raver1
05.10.05, 13:53
Ten watek zamiescilem na innym forum,ale dopiero teraz zuwazylem "Forum
Psychologia".Zaczalem czytac o traumie i jej skutkach.A oto krotka historia
mojego problemu:
Moja dziewczyna postanowila sie ze mna rozstac po 3 latach kochajacego
sie zwiazku.Bylem jej pierwszym facetem,starszym o 8 lat,ona ma 23 lata a ja
31.Wszystko zaczelo
sie ponad 2 miesiace temu,kiedy dowiedzielismy sie,ze jej ojciec jest
smiertelnie chory.Tego dnia miala byc u mnie na kilka wakacyjnych dni bo
dzieli nas 250km,ale juz sie nie pojawila z oczywistych wzgledow.Niestety jej
ojciec zmarl 2 miesiace po tej tragicznej
wiadomosci a 3 tygodnie temu byl jego pogrzeb.Wszystko zaczelo sie psuc
kiedy dowiedzielismy sie o tej chorobie.Jest jedynaczka,zaczela sie martwic
co to dalej bedzie,zaczela zastanawiac sie nad nami,co to z nami dalej bedzie
i wogole na wszystko zaczela patrzec z pesymizmem.W koncu powiedziala,ze ona
teraz chce byc sama,zebym nie mowil jej ze ja kocham i wogole o milosci bo
ona w tej chwili nie moze odwzajemnic tego uczucia.Stwierdzila,ze potrzebuje
czasu bo sie pogubila i musi sobie poukladac swiat na nowo a teraz chce byc
tylko z matka i umierajacym ojcem.Bolalo mnie to bardzo bo wiele czasu
spedzalem z nia i jej rodzicami tez,bylismy bardzo zzyci,chcialem byc z nimi
w tych trudnch chwilach.Zaproponowala miesiac przerwy a pozniej spotkanie i
szczera rozmowe.Niestety w miare pogarszania sie stanu zdrowia jej ojca bylo
coraz gorzej.Byla zalamana,jednoczesnie chciala byc sama choc bardo chcialem
byc przy niej.Nagle po 2 tygodniach oswiadczyla ze z nami koniec,juz nigdy
nie bedziemy razem i wogole nie chce zadnych spotkan i rozmow o nas bo to nie
ma sensu.Przezylem szok i zalamanie.Nie wiedzialem co robic.Mieszkamy w
roznych miastach,dzieli nas 250km.Nie chciala rozmawiac,pisalismy tylko na
gg.Ja oczywiscie pisalem jej,ze tak nie mozna po 3 latach,ze przeciez
kochalismy sie i kochamy a ona swoje,ze to koniec i juz mnie nie kocha i
zebym uszanowal jej wole,ze chce byc sama i zebym juz wiecej do niej nie
pisal.Zalamany nie wiedzialem co robic,nie pisalem tak jak chciala,ale
wiecorem sama napisala i zapytala czy nie jest mi smutno,ale co mialem
napisac,napisalem ze jest mi zle.Ona napisala,ze jest emocjonalnie wyprota,ze
sytuacja z ojcem ja przerosla jednoczesnie nie chciala mojego
przyjazdu.Prosila o zrozumienie,ze teraz nie ma czasu dla mnie.Zaczelismy
pisac znowu,ale glownie rano na dzien dobry i wieczorem na dobranoc i rowniez
stanie zdrowia jej ojca.Pewnego niedzielnego ranka napisala,ze tata coraz
bardziej slabnie i to sa chyba jego ostatnie dni.Nie wytrzymalem,wsiadlem w
samochod i bez zapowiedzi pojechalem do szpitala do jej ojca.Ona tam byla
przy nim.Przywitalem sie,posiedielismy chwilke,jej matka
zaproponowala,zebysmy pojechali do domu porozmawiac sami w
spokoju.Pojechalismy.Jechalismy w milczeniu.W domu nie chiala wogole slyszec
o jakichkolwiek uczuciach,milosci do niej.Rozplakala sie kiedy mowilismy o
ojcu,ale nie pozwolila sie przytulic,objac,powiedziala ze nie chce.Wypilismy
kawe,zaczelismy wiec rozmawiac o roznych rzeczach z naszego zycia
codziennego,generalnie o pie..ch unikajac mowienia o milosci.Zaczelo sie
robic milo,poszlimy do jej pokoju,pokazala mi swoje nowe kwiaty na balkonie a
pozniej wlaczyla nastrojowa muzyke i powiedziala,ze sie polozy na
troche.Polozylem sie przy niej i w miare uplywu czzasu zaczalem ja tulic i
glaskac po glowie,czule cmokac.Nie protestowala,bylo jej dobrze,pytala co u
mnie w domu i wogole.´Dalej bylo milo,myslalem,ze wszystko jakos powoli wraca
do normy.Pozniej byl obiad a po nim odwiozlem ja szpitala do ojca i mialem
sobie jechac,ale zaproponowalem,ze posiedze z nia,zgodzila sie.Zrobilo sie
pozno,zapytalem czy nie mogl bym u niej przenocowac i rano pojechac.Zgodzila
sie,ale pod warunkiem,ze nie bedziemy spali razem jak wczesniej tylko w
oddzielnych pokojach.W domu jednak jakby to odeszlo w niepamiec i jak za
dawnych czasow razem polozylismy sie do lozka.Spalimy wtuleni,czulem,ze jest
jej dobrze i ze brakowalo jej tego.Nad ranem juz nie moglem spac.balem sie
rana,co bedie,co powie jak sie obudzi.Obudzila sie i powiedziala,ze chce byc
sama,zebym zajal sie swoim zyciem bo ona chce byc sama,nie chce sie z nikim
wiazac,ze to nie chodzi o mnie bo przeciez jestem czulym,kochajacym facetem i
powinna byc szczesliwa,ze jest tak kochana ale nie jest i nie wie jak to sie
stalo,choc do niedawna swiata poza soba niewidzielismy.Przezylem kolejny szok
i zalamanie,rozplakalem sie jak dziecko a ona swoje,ze jej przykro,ale pewnie
znajde sobie kiedys jakas fajna dziewczyne.Widzialem,ze tez jest jej ciezko i
to co mowila,jest do niej niepodobne.Zjedlismy sniadanie no i przyszedl czas
na wyjazd,trudny i ciezki.Stanelismy przed brama domu,czule sie
pozegnalimy,powiedzialem jej,ze jest jedna jedyna dla mnie i tylko ja
kocham,ze rozumiem ja,ze teraz nie ma czasu dla mnie,ale czas musi zrobic
swoje,przeciez kochalismy sie,bylismy dla siebie wszystkim,ze nie wyobrazam
sobie zycia bez niej.Wrocilem do domu,wyslalem jej smsa,ze calo
dojechalem.Ona odpisala,ze wieczorem moze zadzwoni do mnie i zadzwonile.Byla
mila rozmowa,ciepla o tym co robila przez caly dzien,co pozalatwiala na
koniec
powiedialem,ze ja bardzo kocham,powiedziala,ze wie o tym,powiedielismy sobie
dobranoc.Wrocilem do domu w poniedzialek a w sobote rano zadzwonila i
powiedzilala,ze tata zmarl.Prosila,zebym jednak nie przyjezdzdal,ze chce byc
sama z matka i zebym uszanowal ich wole i ze poda mi termin pogrzebu.Coz
mialem zrobic,nie pojechalem choc bardzo chcialem.W poniedzialek dala znac,ze
pogrzeb jest w srode i w dalszym ciagu powiedziala,ze chca byc z matka same i
ze nawet rodzina tez pojawi sie dopiero w dzien pogrzebu.Pojechalem wiec na
pogrzeb.Byla mila,ale jakby obojetna,nie spodziewalem sie niczego innego
zwazywszy na jej stan szoku,zalamania.Bylem caly czas w jej poblizu.Po
pogrzebie chcialem zostac,byc przy niej,wspierac,opiekowac sie,przytulic,ale
ona powiedziala,ze nie chce.Powiedziala,ze nie jest w stanie teraz na
spotkanie ze mna czy na rozmowy.Moze za jakis czas jak
ochlonie.Coz,pozegnalismy sie.Wieczorem zadzwonila do mnie,podziekowala za
przybycie na pogrzeb.Powiedziala,ze nie ma teraz ochoty na zadne spotkania,ze
teraz najlepiej jej tylko samej z matka.Generalnie stwierdzila,ze z nami juz
koniec,zebym sie nie ludzil ze jescze mozemy byc razem,ale ja powiedzialem
swoje co do niej czuje i wogole.Powiedziala tez,ze sa u niej moje rozne
rzeczy ale ma nadzieje,ze nie zalezy mi teraz na tym aby je teraz zabrac
tylko przy okazji innym razem.Prosila,zebym nie dzwonil i nie pisal
smsow.Zakonczyla rozmowe.Kolejne zalamanie ale jednoczesnie myslalem sobie,ze
czlowiek w jej stanie nie moze trzezwo myslec i ze na trzezwe myslenie
przyjdzie jeszcze czas.Od tego czasu przestala sie odzywac wogole.Ja
wysylalem jej jednego smsa dziennie z lozka na dobranoc.Po 2 tygodniach
chcialem do niej zadzwonic,porozmawiac,ale nie odebrala.Odpisala mi zaraz na
gg ze przeciez dala mi jasno do zroumienia,ze poki co nie ma ochoty na
kontakt ze mna i zebym to uszanowal i zebym nie dzwonil i nie pisal nawet
tego jednego smsa bo to ja tylko jeszcze bardziej drazni i czuje wieksza
niechec wiec powiedziala,zebym sobie odpuscil jak nie chce pogorszyc
sytuacji.Coz szosty dzien milcze jak sobie zyczyla.Od ponad dwoch miesiecy
przezywam koszmar,nie moge jesc,spac,caly czas mysle tylko o
niej,nie mysle tylko wtedy kiedy spie a spie malo.Boze,jesczcze w lipcu nigdy
bym nie przypuszczal,ze nasze zycie tak
wywroci sie do gory nogami.Byly wspaniale plany wakacyjne i
wogole.Ustalilismy,ze bede u niej za 4 tygodnie,mam tez zabrac swoje rzeczy
ktore u niej zostaly.Teraz juz wiem,ze nie pojade po te rzeczy,chce,zeby byly
u niej jak najdluzej,moze beda jej przypominac o mnie bo boje sie tego
spotkania,ni