Dodaj do ulubionych

Jak wyjsc z samotnosci?

    • anahella Re: Jak wyjsc z samotnosci? 23.02.03, 23:14
      Najwazniejszy jest usmiech. Bez niego trudno zwrocic na siebie uwage
      kogokolwiek, a potem taka znajomosc utrzymac i przeksztalcic w romans czy
      zwiazek. Pozdrawiam z usmiechem:)
    • _annie Re: Jak wyjsc z samotnosci? 17.03.03, 21:22
      Ewo pozwolisz, by ten wątek...umarł?Pozdrawiam.
      • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 17.03.03, 21:47
        _annie napisała:

        > Ewo pozwolisz, by ten wątek...umarł?Pozdrawiam.

        Witaj Annie,
        Obiecalam sobie, o czym tu zreszta pisalam, ze nie bede na sile ozywiac watku.
        Ale skoro pytasz ;-) Na razie nic sie specjalnie w moim zyciu nie zmienilo,
        wiec nie mam o czym donosic. Mam sporo zajec w tygodniu, weekendy czesto
        zajete, ale w te wolne choruje czasem na samotnosc. W realnym swiecie nie
        poznalam nikogo nowego, a dawne znajomosci sa wciaz znajomosciami, niczym
        wiecej. Doceniam to, czasem ide z kolega na kawe, choc chcialbym zeby to nie
        byl tylko kolezenski uklad. Wciaz dla postronnych jestem singlem. Dzis
        kolezanka zasugerowala, ze moze biuro matrymonialne byloby jakims wyjsciem z
        sytuacji. Moze i tak, ale na razie to dla mnie trudne do zaakceptowania, bo
        mialo byc inaczej ;-) Mialo byc zwyczajnie, a nie jest. W pracy przygaldam sie
        kolegom. Jednego co rusz widuje z inna dziewczyna. A u mnie po staremu ;-)
        Pozdrawiam
        _ewa
        • Gość: Marta Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.toya.net.pl 18.03.03, 22:30
          Kochani,

          Piszecie tu juz ladny kawal czasu, a ja Was czytam i czytam. A czy nie fajnie
          byloby sie gdzies wspolnie spotkac? Mysle ze to by nas bardzo optymistycznie
          natchnelo do zycia,Pozdr.
    • Gość: jana Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.devs.futuro.pl 19.03.03, 12:48
      Witam i pozdrawiam wszystkich piszących i czytających.
      Ja mogłabym się spokojnie podpisać zarówno pod tym, co pisała Ewa, a już
      zwłaszcza Nulla i ???
      Do niedawna tylko samobiczowałam się w myślach jaka to jestem beznadziejna,a
      przez to samotna,moje życie tragiczne,a wszyscy naokoło (poza mną) tacy
      szczęśliwi. Teraz próbuję zajrzeć w głąb siebie i przeananlizować przyczyny
      swojej sytuacji życiowej. Nie jest to łatwe , ale lepsze od nicnierobienia i
      tragizowania.Wydaje mi się, że to jedyne rozsądne rozwiązanie-szukać przyczyn w
      sobie i próbować siebie i swoją postawę choć trochę zmienić (Kwieto ma rację).
      Inaczej traci się po prostu czas i marnuje sobie życie. Banał, ale dotarło to
      do mnie dopiero po 28 latach (straconego) życia.
      Jesze jedno- specjalnie do Nulli i ???-polecam Wam dziewczyny książki wybitnej
      psychoanalityczki Karen Horney- "Nerwicę,a rozwój człowieka", "Neurotyczną
      osobowość naszych czasów" i "Autoanalizę". Dostarczają solidnego materiału do
      przemyśleń na swój temat. A z literatury pięknej- "Stillera" Maxa Frischa.Warto
      te rzeczy przeczytać!!!!
      PZDR
      • Gość: Lilazielona Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.policom.com.pl 30.08.03, 11:26
        Jano nie mysl prosze ze 28 lat bylo straconych
        gdyby nie one nie byloby Cie tutaj
        na terapii
        cay tez w ksiegarni z ciekawymi pozycjami:))

        Lila Zielona

        ja to teraz tutaj, obok siebie, dawniej
        zapachy, smaki i slowa ktorych dawno juz nie ma a sa tak bliskie
    • _ewa Re: Jak wyjsc z samotnosci? 11.04.03, 01:20
      Dzis powiedzialam temu koledze z pracy, ze cos do niego czuje. Duzo czasu
      spedzalismy ostatnio razem. Duzo rozmow. Ale on kogos ma ;-) Trace coraz
      bardziej nadzieje, ze kiedys cos w moim zyciu sie zmieni. Nie wierze w to.
      Wiem, ze sie nie zmieni. Dzis poczulam, ze doszlam do konca. Stoje przy scianie
      i wale glowa w mur.
      • Gość: ??? Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.visp.energis.pl 11.04.03, 03:28
        To nie zaden mur, to tylko przeszkoda, jedna z wielu. Potem bedzie juz latwiej.
        Nie warto tracic nadziei...

        Trzymaj sie cieplo :-)))
        • _annie Re: Jak wyjsc z samotnosci? 11.04.03, 21:06
          Ewo- mam wrażenie ,że traktowałaś tego faceta jak ostatnią deskę ratunku.A to
          niestety odstrasza. Wiem,ze czasem samotnośc potrafi dokuczyć, ale nie warto
          pokładać nadziei na zmianę życia w facecie. Na przykładzie mojej koleżanki mogę
          stwierdzić,że też czuła presję czasu, goniła za miłoscią i gdy pojawił się ten
          ktos..okazało się,że to nie rozwiązało problemu.Facet był zakochany ale grał
          rolę podporzadkowujacego się pieska.Ona była wielbiona , ale i tak się źle
          czuła.Teraz jest sama, ale pokłada wiarę tylko w sobie , ma duzo pewności
          siebie i przekonanie,ze zwojuje świat.Bo tak naprawdę warto pokładać wiarę w
          sobie i być otwartym na innych a wszystko inne staje się łatwiejsze. A ten
          wybrany na pewno gdzieś jest..ale nie znajdziesz go mając małą wiarę w
          siebie.Pozdrawiam.Trzymaj sie cieplutko.
      • Gość: ankaaa1 Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.pde.philips.com 17.04.03, 10:17
        Ewo
        Minal tydzien odkad Ciebie tutaj nie ma.
        ????
        A ja wczoraj wydrukowalam caly ten watek i mialm lektury na caly wieczor.
        Zastanawiam sie tez co sie stalo z 007???
    • _annie Re: Jak wyjsc z samotnosci? 24.06.03, 18:51
      I co słychać...po roku(prawie).pozdr.
      • ewa_new Re: Jak wyjsc z samotnosci? 26.06.03, 20:01
        _annie napisała:

        > I co słychać...po roku(prawie).pozdr.

        Co slychac? Dzis jest dobry dzien, ale w sobote bylo tak zle, ze zasmucilam
        znajomego z internetu. W sumie nic sie zmienilo. Minal wprawdzie rok, nauczylam
        sie troche angielskiego, mialam malo wolnych weekendow, bo albo zajecia, albo
        praca. Ktos - kogo lubilam od ponad roku - troche sie do mnie niby zblizyl, a
        potem wyjechal stad chyba na zawsze. I co? Zrobilam wyliczanke, ale zadna z
        tych spraw w najmniejszym stopniu nie zmienila mojego polozenia. Wciaz jestem
        sama. Ostatnio czesciej wychodze. Z kolezankami - ma sie rozumiec. Odwiedzam
        inna kolezanke, ktora wlasnie zostala mama. W szpitalu uswiadamiam sobie, ze
        moj rocznik juz rodzil. Treaz mamami zostaja mlodsze dziewczyny. Te w moim
        wieku spodziewaja sie drugiego badz trzeciego dziecka. To akurat tak bardzo nie
        boli, bo nie czuje potrzeby bycia mama. Na razie przynajmniej.
        Nie wiem. Moze za malo sie usmiecham, moze jestem za malo przystepna, bo
        obawiajac sie odrzucenia i wysmiania, zachowuje pewien dystans. Przez rok nie
        zmienilo sie nic, jestem rownie samotna. I wiem, ze bede. Wbrew temu, co mowia
        czy pisza przyjaciele.
        A na forum watkow o samotnosci przybywa. Watkow zakladanych przez samotne 30-
        latki.
        Pozdrawiam

        _ewa

        PS. Praca to jedyne miejsce, gdzie nie mysle o swojej samotnosci. Nie mam tam
        na to czasu. Ostatnio kolezanka spytala, czy jestem pracoholiczka. Nie jestem.
        Ale faktycznie czesto dosc pozno wychodze z pracy. Przeciez do nikogo mi sie
        nie spieszy.
    • Gość: milk Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.int.warszawa.sint.pl 30.06.03, 11:02
      Ja Cie doskonale rozumiem.
      U mnie wszystko sie zmienilo jak zmienilam prace. Nowe srodowisko, nowi ludzie,
      nowe znajomosci. I przez miesiac wydarzylo sie wiecej niz przez ostatnie dwa
      lata w moim zyciu. I raczej nie przesadzam.
      • ewa_new Re: Jak wyjsc z samotnosci? 30.06.03, 20:42
        Nie moge zmienic pracy. Zreszta, w tej chwili jedyne co mam, to wlasnie praca.
        Ale dzieki za post.
        • Gość: Mimi Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 30.06.03, 20:57
          Cześć Ewa! Nie wiem czy pamętasz moje wątki.Napisałam też do ciebie maila.
          U mnie też nic się nie zmieniło. Wtedy byłam samotną 29 latką ,a teraz jestem
          samotną 30 latką ( za kilka miesięcy) . Tak samo jak TY staram się wychodzić z
          domu.Odwiedzam koleżanki , bawię się z ich dziećmi itd , czasami oferuję pomoc
          jako opiekunki.Ale faceta jak nie było , tak nie ma !
    • Gość: JOJO Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.solar.silesianet.pl 01.07.03, 11:17
      Witaj Ewo,
      Kiedys juz do Ciebie pisałam w optymistycznym tonie, jak to ja i moje 2
      kolazanki znalazlysmy nasze polowki przez internet po długiej samotnosci.
      Dzis musze powiedziec ,ze moje kolezanki sa zonami i mamami.Tylko moje zycie
      uczuciowe legło w gruzach...Przyczyna jest moze banalna - odległosć między
      naszymi miejscami zamieszkania(ok 100km)problemy gdzie zamieszkamy, ja nie mam
      tam pracy,on absolutnie do mojego miejsca sie nie przeprowadzi,chce mieszkac z
      rodzicami swoimi a ja nie chce z tesciami, nie chcę porzucic pracy...
      To zabiło nasza miłośc.Trudno mi sie pogodzić z tym,ze on nie pójdzie na
      zadne /nawet tymczasowe /ustepstwa.W zasadzie to kilka dni temu /po przeszło 2
      miesiacach od wybuchu tego problemu/powiedział,ze to koniec i ze mnie juz nie
      kocha.
      Tak wiec znow jestem samotna/tak naprawde czuje sie tak od kwietnia/.Próbuje
      sie umawiac z innymi- mimo kilku randek tylko 1 chłopak mnie zainteresował
      (wydawaloby sie ze obustronnie)ale jak sie okazalo nadzieja była zludna.
      Chce powiedziec,ze moze we mnie jest jakis defekt a obiektywne przyczyny i
      egoizm mojego narzeczonego sa tylko pretekstem do tego by sie z nikim nie
      związac??
      czuję sie b.nieszczesliwa bez niego i jego telefonów.Przypomniałam sobie jak
      przykra jest samotnośc nie tyle fizyczna (bo tez go malo widywałam) co pustka
      uczuciowa,nienalezene do nkogo.
      Znów zaczęłam zabiegac o jego względy, choć nie wiem czy to ma sens.W tym
      stane ducha chyba ne jestem w stanie zainteresowac zadnego faceta swoja osoba.
      Ciekawa jestem Ewo, czy Ty na moim miejcu zostawiłabys wszystko(swoje
      miasto,przyjaciól,prace,rodziców )i przeprowadzilabys sie do jego rodziców?
      Czy gotoa byabys to zrobic, zeby nie byc samotna,miec męza (ktory jednak
      ciagle jest w delegacji)dzieci.BojE sie takiej zmiany,boje sie tego ,ze on
      ciagle bardziej kocha rodziców,siostre niz mnie.Moze nie ufam mu wystarczajaco?
      Moze tak wyidealizowalam milosc,ze nikt nie jest w stanie jej sprostać?
      myślę o pójsciu do terapeuty bo nie wiem co dalej robić.Zazdroszcze
      parom,rodzinom z dziecmi,ze sa razem ,wygladaja tak szczesliwie,mysle ze moze
      oni nie mieli tyle problemow z podjeciem decyzji o zmanie swojego zycia.A moze
      sie mylę?
      Tak wiec znow zaglebiac bede sie z ciekawoscia w ten watek-bo znów jestem
      samotna.Nie wiem czy mam walczyc o mjego chlopaka i czy umie to robić.
      pozdrawiam,
      • ewa_new Re: Jak wyjsc z samotnosci? 01.07.03, 20:38
        Jojo,
        Nie wiem, co powinnas zrobic. Nie potrafie odpowiedziec, jak bym sie zachowala,
        bedac na Twoim miejscu. Czy rzucilabym wszystko? Na pewno nie rzucilabym tak po
        prostu pracy, bo wiem, czym jest jej szukanie. Ale czasem trzeba niestety
        zaryzykowac. Ja dosc rzadko ryzykuje. Nie czuje sie tez na silach, by dawac Ci
        rady, mam za male doswiadczenie. Przykro mi, ze Ci sie nie udalo, choc moze to
        tylko przejsciowe komplikacje, moze wszystko ulozy sie jeszcze pomyslnie...
        _ewa

    • poslonek Do Ewy i Mimi 01.07.03, 13:26
      Wy chyba jesteście "odrzutowe" dziewczyny. Jakoś nie mogę w to uwierzyć, że
      normalna (zwyczajna) kobieta nie może znależć faceta.
      • Gość: Mimi Re: Do Ewy i Mimi IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:37
        JA raczej " odrzutowa" nie jestem. A jednak jest jakaś bariera , blokada, sama
        nie wiem już co.
        • poslonek Re: Do Ewy i Mimi 02.07.03, 09:32
          Zbyt duża różnica wieku nas dzieli, abym miał się podjąć zdiagnozowania Twego
          przypadku :)
      • ewa_new Re: Do Ewy i Mimi 01.07.03, 20:19
        Co znaczy "odrzutowe"? Z odrzutu czy odrzucajace innych?
        • poslonek Re: Do Ewy i Mimi 02.07.03, 09:22
          I jedno i drugie. Odrzutowe, inaczej odpychające, a dokładniej zniechęcające
          innych do kontaktu z nimi. Przyczyną mogą być defekty ciała lub ducha. Ja na
          ten przykład nie cierpię kobiet z manierami primadonny.
    • Gość: Kala Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 195.116.43.* 01.07.03, 17:58
    • Gość: Kala Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 195.116.43.* 01.07.03, 18:08
      Rok temu byłam sama wyłam ze nie ma w moim zyciu faceta nie wierzyłam ze
      cokolwiek sie znieni a dzis mam kochającego meza ktory zrobiłby dla mnie
      wszystko i spodziewam sie dzidziusia:)))) Jestem przeszczesliwa:))))Przenigdy
      nie przewidziałabym tego jak ten rok zmieni moje zycie.Gdyby 12 miesiecy temu
      ktos powiedział mi ze spotkam miłosc mojego zycia wyjde za mąz bede mamą aaaa
      kosmos.Wszystko sie zmieniło nigdy nie byłam tak szczesliwa warto było tyle
      czekac na mezczyzne mojego zycia
      • nom73 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 03.07.03, 17:27
        Od początku czytam ten wątek i muszę powiedzieć, że mi on wiele dał, a
        szczególnie rady niektórych osób, których nie będę wymieniać, bo mógłybym kogoś
        opuścić :-).
        Dalej jestem sam, ale już nie czuję się samotny a to bardzo dużo dla mnie.

        Pozdrawiam :-)
    • twisty Re: Jak wyjsc z samotnosci? 26.08.03, 13:16
      Ewo, może jakiś update dla wiernych czytelników ;)
    • takandrynka Re: Jak wyjsc z samotnosci? 28.08.03, 13:19
      Hmmm...witam...dopiero dzisiaj trafilam na ten watek...przeczytalam caly bardzo
      uwaznie....wszyscy macie racje...i Ewa i Magda, i 007wc...tez jestem sama, mam
      31 lat. Kiedys bylam zareczona z rozwiedzionym czlowiekiem (nie skreslalam
      ich)...a dzisiaj...nie wiem jak patrzec na rozwiedzionych...wiem, ze nie kazdy
      jest taki sam...oceniam ludzi po ich zachowaniu, czynach - a nie po wygladzie.
      Widze, ze ten watek zamiera...wiem, ze nie bede oryginalna...ale, jezeli
      znajdzie sie ktos, kto ma chec napisac...zapraszam: takandrynka@gazeta.pl
      Pozdrawiam serdecznie
    • sakia Re: Jak wyjsc z samotnosci? 29.08.03, 10:09
      Pozwolę sobie też wrzucic parę moich kamyczków do ogródka samotności... Też
      byłam samotną 30-latką. Byłam - bo po pierwsze mam już 35 lat, a po drugie od
      czterech lat jestem męzatką a od dwóch matką :) Bardzo dobrze wiem co to jest
      samotność. Zyłam z nią za pan brat od wielu lat, w zasadzie odkąd pamietam.

      W liceum byłam platonicznie zakochana w pewnych chłopaku i do pełni szczęscia
      wystarczyło mi widywać go raz na tydzień (nota bene na lekchach religii). A
      wieczorami wolałam czytać, zresztą do takiej ambitnej klasy chodziłam, że
      zaczytawaliśmy się w Jasienicy, Krawczuku, Irvingu itd.

      A potem były studia (też Ewo filologiczne - w Poznaniu - czy Ty nie jesteś
      własnie z Poznania?). Jakoś nie ciągnęły mnie imprezy ani studencki luz....
      Miałam jakiś tam facetów, ale teraz perspektywy czasu widzę, że było to raczej
      nic nie znaczące epizody w moim życiu.

      Potem był rozdział z żonatym mężczyzną, a więc samotność do potęgi entej...
      Wylane morze łez, tysiące rozstań, moralne dylematy, depresja goniła chandrę.
      Słowem koszmar. Po 5 latach skończyłam to.

      Zmieniłam w swoim życiu wiele - mieszkanie, pracę, samochód, kolor włosów, styl
      ubierania, do pewnego stopnia także krąg znajomych. To był najpiękniejszy okres
      w mojej samotności... Autentycznie się nią cieszyłam. Uwielbiałam wracać do
      pustego mieszkania. Pamiętam, że czasem pożyczałm z wypożyczalni kasety i
      ogładałam ciurkiem filmy, ale to mnie radowało :)Albo wsiadałam w samochód i
      jechałam sobie na zakupy. Nie powiem - bywało smutno, ale rzadko. Naprawdę.

      Bo chyba najważniejsza rzecz jaką nalezy zrobić w całym procesie leczenia się z
      samotności jest pokochanie jej. Zachwycanie się nią. Uspokojenie się.
      Wyciszenie. Wiele osób pisało Ci Ewo, że faceci muszą w Tobie wyczuwać tę
      desperację samotnej kobiety. Może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale
      tak może być. I to ich odstrasza i przeraża. A jak sie pogodzisz z tym co masz,
      zaczniesz to cenić - to na zewnątzr zaczniesz wysyłać zupełnie inne sygnały.

      W moim życiu wiele się zmieniło. 5 lat temu, gdyby ktoś mi powiedział jak
      wyglądac będzie moje życie teraz, nie uwierzyłabym...

      Ewo, trzymaj się ciepło...
    • ewa_new Re: Jak wyjsc z samotnosci? 30.08.03, 15:03
      Witam po przerwie,
      Z samotności na razie nie wyszlam. Nie udalo sie. Na razie - mam nadzieje. Mam
      dni lepsze i gorsze. Czasem chodze na silownie, czasem na gimnastyke. No i w
      pracy spedzam sporo czasu. Od kilku tygodni wychodze z kolezanka, pewna mloda
      mezatka, a to na piwo, a to na dyskoteke czy do kina. Czasem slysze o zyciu
      mlodej mezatki. Tez nie bywa rozowo, choc we dwoje.
      Niedawno szlam z kolega z pracy. Spotkalismy moja kolezanke. Przystanelam, zeby
      porozmawiac. Gdy juz sie pozegnalam, kolega spytal, czy to tez jest taka
      wyzowolona kobieta, jak ja. Nie uwazam sie za kobiete wyzwolona, choc nie
      ukrywam, ze lubie feminizm. Bylam zdziwiona jego pytaniem.
      No i to by bylo chyba na tyle...
      Pozdrawiam wszystkich, ktorzy zagladaja tu od czasu do czasu, tak jak ja ;-)
      kiedys _ewa teraz ewa_new
      a tak naprawde mam na imie zupelnie inaczej :-)
      • Gość: Mimi Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 19:50
        MInął rok od czasu kiedy pisałam w tym wątku o swojej samotności i u mnie też
        nie zmieniło się nic poza tym ,że częściej wychodzę z domu , jestem bardziej
        otwatra... MOże mam też więcej dowodów na to ,że nie jest źle, ,że mam jeszcze
        szanse

        Ake jednak ciągle sama
        • Gość: Melba Kilka pytań IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.08.03, 20:24
          Dziś przeczytałam cały wątek,jest to ponad roczna historia...
          Ewo, mam kilka pytań, jeśli pozwolisz.
          Czy wyjechałaś z Kreską? czy spotkałyście się na proponowane przez nią
          spotkanie?
          Czy poszłaś do psychologa lub na warsztaty terapeutyczne?
          Czy zainteresowałaś się bliżej NLP - nie bez powodu ktoś radził Ci metodę
          przeprogramowującą...?

          Czy jest tak, że nie chcesz być po prostu sama, czy też chcesz być z Kimś (nie
          wiem, czy jest to jasne, są do wg. mnie dwie odmienne rzeczy).

          Jak wyobrażasz sobie właśnie BYCIE Z KIMŚ a nie tylko NIE-BYCIE-SAMĄ?

          Pozdrawiam...i trzymam kciuki, żebyś jednak zagrała na tej loterii.
          • ewa_new Re: Kilka pytań 30.08.03, 21:14
            Kilka pytan - kilka odpowiedzi.
            Spotkalam sie z Kreska. Tak sie zlozylo, ze wiosna przebywalam w miescie, w
            ktorym Ona mieszka. Spotkalysmy sie dwukrotnie. Nie, nie wyjechalysmy razem na
            wakcje. Mowiac szczerze, nie mialam na razie wakacji.
            Bylam u seksuologa. On tez stwierdzil, ze moze bardziej bylby mi potrzebny
            psycholog. Na razie nie podjelam regularnej terapii (piszac terapia czuje sie
            niezrecznie, jak bym byla chora).
            Chodze na gimnastyke. Chodzilam na kurs jezykowy, ale teraz sa wakacje, wiec
            zajec nie ma. W roku szkolnym, w niektore weekendy jestem zajeta, bo robie
            dodatkowy kurs. Mam prace, ktora zajmuje mi duzo czasu.
            Juz pisalam, ze od kilku tygodni wychodze czesciej w weekendy z kolezanka,
            ktora lubi czasem wyjsc bez meza.

            > Czy jest tak, że nie chcesz być po prostu sama, czy też chcesz być z Kimś
            (nie
            > wiem, czy jest to jasne, są do wg. mnie dwie odmienne rzeczy).
            >
            > Jak wyobrażasz sobie właśnie BYCIE Z KIMŚ a nie tylko NIE-BYCIE-SAMĄ?

            Przykro mi, ale chyba nie rozumiem, o co pytasz. Ja to widze tak: nie chce byc
            sama i chcialabym miec kogos, kto bylby moim przyjacielem, z kim moglabym
            rozmawiac, rozumiec sie lub spierac, kto by mi imponowal, i kto bylby
            jednoczesnie moim kochankiem.

            Nie, nie potrafie sobie wyobrazic tego, jak to jest z kims byc, bo nigdy z
            nikim nie bylam, a juz pare razy w zyciu przekonalam sie, ze wyobraznia plata
            figle. Kiedys, gdy bylam mlodsza, marzylam o roznych rzeczach, wyobrazalam
            sobie moje zycie w przyszlosci. Od kilku lat tego nie robie. Z tych marzen
            dotyczacych zycia sentymenatalnego, prywatnego nie spelnilo sie nic. Ale
            pokretne bywa to zycie, przyzaje, bo cos z moich marzen... Tylko ze nie z tych
            dotyczacych zycia osobistego. Szkoda.

            Dziekuje za zyczenia.
            Pozdrawiam serdecznie ;-)

            Aha. Jeszcze cos. Kiedys bylo tu juz o roznych piosenkach. O piosence Myslovitz
            na przyklad. Jest tez taka piosenka, spiewa ja Urszula. Nie pamietam tytułu,
            tylko z grubsza slowa. Piosenka jest o samotnosci. Ona spiewa, ze wciaz jej
            czegos brak, choc ma wszystko, i ze ktos, kto nie byl sam, nigdy tego nie
            zrozumie. I tak wlasnie jest. Wybaczcie, wiem, ze brzmi to samolubnie i
            egoistycznie, ale jesli byliscie z kimkolwiek, nie zrozumiecie osoby, ktora
            tylko probowala z kims byc. Moje "zwiazki" (nawet nie wiem, czy mam prawo tak
            je nazywac) byly na etapie ich tworzenia, rozpadly sie szybciej, niz mialam je
            prawo nazwac zwiazkami i szybciej, niz bym sobie tego zyczyla. Rozmawiam czasem
            z mezatkami, bo takich w moim otoczeniu nie brakuje, mam kolezanke, ktora nie
            ma klopotu z nawiazywaniem damsko-meskich znajomosci i wiem, ze nie jest tak,
            ze jest ten ktos obok i wszystkie problemy znikaja. Tylko, ze jest ktos. Ktos
            kto daje poczucie, ze cie wybral, ze liczysz sie dla tego kogos, nawet jesli
            czasem okazuje to dosc nieporadnie i nie tak romantycznie, jak pokazuje
            literatura czy film. Kiedy przez krotka chwile ktos o mnie (tak mi sie wtedy
            wydawalo) zabiegal, to moja komorka mogla lezec w innym pokoju, drzwi mogly byc
            zamkniete, a dzwiek sms'u budzil mnie skuteczniej od budzika. Czulam sie
            pociagajaca i ladna, choc bylam wciaz ta sama osoba, i nie dlatego, ze on
            mowil, ze jestem piekna (bo nie mowil), tylko dlatego, ze jego zainteresowanie
            dodawalo mi pewnosci siebie. W wakacje byla powtorka w teatrze telwizji. Nie
            pamietam tytulu, ale pamietam obsade. Janda, Segda, Seweryn i Englert. O
            perypetaich 3 kobiet uwiklanych w zwiazki z 1 mezczyzna. W slowach porzuconej
            zony bylo tyle prawdziwych stwierdzen na temat budowania przez kobiete jej
            poczucia wartosci.
            • Gość: Melba Re: Kilka pytań IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.03, 13:24
              Dzięki za odpowiedzi :)
              Ewa, Ty chyba błędnie zakłdasz, że każdy, kto ma męża/partnera to ktoś, kto Cię
              nie zrozumie, "bo głodny sytego nie zrozumie"...a to nie jest tak, przynajmniej
              nie we wszystkich przypadkach...
              Mimo, że od ponad 3 lat jestem w świetnym związku, niedawno przypieczętowanym w
              kościele, bardzo dobrze wiem, co czujesz, więcej dorosłych lat mojego życia
              byłam bez partnera niż z.
              Też czułam się przegrana, bałam się, że ze mną jest coś nie tak, że nie jestem
              stworzona do związku...i miałam rację :) Mój mąż pojawił się w moim życiu,
              kiedy wkurzyłam się, pomyślałam, że koniec roztrząsania czy zje mnie owczarek
              alzacki ;) i że skoro mam być sama, to trudno, taki mój los i fajnie, dam sobie
              radę...po miesięcu pojawił się On! Kiedy wreszcie skupiłam się na sobie, a nie
              na wypatrywaniu księcia na białym koniu.
              I teraz wiem, że miałam też wielkie wymagania i że dużo winy za swoją samotność
              ponoszę ja, a nie złe okoliczności. Jednak nie żałuję tego, bo wiem też, że
              warto było CZEKAĆ na Maćka, a nie rozmieniać się na drobne (piszę o sobie!). I
              dopiero wtedy umiałam zaakceptować jego, rzucić się w burzliwy związek głową
              naprzód (skoro i tak jestem przegrana...), zaryzykować wszystko - by być z Nim.
              Dlatego Cię o to pytałam - bo jest, moim zdaniem, ogromna różnica, między tym,
              że nie chcemy być same, a tym, by chcieć być z Kimś - bo jest to wielka, wielka
              sztuka. Wtedy możesz powiedzieć, że czekasz, że ten człowiek jest smakowitą,
              wykwintną potrawą, a nie bułą wepchniętą w siebie, by nasycić głód samotności.
              Czyli skupiasz się na kimś, a nie na sobie - i jest to także podwalina
              budowania z nim związku.
              Jak jest z Twoimi relacjami, na jakim aspekcie jesteś skupiona? Pytam, bo może
              te pytania pomogą ci coś jeszcze sobie poukładać, pozmieniać. Może zaś nie, to
              w końcu moja rzeczywistość i nie musi być to prawda objawiona :)
              Życzę Ci dużo szczęścia!
              • Gość: girlfriend to ciekawe, ale ja sie zgadzam z Melbą, hihi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.03, 16:39
                zgadzam się z tym, co napisałaś i jeszcze podkreślę, że wielka miłość wymaga
                wielkiego ryzyka, odwagi do rzucenia się głową w dół :) tylko ile jest tych, co
                to wiedzą i są skłonni? ba...

                pzdr :)))
                • Gość: Melba Girlfriend, tak mi się właśnie wydawało, :) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.12.03, 15:37
                  Że czesto piszemy o tym samym, używając po prostu trochę innych słów :)
                  Też wydaje mi się, że dominują skrajne postawy - byle kto, byleby był. Lub
                  absolutnie nikt, bo to ciągle nie książę na białym koniu...
                  Warto czekać na wielką miłość i wiedzieć, że gdy będzie - to będzie ryzyko i
                  skok na główkę. Z reguły się wypływa na powierzchnię, prawda?
                  Pozdrawiam
    • Gość: misia Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.03, 19:09
      ewus!!nie kazdy ma szanse na to by tak szybko znalezc kogos
      odpowiedniego,jestem od ciebie duzo mlodsza, jestem osoba atrakcyjna, wciaz
      studiuje i spotykam sie z wieloma mezczyznami i wsród nich nie znalazl sie choc
      jeden co mnie traktuje powaznie i nie chce mnie do powaznego zwiazku!i co ja
      mam sobie myslec!to dopiero musze byc beznadziejna, bo nikt nie chce sie
      zainteresowac, owszem pobawic, ale oby nie za dlugo!ale nie przejmuje sie tym,
      staram sie podchodzic do wszystkiego z dystansem i nie myslec o tym co bedzie
      jutro, bo bym dawno popadla w depresje!najwyzej bede sama i nic na to nie
      poradze, bo nikogo na sile nie bede zmuszac!pozdrawiam, trzymaj sie ewciu,papa
    • ewa_new Cos optymistycznego 20.09.03, 12:24
      Nadal jestem singielka. W tj kwestii nic sie - niestety! - nie zmienilo, ale
      wczoraj spotkalam sie z moimi dwiema przyjaciolkami, jeszcze z czasow
      szkolnych. Bylo swietnie. Czemu o tym pisze? Bo zwykle zagladalam tu, zeby sie
      pozalic. Sprobuje wiec zmienic moj wizerunek, zbudowac nowy, a bedzie to
      wizerunek osoby, ktora dzieli sie takze dobrymi emocjami ;-) Troche
      pompatycznie brzmi, ale co mi tam... Wczoraj wypoczelam. Spotkalam sie z
      osobami nie zwiazanymi z moja praca. Oczywiscie tematow o pracy nie dalo sie
      uniknac, ale szybko przerzucilysmy sie na cos innego. Gadalysmy jak nastolatki.
      W trakcie spotkania zadzwonil ten chlopak, o ktorym czasem tu wspominalam
      wiosna. Kolega z pracy, na ktorym mi zalezalo. Jemu na mnie chyba tez troche...
      Wiem, ze mnie lubi, mam tego pewnosc, bo pomimo wyjazdu do innego miasta,
      czasem do mnie dzwoni ot tak, zeby pogadac. Jak wczoraj wlasnie. Ja, przyznaje,
      dzwonie do niego rzadziej. Ten telefon tez mial wplyw na moj wczorajszy
      nastroj, tym bardziej, ze wczoraj w pracy korcilo mnie, zeby do niego
      zadzwonic. Juz nawet wybralam numer w komorce, w koncu zrezygnowalam, za to
      wieczorem to on zadzwonil. Tak tylko, zeby chwile porozmawiac. Mam mu dac znac,
      gdy bede w jego miescie. Dzis moglabym tam jechac, bo mam konkretny powod, ale
      niestety mam takze obowiazki w pracy, wiec dzis jeszcze nie pojade.
      Dzieki wszystkim, ktorzy tu czasem zagladaja. Widzialam, ze jest tu tez inny
      watke o samotnosci, o ksiazkach o niej traktujacych. Na razie nie chce czytac o
      samotnosci., choc moze taka lektura bylaby pouczajaca.
      Pozdrawiam
      _ewa czyli ewa_new
    • ewa_new Niby cos drgnelo... 07.10.03, 15:03
      A wcale nie jest dobrze. Nie rozumiem tego, co sie dzieje w moim zyciu. Dzis
      kolega z pracy (niestety nie ten, o ktorym tu kilkakrotnie pisalam) zapytal,
      czy umowie sie z nim. Nie wiedzialam, jak odpowiedziec, ze nie. Cos tam
      baknelam i poszlam sobie, zostawiajac go wlasciwie bez odpowiedzi, ale dajac
      jednak do zrozumienia, ze nie. Co mi szkodzi pojsc z nim na kawe po pracy,
      prawda? Tylko, ze ja nie chce i nie moge. Wiedzialam juz od paru dni, ze cos
      sie swieci. Dawal znaki. Po raz chyba pierszy w zyciu bylo to dla mnie
      czytelne. On jest kulturalnym, chyba porzadnym facetem, ale moj stosunek do
      niego to typowa "pracowa" relacja. Jestem mila, ale zachowuje dystans. Moge
      powiedziec o nim tylko tyle, ze jest OK, ze go toleruje. Nie chce z nim isc na
      kawe i nie pojde. Po prostu nie zamierzam sie przekonywac. To by byla radnka z
      rozsadku, na zasadzie: jestes sama, idz, nic nie tracisz. Mowiac szczerze, juz
      od kilku dni go unikalam. Dlaczego w moim zyciu nie moze byc tak, ze spotykam
      kogos, czuje jakies przyciaganie... Nie, nie musi to byc wcale jakies wielke
      uczucie, spadajace na czlowieka z "sila wodospadu", wystarczyloby zwykle
      przyciaganie. Tu jest odpychanie, przynajmniej z mojej strony. Wiem, ze czasem
      decyzje podejmowane z rozsadku okazuja sie sluszne, ale ja tak nie potrfie.
      Jest mi smutno. Tym bardziej, ze znow tak bardzo czuje sie samotna. Przykro mi,
      bo prawdopodobnie sprawilam mu przykorosc. Nie chcialam, ale nie potrafie sie
      zmusic. Wiem, to moglby byc kolezenski wypad, ale ja nie cche sie z nim
      kolegowac. Z nim wsytarcza mi kontakt w pracy, dokladnie taki, jaki jest i nic
      wiecej. Co o tym sadzicie?
      • jmx Re: Niby cos drgnelo... 08.10.03, 02:03

        Nie musisz się czuć winna, że się z nim nie umówiłaś. Nie masz obowiązku
        umawiać się z każdym kto tego zechce bo jesteś sama ;-).
        Ale warto powiedzieć wprost, temu kto zaprasza, że nie (choćby z prostej
        grzeczności i z przyznania sobie samej możliwości odmowy) i... może zbyt serio
        do tego podchodzisz? Ostatecznie kawa to tylko kawa :-). Ale nie namawiam do
        zmuszania się na spotkania. Nie chcesz i nie poszłaś - to tylko kawa ;-)
        • masza10 Re: Niby cos drgnelo... 21.10.03, 16:32
          A jak teraz? B. ciekawy ten wątek, co u Evy i innych forumowiczów?
          • Gość: kasik Re: Niby cos drgnelo... IP: 194.196.228.* 11.12.03, 17:31
            Wlaczam sie do tej dyskusji,bo to chyba najmadrzejsza jaka dotad spotkalam na
            forum i wypowiadaja sie tu dorosli ludzie.I trwa ponad rok.
            Ewo,samotnosc nie jest straszna,a zwiazywanie sie z kims na sile moze byc 100
            razy gorsze.Ja byla kiedys wesola,pewna siebie osoba,towarzyska itd.Teraz
            jestem zakompleksionym smutasem,z wiecznym poczuciem winy,za rzeczy,ktore
            wmawia mi moj facet.To jest toksyczny zwiazek,kocham go,on mnie,jest nam z
            reguly fajnie,ale psychicznie jestem wykonczona po kazdej sprzeczce,zamykam sie
            sobie,ludzie,najblizsi,rodzina mnie nie poznaja!A mam przyjaciolke i
            siostre,one tez sa same od wielu lat i mimo,ze czaasem dopada je dolek,wydaja
            mi sie ogolnie rzecz biorac szczesliwsze.
            A mysle,ze jestes wspaniala osoba,to co piszesz mnie wzrusza do lez.To co
            wszyscy tu pisza mnie wzrusza,bo swiat jest pelen samotnych,wspanialych ludzi.
            Pa
            • quba Re: Niby cos drgnelo... 11.12.03, 18:08
              Gość portalu: kasik napisał(a):

              > Wlaczam sie do tej dyskusji,bo to chyba najmadrzejsza jaka dotad spotkalam na
              > forum i wypowiadaja sie tu dorosli ludzie.I trwa ponad rok.
              > Ewo,samotnosc nie jest straszna,a zwiazywanie sie z kims na sile moze byc 100
              > razy gorsze.Ja byla kiedys wesola,pewna siebie osoba,towarzyska itd.Teraz
              > jestem zakompleksionym smutasem,z wiecznym poczuciem winy,za rzeczy,ktore
              > wmawia mi moj facet.To jest toksyczny zwiazek,kocham go,on mnie,
              • Gość: kasik Re: Niby cos drgnelo... IP: 194.196.228.* 12.12.03, 16:49
                No i tu pojawia sie problem samotnosc.Boje sie jej jak wszyscy,ktorzy o niej tu
                pisza i moze dlatego czasem wole poplakac w kacie,zeby przeczekac na jakis
                dobry dzien...
                • ewa_new Re: Niby cos drgnelo... 13.12.03, 01:10
                  Kasik, Twoje posty sa bardzo mile i serdeczne, i bardzo Ci za to dziekuje.

                  Ale..., ale jest pewna niekonsekwencja w tym, co napisalas, bo z jednej strony
                  zachecasz mnie od odwanego bycia sama, dajesz nawet przyklad: "[...] mam
                  przyjaciolke i siostre, one tez sa same od wielu lat i mimo, ze czaasem dopada
                  je dolek, wydaja mi sie ogolnie rzecz biorac szczesliwsze", a potem - pytana
                  przez Qube, laczego jestes z kims, o kim piszesz, ze potrafi Cie psychiczne
                  bardzo zmeczyc - odpowiadasz tak: "No i tu pojawia sie problem samotnosc. Boje
                  sie jej jak wszyscy,ktorzy o niej tu pisza i moze dlatego czasem wole poplakac
                  w kacie, zeby przeczekac na jakis dobry dzien...". Wlasnie. Samotnosc nie jest
                  fajna, co nie znaczy, ze zycie w pojedynke nie ma plusow. Ma. Moje mieszkanie
                  jest tylko moje, to ja decyduje o kolorze scian, o wyborze mebli... Po pracy
                  nie musze sie spieszyc do domu... Ale to co jest plusem, staje sie czasem
                  minusem. Z pracy wychodze pozno takze dlatego, ze przeciez nikt na mnie w domu
                  nie czeka. O pomoc prosze kolegow, bo to sa najblizsi mi mezczyzni...
                  Pozdrawiam



                  Wlaczam sie do tej dyskusji,bo to chyba najmadrzejsza jaka dotad spotkalam na
                  forum i wypowiadaja sie tu dorosli ludzie.I trwa ponad rok.
                  Ewo,samotnosc nie jest straszna,a zwiazywanie sie z kims na sile moze byc 100
                  razy gorsze.Ja byla kiedys wesola,pewna siebie osoba,towarzyska itd.Teraz
                  jestem zakompleksionym smutasem,z wiecznym poczuciem winy,za rzeczy,ktore
                  wmawia mi moj facet.To jest toksyczny zwiazek,kocham go,on mnie,jest nam z
                  reguly fajnie,ale psychicznie jestem wykonczona po kazdej sprzeczce,zamykam sie
                  sobie,ludzie,najblizsi,rodzina mnie nie poznaja!A mam przyjaciolke i
                  siostre,one tez sa same od wielu lat i mimo,ze czaasem dopada je dolek,wydaja
                  mi sie ogolnie rzecz biorac szczesliwsze.
                  A mysle,ze jestes wspaniala osoba,to co piszesz mnie wzrusza do lez.To co
                  wszyscy tu pisza mnie wzrusza,bo swiat jest pelen samotnych,wspanialych ludzi.
                  Pa




                  > No i tu pojawia sie problem samotnosc.Boje sie jej jak wszyscy,ktorzy o niej
                  tu pisza i moze dlatego czasem wole poplakac w kacie,zeby przeczekac na jakis
                  > dobry dzien...
                  • Gość: doktor Re: Niby cos drgnelo... IP: *.nsm.pl / *.nsm.pl 16.12.03, 00:16
                    Pominelas sie z powolaniem. Zakon czeka.
    • Gość: JOJO Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.junisoftex.pl / *.junisoftex.pl 13.12.03, 20:43
      Witaj Ewo,
      Kiedys sledzilam Twoj watek i chyba z rok temu pisałam nawet cos do
      Ciebie...byłam wtedy szczesliwa i nie samotna .Od kwietna jestem znow
      sama ,samotna,nieszczesliwa.Nie moge pogodzic sie ze strata mojego
      chłopaka.Pragne go odzyskac-ale na nic to sie zdaje.Nie widuje go ( moze raz
      na ok 2 miesiace tylko).Dzwonie do niego co tydzien...On szuka nowej dziewcyny,
      obecnie spotyka sie z jakas.Wszystko to mnie rani, czuje sie nic nie warta,
      odarta z resztek godnosci z powodu tego narzucania sie...
      Wszystko to robie bo panicznie boje sie samotnosci.Byłam samotna tak długo ,ze
      juz chyba nie umie zyc w zwiazku...i nie umie zyc samotnie.
      Paradoks ten i calkowity brak nadziei powoduje nawet ,ze mysle ze "nicosc"
      byłaby lepszym rozwiazaniem niz to co jest ,niz to co sie zdarzy...
      Weekendy dobijaja mnie.Wszystkie kolezanki -mezatki z dziecmi.Czuje sie jak
      outsider. Czasami zastanawiam sie czy jeszcze istnieje???Czy to tylko moja
      imaginacja?
      Moze psycholog,psychiatra ccos by zdziałał??
      • ewa_new Re: Jak wyjsc z samotnosci? 19.12.03, 21:03
        Witaj Jojo,
        Wrocilam na chwile do tamtego Twojego maila. Mysle, ze wiem, co odczuwasz, bo
        znam uczucie odtracenia. Przykro mi, ze Ci sie nie udalo. Pisalas mi wtedy, ze
        powinnam wierzyc, ze i ja spotkam jeszcze kogos w swoim zyciu. Ty tez musisz w
        to wierzyc. Nadal. Pisalam na poczatku, ze w moim zyciu ktos jednak na chwile
        zamajaczyl. Dal mi na krotko poczucie bliskosci, ciepla, czulam sie przez niego
        chciana. A potem sie skonczylo. Zaakceptowalam, choc nadal czasem o nim mysle.
        Przyslal mi sms'a na urodziny. Byl pierwsza osoba, ktora zlozyla mi zyczenia.
        Ale to juz zyczliwosc. Nieraz czytalam w roznych babskich gazetach porady, jak
        konczyc znajomosc, by mniej bolalo. Ale dopiero po roku od jego "zostanmy
        przyjaciolmi" rozprawilam sie z pamiatkami po nim. Wyrzucilam.
        Pytasz, czy psycholog by Ci nie pomogl. Tez o tym myslalam. Nawet raz
        odwiedzilam kogos takiego, ale wyszlo mi, ze mnie na to nie stac. Mojej
        przyjaciolce po rozstaniu z narzeczonym taka terapia troche pomogla, wiec moze
        warto bys sprobowala. Chcialabym Ci napisac cos optymistycznego, radosnego. Nie
        wiem, jednak czy potrafie. A tak na marginesie... Ktoregos wieczoru wybralam
        sie na drinka z kolezankami. Obie sa mlodsze ode mnie, obie sa mezatkami i
        mamami. Gadalysmy o swoich problemach: ja o dokuczajacej czasem samotnosci, one
        o zyciu mezatki, ktore tez nie zawsze jest rozowe. Nie zmienilam zdania i nadal
        chcialabym z kims byc, ale czasem samej bywa latwiej, wygodniej ;-)
        Pozdrawiam serdecznie
        • angrzel Re: Jak wyjsc z samotnosci? 20.12.03, 13:04
          Czesc Ewo,
          napisalam posta tutaj tylko raz. Dawno. Ale sledze go, bo tez mnie dotyczy.
          Znoew zblizaja sie swieta - czs tak bardzo rodzinny.... Jestem sama nie liczac
          moich rodzicow - sedziwych staruszkow i siostry. Mam 33 lata i coraz barzdiej
          blednie we mnie nadzieja, ze kiedys to sie zmieni. Czy bede miala sile i ochote
          na to, aby zwiazac sie z kims. Oczywiscie fajnym :)
          To co piszesz jest mi bardzo bliskie i czuje, ze gdybysmy spotkaly sie gdzies w
          swiecie to pewnie bysmy sie zaprzyjaznily.
          Co jeszcze? Zycze Ci i wszystkim tutaj samotnikowm :) pogodnych swiat i
          szczesliwej, jasnej gwiazki majacej moc spelniania marzen....
    • ulena1 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 15.12.03, 21:38
      Cześć Ewo!
      Dawno nie śledziłam losów owego forum, byłam zbyt zajęta użalaniem się nad
      sobą i nad tym, że i ja czuję się samotna. Nigdy wcześniej też nic nie
      napisałam - zawsze tylko czytałam i myślałam nad tym co by tu napisać (takiego
      oryginalnego). Cieszę się, że poruszyłaś ten temat i sądząc po ilości
      wiadomości oraz długości trwania tego wątku śmiem twierdzić, że nie jestem
      jedną z niewielu cierpiącą na samotność. Tym razem zaczynam się udzielać :)
      • ewa_new Re: Jak wyjsc z samotnosci? 19.12.03, 21:10
        Zauwazylam Twoj watek na forum. Teraz rzadziej tu sie udzielam (jak to nazwalas
        w swoim przypadku), choc zagladam dosc czesto. Chyba faktycznie troche nas-
        samotnych jest na tym swiecie, ale zasadniczo jest on uporzadkowany z mysla o
        parach, widac to niemal na kazdym kroku. Moze dlatego samotnosc jest taka
        dokuczliwa.

        • ulena1 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 19.12.03, 23:27
          Dzięki, ze się odezwałaś - zawsze chciałam z Tobą pogadać (czytam ten wątek od
          x czasu). Ewo nie przetawaj tu pisać - to najlepsze miejsce gdzie można
          zajrzeć gdy dopada chandra.
          Pozdrawiam.
    • Gość: el Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.04, 13:11
      ooooo nieeeee
      czytalam wszystkie posty....
      cale cztery godziny.....
      juz prawie wychodzac z pracy wczoraj..zajrzalam w ten watek.... i wyszlam
      koniec koncow o 22.00

      tak nie nie moze byc :0)
      reaktywuje wątek noworocznie!

      pozdrawiam
      Wszystkich
      czytających
      • amfilion Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.01.04, 13:37
        Dziękuję za pozdrowienia (dla czytajacych), co prawda nie czytałem wszystkich
        postów ale mam niewiele czasu na takie rzeczy. To w pracy a w domu mam internet
        przez modem...nietrzeba komentować.
        Jak wyjść z samotnosci, tego nie wiem. Sam jestem od czasu do czasu samotny. A
        w ciagu 25 lat, bo tyle spędziłem na tym ziemskim padole znalazłem tylko 1
        osobę z którą nie czułem sie samotny ale z powodów niedokońca zależnych od nas
        nie mozemy być razem. Więc wiem jak cięzko znaleźć taką osobę. Wraz z wiekiem
        staje się to chyba coraz trudniejsze - zwłaszcza dla kobiet. Bo my faceci chyba
        jakoś sobie z tym radzimy. Pozatym jest taki stereotyp że to właśnie faceci
        robią pierwszy krok. Po troche sie to zmienia, i coraz częściej kobiety
        przejmuja inicjatywę ale muszą mieć jakis sygnał od faceta.
        Cóż teraz znów jestem samotny, i szukam kogoś kto mi te samotność osłodzi albo
        lepiej kto ją zabije na zawsze. Oooo zaczyna się z tego robić ogłoszenie
        matrymonialne, moze to i dobrze..... Więc jak jakas dziewczyna ma ochotę mnie
        poznać to chetnie.
        Pozdrawiam
        • dorotaa6 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.01.04, 14:32
          Hej,
          A ja chciałabym poznać jakąś dziewczyne, która też jest samotna.....
          Chciałabym mieć z kim o tym porozmawiać, choć nie tylko, po prostu pogadać,
          wypić kawę, gdzieś pójść- nie widzieć tylko szczęśliwych koleżanek, mężatek....
          Jestem z W-wy
          Będzie mi bardzo miło jesli ktoś do mnie napisze....
          pozdrawiam ciepło
          D.
          • amfilion Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.01.04, 15:53
            Dlaczego wolisz poznac dziewczyne niż faceta, nie jesteśmy tacy źli. Gdybym był
            z Wa-wy to juz bym do ciebie napisał. Jestem z królewskieko miasta Kraka.
            Pozdrawiam. Ale Doroto jesli chcesz to możesz napisac do mie, odpiszę.
            • dorotaa6 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.01.04, 16:04
              Dlaczego wolę poznać dziewczyne?
              Bo nie wierzę, że w ten sposób można się zakochać, jest to bardzo mało
              prawdobodobne..
              a wciąż jeszcze mam nadzieję, ze można poznać koleżankę.....

              Ale miło mi, ze napisałeś.Jeśli chesz napisz na maila- porozmawiamy.
              Pozdrawiam
              D.
              • nika122 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 14.01.04, 20:40
                No i zrobiło się matrymonialnie....;))))
                • Gość: Jola Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.ungrad.temple.edu 14.01.04, 20:53
                  Nika. Masz racje. Ale wiekszosc przychodzacych tu to ludzie samotni i staraja
                  sie poznac kogos w kazdy sposob. Na poczatku jest to zabawa ale potem zaczynaja
                  brac to powaznie. Nie zabraniaj im tego.
                  • Gość: m Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 14.01.04, 21:55
                    No to więc jak jest z tą samotnością?Jest jakiś sposób na nią....jest jakieś
                    wyjście w tej sytuacji....czy należy sie poddać i....?
                    • Gość: grafka Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.lodz.dialog.net.pl 14.01.04, 23:09
                      A licho wie. Pewnie jestem setną osobą samotna, która się wpisuje w tym wątku.
                      Nie jestem statyczna i bierna, szukam wytrwale, choć nie na siłę.
                      Zaczepiali mnie faceci w pubie i na ulicy. Umawiałam się też przez internet na
                      randki w ciemno. I co... I nic. Nadzieja matką ...itd.
                      Smutne, ale przecież trzeba z tym żyć. Ktoś powie, może za duże stawiam
                      wymagania. Może... Ale inni (czytaj faceci tez takie stawiają).
                      A pamiętacie cytat z Wooody Allena : Bardziej jest prawdopodobne, że 30-letnia
                      kobieta zginie w zamachu bombowym niż że wyjdzie za mąż.
                      A z tym internetem to najgorsze, że ludzie się oswajają, przyzwyczajają i jak
                      potem nic z tego nie wyjdzie to tracisz wszystko, nawet ten miły internetowy
                      kontakt. Nic w formie przyjaźni internetowej damsko-męskiej istnieć nie może?
                      Dlaczego? Czy na zassadzie porażki która boli?
                      Mnie żal, bo z kilkoma osobami się zżyłam, ale po spotkaniu wszystko się
                      urwało.

                      Aha i jeszcze jedno mi się przypomniało. Desperacja moich dwóch kolegów. Byli
                      w okresie takim, że silnie pragnęli stabilizacji. A u boku nie tkwiła żadna
                      partnerka. Zaczęły się ostre, usilne poszukiwania. I... znaleźli... Partnerki
                      na życie..
                      Czyli może desperacja powoduje intensywniejsze działania i lepszy skutek.
                      Tylko facetom łatwiej :-(
                      Pozdrowienia dla wszystkich samotnych.
                      I udanych poszukiwań
                      Grafka
                      • Gość: m Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 15.01.04, 00:35
                        .....a może jest tu ktoś z Torunia?
                      • dorotaa6 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 15.01.04, 08:59
                        Jak ja to dobrze znam.......
                        znajomości internetowe- szansa na to, że coś z tego wyjdzie jest chyba
                        porównywalna do wygranej w totka.
                        A ponieważ nigdy nic nie wygrałam- tutaj też porażka.
                        I tak, to fakt 30-tka, to fatalny wiek, czuję się młoda, ale faceci wolą
                        młodsze.....
                        Więc co- przyzwyczaić się i żyć w samotności, jeszcze jakieś 30,40 a kto wie
                        moze i więcej lat.....
                        miła perpektywa, nie ma co....
                        jestem rozwódką- nie wyszło mi w życiu, ciągle jeszcze próbuję znależć odp. na
                        pytanie dlaczego ja, są przecież brzydsze, mniej inteligentne itp (to nie
                        zarozumialstwo, staram się być obiektywan), grube- i szczęśliwe. Ja zawsze
                        robiłam wszystko żeby wyglądać atrakcyjnie, dbam o siebie na ile tylko mogę- i
                        co? I nic, inne kobietki ułożyły sobie życie i są szczęśliwe a ja nie mam nic.
                        Tylko książki i muzyka. To smutne.
                        pozdrawiam wszystkich
                        D.
                        • Gość: m Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 15.01.04, 09:08

                          " I tak, to fakt 30-tka, to fatalny wiek, czuję się młoda, ale faceci wolą
                          młodsze....."
                          TOTALNA BZDURA!:)Wiesz ilu facetów szuka 30stek!Wejdź na różne czaty,
                          "forumy"(czy jak to zwał?).Po 30stce zaczyna się drugie życie!
                        • angrzel Re: Jak wyjsc z samotnosci? 20.01.04, 20:44
                          Oj, tez sie podpisuje pod tym. Chociaz jak czytam to wiem, ze nie jestem sama i
                          mi troche lzej.
                          Pozdrawiam wszystkich singli :)

                          dorotaa6 napisała:

                          > Jak ja to dobrze znam.......
                          > znajomości internetowe- szansa na to, że coś z tego wyjdzie jest chyba
                          > porównywalna do wygranej w totka.
                          > A ponieważ nigdy nic nie wygrałam- tutaj też porażka.
                          > I tak, to fakt 30-tka, to fatalny wiek, czuję się młoda, ale faceci wolą
                          > młodsze.....
                          > Więc co- przyzwyczaić się i żyć w samotności, jeszcze jakieś 30,40 a kto wie
                          > moze i więcej lat.....
                          > miła perpektywa, nie ma co....
                          > jestem rozwódką- nie wyszło mi w życiu, ciągle jeszcze próbuję znależć odp.
                          na
                          > pytanie dlaczego ja, są przecież brzydsze, mniej inteligentne itp (to nie
                          > zarozumialstwo, staram się być obiektywan), grube- i szczęśliwe. Ja zawsze
                          > robiłam wszystko żeby wyglądać atrakcyjnie, dbam o siebie na ile tylko mogę-
                          i
                          > co? I nic, inne kobietki ułożyły sobie życie i są szczęśliwe a ja nie mam nic.
                          > Tylko książki i muzyka. To smutne.
                          > pozdrawiam wszystkich
                          > D.
              • amfilion Mozna się zakochać przez internet, przeczytajcie.. 15.01.04, 09:47
                Z kad wiem ze mozna zakochac się przez internet? Wiem bo mi sie to przydarzyło.
                Moze opowiem ci jedna z historii mojego zycia w tedy bedzie ci łatwiej
                zrozumieć. Otóż kilka miesiecy temy, w sierpniu bardzo mi się nudziło. Od
                jakiegos czasu byłem sam i czułem sie troche samotnie. Więc postanowiłem sobie
                kogos poszukać. Mam kilku kloegów którzy bardzo lubią towarzystwo kobiet,
                zwłaszcza noca. Wiem ze lubi to każdy ale oni chyba wpadli w nałóg. Pani E.
                Drzyzga powinna zaprosić ich do programu o podrywaniu i o rekordach w ilości
                zaliczonych kobiet ( zaliczanych to chyba dobre określenie). Więc ci moi
                koledzy uswiadomili mnie ze mozna umówic się przez internet. Znalazłem serwery
                randkowe, umiesciłem anons i wysłałem kilka zaproszen. No i odezwała się pewna
                kobieta nazwijmy ją B. Zaczelismy do siebie pisac, najpierw raz, lub dwa razy w
                tygodniu. Później częsciej. Doszło do tego że idąc do pracy zastanawiałem się
                czy czeka na mnie jakiś miły mail i prawie zawsze czekał. W ciagu 2,5 miesięcy
                wysłałem do niej około 180 maili, ona tyle samo. Wiem bo jej maile wszystkie
                mam na moich dwóch skrzynkach na które je wysyłała. Były róznej tresci,
                poczawszy od tego co mnie i ja smuci, a skonczywszy na mailach o treści
                erotychnej.
                Wszystko byłoby ładnie i pięknie, tylko ze nie wspomniałem o tym że w anonsie
                B. napisała ze jest w separacji. Na pierwsze spotkanie przyszedłem w ogóle nie
                oczekujac niczego. Okazało się ze nie jest w separacji i ze mieszka razem z
                męzem ale zapewniała mnie że juz postanowiła ze odejdzie od niego. Wierzyłem
                jej, wyglądało na to ze mnie kocha a i ja ja kochałem. Z poczatku nie za
                bardzo, ale później coraz bardziej. Ale co dostałem nową niespodziankę, po
                dwuch miesiacach znajomości powiedziała mi ze ma 3 letnią córkę. Zamórowało
                mnie. Rozwalać małuzeństwo, które nie trzymało się kupy bo oboje zdradzali - to
                jedno ale tu jeszcze chodzi o dziecko. Pozatym nie czułem się jeszcze na siłach
                zeby zostać tak szybko ojcem. Ale zostałem z nią bo ja kochałem i widziałem ze
                ona mnie też kocha. Następną zeczą która sie wydarzyła to jest to że jej maż
                dowiedział się o mnie i to w taki sposób w jaki nie życzyłbym nikomu -
                zostalismy przyłapani na goracym uczynku. Strasznie stresujaca sytuacja...I nie
                chodzi mi o mnie tylko B. Wyobraźcie sobie jak to jest byc przyłapanym na
                zdradzie.
                I zdarzyła się następna dziwna rzecz. Otóż kazdy normalny facet w najblizszym
                czasie wniósły pozew rozwodowy, a on odcioł jej internet i zepsół telefon, zna
                się troche na elektronice więc wiedział które kable przeciąć, tak ze teraz
                można do nich dzwonić ale oni nie mogą dzwonić do nikogo. gdybym to gdzies
                przeczytał i dotyczyło by innej osoby to pewnie bym się nieźle uśmiał, co też
                ludzie nie wymyślą. Życie jak w tasiemcu Brazylijskim. Wracając do wontku. B.
                uzgodniła z mężem ze chce aby jej córka miała normalne swięta i wyprowadzi się
                dopiero po swiętach. Między czasie prawie nie widywalismy się, nie było za
                bardzo możliwości - B. nie mogła. Byłem juz prawie pewien sukcesu, po tybch
                wszystich stresach po nieprzespanych nocacy, po nerwach zwiazanych z moja
                zazdroscią, nareszcie sukces.....tak myslałem. Ale po sylwestrze zadzwoniła do
                mnie z budki telefonicznej i powiedziała że musi się jeszcze zastanowić, że w
                sylwestra miała poważna rozmowę z mężem i obiecała mu że spróbuje zapomnieć o
                jego zdradach i spróbują połatać małuzeństwo. Jak myślicie co sobie
                pomyslałem.....SZLAK MNIE CHCIAŁ TRAFIĆ. Ale umówiłem się z nią na spotkanie,
                na rozmowę. Rozmawialiśmy kilka godzin i tak naprawdę nic się nie dowiedziałem,
                mówi ze jest niezdecydowana. Mówi że mnie kocha, ale chciałaby spróbować z
                męzem...ogólnie taki haos. Co teraz....
                Co ja teraz czuję do niej...Prawdę mówiąc jeszcze dwa tygodnie temu ją kochałem
                bardzo, chciałbym byc z nią ale nie mogę myślę że w piatek jej o tym powiem.
                Napisałem ze ja kochałem, zapytacie czy ja kocham - kocham ją ale nie tak
                bardzo jak kiedyś. Dużo myslałem, i juz wiem dlaczego nie kocham jej tak
                bardzo. Juz jej nie ufam, bardzo często zmienia decyzje-wystarczyły jej dwie
                godziny rozmowy z męzem zeby znów u niej pojawiły się duże watpliwosci czy chce
                odejść czy też powinna dac mu szansę. Koszmar. Juz kilka razy godiłem sie z
                faktem ze ją strace, było bardzo ciężko, nawet były momety ze chciało mi się
                płakac. Wiem ze facet nie powinien sie przyznawać do łez bo to niby nie męskie
                ale ja chcę powiedzieć jak było na prawdę. Czuję sie teraz trochę jak wrak
                człowieka, wiele nie przespanych nocy, duzo stresu, zgryzota, zazdrość i
                niepewna przyszłość - tak jak powiedziałem B. ciagle zmienia decyzja. Wszystko
                to sprawiło ze moja miłość gdzieś zgineła po drodze, zgineła cała radośc życia,
                została tylko czarna dziura. Wczoraj znów rozmawielismy i powiedziała ze jest
                coraz mniej pewna tego ze powinna zostać z męzem. Mam dość tej hustawki, czasmi
                czuję się jak zawodnik rezerwowy, a przecież byłem juz na boisku - czy nie
                wykazałem się wystarczająco?? Po raz kolejny pogodziłem się ze ja strace a ona
                znowu daje mi nadzieję.
                I co ja mam zrobić z tą dziewczyną. Myslałem, myslałem i wymyśliłem...muszę
                odejść. Chcę zregenerować siły, troszkę odżyć, odreagować, odnaleźć to wszystko
                co kiedys dawało mi siły i odzyskać to co przez te kila miesięcy straciłem moja
                radośc. Wszystko to co jej się we mnie podobało a czego już nie ma. Pozatym
                myślę ze to bedzie dobry test dla B., Zrobi to co uzna za stosowne. Nie zamykam
                jej furtki, co to to nie. A jeśli za rok nadal będziemy za sobą tęskić, to
                mozna zacząć wszystko od poczatku ale tylko w tedy gdy oboje bedziemy wolni.
                Moja miłośc gdzies po drodze zgineła i nie mogę byc dalej z nią. Ale moja
                historia jest dowodem ze mozna się zakochac przez internet.
                Co o tym myslicie?????
                • Gość: xp Re: Mozna się zakochać przez internet, przeczytaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 13:28
                  Ja jestem też z Torunia,takze jestem samotny i do tego jeszczer nieśmiały!
                  Czy taka osoba może czuć sie dobrze w takim swiecie....gdzie panuje "wrzask"
                  i wszyscy lubia gwar?
                • ulena1 Re: Mozna się zakochać przez internet, przeczytaj 19.01.04, 16:04
                  Fakt - można się zakochać przez internet, ale niczego nie można być pewnym.
                  Jednak gdy widzisz kogoś codziennie live jesteś bardziej pewny jej uczuć, a
                  przede wszystkim życia. Na pewno nie przydarzyłoby Ci się to, że ona nagle mówi
                  Ci o dziecku (swoją drogą zachowując się tak, nie jestem pewna jej miłości do
                  Ciebie). Jeżeli zależałoby mi na kimś powiedziałabym o dziecku wcześniej - a
                  przynajmniej zasygnalizowała to na początku znajomości (ona po prostu chciała
                  się zabawić).
                  Problem pojawił się nieco później - zakochaliście się w sobie (tzn. Ty w niej
                  tak - ale trudno powiedzieś co ona czuła).
                  Czytając Twój list dochodzę do wniosku, że internet to tylko półśrodek w
                  poznawaniu ludzi. Dobry do prowadzenia dyskusji na rózny temat ale chyba
                  niezbyt zaufany aby prowadzić tu swoje życie emocjonalne.
                  Szczerze mówiąc sama kiedyś szukałam kogoś przez net - ale dałam sobie spokój
                  po tym gdy każde spotkanie kończyło się klęską.
                  Goroąco pozdrawiam
                • angrzel Re: Mozna się zakochać przez internet, przeczytaj 20.01.04, 20:42
                  Amfilion,
                  czy chcialbys byc z taka kobieta?
                  Teraz cierpisz, ale wydaje mi sie, ze bedac z nia moglbys takze byc
                  nieszczesliwy. Istnieja tacy ludzie, ktorzy po prostu rania i tego nie da sie
                  zmienic.
                  I jak juz tu napisal ktos, ja takze mysle, ze to tylko Ty sie zakochales.
                  Pozdrawiam serdezcnie
                  • amfilion Re: Mozna się zakochać przez internet, przeczytaj 11.02.04, 15:34
                    Już nie cierpię, trzy tygodnie od rozstania...ale czasem tesknię za nia.
                    Czy tylko ja się zakochałem czy one też - hm.. to w tej chwili jest niewazne,
                    chciałem podac przykład na to ze internet moze byc dobrym środkiem do tego zeby
                    kogoś poznac. Własnie jestem na takim etapie, w ciagu tych trzech tyg. poznałem
                    trzy osobiscie dziewczyny ( znajomosc internetowa a później w realu) i trzy
                    razy nic z tego nie wyszło, zastanawiam sie ile jeszcze bede musiał poznać
                    kobiet zeby choc na chwilke poczuć ze poznałem tę właściwą. Chcę poznać
                    normalna kobiete - ładna, zgrabną, miłą, inteligentną, madrą, i namietną czy to
                    az tak duzo??
    • barrett Re: Jak wyjsc z samotnosci? 20.01.04, 20:58
      Mam pytanie do pań po 30-tce. Co sądzicie o związkach, gdzie ON jest dużo
      młodszy od NIEJ?
      • Gość: lubiący starsze Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 23:04
        Jeśli pani ma 30-tkę, lepiej być nie może. Uroda jeszcze ta sama, a nawet lepsza, bo dojrzalsza, kobiecość w rozkwicie, doświadczenie i świadomość siebie,
        potrzeb seksualnych początek apogeum. Tylko co potem? Gdy on ma 30 ona 40? Niestety. On w rozkwicie, ona - zjazd w dół. Life is brutal i full of zasadzkas.
      • angrzel Re: Jak wyjsc z samotnosci? 22.01.04, 16:43
        W mojej pracy jest facet o 9 lat mlodszy ode mnie. Odczuwam jakies wibracje i
        chyba to nie jest zupelnie jednostronne. Co prawda troszke zbyt bylam w
        stosunku do niego kokieteryjna jak zostal zatrudniony rok temu. Coz, moze
        potrzebna mi byla ta namiastka adoracji..... Wychodzi uciazliwosc singla. Ale
        nigdy chyba nie odwazylabym sie na cos wiecej z kims tyle mlodszym wobec mnie.
        Bo konieb bylby nieuchronny, nawet nie trzebabyloby czekac do 40.Moja kolezanka
        33-letnia jest z facetem o 6 lat mlodszym i slyszy co jakis czas ze jest dla
        niego za stara. Sa juz 3 lata, rozstaja sie i lacza, tylko nie jestem pewna czy
        on ma tylko ja. A ona rozpaczliwie chce go zatrzymac bo nie wierzy ze jeszcze
        kogos innego moglaby spotkac. Dlatego chcialabym w tej mojej sytuacji utrzymac
        przyjazn.

        barrett napisał:

        > Mam pytanie do pań po 30-tce. Co sądzicie o związkach, gdzie ON jest dużo
        > młodszy od NIEJ?
        • Gość: Ona Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: 212.244.226.* 26.01.04, 07:49
          ja mam znajomego, który ma żonę 10 lat starszą od niego i są (podobno ) dobrym
          małżeństwem..i szczerze mówiąc nie widać bardzo tej różnicy wieku, bo ona
          wygląda b. młodo, a on trochę staro i sie wyrównuje :))
      • ulena1 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 24.01.04, 23:07
        To nie ma znaczenia. Jeżeli się kochają wiek w związku nie przeszkadza. Zresztą
        tak naprawdę głupio się utarło, że chłopak musi być starszy od dziewczyny.
        Jeżeli im dzobrze to niech będą razen i nikt nie ma prawa w to ingerować.
    • pytajnick3 Re: Jak wyjsc z samotnosci? 21.01.04, 15:18
      Samotnosc mozna oswoic, jak sie jest dlugo samemu to nieuniknione, dzieje
      sie "samo", czy ktos chce czy nie. Ale przyzwyczaic sie do mysli, ze nikt
      nigdy nie chcial, ze dla nikogo nie bylo sie waznym, atrakcyjnym. To jest
      chyba nie mozliwe, taka swiadomosc... nie jest przyjemna.
      Pozdrawiam wszystkich - po roku :)
      ???
    • ewa_new Re: Jak wyjsc z samotnosci? 30.01.04, 18:58
      Poczatek weekendu. Jak go spedze? Jutro znow w pracy, bo... jeszcze ja mam, ale
      i to zaczyna sie walic. Czuje smutek. I lzy. Jest mi zle.
      • angrzel Re: Jak wyjsc z samotnosci? 31.01.04, 14:18
        Ewus,
        moze u Ciebie tez jest taka piekna pogoda jak w Wawie? Dzis rano slonce
        zajrzalo z usmiechem do mojego mieszkanka i jak tu byc smutnym.... Jesli bys
        mieszkala w stolicy wyciagnelabym Cie na spacerek :) i babskie pogaduchy :)
        Jesli bys miala ochote napisz do mnie....
        pozdrawiam tylko serdecznie
      • Gość: jaro Re: Jak wyjsc z samotnosci? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 31.01.04, 19:43
        Hej Ewo,
        Nie dawaj sie, kurde.Trzymaj fason.Ten Twoj gdzies tam jest.
        Predzej czy pozniej sie spotkacie jak Romek z Julka czy Mann z Materna.
        Caluski.
    • baranaga Re: Jak wyjsc z samotnosci? 31.01.04, 17:51
      najlepszym sposobem jest powiedzenie sobie że się jest fajną osobą (stanąć
      przed lustrem i to powiedzieć),chodzenie na długie spacery napradę pomagają
      czasem można kogoś spokać a wiadomo, że z nieznakomimi łatwiej się rozmawia.
      Uwierzyć w siebie
      • ewa_new Angrzel, Jaro, Baranga 31.01.04, 20:03
        Dzieki za dobre slowo. Wlasnie skonczylam prace, zaraz pojde do domu. Nie
        mieszkam w Wawie, ale u mnie tez dzis bylo ladnie. Na spacer wybiore sie chyba
        dopiero jutro.
        Pozdrawiam
        e.
    • am2003 Re: nie jestes sama 01.02.04, 21:36
      Witaj Ewo od jakiegos czasu sledze ten watek... w zasadzie moglby byc o mnie..
      tez jestem sama.. od zawsze, w tym roku koncze 31 lat. MOje kontakty tez
      ograniczaja sie do kilku znajomosci z sieci. Nie wiem jak to jest byc kochana,
      mialam troche kompleksow przez wiele lat, na dodatek, mam dosc skrystalizowany
      system wartosci, niezbyt rozpowszechniony w dzisiejszych czasach, ale dla mnie
      bardzo wazny i cenny. Wiem, ze moglabym z siebie dac bardzo duzo, ale nie
      spotaklam swojej drugiej polowki, tej pokrewnej duszy ktora by nadala nowy sens
      mojemu zyciu, odkryla rzeczy piekne i pozwolila byc w pelni szczesliwa. Nie
      wiem moze tak mi jest pisane w gorze ale jakosc trudno mi ten stan
      zaakceptowac.
      Nie jestes sama Ewo w tym swiecie par. Moze i do nas kiedys usmiechnie sie
      szczescie? Moze kiedys powiemy ze wartobylo czekac.... jak ktos kiedys ladnie
      napisal "MIlosc zapala swiatlo, nadzieja uczy czekac pomalenku"
      Pozdrawiam Cie cieplo, trzymaj sie, Ania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka