Dodaj do ulubionych

Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywistosc

22.09.02, 20:14
Bardzo czesto jest tak, ze jesli spotka nas z czyjejs strony jakas przykrosc
- natychmiast mamy do tej osoby zal. Wpadamy w zlosc, awanturujemy sie z tym
kims, stwierdzamy ze "zrobil to specjalnie". A przeciez owa przykrosc mogla
byc spowodowana czymkolwiek - "niezgrabnoscia", nieuwaga tej osoby,
nieznajomoscia naszych "czulych punktow", czy zwyczajnym przypadkiem.
A jednak latwiej nam stwierdzic, ze ktos specjalnie sie nad nami zneca, niz
przyznac po prostu, iz bedac zupelnie inna osoba niz my - moze nie miec
zwyczajnie pojecia o naszych slabosciach, zalach, zadraznieniach, ranach.

Dlaczego wlasciwie tak latwo jest nam wpasowac sie w kanon "walki ze swiatem"
i poczucia, ze wszyscy (lub prawie wszyscy) dookola czychaja tylko by nam
dokopac, pognebic? Dlaczego z rzadka tylko jestesmy w stanie przyznac, ze
czyjes dzialanie odebrane przez nas jako przykrosc stala sie przypadkiem,
niechcacy?

Dlaczego preferujemy agresje i zlosc, odtracajac zrozumienie i wybaczenie?
Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?
Obserwuj wątek
    • kamfora Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 20:24
      kwieto napisał:

      > Bardzo czesto jest tak, ze jesli spotka nas z czyjejs strony jakas przykrosc
      > - natychmiast mamy do tej osoby zal. Wpadamy w zlosc, awanturujemy sie z tym
      > kims, stwierdzamy ze "zrobil to specjalnie".

      Nie będę pisać "my", bo jestem pojedyńcza ;-)
      Żal mam, i owszem. Ale się nie awanturuję, nie wpadam w złość...pochlipię
      sobie tylko czasem w samotnosci, jaka to ja nieszcześliwa...;-)

      Gorzej znoszę posądzenie o premedytację w wyrzadzeniu przykrości...
      Wtedy mam ochotę "się awanturować", ale...też najczęściej kończy
      sie chlipaniem w samotności ;-)
      • kwieto Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 20:31
        Och, ja po prostu uogolniam. Sam czesto cos, co okazalo sie pozniej
        zwyklym zbiegiem okolicznosci albo bledna interpretacja czyichs slow,
        potrafie interpretowac jako premedytowana zlosliwosc.
        Czytajac forum, mam wrazenie, ze podobnie dziala bardzo wielu...
        • kamfora Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 20:41
          kwieto napisał:

          > Och, ja po prostu uogolniam. Sam czesto cos, co okazalo sie pozniej
          > zwyklym zbiegiem okolicznosci albo bledna interpretacja czyichs slow,
          > potrafie interpretowac jako premedytowana zlosliwosc.
          > Czytajac forum, mam wrazenie, ze podobnie dziala bardzo wielu...

          A, jeśli chodzi o forum, to chyba sprawa przedstawia się mniej wiecej
          tak: Jeśli kogoś poznam w realu ( czy listownie, czy osobiście) to
          zupełnie inaczej odbieram niektóre jego forumowe złośliwości,
          czy, jak to ktoś napisał, "fopy" ;-) Bo wtedy ważniejsze jest to,
          co wiem o nim prywatnie, nie wyrabiam sobie opinii na podstawie jedynie
          tej konkretnej złośliwości, czy posądzenia mnie o złośliwość...

          Zauważyłam, że większość forumowiczów reaguje podobnie...:-))
          • kwieto Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 20:54
            Ech, nie o to mi szlo. Jak na razie chyba tylko Fnoll pojal blyskiem o co
            chodzi :(((

            Nie chodzi o jakas osobe ktora znamy z forum - ale o to jak forumowicze
            przedstawiaja swoje problemy. Niemal zawsze (szczegolnie w konfliktach
            "zwiazkowych") winny jest ten(ta) drugi, ktory "robi to specjalnie", albo "nie
            zalezy mu(jej)" - choc byc moze to, co wyglada na totalna "olewke", ow
            drugi(a) moze odbierac jako skrajne poswiecenie dla zwiazku...

            Musze chyba popracowac nad forma przekazu :(
            • kamfora Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 21:01
              kwieto napisał:

              > Ech, nie o to mi szlo. Jak na razie chyba tylko Fnoll pojal blyskiem o co
              > chodzi :(((
              A...no, gdzie mi tam z Fnollem się równać! :-))

              > Musze chyba popracowac nad forma przekazu :(

              Iii, chyba nie musisz, musiałbyś, gdyby nawet Fnoll nie pojął..;-)
              To ja muszę przestać na każdy temat zabierać głos...(Hmmm...nie
              wiem, czy mi się uda...rosnąć zaczynają podejrzenia, że może
              ten @holizm to nie takie znowu hop-siup...)
              • kwieto Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 21:16
                :")))
    • fnoll do Ziemniakow 22.09.02, 20:35
      kwieto napisał:

      > Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?

      my, Fnolle, nie chcemy i nie bywamy

      za jednym wyjatkiem - jako dzieci jestesmy bezwgledne, wymagamy troski i
      opieki i przewodnictwa kogos dojrzalego, i jesli tego nie dostajemy, jestesmy
      ZLE i WSCIEKLE podwojnie, bo bezradne - mozemy jedynie sabotowac nieprzyjazny
      swiat lub robic krzywde sobie nasladujac go, upodabniajac sie od swego kata,
      ktorego mamy wrodzona potrzebe kochac

      a ze w kazdym duzym Fnollu jest schowany maly Fnoll - no to roznie z ta
      miloscia i umiejetnoscia wybaczania bywa

      gdy maly ryczy - duzy zaciska zeby - przy zacisnietych zebach trudno sie
      usmiechac

      nie wiam jak macie wy, Ziemniaki, ale u nas Fnolli tak to jest

      male w duzym

      pzdr

      Fnoll warstwowy
      • kwieto Re: do Ziemniakow 22.09.02, 20:37
        Znaczy sie taka "baba w babie"? :")
        • fnoll Re: do Ziemniakow 22.09.02, 20:43
          a czasem nawet chlop w babie! i na odwrot...

          the owls are not what they seem to be...

          Bob
          • Gość: lusia sowy zupelnie bez zwiazku z watkiem IP: *.kim.pl / *.kim.net.pl 23.09.02, 13:10
            fnoll napisał:

            > a czasem nawet chlop w babie! i na odwrot...
            >
            > the owls are not what they seem to be...
            >
            > Bob

            if two events referring to the same thing occur simultaneously...
            nie moge sie oprzec podkresleniu tego faktu: mam przestotoj w pracy, wiec
            jestem wlasnie przy lekturze scenariusza 11 odcinka Twin Peaks. Sowy byly w 9 i
            10.

            Pozdrawiam - czyzby wspolzapalenca w lekturze?


    • trzcina Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 20:44
      Na palcach jednej, z trudem obu rąk policzyłabym przypadki, kiedy kogoś
      podejrzewałam o premedytację w zrobieniu mi przykrości czy krzywdy. I były to
      proste oszustwa, ktoś działał w specyficznie pojmowanym własnym interesie. Może
      nawet i nie miał mej krzywdy na mysli. Do głowy mu nie przyszło, podpowiada -
      naiwność?
      I rzadko reaguję agresją. Zawalczyć raczej muszę z rozgoryczeniem, ew. chęcią
      ucięcia kontaktu, jeśli ktoś powtarzalnie sprawia mi przykrośc, nawet bez
      premedytacji. I ew. po nieudanych próbach kompromisu, ucinam go.
      Oszukana, dochodzę swego pokojowymi środkami. I uczę się na zaś.
      A agresja? Jeśli czujemy się atakowani, mozemy uciekać albo się bronić. To
      raczej naturalne mechanizmy? Pewnie słaby ze mnie zwierz skoro częściej
      wybieram to pierwsze;)Walczę, kiedy ściana.
      t.
    • ich Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 20:58
      >Dlaczego wlasciwie tak latwo jest nam wpasowac sie w kanon "walki ze swiatem"
      >i poczucia, ze wszyscy (lub prawie wszyscy) dookola czychaja tylko by nam
      >dokopac, pognebic?

      Może dlatego,że to my najlepiej znamy nasze słabości i w kazdej rozmowie
      podswiadomie szukamy naszych wad i przytyków do nich

      >Dlaczego z rzadka tylko jestesmy w stanie przyznac, ze czyjes dzialanie
      >odebrane przez nas jako przykrosc stala sie przypadkiem, niechcacy?

      Kazdy z nas swoją miarką mierzy. Jeśli wiemy,że nikt z nas nie jest doskonały i
      czasami popełniamy i my błędy wówczas potrafimy zrozumieć innych.I powiedziec
      nie ma sprawy to tylko przypadek.

      >Dlaczego preferujemy agresje i zlosc, odtracajac zrozumienie i wybaczenie?

      agresja i złość są prostrze, bo nie trzeba wnikać w przyczyny, od razu można
      się wyładować. efekt jest natychmiastowy.

      >Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?

      wielu z nas lubi gdy inni sie nad nim rozczulają, bo wówczas sa najważniejsi.
      Nie jest ważny powód dla którego znalazło sie w centrum zainteresowania, tylko
      sam fakt bycia tam. Może to wynika z potrzeby akceptacji i bycia zauważonym ?
      • kwieto Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 21:06
        ich napisała:


        > >Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?
        >
        > wielu z nas lubi gdy inni sie nad nim rozczulają, bo wówczas sa
        najważniejsi.
        > Nie jest ważny powód dla którego znalazło sie w centrum
        zainteresowania, tylko
        > sam fakt bycia tam. Może to wynika z potrzeby akceptacji i bycia
        zauważonym ?

        Zgodnie z mysla: "nie wazne czy mowia zle czy dobrze - wazne by
        poprawnie wymawiali nazwisko?" :"))))

        Ale skad w takim razie az taki egocentryzm?
        • ich Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 22.09.02, 21:16
          kwieto napisał:

          > ich napisała:
          >
          >
          > > >Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?
          > >
          > > wielu z nas lubi gdy inni sie nad nim rozczulają, bo wówczas sa
          > najważniejsi.
          > > Nie jest ważny powód dla którego znalazło sie w centrum
          > zainteresowania, tylko
          > > sam fakt bycia tam. Może to wynika z potrzeby akceptacji i bycia
          > zauważonym ?
          >
          > Zgodnie z mysla: "nie wazne czy mowia zle czy dobrze - wazne by
          > poprawnie wymawiali nazwisko?" :"))))
          >
          > Ale skad w takim razie az taki egocentryzm?
          >
          >
    • Gość: Manitra Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 23:30
      a czy to nie jest w wiekszosci przypadkow tak, ze dziala tu tak naprawde nasze
      wyobrazenie, nasze nastawienie, nasz wlasny obraz o innych, o tym jak się
      powinni zachowac, jak reagowac ? czy to nie my sami tworzymy sobie pewne
      historyjki, bajki, osobiste swiaty, które przypisujemy innym, chcemy widziec
      swój obraz w drugich i to co dla nas wygodne, do przyjecia, narzucic wokół,
      chcemy w innych widziec siebie i to co my akceptujemy ? i jeżeli ktos nie
      miesci się w tych naszych ramach wyobrazen czujemy się pokrzywdzeni,
      sfrustrowani, mamy zal, pretensje, ze ktos nie spelnil naszych oczekiwan ? no
      wlasnie – dlaczego ktos ma spelniac nasze oczekiwania ? dlaczego w swój wlasny
      wizerunek tak bardzo chcemy „ubrac” innych ?
    • lilpop Ty kontra Świat 23.09.02, 01:27
      A gdybyś mógł powiedzić, dlaczego Tobie się to przytrafia - to co byś
      powiedział ?

      Paradoksalnie najwięcej wynoszę z tak zwanych trudnych relacji, kiedy spotykam
      kogoś z kim się nie zgadza i mam wrażenie postawienia pod ścianą, a może
      jednak lustrem ?
      Natrafiam najczęściej w tym kimś na fragment siebie do którego nie chcę się
      przyznać. Kiedy to zrozumiem odczuwam niesamowitą wdzięczność do losu za taką
      próbę i satysfakcję, jeśli tę próbę pokonam.
    • debe egocentryzm z niedowartosciowania 23.09.02, 03:01
      sie bierze, zreszta jak chyba wiekscosc naszych problemow (zwlaszcza tych
      wyimaginowanych, wliczajac przekonanie, ze wszyscy dla nas wilkiem..)
      tak przynajmniej mi sie wydaje

      nie wiem czy zwrociliscice uwage na jedna rzecz,
      czy u zadowolonych z siebie, lubiacych siebie ludzi zlosc i agresja jest
      pierwsza reakcja? czy moze wlasnie chec zrozumienia?

      i czy zdarza Wam sie pomyslec, czytajac czyjac zlosliwa wypowiedz na forum, czy
      slyczac zjadliwo-idiotyczna uwage w kolejce: "ten/ta to ma ze soba problem?"
      czy takie uwagi (czasami chamskie, agresywne, czasami po prostu glupie) nie sa
      proba "wyladowania sie", "dokopania" komus?

      w jakim celu?
      moze zeby poczuc sie lepiej ("no popatrz jaki ze mnie gosc, ja to mu
      dogadalem!"),
      a moze po prostu dlatego (jak juz ktos tutaj ktos zauwazyl), ze tak
      najprosciej, po co sie zastanawiac czy probowac zrozumiec?
      przeciez mozna isc przez zycie wierzac, ze wszyscy przeciw nam

      debe (tez kiedys wierzaca, ze swiat byl przeciw niej)
    • olek13 Re: Ja kontra swiat - czyli jak odbieram rzeczywi 23.09.02, 09:00
      kwieto napisał:

      > Bardzo czesto jest tak, ze jesli spotka nas z czyjejs strony jakas przykrosc
      > - natychmiast mamy do tej osoby zal. Wpadamy w zlosc, awanturujemy sie z tym
      > kims, stwierdzamy ze "zrobil to specjalnie". A przeciez owa przykrosc mogla
      > byc spowodowana czymkolwiek - "niezgrabnoscia", nieuwaga tej osoby,
      > nieznajomoscia naszych "czulych punktow", czy zwyczajnym przypadkiem.
      > A jednak latwiej nam stwierdzic, ze ktos specjalnie sie nad nami zneca, niz
      > przyznac po prostu, iz bedac zupelnie inna osoba niz my - moze nie miec
      > zwyczajnie pojecia o naszych slabosciach, zalach, zadraznieniach, ranach.

      Gdzieś na tym forum już się "wywnętrzniałem" na ten temat, ale może nie dość precyzyjnie.
      Myślę, że wszystko jest kwestią poziomu odpowiedzialności za siebie i świadomości (samoświadomości). Uważam, że drogą do spełnienia i szczęścia jest wzięcie pełnej odpowiedzialności za siebie, swoje życie i tym samym za swoje reakcje. Uzasadnienie wynika już z Twojego pytania: nie mogę przewidzieć reakcji drugiej osoby na moją wypowiedź. Jeśli mówię coś w dobrej wierze, to i tak mój rozmówca może poczuć się dotknięty z byle powodu, jeśli akurat poruszyłem drażliwy dla niego temat. Z drugiej strony: jeśli ktoś chce mnie obrazić, to uda mu się to wtedy, gdy moje reakcje każą mi potraktować to jako atak, poniżenie i w rezultacie da to gwałtowny spadek nastroju. Zaś przy wysokiej samoocenie i dużym poczuciu bezpieczeństwa moje reakcje będą nieporównanie łagodniejsze - obrazę potraktuję jak czyjąś opinię, z którą się nie zgadzam, bowiem mam po temu przesłanki.
      Podałem dwa przypadki skrajne, z obu z nich wynika, że za swoją reakcję na dowolną wypowiedź każdy odpowiada sam.

      > Dlaczego wlasciwie tak latwo jest nam wpasowac sie w kanon "walki ze swiatem"
      > i poczucia, ze wszyscy (lub prawie wszyscy) dookola czychaja tylko by nam
      > dokopac, pognebic? Dlaczego z rzadka tylko jestesmy w stanie przyznac, ze
      > czyjes dzialanie odebrane przez nas jako przykrosc stala sie przypadkiem,
      > niechcacy?

      To jest dla mnie kwestią świadomości: na ile jesteśmy w stanie zrozumieć swoje reakcje i wyciągnąć z nich wnioski, a na ile łatwiej jest nam bezkrytycznie odpowiedzieć kontruderzeniem. To drugie pozornie wydaje się łatwiejsze - i tak jest na krótką metę. Alternatywne podejście każe się skonfrontować z własnymi niedostatkami, realnymi brakami, które właśnie prowokują negatywną reakcję (co przez chwilę może zaboleć). Potrzebna jest akceptacja i integracja uświadomionych braków - nagrodą jest "odporność" na ataki.

      > Dlaczego preferujemy agresje i zlosc, odtracajac zrozumienie i wybaczenie?
      > Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?

      Osoby działające jak ofiary będą widziały zdarzenia zewnętrzne jako ataki, często również wtedy, gdy to wcale nie są ataki. Tego oczekują i tak to widzą.
      Ofiara lubi też budować w sobie żądzę odwetu - wtedy trudno o wybaczenie.
      Często też wzorzec ofiary funkcjonuje jako sposób na życie - człowiek koduje sobie, że tak mu będzie łatwiej wyżebrać u otoczenia wszystko, czego uważa, że mu brakuje i wówczas musi potwierdzać sobie, że jest atakowany, żeby być bardziej wiarygodnym.
      Może już dosyć, bo można napisać książkę na ten temat.

      Pozdrawiam serdecznie.

      PS. Polecam wszystkim "uodpornienie się" - znakomicie poprawia jakość życia.
      • kwieto A propos - co Ty na to? 23.09.02, 18:51
        Pieknie, ale co ma samoocena i bezpieczenstwo do takiej sytuacji:
        dostaje dzis SMS-a z internetu, tresci mniej wiecej takiej "czemu sie pan
        do mnie nie odzywa?". Podpisane "Karol". Nic wiecej. Nie znam zadnego
        Karola, tym bardziej takiego z ktorym bylbym na "Pan". Hmmm. odpisac
        nie moge, bo nawet nie wiem gdzie?
        Chwile pozniej kolejny SMS od tej samej osoby "Niech Pan sie do mnie
        odezwie!!!!!!!!".
        I teraz pogdybajmy - co mysli sobie ow czlowiek, ktory wysyla rozpaczliwe
        SMS-y, na ktore nie ma odpowiedzi? (nie jestem w stanie nawet napisac
        mu, ze to pomylka, bo przy SMS-ach wysylanych z internetu nie ma
        zadnego numeru zwrotnego przeciez).
        Sadzac z rozpaczliwosci listow, mysli sobie cos w stylu "obrazlil sie" albo
        "szuja". Tak czy siak, falszywy obraz drugiej osoby powstaje w oparciu o
        jego wlasna pomylke i zwykla nieuwage. A jednak moge sie niemal
        zalozyc, ze w konsekwencji wlasnej pomylki, ow tajemniczy Karol obrazi sie
        na ta osobe, do ktorej kierowal SMS-a.
        I teraz - nie ma tu ani ataku, ani obrony. Wszystko (interpretacja
        zdarzenia) dzieje sie w wyobrazni, glowie owego Karola. Jak sie to ma do
        odpowiedzialnosci za siebie?
        • olek13 Re: A propos - co Ty na to? 24.09.02, 07:05
          kwieto napisał:


          > I teraz pogdybajmy - co mysli sobie ow czlowiek, ktory wysyla rozpaczliwe
          > SMS-y, na ktore nie ma odpowiedzi? (nie jestem w stanie nawet napisac
          > mu, ze to pomylka, bo przy SMS-ach wysylanych z internetu nie ma
          > zadnego numeru zwrotnego przeciez).
          > Sadzac z rozpaczliwosci listow, mysli sobie cos w stylu "obrazlil sie" albo
          > "szuja". Tak czy siak, falszywy obraz drugiej osoby powstaje w oparciu o
          > jego wlasna pomylke i zwykla nieuwage. A jednak moge sie niemal
          > zalozyc, ze w konsekwencji wlasnej pomylki, ow tajemniczy Karol obrazi sie
          > na ta osobe, do ktorej kierowal SMS-a.
          > I teraz - nie ma tu ani ataku, ani obrony. Wszystko (interpretacja
          > zdarzenia) dzieje sie w wyobrazni, glowie owego Karola. Jak sie to ma do
          > odpowiedzialnosci za siebie?

          Fałszywy obraz rozmówcy w umyśle Karola powstał wcześniej. On nieświadomie oczekuje takiego zachowania interlokutora i jego podświadomość wykreowała mu... pomyłkę - tak, aby rzeczywistość zgodziła się z wyobrażeniem.

          Pozdrawiam serdecznie
          • kwieto Re: A propos - co Ty na to? 24.09.02, 17:43
            Ech, nie przesadzasz z tym kreowaniem rzeczywistosci przez siebie?
            Wyjdzie teraz, ze ofiary takiego zamachu na WTC czy np. Katynia, to bylo
            pare tysiecy osob ktore CHCIALO zginac w taki sposob. Wszyscy naraz?
            Jakas zbiorowa paranoja?
            A moze po prostu przypadek?
            Doszukiwanie sie celu "zawsze i wszedzie", hmmm.... kolejny temat na
            forum?
            • olek13 Re: A propos - co Ty na to? 25.09.02, 07:18
              A przypomnij sobie nastroje i patriotyczne postawy Polaków przed 1939 r. Bóg, honor, Ojczyzna; gotowi byli oddawać życie za wolność - no i oddali...

              Pozdrawiam serdecznie
              • kwieto Re: A propos - co Ty na to? 25.09.02, 07:37
                Francuzi natomiast nie chcieli "umierac za Gdansk" a jatki ich spotkaly
                wcale nie mniejsze. A Chamberlain (i razem z nim wiekszosc Europy) nie
                chcieli wojny (tylko po to podpisywal przeciez traktat Monahijski!) a jednak
                wybuchla...
                Szczerze - marne to wytlumaczenie.
                zgodnie z tym co mowisz, od jakiegos roku czy dwoch w Polsce powinna
                byc rewolucja i rzady socjal-komunistow
                • kwieto Dopisek o wojnie 25.09.02, 07:40
                  Zreszta, zgodnie z nastrojami o ktorych mowisz - to mysmy powinni wygrac
                  ta wojne! :")
                  • olek13 Re: Dopisek o wojnie 25.09.02, 11:14
                    kwieto napisał:

                    > Zreszta, zgodnie z nastrojami o ktorych mowisz - to mysmy powinni wygrac
                    > ta wojne! :")
                    >
                    >
                    • kwieto Re: Dopisek o wojnie 25.09.02, 20:25
                      Ale Ty mi jeszcze tego ukrytego nie wyjasniles - nie rozwiewasz watpliwosci
                      ktore sie rodza przy okazji odkrywania tego ukrytego, a jeszcze bardziej je
                      mnozysz.

                      Twoje wypowiedzi w roznych watkach zaczynaja byc sprzeczne. Z jednej
                      strony, mowisz, ze alkoholik nie moze byc boddhisatwa (nawet w
                      poprzednim wcieleniu?). A z drugiej, mowisz, ze nasza swiadomosc
                      zachowuje ciaglosc przez wszystkie wcielenia. Jak wyjasnisz te dwa
                      stwierdzenia, ktore sobie wzajemnie przecza?
                      Dziwisz sie, ze nie ufam temu co mowisz?
                      Pamietaj - rozmawiasz ze sceptykiem, a nie fascynatem...
                      • olek13 Re: Dopisek o wojnie 26.09.02, 08:03
                        kwieto napisał:

                        > Ale Ty mi jeszcze tego ukrytego nie wyjasniles - nie rozwiewasz watpliwosci
                        > ktore sie rodza przy okazji odkrywania tego ukrytego, a jeszcze bardziej je
                        > mnozysz.

                        No i nie wyjaśnię. Każdy człowiek jest osobną i otwartą księgą. Żeby go zrozumieć, musisz ją przeczytać. Sytuacja na stronie 254 wynika ze wszystkich poprzednich, u każdego innych. I jak mam Ci to wyjaśnić?
                        Przedstawiam Ci mechanizm, jego modelu nie zbudujesz aby go zweryfikować - to się da tylko z pozycji Boga. Przy tym to co przedstawiam, jest jedynie jego małą częścią. My możemy go tylko poznawać.

                        > Twoje wypowiedzi w roznych watkach zaczynaja byc sprzeczne. Z jednej
                        > strony, mowisz, ze alkoholik nie moze byc boddhisatwa (nawet w
                        > poprzednim wcieleniu?). A z drugiej, mowisz, ze nasza swiadomosc
                        > zachowuje ciaglosc przez wszystkie wcielenia. Jak wyjasnisz te dwa
                        > stwierdzenia, ktore sobie wzajemnie przecza?
                        > Dziwisz sie, ze nie ufam temu co mowisz?

                        Można mieć wzorce i alkoholika i boddhisatwy - uaktywniające się w różnym czasie. A człowiek naprawdę nie jest ani jednym, ani drugim.

                        > Pamietaj - rozmawiasz ze sceptykiem, a nie fascynatem...

                        Sceptycyzm jest mile widziany. Uważam, że trzeba weryfikować swoje przekonania. W naukach ścisłych jest to proste: założenie, teza i dowód.
                        Tutaj się tak nie da. Jedyną weryfikacją jest praktyka, empiria.
                        Zresztą gdybym był np. wielkim prorokiem, czyniącym cuda, tu myślę, że większość by stwierdziła, że to zwykła hochsztaplerka. Z prostego powodu: większości to nie interesuje, nie mieści się w systemie pojęć, nie pociąga. I dobrze! Tak ma być!
                        Nie wiem, w jakim celu Ty prowadzisz takie dyskusje. Jeśli jesteś gotów, aby się przekonać do czegoś, to się przekonasz. W przeciwnym wypadku żadne dowody nie będą wystarczające. Ja nie mam ambicji przekonać Cię, nie jest mi to potrzebne. Raczej potrzebne mi jest nauczenie się pełnej akceptacji ludzi z ich poglądami i wyborami.
                        Jeśli prowadzisz sobie dyskurs w celach filozoficznych, aby logicznie wszystko wywieść, to uważam, że to jest jałowa zabawa. To się nie uda. Intelekt nie jest tu właściwym narzędziem.

                        Pozdrawiam serdecznie
    • milusia_ Re: Ja kontra Ja 23.09.02, 14:25
      kwieto napisał:

      > Bardzo czesto jest tak, ze jesli spotka nas z czyjejs strony jakas przykrosc
      > - natychmiast mamy do tej osoby zal. Wpadamy w zlosc, awanturujemy sie z tym
      > kims, stwierdzamy ze "zrobil to specjalnie". A przeciez owa przykrosc mogla
      > byc spowodowana czymkolwiek - "niezgrabnoscia", nieuwaga tej osoby,
      > nieznajomoscia naszych "czulych punktow", czy zwyczajnym przypadkiem.
      > A jednak latwiej nam stwierdzic, ze ktos specjalnie sie nad nami zneca, niz
      > przyznac po prostu, iz bedac zupelnie inna osoba niz my - moze nie miec
      > zwyczajnie pojecia o naszych slabosciach, zalach, zadraznieniach, ranach.
      >
      > Dlaczego wlasciwie tak latwo jest nam wpasowac sie w kanon "walki ze swiatem"
      > i poczucia, ze wszyscy (lub prawie wszyscy) dookola czychaja tylko by nam
      > dokopac, pognebic? Dlaczego z rzadka tylko jestesmy w stanie przyznac, ze
      > czyjes dzialanie odebrane przez nas jako przykrosc stala sie przypadkiem,
      > niechcacy?
      >
      > Dlaczego preferujemy agresje i zlosc, odtracajac zrozumienie i wybaczenie?
      > Czyzbysmy CHCIELI czuc sie pokrzywdzeni?
      >
      >
      >
      • kwieto Re: Ja kontra Ja 23.09.02, 18:59
        Piekne co piszesz :")
        Ja tylko skomentuje jedna rzecz - owo wyjasnianie niezamierzonej rany -
        gdy ktos niechcacy dotknal naszych czulych punktow.
        A co wtedy, gdy "dotkniety" "wie lepiej"? Gdy wszelkie tlumaczenia nie daje
        efektu, bo on i tak wie lepiej, ze "raniacy" wykazal sie totalna ignorancja i
        jak on mogl nie wiedziec, ze to jest czuly punkt?

        Swoja droga, przypomnial mi sie taki dowcip: On i ona siedza przy stole i
        jedza obiad. Nagle ona patrzy na niego ze zlym blyskiem w oku i mowi
        dobitnie:
        - "Ty swinio!"
        Sploszony on wyjakuje z siebie:
        - "alez ja nic nie zrobilem!"
        - "ale chciales!"

        :")
        • milusia_ Re: Ja kontra Ja 24.09.02, 17:43
          kwieto napisał:

          > Piekne co piszesz :")
          > Ja tylko skomentuje jedna rzecz - owo wyjasnianie niezamierzonej rany -
          > gdy ktos niechcacy dotknal naszych czulych punktow.
          > A co wtedy, gdy "dotkniety" "wie lepiej"? Gdy wszelkie tlumaczenia nie daje
          > efektu, bo on i tak wie lepiej, ze "raniacy" wykazal sie totalna ignorancja i
          > jak on mogl nie wiedziec, ze to jest czuly punkt?
          >
          > Swoja droga, przypomnial mi sie taki dowcip: On i ona siedza przy stole i
          > jedza obiad. Nagle ona patrzy na niego ze zlym blyskiem w oku i mowi
          > dobitnie:
          > - "Ty swinio!"
          > Sploszony on wyjakuje z siebie:
          > - "alez ja nic nie zrobilem!"
          > - "ale chciales!"
          >
          > :")
          >
          >
          • kwieto Re: Ja kontra Ja 25.09.02, 07:34
            A jesli emocje beda opadac latami? Dac sobie spokoj, czy wyjasniac?
            • milusia_ Re: Ja kontra Ja 25.09.02, 13:49
              kwieto napisał:

              > A jesli emocje beda opadac latami? Dac sobie spokoj, czy wyjasniac?
              >
              >
              • kwieto Re: Ja kontra Ja 25.09.02, 20:28
                Ojej, to teraz mi nie wypada nic nie napisac na Twoim watku...
                Co do mnie - nic strasznego mi nie zrobiono, po prostu korzystajac z
                nieco wiekszej ilosci wolnego czasu, chce wyartykulowac i potestowac rozne
                rzeczy ktore mi sie w glowie kolacza od jakiegos czasu. I szukam kogos, kto
                rzuci swiatlo z troszke innego kata na problem, moze pokaze jakas furtke
                w rozumowaniu? Ale nikt taki sie nie pojawil jeszcze :((((
                Choc samej przyjemnosci gimnastyki umyslu trudno nie docenic :"))))
                • milusia_ Re: Ja kontra Ja 26.09.02, 12:05
                  kwieto napisał:

                  > Ojej, to teraz mi nie wypada nic nie napisac na Twoim watku...

                  Wyluzuj :) Nie chcesz to nie pisz, ja cię tylko
                  zaprosiłam, a nie zmusiłam... Dziwnie zabrzmiało to twoje
                  zdanie "Ojej...". Jeżeli sobie nie życzysz, to postaram
                  się nie nie robić takich "wcieczek" (typu: zapraszam do
                  mojego wątku, wypowiedz się itp.) pod twoim adresem.


                  > Co do mnie - nic strasznego mi nie zrobiono, po prostu korzystajac z
                  > nieco wiekszej ilosci wolnego czasu, chce wyartykulowac i potestowac rozne
                  > rzeczy ktore mi sie w glowie kolacza od jakiegos czasu. I szukam kogos, kto
                  > rzuci swiatlo z troszke innego kata na problem, moze pokaze jakas furtke
                  > w rozumowaniu? Ale nikt taki sie nie pojawil jeszcze :((((


                  I z tego powodu jesteś taki smutny? Eeee... nie jest tak
                  źle :)


                  > Choc samej przyjemnosci gimnastyki umyslu trudno nie docenic :"))))

                  Popieram i pozdrawiam.


                  >
                  • kwieto Re: Ja kontra Ja 26.09.02, 20:25
                    Och, gdybym czul sie przymuszany, dyskretnie bym przemilczal problem
                    albo sie wylgal :")))
                    Choc wczoraj tam nie zajrzalem przyznaje.

                    Co do smutku - no mam wielka ochote sie podroczyc, ale jakos bardziej
                    fantazyjnie. A tu Ci fantazyjni albo sie zgadzaja, albo milcza, buuu :(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka