zła atmosfera w pracy

21.09.05, 09:53
Juz nie wiem co mam robić. Praca tutaj mnie prztłacza. Cała sie trzesę.
Przełożona nie ma kwalifikacji, a uważa sie za nie wiem co. Nie umie
zarządzac ludzmi, faworyzuje ludzi których sama sprowadziła do pracy - tzw.
znajomych. Czuje się niesprawiedliwie traktowana.Ale nie mogę nic powiedzieć.
Bo ona i tak jest przekonana ze jest najlepsza. Pracując tutaj zatracam
siebie...Byliście może w takiej sytuacji jak ja??? ja już nie ma siły walczyc
dalej :-(
    • lolaa Re: zła atmosfera w pracy 21.09.05, 12:06
      nikt z was nie był w podobnej sytuacji??? Ja juz nie wiem co robić...:-((((
    • psychopata.z.borderline Re: zła atmosfera w pracy 21.09.05, 12:23
      nie ma nic gorszego, jak zła atmosfera, czy to w domu, czy w pracy. wyniszcza
      psychicznie.

      ja to teraz uważnie analizuje, co mi mówia na rozmowie, nie zamierzam sie
      więcej wykańczać. i powiem Ci szczerze, jakbym miała wybór praca w podobnych
      warunkach do poprzedniej lub śmierć głodowa, wybrałabym samobójstwo
    • procesor Re: zła atmosfera w pracy 21.09.05, 12:28
      moja znajoma po prostu zmieniła pracę
      może trochę gorzej płatna ale stresów dużo mniej..
    • qw5 Re: zła atmosfera w pracy 21.09.05, 16:32
      Wiesz, to tak bywa często, że ludzie niekompetentni, z kompleksami, jeśli
      znajdą się na jakimkolwiek miejscu, w którym mogą zarządzać ludźmi, niestety w
      taki właśnie sposób się zachowują.

      Jeżeli czujesz, że faktycznie "zatracasz siebie", to pracuj, ale intensywnie
      rozglądaj się za czymś innym.
    • kleopatryx Re: zła atmosfera w pracy 21.09.05, 19:13
      Ja pracowałąm w firmie, które kompletnie przystaje do tych śmiesznych
      komiksowych historyjek biurowych z Dilbertem (na końcu wyborczej - gazeta
      praca).
      Miałam nad soba tzw. managerów - oni podejmowali ważne decyzje. Ale szło im
      kiepsko, oj kiepsko bo tacy niewykształceni byli (po zawodówce albo technikum).
      Naszym zadaniem było kierowanie produkcją bielizny w Hong Kongu i sprowadzanie
      jej do Polski. Jeden taki palancik to po prostu kompletnie nic nie kumał, nie
      znał angielskiego ni w ząb w dodatku. Więc ja, aby decyzje nie były kretyńskie
      (bo mi się obrywało od zarządu za wykonywanie jego palanckich poleceń, a jak!)
      pisałam mu noty biurowe. W nich opisywałam problem i (uwaga!) proponowane przez
      mnie rozwiązania problemu (to taka nowość, aby sam nie musiał myśleć).
      Rozwiązań zawsze było 3 (a,b,c). Dawałam mu kilka dni na wybranie a lub b lub
      c. On myślał i mówił, że na razie waha się czy a czy c... he he. Sęk w tym, że
      aby przyspieszyć podejmowanie decyzji zawsze było wpisane tylko JEDNO
      rozwiązanie, ale inaczej sformułowane w każdym punkcie - chociaż zawsze po
      polsku hi hi hi :))) On sobie myslał i myślał, a produkcja już dawno była w
      toku.
      Facet nie połapał się przez 2 lata :)

      Musisz sobie radzić z głupkami. Baw się ich głupotą zamiast stresować. Ja na
      początku przez 5 miesięcy płakałam codziennie po kilka godzin. Potem czułam się
      bogiem :)
Pełna wersja