Dodaj do ulubionych

Powalenie emigracyjne...

15.06.05, 22:47
Nie jest latwo na emigracji, ba, jest bardzo trudno. Juz po wyladowaniu wielu
ludzi zdaje sobie sprawe, ze trafilo w inne zycie, inny jezyk, innych ludzi,
inna mode, kase, kulture itd...czyli wszystko. Te glupawe rozmowy przed
wyjazdem byly tylko...podbudowaniem siebie. A tak naprawde prawdziwe
budowanie siebie, dopiero sie zaczelo, od zera...Wystarczjaco jestes silny
zeby podjac te wyzwanie? Czy Ci po prostu odwali...po pewnym czasie i dalej
bedziesz brnal w swoim wlasnym urojonym swiecie..., swiecie emigranta.
Obserwuj wątek
    • rozgwiazda1 Re: Powalenie emigracyjne... 15.06.05, 22:53
      masz szanse i biala karte,mozesz to wykorzystac
      • rybolog Re: Powalenie emigracyjne... 15.06.05, 22:57
        Aaaa i tu jest blad, Twoja szansa jest mala a karta czarna...i to w wielu
        przypadkach.
        • psychopata.z.borderline tabula rasa:))))) 15.06.05, 22:57

        • rozgwiazda1 Re: Powalenie emigracyjne... 15.06.05, 23:01
          jesli w "poprzednim wcieleniu" byles nikim albo patrzono na ciebie z boku,w
          nowym miejscu mozesz zaczac wszystko od zera.Wiesz jakich bledow nie popelniac.
          To tak jakbys dostal nowe zycie.Przynajmniej ja to tak rozumiem.
          W obcym kraju czuje sie jak ryba w wodzie.Nikt mnie tam nie zna i moge udawac
          krolowa Siuksow;)
          • rybolog Re: Powalenie emigracyjne... 15.06.05, 23:39
            A jak byles kims? Zrezta, udawac to wszedzie mozesz. Problem w tym, ze sporo
            ludzi zna sie na "udawaniu" :)
            • red_one Re: Powalenie emigracyjne... 16.06.05, 12:40
              a jaki jest cel udawania. przeciez siebie nie oklamiesz, a to przede wszystkim
              sobie masz poprawic zycie. juz niezaleznie od tego czy inni sie na to nabiora...
    • itsmeagain Re: Powalenie emigracyjne... 17.06.05, 23:20
      Wiadomo, ze jest trudno, ale... tam dopiero mozna poczuc sie wolnym i niczym
      nieskrepowanym :)))
      • rybolog Re: Powalenie emigracyjne... 17.06.05, 23:48
        No mozna, do pewnego momentu:)
        • itsmeagain Re: Powalenie emigracyjne... 17.06.05, 23:50
          raczej chyba w pewnych granicach ;)
          • rybolog Re: Powalenie emigracyjne... 17.06.05, 23:54
            A wiesz ze sporo ludzi mysli ze granic nie ma. I to w kazdym tego slowa
            znaczeniu. Akurat nie pisze tu tylko o Polakach, bo mialem spora stycznosc z
            Wlochami, Hiszpanami itd. A granice sa, zawsze byly i beda...kazde:)
            • itsmeagain Re: Powalenie emigracyjne... 18.06.05, 00:04
              najlepiej jakby kazdy mogl sobie sam wybrac to swoje miejsce na ziemi, gdzie te
              granice beda dla niego/niej akceptowalne i nie beda za bardzo uwieraly...
    • moc_ca Re: Powalenie emigracyjne... 18.06.05, 09:01
      rybolog napisał:

      > Nie jest latwo na emigracji, ba, jest bardzo trudno. Juz po wyladowaniu wielu
      > ludzi zdaje sobie sprawe, ze trafilo w inne zycie, inny jezyk, innych ludzi,
      > inna mode, kase, kulture itd...czyli wszystko. Te glupawe rozmowy przed
      > wyjazdem byly tylko...podbudowaniem siebie. A tak naprawde prawdziwe
      > budowanie siebie, dopiero sie zaczelo, od zera...Wystarczjaco jestes silny
      > zeby podjac te wyzwanie? Czy Ci po prostu odwali...po pewnym czasie i dalej
      > bedziesz brnal w swoim wlasnym urojonym swiecie..., swiecie emigranta.

      Nie jest łatwo ale nikt nie powiedział że łatwo będzie.To tylko nasze polskie
      wyobrażenie "zagranicy" pokutuje w nas, szczególnie w tych którzy zlapali
      ową "szansę" czyli możliwość wyjazdu. Mówi się w Polsce, i myśli, że jak już
      opuścimy granice to prawie natychmiast nasza stopa życiowa się podniesie,
      dalej będziemy zdrowi, zadowoleni a do tego jeszcze bogaci i szczęśliwi
      a tu szara rzeczywistość nas zalewa ze szczególną mocą.Język nie jest taki
      doskonale opanowany jak nam się wydawało, akcent zdradza nasze pochodzenie a my
      myśleliśmy że się idealnie wtopimy w tubylców, mieszkamy w warunkach nieco
      odbiegających od apartamentów które widywaliśmy na filmach, brakuje mamy/żony
      która zrobiłaby śniadanie, wyprała koszulę, brakuje kogoś bliskiego do kogo
      możemy powiedzieć że szef to kawał s...... bo kazał nam dzisiaj ... itp.
      Ale to i tak nie jest najgorsze. Najgorsze przed nami.
      Minie kilka miesięcy i zaczynamy się bić z myślami; rzucić to w cholerę
      i wracać czy wytrzymać do końca kontraktu, rzucić to w cholerę czy zarobić
      zaplanowane pieniądze, rzucić to w cholerę czy zaciąć zęby i spróbować jednak
      wtopić się w otaczający nas nowy świat i pozostać tu na zawsze zgodnie
      z założeniem??????
      A tymczasem .. wracamy do szarego domu w którym nie czeka mama/żona, nikt nie
      posprzątał po śniadaniu, pranie trzeba zrobić dzisiaj koniecznie, obiad musisz
      sobie ugotować lub znowu zjeść znudzoną pizzę .. i pogodzić się z myślą że
      prawdziwi przyjaciele pozostali w Polsce ..
      a najprościej kupić parę browarów albo chivaska i z lekkim szumkiem we łbie -
      zasnąć .. byle do jutra, a jutro? Ech, może rzucę tę pieprzoną emigracyjną
      rzeczywistość i wrócę do Polski?!
      Tak, rybologu ... dopiero nasze następne pokolenie może poczuc smak tego kraju
      w ktorym przyszło nam wieść życie emigranta i tego NIKT nie potrafi zmienić.
      Czasem się udaje, poznajemy nową miłość/przyjeżdża żona, przychodzi na świat
      dzieciątko, przyzwyczajamy się do szefa, rośnie kasa, język się wygładza,
      zaaprobowaliśmy 'ich' zwyczaje, kulturę ... ale tylko CZASEM.
      Powalenie emigracyjne!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka