mam wszystkiego dość

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.09.01, 19:46
Czy można polecieć w Kosmos. Wrócić i od nowa zacząć życie? Smutno mi? Raczej
jestem wśkiekła na los. Gdybym mogła go złapać, skopałam bym mu tyłek. Życie
jakie obecnie prowadzę przypomina raczej Alo Mac Bil. Nie wiadomo co jest
rzeczywistością, co snem. Od kilku lat składam książki, czasopisam. Już 3 razy
próbowałam zrobić to zupełnie sama, bez pośredników. Ale zawsze, gdy upływało
pół roku szukania zleceń - coś się zdarzało- wszystko szlag trafiał. To tak
jakbym otwierała nowe drzwi i nie wiedziała co dalej. I znowu stoję nad
urwiskiem. Wiatr wieje (łeb mi urywa), deszcz pada (chodzę po ulicach
wieczorami i płaczę), grzmoty walą (to ja uderzam w drzewa i kamienie). Walczę
z wiatrakami (bo mam problemy finansowe). Często chodzę na spotkania - by
przekonać ludzi, że dobrze mogę wykonać swoją pracę. Poza składaniem
książek,czasopism jestem też wykładowcą różnych programów komputerowych. Kończy
się pół roku i gówno. Wszystko znika. Jak za sprawą różdżki. I od nowa
zaczynam. Co robię źle. Nie wiem. Fakt co jakiś czas coś dzieje się w moim
życiu. Najpierw śmierć mamy. Teraz choroba męża. Jest po operacji. Guz mózgu.
Czuję się taka samotna. Wszystkie decyzje te małe i duże muszę podejmować sama.
Dobre i złe. Wesołe i smutne. Jestem smutna? - nie, jestem okropnie wściekła.
Co robię źle? Moje życie to ciągła walka z przeciwnościami życia. Jak sobie z
tym poradzić? Co zrobić żeby to zmienić. Oczywiście nie zmienie choroby męża.
Ale jeżeli los kopie mi tyłek z jednej strony, to czy musi również z drugiej.
Czy nie można mieć chociaż kropelki zadowolenia. Bez pracy, którą kocham, nie
umiem sobie poradzić z tymi wszystkimi problemami. W pracy zatracam się.
Przechodzę na zupełnie inny wymiar czasu. Jestem tylko ja i mój komputer. A i
to nie jest mi dane w nadmiarze. Od sierpnia znowu szukam. Nie znam powodu
dlaczego ci smutno, ale uwierz mi, że jest mi nie tylko smutno, ale jestem też
wśkiekła. Ale opowiem Ci jak w dniu operacji męża było mi smutno. Ponieważ
denerwowałam się okropnie koleżanka poradziła mi wziąć lek (Deprim ziołowy)1
tabletkę. No i zrobiłam to, tylko że wzięłam 3. I nastąpił dramat. Po oeracji
męża profesor podchodzi do mnie, i z bardzo poważna miną mówi mi o stanie
zdrowia mojego męża. A ja po trzech tabletkach deprimu mam uśmiech przyklejony
na twarzy. Jak byś się wtedy czuł/a. Dopiero wtedy byłam nie tylko smutna ale i
wściekła. Może ktoś przeczyta moją spowiedź. Z nikim nie rozmawiam tak jak
teraz. Może ktos odpowie mi na moje pytania. Może nie?

    • Gość: SUMO Re: mam wszystkiego dość IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 08.09.01, 20:15
      Rozumiem w pełni Twoje rozterki,problemy,i Twoje obecne życie.Od kilku lat także
      przechodzę podobne problemy a może nawet większe. Ciągnie się to wszystko jak
      smród i wielkokrotnie zadaję sobie pytanie czy to ma jeszcze dalszy sens.
      Jestem jednak facetem i pewne sprawy lekko zalewam piwkiem {umiarkowanie} i to
      jak również komputer pozwalają mi coraz częściej zapomnieć o moich problemach.
      Uciekam w tzw.samotność i wtedy zaczynam jakąkolwiek robotę domową { czytaj
      remontową przy dobrej muzyce.Nie szukam duszy która może mnie pocieszyć ponieważ
      nie chcę zarażać moimi problemami innych.A może nie znalazłem nikogo takiego kto
      nie tylko wysłucha ale także pomoże. Współczuję Ci z powodu choroby męża, wiem
      jaki może być to ból niestety musisz w tej sytuacji porządnie zabrać się za
      siebie ponieważ nic więcej chyba nie możesz w tej sytuacji uczynić.Musisz jednak
      wspomagać męża psychicznie napewno tego potrzebuje.Twoje życie trwa i będzie
      trwało nadal i to jest w tym wszystkim najważniejsze.
      Z prawdziwą przyjemnością będę z Tobą rozmawiał ponieważ czuję w Tobie osobę tak
      samo zagubioną jak ja.Jeżeli w tym wszystkim mogę jeszcze jakoś pomóc to moja
      radość z tego faktu będzie podwójna. Trzymaj się, uwierz w życie.
    • volny do zycie..................Re: mam wszystkiego dośc 08.09.01, 20:29
      Zycie !!!!!!!
      Czesc zadna sytuacja nie jest bez wyjscia.
      Wiem o tym bo raz bylem na gorze raz na dole.
      Ale po pewnym czasie nauczyelm sie jak z tego wychodzic.
      Nie jest to proste. Ale mozliwe. Czasmi trwa chwile, ale niektore rzeczy
      wymagaja czasu. O niektorych rzeczach pisalem o tym na forum.
      Ale zeby znalesc rozwiazanie nie widze mozliwisci jak mozna komus
      poradzic w tak trudnej sytuacji przy pomocy jednej widomosci,
      jak nie ktorzy oczekuja.
      Nie bede sie rozpisywal bo juz duzo ogolnie napisalem.
      Zeby to dobrze zrobic i nie zawracac sobie glowy
      widze to tylko w jeden sposob.
      KONTAKT PRZEZ EMAIL ORAZ WYMIANA INFORMACJI PISZAC
      NA EKRANIE UZYWAJC NP. ICQ

      Jezeli Cie to interesuje to pisz na

      Witold Wolkowski
      email Witold@volny.com
      • Gość: Papas do zycie..................Re: mam wszystkiego dośc IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 08.09.01, 21:14
        Bardzo wspólczuję Ci Twojej sytuacji życiowej.Jednak żyć trzeba i żyć musisz
        z problemami mniejszymi i większymi.To wszstko ma swój początek i swój koniec.
        Wokół Ciebie jest bardzo dużo ludzi którzy jednak mogą wspomóc człowieka
        psychicznie aby to wszystko przetrzymać. Sam przechodziłem tragedie życiowe
        nadal mam bardzo wiele problemów które tak czy inaczej pokonywać muszę.
        Bądz dzielna i mądra aby radzenie sobie z rozwiązaniem tych wszystkich spraw nie
        sprawiało Ci chwil zwątpienia w dalszy sens działań i osiąganych rezultatów.
        Wiem że łatwo się mówi, trudniej robi ale czy jest inne wyjście.
        Zapewniam Cię że choć trudno komuś pomóc przy pomocy komputera to jednak sam
        fakt publicznej spowiedzi jest dla wielu wyzwaniem do udzielenia takiej pomocy
        jak tylko potrafią najlepiej. Głowa do góry i uwierz w siebie nie jesteś sama.
    • ank Re: mam wszystkiego dość 08.09.01, 23:46
      Jesli napisałas te słowa znaczy że masz absolutnie dosc wszystkiego. Ja rowniez mam za soba
      trudne lata, chorobę, smierć mamy i inne trudne sytuacje. I choc minęło już 19 lat wciąż czuję się
      obciążona tymi zdarzeniami. Choć teraz jest to tylko wspomnienie, już tak nie boli.
      Czlowiek potrafi wiele zniesć, wiecej niz to sobie wyobraza. Musisz znależć kogos, kto Ci pomoze
      przetrwac. Jesli chcesz odezwij sie. Pozdrawiam i życzę dużo sił i wytrwania.
Pełna wersja