Dodaj do ulubionych

"czego ludzie Zachodu szukaja w fil. Wschodu?"

29.06.02, 19:43
Mili forumowicze!

Rozmyslam i pisze prace na (mniej wiecej) powyzszy temat. Dokladniej: c z e g
o Europejczycy i Amerykanie szukaja w, szczegolnie: buddyzmie, taoizmie, takze
tai-chi, jodze. D l a c z e g o w ogole p o s z u k u j a czegos w
tych "nurtach" Wschodu? Odpowiedzi na te dwa pytania - czego i dlaczego -
interesuja mnie od strony psychologicznej, w tym jednostkowej. Jacy ludzie
szukaja na Wschodzie? Jakie sa ich doswiadczenia i przemyslenia na ten temat?

Z tymi pytaniami zwracam sie do Was. Calkiem powaznie, kazda osobista wypowiedz
i kazda sugestia gdzie jeszcze moglabym szukac, bedzie przyjeta z
wdziecznoscia. Sa na tym forum watki bardziej palace, ludzie potrzebujacy
pomocy, dlatego pokornie prosze - w wolnej ;-) chwili podzielcie sie swoimi
doswiadczeniami i ze mna.

Pozdrowienia dla waznego forum.

Obserwuj wątek
    • betula uzupelnienie 29.06.02, 19:48
      (pierwszy post ;-)
      Czytalam "buddyzm zen i psychoanaliza", wyklady Suzukiego, Fromma i de Martino -
      idee duchowego kryzysu spoleczenstwa zachodniego, braku jednosci z natura,
      braku poczucia celowosci zycia sa mi pobieznie znane. Potrzebuje mniej
      naukowych, bardziej osobistych przemyslen. Choc te naukowe tez sie przydadza!
      Czytalam tez forumowy watek "czy ktos z was zmienil religie?", "buddyzm-zen" i
      kilka innych.

      betula
    • re_ne Re: 29.06.02, 21:09
      To co Cie Betula interesuje, w bardzo ladny i przystepny sposob opisane jest
      w "Patandzali i Joga" - Mircea Eliade. Warto to przeczytac!


      Pozdrawiam,
      Rene
    • deczi Re: 30.06.02, 17:38
      betula napisał(a):

      > Mili forumowicze!
      >
      > Rozmyslam i pisze prace na (mniej wiecej) powyzszy temat. Dokladniej: c z e g
      > o Europejczycy i Amerykanie szukaja w, szczegolnie: buddyzmie, taoizmie, takze
      >
      > tai-chi, jodze. D l a c z e g o w ogole p o s z u k u j a czegos w
      > tych "nurtach" Wschodu? Odpowiedzi na te dwa pytania - czego i dlaczego -
      > interesuja mnie od strony psychologicznej, w tym jednostkowej. Jacy ludzie
      > szukaja na Wschodzie? Jakie sa ich doswiadczenia i przemyslenia na ten temat?
      >
      > Z tymi pytaniami zwracam sie do Was. Calkiem powaznie, kazda osobista wypowiedz
      >
      > i kazda sugestia gdzie jeszcze moglabym szukac, bedzie przyjeta z
      > wdziecznoscia. Sa na tym forum watki bardziej palace, ludzie potrzebujacy
      > pomocy, dlatego pokornie prosze - w wolnej ;-) chwili podzielcie sie swoimi
      > doswiadczeniami i ze mna.
      >
      > Pozdrowienia dla waznego forum.
      >

      Wszyscy ludzie szukają tylko sposobu na osiągnięcie szczęścia (jakkolwiek to
      pojęcie rozumieją). Niektórym wydaje się, że znajdą je dzięki wschodnim
      filozofiom, niektórzy nawet znajdują ;-) Ja w buddyzmie tybetańskim znalazłam
      dobry sposób na życie, który bardzo mi odpowiada, bo inspiruje mnie do poznawania
      siebie i pracy nad moimi "słabymi punktami" oraz daje świadomość że sama decyduję
      o swoim życiu i szczęściu - a to równa się wolność. Może to brzmi patetycznie,
      ale jest prawdziwe ;-).
      Pozdrawiam i życzę szczęścia

    • Gość: aikidoka Re: moja proba wyjasnienia IP: *.dip.t-dialin.net 30.06.02, 20:20
      nie wiem czy jestem wystarczajaco kompetentny, aby odpowiedziec Ci na Twoje
      pytania bo sa one bardzo obszerne i dodatkowo poruszaja (jak zrozumialem )
      w zasadzie 2 tematy: religi i filozofii oraz panowania nad wlasnym cialem
      (yoga i tai chi)
      Jako, ze spedzilem juz w sumie kilka lat w azji (z przerwami) pracujac tam
      z reguly po kilka miesiecy w roznych krajach, mialem okazje spotkac sie z ta
      grupa ludzi o ktorych piszesz. Nie jest mozliwe oczywiscie daanie jednoznacznej
      odpowiedzi na Twoje pytania bo przeciez co czlowiek to motyw ale sprobuje..
      Jezeli chodzi o religie i filozofie (szczegolnie buddyzm) to oczywiscie, ze
      wiekszosc szuka odpowiedzi na pytania i watpliwosci, ktorych nie wyjasniaja
      religie monoteistyczne. Buddyzm nie zna pojecia "Boga stworcy" ktory nagradza
      i karze chociaz posiady element nagrody i kary za postepki za zycia doczesnego
      w postaci reinkarnacji w "nizszej" istocie.. Jest to z moich doswiadczen glowny
      motyw ludzi inteligentnych i swiadomych, rozdartych sprzecznosciami naszych
      religii monoteistycznych. Oczywiscie duzym procentem tych "poszukujacych"
      sa ludzie ze zwyklym "swirem" w glowie, dziecinnych, naiwnych i zafascynowanych
      po prostu wszystkim nowym i obcym, nie zadajacym sobie trudu glebszego poznania
      tych "nowych" religii. W zasadzie wiekszosc z tych ludzi szukajacych w Azji
      rezygnuje i wraca rozczarowanych bo prawdziwe zycie z tymi religiami ma niewiele
      wspolnego z tym co sie na "Zachodzie" jako "buddyzm" itp. sprzedaje..
      Przyklad "klasyczny" z buddyzmu zen to polecenie: "klasnij jedna reka".
      Ktos wychowany w naszych systemach ksztalcenia i religiach NIE JEST w stanie
      pojac o co chodzi..i moze medytowac tygodniami, a jego watpiwosci sie nie
      zmniejsza.. (ja tez nie, ale mnie jest to obojetne). Zreszta jest wiele odmian
      buddyzmu i kazda jest ta "prawdziwa"
      Co do yogi i tai chi to sa to oba wspaniale (naprawde!) sposoby na "panowanie"
      nad wlasnym cialem i (w przypadku yogi) rowniez duchem..
      Niestety prawdziwa yoga (znowu jest ich setki odmian) wymaga scislego
      podporzadkowania calego zycia temu rytualowi - doslownie !
      tai chi ktore sam rowniez uprawiam jest to po prostu nic innego jak pewna
      odmiana gimnastyki, ktora uprawiana regularnie daje adeptowi sprawne stawy
      i piekne harmoniczne ruchy.. mozna osiagnac to innymi sposobami..
      Uff.. przykro mi, ale to temat na ksiazke, albo przynajmnie na "dlugie polakow
      nocne rozmowy"
      Mam nadzieje, ze "buddysci" z tego forum sie odezwia i moze cos wiecej napisza.
      pozdrawiam
    • betula czytam i ciesze sie! 30.06.02, 20:54
      Jestem tu "na chwilke", sprawdzic co sie dzieje - dziekuje Wam serdecznie za
      wypowiedzi. Czekam(y) na nastepne!

      A propos szukania w tai-chi "panowania nad cialem,(...) sprawnych stawow i
      harmonijnych ruchow" - napisal aikidoka, ze mozna to osiagnac w inny sposob -
      lecz czemu ludzie wybieraja wlasnie tai-chi, a nie inne formy gimnastyki (np.
      aerobik, plywanie)? Czy ciagna ich w te strone jakies inne, nie tylko fizyczne,
      powody?
      • Gość: aikidoka Re: czytam i ciesze sie! IP: *.dip.t-dialin.net 01.07.02, 20:28
        betula napisał(a):

        > Jestem tu "na chwilke", sprawdzic co sie dzieje - dziekuje Wam serdecznie za
        > wypowiedzi. Czekam(y) na nastepne!
        >
        > A propos szukania w tai-chi "panowania nad cialem,(...) sprawnych stawow i
        > harmonijnych ruchow" - napisal aikidoka, ze mozna to osiagnac w inny sposob -
        > lecz czemu ludzie wybieraja wlasnie tai-chi, a nie inne formy gimnastyki (np.
        > aerobik, plywanie)? Czy ciagna ich w te strone jakies inne, nie tylko fizyczne,
        >
        > powody?

        Odpowiedz chyba prawdziwa..
        do areobiku potrzebujesz muzyki, do plywania wody itp. ect...
        do tai chi potrzebuhest 2 m kw. przestrzeni i nic wiecej..
        Nie zapominaj skad tai chi pochodzi - chinczycy sa bardzo pragmatycznym narodem
        a ze, zawsze ich bylo wiecej niz wolnego miejsca to wymaslili sobie to tak..
        Zreszta w nawiazaniu do watku sztuk walki to kung-fu wywodzi sie w bezposredni
        sposob z tai chi....

        Tai chi w przeciwientwie do yogi nie wiaze sie z zadna filozofia, umartwianiem
        ciala i ducha-jest po prostu gimnastyka i niczym wiecej, chociaz przyznaje, ze
        fascynujaca..
        pozdrawiam

        • Gość: PawelD Tai chi IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 01.07.02, 21:09
          to nie tylko watki prakryczne...
          szukamy w Tai Chi (i Wschodzie) pogody ducha, sensu zycia - katolicyzm zadko
          juz wystarcza...

          P
    • treya buddyzm 30.06.02, 21:01
      Ja mysle ze kazdy szuka dla siebie takiej sciezki duchowej jaka mu najbardziej
      odpowiada. Niektorzy odnajduja sie w kosciele, w wierze chrzescijanskiej, czy
      innych religiach inni szukaja tego samego na wschodzie. Mysle ze to ze
      odnotowuje sie obecnie wzrost zainteresowania spolecznosci zachodniej mysla
      wschodnia moze wynikac z roznych przyczyn, miedzy innymi: popularnosc Dalajlamy
      i jego dzialalnosc na calym swiecie, ponadto poszukiwanie mistycyzmu-tego czego
      brakuje np. w duchowosci chrzescijanskiej.
      To zdaje sie Einstein powiedzial ze "Jeżeli istnieje w ogóle religia, która
      może sprostać wymaganiom współczesnej nauki, to jest nią buddyzm"
    • kwieto Wschod 30.06.02, 23:07
      Hmmm.... Ja sie natknalem na filozofie wschodu przypadkiem.
      Jako zakompleksione dziecie chcialem zrobic cos z samym soba. Trafilem na
      program "okna" Eichelbergera, spodobal mi sie, potem kupilem w kisegarni jego
      ksiazeczke "pomoz sobie - daj swiatu odetchnac" tam wyczytalem o Zen...
      Spodobala mi sie ta filozofia, pelna luzu i spontanicznosci, w porownaniu z
      moim spieciem i ciaglym zastanawianiem sie czy robie to co "powinienem". Potem
      juz bardziej swiadomie szukalem w nurcie Zen, stad zahaczylem o Taoizm
      (znakominta ksiazka o Taoizmie dla zachodnich moralistow napisana przez
      R.Smullyana (skad inad logika matematycznego) - "tao jest milczeniem")

      W porownaniu z filozofiami/religiami zachodu, to co oferuje Zen, a bardziej
      Taoizm jest o wiele bardziej swobodne, spontaniczne, nie naznaczone pietnem
      oceny "dobre/zle". Nie ma czegos takiego jak grzech, przyznajesz sobie prawo do
      popelniania bledow, ktore nie sa od razu wykroczeniem, blad oznacza koniecznosc
      nauki, a nie kary (jak jest w przypadku grzechu (bledu) w religiach
      chrzescijanskich). Innymi slowy - moim zdaniem wschodnie filozofie sa o wiele
      bardziej otwarte na czlowieka, na jego wolnosc, swobode i radosc, a nie na
      powinnosci, obowiazki i reguly, ktore "musi" wypelniac.

      Po drodze liznalem nieco Joge, glownie po to, by sie "rozciagnac" - w tamtym
      czasie intensywnie sie wspinalem, elastycznosc ciala jest tu bardzo wskazana.
      Wlasciwie Joga moglaby pelnic role gimnastyki, i taka role pelnila. Tyle ze o
      ile gimastykowac mozna sie bezmyslnie, to praktykowanie jogi wymaga pewnej
      uwagi, a to z kolei dziala bardzo dobrze na umysl.
    • Gość: jr Re: motywy - osobiscie... IP: *.sia.net.au 01.07.02, 11:57
      nie chce mowic za innych dlaczego interesuja sie wschodem ale oto moja
      historyjka...
      gdy mialem lat 12 ojciec zabral mnie na treningi judo - aby sie chlopak
      wyszalal i czego tam nauczyl. szybko spodobal mi sie ten sport i zaczalem
      interesowac sie innymi sportami walki: karate, aikido, taekwondo itd. niestety
      nigdy los mnie nie zaoferowal prawdziwego mistrza, ktory by mnie naprawde
      zainspirowal. w wieku lat 16 przekopalem sie przez filozofie grekow no i w
      szczegolnosci wschodu. zawsze chcialem pogodzic religie, filozofie i nauke -
      jest to bardzo ciezkie jesli ktos jest 100% katolikiem (adam, eva, stworzenie
      itd).
      tak wiec moimi motywami bylo doskonalenie swojej sprawnosci fizycznej i
      znalezienie odpowiedzi do tych starych pytan: skad, dokad idziemy itd... mialem
      nadzieje ze znajde odpowiedzi do tego co kosiol unika lub tlumaczy w dziecinny
      sposob, i co??? po dziesieciu latach poszukiwan doszedlem do tego co mi mama
      powiedziala gdy mialem 5 lat - najpotezniejsza sila i najwspanialszym uczuciem
      jakie istnieje jest... MILOSC. zycie jest takie proste i religie robia to takie
      skomplikowane!!! nie wazne czy to jest katolicyzm, judaizm, islam, buddyzm, zen
      i wszystkie inne "drogi prawdy". prawda jest jedna - milosc, bog jest miloscia
      i to wszystko!!! co to jest milosc - zajrzyj do listu do koryntian.
      milosc jest najtrudniejsza i najdoskonalsza droga zycia.
      tak wiec do tych co mysla ze znajda jakas super magie w religiach wschodu - nie
      znajdziecie nic innego jak umilowanie milosci w nich wszystkich.
      • Gość: Sar Re: motywy - osobiscie... IP: *.prem.tmns.net.au 01.07.02, 12:39
        Poprzednik napisal:

        "tak wiec do tych co mysla ze znajda jakas super magie w religiach wschodu -
        nie
        znajdziecie nic innego jak umilowanie milosci w nich wszystkich"

        Dokladnie to... Ciekawostka jednak bylobu wplecienie do religii wschodu
        dokladnie tego samego, czego uczy chrzescijanstwo... lub na odwrot wplecienie
        do chrzescjanstwa wschodnich religii,,,
        Slowem ciekawa lektura bylby tu "Course in Miracles" fascynujace powiazanie
        dwoch koncepcji (religijnych?, filozoficznych?)
        Od jakiegos czasu probuje "zlapac" kogos kto czytal "Course in Miracles".
        Nadaremnie!!
        Zgdzam sie , jest to jak najbardziej "New Age" ale NIE TYLKO. Dla mnie to
        najlepsze polaczenie chrzescjanstwa z buddyzmem ( wieeeelkie uproszczenie).
        Tzn. interpretacja doktryny chrzescijanskiej z punktu widzenia
        buddyzmu/hinduizmu. Obie zreszta za punkt centralny uznaja MILOSC/COMPASSION.

        .....

        Czego JA szukam w religiach wschodu??? Potwierdzenia, ze wszystkie religie
        mowia DOLADNIE TO SAMO tylko innymi slowami/ obrazami/ historami/
        przypowiesciami.....

        Oczywiscie to"JA" powinno zostac pominiete. Tak wg Chrystusowej, jak i
        wschodniej koncepcji. Ale wypowiadalam sie tutaj jako OSOBA wychowana w
        tradycji zachodniej, gdzie JA/EGO stanowia wartosc sama w sobie. ( co prowadzi
        w gruncie rzeczy do konfliktu z Chrystusowym "niech nie wie prawica.." lub"
        nastaw lewy policzek", ."....oddaj i suknie swoja") bo owez chrystusowe
        przypowiesci dziwnym trafem sa kwintesencja buddyjskiej zasady przekroczenia
        wlasnego EGO...


        sar
        • Gość: PawelD Re: motywy - osobiscie... IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 01.07.02, 21:23
          Czesc Sar!
          co to jest
          "Course in Miracles" ? czyje?

          slyszlem teorie, ze Chrystus byl wcieleniem Buddy;

          moja prywatna teoryjka byla taka, ze w ,,brakujacym okresie" w zyciorysie Jezu
          odbyl podroz na Wschod i otarl sie o buddyzm...

          i cala religia Chrystusowa to tylko wielka metafora - (bo tak ludzie go
          rozumieli) a on sam... moze byl buddysta :)))

          genaralnie - piatka!

          usciski

          Pawel
          • Gość: Sar Re: motywy - osobiscie... IP: *.prem.tmns.net.au 02.07.02, 02:44
            Gość portalu: PawelD napisał(a):

            > Czesc Sar!
            > co to jest
            > "Course in Miracles" ? czyje?
            >
            > slyszlem teorie, ze Chrystus byl wcieleniem Buddy;
            >
            > moja prywatna teoryjka byla taka, ze w ,,brakujacym okresie" w zyciorysie Jezu
            > odbyl podroz na Wschod i otarl sie o buddyzm...
            >
            > i cala religia Chrystusowa to tylko wielka metafora - (bo tak ludzie go
            > rozumieli) a on sam... moze byl buddysta :)))
            >
            > genaralnie - piatka!
            >
            > usciski
            >
            > Pawel

            Jest tez teoria, ze kilkanascie lat zycia spedzil w Indiach pobierajac nauki u
            mistrzow buddyzmu. ( podobno swiety Tomasz znalazl sie tam - w Indiach - po
            ukrzyzowaniu Chrystusa. Jego grob znajdowac mialby sie w stanie Kerala) Ale to
            tylko teorie - i mnie bardziej niz aspekt historyczny interesuje
            ten "ontologiczny", czyli jak sie to wszystko kreci ;-).

            Co do Course in Miracles : ksiazka autora nie posiada- zostala "spisana" przez,
            zdaje sie jedna z pracownic naukowych jednego z amerykanskich instytutow
            psychologii, o ile sie nie myle. "Spisana" bo jest to dzielo w pelni "chanelled".
            Wydawana byla kilkakrotnie m in. przez "arkana" a po raz pierwszy przez
            Foundation for inner Peace.

            Ja tez mialam troche watpliwosci co do tego"chanelled" ale zaglebiajac sie w
            lekture, musze przyznac, odnalazlam wielki sens i spojnosc calej koncepcji.
            Postanowilam wiec zapomniec o tzw. "magii" i skoncentrowalam sie na tresci oraz
            na cwiczeniach...( odmiana medytacji polegajaca na "odwarunkowywaniu" naszego
            sposobu postrzegania swiata - kontrowersyjna, ale interesujaca)
            Ksiazke te znajdziez w prawie kazdej bibliotece w AU. Tylko nie przerazaj sie
            jej "rozmiarem" - "Cegla" w pelnym tego slowa znaczeniu.

    • cyntia1 Re: 01.07.02, 21:06
      Nie jestem buddystką ale..
      Generalnie nie "przechodzę" na żadną religię wschodu, bo uważam, że to jest
      obce naszej kulturze. Janda powiedziała kiedyś "no inne książki czytaliśmy.

      Jednak.. bardzo mnie one interesują, uważam, że wiara to wiara. Ci, którzy
      mówią o sobie "Nie wierzę w Boga" powinni mówić "wierzę, że Boga nie ma.

      Także uważam, że niezależnie od religi każdy swojego Boga ma i z pozycji mrówki
      próbuje zrozumieć niezrozumiane, i stara się nadać życiu sens za pomocą wiary
      właśnie.

      Mnie bardziej się podobają religie wschodu bo:

      1) reinkarnacja - jest logiczniejsza i można nią uzasadnić wiele pytań, np to
      moje ulubione: jeśli życie tu to tylko jednorazowy sprawdzian, a potem Niebo,
      albo Piekło, to ja chcę się urodzić i umrzeć po pół roku i iść do nieba.

      2) religie wschodu bardziej kładą nacisk na fakt, że całym swoim życiem się
      doskonalimy, zbliżamy do Boga, a w Chrześcijaństwie jak byś nie była Święta, to
      i tak jesteś tylko puchem marnym (w relgiach wschodu znacznie bardziej cząstką
      Boga i Wszechświata)

      3)Medytacja, wyciszenie w religiach zachodu dostępne i polecane są tylko
      zakonnikom kontemplacyjnym, na wschodzie wszystkim i zawsze.

      Generalne mogę się podpisać pod każdym chyba zdaniem Nowego Testamentu, ale to
      mi jakoś nie do końca wystarcza, jest jakby niepełne.

      Mówię tu tylko o tym co sądzę o dogmatach, bo uważam, że w Kościele Katolickim
      między teorią a praktyka duża przepaść, także wśród kleru, ale to już zupełne
      inny temat.

      Jestem jak widać z tego co piszę kompletnym laikiem (nie mylić z laikatem), ale
      temat bardzo ciekawy moim zdaniem więc wsadziłam swoje trzy grosze. Pzdr:)
      • Gość: PawelD Re: IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 01.07.02, 21:27
        Cyntia,
        nie zgadzam sie ze :

        Ci, którzy mówią o sobie "Nie wierzę w Boga" powinni mówić "wierzę, że
        Boga nie ma

        mozna wierzyc ze jest (taki jak opisuje religia X)
        wierzyc ze nie ma (wcale, lub takiego konkretnego, z broda i pirunami :))

        i nie wierzyc, ze jest - i oczekiwac lepszych wyjasnien (ew. dodatkowych
        dowodow) :)))

        widzisz delikatnosc rozroznienia?
        P.
        • cyntia1 Re: 01.07.02, 23:21
          Jestem blondynką, ale chyba widzę.

          Tyle tylko, że mnie chodziło o coś innego, a mianowicie ludzie jak się to mówi
          niewierzący zwykli z lekką dozą wyższości nad ciemnotą, która w tego czy innego
          Boga w ten czy inny sposób wierzy mawiać "Ja nie wierzę w Boga", czyli w
          domyśle wy sobie wierzcie, a ja wiem, że go nie ma.

          Mnie jednak dość niedawno olśniło (niedawno, bo jestem blondynką), że nikt nie
          wie czy jest czy nie ma, jaki jest jeśli jest itp, więc my wierzący ( bo do
          takich się zaliczam) wierzymy, że jest, a oni niewierzący wierzą, że nie ma.

          Zdaję sobie sprawę ze wszystkich pośrednich niuansów, ale generalna zasada moim
          zdaniem jest właśnie taka. Pzdr:)
          • kwieto Re: 02.07.02, 10:42
            Nie moglem sie powstrzymac, by tu nie zacytowac:

            "Aby zbawic swa dusze, chrzescijanie musza za wszelka cene przekonywac pogan i
            ateistow, ze Bog istnieje. Rowniez ateisci musza za wszelka cene przekonywac
            chrzescijan, ze wiara w Boga nie jest niczym innym jak tylko dziecinnym i
            prymitywnym przesadem, przynoszacym wiele szkody w sprawie prawdziwego postepu
            spolecznego. Tak wiec walcza, atakuja i tluka sie nawzajem. Tymczasem
            taoistyczny medrzec siedzi sobie cichutko nad strumieniem, moze z tomikiem
            poezji, kieliszkiem wina i przyborami malarskimi, cieszac sie tao w sercu, nie
            dbajac o to, czy ono istnieje, czy nie. Medrzec nie czuje potrzeby
            potwierdzania tao. Jest zbyt zajety cieszeniem sie nim!"


            I wlasnie dlatego tak lubie wschodnie filozofie :")
            • Gość: mrowka Re: IP: *.proxy.aol.com 02.07.02, 11:34
              a ja nie lubie wschodnich filozofii bo tak bardzo zajmuja sie uszczesliwianiem
              na ziemi ze w imie ducha albo nicosci (albo wszelka pozapojeciowoscia)
              zapominaja o duchowosci. A wiec blogostan z natura i pelne uziemnienie. A w
              konsekwencji czolobitnosc przed wlasnym ego-intelektem.
              Zainteresowanie zachodu wschodem? W pewnej mierze wedle zasady: cudze
              chwalicie, swego nie znacie.
              Poza tym juz od dawna, jeszcze przed II Wojna, fascynacja zachodu wschodem,
              teozofia, etc. byly dosyc intensywne. Jung pisal o spotkaniu sie ducha wschodu
              z zachodem. Na pewno z wzajemna korzyscia. Co prawda, jak pisal Eliade, nigdzie
              poza Indiami nie doswiadczono tak ogromnej roznorodnosci indywidualnych
              poszukiwan duchowosci. Ale, chyba nigdzie poza Stanami, nie doswiadczono tak
              ogromnej ilosci najdziwniejszych sekt i komun (glownie chrzescijanskich). Ktos
              powiedzial ze duchy wschodu i zachodu najintensywniej przeniknely sie w
              Stanach. Wschodowi jakos chyba brakuje indywidualizmu. Kastowosc, nietolerancja
              (wobec kobiet), bieda spoleczna. Moze to sa sprzyjajace warunki do
              indywidualnego praktykowania milosci i harmonii, przy jednoczesnym zaniedbaniu
              warunkow spolecznych? Podobno mlodziez hinduska gardzi wlasnymi tradycjami, jak
              zachodnia swoimi. W ten sposob moze, o paradoksie, obie multi-kultury
              podtrzymywane sa przy zyciu?
              • kwieto Re: 02.07.02, 12:00
                Byc moze, pociaga to co dalekie i nieznane. Ale nie zgodze sie, ze wschod
                zajmuje sie "glownie uszczesliwianiem na ziemi, zapominajac o duchu". Po prostu
                oni maja inna filozofie, dla ludzi zachodu naturalne jest rozdzielenie "ciala"
                i "ducha" - czyli aby duch byl szczesliwy (najczesciej gdzies w dalekiej
                przyszlosci) cialo musi pocierpiec - stad umartwianie sie, sluby czystosci,
                milczenia, rozne rygory zakonne...

                Wschod natomiast cialo i ducha traktuje jako jednosc, wychodzi wiec z
                zalozenia, ze jesli "cielesne" zycie jest szczesliwe, to i duch jest
                zadowolony. I szczerze powiedziawszy, ta filozofia mi osobiscie bardziej
                odpowiada. Ale jesli sie wczytasz w mysli wschodu (mowie tu o zen i tao - bo
                tego liznalem), dojdziesz i do tego, ze nie promuja egoizmu, ze klada nacisk na
                poprzestawanie na malym, pietnuja rozbuchane zadze (slawy, bogactwa). Natomiast
                nie wymagaja jakichs specjalnych, spektakularnych gestow by sobie "zasluzyc" na
                duchowa radosc - ot, "zyc i pracowac spokojnie".

                I wlasnie ta zwyklosc, (by nie rzec "normalnosc") jest tu pociagajaca. Nie mam
                aspiracji na matke Terese. Nie mam aspiracji na doktora Judyma. I nie musze
                miec.
                Wschod daje wieksza swobode, kladzie wiekszy nacisk na samodzielnosc, i
                postepowanie w zgodzie z samym soba - w porownaniu np. z katolicyzmem, ktory
                serwuje zespol regulek, "praw i obowiazkow" - nie tlumaczac dlaczego sa one
                akurat takie a nie inne, nie klopoczac sie rozpraszaniem watpliwosci, nie
                zajmujac sie zastanawianiem nad ich sensem.
                • Gość: mrowka Re: IP: *.proxy.aol.com 02.07.02, 12:13
                  na Ciebie, czlowieka zachodu, wschod ma taki wplyw, a Ty na wschod. Uwalnia sie
                  Twoj indywidualizm. Ale Twoja tradycja nie zniewalala Cie od dziecinstwa
                  roznymi praktycznymi zasadami. Wlasnie dzieki naciskowi na powierzchowne
                  posluszenstwo. Na posluszenstwo idiotyczne, dlatego mozliwe do odrzucenia i
                  uwolnienia sie. A czy mozna uwolnic sie od tylu 'doskonalych' zasad?
                  W jaki sposob zdobyc te niezaleznosc i wolnosc mysli i uczuc? Zaprzeczajac
                  rodzicom (tradycji).
                  • kwieto Re: 02.07.02, 12:28
                    Wiesz, znam bardzo wielu, ktorzy sa slepo posluszni tym "absurdalnym zasadom".
                    I nie zauwazaja ich absurdalnosci, bo nawet nie wiedza, ze mozna inaczej. Nie
                    maja nikogo, kto by im pokazal jakas inna sciezke. Zachod przywykl do
                    posluszenstwa (nie wiem jak wschod, byc moze tez) i nawet gdy ktos chce sie od
                    takiego schematu wyzwolic, najczesciej natychmiast szuka sobie "przewodnika" -
                    czyli kogos kto pokaze palcem co "powinien zrobic", innymi slowy zastapi jeden
                    schemat nastepnym.

                    Filozofie wschodu tez mozna przyjac na slepo, wtedy rzeczywiscie trudno
                    wyzwolic sie potem z ich schematu, zaczynasz wpadac w problem Gombrowiczowskich
                    "gab". Ale mozesz tez posluzyc sie nimi do inspiracji, a pozniej swiadomie
                    wytyczyc wlasna sciezke...

                    W mysl slow "nie podazaj sladami medrcow, ale szukaj tego, czego oni szukali"
                • Gość: mrowka Re: IP: *.proxy.aol.com 02.07.02, 12:43
                  kwieto napisał(a):

                  > Byc moze, pociaga to co dalekie i nieznane. Ale nie zgodze sie, ze wschod
                  > zajmuje sie "glownie uszczesliwianiem na ziemi, zapominajac o duchu". Po prostu
                  >
                  > oni maja inna filozofie, dla ludzi zachodu naturalne jest rozdzielenie "ciala"
                  > i "ducha" - czyli aby duch byl szczesliwy (najczesciej gdzies w dalekiej
                  > przyszlosci) cialo musi pocierpiec - stad umartwianie sie, sluby czystosci,
                  > milczenia, rozne rygory zakonne...
                  >
                  > Wschod natomiast cialo i ducha traktuje jako jednosc, wychodzi wiec z
                  > zalozenia, ze jesli "cielesne" zycie jest szczesliwe, to i duch jest
                  > zadowolony. I szczerze powiedziawszy, ta filozofia mi osobiscie bardziej
                  > odpowiada. Ale jesli sie wczytasz w mysli wschodu (mowie tu o zen i tao - bo
                  > tego liznalem), dojdziesz i do tego, ze nie promuja egoizmu, ze klada nacisk na
                  >
                  > poprzestawanie na malym, pietnuja rozbuchane zadze (slawy, bogactwa). Natomiast
                  >
                  > nie wymagaja jakichs specjalnych, spektakularnych gestow by sobie "zasluzyc" na
                  >
                  > duchowa radosc - ot, "zyc i pracowac spokojnie".
                  >
                  > I wlasnie ta zwyklosc, (by nie rzec "normalnosc") jest tu pociagajaca. Nie mam
                  > aspiracji na matke Terese. Nie mam aspiracji na doktora Judyma. I nie musze
                  > miec.
                  > Wschod daje wieksza swobode, kladzie wiekszy nacisk na samodzielnosc, i
                  > postepowanie w zgodzie z samym soba - w porownaniu np. z katolicyzmem, ktory
                  > serwuje zespol regulek, "praw i obowiazkow" - nie tlumaczac dlaczego sa one
                  > akurat takie a nie inne, nie klopoczac sie rozpraszaniem watpliwosci, nie
                  > zajmujac sie zastanawianiem nad ich sensem.

                  co do jednosci ducha i ciala, to w tradycji chrzescijanskiej tez cos takiego
                  istnieje, a wiec dla szukajacego/chcacego nic trudnego. Chociaz fakt, dominuje
                  negacja ciala (ale umartwien ciala w hinduizmie nie brakuje).Wystapienie Buddy i
                  Chrystusa jest okresem buntu wobec dominujacych instytucji religijnych, kaplanow,
                  jak tez wszelkich rytualow, umartwien, przepisow etc. Jezus polozyl nacisk na
                  milosc, z ktorej wyplywa wszystko inne, jako konsekwencja.Jak tez na wybaczanie,
                  ktore jest podstawa tolerancji (spolecznej). Bez racjonalizowania.
                  Dla mnie lakonicznosc Chrystusa przemawia bardziej do mojej wolnosci
                  indywidualnej sciezki. Skarb serca swego. To co zrobili kaplani z
                  chrzescijanstwem nie swiadczy o jakosci przeslania, ktore jest obecne w tekscie.
                  Buddyzm byc moze jest bardziej praktyczny i swiadomy. Mistrz w jakis sposob
                  prowadzi uczniow na ich sciezce 'usamodzielniania' sie. Wlasnie w tym widze
                  niebezpieczenstwo, szczegolnie dla adeptow zachodnich. No i ta Twoja, wybacz,
                  kwieto, odraza do milosci. Znalazles sie w tym Buddyzmie i OK. Ale, to nie znaczy
                  ze chrzescijanstwo jako uczucie i postawa duchowo-religijna jest be. Buddyzm jest
                  dla mnie prostym ateizmem, czy tez agnostycyzmem, czy tez 'poza, poza' (piekna
                  poza;-)), wymknieciem sie rozumu w najbezpieczniejsze miejsce przebywania, poza
                  mozliwoscia bycia rozpuszczonym w uczuciu. Buddyzm jest de facto pogarda wobec
                  uczuc, szczegolnie wspol-czujacych. To taka mila maska pozornego samobiczowania
                  sie rozumu, na rozumie dominujacym.
                  Co do rozdzielenia ciala i duszy, to niewatpliwie zalezy kto jakie ma intencje.
                  Dla mnie, cialo jest iluzja, projekcja, forma, przemijalna, dlatego niemozliwa do
                  zaakceptowania jako cos realnego, rzeczywistego. Poniewaz podlega procesom
                  rozkladu. Tak samo zmysly w sposob oczywisty sa ograniczone, wiec tez nie daje im
                  wiary. Co nie znaczy ze nie moge kochac ciala, ani doznawac rozkoszy czy bolu
                  zmyslami. Po prostu nie utozsamiam ich z tym co dla mnie jest zyciem, zrodlem
                  zycia.
                  • Gość: Sar Re: IP: 144.138.113.* 02.07.02, 13:32
                    Gość portalu: mrowka napisał(a):

                    "Buddyzm jest de facto pogarda wobec
                    uczuc, szczegolnie wspol-czujacych. To taka
                    mila maska pozornego samobiczowania
                    sie rozumu, na rozumie dominujacym."

                    zupelnie nie dyskutujac z tym, co napisalas POZA powyzszym (brak czasu), musze
                    ci "wytknac, ze zacytowane przeze mnie zdanie dowodzi calkowitego niezrozumienia
                    buddyzmu. Buddyzm to PRZEDE WSZYSTKIM wspol-czucie ("compassion") i buddyzm to
                    ODRZUCENIE ROZUMU na rzecz doswiadczenia czystego UMYSLU ( "mind").
                    Mysle, ze po prostu nie doczytalas...


                    Pozdrawiam

                    Sar
                    • Gość: mrowka Re: IP: *.proxy.aol.com 02.07.02, 14:05
                      tylko ze czego nie wiedziala prawica, to zrobila za nia lewica.
                      A poza tym takie lekkie uproszczenie i zrownanie w slowie Com-Passion miedzy
                      chrzescijanstwem a buddyzmem jest iscie natury filozoficznej (czysto Umyslowej,
                      znaczy sie). A moze com-passion (gdzie tu passion?) i forgiveness? Ale po co
                      komu forgiveness w buddyzmie, skoro tam nie ma podzialu na dobro i zlo? A wiec
                      po co komu cokolwiek wybaczac? Wspolczuc, jasne! Czystym Nie-Wzruszonym Umyslem.
                      Wszystko jest Doskonale jesli sie niczego nie wz-rusza.
                      • Gość: mrowka Re: IP: *.proxy.aol.com 02.07.02, 14:21
                        poza tym ten caly Wasz Buddyzm, dzieci, to skutek niedorozwoju emocjonalnego,
                        strachu wobec bycia dotknietym/dotknieta przez bezmiar emocjonalny, i
                        histeryczna ucieczka do intelektualnej samokontroli, przed, jakby nie b ylo,
                        bolesnym troszke, rozwojem wlasnej osobowosci. Milosc Was wyzwoli i objawi
                        prawdziwe ego i wspolczucie. Mozecie sobie gadac o wspolczuciu i czystym
                        umysle. Na tym etapie czlowiek jest jak Tobiasz ktoremu ptaszek nasral prosto w
                        oczy.
                        • kwieto Re: 02.07.02, 14:57
                          Wiesz, jesli wchodzisz w role rodzica pouczajacego "dzieci" to chyba nie mamy o
                          czym rozmawiac. Chwytasz sie pouczania i insynuowania niedorozwoju
                          emocjonalnego (a kim Ty jestes, by to oceniac?) gdy brakuje Ci rzeczowych
                          argumentow? Brzydko...
                        • Gość: PawelD swierciadelko, powiedz przecie.. IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 02.07.02, 15:04
                          mrowka napisał(a): spojrz co piszesz:

                          > poza tym ten caly Wasz Buddyzm, dzieci, to skutek niedorozwoju emocjonalnego,
                          > strachu wobec bycia dotknietym/dotknieta przez bezmiar emocjonalny, i
                          > histeryczna ucieczka do intelektualnej samokontroli, przed, jakby nie b ylo,
                          > bolesnym troszke, rozwojem wlasnej osobowosci. Milosc Was wyzwoli i objawi
                          > prawdziwe ego i wspolczucie. Mozecie sobie gadac o wspolczuciu i czystym
                          > umysle. Na tym etapie czlowiek jest jak Tobiasz ktoremu ptaszek nasral prosto w
                          > oczy.

                          i pomysl przez chwile: jak sie to ma do
                          - milosci
                          - rozwoju duchowego?

                          wiesz - bylem na spotkaniu z Dalajlama; co mnie uderzylo:
                          a) totalna bezpretensjonalnosc - czy katolickich dygnitarzy pod jakimkolwiek
                          wzgledem mozesz nazwac ,,bezpretensjonalnymi"? {OK, niech Ci bedzie,
                          poza ,,naszym pampiezem :)))) }
                          b) wyobraz sobie, ze namawial do rzymania sie swojej wiary


                          a tak przy okazji - dziwnie sie sklada, ze ludzie o naprawde wysokim poziomie
                          rozwoju duchowego czesto przechodza na buddyzm...

                          i jeszcze jedno - ile w katolicyzmie jest NAPRAWDE milosci?
                          Matka Teresa - na pewno tak; a jesli sluchasz kazania to czy slyszysz w tym
                          MILOSC czy tak naprwade to przede wszystkim nienawisc do tych co ,,inaczej"???

                          czy bedziesz w stanie sie nad tym zastanowic?

                          P.

                          • cyntia1 Re: swierciadelko, powiedz przecie.. 02.07.02, 21:28
                            klap, klap.

                            No właśnie ja dlatego przestałam chodzć do Kościoła, że doszłam do wniosku, że
                            jeśli w tej bądź co bądź Bożnicy mam dostawać wysypki na słowa płynące z ambony
                            i "listów duszpasterskich" w stylu:
                            - głosować na prawdziwych polaków (wolę zbierać prawdziwki w lesie)

                            - dzieci "nienapoczęte" (a co kościół robi dla samotnych matek żeby mógł na nie
                            teraz grzmieć z Ambony

                            Czy ktoś z Was słyszał żeby się Kościół wypowiadał przeciwko karze śmierci?

                            To już teraz nie można zabijać tylko niepoczętych ludzi, a poczętych można?

                            Wiem, że to temat na nowy wątek, ale mnie ten Polak i Katolik na forum
                            zdenerwował, bo ja właśnie przed takimi moralizatorsko-wszechwiedzącymi
                            postawami uciekam trochę w wschodu. Pzdr:))
                            • Gość: PawelD Re: swierciadelko, powiedz przecie.. IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 02.07.02, 22:29
                              czesc Cyntia!

                              wiesz jestem z katolickiej rodzny, czworo dzieci, matka codzinnie do kosciola..
                              ZADNE z nas nie wierzy...

                              to co religia dawala moje matce to przekonanie, ze ma sie podporzdkowac -
                              mezowi-tyranowi w pierwszym rzedzie...

                              pozdrawiam serdecznie

                              i wyrazy szacunku dla tych chrzescijan dla ktorych religia jest rzeczywiscie
                              wyrazem /droga milosci, a nie przejawem checi dominacji nad innymi...

                              P.
                      • kwieto Re: 02.07.02, 14:55
                        Doskonalosc.... Ale to buddysci ukuli twierdzenie "doskonalosc smierdzi".
                        A czy nie wpaja sie w kulturze chrzescijanskiej, ze idealem jest dazyc do
                        doskonalosci wlasnie, by zostac np. swietym? A czy swiety nie jest wlasnie
                        doskonalym, niewzruszonym umyslem?
                  • kwieto Re: 02.07.02, 14:51
                    Hej, a gdzie Ty wyczytales u mnie "odraze do milosci"?? Bo nie przypominam
                    sobie, zebym gdziekolwiek i kiedykolwiek negowal milosc jako taka, mozesz mi to
                    przypomniec?

                    I jeszcze male sprostowanie - buddyzm (konkretnie zen) mnie inspiruje, choc juz
                    w coraz mniejszym stopniu. Ale buddysta nie jestem i nigdy nie bylem
    • trzcina Szukajcie, a znajdziecie 03.07.02, 00:13
      Róznie szukają, róznie znajdują.
      Może nawet, znajdują, czego szukają.

      Dobrze, jeśli inspiracji, mądrze w rozwój duchowy wpisanej.

      Wielu rzeczywiście liźnie jedynie, z pożytkiem często niewielkim, częściej z
      wielkim rozczarowaniem. Bo szukają odmiany, ulgi po niedogodnościach
      wynikających ze źle przylegającej, czasem źle pojętej wiary dotychczasowej.

      Bo mówią duchem wielcy ( Dalajlama też, padło już wyżej), że nie tak łatwo
      wiarę, zanurzoną przecież w tradycji, sobie odmienić. Nie zawsze warto. Bo na
      liźnięciu się skończyć łacno może. Są chlubne wyjątki. Ale tez i całe lata
      strawiły ( te ludzkie wyjątki:) na takim duchowym, pełnym, przeistoczeniu. A to
      nie oznacza - brać z wierzchu to tylko, co wygodne i dla ucha miłe.

      Tak to można jedynie własne kiepskie chrześcijaństwo wymienić na taki sobie
      buddyzm. Badź na odwrót.

      Nie do Was "powyższych" powyższe, ot, refleksje wrzucam:)

      pzdr
      t.



      • Gość: Sar Re: Szukajcie, a znajdziecie IP: *.prem.tmns.net.au 03.07.02, 01:02
        trzcina napisał(a):


        > Bo mówią duchem wielcy ( Dalajlama też, padło już wyżej), że nie tak łatwo
        > wiarę, zanurzoną przecież w tradycji, sobie odmienić. Nie zawsze warto. Bo na
        > liźnięciu się skończyć łacno może. Są chlubne wyjątki. Ale tez i całe lata
        > strawiły ( te ludzkie wyjątki:) na takim duchowym, pełnym, przeistoczeniu. A to
        >
        > nie oznacza - brać z wierzchu to tylko, co wygodne i dla ucha miłe.
        >
        > Tak to można jedynie własne kiepskie chrześcijaństwo wymienić na taki sobie
        > buddyzm. Badź na odwrót.
        >

        Nie chodzi o ZMIANE (religii) raczej o wypelnienie jej nowa trescia, ja ciagle
        deklaruje sie jako chrzescijanka, ba, katoliczka nawet, choc gdybym wyjasnila
        katolikom jak wyglada moja religijnosc to by mnie pewnie na stos...

        do mrowki: nie denerwuj sie tak , Twoja wiara nie jest zagrozona faktem mojego
        szukania w buddyzmie. To naprawde nie po chrzescijansku "grzmiec " z ambony na
        maluczkich. Wszak to Jezus rzekl by nie sadzic innych..

        Acha, co do twej wiedzy o buddyzmie, twierdze, ze jest powierzchowna i zdobywana
        byla na zasadzie porownywania i odrzucania wiec nigdy nie zdobedziesz
        faktycznego zrozumienia o co chodzi.

        W buddyzmie jest przebaczenie

        Sar
        • Gość: PawelD Re: Szukajcie, a znajdziecie IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 03.07.02, 01:37
          Sar,
          jestes swietna!

          Bo rzeczywiscie - jakzesz dalece przepych kosciola katolickiego odszedl od nauk
          ubogiego syna ciesli...

          ,,ostatni beda pierwszymi"


          P.
    • Gość: polak ROZMOWA miedzy PANEM-WOJTEM i PLEBANEM IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 03.07.02, 04:34
      tak daleko mozna siegnac w polska historie.
      Nie podwazajac zadnych zasad Boskich bo to sa zasady
      uniwersalne, nie ma znaczenia czy ktosc jest wierzacy czy
      nie. Bo jak by zasady postepowania byly przestrzegane
      przez ludzi to np nie bylo by wojen.
      Natomiast problem jak nalezy interpretowac np prawa
      przeczytane w bibli jest oprosty w wytlunaczeniu
      KASA i WLADZA oraz WLADZA i KASA.
      Czym sie kierowali ci P.W i P rzadza wladzy. Jak to
      siagnac ??????????
      Proste PRZY POMOCY KIJA i MARCHEWKI.
      Juz w egipcie wykorzysywano np zacmienie slomca aby
      przestraszyc ludzi.
      A potem pocztkowe chrzescijanstwo to droga ognia i miecza.
      Dlatego ludzie sie boja kary boskiej. A zasada dobrze ci
      bedzie w raju jest tylko dobra dla tych ktorzy to glosza.
      Dlatego wielu osobom sie nie podoba np buddyzm ze niby
      preferuje szczescie na ziemi !!!!!!!!!!
      Oczywicie 2/3 swiata wierzy w reinkarnacje a mniejsza
      wiekszosc - religia katolicka nie dopuszca tego.
      Patrzac na wciskanie ludziom "zasad na pozniej" to rece
      opdaja. Ale to wynika z dwoch przeciwstawnych rzeczy.
      Ciemnoty ludzi nieoczytanych, oraz po przeciwnej stronie
      ludzi ktorzy mysla ze pozadali wszystkie rozumy i
      czerpiaj jak by z zasad wschodu NACHAPAC SUE JAK NAJWIECEJ.
      Wyszysczy ci zapominaja o rozwoju duchowym czlowieka.
      Ale do tego trzeba miec prawdzia wiera a jak tu wierzyc
      jak "za nami stoi taka wielka technika i komputery"
      Naukowcy juz niby wszystko wiedza !!!!!!!!
      A jakosc nowe odkycia planet blisko ziemi pokazuje tylko
      jak malo wiedza i jakimi wielkimi arogantami oni sa.
      To tak kilka luznych mysli.
      ______________________
      Co do pytnia orginalnego to mazna pisac wiele ksizek.
      ale jednym zdaniem moga napisac po ich obserwowaniu i
      uczeniu sie od nich przez ostatnie 20 lat. Sa to ludzie
      ktorzy poszukuja wlasnej drogi bez narzucania im w co
      maja wierzyc np jak to bylo w komumizmie przez ostatnie
      70 lat.
      Oraz koscioly i prawdziwi ksieza mowia i pisa tak jak
      niogdy nie widzialem w polsce.
      Natomast jezeli tylko chcesz byc obserwatorem a nie
      uczestnikiem, tego co chesz poznac to nigy nie zobaczysz
      trego w 100 %.
      Sprawy wiary i zroumiena tego co sie odczuwa sa bardzo
      indywidualne.
      moze jeszcze cos skrobne, zobacze jaka bedzie rakcja

      polak - usa - wierzacy w Bozie

      email AmerykaPolska@aol.com

      betula napisał(a):

      > Mili forumowicze!
      >
      > Rozmyslam i pisze prace na (mniej wiecej) powyzszy
      temat. Dokladniej: c z e g
      > o Europejczycy i Amerykanie szukaja w, szczegolnie:
      buddyzmie, taoizmie, takze
      >
      > tai-chi, jodze. D l a c z e g o w ogole p o s z u k u
      j a czegos w
      > tych "nurtach" Wschodu? Odpowiedzi na te dwa pytania -
      czego i dlaczego -
      > interesuja mnie od strony psychologicznej, w tym
      jednostkowej. Jacy ludzie
      > szukaja na Wschodzie? Jakie sa ich doswiadczenia i
      przemyslenia na ten temat?
      >
      > Z tymi pytaniami zwracam sie do Was. Calkiem powaznie,
      kazda osobista wypowiedz
      >
      > i kazda sugestia gdzie jeszcze moglabym szukac, bedzie
      przyjeta z
      > wdziecznoscia. Sa na tym forum watki bardziej palace,
      ludzie potrzebujacy
      > pomocy, dlatego pokornie prosze - w wolnej ;-) chwili
      podzielcie sie swoimi
      > doswiadczeniami i ze mna.
      >
      > Pozdrowienia dla waznego forum.
      >

    • Gość: karol Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.02, 19:50
      Tego czego nie moga znalezc w zachodniej kulturze i filozofii :)
    • Gość: karol Re: IP: 212.76.37.* 03.07.02, 22:31
      Kwieto opisal historie podobna do mojej, ja tez bylem zakompleksiony,
      niesmialy, zastanawialem sie nad kazdym swoim krokiem, meczylem sie sam ze soba
      i natknalem sie jakos na Zen, zaczalem czytac sporo literatury na ten temat,
      pozniej gadalem z ludzmi, ktorzy praktykuja i po kilku miechach pojechalem na
      zazen. W buddyzmie jest piekne to, ze nie ma dychotomii w postrzeganiu Swiata,
      nic nie jest zle albo dobre, my nie jestesmy ani aniolami ani demonami. Nie ma
      dogmatow, wszystko nalezy przejsc samemu i samemu probowac.
      To tyle, a tak na marginesie zauwazylem, ze do osrodka co chwila przyjezdzaja
      nowi ludzie, ktorzy maja troche wypaczone spojrzenie na ten temat, pojawiaja si
      2- 3 razy potem znikaja, jakas moda?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka