Dodaj do ulubionych

naprawcie mnie

21.06.05, 13:13
Sporo postów: chcę odejść etc.
I sporo odpowiedzi: nie rób tego, przeczekaj, złe minie, żyj dla siebie.
I ja czekam. Czołgam się od dnia do dnia. Próbuję przetrwać. Czy to ma być
moim sensem?! Bardzo trudno to znieść.
Ludzie! Jeśli ktoś dzisiaj nie widzi sensu, to jutro też go nie znajdzie!
Nie mnie ktoś przeprogramuje albo naprawi.
Albo łeb urwie.
Obserwuj wątek
    • e.mes Re: naprawcie mnie 21.06.05, 18:18
      Może dziś to Cię denerwuje. Ale kiedyś możesz sam(a) się znaleźć w takiej
      sytuacji. Wcale niełatwo opanować swój smutek, kiedy na nic nie ma się siły.
      Więcej zrozumienia dla innych, proszę...
    • psychopata.z.borderline Re: naprawcie mnie 21.06.05, 18:21
      ja nie naprawiam, jak sie zespsuje to kupie sobie nowe:)
    • imagiro Re: naprawcie mnie 21.06.05, 18:22
      sluchaj ... SENSU nie ma ... jak sobie to uswiadomisz, to zaczniesz dopiero
      zyc, bez zludzen, bez glupkowatych nadzieji ... wtedy, paradoskalnie znajdziesz
      ten sens, ktorego szukasz ...
      • e.mes Re: naprawcie mnie 21.06.05, 18:23
        chyba nie do końca rozumiesz wymowę listu...
    • 31wiosen Re: naprawcie mnie 21.06.05, 19:58
      fix_me napisała:
      > Ludzie! Jeśli ktoś dzisiaj nie widzi sensu, to jutro też go nie znajdzie!

      ja jednak jeszcze wierzę,że stanie się cud....
      to mnie trzyma przy życiu,bez względu na to,jak ono sie toczy..
      a może jednak nie jest to wiara,tylko przeświadczenie,że przecież ileż mozna
      tak zyć,wegetować ???? Coś wreszcie musi sie wydarzyć!! Tylko czy będzie to cud
      odrodzenia czy koniec?

    • hsirk Re: naprawcie mnie 21.06.05, 20:30
      nikt cie nie naprawi. albo sama, albo wcale

      i jest tylko jedna rada na to, choc zalezy od twojego swiatopogladu



      musisz tylko uwierzyc w teze, ze smierc nic nie zmieni w twojej sutuacji

      i zaczac probowac zmieniac cos sama



      ale to k u r w a trudne jest...

      • 31wiosen Re: naprawcie mnie 21.06.05, 21:07

        hsirk 21.06.2005 20:30 + odpowiedz


        nikt cie nie naprawi. albo sama, albo wcale

        a mnie się wydaje,że właśnie jak jest się samemu,to takie właśnie schizy do
        głowy przychodzą.Żyje się dla samego siebie i to w pewnym momencie staje sie
        bez sensu....samemu ciężko jest się do życia przywrócić..
        • hsirk Re: naprawcie mnie 21.06.05, 21:10
          przeciez mowilem, ze to k u r e w s k o trudne

          i mozna sie posliznac i ryja rozbic

          ale nadal twierdze ze albo sama (to niekoniecznie znaczy w samotnosci, choc
          niewykluczone)

          albo wcale



          bo inaczej to tylko zawieszanie sie na kims a nie naprawa czegokolwiek

          do czasu, a potem znowu to samo
          • procesor Re: naprawcie mnie 21.06.05, 22:04
            owszem - sama
            ale ludzie moga pomoc

            nie dlatego że będą uczyć jak
            ale po prostu - będą

            strach przed odrzuceniem przez innych jako powód samotności..
            • hsirk Re: naprawcie mnie 21.06.05, 22:06
              nie powiedzialem ze nie moga pomoc


              ale autorka chce by ja KTOS naprawil
              • procesor Re: naprawcie mnie 21.06.05, 22:18
                charakterystyczna dla naszych czasów postawa - niech ktoś coś ze mną zrobi?? :)

                specjalista od tego , specjalista od tamtego..

                trzeba zdać sobie wreszcie sprawe że specjalistami od naszego życia powinniśmy
                byc my sami
                co wcale nie wyklucza pomocy jakichś specjalistów :)
                • hsirk Re: naprawcie mnie 21.06.05, 22:21
                  ano
                  • procesor Re: naprawcie mnie 21.06.05, 22:28
                    chyba ci musze nawrzucac
                    • hsirk Re: naprawcie mnie 21.06.05, 22:38
                      odpowiem cytatem - ostatnie slowa majakowskiego przed popelnieniem samobojstwa


                      za szto, towariszczi, za szto ???!!!
                      • procesor Re: naprawcie mnie 21.06.05, 22:57
                        bo taki sie zrobiłeś..mało Krishowaty ostatnio więc tak profilaktycznie ;P

                        ale widzę że juz nadrabiasz kawałem w innym wątku.. niech będzie..
    • fix_me Re: naprawcie mnie 22.06.05, 09:04
      Wołanie o pomoc jest objawem bezsilności.
      Ja się staram naprawić od dłuższego czasu.
      Sama się zepsułam, sama się naprawię. Kiedyś. Po prostu trudno mi ten czas
      przetrwać.
      Post ów nie jest prowokacją, nie planuję również dziergnąć się. Brak mi sił,
      brak kontaktu z ludźmi, których zaczęłam tak mocno potrzebować, jak dotąd
      nigdy, choćby z daleka, włóczę się więc nie po łąkach i lasach, lecz tam, gdzie
      znajdę tłum.
      Tu również jest tłum, jest reakcja. Mnie tego właśnie potrzeba. Kontaktu,
      reakcji, odpowiedzi.
      Zanim poczuję znowu, że warto coś robić, cokolwiek.
      Poczuję?
      • reni6 Re: naprawcie mnie 22.06.05, 10:51
        warto pamietac o sinusoidzie zycia (czasem "gorka" potem "dół" itd).
        jesli teraz jest zle to za jakis czas sie poprawi, to regula.
        niestety nie zawsze samo sie poprawia, zycie wymaga naszego w nim uczestnictwa,
        prosi nas o ingerencje.

        zatem najgorsze jest nicnierobienie. a warto szukac: moze to byc sluchanie
        muzyki w domu, wyjscie do pubu, na spacer po parku, kino, a moze potrzeba
        wlasnie spokoju i cienia lesnych alejek.

        daj sobie czas, to trudne, wiem, bo czlowiekowi jest teraz zle i teraz, juz,
        chcialby zeby sie odmienilo. ale to zapedza nas w "kozi rog"
        daj sobie czas, probuj cos robic i sluchaj swojej duszy, otworz sie na jej
        potrzeby.
        mozesz odkryc, ze to co podpowiada Ci rozum nie wspolgra zupelnie z potrzeba
        Twojej duszy.

        poprostu: zyj nie spieszac sie nigdzie:)
        powodzenia, Reni
        • fix_me Re: naprawcie mnie 22.06.05, 11:59
          Dziękuję za słowa krzepiące :)
          Ale to właśnie z tym mam problem, ze spokojem, ze słuchaniem duszy.
          Mysli swoich nie jestem w stanie znieść, zagłuszam je na różne sposoby,
          spieszne życie zaczynam prowadzić, mnóstwo zajęć non stop, żeby ani chwilę nie
          zostać sam na sam - ze sobą.
          Muzyka, jeden z ulubionych bodźców, rozstraja mnie niekiedy kompletnie.
          Najwyraźniej czuję, że nie jestem w porządku - wobec siebie? wobec innych?

          Dzięki Reni :)
          • reni6 Re: naprawcie mnie 22.06.05, 12:10
            sa inni? to popros kogos z nich o pomoc?
            jesli nie ma nikogo z kim chcesz pogadac na ten temat, idz do specjalisty
            (NAPRAWDE WARTO!!!).
            to tylko rozmowa ,a efekt moze przejsc Twoje oczekiwania.
            to wlasnie jest szukanie sposobu.
            na forum uzyskac mozesz podpowiedzi ale nigdy nie uzyskasz pelnej pomocy, bo to
            niemozliwe.

            Pozdr, Reni:)
            • fix_me Re: naprawcie mnie 22.06.05, 13:38
              I pewnie kiedys się na taką rozmowę zdobędę.
              Ale póki co, to dla mnie zbyt bolesne. Nie dotykam pewnych tematów. Nie
              podchodzę zbyt blisko, żeby nie przerwać napiętej powierzchni. Bo się rozsypię.
              Pielęgnuję z trudem zdobyty spokój.
              To nic, że jest powierzchowny.
              Obchodzę samą siebie z daleka.

              Pomaga mi to, że ktos się odezwie, wystarcza mi podpowiedź :)
              • ddd5 Re: naprawcie mnie 22.06.05, 14:42
                nie łam się, ja też już miewałam takie dołki,że nigdy nie sądziłam ,ze dam radę
                z tego wyjść. W takim momencie człowiek naprawde nie widzi nic innego jak tylko
                złe samopoczucie i dlatego trzeba przeczekać, nieustannie powtarzając
                sobie : "to minie", "to minie" etc. Wiem że łatwo mówić, ale ja w końcu żyję
                nadal, chociaż mogło byc ineczej. Jednak dałam radę i Ty też dasz!!!!
                • fix_me Re: naprawcie mnie 22.06.05, 15:00
                  Wiesz, dla mnie deklaracja przetrwania stanowi punkt wyjścia.
                  Problem z tym, jak długo powtarzać mantrę "to minie, to minie..."?
                  To nie jest dołek dwudniowy.
                  To permanentny zjazd.
                  Chcę zobaczyć cel.
                  • prywatnie_odludek Re: naprawcie mnie 22.06.05, 17:33
                    fix_me napisała:

                    > Chcę zobaczyć cel.

                    naprawdę?
                    cel na jutro?
                    cel na miesiąc?
                    cel na rok?10 lat?
                    całe życie?
                    jaki sobie cel wyznaczysz do takiego będziesz zmierzać.
                    albo inni ci go wyznaczą
                    a i tak....
                    zobaczyć cel
                    osiągnąć cel
                    porównać oba
                    nie dziwię ci się, że nie masz na to ochoty
                    porządna z ciebie osóbka jeszcze
                    i już nie taka naiwna
                  • ddd5 Re: naprawcie mnie 23.06.05, 07:59
                    dla niektórych takim celem są dzieci, ale zdurgiej strony nie można ich
                    traktować jako lekarstwa na zbolałą duszę. także raczej nie szukaj celu, raczej
                    pomyśl w ten sposób, że życie jest dla nas, a nie my dla niego. to my mamy się
                    dobrze czuć we własnym życiu i zastanów się co mogłoby sprawić żebyś się
                    poczuła lepiej, może wystarczy zmiana w Twoim myśleniu? wiem że to trudne, ale
                    trzeba nad sobą pracować.
                    kto powiedział, że będzie lekko?
                    • fix_me Re: naprawcie mnie 23.06.05, 14:48
                      do ddd 5
                      > dla niektórych takim celem są dzieci, ale zdurgiej strony nie można ich
                      > traktować jako lekarstwa na zbolałą duszę
                      No właśnie. Ja już kiedyś miałam mieć bejbika. Tzn. on był, ale się nie udało.
                      To zupełnie inna historia. Wspominam o niej, bo pamiętam, jak się wówczas
                      czułam pełna szczęścia - wszystko odbierałam niejako podwójnie. I sens się
                      znalazł, i radość. Każdy krok był krokiem ku czemuś.
                      Teraz boję się wręcz myśleć o tym. Wszyscy mówią, że samemu trza się z doła
                      wyciągnąć. Nie pozwolę sobie na akt kreacji, mając w zanadrzu mysli, jakie mam.
                      To byłaby krzywda wyrządzona od zarania. I kompletne uprzedmiotowienie.
                      Qrcze, ależ mnie ten temat poruszył. Wiecie, pozostaje wyłączyć myślenie. Boże,
                      przecież ja nie jestem w stanie myśleć dalej niźli o jutrze! O tak co dzień:
                      byle do jutra.

                      Nikt nie powiedział, że będzie lekko.
                      I nie jest.
          • prywatnie_odludek Re: naprawcie mnie 22.06.05, 12:13
            fix_me napisała:

            > Najwyraźniej czuję, że nie jestem w porządku - wobec siebie? wobec innych?
            >

            ale jak chcesz znaleźć odpowiedź na te pytania jeśli robisz wszystko aby nie
            mieć czasu być ze sobą sam na sam?
            myślisz, że inni ci mniej "nakłamią"?
            a może ci "inni" dla ułatwienia sobie swojego "niewporządku" chętnie
            skorzystają z tego, aby te swoje "niewporządku" tobie powrzucać?
            taka chętna już jesteś sama aby w sobie znaleźć winę
            • fix_me Re: naprawcie mnie 22.06.05, 15:02
              Odludku :)
              To nie poczucie winy mnie męczy. Nie wyrzuty sumienia. To nie wpływ innych. To
              tylko ja. Z moim pokręconym odczuwaniem rzeczywistości, która nie daje mi
              żadnej radości. Ot co.
              • prywatnie_odludek Re: naprawcie mnie 22.06.05, 17:27
                fix_me napisała:

                > Odludku :)
                > To nie poczucie winy mnie męczy. Nie wyrzuty sumienia. To nie wpływ innych.
                To
                > tylko ja. Z moim pokręconym odczuwaniem rzeczywistości, która nie daje mi
                > żadnej radości. Ot co.

                a od kiedy masz tak, że założyłaś iż naprawiona będziesz kiedy zaczniesz
                odczuwać radość ze swoim odczuwaniem rzeczywistości?
                po jakim wydarzeniu stwierdziłaś, ze twoje odczuwanie rzeczywistości jest
                pokręcone?
                czy ja coś pokręciłam w zrozumieniu twojej odpowiedzi?
    • white_cashmere Re: naprawcie mnie 23.06.05, 11:22
      Głowy ci nie urwę... Napiszę jednak tyle, że każdy ma gorsze i lepsze w życiu
      okresy. Te gorsze - być może to pora na wyciszenie się i zebranie sił do
      dalszej drogi... Pewnego dnia obudzisz się, wyjrzysz za okno i stwierdzisz, że
      sprawy stały się dziecinnie proste. To, że dzisiaj nie widzisz sensu, nie
      zonacza, ze już nigdy go nie zobaczysz. Oj wiem co mówię :) To stanie się samo
      z siebie.

      fix_me napisała:

      > Sporo postów: chcę odejść etc.
      > I sporo odpowiedzi: nie rób tego, przeczekaj, złe minie, żyj dla siebie.
      > I ja czekam. Czołgam się od dnia do dnia. Próbuję przetrwać. Czy to ma być
      > moim sensem?! Bardzo trudno to znieść.
      > Ludzie! Jeśli ktoś dzisiaj nie widzi sensu, to jutro też go nie znajdzie!
      > Nie mnie ktoś przeprogramuje albo naprawi.
      > Albo łeb urwie.
      • fix_me Re: naprawcie mnie 23.06.05, 14:59
        white_cashmere napisała:

        > Głowy ci nie urwę... Napiszę jednak tyle, że każdy ma gorsze i lepsze w życiu
        > okresy. Te gorsze - być może to pora na wyciszenie się i zebranie sił do
        > dalszej drogi... Pewnego dnia obudzisz się, wyjrzysz za okno i stwierdzisz,
        że
        > sprawy stały się dziecinnie proste. To, że dzisiaj nie widzisz sensu, nie
        > zonacza, ze już nigdy go nie zobaczysz. Oj wiem co mówię :) To stanie się
        samo
        > z siebie

        Ja to wszystko wiem. Wiem i dlatego czekam. Wiem, lecz mimo to jestem bezradna
        w tym przeczekiwaniu. Bo to koszmar, który co jakis czas powraca. Z nową siłą.
        Takiego zjazdu jak ostatnie tygodnie nie miałam jeszcze nigdy.
        A wydawało mi się, że co nieco już przezyłam. Smierci, rozstania, zmiany
        wszelakie, przełomy życiowe. Taka się doświadczona czułam. Taka spiżowa. Że nic
        mnie już nie zaskoczy. No i proszę. Znowu. Tyle że mocniej.
        A może to o to chodzi? By wytrzymałość swoją sprawdzić? Dowiedzieć się, ile
        można znieść? I tylko znowu pytanie, po co.
        • white_cashmere Re: naprawcie mnie 23.06.05, 17:47
          Doprawdy nie wiem, co Ci poradzić, bo nie znam Twoich problemów. Postaw sobie
          I-cing. Czasami pomaga - chociażby w oswojeniu się z własnymi myślami w
          zetknięciu z "alternatywą". Wiesz jak jest - kazda metoda dobra :)

          www.wrozby.pl/iching.php


          fix_me napisała:

          >>
          > Ja to wszystko wiem. Wiem i dlatego czekam. Wiem, lecz mimo to jestem
          bezradna
          > w tym przeczekiwaniu. Bo to koszmar, który co jakis czas powraca. Z nową
          siłą.
          > Takiego zjazdu jak ostatnie tygodnie nie miałam jeszcze nigdy.
          > A wydawało mi się, że co nieco już przezyłam. Smierci, rozstania, zmiany
          > wszelakie, przełomy życiowe. Taka się doświadczona czułam. Taka spiżowa. Że
          nic
          >
          > mnie już nie zaskoczy. No i proszę. Znowu. Tyle że mocniej.
          > A może to o to chodzi? By wytrzymałość swoją sprawdzić? Dowiedzieć się, ile
          > można znieść? I tylko znowu pytanie, po co.
        • ddd5 Re: naprawcie mnie 24.06.05, 12:30
          co właściwie i dokładnie oznaczają te Twoje "zjazdy"?
          • fix_me Re: naprawcie mnie 24.06.05, 15:01
            Zjazd to nazwa umowna (jak nazwy w ogóle) doła wielkości stodoły, który ciągnie
            się zbyt długo, by go nazwać dołkiem. Ech, bredzę dzisiaj...
            Nazwa tym bardziej adekwatna, że oczekuję na podjazd.
            I górkę :)
            • ddd5 Re: naprawcie mnie 25.06.05, 16:49
              czyli jednak nie jest tak źle bo nadal masz nadzieję,
              powiedz mi tylko czy ten dołek jest spowodowany jakimiś obektywnymi
              wydarzeniami czy wypływa z Ciebie?
              • fix_me Re: naprawcie mnie 25.06.05, 18:28
                Myślę, że to jednak wpływ tego co się dzieje wokół mnie. Nie chodzi rzecz jasna
                o sytuację na świecie, lecz o sprawy, wydarzenia, osoby - wszystko co ze mną
                związane.
                Ale to nie są opowieści na forum.
                Choć byłoby ciekawie, hehe.
                To jest tak, że ja nie istnieję w odosobnieniu. Że nie poddaję się wpływom. To
                nie jest ból - hm, jak go określić? - ani platoniczny, ani abstrakcyjny. To
                moja reakcja na to, co się dzieje.
                Inna rzecz to reakcja właśnie - na te same rzeczy każdy reaguje inaczej. Może
                ja przesadzam, nie wiem.
                Qrde, czasem mi się po prostu nic nie chce, nawet gadać o tym. I tak jest też
                teraz. Pustka w głowie.
                Odezwę się kiedy indziej.
                Dzięki za reakcję :)
    • qw5 Re: naprawcie mnie 23.06.05, 17:31
      Dlaczego ktoś. "Ktoś" ma swoje problemy w życiu. Za swoje życie TY odpowiadasz.

      "Miast błagać chmurę o deszcz, lepiej wykop studnię".

      Nawet jeśli jesteś w takiej sytuacji, że sama sobie nie pomożesz, to Ty musisz
      iść np do psychologa, bo zapewniam, że on sam do Ciebie nie przyjdzie.
      • mmmal Re: naprawcie mnie 23.06.05, 18:01
        Czujesz się obarczona obowiązkiem troszczenia się o mnie?
        Niepotrzebnie.
        To był tylko post.
        Post człeczka, który nie ma sił, by wykopać studnię.
    • indigoapollo Re: naprawcie mnie 23.07.05, 15:01
      fix_me napisała:

      > Sporo postów: chcę odejść etc.
      > I sporo odpowiedzi: nie rób tego, przeczekaj, złe minie, żyj dla siebie.
      > I ja czekam. Czołgam się od dnia do dnia. Próbuję przetrwać. Czy to ma być
      > moim sensem?! Bardzo trudno to znieść.
      > Ludzie! Jeśli ktoś dzisiaj nie widzi sensu, to jutro też go nie znajdzie!
      > Nie mnie ktoś przeprogramuje albo naprawi.
      > Albo łeb urwie.

      Hej, fix_me!

      Cokolwiek zrobisz będzie OK. Ponad złem i dobrem. Szczególnie w oczach Życia.

      Ale może warto byłoby sprawdzić czy nie zechciałbyś (bo, rzecz jasna, że jak
      każdy, możesz i potrafisz) "naprawić siebie" samego, własnymi siłami, pośród
      radości - jeśli, oczywiście, twoja Dusza właśnie tak twego życia i takiego jego
      zakończenia nie pragnie, poprzez Twą osobowość, doświadczyć.

      To co ci mogę ofiarować na drogę to serdeczną, współczującą myśl i propozycję
      lektury dwóch książek w następująej kolejności: "Rozmowy z Bogiem" N.D.
      Walsch'a i "Żyć w radości! S. Packer.

      Jakkolwiek nie będzie, spotkamy się wszystcy - jak mówi poeta - Na Polanie.

      Zatem Bywaj!
      IA
      • indigoapollo Re: naprawcie mnie 01.08.05, 17:57
        indigoapollo napisał:

        > fix_me napisała:
        >
        > > Sporo postów: chcę odejść etc.
        > > I sporo odpowiedzi: nie rób tego, przeczekaj, złe minie, żyj dla siebie.
        > > I ja czekam. Czołgam się od dnia do dnia. Próbuję przetrwać. Czy to ma by
        > ć
        > > moim sensem?! Bardzo trudno to znieść.
        > > Ludzie! Jeśli ktoś dzisiaj nie widzi sensu, to jutro też go nie znajdzie!
        > > Nie mnie ktoś przeprogramuje albo naprawi.
        > > Albo łeb urwie.
        >
        > Hej, fix_me!
        >
        > Cokolwiek zrobisz będzie OK. Ponad złem i dobrem. Szczególnie w oczach Życia.
        >
        > Ale może warto byłoby sprawdzić czy nie zechciałbyś (bo, rzecz jasna, że jak
        > każdy, możesz i potrafisz) "naprawić siebie" samego, własnymi siłami, pośród
        > radości - jeśli, oczywiście, twoja Dusza właśnie tak twego życia i takiego
        jego
        >
        > zakończenia nie pragnie, poprzez Twą osobowość, doświadczyć.
        >
        > To co ci mogę ofiarować na drogę to serdeczną, współczującą myśl i propozycję
        > lektury dwóch książek w następująej kolejności: "Rozmowy z Bogiem" N.D.
        > Walsch'a i "Żyć w radości! S. Packer.
        >
        > Jakkolwiek nie będzie, spotkamy się wszystcy - jak mówi poeta - Na Polanie.
        >
        > Zatem Bywaj!
        > IA

        Chcę poprawić popełniony błąd:

        TAutorką książki "Żyć w radości! jest S. Roman.

        Pozdrawiam
        IA
    • solaris_38 Re: naprawcie mnie 02.08.05, 00:45
      masz rację że sporo

      i tudno to samo powtarzać

      sens to coś co czuje sie sercem

      jesli nie czujesz sensu to DROGOWSKAZ że źle żyjesz

      tylko drogoskaz

      jesli go zlekceważysz to będziesz dalej szedł nie tam gdzie trzeba

      ja proponuję polowanie na szczescie

      wyobrax sobie że szczęście (i zatem sens) to zwierzyna

      sama do ciebie nie prezyjdzie
      możesz stać do usranej śmierci i zdechnąć z głodu

      aby ją zdobyć musisz na nią zapolowac
      tropic chwile sytuacje z teraxniejszości i przyszłości kiedy czułeś sens albo
      szczescie
      i powolutku się nakirerowywac w tą stronę
      stronę życiodajną

      na razie coś robisz źle
      gdzieś ci energia wycieka
      nie wiem gdzie bo cię nie znam

      czasem wystarczy wprowadzić dyscypline dobową snu + odpowoiednio dobraną
      gimnastykę
      czasem trzba sie rano o 5 światłem naswietlać
      czasem trzeba wziąść leki przeciwdepresyjne
      czasme wystarczy zmienić dietę o Mg B1 czy coś innego
      czasem trzba zmienić miejsce do spania
      albo wyprowadzić sie z domu zmienić pracę
      albo zrobić badania hormonalne (niedoczynnośc tarczycy TEZZZZZZ daje takie
      efekty)

      no i nieskończoność innych

      a jak to zbadasz?

      poluj

      najpierw na leząco potem na czworakach a potem na nogach a potem .. może nawet
      hodowlę szcześcia założysz
      :)
      :) :)


      s.
      ps jak naprawde czujesz że jest źle to sie nie zastanawiaj tylko idz do
      terapeuty i poproś o leki przeciwdepresu=yjne
      one nie rozwiązują wcale sprawy ale dają energię na początek

      w końcu i tak bowiem wszystko zalezy od wyniku polowania na szczescie
    • kinkygirl cel 02.08.05, 02:37
      cel-srel.
      opowiadanie ludziom, ile wazte jest życie, to marnowanie naszego cennego czasu.
      albo to czujesz, albo nie.
      wez wszystkie dostępne dragi/leki.
      jesli nie podziała, daj nam spokój.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka