Dodaj do ulubionych

Bolesne wspomnienia z dzieciństwa

13.06.05, 10:32
Dostałam od kogoś niedawno pluszowego misia.

Przypomniało mi to jedno z najaskrawszych wspomnień. Miałam chyba 10 lat,
byłam w 3 klasie. Zapomniałam odrobić jakąś lekcję i dostałam uwage w
dzienniczku. Pamiętam do dziś... mieszkalam z dziedkami. Przez dwa dni babcia
krzyczała, że nie po to mnie u siebie trzyma, bym jej przynosiła wstyd. A
potem dziadek zabrał wszystkie misie i wyrzucił na śmietnik. Za karę.

Misie... wszystkie miały imiona i dusze. Jak było mi smutno i samotnie
rozmawiałam z nimi. Wyobrażałam sobie, ze są moimi przyjaciółmi. Były
brzydkie, z ruskiego pluszu, miały krzywe mordki, ale miały w sobie coś
szczególnego. A może były tak samo brzydkie jak ja.

Najnardziej żal mi było plastikowego jamnika. W NRD chyba takie robili
jeszcze w latach 70tych. To była ukochana zabawka. Do dziś pamiętam każde
zadrapanie na pomarańczowym plastiku i ilość zmarszczek na plastikowym pysku
jamnika.

Tydzień później za zachomikowane pieniądze kupiłam u Ruskich pluszową mysz.
Kosztowała 30 000 złotych. Baba, która mi ją sprzedała, miała złote zęby i
była bardzo miła.

Mysz mam do dziś i wszędzie ją ze sobą zabieram. Taka obsesja, by mi nie
zginęła.

***

A Wy? Czy macie podobne wspomnienia?
Obserwuj wątek
    • hawronia Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 12:16
      Brak mi slow. Chyba sie poplacze.
    • eary Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 12:19
      u mnie w domu bylo zawsze głośno. Nie zawsze pozytywnie głośno. Często się
      zamykałam i miałam swój mały wyimaginowany świat. i swojego przyjaciela. Jak
      miałam 6 lat wylądowałam w szpitalu na podejrzenie zapalenia opon muzgowych.
      jak po 2 tygodniahc wróciłam dostałam maskotke psa.. olbrzyumiego. leżal, był
      beżowy i prawie taki duży jak ja. Nazwałam go Dobi. pamietam w drugiej klasie
      wrociłam ze szkoly. Tata strasznie krzyczał mama rzucała. Tak jest.. jak
      rodzice zostają ze sobą bo im dziecko się urodziło.
      Tuliłam Dobiego pod łóżkiem.. schowaliśmy się tam oboje.
      Potem często tak się chowałam. A DObi jest ze mną do dziś. Mimo, że nie musi
      mnie już chronić i nie wydaje się już tak olbrzymi.
      Chce go dać swojemu dziecku- jeśli Bóg pozwoli mi je mieć..
      • eary Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 12:21
        ale to miłe wspomnienia.. :) mimo wszystko..
    • maureen2 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 12:24
      zjadłem zupkę i bardzo mi smakowała.Teraz jestem duży i nie jem zupek,bo boję
      się,że stanę się dzieckiem.Z tego powodu chodzę na psychoterapię.Po 2 latach te-
      rapii doszliśmy wspólnie z terapeuta do wniosku,że problemem było to,że była ona
      nie przesolona,a nie to,że mi smakowała.Prawdopodbne jest też,że przyczyną był
      talerz Rosenthala,a w restauracjach podają na niewyszukanej porcelanie tudzież
      fajansie.Nie wiem czy przyznać się tarapeucie,że czasami jadam w domu zupę na
      talerzu Rosenthala,a czasami na W.
      • eary Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 12:27
        Nie.. nie przyznawaj.. bo zabiorą cię
    • luty10 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 12:43
      bawilem sie w podchody, miejsce bylo wymarzone, wertepy, gruzowiska, krzaki...
      siedzielismy w kucki ukryci za kawalkiem muru....nie pamietam, kto pierwszy go
      zauwazyl...lezal na ziemi zwiniety jak embrion, w granatowych spodenkach i
      bialym podkoszulku, mogl miec z piec, szesc lat...
      troche pozniej dowiedzedzielismy sie, ze zabil go ojciec, bo 'nie mial juz sil'

      • kokillo Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 14:23
        luty, dobrze, że to napisałeś
        myślę, że większość z nas poczuła sie bezradna, i stąd to milczenie
        ten chłopiec żyje już nie tylko w Twojej pamięci, ale i w naszej
        i jest symbolem wielu dzieci bezimiennych i skatowanych w 'zaciszu' domowym
      • moc_ca luty10 17.06.05, 23:52
        luty10 napisał:

        > bawilem sie w podchody, miejsce bylo wymarzone, wertepy, gruzowiska, krzaki...
        > siedzielismy w kucki ukryci za kawalkiem muru....
        /ciach/

        Niesmaczny, nieprawdziwy, niepotrzebny tekst.

        luty, mówiłam Ci już że jesteś rzadkiej klasy durniem? Ty i ten Twój koń bez
        skrzydeł ujadający w Twojej obronie jak wiejski burek.

        ps. do angiebe:
        mój powyższy post nie zawiera przekleństw jawnych ani wykropkowanych, nie
        obraża nikogo bowiem wyraża li tylko istniejący stan i moją opinię na temat
        poruszony w poście a o tego rodzaju opinię prosi autor zamieszczając post na
        forum, prawda? Jestem w nim szczera i obiektywna, piszę obrazowo i dobitnie
        uważając że takiego języka wymaga adresat moich słów.
        Jako kolejną okoliczność świadczącą na moją korzyść i pozostawienie mojego
        postu na forum przypominam że luty10 kilkakrotnie oceniał negatywnie moje
        słowa, swego czasu określając je "plugawym językiem" (mimo iż nie były
        skierowane do niego) - ów post lutego10 pozostał niewykasowany.
        Proszę o pozytywne rozpatrzenie moich wyjaśnień.
        z poważaniem
        moc_ca
        /sporządzono w dwóch identycznie brzmiących egzemplarzach/
    • maureen2 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 12:55
      Terapeuta przyszedł wczoraj podrapany,z podbitym okiem,ciągle wracał do konce-
      pcji przesolonej zupy,którą zakonczyliśmy rok temu.Zaproponowalem mu rozmowę w
      dobrej restauracji,niech się chłop wygada,będzie mu lżej.Oczywiście na jego
      koszt.Może tarapia ruszy wreszcie z miejsca.W domu czeka na mnie dobry obiad z
      zupą,na dobrej porcelanie,sam gotowałem.Najlepszymi kucharzami są męzczyżni.
    • maureen2 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 13.06.05, 13:35
      Zjadłem obiad,przeciągnąłem się,mhhhmmmm,chyba pójdę się ogolić,i zadzwonię po
      swoją kobietę na wieczór.Zaraz przychodzi żona,to pozmywa.Zostawiłem na środku
      stołu brudną filiżankę.
    • rmk28 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 02:37
      "Traumatyczne dziecinstwo jako norma, PTSD i inne rzeczy na ten temat" forumhumanitas.ipbhost.com/index.php?showtopic=304
    • mskaiq Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 05:58
      Zawsze staram sie zapomiec zle wspomienia, nie przynosza pozytku, przynosza
      smuek i zal. Mysle ze Twoja Babcia wierzyla ze robi dobrze, bo wiele ludzi
      wierzy ze potrzebna jest kara aby moc kogos nauczyc. To nie jest prawda
      potrzebna jest milosc. Bardzo wiele osob nie zdaje sobie z tego sprawy, tak
      samo jak z tego ze zal i smutek sa tak samo przeciwko nam jak kara.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • hawronia Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 07:49
        Mysle ze Twoja Babcia wierzyla ze robi dobrze
        _________________
        mskaig, to nie byli mlodzi niedoswiadczeni rodzice! To byli ludzie dojrzali,
        przezyli zycie. Niczego sie nie nauczyli.
        • mskaiq Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 08:33
          Mysle ze bardzo wielka ilosc ludzi uwaza ze kara wychowuje, spotykam sie z tym
          na codzien. Natrafiam czesciej na powatpiewanie kiedy mowie ze milosc i
          wyrozumialosc lepiej ucza od strachu i kary.
          Trudno winic kogos kto nie rozumie tego, mozna tylko pokazywac i przekonywac,
          nie mozna oceniac bo w ten sposob karzemy.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • rainer_calmund Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 09:22
            mskaiq napisał:

            > Mysle ze bardzo wielka ilosc ludzi uwaza ze kara wychowuje, spotykam sie z
            tym
            > na codzien. Natrafiam czesciej na powatpiewanie kiedy mowie ze milosc i
            > wyrozumialosc lepiej ucza od strachu i kary.
            > Trudno winic kogos kto nie rozumie tego, mozna tylko pokazywac i przekonywac,
            > nie mozna oceniac bo w ten sposob karzemy.
            > Serdeczne pozdrowienia.


            To co napisales/as brzmi fantastycznie, tyle ze, bardzo rzadko jest stosowane.
            Spedzilem kiedys sporo czasu na rozmyslaniu dot. powielania bledow rodzicow,
            dziadkow. Doszedlem do wniosku, ze osoby, ktore byly "krotko trzymane", od
            dziecinstwa kazano byc im doroslymi, powaznymi stosuja w zyciu system kar i
            nagrod. Nie ma opcji posredniej, przy czym kara jest najczesciej stosowana
            metoda w tzw. uswiadamianiu zycia i jego znaczenia dla mlodego czlowieka.
            Nie tak dawno goscilem u siebie mloda (20lat) studentke (corka przyjaciela).
            Jakos tak sie stalo, ze obdarzyla mnie zaufaniem, moze miala potrzebe
            zrozumienia siebie poprzez rozmowy ze mna? Bardzo inteligentna, otwarta na
            swiat i ludzi, naprawde swietne dziecko. Powiedziala mi, ze majac 6 lat mama
            codziennie kazala jej przezd snem zamiast pacierza zastanawiac sie co dzisiaj
            zrobila zle i w jaki sposob nastepnego dnia ma zamiar naprawic swoj czyn. Nie
            rozumiala ani zlych uczynkow, a nie tym bardziej sposobu ich naprawy, rozumiala
            jedynie poczucie winy. Na szczescie sama zdaje sobie z tego sprawe i rozmawia z
            mama nt, przez wiele lat byla jednak psychicznie pokiereszowana. Nawet
            najlepsze oceny w szkole nie poprawialy jej samopoczucia ani nie dawaly
            satysfakcji, przeciez zrobila cos niewystarczajaco dobrze, co trzeba koniecznie
            naprawic. Dodam, ze jej mama jest starannie wyksztalcona, dziadkowie bardzo w
            porzadku, ale kierowali sie w wychowaniu podobnym systemem klasyfikacji slow i
            dzialan.

            Osobiscie uwazam, ze metoda "kija i marchewki" jest najbardziej nieskuteczna,
            najbardziej szkodliwa metoda uzywana w relacjach z dzieckiem lub doroslym
            czlowiekiem.

            Klaniam sie,
            R.C.
            PS pozwole sobie dodac jedna informacje. Na forum pisuje sie rozne rzeczy, ja
            odnosze sie do prawdziwych faktow realnym zyciu. Inaczej nie smialbym zabierac
            glosu w tej dyskusji.
            • psychopata.z.borderline Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 09:30
              system nagród i kar, stereotypów babci i dziadków.
              Szczególnie odbija sie to na kobiecie. Znam jedna, której rodzina do dziś
              myśli, że miała zatrzymanie akcji porodowej, bo za cesarke na zyczenie
              zostałaby pewnie zlinczowana.
            • serce_na_dloni Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 10:43
              Dzięki za ten wpis, pomógł mi.

              Ta historyjka przypomniała mi sie nie bez powodu.

              Mój związek z facetem przeżywa kryzys. To irracjonalne, wiem, ale mam poczucie,
              że kłopoty zawodowe spadły na niego przeze mnie. Mam potworne poczucie winy.
              Jednocześnie bardzo potrzebuje ciepła, przytulenia - a on teraz zupełnie nie ma
              ochoty nawet mnie pocałować. Poczucie winy się wiec zwieksza, bo czegos od
              niego chcę... i tak bez końca.
              • hawronia Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 10:51
                Taaaaaa,
                cale zycie gonimy tego kroliczka. Wciaz probujemy zasluzyc na milosc. Nie
                wierzymy, ze ktos moze nas pokochac ot tak, poprostu, bo jestesmy. Szukamy
                palantow, nieudacznikow, wciaz im pomagamy, ratujemy, opiekujemy sie......
                I sie wypalamy.
                Kobiety- perfekcionistki, wlasnie takie, ktorym zabierano misie, kazano na noc
                robic bilans zyskow i strat. Dawano iluzje milosci, kiedy sie na to ciezko
                zapracowano. Skrzywdzone przez wlasnych glupich rodzicow, ktorzy nic w zyciu
                nie osiagnawszy, swoje chpore ambicje ulokowali w dzieciach.
                • serce_na_dloni Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 11:02
                  Jak ja walczyłam o tego faceta... piekło, piekło... musiałam odejść z domu,
                  rodzina go dotąd nie zaakceptowała. Walczyłam o coś po raz pierwszy.

                  On był pierwszy, który mi pokazał, że można kochać. Wiem, że mnie kocha, ale ma
                  teraz bardzo zły czas.

                  A ja nie umiem poradzić sobie z emocjami i z poczuciem winy. A ono rośnie -
                  takze dlatego, że smucę się w złym momencie. Wiem, że muszę zacisnąć bardzo
                  mocno zęby i udawać, że wszystko jest ok, ale nie wytrzymam długo.
              • itsmeagain Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 13:33
                > Jednocześnie bardzo potrzebuje ciepła, przytulenia - a on teraz zupełnie nie
                ma
                > ochoty nawet mnie pocałować.

                Byc moze wydac sie to, co napisze glupie, ale.... i tak napisze ;)
                Mam fajnego pieseczka, ktory lubi zeby go drapac, ale nie lubi za bardzo jak
                sie go przytula lub daje calusa w czolko. Tak wiec jak chce przytulic mojego
                futrzaka, to po prostu sama do niego podchodze i go do siebie tule i nie
                zwracam uwagi na jego dasy :)
                Czemu to pisze? Bo ta metode mozna tez zastosowac do ludzi. Nie czekaj az facet
                bedzie sie chcial do ciebie przytulic tylko sama go przytul. Dawaj innym
                milosc, cieplo, a dzieki temu sama rowniez ja otrzymasz.
                • serce_na_dloni Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 13:35
                  Przytulam, ale on mówi "No już" i mnie odsuwa. Tłumaczyłam, że tego potrzebuje,
                  ale nie dotarło :(

                  Rozumiem go, ma silny stres :(
                  • itsmeagain Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 15:56
                    No to kolejny sposob na oporne futrzaki i ludzi ;)
                    Przytul sie znienacka i tylko na chwilke. Po jakims czasie np przechodzac obok
                    znowu sie przytul na chwilke lub daj buziaka albo poglaskaj po glowce i odejdz.
                    Nie trzeba w koncu na kims wisiec godzinami. Takie chwile tez moga byc piekne :)
      • serce_na_dloni Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 10:57
        Nie potrafie pozbyc sie ciągłego poczucia winy. I do tego nie umiem wyjść z tej
        pętli: im bardziej mi smutno, tym bardziej chcę ciepła i zrozumienia, czułości,
        pogłaskania. A im bardziej tego chcę tym bardziej czuje się winna i zawracająca
        głupstwami ludziom głowę. A im bardziej tak sie czuję, tym bardziej jest mi
        smutno. I tak bez końca. Jak ten pijak z Małego Księcia.

        Może wciąż jestem ta małą dziewczynką, która jest winna tego, że jej miś
        wylądował na śmietniku. Nie rozumiałam wtedy czemu z powodu mojej winy cierpi
        miś?

        Pamiętam, że JA zawsze byłam z boku, liczyło sie tylko to, czy inni będą ze
        mnie zadowoleni. Wyobrażałam sobie czasem, że jestem bogatą księżniczką,
        mieszkam w pałacu i mogę zapraszać inne dzieci do siebie i rozdawać im
        prezenty. Chciałam, by inni byli dzięki mnie szczęśliwi. Ale nie umiałam
        sprawic, by szczęsliwi byli dorośli.

        Potem jako nastolatka przestałam mówić o niepowodzeniach. Ukrywałam złe
        stopnie, błagałam nawet nauczycieli, by nic nie mówili rodzinie. Panicznie
        bałam się gniewu i krzyku. Wstydziłam sie. Nie umiałam prosic o pomoc, gdy mi
        cos nie wchodziło.

        Teraz tez nie umiem prosic o pomoc. Nawet nie wiem, jak poprosic, byście dodali
        mi otuchy.
        • ziemiomorze Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 11:09
          Jakis rok temu do mnie dotarlo, ze kazdy z mijanych na ulicy ludzi doswiadczal
          braku milosci czy przemocy najrozniejszego rodzaju, kiedy byl maly - stanowczo
          za maly, zeby sobie z tym jakkolwiek poradzic. I niby on od tamtej chwili
          rosnie i sie rozwija, ale jakas jego czesc sie zatrzymuje na tamtym, bolesnym
          potwornie etapie. Wiec kazdy chyba nosi we srodku zastrachane, placzace,
          przerazone dziecko, ktore blaga o ratunek, bo wtedy, kiedy go potrzebowalo,
          bylo samotne.
          Tyle, ze uczymy sie nas tego glosu nie slyszec. Dziecko zamyka sie w komorce na
          siedem spustow a klucz wyrzuca - nie ma problemu. Tylko czasem dzieje sie z
          nami cos, czego nie umiemy wytlumaczyc - jakies koszmarne sny, jakies
          przewlekle choroby, nagly atak leku czy zupelnie niezrozumialej agresji, brak
          checi zycia, depresje, strach przed wyjsciem z domu, niechec do bliskiego bez
          wyraznej przyczyny...
          Dzieje sie tak dlatego, ze aby nie slyszec tego zamknietego w komorce dziecka,
          musimy zastawic drzwi roznymi emocjami; jakas czesc nas musi byc ciagle w
          pogotowiu - taki dozorca, ktory pilnuje, zeby swiadoma czesc ego sie do tych
          drzwi nawet nie zblizala - bo tam za bardzo boli, bo spojrzenie w oczy temu
          dziecku za duzo bedzie kosztowalo: mozemy nagle zobaczyc, ze sielankowe
          dziecinstwo nie bylo sielankowe, ale wypelnione koszmarami, albo ze kochajacy
          rodzice mieli kly i pazury - a to za duzo czasem i dla doroslego. Za duzo
          wysilku i bolu. Wiec utrzymujemy dozorce, a to kosztuje duzo energii, bo
          karmimy go wlasna krwia.

          Ale wiem, ze dozorce mozna zwolnic i powoli da sie odwalic te wszystkie emocje
          i da sie tez znalezc klucze do wszystkich klodek. Da sie otworzyc te drzwi i
          podejsc do tego dzieciaka - i nie od razu pewnie, ale da sie to osamotnione
          wyjace zwierzatko oswoic z lagodna obecnoscia i w koncu przytulic - dac mu to,
          na co czekalo,
          • serce_na_dloni Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 11:13
            Jak? Jak to zrobić? Jak mam pomóc tej małej dziewczynce?
          • kokillo Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 14:12
            pięknie napisane
    • hellaa Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 10:55
      Hm, system kar i nagród przynajmniej uwzględnia jakąś przyczynowość
      rzeczywistości. Może wpedzić w poczucie winy, i to nie jest dobre. Ale jest
      jeszcze inna wersją wypadków z misiem.
      Byłam w wieku przedszkolnym i miałam taką właśnie zabawkę, o jakiej piszesz -
      ruskiego misia, w środku gąbka, pluszowe ciałko, wielkie oczy i wielkie uszy -
      takie misie jakoś się nazywają i dziś nawet jest ich fan - klub. Ja byłam
      jednososobowym fan - klubem Michci. Upodobałam ją sobie, bo dostałam ją od
      sąsiada, za nic, z sympatii i ciepła. Tak kochałam tę Michcię i tak ze sobą
      nosiłam, że się jej naderwała głowa. Z tym nieszczęściem, jak to naiwne
      dziecko, pobiegłam do matki prosząc, o przyszycie głowy Michci. I wiecie, co?
      Matka wzięła ją do rąk, odsunęła fajerę na kuchni, i z pełnym satysfakcji i
      nienawiści usmiechem wrzuciła do ognia i spaliła. Z mojego płaczu drwiła,
      uznając go za argument, że jestem zerem i mazgajem bez charakteru. Podobno
      takie praktyki stosowano wobec dzieci w Hitlerjugend, żeby je złamać i
      utwardzić, pozbawić indywidualności - bo twardre się daje złamać, a miękkie po
      prostu się nagina, a potem znów wraca do siebie. Takie praktyki nie wywołują
      poczucia winy, lecz uogólniony lęk i przekonanie, że świat jest sadystyczny,
      wrogi i nie mamy w nim szans. Na tym lęku bazuje ktoś, kto się podaje za
      silnego, wiedzącego lepiej - i, odwołując się do wytworzonej w nas koncepcji
      świata - może nas posłać na swój front, abyśmy uprzedzali własnym złem
      domniemany atak zła...
      • maureen2 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 11:08
        w grupie sadystów tylko sadysta ma szanse na przetrwanie.Sadyzm nie jest lękiem
        jest przyjemnością.
      • serce_na_dloni Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 11:11
        Helloo, czy masz w związku z tym jakies problemy? Jeśli tak, to jak sobie
        radzisz?
        • hellaa Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 11:22
          Mam kupę problemów i uwazam, ze sa one w związku z tym i tym podobnymi
          rzeczami. bardzo bym chciała znaleźć terapie dla dzieci wychowywanych w
          mysl "czarnej pedagogiki" albo w ogóle maltretowanych, ale u nas, jak się
          wydaje, dopiero maltretowanie + alkoholizm uprawniają do terapii grupowej.
          Byłam na rocznej indywidualnej terapii i trochę pomogło, ale stale to wszystko
          wraca i to chyba stale trezba układać sobie w głowie, żeby jej nie rozsadziło
          pewnego pieknego dnia. jak chcesz, napisz na priva! :)
    • zalozylam_nowe hmm... 14.06.05, 12:01
      Myslalam, ze po tekscie lutego nikt sie nie odwazy plakac nad soba i misiami. Z
      calym szacunkiem do Waszego bolu, ale czy nie jest Wam troche wstyd? Na
      przyklad wobec setek tysiecy dzieci bitych do nieprzytomnosci, wykorzystywanych
      seksualnie albo zabijanych?

      Tak tylko pytam, bo mnie owszem.

      To jest pytanie retoryczne, nie oczekuje z zapartym tchem odpowiedzi :)
      • hawronia Re: hmm... 14.06.05, 12:07
        Girl, ciesze sie, ze nie doswiadczylas owych "misiow", dzieki temu mozesz byc
        szczesliwa kobieta, i nia jestes. Ale gdziez twoj zmysl tekstu? Chyba nie
        sadzisz, ze na owych "misiach" te doswiadczenia sie konczyly? Czy chcesz kawe
        na lawe? I po co?
      • serce_na_dloni Re: hmm... 14.06.05, 12:13
        Czy mam teraz na forum wyciągnać wszystkie wspomnienia? Napisałam o tym
        wydarzeniu, bo wiążą się z nim pewne bardzo przykre emocje, chciałam sie
        wypisać, uspokoić.

        Mam opowiadać o biciu? O molestowaniu? O tym, że ktoś wkładał mi ręke w piżamę?
        Mam to wszystko wyciągnąć? Chcesz?

        Pomyśl zanim coś napiszesz.
        • ziemiomorze Re: hmm... 14.06.05, 12:23
          Nie przejmuj sie glosami ignorantow, serce - bo oni sa, niestety, zawsze i
          wszedzie. Raczej wspolczuc ludziom, ktorzy wychowywani wstydem, probuja
          wychowywac wstydem innych ('a halinka to ma gorzej i nie placze, widzisz?
          wstydz sie, taka duza dziewczynka. na pewno cie nie boli, tylko udajesz.a w
          ogole to robimy dla twojego dobra, niewdziecznico').

          Kazde przekroczenie granic - zwlaszcza przez kochanych bliskich - jest tragedia
          dla za malego na takie cierpienie czlowieka. Jasne, ze mozna ten bol
          roznicowac, tylko po co?
          Wtargniecie w intymnosc typu otwieranie listow do dziecka, 'robienie mu pilota'
          w osobistych rzeczach czy gwalt emocjonalny, jakim jest wyrzucenie ukochanych
          zabawek jest, byc moze, 'mniejsza tragedia' niz katowanie i seksualne
          molestowanie - ale jakie to ma znaczenie dla cierpiacego dziecka? Czy wieksze
          cierpienie innych ma je pocieszac? Czy ma zmniejszyc jego bol?

          Do dziewczynki znalazlam droge przez terapie. Nie wiem, czy sa inne,
        • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 12:33
          serce_na_dloni napisała:

          > Czy mam teraz na forum wyciągnać wszystkie wspomnienia? Napisałam o tym
          > wydarzeniu, bo wiążą się z nim pewne bardzo przykre emocje, chciałam sie
          > wypisać, uspokoić.
          >
          > Mam opowiadać o biciu? O molestowaniu? O tym, że ktoś wkładał mi ręke w
          piżamę?
          >
          > Mam to wszystko wyciągnąć? Chcesz?

          Nie, poniewaz nie jestem podgladaczem, jak wielu Twoich czytelnikow. Oczekuje,
          ze zamiast pisac na forum, znajdziesz skuteczna droge zmiany. Zycze, nie
          oczekuje :)


          >
          > Pomyśl zanim coś napiszesz.

          Czyzby kolejna ochotniczka do roli ofiary? ;)
      • hawronia Re: hmm... 14.06.05, 12:20
        Myslalam, ze po tekscie lutego
        ________
        Znowu ten luty.
        Wspomnienia z dziecinstwa. Bolesne. Male dziecko, ktore ma jedyna
        bliska "osobe". Misia. Dziedek wyrzuca go na smietnik. To dziecko, ltoremu wali
        sie swiat ma sie zastanawiac nad glodujaca afryka?
        Girl, litosci. Luty zalozyl ci klapki na serce.
        • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 12:30
          hawronia napisała:

          > Myslalam, ze po tekscie lutego
          > ________
          > Znowu ten luty.
          > Wspomnienia z dziecinstwa. Bolesne. Male dziecko, ktore ma jedyna
          > bliska "osobe". Misia. Dziedek wyrzuca go na smietnik. To dziecko, ltoremu
          wali
          >
          > sie swiat ma sie zastanawiac nad glodujaca afryka?
          > Girl, litosci. Luty zalozyl ci klapki na serce.


          Myga, bardzo nieladnie tak pisac. Tak i powyzej. Nie takich ja misiow
          doswiadczylam, a jednak potrafie sie cieszyc, wiec nie trafilas.

          Zamiast zaplakac, pomysl.

          Roztkliwianie sie na forum nad soba prowadzi do nikad. Jesli ktos ma tak
          dramatyczne wspomnienia z dziecinstwa, ze przeszkadzaja mu dzis byc
          szczesliwym, ma dwa wyjscia. Albo pojdzie po profesjonalna pomoc, ktora pozwoli
          mu to wszystko wyrzucic na smietnik i wrocic do normalnego zycia albo dalej
          bedzie wspominal, przezywajac po raz enty te same, znane, wiec paradoksalnie
          bezpieczne emocje. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, ze zawsze dostanie tu
          wsparcie ignorantek chetnie podpierajacych sie 'naukowoscia', za to samych
          pelnych niecheci do ludzi. Nie o Tobie pisze :)
          • hawronia Re: hmm... 14.06.05, 12:33
            > Roztkliwianie sie na forum nad soba prowadzi do nikad. Jesli ktos ma tak
            > dramatyczne wspomnienia z dziecinstwa, ze przeszkadzaja mu dzis byc
            > szczesliwym
            _________
            Girl, zanim bedzie gotowa pojsc po profesionalna pomoc, przyjdzie tu.
            Mi to forum mimo wszystko bardzo pomoglo. Zrozumiec siebie. Ty tez masz w tym
            duzy udzial. Dlatego nie poznaje cie.
            Nie brakowalo ci nigdy owej empatii. Co sie stalo z toba?
            • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 12:38
              hawronia napisała:

              > > Roztkliwianie sie na forum nad soba prowadzi do nikad. Jesli ktos ma tak
              > > dramatyczne wspomnienia z dziecinstwa, ze przeszkadzaja mu dzis byc
              > > szczesliwym
              > _________
              > Girl, zanim bedzie gotowa pojsc po profesionalna pomoc, przyjdzie tu.
              > Mi to forum mimo wszystko bardzo pomoglo. Zrozumiec siebie. Ty tez masz w tym
              > duzy udzial. Dlatego nie poznaje cie.
              > Nie brakowalo ci nigdy owej empatii. Co sie stalo z toba?

              Mysle, ze dobrze odrozniam ofiary od 'ofiar'.
              Zwykle ich dalsza reakcja potwierdza moja intuicje.

              Nie podzielem Twojego zdania co do sensownosci leczenia zapalenia pluc
              gripexem ;)
              • hawronia Re: hmm... 14.06.05, 12:44
                > Nie podzielem Twojego zdania co do sensownosci leczenia zapalenia pluc
                > gripexem ;)
                _______
                Nic nowego. Przewaznie sie roznimy w pogladach. Nie przeszkadzalo nam to jednak
                w niczym. Nie uwazam akurat tego porownania za trafne, chociaz nawet zapalenie
                pluc mozna leczyc medycyna ludowa. W poczatkowym okresie, oczywiscie.
                • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 12:58
                  hawronia napisała:

                  > > Nie podzielem Twojego zdania co do sensownosci leczenia zapalenia pluc
                  > > gripexem ;)
                  > _______
                  > Nic nowego. Przewaznie sie roznimy w pogladach. Nie przeszkadzalo nam to
                  jednak
                  >
                  > w niczym. Nie uwazam akurat tego porownania za trafne, chociaz nawet
                  zapalenie
                  > pluc mozna leczyc medycyna ludowa. W poczatkowym okresie, oczywiscie.


                  Melanie, jesli dziewczyna ma faktycznie trudniejsze wspomnienia niz te
                  nieszczesne misie, to jej miejsce jest gdzie indziej. Tu w najlepszym razie
                  straci czas. A czas to zycie :)

                  Mnie chodzilo o cos nieco innego jednak. Pada historyjka o przykrym
                  wspomnieniu, ktore wraca pt. ktos mi zrobil krzywde. Ludzie costam dopisuja,
                  jak to im zrobiono krzywde. Ktos dopisuje historyjke inna, pt. ktos KOMUS
                  zrobil krzywde. Przyznasz zreszta, ze drmatycznie wieksza, ale nie w tym rzecz.
                  I co sie dzieje dalej? Ano mija bez komentarza, bo jest klopotliwa. Moze
                  sumienie uwiera troszke. Nastepnego dnia natomiast idzie w zapomnienie jakby i
                  dyskusja na temat "naszych krzywd" toczy sie dalej. Zapewne bedzie sie
                  rozwijac, bo przeciez kazdy doswiadczyl jakiejs krzywdy i kazdy w gruncie
                  rzeczy lubi ja sobie przypomniec.
                  • hawronia Re: hmm... 14.06.05, 13:08
                    Girl, ja dobrze zrozumialam twoje intencje. Ale widzisz, nie ufam lutemu, wiec
                    jego dramatyczny post niestety nie poruszyl mnie. Watek natomiast byl o tym
                    konkretnym przezyciu, autentyczny i prawdziwy. Nie o wswzystkich bolesnych
                    przezyciach wszystkich obecnych forumowiczow.
                    • luty10 Re: hmm... 14.06.05, 13:15
                      hawronia napisała:

                      > Girl, ja dobrze zrozumialam twoje intencje. Ale widzisz, nie ufam lutemu,
                      wiec
                      > jego dramatyczny post niestety nie poruszyl mnie. Watek natomiast byl o tym
                      > konkretnym przezyciu, autentyczny i prawdziwy. Nie o wswzystkich bolesnych
                      > przezyciach wszystkich obecnych forumowiczow.

                      kazdy ma wspomnienia jakie ma...mnie przypomnial sie ten chlopiec, bo on dalej
                      lezy martwy.... we mnie...
                      • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 13:18
                        luty10 napisał:

                        > hawronia napisała:
                        >
                        > > Girl, ja dobrze zrozumialam twoje intencje. Ale widzisz, nie ufam lutemu,
                        >
                        > wiec
                        > > jego dramatyczny post niestety nie poruszyl mnie. Watek natomiast byl o t
                        > ym
                        > > konkretnym przezyciu, autentyczny i prawdziwy. Nie o wswzystkich bolesnyc
                        > h
                        > > przezyciach wszystkich obecnych forumowiczow.
                        >
                        > kazdy ma wspomnienia jakie ma...mnie przypomnial sie ten chlopiec, bo on dalej
                        > lezy martwy.... we mnie...


                        przepraszam Cie, ze to wszystko napisalam...
                        jestem prawdopodobnie takim samym durniem, jak reszta :(
                    • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 13:17
                      hawronia napisała:

                      > Girl, ja dobrze zrozumialam twoje intencje. Ale widzisz, nie ufam lutemu,
                      wiec
                      > jego dramatyczny post niestety nie poruszyl mnie. Watek natomiast byl o tym
                      > konkretnym przezyciu, autentyczny i prawdziwy. Nie o wszystkich bolesnych
                      > przezyciach wszystkich obecnych forumowiczow.

                      A wlasnie, ze o wszystkich. W pierwszym poscie jest wyrazna zacheta, z ktorej
                      kilka osob skorzystalo.

                      Jesli Cie nie poruszyl i uzasadniasz to tym, ze luty Ci sie nie podoba, to nie
                      mam Ci nic wiecej do powiedzenia, poza tym, ze jestem w szoku. Mnie by poruszyl
                      bez wzgledu na to, czy autorem jest luty, czy bylaby mocca, w ktorej
                      prawdomownosc i szlachetne intencje mam podstawy nie wierzyc. Dla mnie to
                      kwestia czlowieczenstwa i z mojej strony to by bylo wszystko na ten temat.


                      • hawronia Re: hmm... 14.06.05, 13:26
                        Nie napisalam, ze nie podoba mi sie luty. Napisalam, ze nie ufam mu. I to, o
                        czym napisal nie bylo dla mnie wiarygodne.
                        Co do mocci, to ona jest dla mnie duzo bardziej autentyczna, niz luty.
                        Wiesz o tym od dawna.
                        • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 13:41
                          hawronia napisała:

                          > Nie napisalam, ze nie podoba mi sie luty. Napisalam, ze nie ufam mu. I to, o
                          > czym napisal nie bylo dla mnie wiarygodne.
                          > Co do mocci, to ona jest dla mnie duzo bardziej autentyczna, niz luty.
                          > Wiesz o tym od dawna.

                          Melanie, rozmawiamy innymi jezykami, mamy inna wrazliwosc na ludzi, wierzymy w
                          inne wartosci i inaczej rozumiemy slowo 'przyzwoitosc'. Wszystkiego dobrego :)
                        • luty10 Re: hmm... 14.06.05, 14:05
                          hawronia napisała:

                          Nie napisalam, ze nie podoba mi sie luty. Napisalam, ze nie ufam mu. I to, o
                          > czym napisal nie bylo dla mnie wiarygodne

                          napisalem o tym chlopcu nie dla was i dla siebie, napisalem dla niego,
                          zeby jeszcze raz zaistnial...chociaz w ten sposob...
                          • hawronia Re: hmm... 14.06.05, 14:15
                            Luty, tez ubolewam, ile krzywdy dorosli potrafia wyrzadzic dzieciom. Ale to ten
                            chlopiec cierpial,nie ty. Ty byles swiadkiem, jako dziecko wtedy nie zdawales
                            sobie nawet sprawy z istoty tego wydarzenia. Wiem, bo tez przezylam smierc
                            kolegi w wieku 7 lat, nieszczesliwy wypadek, co prawda. Ale to nie ty
                            cierpiales. Teraz dopiero mozesz to ogranac i przezyc ponownie. Dla niego, ">
                            napisalem o tym chlopcu nie dla was i dla siebie, napisalem dla niego,
                            > zeby jeszcze raz zaistnial...chociaz w ten sposob...". Natomiast to, o czym
                            pisze ziemiomorze, ten gwalt na duszy dziecka, to jest autentyczny bol na cale
                            zycie. zeczywiscie mowimy roznymi jezykami i mamy zdecydowanie inna wrazliwosc.
                            Ale kazdy ma prawo byc soba.
                            Powyzsze pisze oczywiscie zakladajac, iz to, co napisales jest prawdziwe, i ze
                            nie okaze sie za chwile, iz to pazdziernick znowu sobie pozartowal.

                            • ziemiomorze Re: hmm... 14.06.05, 14:25
                              hawronia napisała:

                              > Luty, tez ubolewam, ile krzywdy dorosli potrafia wyrzadzic dzieciom. Ale to
                              ten
                              >
                              > chlopiec cierpial,nie ty. Ty byles swiadkiem, jako dziecko wtedy nie zdawales
                              > sobie nawet sprawy z istoty tego wydarzenia. Wiem, bo tez przezylam smierc
                              > kolegi w wieku 7 lat, nieszczesliwy wypadek, co prawda. Ale to nie ty
                              > cierpiales. Teraz dopiero mozesz to ogranac i przezyc ponownie.

                              Obawiam sie, ze smierc i widok zakatowanego dziecka moze byc dla innego
                              olbrzymia trauma. Bezpieczny swiat, w ktorym dorosli opiekuja sie dziecmi i sa
                              dla nich dobrzy, a smierc to bezbolesne 'pojscie do nieba, zeby sie bawic z
                              aniolkami', ktore dotyczy osob starszych nagle okazal sie byc kompletnie inny.
                              W miejsce beztroski wkrada sie strach, i to olbrzymi i wielowymiarowy.

                              > Natomiast to, o czym
                              > pisze ziemiomorze, ten gwalt na duszy dziecka, to jest autentyczny bol na
                              cale
                              > zycie. zeczywiscie mowimy roznymi jezykami i mamy zdecydowanie inna
                              wrazliwosc.

                              Znalam jedna dorosla kobiete, na zyciu ktorej polozyla sie trauma z
                              dziecinstwa: bycie swiadkiem smierci przyjaciolki. Dopiero gruntowna terapia
                              pozwolila jej dorosnac i otrzasnac sie z tego wydarzenia. Naruszeniem granicy
                              nie moze byc takze widok czegos okropnego i nie do pojecia, albo sama
                              swiadomosc zagrozenia. Pewien moj znajomy, starszy pan, do dzis dnia miewa
                              przedziwne ataki leku i agresji. Zupelnie tego nie rozumialam - do chwili,
                              kiedy kiedys opowiedzial mi o tym, ze jako dziecko podczas wojny byl
                              wielokrotnie w sytuacji zagrozenia zycia. Niby 'nic mu sie nie stalo' - zadnych
                              fizycznych ran, ale zostala emocjonalna trauma.
                              Mamy to szczescie w nieszczesciu, ze zyjemy w pokoleniu, w ktorym korzystanie z
                              terapii nie jest czyms wstydliwym i 'dla wariatow', nie musimy nosic w sobie
                              tego strachu/przerazenia/ samotnosci itd do konca zycia.
                              • serce_na_dloni A wiesz 14.06.05, 14:43
                                gdy byłam mała wychowawczyni w szkole powiedziała dziadkom, że jestem
                                smutna, "zagubiona", odizolowana. Sugerowała porade psychologa. I wiesz co?

                                Wypominali mi to bardzo długo. Powtarzali, że jestem nienormalna, że to moje
                                przywiązanie do misia to objaw choroby psychicznej.

                                Nie zrobili NIC by mi pomóc.
                                • ziemiomorze Re: A wiesz 14.06.05, 14:50
                                  serce_na_dloni napisała:

                                  > gdy byłam mała wychowawczyni w szkole powiedziała dziadkom, że jestem
                                  > smutna, "zagubiona", odizolowana. Sugerowała porade psychologa. I wiesz co?
                                  >
                                  > Wypominali mi to bardzo długo. Powtarzali, że jestem nienormalna, że to moje
                                  > przywiązanie do misia to objaw choroby psychicznej.
                                  >
                                  > Nie zrobili NIC by mi pomóc.

                                  Po prostu zepchneli ten problem na Ciebie. Ty mialas problem i to Ty, jak
                                  twierdzili, powinnas byla sie nim zajac. Tak sie dzieciom nie robi.

                                  Teraz, kiedy jestes dorosla i Wewnetrzne Dziecko jest tylko czescia Ciebie
                                  (obok Rodzica i Doroslego), Ty sama (nie rodzice, dziadkowie czy nauczycielka)
                                  mozesz zatroszczyc sie o nie.

                                  Szukaj - np tu:
                                  healing.about.com/od/innerchild/
                                  i dobrego terapeuty. Samej trudno,
                            • luty10 Re: hmm... 14.06.05, 14:59
                              hawronia napisała:

                              > Luty, tez ubolewam, ile krzywdy dorosli potrafia wyrzadzic dzieciom. Ale to
                              ten
                              >
                              > chlopiec cierpial,nie ty. Ty byles swiadkiem, jako dziecko wtedy nie zdawales
                              > sobie nawet sprawy z istoty tego wydarzenia. Wiem, bo tez przezylam smierc
                              > kolegi w wieku 7 lat, nieszczesliwy wypadek, co prawda. Ale to nie ty
                              > cierpiales. Teraz dopiero mozesz to ogranac i przezyc ponownie. Dla niego, "
                              > 2;
                              > napisalem o tym chlopcu nie dla was i dla siebie, napisalem dla niego,
                              > > zeby jeszcze raz zaistnial...chociaz w ten sposob...". Natomiast to, o cz
                              > ym
                              > pisze ziemiomorze, ten gwalt na duszy dziecka, to jest autentyczny bol na
                              cale
                              > zycie. zeczywiscie mowimy roznymi jezykami i mamy zdecydowanie inna
                              wrazliwosc.
                              >
                              > Ale kazdy ma prawo byc soba.
                              > Powyzsze pisze oczywiscie zakladajac, iz to, co napisales jest prawdziwe, i
                              ze
                              > nie okaze sie za chwile, iz to pazdziernick znowu sobie pozartowal.

                              kazdy ma prawo byc soba, wiec nie zarzucaj mi braku autentycznosci...
                              rozumiem, ze masz takie uczucie i masz prawo je miec, jednak czasem lepiej
                              powstrzymac sie od tego rodzaju uwag...
                              historia chlopca jest prawdziwa
                              • psychopata.z.borderline Re: hmm... 14.06.05, 15:01
                                ja Ci wierze, wierze, że stąd Twoim celem jest ochrona dzieci. Jednak jak
                                będziesz szedł tą drogą zapomnisz, że na pierwszym miejscu są własne dzieci
                      • moc_ca Re: hmm...-do angiebe 17.06.05, 23:59
                        zalozylam_nowe napisała:

                        > bez wzgledu na to, czy autorem jest luty, czy bylaby mocca, w ktorej
                        > prawdomownosc i szlachetne intencje mam podstawy nie wierzyc. .

                        angiebe, dlaczego nie reagujesz? Dlaczego pozwalasz awanturnicy i forumowej
                        mąciwodzie na podłe zaczepki skierowane do mnie? Czy istniał powód dla którego
                        znowu wymienia mojego nicka w zestawieniu z negatywnymi określeniami?
      • luty10 Re: hmm... 14.06.05, 12:27
        zalozylam_nowe napisała:

        > Myslalam, ze po tekscie lutego nikt sie nie odwazy plakac nad soba i misiami.
        Z
        >
        > calym szacunkiem do Waszego bolu, ale czy nie jest Wam troche wstyd? Na
        > przyklad wobec setek tysiecy dzieci bitych do nieprzytomnosci,
        wykorzystywanych
        >
        > seksualnie albo zabijanych?
        >
        > Tak tylko pytam, bo mnie owszem.
        >
        > To jest pytanie retoryczne, nie oczekuje z zapartym tchem odpowiedzi :)

        kazdy czlowiek musi uporac sie z wlasnym bolem...
        bol zatrzymuje oddech, bez oddechu zyc nie sposob...

        • zalozylam_nowe Re: hmm... 14.06.05, 12:34
          luty10 napisał:

          > zalozylam_nowe napisała:
          >
          > > Myslalam, ze po tekscie lutego nikt sie nie odwazy plakac nad soba i misi
          > ami.
          > Z
          > >
          > > calym szacunkiem do Waszego bolu, ale czy nie jest Wam troche wstyd? Na
          > > przyklad wobec setek tysiecy dzieci bitych do nieprzytomnosci,
          > wykorzystywanych
          > >
          > > seksualnie albo zabijanych?
          > >
          > > Tak tylko pytam, bo mnie owszem.
          > >
          > > To jest pytanie retoryczne, nie oczekuje z zapartym tchem odpowiedzi :)
          >
          > kazdy czlowiek musi uporac sie z wlasnym bolem...

          na forum? widzieles takiego? ;)

          > bol zatrzymuje oddech, bez oddechu zyc nie sposob...
          >

          owszem...odnosze jednak wrazenie, ze sa tacy, ktorzy chca sie uporac i tacy,
          ktorzy de facto pragna sie nieustannie uporywac ;)
      • hellaa Re: hmm... 14.06.05, 15:03
        Właśnie tak sobie tłumaczą oprawcy - "dupa nie szklanka, nie zbije się, Józkowi
        ojciec rękę złamał - to dopiero coś!" zło jest złem, tu nie ma licytacji -
        każde boli - i każdy ma prawo przeżyć swój ból. Pytanie do ciebie: Czy jadasz
        porządne obiady i w ogóle najadasz się do syta? jak ci nie wstyd? W etiopii
        tyle dzieci głoduje!!! Nie powinnaś czuć głodu!
    • maureen2 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 12:26
      jak miło znowu czytać opowieści amatorów kwaśnych jabłek,szukajacych biednych
      skrzywdzonych dziewczynek,którym oferują swe ramię do wypłakania i rękę gotową
      do włożenia pod spódnicę.
      • eary Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 13:09
        Przemawiasz doświadczeniem? :>
        • maureen2 Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 13:32
          mążczyżni nie płaczą.
          • eary Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 13:43
            Ale POCIESZAJĄ
    • psychopata.z.borderline do Lutego 14.06.05, 14:15
      powiedz mi w jakich rodzinach zdarzają sie tego typu sytuacje?

      szczerze, no w jakich?
      • luty10 Re: do Lutego 14.06.05, 15:05
        psychopata.z.borderline napisała:

        > powiedz mi w jakich rodzinach zdarzają sie tego typu sytuacje?
        >
        > szczerze, no w jakich?

        nie wiem jakiego typu byla rodzina
        • psychopata.z.borderline patologiczna, a jaka mogła być 14.06.05, 15:16
          patologiczna, jaka mogła być
    • znaawca miałam 10 lat 14.06.05, 14:29
      w domu zepsuła sie pralka. mama w wannie prała ręcznie a ojciec siedział, pił
      piwko, przegryzał je chrupkami. nie pomyślał o zakupie nowej a mógł ja kupić
      tego samego dnia.
      • bubliczka Re: siedze i rycze(placze) 14.06.05, 15:04
        czytajac to, co niektorzy tutaj opisali. Jestescie wspaniali w swojej wielkiej
        wrazliwosci.
      • szfedka i co z ojcem? 14.06.05, 15:05
        nadal siedzi pije pifko i przegryza chrupkami?
        biedny
        powienien pomyslec o choresterolu
        i przegryzac marchewka
        • znaawca i co? ma to na co zasłużył 14.06.05, 15:11
          żyje z grubym, durnym babskiem z postawą roszczeniowa, nienawidzącą siebie...
          mnie bardziej za to, ze jestem inna.

          i czuje, że mnie traci a może jeszcze tego nie czuje... boli go ze traci
          kontrole
    • r.richelieu Re: Bolesne wspomnienia z dzieciństwa 14.06.05, 18:09
      Kiedy dziecko nie wie czy kładąc się spać obudzi się żywe, to ma wszelkie
      uczucia równo w nosie ułożone. I potem może drwić niemiłosiernie, że komuś raz
      jeden wyrzucono misie i teraz szuka odpowiedników. Z mojego punktu widzenia
      gorsze wspomnienia mają ci, którzy wracają do tych detali, że klaps, że nie
      pojechanie na wycieczkę, że wyrzucenie zabawek. Dziecięce uczucia są rozbuchane
      i silnie działające na późneijsze życie i takie wielkie przykrości są
      pamiętane. Dziecko katowane nie ma uczuć dziecięcych, jeśli w miarę szybko
      pójdzie właściwą drogą przestaje zajmować się bezpośrednim otoczeniem,
      kompletnie się na nie zamyka, nic nie pamięta, czynności samoobsługi i obsługi
      niektórych członków otoczenia wykonuje zupełnie machinalnie i beznamiętnie.
      Stąd ta bolesność bardziej "przysługuje" tym kochanym, z małymi smutnymi
      dygresjami, które pamiętają, bo katowanie nie jest wspomnieniem z dzieciństwa
      tylko z 10-letiej dorosłości.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka