Dodaj do ulubionych

mam problem..

06.08.02, 15:07
chyba ze soba..jeszcze nie wiem...nie wiem co robic,czy wybrac sie do
psychologa,seksuologa..tak sie jakos porobiło,że utraciłam uczucie do
meza..nie kocham go w takim stopniu jak kiedys,nie czuje przynajmniej
tego..sporo wygasło i nie wiem czy wroci..czy sie przełamie,a najgorszy to
seks..nie czuje podniecenia,pozadania,namietnosci?co jest ze mna???:((((((
Obserwuj wątek
    • hookean mam problem.. 06.08.02, 15:28
      Głowy nie dam, ale najprawdopodobniej nic z Tobą złego nie jest, tak to w
      związkach ludzkich bywa, ze wieczny pociąg seksualny do siebie nawzajem jest
      raczej rzadkością. Tak, więc u jednych objawi sie to już po 3-4 latach u innych
      po 15 jeszcze innych po 20, a trafia sie i tacy, ze nawet po roku, to jest
      zgodne ze zdrową naturą człowieka.
      Wiele zależy od seksualności Twego partnera, jeśli potrafi on rozbudzić Twoje
      pożądanie w oparciu nie tylko o sam swój wygląd( taki pociąg mija najszybciej),
      ale także odpowiednim zachowaniem, gestami, słowami, którymi umie do Ciebie
      dotrzeć w tej materii, to perspektywy mogą być wielkie, ale nie nieskończone.

      Krótko mówiąc, jeśli działają na Ciebie inni faceci bardziej, niż Twój, to
      wszystko jest z Tobą w porządku, a Wy, nie dobraliscie sie po prostu
      seksualnie, az tak dobrze, jak sie Wam wydawało wpierwej.

      • hookean dopisek 06.08.02, 15:34
        Zakładając ze zalezy Ci na dalszej kontynuacji tego związku, musisz dojsć sama
        dlaczego i za co go wczesniej kochałaś,bo jesli nic sie nie zmieniło realnie w
        relacjach miedzy Wami, to chyba nikt Wam tu juz nie pomoże.

        I pytanie, jak on widzi tę całą obecną sytuację ?
    • Gość: misza Re: mam problem.. IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 06.08.02, 15:35



      tak dzisiaj wlasnie bywa, i dla mnie osobiscie nie ma najmniejszego sensu
      skladana w kosciele przysiega "bede kochal az do smierci..", jakby milosc byla
      czyms stalym, przewidywalnym.a przeciez nie jest.
      kazdy ma prawo sie odkochac, pokochac kogos innego, czy po prostu sie znudzic.

      oczywisciec tkwiace w nas spoleczne uwarunkowania, normy, czesto w takich
      sytaucjach wyzwalaja poczucie winy, porazki.
      ale do cholery, co ty na to poradzisz, ze sie odkochalas.a przeciez milosc to z
      serca, glowa mozesz jeszcze probowac latac, kleic, i kombinowac.

      tak wiec mozesz po prostu dac sobie troche czasu, poczekac, moze pogadac
      otwarcie z mezem-jesli wciaz masz nadzieje, ze moze cos jeszcze z tego byc.
      albo sie rozwiesc.przeciez mloda jeszcze jestes, a zycie jest piekne.

      patrz na siebie, na swoje szczescie.

      zycze powodzenia





    • Gość: aga Re: mam problem.. IP: 157.25.126.* 06.08.02, 15:46
      przestałaś go kochać, czy przestał Cie pociągać fizycznie? czy jedno i drugie?
      • betina23 Re: mam problem.. 07.08.02, 08:01
        Gość portalu: aga napisał(a):

        > przestałaś go kochać, czy przestał Cie pociągać fizycznie? czy jedno i drugie?


        Właściwie to juz sama nie wiem..moze ta miłosc gdzies sie tam tli ale na samym
        dnie juz chyba..bywały sytuacje przez ktore bardzo sie do niego
        zraziłam,zniecheciłam..nagle to moje uczucie przygasło,zabrakło tej więzi
        emocjonalnej,poczucia,ze mnie kocha,szanuje,że w ogole sie cos licze dla
        niego..niby twierdzi,ze kocha..tylko jakos ma kłopoty z okazaniem
        tego..niestety nie potrafie zrozumiec jego zachowan,wybuchow..a on mnie i koło
        sie zamyka:(zaczelismy zyc obok siebie,jak wspołlokatorzy..a to boli..za brakło
        bliskosci..a co za tym idzie..seks..nie potrafie sie z nim tak kochac,czuc,nie
        podnieca mnie..(nie chodzi o wyglad)bo niby jak..moze jestem dziwna ale ta
        bliskosc,czuc sie kochana jest dla mnie bardzo wazne.
        A co on mysli? on to problemu w ogole nie widzi,albo jak widzi to ogolnikowo..
        (tak mi sie wydaje przynajmniej)jak sie źle dzieje to wszystko sprowadza do
        rzeczy materialnych,kwestia pieniedzy itd,ze we wszystkim przesadzam,gdy chce
        zeby mnie np przytulił,ucalował..wiecie..takie gesty..a on mnie skwituje,że nie
        jestesmy juz tacy młodzi,tylko to jest prawdziwe zycie:(nie wiem moze nigdy sie
        nie zrozumiemy..kobieta i mezczyzna jednak sie roznia,inaczej
        mysla,zachowuja,oczekuja..zastanawiam sie czy w ogole jest mozliwe stworzenie
        udanego zwiazku..zaczynam we wszystko watpic:(to mnie juz przerasta..
        pozdr.

        Ps.dzieki za odzew

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka