hellaa
04.05.05, 10:42
Czytam czasem na forum posty, które pokazują, jak łatwo ludzie pogrążają się
w pięknej iluzji i jak niewiele trzeba, by, skądinąd rozsądni, zaryzykowali
wszystkim dla tego, kto im dał tę iluzję. Niby wiedzą, że "jak ci starszy pan
oferuje batona i wypad do wesołego miasteczka, to wołaj mamę i trzymaj się
siatki", a mimo to, mimo ostrzeżeń, tak chętnie, desperacko wyciagają rekę po
słodycz i idą tam, gdzie wirujące młyny, kolorowe skarby czekają na celny
strzał, ogień bucha klaunowi z ust, a niczego nie spala... A potem nagle
rozpacz, bo ogień nas parzy, mamy torsje od wirowania i batonów, straciliśmy
wszystko i nic nie ustrzeliliśmy, a nasz "Beatrycze" to kłamca o niecnych
zamiarach!
I teraz pytanie? Czy osobiście wybieracie życie w przyjaznym, ograniczonym
lecz bezpiecznym ogródku jordanowskim, posłuszenstwo wobec mamy /zasady
społeczne, moralność, prawda, realizm, konstruktywne kroczki do przodu/ i nie
ufanie zbirom i ich mirażom? Czy wolicie wsiąść na pięknego rumaka, co się
objadł wilczych jagód, i galopuje bardzo wdzięcznie, w imponujacych lecz
nieskoordynowanych podskokach i nie wiadomo gdzie i czy nie rozbije wam głowy?
Czy zdarzyło wam się popełnić piękne głupstwo? Czy tego żałowaliscie, czy
nie? A może i jedno, i drugie?
Co sadzicie o pieknym kłamstwie, które boli ale pozwala łaczyć się z czymś
ekstatyczym w nas samych, i o smętnej prawdzie, która też boli, ale tylko
trochę, jak stare złamanie przed burzą, a przy tym pozwala nam świadomie i
konstruktywnie zmieniac coś na lepsze, niosąc zwykłe zadowolenie?
Osobiście wybieram rolę Maestra pięknych kłamstw. To jest iście szatańska
rola, ale, z niewiadomej przyczyny, najbardziej mnie pociaga. To niemoralne -
wiem! Moge obiecać tylko tyle, że oszczędzę dzieci i starców... :)))