kwieto
22.09.02, 20:14
Bardzo czesto jest tak, ze jesli spotka nas z czyjejs strony jakas przykrosc
- natychmiast mamy do tej osoby zal. Wpadamy w zlosc, awanturujemy sie z tym
kims, stwierdzamy ze "zrobil to specjalnie". A przeciez owa przykrosc mogla
byc spowodowana czymkolwiek - "niezgrabnoscia", nieuwaga tej osoby,
nieznajomoscia naszych "czulych punktow", czy zwyczajnym przypadkiem.
A jednak latwiej nam stwierdzic, ze ktos specjalnie sie nad nami zneca, niz
przyznac po prostu, iz bedac zupelnie inna osoba niz my - moze nie miec
zwyczajnie pojecia o naszych slabosciach, zalach, zadraznieniach, ranach.
Dlaczego wlasciwie tak latwo jest nam wpasowac sie w kanon "walki ze swiatem"
i poczucia, ze wszyscy (lub prawie wszyscy) dookola czychaja tylko by nam
dokopac, pognebic? Dlaczego z rzadka tylko jestesmy w stanie przyznac, ze
czyjes dzialanie odebrane przez nas jako przykrosc stala sie przypadkiem,
niechcacy?
Dlaczego preferujemy agresje i zlosc, odtracajac zrozumienie i wybaczenie?
Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?