Dodaj do ulubionych

Miłość i pieniądze

IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 17:09
Ciężko mi o tym pisać, ale postanowiłam podzielić się z
wami moim problemem. Może znajdzie się ktoś, kto
szczerze doradzi, spojrzy się na sprawę obiektywnie,
podtrzyma na duchu lub realistycznie przyłoży między
oczy ;)

Mam 27 wiosen (powinnam chyba napisać jesieni, bo
urodziłam się w porze pożółkłych liści), skończyłam
studia, pracuję. Słowem: jestem samodzielna. 2,5 roku
temu poznałam fajnego chłopaka. Zakochaliśmy się w
sobie, mieszkamy razem od 2 lat (wynajmujemy
mieszkanie). Mój mężczyzna pojawił się w trudnym
momencie mojego życia, właśnie leczyłam rany po
nieudanym, krótkotrwałym lecz wyjątkowo bolesnym
związku. Kuba był jak opoka, pomimo moich początkowych
drastycznych zmian nastrojów - nie zniechęcił się. Był
cierpiliwy, aż przełamał lody. To wrażliwy facet z
charakterem :)

Przechodzę do sedna mojego problemu. 1,5 roku temu mój
Kuba stracił pracę. Na początku podchodziłam do tego w
sposób naturalny: nic się nie stało (ta praca nie była
szczytem marzeń), jest okazja by rozejrzeć się za czymś
nowym, atrakcyjniejszym. Miesiące mijały, Kuba dostał
"kuroniówkę" i jakoś to wszystko biegło torem spokojnym
i pełnym nadziei. Po pierwszym szoku zaczął składać
podania, CV - ale bez większego powodzenia. To zaczepił
się gdzieś na 2-3 mies., to siedział w domu i czekał na
mnie z obiadem (lubi gotować). Głupio się przyznać, ale
na początku ta sytuacja nawet mi pasowała. Miałam go w
końcu tylko dla siebie (wcześniejsza praca pochłaniała
nawet 12 godz.). Cieszyliśmy się sobą, żyliśmy
oszczędnie - ale bez większych zawirowań.

Wiadomo, że teraz trudno o pracę - przynajmniej w tym
regionie, gdzie mieszkamy. Tym usprawiedliwiałam całą
sytuację. Rozumiałam też Kubę, bo sama byłam w podobnej
sytuacji 3 lata wcześniej. Dodawałam mu otuchy, chociaż
muszę przyznać, że szukanie pracy szło mu coraz bardziej
opornie. Latem ub. roku Kuba pracował w firmie handlowej
2 mies. Właściciel jednak zwinął interes. Jałmużna od
pana Kuronia skończyła się i... naszedł krach. Jakoś to
wytrzymywałam, ale w tym miesiącu zaczęło coś we mnie
pękać...
W czerwcu tego roku Kuba zaczął pracować jako
przedstawiciel handlowy, ale po prostu go oszukali
(firma wydawała mi się podejrzana od początku, ale on im
zaufał) i zarobił w czerwcu 250 zł, a w lipcu... 70 zł
(!).

PROBLEM:
Od trzech miesięcy ledwie wiążemy koniec z końcem.
Utrzymujemy się tylko z mojej wypłaty. Ja płacę
rachunki, dopłacam mu do opłat za mieszkanie, dałam 350
zł na jego zaoczne studia, 100 zł na paszport (bo może w
sierpniu wyjedzie do Niemiec zbierać jabłka). Sytuacja
jest taka, że pod koniec mies. nie starcza nam już na
nic. Ze swojej wypłaty muszę spłacać także kredyt
studencki, więc wypłukujemy się do czysta.

Ciężko haruję, wzięłam dodatkowe obowiązki na umowę
zlecenie, by zarobić więcej. Jestem zmęczona,
przygnębiona i... zaczęłam poważnie zastanawiać się nad
naszą przyszłością...

Kocham Kubę (jest młodszy o 3 lata), nie wyobrażam sobie
bez niego życia - tylko gdyby była ta praca i te
pieniądze. Wtedy moglibyśmy zaplanować wspólną
pszyszłość, zaręczyć się, założyć rodzinę. A tak...
kolejna sprawa, która mnie boli. Brak pierścionka
zaręczynowego, konkretnych planów co do przyszłości.
Wszystko rozmywa się o jakieś "gdzieś-kiedyś". Może i
jestem tradycyjną gąską, ale... ten pierścionek tak mi
się marzy... Po 2,5 letnim związku mogę chyba o tym
porozmyślać, prawda? A tu nic :(
Wiecie jak to jest. Przyjaciółki zapraszają na śluby,
młodszy brat właśnie się zaręczył. Rodzina podpytuje: "A
kiedy wy?". A ja tylko wzruszam ramionami. Tak bym
chciała, ale...

Kuba ma wiele zalet i wad - nikt nie jest ideałem,
ale... to, że nie potrafi znaleźć pracy i jest
praktycznie od 2-3 mies. na moim utrzymaniu - dobija
mnie psychicznie. Z jednej strony tłumaczę sobie, że dla
miłości nie liczą się pieniądze. Że daję, bo kocham. Z
drugiej strony mam do niego coraz większy żal - o to, że
nie może zabrać mnie do kina, że znowu nici z
wakacyjnego wyjazdu w Beskidy, że przestał się starać.
Raz jestem upierdliwa i złoszczę się na niego za byle co
(wystarczy byle pretekst, a mi już wszystko się
przypomina), innym razem mam wyrzuty sumienia i staram
się mu wynagrodzić moje humory...

Lipiec 2002. To chyba jeszcze nie ostateczna granica,
ale jest mi już bardzo ciężko. Czy miłość może umrzeć z
powodu braku pieniędzy? Pracy? Co robić?!!!

Czekam na Wasze opinie i z góry dziękuję.
mysiak

Obserwuj wątek
    • Gość: Sławek Re: Miłość i pieniądze IP: 213.186.93.* 22.07.02, 17:33
      Czy miłość może umrzeć z powodu pieniędzy ? Skoro twoja umiera to znaczy że
      może. Dziwi mnie tylko że już po dwóch - trzech miesiącach. Widać nie jest
      najsilniejsza. Ale w takim wypadku ślub chyba nie jest najlepszym wyjściem bo
      jako jego żona będziesz miała obowiązek wspierać go w trudnych chwilach być
      może dużo dłużej niż teraz. A strata pracy i problemy ze znalezieniem nowej w
      dzisiejszych czasach to nie jest rzadkość.
      Pozdrawiam
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 17:37
        Sławku, moja nie umiera, ale boję się, że to może się
        stać... To nie są 2-3 mies. (owszem, tyle z żyjemy
        z mojej wypłaty) - ale 1,5 roku bezrobocia.

        Boję się, jak będzie w przyszłości.

        Dziękuję za odzew.
        mysiak






        Gość portalu: Sławek napisał(a):

        > Czy miłość może umrzeć z powodu pieniędzy ? Skoro twoja umiera to znaczy że
        > może. Dziwi mnie tylko że już po dwóch - trzech miesiącach. Widać nie jest
        > najsilniejsza. Ale w takim wypadku ślub chyba nie jest najlepszym wyjściem bo
        > jako jego żona będziesz miała obowiązek wspierać go w trudnych chwilach być
        > może dużo dłużej niż teraz. A strata pracy i problemy ze znalezieniem nowej w
        > dzisiejszych czasach to nie jest rzadkość.
        > Pozdrawiam
    • diabe Re: Miłość i pieniądze 22.07.02, 17:33
      nie doradzę Ci nic, bo sytuacja jest trudna - powiem tylko, że jakiś czas temu
      miałam zbliżony problem
      na początku też wydawało mi się, że nic się nie stało, że damy sobie radę, że
      nie ważne kto pracuje itp. Ale później okazało się, że wcale tak nie jest, to
      było po prostu silniejsze ode mnie - doszłam do wnisku, że oczekuję od
      mężczyzny zapewnienia poczucia bezpieczeństwa, a w tym niestety zawiera się
      również bezpieczeństwo finansowe. I proszę nie piszcie, ze jestem
      materialistką, bo nie o to chodzi; nie chodzi o futra, brylaty i egzotyczne
      wakacje tylko o to żeby straczało do pierwszego, i żeby wszystko co wiąże sie z
      finansami nie było na mojej głowie. To było straszne - nie chciałam tak myśle,
      a jednak...
      Nie wiem co by się z nami stało, gdyby sytuacja się nie poprawiła. Teraz
      pracujemy oboje i oboje właściwie tyle samo zarabiamy i Tobie życzę tego samego.
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 17:44
        Dzięki Ago za zrozumienie sytuacji :)

        Właśnie to co napisałaś jest sednem mojego problemu:
        poczucie bezpieczeństwa. Brak mi finansowej (i emocjonalnej, bo takie
        problemy przecież wpływają na nasze uczucia) stabilizacji. Mam wrażenie,
        że wszystko jest na mojej głowie. Rezygnuję z urlopu, bo są potrzebne pieniądze.
        Zresztą i tak nie mielibyśmy za co wyjechać.
        Kocham Kubę, ale... ostatnio jak bolesny kolec pojawia się pytanie:
        Czy tak będzie wyglądało nasze życie?
        ... i ogarnia mnie przerażenie.

        mysiak




        diabe napisała:

        > nie doradzę Ci nic, bo sytuacja jest trudna - powiem tylko, że jakiś czas temu
        > miałam zbliżony problem
        > na początku też wydawało mi się, że nic się nie stało, że damy sobie radę, że
        > nie ważne kto pracuje itp. Ale później okazało się, że wcale tak nie jest, to
        > było po prostu silniejsze ode mnie - doszłam do wnisku, że oczekuję od
        > mężczyzny zapewnienia poczucia bezpieczeństwa, a w tym niestety zawiera się
        > również bezpieczeństwo finansowe. I proszę nie piszcie, ze jestem
        > materialistką, bo nie o to chodzi; nie chodzi o futra, brylaty i egzotyczne
        > wakacje tylko o to żeby straczało do pierwszego, i żeby wszystko co wiąże sie z
        >
        > finansami nie było na mojej głowie. To było straszne - nie chciałam tak myśle,
        > a jednak...
        > Nie wiem co by się z nami stało, gdyby sytuacja się nie poprawiła. Teraz
        > pracujemy oboje i oboje właściwie tyle samo zarabiamy i Tobie życzę tego samego
        > .
        >
        >
      • Gość: Sławek Re: Miłość i pieniądze IP: 213.186.93.* 22.07.02, 17:47
        Myślę, że to nie jest wcale taki rzadki scenariusz. On traci dobrą pracę i nie
        może znaleźć nowej. Jest mu coraz trudniej bo okazuje się że wcale nie jest
        taki dobry jak mu się wydawało. Trochę się załamuje. Potzrebne mu wsparcie.
        Żona szybko ma dosyć utrzymywania nieudacznika ze swojej skromnej pensji.
        Zamiast wsparcia funduje mu rozstanie bo od mężczyzny oczekuje bezpieczeństwa.
        Również finansowego. On sie wiesza a w najlepszym wypadku zaczyna pić i trafia
        na dworzec albo pod most.
        Nikogo nie oceniam ale to smutne.
    • Gość: ida Re: Miłość i pieniądze IP: *.csk.pl 22.07.02, 17:40

      > Lipiec 2002. To chyba jeszcze nie ostateczna granica,
      > ale jest mi już bardzo ciężko. Czy miłość może umrzeć z
      > powodu braku pieniędzy? Pracy? Co robić?!!!


      Nie wiem, ja mam dziwne wrazenie, że w Waszym przypadku miłość może umrzeć nie
      tyle z braku pieniędzy i pracy, ale z powodu braku tego nieszczęsnego
      pierścionka zaręczynowego... Bądź ze soba szczera tak do bólu i powiedz, czy
      gdyby on wprawdzie nadal nie miał pracy, ale dał Ci ten pierścionek, to
      potrafiłabyś byś sie "wznieść ponad" te Wasze kłopoty finansowe, bo by się
      okazało, że sa one wtedy (z tym pierścionkiem) duzo łatwiejsze
      do "przełknięcia"...? Przecież jakbyś teraz, w tej minucie dostała od niego ten
      pierścionek to on nadal będzie bez pracy, i de facto Wasza sytuacja finansowa
      nie ulegnie żadnej zmianie...
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 17:49

        Dla mnie ten pierścionek to tylko symbol stabilizacji.
        Zapewnienie, że będzie lepiej. Może go zbytnio idealizuję, bo
        zawsze chciałam mieć rodzinę. A rodzina kojarzy mi się z bezpieczeństwem.
        Teraz nie czuję się bezpiecznie i może stąd to marzenie o zaręczynach.

        mysiak




        Gość portalu: ida napisał(a):

        > Nie wiem, ja mam dziwne wrazenie, że w Waszym przypadku miłość może umrzeć nie
        > tyle z braku pieniędzy i pracy, ale z powodu braku tego nieszczęsnego
        > pierścionka zaręczynowego... Bądź ze soba szczera tak do bólu i powiedz, czy
        > gdyby on wprawdzie nadal nie miał pracy, ale dał Ci ten pierścionek, to
        > potrafiłabyś byś sie "wznieść ponad" te Wasze kłopoty finansowe, bo by się
        > okazało, że sa one wtedy (z tym pierścionkiem) duzo łatwiejsze
        > do "przełknięcia"...? Przecież jakbyś teraz, w tej minucie dostała od niego ten
        >
        > pierścionek to on nadal będzie bez pracy, i de facto Wasza sytuacja finansowa
        > nie ulegnie żadnej zmianie...
        • Gość: Malwina Re: Miłość i pieniądze IP: *.abo.wanadoo.fr 24.07.02, 09:45
          i owszem moze umrzec - ale nie z braku pieniedzy . A nawet i nie z braku bezpieczenstwa (polecam
          Kolumbie aby dowiedziec sie co to brak bezpieczenstwa)
          Umrze bo zaczelas nim pogardzac i nie uwazasz go za" zdolnego do zycia". Tradycyjne wychowanie (rola
          mezczyzny i jego" uzytecznosc") biora gore nad uczuciami. To nie on jest beznadziejny to sytuacja
          ekonomiczna jest ciezka ! Zyjemy w dzikich warunkach , byc moze nieumiejetnosc dostosowania sie do
          takiego zycia jest zaleta a nie wada ? Moze to on jest "ludzki" a nie mlode wilki ?
          Do przemyslenia ....


          PS co do pierscionka - jestes ges (a raczej sroka ;-) Sprobuj myslec samodzielnie i zostaw w spokoju
          dopytujacych sie znajomych , rodzine z presja i inne spoleczne wymagania...
    • wredna2 Re: Miłość i pieniądze 22.07.02, 17:46
      mysiek...To bardzo trudna sytuacja, trudna dla Was , trudna dla Waszej
      milosci...
      i az cisnie sie na usta truizm w gatunku :" jezeli kochasz, nie pozwol by brak
      pieniedzy zabil to uczucie" ,... wiec nie pozwol!

      choc niektorzy twierdza, ze milosc jako taka jest stanem przejsciowym
      ludzkiego organizmu, a pieniadze to cos co towarzyszy nam stale wiec
      przywiazujemy do nich wieksza wage, to jednak... no wlasnie
      decyzja nalezy do Ciebie / do Was /.

      Pomysl jednak sama, jezeli rozstaniecie sie ze wzgledu na brak pieniedzy, czy
      na pewno bedziesz wtedy szczesliwsza? Przeciez wtedy tez nie bedziesz miala
      wymarzonego pierscionka, bo kto Ci go da, wtedy takze nie bedziesz chodzila do
      kina , bo bedziesz siedziala w domu i beczala w poduszke, wiec jak isc w takim
      stanie miedzy ludzi?Bedziesz sama jak palec, rozzalona na caly swiat....brrrr

      Jezeli Twoj mezczyzna kocha Cie i to co sie teraz dzieje nie jest " jego
      sposobem na latwe zycie!!!/ wybacz, ale taki wariant tez nalezy brac pod
      uwage / to uda Wam sie przetrwac bo milosc przeciez musi zwyciezac wszelkie
      przeszkody.../ tak pisza w bajkach!/
      a szczegolnie finansowe.

      Ciesz sie , ze zdrowi jestescie , bo inni tez sie kochaja, maja kase a... los
      jest dla nich bardziej okrutny!!! Pomysl o tym i ... po prostu pomoz swojemu
      chlopakowi znalezc ta prace!

      pozdrawiam

      wr.
      • Gość: mysiak ...i Mama IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 18:05
        Wredna, gdyby każdy był tak "wredny" jak ty... ;)

        Dziękuję.
        Muszę napisać, że cała ta sytuacja nie jest dla Kuby
        sposobem na łatwe życie. Wiem, jak bardzo on to przeżywa
        i staram sią jak mogę go pocieszać, pomagać mu. Ale chyba mam prawo
        czuć się zmęczona i pełna obaw. Wiesz, w takiej sytuacji różne myśli
        przychodzą do głowy. Szczególnie, gdy się ma Ojca, który nie radzi sobie z życiem
        i cały dom jest na głowie Mamy. Taki życiowy przykład i taka alergia na tego typu
        sytuację. Gdy przyjeżdżam do domu od drzwi słyszę narzekania Mamy na
        "tego nieudacznika". Fakt, że mój ojciec się nie stara, o nic nie martwi i
        nic nie potrafi załatwić. Gdy się tak napatrzę i porównam sytuację do naszej to...
        zaczynam się bać, że Kuba zamieni się w przyszłości w mojego ojca.
        Z drugiej strony, Kuba to zupełnie inny charakter. Bardzo rodzinny, ostatnio
        wyremontował dla swojej Mamy całe mieszkanie (od terakoty po sufit). Nie boi się
        pracy. Tylko może nie radzi sobie z jej szukaniem...

        Wracając jeszcze do mojej Mamy. Współczuję jej, ale sama sobie zgotowała ten los.
        Za bardzo Ojca wyręczała we wszystkim. Teraz ma krzyż pański. Stąd jej zdecydowane
        poglądy na sprawy damsko-męskie: "Pamiętaj córeczko, by wymagać od mężczyzny",
        "Nie daj Boże, nie utrzymywać faceta" itd.
        Ostatnio (bała się zapytać wprost) podpytała, czy ja przypadkiem nie utrzymuję Tomka.
        Skłamałam, że nie, bo nie chciało mi się z nią kłócić... Ona na to: "I dobrze! Bądź twarda".

        Ona nic nie wie o tych problemach...

        mysiak





        wredna2 napisała:

        > mysiek...To bardzo trudna sytuacja, trudna dla Was , trudna dla Waszej
        > milosci...
        > i az cisnie sie na usta truizm w gatunku :" jezeli kochasz, nie pozwol by brak
        > pieniedzy zabil to uczucie" ,... wiec nie pozwol!
        >
        > choc niektorzy twierdza, ze milosc jako taka jest stanem przejsciowym
        > ludzkiego organizmu, a pieniadze to cos co towarzyszy nam stale wiec
        > przywiazujemy do nich wieksza wage, to jednak... no wlasnie
        > decyzja nalezy do Ciebie / do Was /.
        >
        > Pomysl jednak sama, jezeli rozstaniecie sie ze wzgledu na brak pieniedzy, czy
        > na pewno bedziesz wtedy szczesliwsza? Przeciez wtedy tez nie bedziesz miala
        > wymarzonego pierscionka, bo kto Ci go da, wtedy takze nie bedziesz chodzila do
        >
        > kina , bo bedziesz siedziala w domu i beczala w poduszke, wiec jak isc w takim
        > stanie miedzy ludzi?Bedziesz sama jak palec, rozzalona na caly swiat....brrrr
        >
        > Jezeli Twoj mezczyzna kocha Cie i to co sie teraz dzieje nie jest " jego
        > sposobem na latwe zycie!!!/ wybacz, ale taki wariant tez nalezy brac pod
        > uwage / to uda Wam sie przetrwac bo milosc przeciez musi zwyciezac wszelkie
        > przeszkody.../ tak pisza w bajkach!/
        > a szczegolnie finansowe.
        >
        > Ciesz sie , ze zdrowi jestescie , bo inni tez sie kochaja, maja kase a... los
        > jest dla nich bardziej okrutny!!! Pomysl o tym i ... po prostu pomoz swojemu
        > chlopakowi znalezc ta prace!
        >
        > pozdrawiam
        >
        > wr.
        • Gość: mysiak Mój brat IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 18:10
          Tomek to mój brat. 22 lata. Na pełnym utrzymaniu Mamy.
          Nie przeszkadza jej utrzymywać syna, a tak krytycznie odnosi się do
          pomagania finansowego mężczyznom. Ot, i to też boli.

          mysiak




          Gość portalu: mysiak napisał(a):

          > Wredna, gdyby każdy był tak "wredny" jak ty... ;)
          >
          > Dziękuję.
          > Muszę napisać, że cała ta sytuacja nie jest dla Kuby
          > sposobem na łatwe życie. Wiem, jak bardzo on to przeżywa
          > i staram sią jak mogę go pocieszać, pomagać mu. Ale chyba mam prawo
          > czuć się zmęczona i pełna obaw. Wiesz, w takiej sytuacji różne myśli
          > przychodzą do głowy. Szczególnie, gdy się ma Ojca, który nie radzi sobie z życi
          > em
          > i cały dom jest na głowie Mamy. Taki życiowy przykład i taka alergia na tego ty
          > pu
          > sytuację. Gdy przyjeżdżam do domu od drzwi słyszę narzekania Mamy na
          > "tego nieudacznika". Fakt, że mój ojciec się nie stara, o nic nie martwi i
          > nic nie potrafi załatwić. Gdy się tak napatrzę i porównam sytuację do naszej to
          > ...
          > zaczynam się bać, że Kuba zamieni się w przyszłości w mojego ojca.
          > Z drugiej strony, Kuba to zupełnie inny charakter. Bardzo rodzinny, ostatnio
          > wyremontował dla swojej Mamy całe mieszkanie (od terakoty po sufit). Nie boi si
          > ę
          > pracy. Tylko może nie radzi sobie z jej szukaniem...
          >
          > Wracając jeszcze do mojej Mamy. Współczuję jej, ale sama sobie zgotowała ten lo
          > s.
          > Za bardzo Ojca wyręczała we wszystkim. Teraz ma krzyż pański. Stąd jej zdecydow
          > ane
          > poglądy na sprawy damsko-męskie: "Pamiętaj córeczko, by wymagać od mężczyzny",
          > "Nie daj Boże, nie utrzymywać faceta" itd.
          > Ostatnio (bała się zapytać wprost) podpytała, czy ja przypadkiem nie utrzymuję
          > Tomka.
          > Skłamałam, że nie, bo nie chciało mi się z nią kłócić... Ona na to: "I dobrze!
          > Bądź twarda".
          >
          > Ona nic nie wie o tych problemach...
          >
          > mysiak
          >
          >
          >
          >
          >
          > wredna2 napisała:
          >
          > > mysiek...To bardzo trudna sytuacja, trudna dla Was , trudna dla Waszej
          > > milosci...
          > > i az cisnie sie na usta truizm w gatunku :" jezeli kochasz, nie pozwol by
          > brak
          > > pieniedzy zabil to uczucie" ,... wiec nie pozwol!
          > >
          > > choc niektorzy twierdza, ze milosc jako taka jest stanem przejsciowym
          > > ludzkiego organizmu, a pieniadze to cos co towarzyszy nam stale wiec
          > > przywiazujemy do nich wieksza wage, to jednak... no wlasnie
          > > decyzja nalezy do Ciebie / do Was /.
          > >
          > > Pomysl jednak sama, jezeli rozstaniecie sie ze wzgledu na brak pieniedzy,
          > czy
          > > na pewno bedziesz wtedy szczesliwsza? Przeciez wtedy tez nie bedziesz mial
          > a
          > > wymarzonego pierscionka, bo kto Ci go da, wtedy takze nie bedziesz chodzi
          > la do
          > >
          > > kina , bo bedziesz siedziala w domu i beczala w poduszke, wiec jak isc w t
          > akim
          > > stanie miedzy ludzi?Bedziesz sama jak palec, rozzalona na caly swiat....b
          > rrrr
          > >
          > > Jezeli Twoj mezczyzna kocha Cie i to co sie teraz dzieje nie jest " jego
          > > sposobem na latwe zycie!!!/ wybacz, ale taki wariant tez nalezy brac pod
          > > uwage / to uda Wam sie przetrwac bo milosc przeciez musi zwyciezac wszelk
          > ie
          > > przeszkody.../ tak pisza w bajkach!/
          > > a szczegolnie finansowe.
          > >
          > > Ciesz sie , ze zdrowi jestescie , bo inni tez sie kochaja, maja kase a...
          > los
          > > jest dla nich bardziej okrutny!!! Pomysl o tym i ... po prostu pomoz swoje
          > mu
          > > chlopakowi znalezc ta prace!
          > >
          > > pozdrawiam
          > >
          > > wr.
          • wredna2 najpierw milosc... 22.07.02, 18:27
            Rozumiem Cie, mysiek, kazda z nas chcialaby by jej mezczyzna byl zaradnym
            supermanem radzacym sobie z wszelkimi problemami i wszelkim zlem tego swiata,
            a my bedziemy jego Ksiezniczka , ktorej kazdy pyl nalezy usunac spod nozek,
            jeszcze zanim on tam opadnie..../ nie , wiem ze nie tak, ale.../
            Ale przeciez uczucie nie wybiera.. znowu zastosuje tu przewrotne porownanie:
            Wyobraz sobie , ze zyjesz sobie w pelnym luksusie, dostajesz wszystko zanim
            jeszcze o czymkolwiek zamarzysz ... ale ten, ktory Ci to wszystko daje jest Ci
            zupelnie obojetny...
            Wiem co bys wybrala... ja chyba tez, choc lubie miec pieniadze i jeszcze
            bardziej lubie je wydawac.

            A Mama i Rodzina radzilabym Ci sie nie przejmowac, mowia bo tak wypada, a Ty
            musisz kierowac sie wlasnym rozumem i sercem przede wszystkim.

            Jestescie bardzo mlodzi jeszcze, a tego co piszesz, Twoj Kuba przeciez probuje,
            szuka pracy,nie siedzi bezczynni... ale po prostu trafia na nieuczciwych
            pracodawcow, ktorych teraz jest coraz wiecej/ poczytaj forum Praca , tam
            dopiero sa opisane przypadki!/ .

            Wiem , ze najlatwiej byloby zrezygnowac i miec wreszcie swiety spokoj, ale
            powiem Ci znow przewrotnie... walcz i nie poddawaj!
            You can do it!

            powodzenia

            wr.





            Gość portalu: mysiak napisał(a):

            > Tomek to mój brat. 22 lata. Na pełnym utrzymaniu Mamy.
            > Nie przeszkadza jej utrzymywać syna, a tak krytycznie odnosi się do
            > pomagania finansowego mężczyznom. Ot, i to też boli.
            >
            > mysiak
            >
            >
            >
            >
            > Gość portalu: mysiak napisał(a):
            >
            > > Wredna, gdyby każdy był tak "wredny" jak ty... ;)
            > >
            > > Dziękuję.
            > > Muszę napisać, że cała ta sytuacja nie jest dla Kuby
            > > sposobem na łatwe życie. Wiem, jak bardzo on to przeżywa
            > > i staram sią jak mogę go pocieszać, pomagać mu. Ale chyba mam prawo
            > > czuć się zmęczona i pełna obaw. Wiesz, w takiej sytuacji różne myśli
            > > przychodzą do głowy. Szczególnie, gdy się ma Ojca, który nie radzi sobie z
            > życi
            > > em
            > > i cały dom jest na głowie Mamy. Taki życiowy przykład i taka alergia na te
            > go ty
            > > pu
            > > sytuację. Gdy przyjeżdżam do domu od drzwi słyszę narzekania Mamy na
            > > "tego nieudacznika". Fakt, że mój ojciec się nie stara, o nic nie martwi i
            > > nic nie potrafi załatwić. Gdy się tak napatrzę i porównam sytuację do nasz
            > ej to
            > > ...
            > > zaczynam się bać, że Kuba zamieni się w przyszłości w mojego ojca.
            > > Z drugiej strony, Kuba to zupełnie inny charakter. Bardzo rodzinny, ostatn
            > io
            > > wyremontował dla swojej Mamy całe mieszkanie (od terakoty po sufit). Nie b
            > oi si
            > > ę
            > > pracy. Tylko może nie radzi sobie z jej szukaniem...
            > >
            > > Wracając jeszcze do mojej Mamy. Współczuję jej, ale sama sobie zgotowała t
            > en lo
            > > s.
            > > Za bardzo Ojca wyręczała we wszystkim. Teraz ma krzyż pański. Stąd jej zde
            > cydow
            > > ane
            > > poglądy na sprawy damsko-męskie: "Pamiętaj córeczko, by wymagać od mężczyz
            > ny",
            > > "Nie daj Boże, nie utrzymywać faceta" itd.
            > > Ostatnio (bała się zapytać wprost) podpytała, czy ja przypadkiem nie utrzy
            > muję
            > > Tomka.
            > > Skłamałam, że nie, bo nie chciało mi się z nią kłócić... Ona na to: "I dob
            > rze!
            > > Bądź twarda".
            > >
            > > Ona nic nie wie o tych problemach...
            > >
            > > mysiak
            > >
            > >
            > >
            > >
            > >
            > > wredna2 napisała:
            > >
            > > > mysiek...To bardzo trudna sytuacja, trudna dla Was , trudna dla Wasze
            > j
            > > > milosci...
            > > > i az cisnie sie na usta truizm w gatunku :" jezeli kochasz, nie pozwo
            > l by
            > > brak
            > > > pieniedzy zabil to uczucie" ,... wiec nie pozwol!
            > > >
            > > > choc niektorzy twierdza, ze milosc jako taka jest stanem przejsciowy
            > m
            > > > ludzkiego organizmu, a pieniadze to cos co towarzyszy nam stale wiec
            >
            > > > przywiazujemy do nich wieksza wage, to jednak... no wlasnie
            > > > decyzja nalezy do Ciebie / do Was /.
            > > >
            > > > Pomysl jednak sama, jezeli rozstaniecie sie ze wzgledu na brak pieni
            > edzy,
            > > czy
            > > > na pewno bedziesz wtedy szczesliwsza? Przeciez wtedy tez nie bedziesz
            > mial
            > > a
            > > > wymarzonego pierscionka, bo kto Ci go da, wtedy takze nie bedziesz c
            > hodzi
            > > la do
            > > >
            > > > kina , bo bedziesz siedziala w domu i beczala w poduszke, wiec jak is
            > c w t
            > > akim
            > > > stanie miedzy ludzi?Bedziesz sama jak palec, rozzalona na caly swiat
            > ....b
            > > rrrr
            > > >
            > > > Jezeli Twoj mezczyzna kocha Cie i to co sie teraz dzieje nie jest " j
            > ego
            > > > sposobem na latwe zycie!!!/ wybacz, ale taki wariant tez nalezy brac
            > pod
            > > > uwage / to uda Wam sie przetrwac bo milosc przeciez musi zwyciezac w
            > szelk
            > > ie
            > > > przeszkody.../ tak pisza w bajkach!/
            > > > a szczegolnie finansowe.
            > > >
            > > > Ciesz sie , ze zdrowi jestescie , bo inni tez sie kochaja, maja kase
            > a...
            > > los
            > > > jest dla nich bardziej okrutny!!! Pomysl o tym i ... po prostu pomoz
            > swoje
            > > mu
            > > > chlopakowi znalezc ta prace!
            > > >
            > > > pozdrawiam
            > > >
            > > > wr.
    • wredna2 Re: Miłość i pieniądze 22.07.02, 18:31
      przepraszam, juz dwa razy zmienilam Ci nicka

    • Gość: Melba Re: Miłość i pieniądze IP: *.chello.pl 22.07.02, 19:12
      Mysiak, ten czas to dobra próba. Żyjemy teraz w takich, a nie innyh warunkach
      ekonomicznych w Polsce. Jeśli Twój facet się stara, przejmuje, próbuje, to
      zasługuje na wsparcie i uznanie. Wiem, że może Ci być ciężko, różne myśli mogą
      przelatywać przez głowę...ale to jest właśnie próba. Na dobre i na złe. Gdy
      wygramy w Lotto i gdy zwolnią nas z pracy. W restauracji i nad chińską zupką.
      Gdy świętujemy i gdy chorujemy. Na dobre i na złe- to się mówi, gdy się
      przyjmie pierścionek. Powodzenia i mądrości.
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 19:19
        Dziękuję Melba :)
        I wzruszyłam się czytając twoje słowa.



        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Mysiak, ten czas to dobra próba. Żyjemy teraz w takich, a nie innyh warunkach
        > ekonomicznych w Polsce. Jeśli Twój facet się stara, przejmuje, próbuje, to
        > zasługuje na wsparcie i uznanie. Wiem, że może Ci być ciężko, różne myśli mogą
        > przelatywać przez głowę...ale to jest właśnie próba. Na dobre i na złe. Gdy
        > wygramy w Lotto i gdy zwolnią nas z pracy. W restauracji i nad chińską zupką.
        > Gdy świętujemy i gdy chorujemy. Na dobre i na złe- to się mówi, gdy się
        > przyjmie pierścionek. Powodzenia i mądrości.
    • kwieto Re: Miłość i pieniądze 22.07.02, 19:17
      To jest przykre uczucie, nie byc pewnym czy starczy "do pierwszego" wiem, bo
      bylem do bardzo niedawna bezrobotnym (w sumie niemal rok, choc zdarzaly sie w
      tym okresy gdy pracowalem na zlecenia) i mimo dosc solidnego zaplecza
      finansowego w rodzinie, tez zaczynalo mnie ogarniac przygnebienie ze "wiecznie
      mi nie starcza".
      Ale z tego co piszesz, Twoj Kuba stara sie wyciagnac z tego, pare razy dostal
      prace - nie wypalilo, ale to nie jest jego wina, ze pracodawca go chcial
      oszukac. Teraz jak piszesz, ma wyjechac na zarobek do Niemiec. Sprobuj to
      docenic! Zreszta, podejrzewam ze on tez niezbyt dobrze sie czuje bedac
      utrzymywanym przez Ciebie i zapewne chcialby to jak najszybciej zmienic. Poki
      on sie nie poddaje, macie jeszcze szanse, szkoda byloby tracic to co
      zdolaliscie juz razem wypracowac.

      Kiedys w jakims poczytnym pismie czytalem cos w rodzaju ankiety zadanej osobom
      "znanym". Jedno z pytan brzmialo "co jest najwiekszym sukcesem?" - bardzo
      spodobala mi sie odpowiedz "byc bezrobotnym przez rok, i nie zalamac sie"
    • kamfora Re: Miłość i pieniądze 22.07.02, 21:56
      Kiedys mi sie przyplatal taki dwuwiersz:
      "Zycie bez milosci to jest obraz nedzy
      ale wieksza nedza jak nie ma pieniedzy!" :-)))

      Czego sie boisz?
      Ze Cie rzuci ten Twoj mezczyzna, mimo, ze taki niezaradny
      zyciowo i go utrzymujesz?
      Zastanawiasz sie, czy nie zrobic tego pierwsza? (o ilez latwiej
      zniesc rozstanie z pozycji porzucajacej niz porzuconej!)

      Rozmawiaj z nim na wazne dla Ciebie tematy! Nie przemilczaj!
      Jezeli rozwazasz rozstanie - tym bardziej nie powinnas sie bac
      konfrontacji!

      Czy zastanawialas sie, ze moze on ci tego przyslowiowego juz
      pierscionka po prostu wstydzi sie dac? Bo nie jest pewien,
      czy go nie odtracisz, jako wlasnie nieudacznika? Jezeli jestescie
      ze soba tyle czasu i jeszcze nie okresliliscie wlasnych oczekiwan
      to dla mnie jest to, bede sie powtarzac, postawione na glowie.
      Tak, jakby Was do bycia razem zmuszalo cos/ktos.
      (i nie jestem przekonana, czy to milosc, czy strach przed samotnoscia,
      czy "opinia publiczna"...)
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 22.07.02, 22:03

        To jest miłość.





        kamfora napisała:

        > Tak, jakby Was do bycia razem zmuszalo cos/ktos.
        > (i nie jestem przekonana, czy to milosc, czy strach przed samotnoscia,
        > czy "opinia publiczna"...)
        >
      • Gość: Sławek Re: Miłość i pieniądze IP: 213.186.93.* 22.07.02, 22:25
        kamfora napisała:

        > Ze Cie rzuci ten Twoj mezczyzna, mimo, ze taki niezaradny
        > zyciowo i go utrzymujesz?


        > Czy zastanawialas sie, ze moze on ci tego przyslowiowego juz
        > pierscionka po prostu wstydzi sie dac? Bo nie jest pewien,
        > czy go nie odtracisz, jako wlasnie nieudacznika?

        Jakie to proste... Facet tracący pracę i niemogący znaleźć nowej = nieudacznik.
        Ech !
        • Gość: A27 Re: Miłość i pieniądze IP: *.proxy.aol.com 23.07.02, 01:18
          Bo to jest tak...Jak facet utrzymuje kobiete to jest to w porzadku, no bo w
          ramach patriarchatu taki uklad przystoi. Ale jak sytuacja jest odwrotna to
          facet pewnie nieudacznik. Tak to kurka siwa widzi spoleczenstwo, nie tylko
          zreszta polskie. (Wstyd przyznac, ale nawet mnie latwiej przelknac faceta z
          kasa i biedna babke niz vice wersa, bo tak mnie nauczylo spoleczenstwo i
          kumoszki osiedlowe.)
          Jesli Kuba nie spoczywa na laurach to faktycznie wypada mu pomoc z milosci.
          Ale jak ten uklad sie przeksztalci w cos co juz zawsze tak bedzie - ta
          faktycznie dzban bedzie wode nosil dopoty mu ucho sie nie urwie.

          Pytanie do Cibie jest takie - jak dlugo masz jeszcze sile by mu pomagac o ile
          sie nie oswiadczy a jak dlugo mialabys na to sile gdy sie oswiadczy. Bo gdy
          sie oswiadczy i Ty dajmy na to wierzysz w jedno tylko malzenstwo na cale zycie
          to byc moze nie tylko dwa miesiace bedziesz musiala mu pomagac ale na przyklad
          co jakis czas po pare miesiecy lub lat. Czy dasz rade? Czy bedziesz na to
          gotowa? W malzenstwie moze byc nawet trudniej niz teraz...
          • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 23.07.02, 11:45
            Hej A27,

            jestem daleka od zachwytu od sytuacji, gdy facet utrzymuje kobietę.
            Mnie się marzy partnerstwo, czyli wspólne zarabianie i stawiani czoła
            przeciwnościom. Może niektórym ludziom pasuje taki układ, ale nie
            mnie. Źle bym się po prostu czuła, gdybym siedziała w domu i liczyła
            kasę przyniesioną przez męża. Chociaż rzeczywiście w naszym
            społeczeństwie taka sytuacja jest prędzej akceptowana. Wydaje mi się,
            że głównie z powodu tego, że żona pracuje w domu: zajmuje się dziećmi,
            sprząta, pierze i gotuje. Wtedy mąż przynosi pieniążki i jeżeli to im
            pasuje to chyba jest O.K., prawda?

            Wiesz, jestem po prostu bardzo zmęczona tą sytuacją. Przepracowana i
            zaniepokojona. Kuba nie spoczywa na laurach, ale balansuje na huśtawce
            wzlotów (entuzjazm, bo pracuje) i upadków (przygnębienie i marazm,
            bo znowu nie wyszło i jakaś bierność w działaniu). Rozumiem to, ale
            czasami nie mam siły... i stąd moje czarne myśli. Kocham go i będe go
            wspierac zawsze. Takie to wszystko trudne, ale kto powiedział, że życie
            jest łatwe?

            Dziękuję za słowa wsparcia.
            mysiak







            Gość portalu: A27 napisał(a):

            > Bo to jest tak...Jak facet utrzymuje kobiete to jest to w porzadku, no bo w
            > ramach patriarchatu taki uklad przystoi. Ale jak sytuacja jest odwrotna to
            > facet pewnie nieudacznik. Tak to kurka siwa widzi spoleczenstwo, nie tylko
            > zreszta polskie. (Wstyd przyznac, ale nawet mnie latwiej przelknac faceta z
            > kasa i biedna babke niz vice wersa, bo tak mnie nauczylo spoleczenstwo i
            > kumoszki osiedlowe.)
            > Jesli Kuba nie spoczywa na laurach to faktycznie wypada mu pomoc z milosci.
            > Ale jak ten uklad sie przeksztalci w cos co juz zawsze tak bedzie - ta
            > faktycznie dzban bedzie wode nosil dopoty mu ucho sie nie urwie.
            >
            > Pytanie do Cibie jest takie - jak dlugo masz jeszcze sile by mu pomagac o ile
            > sie nie oswiadczy a jak dlugo mialabys na to sile gdy sie oswiadczy. Bo gdy
            > sie oswiadczy i Ty dajmy na to wierzysz w jedno tylko malzenstwo na cale zycie
            > to byc moze nie tylko dwa miesiace bedziesz musiala mu pomagac ale na przyklad
            > co jakis czas po pare miesiecy lub lat. Czy dasz rade? Czy bedziesz na to
            > gotowa? W malzenstwie moze byc nawet trudniej niz
            teraz...
        • a.ann Re: Miłość i pieniądze 23.07.02, 16:55
          Gość portalu: Sławek napisał(a):
          >
          > Jakie to proste... Facet tracący pracę i niemogący znaleźć nowej =
          nieudacznik.
          > Ech !


          Oj , Sławku! W poście powyżej sam go tak nazwałeś.
          Kamfora ledwie to powtórzyła.

          a.ann
          • Gość: Sławek Re: Miłość i pieniądze IP: 213.186.93.* 23.07.02, 18:12
            a.ann napisała:


            > Oj , Sławku! W poście powyżej sam go tak nazwałeś.
            > Kamfora ledwie to powtórzyła.

            Chodziło mi o to że żona go porzuca uważając że jest nieudacznikiem.
    • Gość: jr Re: Miłość i pieniądze IP: 203.129.132.* 23.07.02, 01:32
      tak bardzo wspolczuje tym wszystkim para jak wy i boje sie ze jest ich
      tysiace...
      kazdy zwiazek ma swoje burze i rozpogodzenia i sposrod wszystkich burz (zdrada,
      kalectwo partnera lub dzieci, brak milosci, nieplodnosc, odraza seksualna itd)
      klopoty pieniezne zawsze moga byc jakos rozwiazane. jest to pewnie najbardziej
      powszechny problem i kluje mocno ale dopoki twoj chlop sie nie poddaje to ty
      powinnas go wspierac. obawiam sie ze jesli twoja milosc wygasnie z powodow
      finansowych nie bedzie jej latwo obudzic w tym zyciu...

      zycze wszystkiego najlepszego...
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 23.07.02, 11:48
        Dzięki jr :)
        Nie wygaśnie. Wasze listy dodały mi siły.
        mysiak







        Gość portalu: jr napisał(a):

        > tak bardzo wspolczuje tym wszystkim para jak wy i boje sie ze jest ich
        > tysiace...
        > kazdy zwiazek ma swoje burze i rozpogodzenia i sposrod wszystkich burz (zdrada,
        >
        > kalectwo partnera lub dzieci, brak milosci, nieplodnosc, odraza seksualna itd)
        > klopoty pieniezne zawsze moga byc jakos rozwiazane. jest to pewnie najbardziej
        > powszechny problem i kluje mocno ale dopoki twoj chlop sie nie poddaje to ty
        > powinnas go wspierac. obawiam sie ze jesli twoja milosc wygasnie z powodow
        > finansowych nie bedzie jej latwo obudzic w tym zyciu...
        >
        > zycze wszystkiego najlepszego...
        • herya Re: Miłość i pieniądze 23.07.02, 16:45
          Moim zdaniem bardzo dobrze o facecie swiadczy to, ze nie chce Ci proponowac
          pierscionka, bedac swiadomym swojej malo stabilnej sytuacji materialnej. Gdyby
          Ci sie oswiadczyl nie majac stalej pracy, bylby nieodpowiedzialny i tyle. A
          moze on tez sie tym gryzie, ze nie moze tego zrobic?
    • joannamag Re: Miłość i pieniądze 23.07.02, 17:59
      Nie chcę Cię zniechęcać, ale związek, który opisujesz, "nie rokuje",
      szczególnie jeżeli myślisz o planach małżeńskich i marzy Ci się pierścionek
      zaręczynowy. Sama byłam w takim związku, uwolniłam się po przeżyciu katuszy
      przeżywania poczucia winy ("on sobie beze mnie nie poradzi"), przypisywania
      sobie odpowiedzialności, łudzenia się, że przecież niedługo, w przyszłym
      miesiącu, no chociaż za kilka miesięcy, znajdzie tę pracę i przestanę być
      zmuszona do brania całkowitej odpowiedzialności za swój byt. Zerwałam z nim,
      chociaż nie było łatwo. Z tego co wiem znalazł następną naiwną i historia się
      powtarza. Ja mam natomiast cały czas lęki, czy facet, który zaprosił mnie na
      piwo będzie w stanie za mnie zapłacić, czy upokorzy mnie i siebie deklaracją,
      że niestety nie ma pieniędzy i byłoby najlepiej, gdybym uiściła rachunek. Nie
      łudź się. Nawet jeśli się z Tobą ożeni - a w sumie czemu nie, zapewnione
      utrzymanie przy boku zaradnej żony - nie utrzyma Ciebie, gdy będziesz chora, w
      ciaży czy stracisz pracę.Odpowiedzialność będziesz zawsze ponosić sama.
      • goga.74 Re: Miłość i pieniądze 23.07.02, 18:06
        >Nie
        > łudź się. Nawet jeśli się z Tobą ożeni - a w sumie czemu nie, zapewnione
        > utrzymanie przy boku zaradnej żony - nie utrzyma Ciebie, gdy będziesz chora,
        w
        > ciaży czy stracisz pracę.Odpowiedzialność będziesz zawsze ponosić sama.

        Zaraz, zaraz to on powinien ja utrzymac jak ona straci prace a ona go w tej
        samje sytuacji powinna zostawic? Coz mi tutaj nie gra...
      • kwieto Re: Miłość i pieniądze 23.07.02, 18:26
        joannamag napisała:

        > miesiącu, no chociaż za kilka miesięcy, znajdzie tę pracę i przestanę być
        > zmuszona do brania całkowitej odpowiedzialności za swój byt.

        Biedactwo... :(((
        Musi byc odpowiedzialne za to co robi, jakie to przykre!

        A kto u licha ma byc za Ciebie odpowiedzialny jak nie Ty?


        > Odpowiedzialność będziesz zawsze ponosić sama.

        I to jest najwiekszy skarb jaki ma czlowiek. bo odpowiedzialnosc = rowniez
        wolnosc wyboru
        • Gość: joannamag Re: Miłość i pieniądze IP: 213.158.197.* 24.07.02, 11:59
          kwieto napisał:

          > joannamag napisała:
          >
          > > miesiącu, no chociaż za kilka miesięcy, znajdzie tę pracę i przestanę być
          > > zmuszona do brania całkowitej odpowiedzialności za swój byt.
          >
          > Biedactwo... :(((
          > Musi byc odpowiedzialne za to co robi, jakie to przykre!
          >
          > A kto u licha ma byc za Ciebie odpowiedzialny jak nie Ty?
          >
          >
          > > Odpowiedzialność będziesz zawsze ponosić sama.
          >
          > I to jest najwiekszy skarb jaki ma czlowiek. bo odpowiedzialnosc = rowniez
          > wolnosc wyboru
          >
          >
          >
          >
          >
          • kwieto Re: Miłość i pieniądze 24.07.02, 18:14
            Analiza niezla, lecz... kompletnie bledna
            Czego jak czego, ale milosci to mi w zyciu akurat nie brakuje
        • agniecha3 Re: Miłość i pieniądze 24.07.02, 15:46
          kwieto napisał:
          > Biedactwo... :(((
          > Musi byc odpowiedzialne za to co robi, jakie to przykre!
          >
          > A kto u licha ma byc za Ciebie odpowiedzialny jak nie Ty?
          >
          >
          > > Odpowiedzialność będziesz zawsze ponosić sama.
          >
          > I to jest najwiekszy skarb jaki ma czlowiek. bo odpowiedzialnosc = rowniez
          > wolnosc wyboru
          >

          prawda, kwieto, ale to ciut wyrwane z kontekstu, nie sadzisz? Byc
          odpowiedzialnym za siebie, to jedno, a miec na swojej glowie problemy 2 osob
          bez wspolodpowiedzialnosci tej drugiej osoby...

          Czytales Malego Ksiecia? Jak sie Lisa oswoi, to sie staje za niego
          odpowiedzialnym...

          pozdr
          • kwieto Re: Miłość i pieniądze 24.07.02, 18:16
            No dobrze, ale skoro jest sie za niego wspolodpowiedzialnym to chyba w obie
            strony? Bo Joannamag proponuje tu cos w stylu "Kali ukrasc krowe - dobrze.
            Kalemu ukrasc krowe - niedobrze"
            • kwieto dopisek 24.07.02, 18:35
              Mozesz mi wyjasnic, na czym wedlug Ciebie ma polegac owa wspolodpowiedzialnosc?
              • agniecha3 Re: dopisek 25.07.02, 11:32
                jesli chcesz, zebym Ci podala definicje wspolodpowiedzialnosci, to tego sie
                chyba nie podejme; ale odnoszac to do sytuacji straty pracy:
                wspolodpowiedzialnosc w zwiazku to dla mnie m.in. WSPOLNE radzenie sobie z
                problemami. Nie moze byc tak, ze jedna osoba traci prace i nagle wszystko
                zostaje na glowie tej drugiej. Nie ma pracy - ok, ale niech ja widze, ze on
                robi co sie da, zeby ją znalezc, a nie przebiera w ofertach jak w ulegalkach i
                z 10 odpowiada na 1. Niech w tym czasie wyreczy mnie z pewnych obowiazkow
                domowych. Jest mnostwo sposobow, zeby ta niepracujaca osoba wyslala
                sygnal "sluchaj, wprawdzie nie mam pracy, ale staram sie i nie zostawiam cie
                samej(samego) ze wszystkimi sprawami".
                I u Mysiak zdaje sie tak wlasnie to wyglada. Nie jest jej latwo, ale jedyne co
                moge zrobic, to zyczyc jej wytrwalosci, bo jej druga polowa COS ROBI, z roznym
                efektem, ale cos robi. I moim zdaniem ten chlopak czuje sie wspolodpowiedzialny
                za zwiazek.
                U Joanny odnioslam troche inne wrazenie (byc moze myslne, nie wiem). Nie
                zauwazylam tego starania sie chlopaka. Raczje stanowisko "stracilem prace, ale
                wlasciwie to ty zarabiasz i mamy z czego zyc, wiec nie musze sie spieszyc". I
                to juz jest mniej rozowa sytuacja.
                No i oczywiscie wpolodpowiedzialnosc powinna byc w obie strony. W dobrym
                zwiazku nie ma miejsca na logike Kalego (chociaz nie zawsze stanowisko kobiety
                i mezczyzny daje sie zmierzyc jedna miarka)
            • Gość: joannamag do kwieto IP: 213.158.197.* 25.07.02, 12:08
              kwieto napisał:

              > No dobrze, ale skoro jest sie za niego wspolodpowiedzialnym to chyba w obie
              > strony? Bo Joannamag proponuje tu cos w stylu "Kali ukrasc krowe - dobrze.
              > Kalemu ukrasc krowe - niedobrze"
              >
              >
              >
              • kwieto Logika kalego 25.07.02, 18:34
                Logike kalego prezentuje link:

                www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=210&w=2516913&a=2526965
                Piszesz w nim, ze zwiazek Mysiaka "nie rokuje nadziei" bo utrzymywanie
                mezczyzny to Twoim zdaniem przezywanie katuszy i bycie naiwna.
                A pare linijek pozniej stwierdzasz:

                "Nawet jeśli się z Tobą ożeni - a w sumie czemu nie, zapewnione
                utrzymanie przy boku zaradnej żony - nie utrzyma Ciebie, gdy będziesz chora, w
                ciaży czy stracisz pracę.Odpowiedzialność będziesz zawsze ponosić sama."

                A wiec wspieranie chlopaka ktory utracil prace to dawanie sie robic w konia,
                oczekiwanie ze on Tobie pomoze, gdy Ty stracisz prace czy zachorujesz, juz nie
                jest robienie go w konia, tylko jego psi obowiazek?

                Wszyscy sa rowni, ale niektorzy sa rowniejsi...

                Co do milosci wlasnej - akurat nie to mialem na mysli. Prosze, przyjmij do
                wiadomosci, ze Twoja diagnoza mojej osoby nijak sie nie ma do rzeczywistosci.
                Choc z drugiej strony, to zabawne obserwowac, jak usilujesz mnie "uszczypnac"
                :")
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 24.07.02, 11:08
        Cześć Joanno i dzięki za rzeczową analizę.
        Stanę teraz w obronie mojego związku, bo u nas nie jest
        tak jak piszesz o swoim byłym związku: "on sobie beze mnie
        nie poradzi". Kuba sobie beze mnie dobrze radził zanim
        mnie poznał: pracował w dobrej firmie, ale po 2,5 latach
        jego stażu podziękowali 30 osobom i wśród nich znalazł
        się i Kuba.

        Kolejna sprawa: "upokorzenie" jak piszesz, które
        przeżwałaś, gdy twój facet nie był w stanie uregulować
        rachunku za piwo (wiem, że podałaś tylko taki przykład,
        może to dotyczyć i innych sytuacji). Ja nie przeżywam
        lęków ani upokorzeń płacąc w pubie za piwo, kupując pizze
        itd. Kocham Kubę i mimo iż sytuacja jest ciężka, uważam że
        trzeba sobie pomagać. Bo komu mamy nie pomagać jeżeli nie
        bliskim osobom? Miezskamy ze sobą już dwa lata - czas
        pierwszych randek, kiedy to Kuba stawiał mi kawę minął.
        Przed utratą jego pracy mieliśmy wspólny budżet. Kupiliśmy
        wtedy telewizor, wieżę i pralkę. Zresztą on nie siedzi z
        założonymi rękami, tak jak pisałam już wcześniej: szuka,
        wkłada wysiłek - tylko trafia na nieuczciwych ludzi,
        którzy po prostu wykorzystują teraz bezrobotnych.

        Ja się nie łudzę, ja po prostu go kocham. Jednak sytuacja
        mnie męczy, bo chyba ma prawo mnie męczyć. Nie odstawię go
        jak niepotrzebną rzecz (nie masz kasy, to żegnaj), bo się
        kochamy. Czuję bezradność, czuję nadzieję, czuję się
        zmęczona. Wierzę, że będzie lepiej :)

        Może twój były związek miał inny charakter. Może twój
        facet był po prostu inny.

        mysiak






        joannamag napisała:

        > Nie chcę Cię zniechęcać, ale związek, który opisujesz, "nie rokuje",
        > szczególnie jeżeli myślisz o planach małżeńskich i marzy Ci się pierścionek
        > zaręczynowy. Sama byłam w takim związku, uwolniłam się po przeżyciu katuszy
        > przeżywania poczucia winy ("on sobie beze mnie nie poradzi"), przypisywania
        > sobie odpowiedzialności, łudzenia się, że przecież niedługo, w przyszłym
        > miesiącu, no chociaż za kilka miesięcy, znajdzie tę pracę i przestanę być
        > zmuszona do brania całkowitej odpowiedzialności za swój byt. Zerwałam z nim,
        > chociaż nie było łatwo. Z tego co wiem znalazł następną naiwną i historia się
        > powtarza. Ja mam natomiast cały czas lęki, czy facet, który zaprosił mnie na
        > piwo będzie w stanie za mnie zapłacić, czy upokorzy mnie i siebie deklaracją,
        > że niestety nie ma pieniędzy i byłoby najlepiej, gdybym uiściła rachunek. Nie
        > łudź się. Nawet jeśli się z Tobą ożeni - a w sumie czemu nie, zapewnione
        > utrzymanie przy boku zaradnej żony - nie utrzyma Ciebie, gdy będziesz chora, w
        > ciaży czy stracisz pracę.Odpowiedzialność będziesz
        zawsze ponosić sama.
        • Gość: joannamag Re: Miłość i pieniądze IP: 213.158.197.* 24.07.02, 11:44
          Gość portalu: mysiak napisał(a):

          > Cześć Joanno i dzięki za rzeczową analizę.
          > Stanę teraz w obronie mojego związku, bo u nas nie jest
          > tak jak piszesz o swoim byłym związku: "on sobie beze mnie
          > nie poradzi". Kuba sobie beze mnie dobrze radził zanim
          > mnie poznał: pracował w dobrej firmie, ale po 2,5 latach
          > jego stażu podziękowali 30 osobom i wśród nich znalazł
          > się i Kuba.
          >
          > Kolejna sprawa: "upokorzenie" jak piszesz, które
          > przeżwałaś, gdy twój facet nie był w stanie uregulować
          > rachunku za piwo (wiem, że podałaś tylko taki przykład,
          > może to dotyczyć i innych sytuacji). Ja nie przeżywam
          > lęków ani upokorzeń płacąc w pubie za piwo, kupując pizze
          > itd. Kocham Kubę i mimo iż sytuacja jest ciężka, uważam że
          > trzeba sobie pomagać. Bo komu mamy nie pomagać jeżeli nie
          > bliskim osobom? Miezskamy ze sobą już dwa lata - czas
          > pierwszych randek, kiedy to Kuba stawiał mi kawę minął.
          > Przed utratą jego pracy mieliśmy wspólny budżet. Kupiliśmy
          > wtedy telewizor, wieżę i pralkę. Zresztą on nie siedzi z
          > założonymi rękami, tak jak pisałam już wcześniej: szuka,
          > wkłada wysiłek - tylko trafia na nieuczciwych ludzi,
          > którzy po prostu wykorzystują teraz bezrobotnych.
          >
          > Ja się nie łudzę, ja po prostu go kocham. Jednak sytuacja
          > mnie męczy, bo chyba ma prawo mnie męczyć. Nie odstawię go
          > jak niepotrzebną rzecz (nie masz kasy, to żegnaj), bo się
          > kochamy. Czuję bezradność, czuję nadzieję, czuję się
          > zmęczona. Wierzę, że będzie lepiej :)
          >
          > Może twój były związek miał inny charakter. Może twój
          > facet był po prostu inny.
          >
          > mysiak
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          > joannamag napisała:
          >
          > > Nie chcę Cię zniechęcać, ale związek, który opisujesz, "nie rokuje",
          > > szczególnie jeżeli myślisz o planach małżeńskich i marzy Ci się pierścione
          > k
          > > zaręczynowy. Sama byłam w takim związku, uwolniłam się po przeżyciu katusz
          > y
          > > przeżywania poczucia winy ("on sobie beze mnie nie poradzi"), przypisywani
          > a
          > > sobie odpowiedzialności, łudzenia się, że przecież niedługo, w przyszłym
          > > miesiącu, no chociaż za kilka miesięcy, znajdzie tę pracę i przestanę być
          > > zmuszona do brania całkowitej odpowiedzialności za swój byt. Zerwałam z ni
          > m,
          > > chociaż nie było łatwo. Z tego co wiem znalazł następną naiwną i historia
          > się
          > > powtarza. Ja mam natomiast cały czas lęki, czy facet, który zaprosił mnie
          > na
          > > piwo będzie w stanie za mnie zapłacić, czy upokorzy mnie i siebie deklarac
          > ją,
          > > że niestety nie ma pieniędzy i byłoby najlepiej, gdybym uiściła rachunek.
          > Nie
          > > łudź się. Nawet jeśli się z Tobą ożeni - a w sumie czemu nie, zapewnione
          > > utrzymanie przy boku zaradnej żony - nie utrzyma Ciebie, gdy będziesz chor
          > a, w
          > > ciaży czy stracisz pracę.Odpowiedzialność będziesz
          > zawsze ponosić sama.


          Witaj, MysiuK (?)
          Ponieważ dostałam odpowiedź konkretnie na mój post, bardzo chcę Ci odpisać -
          tym bardziej, że myślałam o tym co, napisałam do Ciebie, przez wczorajszy
          wieczór. Był to pierwszy wątek na forum, który mnie tak poruszył, że odezwałam
          zaraz po przeczytaniu. Wcześniej tylko czytałam posty innych. Dotarło do mnie,
          jak bardzo te przeżycia jeszcze we mnie tkwią, mimo, że mija 2,5 roku od kiedy
          jestem bez niego.
          Po wysłaniu odpowiedzi stwierdziłam, że była bardzo ostra - prawdopodobnie był
          to post, który ja sama powinnam dostać 3 czy 3,5 roku temu. Gdybym ktoś napisał
          tak do mnie albo tak mi powiedział, może byłabym bardziej czujna na sygnały
          braku zaangażowania i wykorzystywania przez mojego eks. A szoku doznałam
          słysząc go, jak deklaruje: "jak ktoś jest frajerem i sobie pozwala, to trzeba z
          niego korzystać..." - dotyczyło to jego najlepszego przyjaciela, a nie mnie,
          ale dało mi do myślenia, że tak po prostu traktuje ludzi, którym jest bliski.
          Z tego, co piszesz, u Ciebie jest inaczej. I mam nadzieję, że tak jest, skoro
          kochasz swojego Kubę. Myślę, że Wasza sytuacja jest arcytrudna. Zamiast pisać
          takie stwierdzenia jak wczoraj, zadałabym Ci raczej kilka pytań: jak zachowałby
          się Kuba, gdybyś Ty straciła pracę / była chora / zaszła w ciążę? Czy rozważał
          stałą zmianę miejsca zamieszkania w celu znalezienie jakiejś pracy? czy
          rozważał przekwalifikowanie się? Czy on także, tak jak Ty, łapie się prac na
          umowę-zlecenie, żeby dołożyć się do gospodarstwa? Czy ma u innych jakieś długi,
          których nie oddaje? Jaki jest jego stosunek do innych meżczyzn, którzy są w
          takiej sytuacji i ich partnerek (współczuje im, uważa, że się dobrze ustawili,
          załuje ich, rozumie, że to ciężkie chwile dla związku?) Jaki ma stosunek do
          układu Twoich rodziców, o którym pisałaś? Czy jest ogólnie życiowo zaradny? Czy
          jego stosunek do Ciebie zmienił się, od kiedy zaczęłaś go utrzymywać? Czy
          bardzo krępuje go branie od Ciebie pieniędzy? Czy Wasze życie towarzyskie się
          zmieniło? Czy zapewnia Ci inne poczucie bezpieczeństwa, nie będąc w pełni
          samodzielnym i ciążąc na Tobie finansowo?
          To są kwestie, które ja powinnam rozważyć wtedy, może byłabym silniejsza w
          swoich decyzjach.
          Jeżeli chodzi o moją niepewność, czy facet zapłaci za moje piwo, nie dotyczyło
          to mojego byłego, tylko mężczyzn, z którymi chodziłam na randki po zerwaniu z
          nim. Było oczywiste, że na końcu związku z nim ja zapłacę za kino, czy za piwo,
          bo on nie ma pieniędzy i ja też uważałam, ze nie ma w tym nic zdrożnego, skoro
          jesteśmy razem. Problem był w tym, że on nie widział powodu, żeby zmienić
          sytuację uzależnienia finansowego od mnie, poza użalaniem się nad sobą i
          obwinianiem innych za swoje niepowodzenia. U mnie natomiast pozostał lęk, że
          każdy facet będzie chciał mnie wykorzystać finansowo i bardzo powoli sobie z
          nim radzę...
          Jak sama widzisz, u mnie brakowało wielu innych rzeczy, a kwestia pieniędzy
          była wobec nich wtórna.
          Ucieszyło mnie natomiast jedno: że tak bronisz tego, co jest dobre między Wami
          i że od razu postawiłaś weto wobec moich arabitralnych stwierdzeń. Znaczy to,
          że jest między Wami coś żywego i wartościowego, o co warto walczyć. Ale bądź
          uważna, nie przestając być zaangażowana. To, jak Kuba wybrnie z obecnego
          impasu, może być przewidywaniem, jak będzie sobie radził z Waszymi przyszłym
          trudnościami w małżeństwie.
          I nie czekaj na zaręczynowy pierścionek, zanim Wasza sytuacja się nie poprawi w
          sensie zrównania Waszych pozycji w tym związku. To chyba nie byłby dobry punkt
          startowy, a ważne, żeby Kuba czuł się Ciebie wart...

          Pozdrawiam ciepło i trzymaj się.

          • Gość: mysiak do joanny IP: *.gazetaolsztynska.pl 24.07.02, 13:31
            Cześć Joanno :)

            Gość portalu: joannamag napisał(a):
            Zamiast pisać
            > takie stwierdzenia jak wczoraj, zadałabym Ci raczej kilka pytań:

            >Jak zachowałby się Kuba, gdybyś Ty straciła pracę / była chora / zaszła w ciążę?

            Myślę, że nie zostawiłby mnie. Starałby się mnie wspierać
            i pomagać mi z całych sił. Ciąża byłaby dla niego pewnym
            szokiem (chociaż lubi dzieci), bo jak tu utrzymać dziecko,
            skoro się nie ma pracy? Ile razy ja piszczę na widok
            bobasa, on zawsze mówi: "Mysia, poczekaj. Będzie,ale nie
            teraz."


            >Czy rozważał stałą zmianę miejsca zamieszkania w celu znalezienie jakiejś pracy?

            Tak, rozważaliśmy to obydwoje. Jednak doszliśmy do
            wniosku, że poczekamy jeszcze z tą drastyczną decyzją. Ja
            mam tu stałą pracę, on uczelnię. Chociaż gdy już nic nie
            będzie wychodziło to kto wie...



            >czy > rozważał przekwalifikowanie się?

            Tak. Teraz robi drugi fakultet: informatykę podyplomową.
            Doszliśmy do wniosku, że będzie miał szansę.


            >Czy on także, tak jak Ty, łapie się prac na
            > umowę-zlecenie, żeby dołożyć się do gospodarstwa?

            Tak. Pracował w kilku firmach. Ostatnio włożył tak dużo
            wysiłku w jedną z firm, a oni go po prostu oszukali!
            Teraz jeździ do bogatego wujka rolnika i pomaga mu w
            gospodarstwie. Wujek płaci.

            >Czy ma u innych jakieś długi, > których nie oddaje?

            Miał dług u wujka, który odpracował. Mamie w zamian za
            pomoc finansową wyremontował sam mieszkanie. Innych długów
            nie ma.


            >Jaki jest jego stosunek do innych meżczyzn, którzy są w
            > takiej sytuacji i ich partnerek (współczuje im, uważa, że się dobrze ustawili, > załuje ich, rozumie, że to ciężkie chwile dla związku?)

            Współczuje i życzy im powodzenia w zmianie sytuacji.


            >Jaki ma stosunek do układu Twoich rodziców, o którym pisałaś?

            Lubi mojego ojca, ale nie podoba mu się jego zachowanie.

            >Czy jest ogólnie życiowo zaradny?

            Myślę, że tak. Wiele rzeczy potrafi "załatwić", np.
            urzędowe sprawy, mieszkaniowe (a to kran naprawi, a to
            pójdzie do spółdzieli coś wyjaśnić).

            >Czy > jego stosunek do Ciebie zmienił się, od kiedy zaczęłaś go utrzymywać?

            Myślę, że tak... tak jakby dusi to w sobie i nie chce o
            tym rozmawiać. Zawsze ja prowokuję takie rozmowy, bo on
            nie zaczyna. Chyba stara się też mi to "wynagrodzić", bo
            np. robi mi kanapki do pracy. Wczoraj wróciłam z pracy, a
            na stole stał pyszny obiad i róża w wazonie :) Wiesz,
            takie gesty, które mówią: dziękuję. Myślę, że we mnie leży
            główny problem takiej zmiany. Zauważyłam u siebie
            niepokojące objawy. Czasami nie chce mi się czegoś zrobić,
            np. zmyć naczyń, więc staram się nim wyręczyć. Najpierw
            proszę, potem żądam, a potem się sprzeczamy. Wyaje mi się,
            że on nie może odmówić, bo... ja daję pieniądze. Boże!
            Wiem, że to straszne! Wstydzę się tego potwornie, mam
            wyrzuty sumienia, że na pieniądze przeliczam czyny.
            Przecież on tekże ma prawo odmówić. A ja czasami myślę:
            daję ci kasę, więc rób wszystko, co ci powiem. Ale taka w
            głębi nie jestem! Kocham go.


            >Czy bardzo krępuje go branie od Ciebie pieniędzy?

            Kiedyś o tym mówił, nie chciał brać (rozważał powrót do
            rodzinnego domu), a jak brał to było mu wstyd. Teraz też
            mu wstyd, ale już tak nie mówi. Tylko spuszcza oczy...

            >Czy Wasze życie towarzyskie się zmieniło?

            Tak. Mniej "bywamy". Czasami wręcz unkamy spotkań ze
            znajomymi.

            >Czy zapewnia Ci inne poczucie bezpieczeństwa, nie będąc w pełni > samodzielnym i ciążąc na Tobie finansowo?

            Myślę, że tak. Wspiera mnie w pracy (np. dodaje otuchy),
            opiekuje się mną (np.wychodzi na przystanek, gdy wracam
            sama z pracy), pomaga mi (np.sprzątanie), załatwia
            wszystkie sprawy urzędowe, jest czuły i wrażliwy. I kocham
            tego faceta! :)



            > Ucieszyło mnie natomiast jedno: że tak bronisz tego, co jest dobre między Wami
            > i że od razu postawiłaś weto wobec moich arabitralnych stwierdzeń. Znaczy to,
            > że jest między Wami coś żywego i wartościowego, o co warto walczyć. Ale bądź
            > uważna, nie przestając być zaangażowana. To, jak Kuba wybrnie z obecnego
            > impasu, może być przewidywaniem, jak będzie sobie radził z Waszymi przyszłym
            > trudnościami w małżeństwie.
            > I nie czekaj na zaręczynowy pierścionek, zanim Wasza sytuacja się nie poprawi w
            >
            > sensie zrównania Waszych pozycji w tym związku. To chyba nie byłby dobry punkt
            > startowy, a ważne, żeby Kuba czuł się Ciebie wart...
            >
            > Pozdrawiam ciepło i trzymaj się.
            >

            Asiu, ja także dziękuję ci bardzo. Twoje pytania stały się
            pretekstem mojej szczerej analizy zachowań
            Kuby i tej całej sytuacji. To nie jest zły chłopak, po
            prostu mamy teraz trudny czas...

            Mysia K
    • Gość: Krystyna Re: Miłość i pieniądze IP: *.trondheim.avidi.online.no 24.07.02, 01:40
      Hej Mysiak!

      Temat ktory poruszylas jest bardzo trudny, napewno Twoje poswiecenie jest godne
      pochwaly,ale jest pewne ale...

      W innych postach juz pisano, ze milosc, zauroczenie,zaslepienie trwa bardzo
      krotko. Aby pozniej malzenstwo/zwiazek bylo szczesliwe, musi byc partnerstwo,
      musza odpowiadac sobie intelektualnie i musi byc wzajemny szacunek.
      Przez partnerstwo rozumie, na rowni dzielenie obowiazkow, a wiec praca
      zawodowa , obowiazki domowe, a potem uczestniczenie w opiece nad dziecmi.

      Z Twojej wypowiedzi wynika, ze ty masz ukonczone studia i prace, a Twoj
      ukochany studiuje (chce studiowac?) zaocznie i nie ma pracy. I tutaj juz widze
      maly niewidoczny ”zgrzyt”.
      Ci ktorzy znaja psychike mezczyzny, wiedza o co mi chodzi.
      Kobieta latwiej dostosowuje sie do poziomu mezczyzny, natomiast mezczyzni( w
      wiekszosci) MUSZA DOMINOWAC, sa tez slabsi psychicznie.
      Twoj chlopak z wyksztalceniem nizszym niz Ty i bez pracy bedzie czul sie gorszy
      od Ciebie, bedzie zazdrosny, podejrzliwy...

      Ty natomiast bedziesz pracowac za dwoje, bedziesz zmeczona i na dodatek
      narazona na jego wymowki itp...
      Rezultat? Zaczna sie klotnie. Ty poczujesz sie rozgoryczona, bo ty chcialas jak
      najlepiej. Zaczniesz czuc sie winna za jego niepowodzenie...

      Ty wiecznie zapracowana, nie majaca czasu dla siebie, nie majaca sily ani
      pieniedzy na rozrywki, staniesz sie coraz mniej atrakcyjna...
      Pamietaj ze mezczyzni (zwlaszcza w Polsce) ciagle czuja sie mlodymi nawet
      jezeli maja 60 lat i wiecej, a kobieta troche starsza od nich jest juz za stara.

      Napewno odpowiesz , ze to nie dotyczy Was.
      Wiekszosc tak mysli.
      Tylko dlaczego jest tak duzo ROZCZAROWANYCH ?


      No tak, pisze duzo i ogolnie, a Ty prosisz o rade.
      Co wybierac MILOSC ktora po kilku latach umiera smiercia naturalna, czy
      rownopartnerstwo plus wypracowane wspolnie dobra materialne ?

      Radzic bardzo trudno, oczywiscie Ty sama musisz decydowac o swoim losie,ale
      moze wyciagniesz jakies wnioski z naszych wypowiedzi.

      Zycze Ci jak najlepiej, obys po raz drugi nie przezyla bolesnego zwiazku.

      Nie powinnam o tym pisac, ale takie jest zycie.


      Pozdrawiam

      Krystyna
      • kwieto Re: Miłość i pieniądze 24.07.02, 07:14
        Stek bzdur
        • Gość: Krystyna Re: Miłość i pieniądze IP: *.80-202-15.nextgentel.com 24.07.02, 09:51
          kwieto napisał:

          > Stek bzdur
          >
          >
          >
          • Gość: Malwina Re: Miłość i pieniądze IP: *.abo.wanadoo.fr 24.07.02, 10:39
            nie wiem co to jest : psychika mezczyzny - znam takich ktorzy ogladaja z przyjemnoscia corride i innych
            ktorym blyszczy sie oko w kinie przy glupim filmie, takich ktorzy bija kobiety jak w beben i takich ktorym
            nawet mysl do glowy nie przyszla, tych ktorzy sa zimni jak lod i innych z buziakami w szyje, agresywnych
            i seksistow i przyjacielskich lagodnych, tych ktorzy lataja z spodniczkami i tych ktorzy sa zakochani i wierni
            od lat, porzucajacych zony i dzieci i tych dla ktorych rodzina jest najwazniejsza....

            Ty nam Krysiu wyklad o mezaliansie zrobilas, prosto z tredowatej ! - wnioskuje ze aby sie naprawde dobrac
            trzeba sie klonowac !!!
            pelno gotowych zdan , takich z poradnika dla "gospodyni domowej" w twojej wypowiedzi ...same
            stereotypy. Nie jest tak jak mowisz, a nawet nie tak jak myslisz - jest jak jest, do lamusa z teoriami !
            • Gość: Krystyna Re: Miłość i pieniądze IP: *.trondheim.avidi.online.no 24.07.02, 12:05
              Malwina!

              Masz duzo racji obszernie okreslajac psychike mezczyzn, jezeli glebiej
              zastanowimy sie to znajdziemy jeszcze wiecej.

              Przyjmujesz krytycznie moje wypowiedzi jako, cytuje:
              "...wyklad o mezaliansie ...prosto z tredowatej .." albo
              "...pelno gotowych zdan , takich z poradnika dla "gospodyni domowej...same
              stereotypy."

              Nie wiemy jaki zawod ma ukochany autorki . Mozna domyslac sie ze nie ma
              konkretnego zawodu,wiemy ze ma 24 lata. On chce albo jest w trakcie studiow, to
              oczywiscie pozytywne. Studia trwaja, zdobywanie praktyki tez.
              Czy po kilku latach, Ukochany bedzie taka samo z miloscia patrzyl na zabiegana,
              zmeczona, znerwicowana i juz o te kilka lat starsza Mysiak ?

              Jak przyjmujesz moje wypowiedzi Twoja sprawa, tylko czy masz konkretne
              przyklady szczesliwego zwiazku w takim ukladzie?
              Jezeli nie, to ja nazwe Twoja wypowiedz jako stereotypowa/romantyczna.
              Twierdzenie: "Kochajmy sie, reszta nie jest wazna." niestety bywa czesto tylko
              w literaturze.


              Krystyna

              Ps.
              Nie trzeba sie klonowac zeby dobrac sobie odpowiedniego partnera.
              Tredowatej nie czytalam, nie lubie tego typu literatury.
      • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 24.07.02, 11:54
        Cześć Krystyno,

        Gość portalu: Krystyna napisał(a):
        > Z Twojej wypowiedzi wynika, ze ty masz ukonczone studia i prace, a Twoj
        > ukochany studiuje (chce studiowac?) zaocznie i nie ma pracy. I tutaj juz widze
        > maly niewidoczny "zgrzyt".

        Kuba skończył wyższą uczelnię (magister pedagogiki i
        tursytki), a od roku jest na innym kierunku
        (uzupełniającym): informatyka. Doszliśmy oboje do wniosku,
        że będzie mu lepiej znaleźć pracę, gdy będzie miał
        dodatkowe wykształcenie. Wiesz, jestem z niego dumna, bo
        bardzo dobrze się uczy :)


        > Ci ktorzy znaja psychike mezczyzny, wiedza o co mi chodzi.
        > Kobieta latwiej dostosowuje sie do poziomu mezczyzny, natomiast mezczyzni( w
        > wiekszosci) MUSZA DOMINOWAC, sa tez slabsi psychicznie.
        > Twoj chlopak z wyksztalceniem nizszym niz Ty i bez pracy bedzie czul sie gorszy
        >
        > od Ciebie, bedzie zazdrosny, podejrzliwy...

        Moim zdaniem w prawdziwym partnerstwie nie ma miejsca na
        dominację. Jeżeli ktoś usiłuje dominować, to zaczynają się
        kłopoty. Chyba, że jedna z osób zgadza się na to (kwestia
        indywidulanych upodobań). W naszym związku ja jestem osobą
        bardziej nerwową, impulsywną, wygadaną. Kuba jest
        spokojniejszy, co nie zanczy, że "łoś". Są ludzie (bez
        podziału na mężczyzn i kobiet!), którzy czują się óle
        (gorzej, niżej) w związku z różnych powodów - nie tylko
        wykształcenia. I to jest bardzo źle. U nas kwestia
        wykształcenia nie stanowi problemu, chociaż gdy poznałam
        Kubę ja była już po obronie, a on miał jeszcze do niej 1,5
        roku. I nikt z nas nie czuł się z tego powodu źle.



        >
        > Ty natomiast bedziesz pracowac za dwoje, bedziesz zmeczona i na dodatek
        > narazona na jego wymowki itp...
        > Rezultat? Zaczna sie klotnie. Ty poczujesz sie rozgoryczona, bo ty chcialas jak
        >
        > najlepiej. Zaczniesz czuc sie winna za jego niepowodzenie...

        Nie czuję się winna za niepowodzenia Kuby w szukaniu
        pracy. On mi nieczego nie wymawia.


        >
        > Ty wiecznie zapracowana, nie majaca czasu dla siebie, nie majaca sily ani
        > pieniedzy na rozrywki, staniesz sie coraz mniej atrakcyjna...

        To mi chyba nie grozi :) Mimo moich zawodowych obowiązków
        staram się dbać o siebie. Wcześniej chodziłam na aerobic
        (1,5 roku), zadbaną fryzurę i ciało ma we krwi :)))


        > Pamietaj ze mezczyzni (zwlaszcza w Polsce) ciagle czuja sie mlodymi nawet
        > jezeli maja 60 lat i wiecej, a kobieta troche starsza od nich jest juz za stara

        No, tak wielu jest takich mężczyzn...
        To ich poważny problem. Bo te młode laski, które tak im
        się podobają lecą wyłącznie na ich kasę i pozycję. Mimo iż
        jestem starsza od Kuby o 3 lata nie czujemy tej różnicy
        (bo cóż to za rożnica?). Wygladamy tak samo :)



        >
        > Napewno odpowiesz , ze to nie dotyczy Was.
        > Wiekszosc tak mysli.
        > Tylko dlaczego jest tak duzo ROZCZAROWANYCH ?

        Bo życie jest trudne. Bo nie zawsze jest tak, jak sobie
        wymarzyliśmy. Bo młodzieńcze marzenia rozbiją się często o
        dorosłość. Bo nie starcza siły.
        Mam nadzieję, że nam wystarczy! :)


        > No tak, pisze duzo i ogolnie, a Ty prosisz o rade.
        > Co wybierac MILOSC ktora po kilku latach umiera smiercia naturalna, czy
        > rownopartnerstwo plus wypracowane wspolnie dobra materialne ?

        Nasza miłość nie umiera! Po prostu przechodzi ciężkie
        doświadczenie.


        > Zycze Ci jak najlepiej, obys po raz drugi nie przezyla bolesnego zwiazku.

        Po raz drugi?!
        Mam ndzieję, że Kuba znajdzie pracę, wszystko się ułoży :)




        >
        > Pozdrawiam
        >
        > Krystyna


        • Gość: joannamag Re: Miłość i pieniądze IP: 213.158.197.* 24.07.02, 12:14
          Widzę, MysiuK, że odpisałaś Krystynie, a więc jesteś na linii - moja odpowiedź
          do Ciebie jest kilka postów wyzej.
        • Gość: Krystyna Re: Miłość i pieniądze IP: *.trondheim.avidi.online.no 24.07.02, 12:39
          Hej Mysiak

          Dzieki za obszerna odpowiedz na moja wypowiedz.
          Szkoda tylko, ze zaczynajac dyskusje, nie dalas obszerniejszej informacji o
          Twoim Ukochanym.
          Niepotrzebne to moje gdybanie i rysowanie Twojej przyszlosci w czarnych
          kolorach.
          Twoja sytuacja jest zupelnie inna niz te o ktorych ja wspominalam.

          Teraz wierze, ze ulozy sie Wam pomyslnie przyszle zycie.
          Wierze, ze Twoj ukochany jest godny Twojej troski i nie zawiedzie Cie, a wrecz
          odwrotnie zaciesni sie jeszcze bardziej wiez przyjazni. Wzajemny szacunek i
          zrozumienie jest bardzo wazne w pozniejszych latach kiedy ta mlodziencza milosc
          minie.

          Serdecznie pozdrawiam

          Krystyna

          Ps. Moje poprzednie gdybania moze przydadza sie innym, albo zastanowia sie.
          Niektorzy przyjmuja negatywnie, obrazaja mnie. Zycze im zeby zawsze, wszystko w
          ich zyciu ukladalo sie po ich mysli, a o negatywach czytali tylko w powiesciach.
          • Gość: mysiak Re: Miłość i pieniądze IP: *.gazetaolsztynska.pl 24.07.02, 12:56
            Dzięki Krysiu :)
            Też mam taką nadzieję, ale wiesz jak jest... czasami
            wszystko nie ukałada się tak jakbyśmy tego chcieli. Trzeba
            sobie wtedy poradzić, ale jest trudno. Stąd mój post.
            Takie wołanie o zrozumienie, wsparcie i nadzieję :)

            Mimo iż twój poprzedni post był pesymistyczny - ja nie
            przyjęłam go jako bezsensownego, bo wiem, że każdy ma inne
            doświadczenia życiowe i inne z nich wyciąga wnioski.

            Pozdrawiam. mysiak



            Gość portalu: Krystyna napisał(a):

            > Hej Mysiak
            >
            > Dzieki za obszerna odpowiedz na moja wypowiedz.
            > Szkoda tylko, ze zaczynajac dyskusje, nie dalas obszerniejszej informacji o
            > Twoim Ukochanym.
            > Niepotrzebne to moje gdybanie i rysowanie Twojej przyszlosci w czarnych
            > kolorach.
            > Twoja sytuacja jest zupelnie inna niz te o ktorych ja wspominalam.
            >
            > Teraz wierze, ze ulozy sie Wam pomyslnie przyszle zycie.
            > Wierze, ze Twoj ukochany jest godny Twojej troski i nie zawiedzie Cie, a wrecz
            > odwrotnie zaciesni sie jeszcze bardziej wiez przyjazni. Wzajemny szacunek i
            > zrozumienie jest bardzo wazne w pozniejszych latach kiedy ta mlodziencza milosc
            >
            > minie.
            >
            > Serdecznie pozdrawiam
            >
            > Krystyna
            >
            > Ps. Moje poprzednie gdybania moze przydadza sie innym, albo zastanowia sie.
            > Niektorzy przyjmuja negatywnie, obrazaja mnie. Zycze im zeby zawsze, wszystko w
            >
            > ich zyciu ukladalo sie po ich mysli, a o negatywach czytali tylko w powiesciach
            > .
      • kwieto Obszerniej 24.07.02, 18:34
        Gość portalu: Krystyna napisał(a):

        > Z Twojej wypowiedzi wynika, ze ty masz ukonczone studia i prace, a Twoj
        > ukochany studiuje (chce studiowac?) zaocznie i nie ma pracy. I tutaj juz
        widze maly niewidoczny ?zgrzyt?.
        > Ci ktorzy znaja psychike mezczyzny, wiedza o co mi chodzi.
        > Kobieta latwiej dostosowuje sie do poziomu mezczyzny, natomiast mezczyzni( w
        > wiekszosci) MUSZA DOMINOWAC,

        Bzdura pierwsza. Jesli jest tak jak mowisz, to bedac mezczyzna, kompletnie sie
        nie znam na psychice mezczyzn. Wiecej, z moich obserwacji wynika, ze jest
        bardzo wiele kobiet lubiacych dominowac. Czyzby mialy "meska psychike"?
        Hermafrodyty czy jak?


        > [mezczyzni - przyp. kwieto] sa tez slabsi psychicznie.

        Bzdura druga. Podaj mi jakas statystyczna zaleznosc, powolaj sie na jakies
        badania? Skoro mezczyzni sa slabsi psychicznie, czemu to kobiety od wiekow sa
        postrzegane jako "kruche istotki" czemu kobiety np. czesciej placza?
        Nie chce udowadniac tezy ze kobiety sa slabsze, wszystko zalezy od jednostki,
        niezaleznie czy jest mezczyzna czy kobieta.



        > Twoj chlopak z wyksztalceniem nizszym niz Ty i bez pracy bedzie czul sie
        gorszy od Ciebie, bedzie zazdrosny, podejrzliwy...
        >

        Bzdura trzecia. Nawet go nie znasz, a juz wiesz jaki jest. Na jakiej podstawie?
        Tylko dlatego ze jest mezczyzna?



        > Ty natomiast bedziesz pracowac za dwoje, bedziesz zmeczona i na dodatek
        > narazona na jego wymowki itp...
        > Rezultat? Zaczna sie klotnie. Ty poczujesz sie rozgoryczona, bo ty chcialas
        jak najlepiej. Zaczniesz czuc sie winna za jego niepowodzenie...
        >

        Bzdura czwarta. Znowu pytanie: na jakiej podstawie? Rozgoryczenie rozumiem (bo
        sie nie udaje) ale dlaczego niby ma sie czuc winna za niepowodzenia chlopaka?
        Nie rozumiem mechanizmu



        Nadal upieram sie, ze tezy postawione przez Ciebie to stek bzdur, podlanych
        obiegowymi stereotypami.

        P.S.
        Wybacz mi ostry ton
        • Gość: Krystyna Re: Obszerniej IP: *.trondheim.avidi.online.no 24.07.02, 21:10
          Kwieto.

          Szkoda, ze odpisujac obszernie , nie odpowiadasz na pytania.

          Czyzby to Twoja metoda obrony : NA PYTANIE ODPOWIADAJ PYTANIEM I ATAKUJ ?

          Skad masz pewnosc piszac do mnie : ”... tezy postawione przez Ciebie to stek
          bzdur, podlanych obiegowymi stereotypami. ” Moglabym napisac to samo o Tobie.

          Jezeli chodzi o mnie. To co pisze to nie sa TEZY. Ja tylko dziele sie moimi
          spostrzezeniami, ktore opieram na prawdziwych faktach zaobserwowanych w
          najblizszym moim otoczeniu i u moich przyjaciol.

          Ty natomiast zaprzeczasz sam sobie :

          1. - tym stwierdzeniem: „...bedac mezczyzna, kompletnie sie nie znam na
          psychice mezczyzn. Wiecej, z moich obserwacji wynika, ze jest bardzo wiele
          kobiet lubiacych dominowac. Czyzby mialy "meska psychike"?

          A wiec sam zauwazasz, ze kobiety dominujace tzn. posiadajace meska psychike !

          2.-Zarzucasz mi, ze nie znam chlopaka i wydaje o nim opinie. Ty tez Jego nie
          znasz
          Wiesz o nim tylko na podstawie niepelnej informacji jego dziewczyny. Dlaczego
          Ty masz prawo wypowiadac sie?

          3- O tym.:. “ czy mezczyzni sa slabsi psychicznie” nie mam zamiaru odpowiadac
          teraz, to jest osobny obszerny temat, jezeli masz ochote to zaloz taki watek
          na Forum.

          Nie licytujmy sie tutaj, nie ma wiec sensu zmieniac tematu tego watku zwlaszcza
          ze mamy odmienne zdania. -

          A na zakonczenie czy mozesz odpowiedziec mi na pytanie?
          Czy chcialbys byc mezem swojej zony?



          Pozdrawiam
          Krystyna


          PS
          Mysiak dala wiecej informacji o swoim Ukochanym, szkoda, ze dopiero dzisiaj,
          zaoszczedzilaby nam tej niepotrzebnej “pyskowki”.




          • kwieto Re: Obszerniej 24.07.02, 21:22
            Gość portalu: Krystyna napisał(a):

            > Kwieto.
            >

            > Ty natomiast zaprzeczasz sam sobie :
            >
            > 1. - tym stwierdzeniem: ?...bedac mezczyzna, kompletnie sie nie znam na
            > psychice mezczyzn. Wiecej, z moich obserwacji wynika, ze jest bardzo wiele
            > kobiet lubiacych dominowac. Czyzby mialy "meska psychike"?
            >
            > A wiec sam zauwazasz, ze kobiety dominujace tzn. posiadajace meska psychike !
            >

            Nie zauwazylas cudzyslowiu uzytego przy terminie "meska psychika"?
            Dodam jeszcze, ze zdanie to napisalem z ironia

            > 2.-Zarzucasz mi, ze nie znam chlopaka i wydaje o nim opinie. Ty tez Jego nie
            > znasz
            > Wiesz o nim tylko na podstawie niepelnej informacji jego dziewczyny.
            Dlaczego
            > Ty masz prawo wypowiadac sie?
            >

            A czy ja sie wypowiedzialem gdzies na temat tego chlopaka? Czy ja gdzies
            stwierdzilem, ze jest swietny albo beznadziejny? Podaj mi prosze taki cytat.
            Jedyne komentarze co do tego chlopaka jakie poczynilem, opieraly sie na relacji
            mysiaka i dotyczyly tego, ze stara sie szukac pracy. Nie pokusilem sie jednak o
            ocenianie jego slabosci psychicznej ani predyspozycji do zazdrosci, chocby
            dlatego, ze Mysiak nic na ten temat nie napisala.


            > 3- O tym.:. ? czy mezczyzni sa slabsi psychicznie? nie mam zamiar
            > u odpowiadac
            > teraz, to jest osobny obszerny temat, jezeli masz ochote to zaloz taki watek
            > na Forum.
            >

            Ja twierdze, ze nie sa. jesli nie chcesz dyskutowac, nie ma problemu


            > A na zakonczenie czy mozesz odpowiedziec mi na pytanie?
            > Czy chcialbys byc mezem swojej zony?
            >

            Nie mam zony niestety. Teoretyzujac, pytasz czy chcialbym byc soba jakim
            jestem? Tak. Czy chcialbym byc obok kobiety z ktora zdecyduje sie ozenic? Tak.
            Nie rozumiem sensu pytania :((


            >
            >
            > PS
            > Mysiak dala wiecej informacji o swoim Ukochanym, szkoda, ze dopiero
            dzisiaj,
            > zaoszczedzilaby nam tej niepotrzebnej ?pyskowki?.
            >
            Pyskowka wziela sie z tego, ze wyciagnelas zbyt daleko idace wnioski, na
            podstawie bardzo skapych relacji. I dlatego stwierdzilem, ze to co mowisz to
            stek bzdur, nijak sie to nie mialo do kontekstu, czyli sytuacji Mysiaka
            • Gość: Krystyna Re: Obszerniej IP: *.trondheim.avidi.online.no 24.07.02, 21:48

              Mysiak opisala swoja sytuacje i prosila o rade nas. Forumowicze nie znaja ani
              Jej ani Jej chlopca. Jak Ty wyobrazasz sobie, w jaki sposob mozna radzic ew.
              ostrzec ?

              Moglibysmy bez konca "odbijac pileczke". Nie ma sensu przedluzac dyskusje.

              Mysmy z Mysiak doszly do porozumienia. Ona (zainteresowana) nie byla taka
              negatywna do mojej wypowiedzi jak Ty. Przedstawila blizej sylwetke swojego
              Chlopca.

              Zycze im Obojgu wyjscia z tej trudnej sytuacji, wierze ze niepowodzenia nie
              beda trwaly dlugo.

              Krystyna
    • emaire mysiak trzymaj sie :) 24.07.02, 13:44
      Ja mam bardzo podobnie: koncze studia i pracuje na etat, a moj facet tylko na
      zlecenia (mial prace stazysty, ale tez mu podziekowaki :) i w sumie przynosi
      gora jedna trzecia tego co ja. Ale jednoczesnie jest bardzo odpowiedzialny,
      odwala wszystkie domowe roboty "czyszczace" (gotuje ja bo lubie), zalatwia
      rozne sprawy, kiedy ja nie mam czasu albo zapominam, poprawia mi humor kiedy
      robota mnie wykancza, opiekuje sie mna itd.
      Czesto ma dola z powodu braku pracy i skonczonych studiow (w sumie spedzil
      kilka lat na uniwerku, ale na roznych wydzialach :), a ja nie moge go w
      dzisiejszych czasach pocieszyc "jak chcesz to znajdziesz prace", bo tak nie
      jest. Ale stara sie grac jak najwiecej koncertow, szuka roznych zlecen, sporo
      ja mu podrzucam od znajomych i widze, ze sie stara i nie wykorzystuje sytuacji.
      Wiec tak naprawde zalezy to od charakteru i jesli wiesz, ze twoj facet jest
      odpowiedzialny, to spij spokojie, bedzie lepiej. Ja mialam okazje przekonac sie
      w wielu sytuacjach, ze on dobro moje ceni wyzej niz wlasne i wiem, ze gdyby cos
      mi sie stalo, to poszedlby rowy kopac, zeny nas utrzymac. A na razie starjcie
      sie nie zgorzkniec i nie wypominac nikomu niczego.
      A jezeli jest nieodpowiedzialny, to to widac i daj sobie spokoj.

      Pozdrawiam :)
      • Gość: anika Re: mysiak trzymaj sie :) IP: 217.153.44.* 25.07.02, 11:51
        historia prawdziwa, on bez pracy od 1,5 roku, ona utrzymuje ich oboje. Kocha.
        On poczatkowo szukał pracy, ale zwątpił w siebie, depresja, leżenie w łóżku
        cały dzień, bez nadziei. Ona chce mu pomóc, zmotywować do życia, prośbą,
        rozmową, groźbą odejścia. Jemu jest juz wszystko jedno. U niej tez brak
        poczucia bezpieczeństwa, pytanie czy tak chce żyć? nie chce. Ale go kocha i tak
        żyją, z dnia na dzień. Co dalej? Odejść, zostać? Ile można znieść w imię
        miłości do partnera. Żyją bardzo skromnie, o kinie zapomnieli, bo to luksus,
        ona z obawą patrzy na wydruk z konta od drugiej połowy miesiąca, martwi się czy
        starczy na jedzenie. A gdzie rodzina, plany na przyszłość? Nie ma na to miejsca
        teraz, i tak od 1,5 roku, jak długo jeszcze? A on się poddał, przestal walczyć.
        • Gość: mysia Re: mysiak trzymaj sie :) IP: *.gazetaolsztynska.pl 25.07.02, 12:40
          Cześć Anika,

          smutna historia, ale nie beznadziejna. Mój brat chorował
          przez 1,5 roku na depresję i wiem, jaka to niszcząca i
          bezlitosna choroba... Na szczęście trafił do dobrego
          psychologa, na początku pomagały leki, potem mógł sią bez
          nich obejść. Teraz po 2 latach od początku tej choroby -
          czuje się dobrze :)

          Bohaterom twojej smutnej historii można doradzić wizytę u
          psychologa. Jeżeli ona naprawdę go kocha, to zrozumie, że
          życie nie przynosi nam tylko szczęśliwych chwil. Zdarzają
          się takie jak ta: gdy ludzie cierpią. Jeżeli ona go kocha
          to niech nie pozwoli unicestwić depresji wspólnych marzeń
          i normalnego życia. To jest możliwe, patrząc dziś na
          mojego brata - uśmiecham się. Prawie nie pamiętam tamtego
          okresu. Moja mama odżyła. Depresję można pokonać, tylko
          trzeba zacząć od zaraz!

          W życiu różnie bywa. Przykład z mojego otoczenia. Ona
          zachorowała na raka, starciła pracę. Pracuje tylko on,
          leki i szpitale pochłaniają całą pensję. On nie przestaje
          jej kochać i robi wszystko by jej pomóc.
          Druga historia: moja kuzynka także chorowała na nowotwór.
          Jakjniki. Operacja. Usunięcie. Depresja "nie jestem w
          pełni kobietą". On: nogi za pas i szukanie
          "pełnowartościowej" kobiety. To nie była miłość.

          Pozdrawiam. Mysiak


          Gość portalu: anika napisał(a):

          > historia prawdziwa, on bez pracy od 1,5 roku, ona utrzymuje ich oboje. Kocha.
          > On poczatkowo szukał pracy, ale zwątpił w siebie, depresja, leżenie w łóżku
          > cały dzień, bez nadziei. Ona chce mu pomóc, zmotywować do życia, prośbą,
          > rozmową, groźbą odejścia. Jemu jest juz wszystko jedno. U niej tez brak
          > poczucia bezpieczeństwa, pytanie czy tak chce żyć? nie chce. Ale go kocha i tak
          >
          > żyją, z dnia na dzień. Co dalej? Odejść, zostać? Ile można znieść w imię
          > miłości do partnera. Żyją bardzo skromnie, o kinie zapomnieli, bo to luksus,
          > ona z obawą patrzy na wydruk z konta od drugiej połowy miesiąca, martwi się czy
          >
          > starczy na jedzenie. A gdzie rodzina, plany na przyszłość? Nie ma na to miejsca
          >
          > teraz, i tak od 1,5 roku, jak długo jeszcze? A on się
          poddał, przestal walczyć.
    • ya-cek Re: Miłość i pieniądze 25.07.02, 19:05
      MysiuK !

      Bardzo Ci się ten wątek rozwinął. Chwała Ci. Chwała Wam, którzy kreśliliście
      mądre słowa do Mysi !

      Objętość odpowiedzi i ich temperatura dają chyba wyraz temu, co i ja chciałbym
      podkreślić : Twoje rozterki nie są błahe, ba, mogą być w danym momencie osią
      emocjonalnego życia każdego związku. Rozumiem to i dzięki za zaufanie, jakie
      nam okazałaś.

      Nie zaofiaruję Ci spojrzenia "chłodnym okiem" ani krytycznej analizy.
      Może tylko kilka podpowiedzi ?

      Kryzys, który przeżywasz ma swoje dobre strony, bo jest "obiektywny", nie
      pociąga automatycznie zmagań z poczuciem winy swoim i partnera, a w związku z
      tym może dać szansę na weryfikację wartości ważnych dla obojga. A uwierz mi,
      lepiej wyciągać wszystko na wierzch teraz, niż za lat ...naście.
      Tak więc, pogrzeb jeszcze trochę (pogrzebcie razem może ?) w tym, co stanowi o
      partnerstwie : w oczekiwaniach i wymaganiach wobec partnera. Czasem mija duuużo
      czasu, gdy uświadamiamy sobie, że "poświęciliśmy" to, co dla nas ważne na
      ołtarzu świętego spokoju. Więc nie bój się myśleć i mówić Mu o swoich
      oczekiwaniach: o poczuciu bezpieczeństwa, o symbolach (małżeństwo?), o
      stabilizacji. Tu i teraz są to rzeczy dla Ciebie ważne.
      Jesteśmy różni, mamy różne oczekiwania, więc je komunikujmy !

      Inną rzeczą jest to, by być na siebie uważnym, by umieć oddzielić to czego się
      chce naprawdę, od narzuconych nam, zaprogramowanych schematów ( stąd i
      niebezpieczeńswo wystawiania się na oceny innych, także na naszym, pełnym
      ciekawych ludzi forum).

      Dlatego też mantrowanie tekstu "czego chcę, czego pragnę dla siebie, czego
      pragnę od niego/niej" nie jest może stratą czasu...Ważne jest i to, że nasze :
      moje,Twoje,naszych partnerów oczekiwania wobec siebie zmieniają się, jak nasze
      życie. To, co teraz jest ważne, może być mniej lub wcale nieważnie za lat kilka,
      (z tym samym, czy innym partnerem).

      PS
      Krystyno, rozumiem, że Twoje wypowiedzi były rodzajem "gdybanki", ale gdy
      przeczytałem pierwszą z nich, pełną kategorycznych twierdzeń i
      projekcji "jedynej możliwej przyszłości", sam miałem ochotę rzucic parę
      epitetów. Kwieto zareagował emocjonalnie, bo też chyba wątek jest prawdziwy,
      poruszający.
      • Gość: Krystyna Re: Miłość i pieniądze IP: *.trondheim.avidi.online.no 25.07.02, 22:09
        ya-cek napisał:

        > PS
        > Krystyno, rozumiem, że Twoje wypowiedzi były rodzajem "gdybanki", ale gdy
        > przeczytałem pierwszą z nich, pełną kategorycznych twierdzeń i
        > projekcji "jedynej możliwej przyszłości", sam miałem ochotę rzucic parę
        > epitetów. Kwieto zareagował emocjonalnie, bo też chyba wątek jest prawdziwy,
        > poruszający.

        ----------------------------------
        Nie moglam inaczej napisac anizeli gdybac. Nie znalam calej prawdy o sytuacji
        Mysiak, wydawala mi sie podobna do tej ktora znam.
        Moje gdybanie bylo oparte na FAKTACH ktorych bylam/jestem bliskim swiadkiem.
        Niestety tak natura stworzyla nas, ze kobiety latwiej angazuja sie i kochaja
        prawdziwa MILOSCIA I POSWIECAJA SIE DLA NIEJ.
        Moze sa bardziej naiwne,bardziej zaslepione w tej milosci, kochaja wiec
        tlumacza kazdy najmniejszy gest pozytywnie . Bardzo latwo daja oszukac sie.
        Prosze nie atakujcie mnie stwierdzeniem ze jest odwrotnie tez. Oczywiscie tez,
        ale przyznacie procentowo wiecej kobiet jest przegranych.
        Mezczyznie jest w dalszym ciagu latwiej w zyciu pod kazdym wzgledem.
        Mowi sie o rownouprawnieniu,juz troche poprawilo sie ale daleko nam do innych
        panstw.
        Mowimy, ze Norwegia juz jest na dobrej drodze ale tam tez nie jest idealnie, w
        dalszym ciagu kobieta zarabia 20% mniej od mezczyzny pracujac na takim samym
        stanowisku. Jedynie kobiety norweskie sa bardziej wolne, nie musza na sile
        wychodzic za maz bo maja ponad 20 lat. Niestety w Polsce pokutuje ten strach
        przed staropanienstwem.
        Ale to osobny temat nie zwiazany z tym watkiem.

        Uwazam ze moje gdybanie nie bylo bez podstaw, mam tez napewno duzo wieksze
        doswiadczenie niz wiekszosc Forumowiczow. Zycie jest krotkie, nie ma czasu na
        czekanie na cos co jest nierealne.

        Oczywiscie w przypadku Misiak jest zupelnie inna sytuacja. Oboje staraja sie,
        to ze On ma chwile zalamania to jest normalane. Oboje maja zawody i sa mlodzi,
        to bezrobocie nie bedzie trwalo wiecznie, mam taka nadzieje.


        Krystyna

        • ya-cek Re: Miłość i pieniądze 26.07.02, 01:38
          Jeszcze raz :)
          Krystyno, nie atakuję Ciebie, Kwieto tak naprawdę chyba też nie.
          Skomentowałem tylko Twoją wypowiedź.
          Widzisz, na forum wypowiadam się rzadko, tylko wtedy, gdy temat poruszy coś we
          mnie. Staram się pisać sobą, swoim rozumem i emocjami.
          Jestem więc przeczulony na to, gdy na wątku, który mnie wciągnie, a dokładniej,
          gdy autorowi-osobie, której los przez tych kilka chwil jest mi bliski - ktoś
          rzuca garść prawd objawionych, recept i jedynie słusznych koncepcji.
          Nie sądzę, by autorom tych osobistych wątków był potrzebny nauczyciel,mentor,
          rodzic. Wierzę, że zapraszają nas oni do rozmowy jako równoprawnych partnerów,
          którzy mogą WZAJEMNIE dać sobie inspirację, a często pocieszenie w samotnym
          przeżywaniu.
          Tak ja rozumiem to forum.
          • Gość: Krystyna Re: Miłość i pieniądze IP: *.trondheim.avidi.online.no 26.07.02, 02:44
            Zdaje sie ze zaszlo nieporozumienie, chce wyjasnic.

            Mysiak zakladajac ten watek napisala m.i.

            ”...Ciężko mi o tym pisać, ale postanowiłam podzielić się z wami moim
            problemem. Może znajdzie się ktoś, kto szczerze doradzi, spojrzy się na sprawę
            obiektywnie, podtrzyma na duchu lub realistycznie przyłoży między oczy ;)”
            ”Czekam na Wasze opinie i z góry dziękuję.
            mysiak ”


            Ja odpowiedzialam na Jej prozbe realistycznie. Ten problem ktory Ona opisala w
            pierwszym liscie, bardzo przypominal mi znana sytuacje i pozniejsze skutki.

            Jakze moglabym Ja pocieszac skoro mam inne doswiadczenie. Oczywiscie dotyczylo
            to tej sytuacji ktora Ona poczatkowo opisala nie informujac o istotnych
            sprawach dotyczacych Jej chlopaka. Gdyby Mysiak na samym poczatku napisala to
            co w wyniku dyskusji dopisala, to oczywiscie zgadzam sie z Toba ze inaczej
            odpowiedzialabym, jak to zreszta zrobilam.

            Ty odpisujesz pozniej, znasz szczegoly ktore Mysiak wyjasnila w wyniku
            dyskusjij i slusznie chcesz, tak jak piszesz.”... Wierzę, że zapraszają nas oni
            do rozmowy jako równoprawnych partnerów, którzy mogą WZAJEMNIE dać sobie
            inspirację, a często pocieszenie w samotnym przeżywaniu.”

            W zupelnosci zgadzam sie z Toba.

            Pozdrawiam

            Krystna
            • kwieto Re: Miłość i pieniądze 26.07.02, 07:08
              Czepiam sie, ale wlasnie Twoja pierwsza, NIEREALISTYCZNA wypowiedz wzbudzila
              moj sprzeciw. Juz w pierwszym poscie Mysiak napisala, ze Kuba stara sie, ze
              szuka pracy, mimo ze to mu czasem niezbyt wychodzi.
              Ty zupelnie te informacje zignorowalas i zamiast na relacji Mysiaka oparlas sie
              na wlasnych wspomnieniach/doswiadczeniach, (i to moglo byc pomocne) ale
              zupelnie IGNORUJAC kontekst sytuacji, o ktorej napisala Mysiak. Dlatego
              napisalem, ze to co mowisz to stek bzdur, bo do sytuacji Mysiaka przystawalo
              to jak piesc do nosa.


              Zreszta nadal uwazam, ze Twoja wypowiedz opierala sie glownie na stereotypach i
              uogolnieniach, ale juz nie bede sie o to klocil.
              • Gość: joannamag kwieto się czepia IP: 213.158.197.* 26.07.02, 10:00
                Święta racja i cieszę się mogąc zacytować Twoją własną samokrytykę: czepiasz
                się, Kwieto. Doczepiłeś się Krystyny i doczepiłeś się mnie - widzę, że
                Krystynie odpuszczasz, a mnie czepiasz się dalej - przeczytałam Twój ostatni
                post skierowany do mnie.
                A zatem: przeczytaj moją całą korespondencję z autorką tego wątku i zauważ, że
                pisałam do niej i że my się w końcu świetnie zrozumiałyśmy.
                Ja ostudziłam emocje, które zostały wzbudzone moimi własnymi koszmarnymi
                wspomnieniami z toksycznego związku - i nie jesteś żadnym autorytetem w
                zakresie tego, jak się czuję i jak czułam wtedy.
                Mysia napisała trochę więcej o swoim związku i otrzymała od mnie wsparcie i
                zrozumienie - a chyba taki też był jej cel, gdy zaczynała ten wątek.
                Jaki sens ma teraz Twoje wyciąganie z kontekstu kilku zdań z mojego pierwszego
                posta i zestawianie ich ze sobą, żeby udowodnić... co właściwie? że to była
                moja wina, że mam złe podejście, że prezentuję "filozofię Kalego"?
                Nie jesteś nastawiony na dyskusję czy wymianę poglądów - do takiego smutnego
                dla Ciebie wniosku doszłam po przeczytaniu ostatniej odpowiedzi do mnie. Znowu
                zestawiłeś dwa zdania z mojej pierwszej wypowiedzi, zamiast się rzeczowo
                ustosunkować do tego, że wykazałam odwrotność tego słynnego już "kalizmu" w
                moim byłym związku. A może nie umiesz czytać czy zrozumieć tego, co nie
                podchodzi pod Twoją teorię?

                Współczuję ludziom, którzy muszą współegzystować z Tobą na co dzień. Twoja
                bezkompromisowość, niereformowalność, nieprzepuszczalność i brak otwartości na
                argumenty innych musi być bardzo trudna w komunikacji z Tobą. Pewnie zawsze
                wiesz lepiej, co? Pewnie męczysz, dopóki nie masz ostatniego słowa w dyskusji
                albo ktoś z bezsilność nie zrezygnuje z rozmowy z Tobą? Pewnie ludzie dla
                świętgo spokoju przyznają Ci rację i następnie unikają wchodzenia w następne
                dysputy, jako że są one całkowitą stratą czasu?
                Moim zamiarem był dialog z Mysią i cieszę się, że udało nami się wzajemnie
                zrozumieć. Czy ktoś tutaj chciał słuchać Twojej opinii na temat zestawienia
                kilku zdań z mojego posta?
                A Twoje zacietrzewienie podsuwa mi tylko jedną myśl... czyżbyś był na czyimś
                utrzymaniu?
                • a.ann Re: kwieto :-)))) 26.07.02, 10:05
                  Lubię Cię! :-))

                  a.ann

                  PS.
                  I Twoją zaciętość w obronie własnych racji , też!
                  • kwieto Re: kwieto :-)))) 26.07.02, 20:40
                    :")))))))))))))))))))
                • kwieto Joannomag 26.07.02, 20:39
                  Juz Cie prosilem, powstrzymaj sie od analizowania mojej osoby, bo ewidentnie Ci
                  to nie wychodzi. Nie, nie jestem na niczyim utrzymaniu. Tak, byl okres kiedy
                  bylem bezrobotny i zarabialem praca na zlecenia, czesciowo korzystajac z
                  finansow moich rodzicow.
                  Nie, nie jestem na codzien kategoryczny i bezkompromisowy, jestem taki tylko
                  wtedy, gdy widze jak ktos dorabia sobie "ideologie" do sytuacji do ktorej tak
                  na prawde nie ma zadnych danych.
                  • kwieto Dopisek 26.07.02, 20:44
                    Zadalem sobie trud poczytania Twoich wypowiedzi na roznych watkach, i
                    zauwazylem, ze popelniasz wiekszosc zarzucanych mi grzechow, z "zalem" do plci
                    przeciwnej na czele. Wiesz, jest taka teoria "lustra", ze wady ktore w innych
                    zauwazamy sa odbiciem naszych wlasnych wad. Moze warto przyjrzec sie sobie i
                    wlasnym pogladom

                    Wiecej otwartosci i zrozumienia "na wstepie" zycze. Zeby nie musiec kazdej
                    opinii i rozmowy "odkrecac i wyjasniac" jak to sama ladnie okreslilas
    • Gość: mysiak Można na was liczyć :) Dziękuję! IP: *.gazetaolsztynska.pl 26.07.02, 13:57
      Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli wgłębić się w mój
      problem. Jesteście kochani - dzięki Wam zrozumiałam pewne
      sprawy, dodało mi to otuchy, spojrzałam się na związek z
      Kubą z innej perspektywy i... dokonała się we mnie
      pozytywna zmiana! :) Zrozumiałam, że jak się kocha, to
      trzeba być silnym i trzeba sobie pomagać. Postanowiłam
      zaangażować się w poszukiwanie pracy dla Kuby - przecież
      mam kilku znajomych w pracy, którzy może coś wskażą. Do
      tej pory Kuba był z tym problemem sam, ja tylko czekałam.
      Teraz będzie inaczej.

      Wasze opinie sprowokowały mnie także do szczerej rozmowy z
      Kubą - wyjaśnienia animozji i wzajemnych oczekiwań.
      Rozmowa była bardzo oczyszczająca - w końcu przez tyle
      miesięcy nawarstwiały się niedomówienia i ciche żale.
      Atmosfera się rozpogodziła i chociaż nadal jest ciężko, to
      wierzymy, że nasza miłość przetrwa ten trudny czas! Bo
      wierzyć trzeba- prawda?! :)

      Fajnie, że można liczyć na bezinteresowną pomoc
      nieznajomych internautów, których doświadczenia życiowe i
      poglądy - przydały się mi, i przydadzą się na pewno wielu
      innym osobom na tym forum.

      :)
      Pozdrawiam. Mysia K
    • otryt Biorę Ciebie na dobre i na złe, na zdrowie i ... 26.07.02, 15:50
      Witam,
      Jestem całym sercem po stronie Mysiaka i Kuby. Wierzę, że uda Wam się przetrwać
      najtrudniejsze chwile. Macie wszelkie dane ku temu , aby tak było. W życiu jest
      się raz pod wozem a raz na wozie. I tak jest zawsze.

      Na teatrach ulicznych widziałem niedawno w przedstawieniu "Femina" taniec,
      który mnie bardzo poruszył. Otóż On i Ona rozpoczynają taniec. W którymś
      momencie Ona się potyka i już prawie by upadła, lecz On ją podtrzymał. Za jakiś
      czas to On upada , a Ona swym wątłym ciałem Go podtrzymuje. I tak co chwila, na
      zmianę. A te potknięcia i upadki coraz częstsze, sił do podtrzymywania coraz
      mniej a coraz więcej za to heroizmu i determinacji.

      Tak ja rozumiem życie. On musi wiedzieć,że Ty zawsze będziesz przy Nim. Ty
      musisz być pewna tego samego. Dowiódł przecież swojej siły i opowiedzialności.
      Pokazał że Ciebie kocha. Pisałaś o tym.

      Przyszło mi na myśl pewne małżeństwo. Pobrali się w 1941 roku. Od razu po
      ślubie on musiał się ukrywać, potem przeszedł do partyzantki. A Ona , będąca
      przy nadziei zdana była tylko na łaskę rodziny i innych ludzi. W wielkiej
      konspiracji i przy dużym ryzyku spotkali się po roku , aby On mógł zobaczyć
      swoją córeczkę.

      Nie mogłem dawniej zrozumieć jak to było możliwe, aby w czasie wojny ludzie
      mogli się pobierać, wręczać sobie pierścionki zaręczynowe, mieć dzieci.
      Przecież nie było normalnego zycia i nie widać było nawet perspektyw , że to
      się wkrótce skończy. Nikt nie znał dnia ni godziny.

      Będąc w Warszawie w ubiegłym roku odwiedziłem ich i podziwiam tą ich miłość,
      która trwa jak skała pomimo późniejszych ich, bardzo tragicznych i ciężkich
      doświadczeń życiowych. I zobaczyłem w Nim takiego człowieka, który niesie
      światło i przekazuje je innym (światło, o którym pisał Kwieto w innym wątku)

      Dziś można myśleć podobnie - jak w czasie tak dużego kryzysu można normalnie
      żyć. Myślę jednak, że jest łatwiej niż wtedy.

      Jednego nie wiem. Czy macie jakieś wsparcie z zewnątrz przyjaciół i rodziny.
      Jest to bardzo ważne. Akceptacja i wsparcie informacyjne nic nie kosztuje a tak
      bardzo pomaga żyć.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia
      Otryt
      • Gość: mysiak Re: Biorę Ciebie na dobre i na złe, na zdrowie i IP: *.gazetaolsztynska.pl 29.07.02, 11:23
        Dziękuję Oryt za słowa pełne otuchy i wzruszającą
        historię, która swój początek miała w trudnych czasach
        wojennych.

        Zapytałeś o wsparcie z zewnątrz. Niestety, mamy takie
        wsparcie tylko od Mamy Kuby. Ona pomaga synowi finansowo,
        teraz poprzez koleżankę załatwia pracę w Niemczech.
        Nasi znajomi traktują problem, jak coś co istnieje już od
        dłuższego czasu i dlatego nie warto o to pytać. Bliżsi
        znajomi pożyczyli dwa razy (w sytuacjach podbramkowych)
        pieniądze.

        Moja rodzina... tak jak pisałam wcześniej moja Mama martwi
        się... ale raczej o mnie, a nie o Kubę. Pewnie, że
        chciałaby żeby on znalazł pracę, ale po to tylko bym ja
        została "odciążona finansowo". Chociaż ona może się tylko
        domyślać, że pomagam Kubie... bo nigdy jej się z tych
        problemów nie zwierzałam. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że
        ona tego by nie zrozumiała. Kilka kilkanaście postów wyżej
        wspomniałam o jej stosunku do "utrzymywania faceta".
        Kiedyś próbowała się mnie podpytać, ale powiedziałam jej
        wtedy (zgodnie z tamtymi warunkami), że Kuba pożycza ode
        mnie pieniądze. Ostatnio sytuacja ta się zmieniła na
        gorsze, ale ja już w domu nic nie mówię...

        Mysiak




        otryt napisał:

        > Jednego nie wiem. Czy macie jakieś wsparcie z zewnątrz przyjaciół i rodziny.
        > Jest to bardzo ważne. Akceptacja i wsparcie informacyjne nic nie kosztuje a tak
        >
        > bardzo pomaga żyć.
        >
        > Pozdrawiam i życzę powodzenia
        > Otryt
        • Gość: Renka Re: Biorę Ciebie na dobre i na złe, na zdrowie i IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 29.07.02, 12:23
          Pieniadze i milosc..To dwie wykluczajace sie sprawy.Milosci nigdzie nie mozesz
          kupic, a pieniadze tak, owszem, mozesz je kupic wszedzie.Pomagajac wujowi,
          pracujac gdzies dorywczo, czy "na etat". Wszedzie sa pieniadze. Niewielu z nas
          tak naprawde doswiadcza prawdziwej milosci, bezinteresownej, na dobre i na
          zle.Milosc jest najcenniejszym naszym dobrem i o to dobro nalezy zawsze
          walczyc. To najpotezniejsza sila, dostepna czlowiekowi i dzieki niej mozna ze
          skaly wycisnac lzy, a co dopiero znalezc zrodlo pieniedzy, ktorych wokol
          zreszta jest pelno :)
          Pedagog nie moze pracy znalezc? A korepetycje ? A lekcje prywatne w domach?
          A wykwalifikowany opiekun dla dziecka ? itd, itp.
          Zycze, abyscie nie zapomnieli, ze do ogniska milosci trzeba REGULARNIE dorzucac
          drew, aby sie ciagle palilo i rozswietlalo droge innym :)
        • otryt Jak zapewnić sobie wsparcie społeczne?... 29.07.02, 12:30
          Obawiałem się, że nie nie macie dostatecznego wsparcia społecznego i Ty,
          Mysiaku to potwierdzasz. Samemu albo tylko we dwoje bardzo ciężko jest zmagać
          się z przeróżnymi trudnościami. Ludzie , którzy umieją tworzyć środowiska
          przyjacielskie, mają wielu znajomych, wymieniają się przysługami lub
          informacjami znacznie lepiej dają sobie radę we współczesnym świecie , także w
          dzisiejszej Polsce. Nawet ci, którzy nie posiadają takich dużych atutów jak Wy
          ( wykształcenie , pracowitość, pomysłowość, wytrwałość ) lepiej sobie radzą
          dzięki układom.

          Moje zdolności tego rodzaju są niestety poniżej przeciętnej , więc nie będę
          dawał rad jak to robić. Ale z tego miejsca skieruję pytanie do naszych
          niezawodnych i drogich forumowiczów:
          Jak tworzyć dobre układy towarzyskie i przyjacielskie, jak dbać o nie, jak z
          nich korzystać?

          Być może mógłby to być temat na osobny wątek. Ale pasuje bardzo do Waszej
          historii, więc zamieszczam go tutaj. Może sam skorzystam ...

          Pozdrawiam serdecznie
          Otryt
          • kwieto Re: Jak zapewnić sobie wsparcie społeczne?... 29.07.02, 20:01
            Miec znajomych dla samej znajomosci i dbac o nich? A nie korzystac tylko wtedy,
            gdy "mamy interes"?
          • trzcina Re: Jak zapewnić sobie wsparcie społeczne?... 29.07.02, 20:13
            otryt napisał:

            > Jak tworzyć dobre układy towarzyskie i przyjacielskie, jak dbać o nie, jak z
            > nich korzystać?
            >
            Rzeczywiście, w biedzie dobrze przyjaciół mieć, ale nie po to się ich ma czy
            szuka. Oni po prostu są. Także, kiedy źle.
            A tworzenie układów dla korzystania z nich? Jakoś obce mi, kiepsko brzmi,
            Tobie, Otrycie, najwyraźniej też, skoro tej sztuki nie posiadłeś;)

            pzdr:)
            trzcina
            • Gość: Renka Re: Jak zapewnić sobie wsparcie społeczne?... IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 30.07.02, 00:15
              Nalezy rzucic w tlum pare obietnic bez pokrycia, czyli pobawic sie w iluzjonera.
            • otryt Tam skarb twój gdzie serce twoje 30.07.02, 09:18
              Myślę tak samo jak Kwieto i Trzcina. Jednak gdy w najbliższym otoczeniu, w
              rodzinie są ludzie którzy myślą inaczej, jest ciągła presja na osiągnięcie tzw.
              sukcesu można nabrać wątpliwości czy się podąża właściwym kursem. Dziękuję Wam
              za to ,że myślicie podobnie.

              Mam w najbliższej rodzinie osobę, która jest duszą towarzystwa, mistrzem w
              dochodzeniu poprzez układy towarzyskie do ludzi, którzy „coś mogą”. Nie
              twierdzę, że znajomości te zawierane są dla załatwienia konkretnych spraw, ale
              widzę że z roku na rok kolejni nowi przyjaciele coraz więcej „mogą”. Duże było
              moje zdziwienie, gdy będąc zaproszony na kameralną uroczystość rodzinną
              poznałem tam dwóch znanych polityków pełniących najwyższe funkcje w państwie.

              Moi przyjaciele nie zmieniają się od wielu lat , z czasem pojawiają się nowi,
              ale już nie w takim tempie jak dawniej. Łączy nas przede wszystkim sposób
              myślenia, zainteresowania i wyznawane wartości.

              W naszych wzajemnych stosunkach z osobą o której mówię lekko zgrzyta, głównie
              ze względu na rozumienie tych spraw, o których piszę. Czasem myślę, że gdybym
              chciał mógłbym się udać do niego na korepetycje przy półliterku, jednak obawiam
              się, że problem tkwi głębiej, że nie jest to kwestia wiedzy czy posiadanych
              umiejętności. Napisane jest :”Tam skarb twój gdzie serce twoje” i chyba
              potrzebna byłaby odmiana serca, na co się raczej nie zdecyduję.

              Pozdrawiam serdecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka