barrakuda1
12.06.05, 11:50
Mąż znalazł sobie pocieszycielkę, bo ze mną mu było xle, ale mnie z nim też
nie za dobrze. Ona ma nascie lat, ja duzo więcej. On mieszka u swojej mamy i
spotyka sie z nią. Myslę, że jego matka aprobuje taki stan rzeczy, a ja byłam
tą zawsze niechcianą synową. Niechcianą chociazby dlatego, że nie urodziłam mu
naturaknego dziecka. A to już strasze wykroczenie. On spotyka się z nami
obiema. Ja mam tego dosyć, oczywiście się nie zgadzam na taki stan rzeczy. Nie
sypiamy ze sobą, to jest raczej oczywiste. On jeszcze nie wie, że w sądzie
leży pozew rozwodowy. Nie wiem, czy mu o tym powiem, czy przezyje szok jak
poczta mu przyniesie. Zrobiłam juz wszystko żeby chciał do mnie wrócić. Nie
potrafię o tym zapomnieć, nie wiem czy umiałabym wybaczyć. Nie wiem czy jest
sens żebysmy byli razem. Ale jak jest koło mnie czuję sie bezpieczna, to jest
takie irracjonalne uczucie. Dlaczego to wszystko jest takie trudne? A może
mimo wszystko jednak warto próbować posklejać nasze małżeństwo? Czy jest jakiś
sposób na uwiedzenie własnego męża?