem śmierci,
      to sobie najwyraźniej jaja będziesz robił z czytaczy, jak nic :))))

      wiesz, siedzisz sobie na forum, piszesz o ufaniu śmierci -
      czyli o staniu pod drzwiami oiomu, kiedy już uda ci się odebrać telefon, że
      ktoś najbliższy właśnie chyba zasłabł,
      właściwie juz go nie zastaniesz przytomnego
      - ostatni obrazek z jego życia to zespół medyków wprawiających w podskoki jego
      półnagie ciało

      piszesz też o tym, jak odwiedza się umierającego na raka krewnego, o czym z nim
      się rozmawia, jak patrzy, ile przekazuje spojrzeniami, jak co poniektórzy
      odważni i świadomi - jak niemal całe forum tutaj :)))))))) - uciekają oczami

      piszesz też o trzymaniu na rękach drgającego w konwulsjach ciała, którego nie
      uratowałeś mimo oddania wszystkiego, za czym tzw. normalni ludzie się uganiają
      (bo jakos trzeba życ)

      piszesz i o telefonach typu: usiądź i postaraj się być spokojny, muszę ci coś
      powiedzieć - i dowiadujesz się, ze ostatnia sprzeczka juz nie znajdzie swojego
      finału, a wybrańcem, który z tą świadomością będzie żył jest - brawo,
      gratulujemy wygranej!!! - jesteś ty, na całeeee lataaaa :)))
      zaufaj śmierci :)
      i nie mów o tym, co czujesz, o wierze, która pozwala ci rozumieć te chwile,
      odnajdywać wówczas jedność z umierającymi - wszak w tym wątku epatuje się czymś
      innym :)))))

      dalej:
      piszesz o wszystkich ludzkich żalach, nieuprzejmościach i śmierciach
      niespodziankach

      piszesz o tych, których nie znasz, a włażą ci pod koła twojego akurat
      samochodu - no nie mamy na mysli tylko bliskich, prawda? :))) - i pozwalają
      sobie umierać chwilę przedtem, gdy przerażony uzmysławiasz sobie, że nie
      popełniłeś błędu, a zabiłeś człowieka - psa - dziecko
      twoja ukochana żona/mama/dziewczyna drze sie jak opętana, biedaczka nie radzi
      sobie ze śmiercią - nie ufa jej czy co? :)

      więc wiesz, te śliczne wypocinki, przytaczanie tytułów, autorów, wachlarzyk
      pseudopatosu jak, nie przymierzając, ogon pawia - to jest śliczne i
      poruszające, jakkolwiek im bardziej zagmatwane, tym piękniejsze hihihihi :)

      - a w obliczu śmierci stając - rób co chcesz :)))))
      wszak jej ufasz, bo mądry jesteś :)))

      rozprawiasz o trwaniu i ginięciu czysto naukowo, jak gdyby dla wyleczenia
      kataru można było odciąć komuś nos i zająć się przebadaniem zestawu
      zarazków :)))

      ech, dzieci, dzieci

      wam to tylko wódka i dziwki w głowie...
      • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 20.03.05, 12:39
        alfika napisała:

        > ufac śmierci a zgadzac się na nią to dwie różne sprawy

        masz racje, ja pisalem o ufaniu...:)


        > Wielkanoc to zresztą też co innego :)

        Wielkanoc jest dobrym pretekstem aby pisac o smierci...:)

        > a na dodatek jeśli nie połączysz tego, o czym pisał Scylla, z tematem
        śmierci,
        > to sobie najwyraźniej jaja będziesz robił z czytaczy, jak nic :))))

        z nikogo nie robie sobie jaj...temat Scylli ineteresuje mnie
        bardzo i czekam na jego watek...:)
        >
        > wiesz, siedzisz sobie na forum, piszesz o ufaniu śmierci -

        siedze sobie na forum i pisze, inni tez sobie siedza i pisza...:)

        > czyli o staniu pod drzwiami oiomu, kiedy już uda ci się odebrać telefon, że
        > ktoś najbliższy właśnie chyba zasłabł,
        > właściwie juz go nie zastaniesz przytomnego
        > - ostatni obrazek z jego życia to zespół medyków wprawiających w podskoki
        jego
        > półnagie ciało

        pisze o koniecznosci smierci w naturze...
        >
        > piszesz też o tym, jak odwiedza się umierającego na raka krewnego, o czym z
        nim
        >
        > się rozmawia, jak patrzy, ile przekazuje spojrzeniami, jak co poniektórzy
        > odważni i świadomi - jak niemal całe forum tutaj :)))))))) - uciekają oczami

        o tym wcale nie pisze...ani mi w glowie...
        >
        > piszesz też o trzymaniu na rękach drgającego w konwulsjach ciała, którego nie
        > uratowałeś mimo oddania wszystkiego, za czym tzw. normalni ludzie się
        uganiają
        > (bo jakos trzeba życ)
        >
        gdybym napisal o koniecznosci milosci w zyciu czlowieka, moglabys przytaczac
        w niesknczonosc przyklady pt. najpierw kochal, potem bil...ale czemu mialoby to
        sluzyc...:)

        > piszesz i o telefonach typu: usiądź i postaraj się być spokojny, muszę ci coś
        > powiedzieć - i dowiadujesz się, ze ostatnia sprzeczka juz nie znajdzie
        swojego
        > finału, a wybrańcem, który z tą świadomością będzie żył jest - brawo,
        > gratulujemy wygranej!!! - jesteś ty, na całeeee lataaaa :)))
        > zaufaj śmierci :)

        zaufaj smierci, jako zjawisku w przyrodzie i jego koniecznosci...nic nie
        pisalem o bolesnosci tego zjwiska...

        > i nie mów o tym, co czujesz, o wierze, która pozwala ci rozumieć te chwile,
        > odnajdywać wówczas jedność z umierającymi - wszak w tym wątku epatuje się
        czymś
        >
        > innym :)))))

        wlasnie, czyms zupelnie innym, ale czy epatuje...
        chcialem zaledwie zwrocic uwage...
        >
        > dalej:
        > piszesz o wszystkich ludzkich żalach, nieuprzejmościach i śmierciach
        > niespodziankach
        >
        > piszesz o tych, których nie znasz, a włażą ci pod koła twojego akurat
        > samochodu - no nie mamy na mysli tylko bliskich, prawda? :))) - i pozwalają
        > sobie umierać chwilę przedtem, gdy przerażony uzmysławiasz sobie, że nie
        > popełniłeś błędu, a zabiłeś człowieka - psa - dziecko
        > twoja ukochana żona/mama/dziewczyna drze sie jak opętana, biedaczka nie radzi
        > sobie ze śmiercią - nie ufa jej czy co? :)

        powtarzam, pisze o zjwisku smierci w przyrodzie, a nie o konkretnych
        przypadkach smierci, ktore zawsze sa bolesne...
        >
        > więc wiesz, te śliczne wypocinki, przytaczanie tytułów, autorów, wachlarzyk
        > pseudopatosu jak, nie przymierzając, ogon pawia - to jest śliczne i
        > poruszające, jakkolwiek im bardziej zagmatwane, tym piękniejsze hihihihi :)

        przepraszam zatem, ze nie stac mnie na wiecej niz wypociny, przpraszam za patos
        i ogon pawia...napisalem jak umialem...
        >
        > - a w obliczu śmierci stając - rób co chcesz :)))))
        > wszak jej ufasz, bo mądry jesteś :)))
        >
        wiem, ze jest konieczna, ufam, ze smierc ma sens...

        > rozprawiasz o trwaniu i ginięciu czysto naukowo, jak gdyby dla wyleczenia
        > kataru można było odciąć komuś nos i zająć się przebadaniem zestawu
        > zarazków :)))
        >
        naukowo? chyba mnie przeceniasz, to raczej jak okreslilas, wypociny sa...:)

        > ech, dzieci, dzieci
        >
        > wam to tylko wódka i dziwki w głowie...
        >
        a tego nie rozumiem, wodki nie pije, dziwek nie znam, ani jednej...:)





        --------------------------------------------------------------------------------
        • alfika Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 20.03.05, 13:34
          luty10 napisał:

          > alfika napisała:
          >
          > > ufac śmierci a zgadzac się na nią to dwie różne sprawy
          >
          > masz racje, ja pisalem o ufaniu...:)


          jeśli tak, to wydawało mi się, że cały Twój pierwszy post dotyczy tematu "co by
          było, gdyby nie było smierci" :)))))))))


          >
          > Wielkanoc jest dobrym pretekstem aby pisac o smierci...:)

          Luty, w moim odczuciu nie piszesz o śmierci, bo okroiłeś ją do jakiegoś
          dziwacznego teoretycznego rozważania, nie dając na dodatek szansy na pisanie o
          śmierci tak, jak kto chce


          > z nikogo nie robie sobie jaj...temat Scylli ineteresuje mnie
          > bardzo i czekam na jego watek...:)


          wydaje mi się, że on już napisał to, co chciał napisać w tej kwestii - o ile
          mnie logika nagle nie opuściła, chyba Ty się domagałeś innego wątku?
          no ale ja moze nietutejsza :)))



          > siedze sobie na forum i pisze, inni tez sobie siedza i pisza...:)


          no :) czasem nawet o tym, o czym mają pojęcie ;)


          >
          > pisze o koniecznosci smierci w naturze...


          ależ rozumiem, śmierć z każdej jednej strony jest konieczna
          nawet bliskim umierających jest konieczna, wbrew pozorom
          - tylko rozumiem, że tu rozważasz to z jednego, niewiele zresztą znaczącego
          punktu widzenia :) i w tym, ze się tak wyrażę, pies pogrzebany


          > >
          > gdybym napisal o koniecznosci milosci w zyciu czlowieka, moglabys
          przytaczac
          > w niesknczonosc przyklady pt. najpierw kochal, potem bil...ale czemu mialoby
          to
          >
          > sluzyc...:)


          a tego to ja nie rozumiem :)))
          gdzie tu bicie????



          > zaufaj smierci, jako zjawisku w przyrodzie i jego koniecznosci...nic nie
          > pisalem o bolesnosci tego zjwiska...

          owszem, ja o tym pisałam
          mam jeno na myśli, że nie dotyczy śmierć jedynie równowagi w przyrodzie -
          - a jak uda Ci się pogodzić WSZYSTKIE aspekty związane ze śmiercią, bez
          rozbierania jej na atomy, to wtedy można będzie mówić o uświadomieniu sobie
          tego czy owego
          a tak, Luty, wydałeś mi się podobny , o ile mnie pamięć nie myli, Heraklitowi,
          który sobie Słońce rozkładał na kawałeczki - tak małe, ze przestały świecić


          >
          > wlasnie, czyms zupelnie innym, ale czy epatuje...
          > chcialem zaledwie zwrocic uwage...


          ależ to tak jak ja...



          >
          > powtarzam, pisze o zjwisku smierci w przyrodzie, a nie o konkretnych
          > przypadkach smierci, ktore zawsze sa bolesne...


          wyjaśniasz konieczność śmierci w przyrodzie ludziom, którzy jakoś sobie nie
          radzą z zaakceptowaniem tego jakże prostego i potrzebnego zjawiska - więc oni
          odnoszą się do sfery bólu, a Ty do filozofii konieczności
          ja rozumiem o co Ci idzie, jednak jeśli chcesz kamyczkiem rzucić w konkretne
          przypadki śmierci, to piszże, aniele, do tychże konkretów
          :)



          >
          > przepraszam zatem, ze nie stac mnie na wiecej niz wypociny, przpraszam za
          patos
          >
          > i ogon pawia...napisalem jak umialem...


          ależ rozumiem, nie przepraszaj zanadto, boś mnie nie uraził :)


          > >
          > > - a w obliczu śmierci stając - rób co chcesz :)))))
          > > wszak jej ufasz, bo mądry jesteś :)))
          > >
          > wiem, ze jest konieczna, ufam, ze smierc ma sens...


          tylko "ufam"? no coś Ty...


          >
          > > rozprawiasz o trwaniu i ginięciu czysto naukowo, jak gdyby dla wyleczenia
          >
          > > kataru można było odciąć komuś nos i zająć się przebadaniem zestawu
          > > zarazków :)))
          > >
          > naukowo? chyba mnie przeceniasz, to raczej jak okreslilas, wypociny sa...:)


          uściślę - naukowe czy też filozoficzne podejście ma sens tylko wtedy - jak dla
          mnie, ofkors - jeśli jest osadzone na realiach
          nie zaś na okrojonych realiach, bo wtedy to już - dalej: jak dla mnie - wypociny
          rzekłam


          >
          > > ech, dzieci, dzieci
          > >
          > > wam to tylko wódka i dziwki w głowie...
          > >
          > a tego nie rozumiem, wodki nie pije, dziwek nie znam, ani jednej...:)
          >
          >
          przenośnia
          • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 21.03.05, 01:48
            alfika napisała:

            > luty10 napisał:
            >
            > > alfika napisała:
            > >
            > > > ufac śmierci a zgadzac się na nią to dwie różne sprawy
            > >
            > > masz racje, ja pisalem o ufaniu...:)
            >
            >
            > jeśli tak, to wydawało mi się, że cały Twój pierwszy post dotyczy tematu "co
            by
            >
            > było, gdyby nie było smierci" :)))))))))

            ale wnioski byly inne...
            >
            >
            > >
            > > Wielkanoc jest dobrym pretekstem aby pisac o smierci...:)
            >
            > Luty, w moim odczuciu nie piszesz o śmierci, bo okroiłeś ją do jakiegoś
            > dziwacznego teoretycznego rozważania, nie dając na dodatek szansy na pisanie
            o
            > śmierci tak, jak kto chce

            jakiej szansy nie dalem? kazdy moze pisac co chce...:) od kiedy tutaj, na
            forum, ktos komus nie daje szansy...

            dziwacznego?...napisalem o smierci tak jak chcialem...
            Ty mozesz napisac inaczej...:)


            >
            >
            > > z nikogo nie robie sobie jaj...temat Scylli ineteresuje mnie
            > > bardzo i czekam na jego watek...:)
            >
            >
            > wydaje mi się, że on już napisał to, co chciał napisać w tej kwestii - o ile
            > mnie logika nagle nie opuściła, chyba Ty się domagałeś innego wątku?
            > no ale ja moze nietutejsza :)))

            'domagales', to zbyt duze slowo...poprosilem...:)bo to o czym on chcial mowic
            interesuje mnie jeszcze bardziej...
            >
            >
            >
            > > siedze sobie na forum i pisze, inni tez sobie siedza i pisza...:)
            >
            >
            > no :) czasem nawet o tym, o czym mają pojęcie ;)

            a to co?
            >
            >
            > >
            > > pisze o koniecznosci smierci w naturze...
            >
            >
            > ależ rozumiem, śmierć z każdej jednej strony jest konieczna
            > nawet bliskim umierających jest konieczna, wbrew pozorom
            > - tylko rozumiem, że tu rozważasz to z jednego, niewiele zresztą znaczącego
            > punktu widzenia :) i w tym, ze się tak wyrażę, pies pogrzebany

            moze dla Ciebie malo znaczacego, dla mnie, bardzo znaczacego p-u widzenia...:)
            >
            >
            > > >
            > > gdybym napisal o koniecznosci milosci w zyciu czlowieka, moglabys
            > przytaczac
            > > w niesknczonosc przyklady pt. najpierw kochal, potem bil...ale czemu mial
            > oby
            > to
            > >
            > > sluzyc...:)
            >
            >
            > a tego to ja nie rozumiem :)))
            > gdzie tu bicie????
            >
            > pisze o smierci ogolnie, nie pisze o przypadkach smierci...
            >
            > > zaufaj smierci, jako zjawisku w przyrodzie i jego koniecznosci...nic nie
            > > pisalem o bolesnosci tego zjwiska...
            >
            > owszem, ja o tym pisałam
            > mam jeno na myśli, że nie dotyczy śmierć jedynie równowagi w przyrodzie -
            > - a jak uda Ci się pogodzić WSZYSTKIE aspekty związane ze śmiercią, bez
            > rozbierania jej na atomy, to wtedy można będzie mówić o uświadomieniu sobie
            > tego czy owego
            > a tak, Luty, wydałeś mi się podobny , o ile mnie pamięć nie myli,
            Heraklitowi,
            > który sobie Słońce rozkładał na kawałeczki - tak małe, ze przestały świecić

            wreszcie cos milego...:)
            > >
            > > wlasnie, czyms zupelnie innym, ale czy epatuje...
            > > chcialem zaledwie zwrocic uwage...
            >
            >
            > ależ to tak jak ja...
            >
            >
            >
            > >
            > > powtarzam, pisze o zjwisku smierci w przyrodzie, a nie o konkretnych
            > > przypadkach smierci, ktore zawsze sa bolesne...
            >
            >
            > wyjaśniasz konieczność śmierci w przyrodzie ludziom, którzy jakoś sobie nie
            > radzą z zaakceptowaniem tego jakże prostego i potrzebnego zjawiska

            skad ta wiedza?

            - więc oni
            > odnoszą się do sfery bólu, a Ty do filozofii konieczności
            > ja rozumiem o co Ci idzie, jednak jeśli chcesz kamyczkiem rzucić w konkretne
            > przypadki śmierci, to piszże, aniele, do tychże konkretów
            > :)
            > kazdy temat mozna ujac na wiele sposobow...
            >
            >
            > >
            > > przepraszam zatem, ze nie stac mnie na wiecej niz wypociny, przpraszam za
            >
            > patos
            > >
            > > i ogon pawia...napisalem jak umialem...
            >
            >
            > ależ rozumiem, nie przepraszaj zanadto, boś mnie nie uraził :)
            >
            napisals tak, jakbym urazil...
            >
            > > >
            > > > - a w obliczu śmierci stając - rób co chcesz :)))))
            > > > wszak jej ufasz, bo mądry jesteś :)))

            tak myslisz? :)))))
            > > >
            > > wiem, ze jest konieczna, ufam, ze smierc ma sens...
            >
            >
            > tylko "ufam"? no coś Ty...


            wystarczy...:)
            >
            >
            > >
            > > > rozprawiasz o trwaniu i ginięciu czysto naukowo, jak gdyby dla wyle
            > czenia
            > >
            > > > kataru można było odciąć komuś nos i zająć się przebadaniem zestawu
            >
            > > > zarazków :)))
            > > >
            > > naukowo? chyba mnie przeceniasz, to raczej jak okreslilas, wypociny sa...
            > :)
            >
            >
            > uściślę - naukowe czy też filozoficzne podejście ma sens tylko wtedy - jak
            dla
            > mnie, ofkors - jeśli jest osadzone na realiach
            > nie zaś na okrojonych realiach, bo wtedy to już - dalej: jak dla mnie -
            wypocin
            > y
            > rzekłam

            czyli cala filozofia dla Ciebie sensu nie ma?

            > > > ech, dzieci, dzieci
            > > >
            > > > wam to tylko wódka i dziwki w głowie...
            > > >
            > > a tego nie rozumiem, wodki nie pije, dziwek nie znam, ani jednej...:)
            > >
            > >
            > przenośnia

            dziwna jakas...:)
            >
            >
    • jmx Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 21.03.05, 02:16

      Ufać można osobie. A śmierć jest stanem, przejściem, drzwiami. I jeśli ufamy
      (inaczej: wierzymy), że po tej drugiej stronie znajduje się COŚ (pozytywnego)
      to nie z powodu śmierci (jako takiej) a.... jakiejś Wyższej Instancji.

      Inna sprawa, że idea świata, w której Hitler czy Stalin mogliby żyć wiecznie
      jest, hm, mimo wszystko mało pociągająca.
      • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 21.03.05, 02:23
        jmx napisała:

        >
        > Ufać można osobie. A śmierć jest stanem, przejściem, drzwiami. I jeśli ufamy
        > (inaczej: wierzymy), że po tej drugiej stronie znajduje się COŚ (pozytywnego)
        > to nie z powodu śmierci (jako takiej) a.... jakiejś Wyższej Instancji.
        >
        > Inna sprawa, że idea świata, w której Hitler czy Stalin mogliby żyć wiecznie
        > jest, hm, mimo wszystko mało pociągająca.
        >
        mysle, ze nie tylko osobie mozna ufac...mozna ufac zyciu, ufac swojej
        intuicji...mozna ufac uczuciom...
        • jmx Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 21.03.05, 02:45

          Uczucia czy intuicja nie może istnieć w oderwaniu od człowieka.
          Człowiek jest ich 'nosicielem' i 'dawcą'.

          A co do życia... Hm. Właściwie jest tak samo.... Ale jeszcze pomyślę :)

          Myślę, że mylisz zaufanie z wiarą. To nie jest to samo...
          • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 21.03.05, 02:48
            jmx napisała:

            >
            > Uczucia czy intuicja nie może istnieć w oderwaniu od człowieka.
            > Człowiek jest ich 'nosicielem' i 'dawcą'.
            >
            > A co do życia... Hm. Właściwie jest tak samo.... Ale jeszcze pomyślę :)
            >
            > Myślę, że mylisz zaufanie z wiarą. To nie jest to samo...
            >
            tez pomysle...:)
    • fleuret pozyczona definicja 29.03.05, 09:47
      "Tak wygląda śmierć: każdy tworzy ją za życia na własny użytek.
      Dlatego śnimy. Po śmierci wszystkie nasze sny zbierają się w całość
      i tworzą krainę, świat,do którego wędrujemy po śmierci."
      J.C. Glass Soup
    • bardzo.niegrzeczny Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 26.07.05, 19:56
      luty10 napisał:

      > Na zblizajaca sie Wielkanoc tym, ktorzy nie ufaja smierci...
      >
      >
      > Wyobrazmy sobie, ze spelnily sie marzenia niektorych , i swiat materii jest
      > wieczny, nie ma w nim smierci...
      > Zacznijmy moze od poczatku, od pra-komorki...zylaby sobie ta pra-komorka
      > wiecznie, rozmnazajac sie w nieskonczonosc, do tej pory kozuch komorek
      > pokrywajacy Ziemie, wynosilby setki tysiecy kilometrow w glab
      > kosmosu...porzucam te wizje...
      >
      > Przypuscmy, ze na Ziemi, mimo zageszczenia komorek, jakims cudem rozwinely
      > sie organizmy roslinne...kazdy listek zrodzony miliony lat temu, zyje do
      > dzis, i kazde drzewo i kazde zdzblo trawy...nie ma juz zadnej przestrzeni,
      > nie ma oceanow...rosliny sa poteznej wielkosci, bo rosna bez konca...
      >
      > przejdzmy do zwierzat...one tez musialyby byc wieczne...zylyby do tej pory
      > wszystkie dinozaury i muchy, wszystkie pluskwy, naczelne, slonie,ptaki,
      > konie, krokodyle, ryby, wieloryby,... wszystko co nam do glowy przyjdzie
      > i ...rozmnazalyby sie na potege...
      >
      > ale mozemy wyobrazic sobie, ze tylko czlowiek jest niesmiertelny, to jakos
      > latwiej... czlowiek pojawil sie na ziemi 1.5 miliona lat temu...wyobrazmy
      > sobie, ze wszyscy ludzie zrodzeni tysiace lat temu, zyja do dzis...pomine
      > brak miejsca, ale jak wyobrazic sobie kobiete, ktora rodzi juz tysieczne albo
      > dziesieciotysieczne dziecko...karmi je i wychowuje?...albo ludzi, ktorzy maja
      > po 300 tys lat i wciaz pracuja, za cos trzeba zyc..., jezdza z nami
      > tramwajami, ucza sie ciagle, musza przeciez nadazac za postepem...i pytanie
      > przy okazji, czy jakikolwiek postep w tych warunkach bylby mozliwy...?
      >
      > Ta naiwna opowiastka uswiadamia, jak bardzo potrzebna jest smierc, zeby
      > istnialo zycie...
      >
      > Gdyby czlowiek zyl wiecznie, my pojawic sie na tej planecie nie mielibysmy
      > szans...
      > Rodzenie sie i umieranie jest tylko ruchem, konieczna przemiana zycia, ktore
      > w swojej najglebszej istocie, jest wieczne...:)
      >
    • solaris_38 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 27.07.05, 02:28
      ale jesli śmierci nie ma w innym sensie
      jesli wszystko co jest wciąż jest tylko zmienia formę
      klocki ukłądają różne kompozycje
      takie czy inne

      chodzi mi o to że może coś nie umiera a umiera coś .. mniej istotnego
      jakby złudzenie czegoś bo czy samoistna układanka z ziaren piasku zanikając
      przetaje istnieć

      nie przestaje
      istnieje jako przeszłość juz na wieczność
      wszystko co miało cudowny DAR zaistnienia jest już zawsze jakoś zapisane

      podoba mi się jing/jang z ich przepiena współpracą zanikania tylko po to aby
      się odrodzic w .. przeciwności

      ;)


      • luty10 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 27.07.05, 11:46
        solaris_38 napisała:

        > ale jesli śmierci nie ma w innym sensie
        > jesli wszystko co jest wciąż jest tylko zmienia formę
        > klocki ukłądają różne kompozycje
        > takie czy inne
        >
        > chodzi mi o to że może coś nie umiera a umiera coś .. mniej istotnego
        > jakby złudzenie czegoś bo czy samoistna układanka z ziaren piasku zanikając
        > przetaje istnieć
        >
        > nie przestaje
        > istnieje jako przeszłość juz na wieczność
        > wszystko co miało cudowny DAR zaistnienia jest już zawsze jakoś zapisane
        >
        > podoba mi się jing/jang z ich przepiena współpracą zanikania tylko po to aby
        > się odrodzic w .. przeciwności
        >
        > ;)
        smirci nie ma, jest tylko ruch i przemiana...:))
        • marusia_ogoniok Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 27.07.05, 14:17
          luty10 napisał:

          >> smirci nie ma, jest tylko ruch i przemiana...:))
          _________________________________________

          Luty, co się dzieje z moimi dziadkami?
          No dobra, są w ruchu... tylko jakim? ulicznym?, w łańcuchu przemiany materii i
          energii?
          Konkretnie, czy interesują się moim życiem?, czy też może jeden z nich jest
          królikiem w Australii i poza dupczeniem i wpylaniem odstresowującej sałaty jak
          Mskaiq nic więcej szczególnego nie robi, a drugi może nawet pisuje na forum Psy
          pod nieznanym mi nickiem....., Luty?,...., o matko aby nie Malone. Musiałabym
          zaraz pędzić do niego, zaszczepić mu chociaż te kundle, aby miał coś z
          wnuczki...., ale jeśli zobaczyłabym, że kastrowane, dostałby tylko w pysk i tak
          by się rodzinna wizytka zaczęła i skończyła zarazem....
          Śpieszę się Luty, wieczorem postaram się zajrzeć.... Co z moimi dziadkami?

        • solaris_38 Re: Magia zycia cz.7 Smierc... 28.07.05, 15:52
          dziękuję za tak penie pokazane objawienie ale .. rozumiem ze w to wierzysz
          ale mnie to nie przekonuje

          dla mnie smierc jest i jest czymś bardzo istotnym i wartościowym w wymiarze
          czasu

          Inna sprawa że czas ... jest tylko wymiarem i być może moga istnieć światy bez
          jego udziału

          wtedy można przyjąc chyba ? że nie ma śmierci
Pełna wersja