material_girl
15.09.05, 19:40
Sytuacja wygląda tak: mam 23 lata, kończę studia i czuje się zgorzkniała i
zmęczona życiem. A to wszystko dlatego, że znajduje się (tak przynajmniej mi
się wydaje) na życiowym zakręcie. Mam chorą matkę (nowotwór), starzejącego
się ojca (ze wszystkim tego objawami). Do tego rodzice są rozwiedzeni, a ja
jedynaczka nawet nie potrafię miec życia osobistego - moja kolezanka mowi ze
na twarzy mam wypisana wrogosc do rodzaju męskiego. Fakt pozostaje faktem, ze
mimo przytłaczającej samotnosci od 3 lat zaden facet nie umowil sie ze mna.
Ostatnio zaczynam na serio myslec o tym że samotnosc to integralna czesc
mojego zycia. Cholera ... życie daje mi ostatnio w kośc, a już nie raz
dostałam od niego po tyłku. Do tego ciągłe wymagania otoczenia by byc "the
best". Powoli tracę nadzieję na wszystko co dobre w życiu.