stressed
02.05.05, 11:39
mam problem. juz od kilku lat towarzyszy mi ciagly, podswiadomy stres. kiedys
byl spowodowany wysokimi wymaganiami w dobrym liceum, teraz - studiami.
nasila sie szczegolnie przed sesja, kiedy nerwy mam napiete do granic
mozliwosci. oczywista konsekwencja sa wrzody zoladka, na ktore cierpie juz od
kilku lat. co dziwne ( a moze i nie) - po zdaniu wszystkich egzaminow -
problem calkowicie ustepuje. jestem spokojna i wesola. az do konca wrzesnia,
kiedy znow zaczynam myslec o uczelni. jestem bardzo ambitna i sprezam sie
zdajac wszystko w przedterminach, bo wtedy jest latwiej i wiem, ze bede sie
krocej denerwowac. napiecie jest wtedy wieksze, bo trzeba opanowac b. duzo
materialu w krotkim czasie, ale nie znioslabym stresowania sie do konca
czerwca! wiec mecze sie teraz. osoby mi bliskie (mama i chlopak) mowia, ze
kiedys szkola a teraz sesja to tylko pretekst. ze problem tak naprawde nie
minie po studiach, bo znajde sobie inne powody i zrodla stresu( np. praca).
jestem przerazona taka perspektywa, bo ile mozna zyc w ciaglym napieciu? mam
ksiazke z cyklu: jak radzic sobie ze stresem, ale podane tam techniki
pomagaja tylko na chwile. a moj problem lezy chyba glebiej..
co powinnam zrobic? moze znacie jakiegos dobrego psychologa ktory umie radzic
sobie z takimi przypadkami( jestem z wawy)? tylko takiego ktory mi pomoze, a
nie zaszkodzi...