sonai
21.07.05, 10:59
Malymi kroczkami osiagniemy nasz cel.Proponuje Wam nie narzucac sobie zbyt
duzego tempa.Nie wymagajmy od siebie zbyt duzo.Cieszmy sie malymi
sukcesami.Zawsze bylam dla siebie bezlitosna. Chcialam robic wszystko
najlepiej.Nadal mam do tego skłonnosci,ale przynajmniej przestalo mi
kompletnie odbijac z tego tytulu.Pamietam takie czasy kiedy jadlam 800
kcal.Kazda przekroczona kaloria wywolywala u mnie panike. Szczerze mowiac
zaluje ze zaczelam sie odchudzac.Moje zycie stanelo do gory nogami. Zmienily
sie cenione przeze mnie wartosci.Na poczatku bylo fajnie.Faceci sie za mna
ogladali,mialam tzw powera,ale pozniej...szkoda gadac.Wycodzily mi
wlosy,łamaly sie paznokcie,a ja czulam sie potwornie.Nie miałam na nic siły.I
bynajmniej nie ważyłam 30 kg tylko 50. Okres mam nielegularny od 3 lat.Owszem
zyje,ale cizko wrocic do normalnosci,jesli juz raz sie zacznie.Znow nasuwa mi
sie porownanie odchudzania do narkotyku.To wciaga. Bardzo m i trudno jesc w
miare normalnie.Kupuje produkty chude i light.OK.To nie jest złe.Ale ciagle
brakuje mi energii.Cwicze a pozniej nie mam sily na wykonanie zwyczajnych
czynnosci - sprzatanie,zrobienie zakupow.Nawet nie chce mi sie kupic
jakichkolwiek ciuchow.Nie wygladam chyba jak monstrum,ale we wszystkim
kiepsko sie czuje.W spodniach nie chodze od kilku miesiecy.W spodnicach
jeszcze jakos.Z jedzeniem ostatnio sobie radze,z reszta gorzej.To chyba nie
tylko kwetsia zarcia,ale takze własnej psychiki i samoakceptacji.