Złość

15.06.05, 21:43
czasami ogarnia mnie straszna złość w stosunku do ludzi. Nie potrafie przejść
z tym do porządku, że ktoś nie potrafi wysłuchać czyiś argumentów, czy
zachowuje sie ogólnie nie fair. Ogarnia mnie nienawiść, bo złość to jednak za
mało powiedziane. Chciałabym zachować obojętność tylko jak?
    • hieroglif1 Re: Złość 15.06.05, 22:07
      Hm, przeczytałam i przyznaję, że często spotykam się z czymś takim, jak słowo-
      nienawiść. Nienawiść. Bardzo często i bardzo łatwo natnąć się na nie zwłaszcza
      na forum odwiedzane przez osoby owładnięte tym obezwładniającym uczuciem. To
      straszne i paraliżujące uczucie, czasem nawet krótkotrwały stan, a czasem także
      stan, z którego kompletnie nie zdajemy sobie sprawy. Przejawia się na różne
      sposoby, skoro nie wszyscy wiemy o tym, że ogarnęła nas niemoc- nienawiść
      najwyrazniej, skoro niczego nie potrafimy zrobic tak, jakbyśmy tego chcieli i
      dlatego staramy się zachować obojętność w stosunku do tego, iż powoli ogarnia
      nas to co nas ogarnia- nienawiść- lub niemoc. Dlatego staramy się zobojętnieć,
      lub przynajmniej nie reagować. Ale czy na pewno? Skoro staramy się nie reagować
      w momencie, kiedy coś wymaga naszej reakcji- czy to znaczy, że w chwili, kiedy
      reagujemy naszą reakcją kieruje nienawiść? Przecież, kiedy staramy się
      zobojętnieć to jest to także reakcja. Na to co dzieje się i co wywołuje w nas
      poczucie takie czy inne i na to, że wywołuje w nas to, a nie co innego- z
      wywoływaniem czego się nie zgadzamy. I do czego nie chcemy dopuścić. A więc,
      innymi słowy- niemoc. Zobojętnienia i poczucia nienawiści. I tu się możnaby
      zastanowić, jak to właściwie nazwać, to coś, czego nazwać jeszcze nie można,
      lub czego nazwać nie można, bo takie coś nie istnieje. Pustka? A może to jest
      to dobre słowo.
      Pytanko mam jeszcze dotyczące Twojego wpisu- a co to znaczy, że nie potrafi się
      przejść-konkretnie chodzi o złość w stosunku do innych ludzi-nad czymś do
      porządku dziennego? Nie mówię ani nie sugeruję, że można nad wszytskim, bo nie
      da się tego czasem, zazwyczaj częściej zrobić- jednakże jeżeli złość jest
      uzasadniona, w świetle dziennym ma pełne prawo bytu i porządku, a więc i
      przejść z nią można, jeśli nie da się jej przekroczyć. Jeżeli uzasadniona złość-
      jeżeli nie masz na myśli rozdrażnienia, bo to jest inny temat- to dlaczego
      jest ona czymś niezwykłym? Skoro powód jest i skoro zawsze istnieje
      przypuszczenie, że może być ich więcej- nie jeden. A więc- wysuwając wnioski na
      podstawie przypuszczenia odnośnie innych powodów- nie można być
      tzw. "rozdrażnionym" lub po prostu złościć się "na zapas"? Skoro ktoś nie
      wysłuchuje lub nie potrafi tego robić, nie ma pewności, że będzie robił to,tzn.
      niewysłuchiwał także potem. Taka złość jest w pełni uzasadniona, bo ma swoje
      uzasadnienie.
      A czemu ma służyć zobojętnienie?
Pełna wersja