Dodaj do ulubionych

umierajmy młodo

IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.07.02, 11:09
Ponoć proces umierania biologicznie jest równie aktywny jak życie. Dlatego
śmierć nie różni się od narodzin. Ciekawe by było gdybyśmy my ludzie mogli
rodzić się tuż przed swoim zgonem, gdyby można ten proces odwrócić.
Mielibyśmy już na początku życia tę swoją życiowa mądrość, doświadczenia i
cały ten przychodzący z wiekiem spokój i rozsądek. Popełnilibyśmy już te
wszystkie swoje błędy, zdrady i życiowe pomyłki. Mielibyśmy już te wszystkie
blizny i zmarszczki, i wszystkie wspomnienia, i żylibyśmy w drugą stronę.
Nasza skóra stawałaby się coraz gładsza, każdego dnia budziłaby się w nas
większa ciekawość, włosy byłyby coraz mniej siwe, oczy coraz bardziej
błyszczące i serce coraz silniejsze i coraz bardziej otwarte na przyjmowanie
nowych ciosów i nowych miłości. I potem, na samym końcu, który byłby
początkiem, znikalibyśmy z tego świata nie w smutku, nie w bólu, nie w
rozpaczy, ale w ekstazie poczęcia. Czyli w miłości.

Obserwuj wątek
    • otryt Symetria 31.07.02, 12:19
      ...A po drodze dochodząc do wieku noworodkowego po kolei tracilibyśmy:
      umiejętności zawodowe, języki, umiejętność czytania i pisania , mówienia,
      chodzenia i siedzenia, musielibyśmy używać pieluszek, nie potrafilibyśmy
      samodzielnie jeść, w końcu stalibyśmy się w 100% zależni od innych.

      To jednak niewiele się różni od tego co mamy teraz...:-))

      Mamy łono matki i matkę-ziemię. Nawet tych samych słów używamy np. łono
      Abrahama. Wg mnie mamy tu idealną symetrię. Wygląd noworodka i starca: Kto
      piękniejszy? ... rzecz względna...
      Artyści fotograficy zrobili wiele pięknych portretów ludzi starych. Widziałem
      kiedyś urocze zdjęcie przedstawiające niemowlę i staruszkę. Wzruszało
      najbardziej to , że oboje byli niejako na tym samym etapie, jednakowo odlegli
      od linii łączącej istnienie i nieistnienie. Byli sobie bardzo bliscy, rozumieli
      się znakomicie...bez słów...

      A co jest odpowiednikiem poczęcia po drugiej stronie linii symetrii?
      Myślę ,że zmartwychwstanie.....wydarzenie wielkie i niezwykłe..

      Pozdrawiam
      • Gość: Andrzej Re: Symetria IP: *.unl.edu 31.07.02, 15:27
        otryt napisał:

        > ...A po drodze dochodząc do wieku noworodkowego po kolei tracilibyśmy:
        > umiejętności zawodowe, języki, umiejętność czytania i pisania , mówienia,
        > chodzenia i siedzenia, musielibyśmy używać pieluszek, nie potrafilibyśmy
        > samodzielnie jeść, w końcu stalibyśmy się w 100% zależni od innych.
        >
        > To jednak niewiele się różni od tego co mamy teraz...:-))
        >
        > Mamy łono matki i matkę-ziemię. Nawet tych samych słów używamy np. łono
        > Abrahama. Wg mnie mamy tu idealną symetrię. Wygląd noworodka i starca: Kto
        > piękniejszy? ... rzecz względna...
        > Artyści fotograficy zrobili wiele pięknych portretów ludzi starych. Widziałem
        > kiedyś urocze zdjęcie przedstawiające niemowlę i staruszkę. Wzruszało
        > najbardziej to , że oboje byli niejako na tym samym etapie, jednakowo odlegli
        > od linii łączącej istnienie i nieistnienie. Byli sobie bardzo bliscy,
        rozumieli
        >
        > się znakomicie...bez słów...
        >
        > A co jest odpowiednikiem poczęcia po drugiej stronie linii symetrii?
        > Myślę ,że zmartwychwstanie.....wydarzenie wielkie i niezwykłe..
        >
        > Pozdrawiam

        Ja mysle, ze powinnismy skoncentrowac sie jednak na "wyprostowaniu" naszego
        zycia w nieskonczonosc. Takie mam nieodparte wrazenie ze ten Universe daje
        nam ciagle szanse zycia wiecznego, tylko my tej wyciagnietej reki nie rozumiemy
        i nie chcemy jej dotknac. Mowi sie, ze co 7 lat wszystkie komorki zostana
        wymienione na nowe w organizmie czlowieka, wiec umieramy kazdej sekundy
        odradzajac sie jednoczesnie. Co powoduje ze umieramy potem, juz wielokrotnie
        "przemeblowani" ? Czy przypadkiem naszym problemem nie jest nasz umysl,
        uwarunkowany przez cos lub kogos, pakujacy nas dwa metry pod ziemia. Wydaje mi
        sie to bez sensu.
        Pozdr, Andrzej.
        • masaker Re: Symetria 31.07.02, 15:47
          Gość portalu: Andrzej napisał(a):
          >
          > Ja mysle, ze powinnismy skoncentrowac sie jednak na "wyprostowaniu" naszego
          > zycia w nieskonczonosc. Takie mam nieodparte wrazenie ze ten Universe daje
          > nam ciagle szanse zycia wiecznego, tylko my tej wyciagnietej reki nie
          > rozumiemy i nie chcemy jej dotknac. Mowi sie, ze co 7 lat wszystkie komorki
          > zostana wymienione na nowe w organizmie czlowieka, wiec umieramy kazdej
          > sekundy odradzajac sie jednoczesnie. Co powoduje ze umieramy potem, juz
          > wielokrotnie "przemeblowani" ? Czy przypadkiem naszym problemem nie jest
          > nasz umysl, uwarunkowany przez cos lub kogos, pakujacy nas dwa metry pod
          > ziemia. Wydaje mi sie to bez sensu.
          > Pozdr, Andrzej.

          A co ma umysł do umierania (poza tym, że sam umiera)? To, że umieramy, jest
          koniecznością wynikającą ze struktury wszechświata. Tzw. termodynamiczna
          strzałka czasu skierowana jest w jedną stronę w ten sposób, że każdy układ dąży
          do zwiększenia swojej entropii. To po prostu mechaniczne zmęczenie materiału -
          jeśli będziesz coś ugniatał z odpowiednią siłą i przez odpowiedni czas, to w
          końcu albo to coś plastycznie odkształcisz, albo połamiesz. Z człowiekiem jest
          to samo - z czasem wszystkie podzespoły zaczynają coraz bardziej szwankować
          mimo okresowych przeglądów, wymiany płynów i napraw części. No wiecie, nosił
          wilk razy kilka...
          Umieranie jest wpisane w życie - bez śmierci nie ma sensu mówić o życiu. Trudno
          sobie wyobrazić byt, który kiedyś się zaczął, ale nigdy nie skończy (tylko
          proszę nie podawać mi przykładu tzw. Wielkiego Wybuchu, bo nawet żaden z
          fizyków nie jest do końca pewny, jak to przebiegało i czy w ogóle miało
          miejsce). Jeszcze raz zaczerpnę z mądrości ludowej (tym razem parafrazując)
          każdy kij ma dwa końce - jeśli coś się zaczyna, musi też się kończyć (nawet
          jeżeli oznacza to powrót do punktu wyjściowego). Inaczej należałoby przyjąć, że
          możliwe są byty, które nie mają początku, lecz tylko sam koniec.
          • Gość: Andrzej Re: Symetria IP: *.unl.edu 31.07.02, 16:01
            masaker napisał:

            > Gość portalu: Andrzej napisał(a):
            > >
            > > Ja mysle, ze powinnismy skoncentrowac sie jednak na "wyprostowaniu" naszeg
            > o
            > > zycia w nieskonczonosc. Takie mam nieodparte wrazenie ze ten Universe daje
            > > nam ciagle szanse zycia wiecznego, tylko my tej wyciagnietej reki nie
            > > rozumiemy i nie chcemy jej dotknac. Mowi sie, ze co 7 lat wszystkie komork
            > i
            > > zostana wymienione na nowe w organizmie czlowieka, wiec umieramy kazdej
            > > sekundy odradzajac sie jednoczesnie. Co powoduje ze umieramy potem, juz
            > > wielokrotnie "przemeblowani" ? Czy przypadkiem naszym problemem nie jest
            > > nasz umysl, uwarunkowany przez cos lub kogos, pakujacy nas dwa metry pod
            > > ziemia. Wydaje mi sie to bez sensu.
            > > Pozdr, Andrzej.
            >
            > A co ma umysł do umierania (poza tym, że sam umiera)? To, że umieramy, jest
            > koniecznością wynikającą ze struktury wszechświata. Tzw. termodynamiczna
            > strzałka czasu skierowana jest w jedną stronę w ten sposób, że każdy układ
            dąży
            >
            > do zwiększenia swojej entropii. To po prostu mechaniczne zmęczenie materiału -

            > jeśli będziesz coś ugniatał z odpowiednią siłą i przez odpowiedni czas, to w
            > końcu albo to coś plastycznie odkształcisz, albo połamiesz. Z człowiekiem
            jest
            > to samo - z czasem wszystkie podzespoły zaczynają coraz bardziej szwankować
            > mimo okresowych przeglądów, wymiany płynów i napraw części. No wiecie, nosił
            > wilk razy kilka...
            > Umieranie jest wpisane w życie - bez śmierci nie ma sensu mówić o życiu.
            Trudno
            >
            > sobie wyobrazić byt, który kiedyś się zaczął, ale nigdy nie skończy (tylko
            > proszę nie podawać mi przykładu tzw. Wielkiego Wybuchu, bo nawet żaden z
            > fizyków nie jest do końca pewny, jak to przebiegało i czy w ogóle miało
            > miejsce). Jeszcze raz zaczerpnę z mądrości ludowej (tym razem parafrazując)
            > każdy kij ma dwa końce - jeśli coś się zaczyna, musi też się kończyć (nawet
            > jeżeli oznacza to powrót do punktu wyjściowego). Inaczej należałoby przyjąć,
            że
            >
            > możliwe są byty, które nie mają początku, lecz tylko sam koniec.
            >
            >
            • pastwa Re: Symetria 31.07.02, 16:38
              Gość portalu: Andrzej napisał:

              > Eeeeeetam. Pleciesz bo cie tak uwarunkowano. Nie ma czegos takiego jak smierc
              > wpisana w zycie. Sam sobie wpisujesz to w swoje zycie, bo z twoich obserwacji
              > wynika, ze tak byc musi. Nic nie musi byc. Od najmmlodszych lat wpaja ci sie
              > ze kiedys musisz umrzec, bo babcia umarla, i wujek na wojnie kulasy wyciagnal.
              > Zyjesz w kulturze smierci, broniac jej do upadlego. Jest to jednak falszywy
              > swiat.

              Twierdzenie, że umieramy tylko dlatego, bo tak nam wmówiono, gdyż babcia umarła
              i jej prababcia również, jest nielogiczne. Skąd bowiem wzięła się śmierć u
              pierwszych ludzi, którym nikt nic nie wmawiał i mogli sobie żyć do woli, nie
              wiedząc nawet, że śmierć istnieje. Mimo jednak tak doskonałych warunków
              mentalnych, by żyć wiecznie, jakoś się ta śmierć wdarła sama w ich zycie, stad
              już ich dawno nie ma i całe to gadanie, to czysta fantazja.
              Nie zrozum mnie źle Andrzeju, ja Ci nie odmawiam prawa żyć wiecznie, zrobisz
              jak zechcesz ;-)

              Pozdrówka Jędrek
              ;-)
              • Gość: Andrzej Re: Symetria IP: *.unl.edu 31.07.02, 16:47
                pastwa napisał:

                > Gość portalu: Andrzej napisał:
                >
                > > Eeeeeetam. Pleciesz bo cie tak uwarunkowano. Nie ma czegos takiego jak smi
                > erc
                > > wpisana w zycie. Sam sobie wpisujesz to w swoje zycie, bo z twoich obserwa
                > cji
                > > wynika, ze tak byc musi. Nic nie musi byc. Od najmmlodszych lat wpaja ci s
                > ie
                > > ze kiedys musisz umrzec, bo babcia umarla, i wujek na wojnie kulasy wyciag
                > nal.
                > > Zyjesz w kulturze smierci, broniac jej do upadlego. Jest to jednak falszyw
                > y
                > > swiat.
                >
                > Twierdzenie, że umieramy tylko dlatego, bo tak nam wmówiono, gdyż babcia
                umarła
                >
                > i jej prababcia również, jest nielogiczne. Skąd bowiem wzięła się śmierć u
                > pierwszych ludzi, którym nikt nic nie wmawiał i mogli sobie żyć do woli, nie
                > wiedząc nawet, że śmierć istnieje. Mimo jednak tak doskonałych warunków
                > mentalnych, by żyć wiecznie, jakoś się ta śmierć wdarła sama w ich zycie,
                stad
                > już ich dawno nie ma i całe to gadanie, to czysta fantazja.
                > Nie zrozum mnie źle Andrzeju, ja Ci nie odmawiam prawa żyć wiecznie, zrobisz
                > jak zechcesz ;-)
                >
                > Pozdrówka Jędrek
                > ;-)

                Oczywiscie ze zrobie tak. Chcialbym zebys i ty pastwa postaral sie przezyc
                samego siebie. A skad sie wziela smierc u pierwszych ludzi ? Biblia cos na ten
                temat pisze, teozofia i inne zrodla. Czytaj wasci.
                Pozdr, Andrzej.
    • nieto Re: umierajmy młodo 31.07.02, 18:06
      Jestem blisko, gdy Andrzej polemizuje. Jakos mi sie tak zrobiło ;)
      Lubie czytac jak sie petli i piekli i sam zjada wlasny ogon.
      Andrzeju jestes i bedziesz wieczny, sam wybrales...

      i-ha , krotko
      nieto
      • Gość: Andrzej Re: umierajmy młodo IP: *.unl.edu 31.07.02, 18:10
        nieto napisała:

        > Jestem blisko, gdy Andrzej polemizuje. Jakos mi sie tak zrobiło ;)
        > Lubie czytac jak sie petli i piekli i sam zjada wlasny ogon.
        > Andrzeju jestes i bedziesz wieczny, sam wybrales...
        >
        > i-ha , krotko
        > nieto

        I chce ciebie pociagnac za soba. Warto zyc. To jedno co mamy, to jedno czym
        jestesmy. Pojdziesz za mna ? Potrzebujemy wielu, potrzebujemy cale armie, ktore
        powiedza NIE do umierania. Jestesmy zyciem i naszym jedynym celem jest skonczyc
        z ta dretwa gadka o umieraniu. Nikt nie musi umierac, to tylko nasz zdeformowany
        obraz swiata pcha nas w objecia nicosci.
        • masaker Re: umierajmy młodo 01.08.02, 09:57
          O ile cokolwiek do mnie dociera, to to, że zdaniem Andrzeja człowiek umiera nie
          z powodu konieczności biologicznej, ale wyłącznie z przyczyn mentalnych. Jak
          rozumiem, każdy z nas w pewnym momencie swojego życia odczuwa zdecydowaną,
          niepohamowaną i jednoznaczną potrzebę śmierci, a potem wyciąga kopyta. I to
          wszystko dzieje się z powodu zdeformowanego obrazu rzeczywistości, jaki
          podsuwają nam... właśnie - kto?.

          W związku z powyższym mam parę pytań do Andrzeja:
          1. Co czujesz, kiedy dowiadujesz się o różnych tragicznych zdarzeniach, np. o
          katastrofie na pokazach lotniczych na Ukrainie lub o zamachu na WFC? Skoro ci
          wszyscy ludzie zginęli z powodów mentalnych, to może sami tego chcieli albo co
          najmniej godzili się na to, więc może czujesz radość, że potrafili dokonać
          takiego wyboru.
          2. Czy uważasz, że człowiek umiera z innych powodów niż te, dla których
          umierają drzewa, walą się budynki i gasną gwiazdy? Czy śmierć jako zjawisko
          wspólne dla całego poznanego wszechświata jest niejednorodna? Czy są lepsi i
          gorsi w umieraniu?
          3. Dlaczego mogę zabić innego człowieka tylko oddziałując na niego mechanicznie
          (cios siekierą w głowę), chemicznie (arszenik) lub psychicznie (nakłaniając go
          do podjęcia decyzji o samobójstwie)? Zgodnie z twoimi poglądami tylko ta
          ostatnia metoda zasługuje na miano zabójstwa (choć zgodnie z polskim prawem
          karnym zabójstwem nie jest), reszta zaś - to nieudolne próby udowodnienia, że
          człowiek ma ciało, na które można oddziaływać.
          4. Czy zamierzasz żyć wiecznie i jak chcesz to osiągnąć?
          Proszę, odpowiedz na te pytania, bo czuję, że tkwię głęboko w dusznych mrokach
          średniowiecznych zabobonów i tylko prawdziwa (PRAWDZIWA) wiedza może mnie
          unieśmiertelnić i wynieść do zaszczytu życia w prawdziwym świecie.

          --
          chrum
    • roseanne Re: umierajmy młodo 31.07.02, 19:52
      spotkalam sie juz z tym pomyslem - jedno z opowiadan I.B.Siengera
      czlowiek rodzil sie ,starzal, umieral, byl pochowany, odkopywali go, ozywal,
      mlodnial, dzecinnial, wciskali go do lona matki i sie rozpuszczal.
      Niestety nie pamietam tytulu.
    • vicca taki mam zamiar 31.07.02, 21:16
      • a.ann Do Vicci 01.08.02, 09:55
        Vicca napisała:
        taki mam zamiar


        Vicco , czy zbyt lekko odbieramy Twoje posty?
        Czy problem jest większy niż nam się wydaje?
        Otwórz się. Tutaj lub na privie , napisz do kogoś kogo lubisz najbardziej.
        Vicco .. jestem z Tobą. :-))

        a.ann
    • Gość: Manitra Re: :o) IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.08.02, 09:46
      Dopiero dzisiaj mogłam sobie poczytać i aż mi oczęta rozbłysły na takie
      polemiki - z lubością się je chłonie, są świetne ! :o)

      serdeczne i pełne życia posdrufka dla @LL i duże THX :o)))))))
      • ellen POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 01.08.02, 10:10
        Manitra cytuje "Miłość w czasach zarazy" GG Marqueza :-)
        • masaker Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 13:20
          Co nie zmienia faktu, że ktoś mógłby wątek pociągnąć, a tu - dupa!
          • pastwa Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 13:54
            masaker napisał:

            > Co nie zmienia faktu, że ktoś mógłby wątek pociągnąć, a tu - dupa!

            Starcza dupa ma to do siebie, że chorowity nasz pokrowiec ludzki, katowany jest
            demencją umysłową już na samym starcie naszego żywota i podatnością na
            wszelakie choroby buszujące po organizmie o bardzo niskiej wydolności
            fizycznej.System immunologiczny to juz prawie atrapa, stąd wycięczeni chorobami
            umieramy rzeczywiście bardzo młodo, dożywając w najlepszym wypadku sędziwego
            wieku lat 10( odpowiednik naszych blisko grobowych 70-80 lat).
            • masaker Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 13:59
              Czekaj, bo mam wrażenie, że mówisz jakby o co najmniej dwóch organizmach. Kto
              umiera po 10, a kto - po 70 latach?
              • pastwa Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 14:26
                Po 10 latach umiera człowiek zyiący od "tyłu", a po 70 latach ten, który
                zyje "do przodu", choc w chwili smierci wyglądają tak samo.

                • masaker Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 14:28
                  To nie spotykają się w połowie drogi?
                  • pastwa Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 14:42
                    Nie, bo wiekszość tych "młodniejących" nie dożyje owej połowy drogi, całkiem
                    osiągalnej dla "starzejących się"
                    • masaker Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 15:32
                      Ale starzejący się też mają szansę nie dożyć. Mówię ci - w pół drogi!]
                      • pastwa Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 02.08.02, 15:44
                        Owszem mają szanse niedożyć, ale dużo mniejsza, niż młodniejący, bo łatwiej
                        osiągnąć 35-40 lat, niz 70-80( a te lata na starcie trzeba pokonać), chyba co ?
                        • Gość: baran Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! IP: *.proxy.aol.com 04.08.02, 06:59
                          kiedys czytalem w prasie ze wylowiono zolwia ktory mial ponad 500 lat
                          czyli panowie i panie
                          powolutku na Galapagos
                        • masaker Re: POZNAJĘ, POZNAJĘ!!! 05.08.02, 13:57
                          No może - to ma trochę sensu. Co nie zmienia faktu, że tak czy owak, jak coś
                          żyje, to musi umrzeć. I to chcę od początku wyrazić.
    • lilpop umierajmy dopiero na końcu........................ 06.08.02, 07:53
      Miałem sen.
      Mój dobry kumpel testował nowy samchód. Wjeżdżał w wykopy,zanurzał maskę
      skacząc do wody - dobrze się bawił i wiedziałem, że robi to dla siebie. Nie
      zwracał uwagi na otoczenie. Po prostu wyrażał siebie i zaspakajał swe
      potrzeby najpełniej jak potrafił . Nie było w tym destrukcji, nie było chęci
      zwracania niczyjej uwagi. Był pochłonięty tym co robił i robił to najpełniej
      jak potrafił. Całym sobą. Mistrz ZEN.
      Czuję, że coś zupełnie nowego dotarło do mego umysłu. Nowy obszar
      świadomości rozwarł sie na jeden palec. Uchwycę go nim zniknie. Wyzwolenie
      nadchodzi ?
      Zerowe konto w banku i pełen bagaż doświadczeń w dniu śmierci.
      Grzechem jest umierać zdrowym i zabierać do grobu coś czego nie można już
      nigdy będzie wykorzystać.
      Wierność sobie, wiara w swą drogę, na której inni ludzie są przechodniami
      i nie mamy prawa oczekiwać, że już zawsze będą nam towarzyszyć.
      Prawa ? to jednak złe słowo. Potrzeby.
      A uzależnianie swego życia od reakcji otoczenia, nieustanna kontrola poziomu
      akceptacji jak oglądalności w TV ? Kto z nich poświęci całe swoje życie, aby
      oglądać moje ? Zatem kto z nich ma prawo wymagać ode mnie grania pod siebie ?


      • masaker Re: umierajmy dopiero na końcu................... 06.08.02, 11:56
        To bardzo milutkie, ale chyba nie zamierzasz żyć wyłącznie dla siebie. Chyba
        sobie nie wyobrażasz, jak potworna może być samotność.
        • lilpop Re: umierajmy dopiero na końcu................... 07.08.02, 09:57
          masaker napisał:

          > To bardzo milutkie, ale chyba nie zamierzasz żyć wyłącznie dla siebie. Chyba
          > sobie nie wyobrażasz, jak potworna może być samotność.
          >
          >
          • masaker Re: umierajmy dopiero na końcu................... 07.08.02, 14:32
            lilpop napisał:

            > Wiem czym jest samotność. W tym również ta w związkach. Jest potworna tak
            > długo póki się z nią nie skonfrontujesz. Póki nie poczujesz, że jesteś jedyną
            > osobą, która będzie z Tobą do końca. A i Twój koniec dokona się w pojedynkę.
            > W nieznanę udasz się w pojedynkę, więc ta konfrontacja jest nieunikniona.
            > Im szybciej ona nastąpi, tym szybciej pojawi się wyzwolenie.
            > Uznanie swej samotności jest początkiem nowej drogi, a nie otchłanią przed
            > którą należy uciekać. To szansa na szczęśliwe, pełne, rozwijające relacje, z
            > których pod wpływem lęku o siebie się nie wyrasta. Bo nie ma takiej potrzeby.

            Zgoda - każdy umiera sam (nie w samotności). Tylko dlaczego rozciągając tę
            prawdę na całe życie nadajesz jej tak olbrzymie znaczenie? Bo co - bo życie
            traci wówczas sens? I niech traci, a po cholerę ci sens życia? Mnie pcha do
            przodu ciekawość świata, przyjaciele, miłość, bardzo powolne dorabianie się
            pieniędzy(na razie to raczej pieniążków), no i trochę... przyzwyczajenie, że
            żyję. Też kiedyś zastanawiałem się nad sensem życia, też kiedyś odkryłem, że
            celem życia jest śmierć, że nicość, że Boga nie ma, że mogę być dobrym
            człowiekiem, a mimo to zachorować na raka, że ludzie są podli, że to, że owo.
            Ale teraz - po naprawdę nie zawsze przyjemnych zdarzeniach w życiu - trochę się
            zmieniłem i mam to w dupie (pardon my French!). Na wiele rzeczy wpływu nie mam,
            więc się nimi nie martwię, na wiele - wpływ mam i czasem coś spieprzę, a na
            wiele - staram się wpływ mieć. To wszystko zabiera cholernie dużo czasu i nie
            mam nawet kiedy zastanowić się, że 99% tego, co robię, pewnie nie ma sensu, bo
            i tak umrę. A ten 1% to miłe życiowe przypadki.
            • lilpop Re: umierajmy dopiero na końcu................... 07.08.02, 18:41
              masaker napisał:

              > lilpop napisał:
              >
              > > Wiem czym jest samotność. W tym również ta w związkach. Jest potworna tak
              >
              > > długo póki się z nią nie skonfrontujesz. Póki nie poczujesz, że jesteś jed
              > yną
              > > osobą, która będzie z Tobą do końca. A i Twój koniec dokona się w pojedynk
              > ę.
              > > W nieznanę udasz się w pojedynkę, więc ta konfrontacja jest nieunikniona.
              > > Im szybciej ona nastąpi, tym szybciej pojawi się wyzwolenie.
              > > Uznanie swej samotności jest początkiem nowej drogi, a nie otchłanią przed
              >
              > > którą należy uciekać. To szansa na szczęśliwe, pełne, rozwijające relacje,
              > z
              > > których pod wpływem lęku o siebie się nie wyrasta. Bo nie ma takiej potrze
              > by.
              >
              > Zgoda - każdy umiera sam (nie w samotności). Tylko dlaczego rozciągając tę
              > prawdę na całe życie nadajesz jej tak olbrzymie znaczenie? Bo co - bo życie
              > traci wówczas sens? I niech traci, a po cholerę ci sens życia? Mnie pcha do
              > przodu ciekawość świata, przyjaciele, miłość, bardzo powolne dorabianie się
              > pieniędzy(na razie to raczej pieniążków),



              no i trochę... przyzwyczajenie, że
              > żyję. Też kiedyś zastanawiałem się nad sensem życia, też kiedyś odkryłem, że
              > celem życia jest śmierć, że nicość, że Boga nie ma, że mogę być dobrym
              > człowiekiem, a mimo to zachorować na raka, że ludzie są podli, że to, że
              owo.
              > Ale teraz - po naprawdę nie zawsze przyjemnych zdarzeniach w życiu - trochę
              się
              >
              > zmieniłem i mam to w dupie (pardon my French!). Na wiele rzeczy wpływu nie
              mam,
              >
              > więc się nimi nie martwię, na wiele - wpływ mam i czasem coś spieprzę, a na
              > wiele - staram się wpływ mieć. To wszystko zabiera cholernie dużo czasu i
              nie
              > mam nawet kiedy zastanowić się, że 99% tego, co robię, pewnie nie ma sensu,
              bo
              > i tak umrę. A ten 1% to miłe życiowe przypadki.
              >
              >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka