longstreet Re: Jak można przestać być samotnym? 22.09.02, 20:50 No właśnie jak, bo sam nie wiem. Mam 26 lat i odczuwam absolutną pustkę. LS Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Jak można przestać być samotnym? 22.09.02, 20:55 A czy kiedykolwiek sie jest samotnym? A czy kiedykolwiek sie nie jest samotnym? Odpowiedz Link Zgłoś
longstreet Re: Jak można przestać być samotnym? 22.09.02, 21:02 Miałem na myśli świadomość tego że nie jestem kochany przez nikogo, że choć nigdy nie myślałem że to powiem boję się samotności i pustki którą wypełniam knajpą, piwem i kolegami i innymi głupotami. LS Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Jak można przestać być samotnym? 22.09.02, 21:09 Co to znaczy "byc niekochanym przez nikogo"? Przez kobiete? Czy przez wszystkich dookola? Jesli to drugie - jestes tego 100% pewny? Jesli to pierwsze - czy brak dziewczyny musi od razu oznaczac pustke? Odpowiedz Link Zgłoś
longstreet Re: Jak można przestać być samotnym? 22.09.02, 21:12 Nie można kochać "otoczenia", bo to altruizm sprzeczny z naturą człowieka, który jest egoistą. Chciałem napisać o braku dopełnienia jakim jest brak miłości ze strony kobiety. LS Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Jak można przestać być samotnym? 22.09.02, 21:25 Znaczy sie ze czlowiek jest z natury egoista, czy Ty jestes egoista? Jesli to pierwsze - zdecydowanie sie nie zgadzam. Jesli to drugie - masz odpowiedz dlaczego jestes sam. Ale powiedz mi, co jest dla Ciebie tak bardzo pociagajacego w poczuciu bycia kochanym przez jakas konkretna kobiete, ze bez tego swiat staje sie pusty? Coz takiego szczegolnego jest w tym uczuciu? A swoja droga - co bedzie, jesli stanie sie tak jak pragniesz - jakas dziewczyna sie w Tobie zakocha, jednak Ty nie bedziesz kochal jej? Jej (nieodwzajemniona przez Ciebie) milosc bedzie dla Ciebie bardziej blogoslawienstwem, czy przeklenstwem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: Jak można przestać być samotnym? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.09.02, 15:07 Moim skromnym zdaniem, postaraj się nie być człowiekiem pasywnym. Otwórz się na ludzi , na ich sprawy, mniejsze , wieksze, postaraj sie ufac ludziom, nie wszyscy przeciez knuja intrygi, są złosliwi. Jest wiele osob życzliwych i serdecznych. Jestes jeszcze mlody, co będzie gdy dojdziesz kiedys do takiego wniosku, że to niedopelnienie zaczyna Ciebie trawić od wewnątrz,że ta pustka zaczyna Ciebie osaczać i dezmotywować do jakiegokolwiek działania? Wykrzesz z siebie siłę do działania, podejmowania inicjatywy w poznawaniu ludzi, bądź cierpliwy na czyjeś niedociągnięcia, niedoskonałość. Bilans zysków i strat nie zawsze popłaca. Nic tak bardzo nie boli jak samotność, taka jaką przedstawiłes. Życzę z calego serca dużo dużo siły. Odpowiedz Link Zgłoś
pastwa Jak można przestać być samotnym? 22.09.02, 21:57 longstreet napisał: > No właśnie jak, bo sam nie wiem. Mam 26 lat i odczuwam absolutną pustkę. Piszesz, że lekarstwem na powyzsze jest pokochanie Cię przez jakąś kobietę, ale tak naprawdę, to owa miłość pozwoli Ci najwyżej zapomnieć o tym, co Cię teraz trapi, a co się obiektywnie wcale nie zmieni w swej istocie po zakochaniu się. Jedynie Twoje spojrzenie na świat będzie pewnie bardziej optymistyczne... Ja tez nie jestem kochany przez kogokolwiek ( nic mi o tym nie wiadomo przynajmniej), ale nie czuję się z tego powodu wyobcowany i samotny, bo nie wiażę pokochanie mnie z samotnością i odczuciem pustki. Natomiast Ty zwyczajnie pożadasz Kobiety i bliskości pociągajacego Cię ciała/umysłu, a na to jedynym lekarstwem jest poznanie kogoś takiego. Jednak nie mam sposobów na poznawanie osób godnych pokochania, a jedynie wiem,jak poznawac nowych ludzi. Może jednak Ty nie musisz już nikogo poznawać, a wśród znajomych jest to, czego szukasz ? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
proo Re: Jak można przestać być samotnym? 23.09.02, 10:14 Oj! Bardzo prosty jest na to sposób! :-) Nauczyć się kochać i .. pokochać. Pozwolić wlewac się miłości najpierw w tętnice a potem niech leniwie dociera do granic naszego pojmowania aż do absolutnej utraty hamulców broniących dostępu do naszego serca. Myśleć o nim/niej , zasypiać z marzeniami , budzić z pożądaniem , nie uspokajać motyli w brzuchu i nie uciszać serca kiedy coraz mocniej drga ... I czekać .. w zyciu spotyka nas to czego bardzo pragniemy. :-) Trzeba tylko umieć pragnąć bo trudno zamknięte serce na kłódkę mieć i nie cierpieć z powodu braku miłości. proo :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: seniorita Re: Jak można przestać być samotnym? IP: *.lodz.dialog.net.pl 28.09.02, 11:14 Proo, masz 100% RACJI! Z jednym małym wyjątkiem: gdyby umiejętność kochania była taka prosta jak piszesz to z pewnością nie byłoby na swiecie tak wielu samotnych, nieszczesliwych ludzi! To serce o ktorym piszesz, "otwiera" sie najwolniej i najtrudniej. Uczymy sie kochac cale zycie, bo tak naprawde niewielu to potrafi. Paradoksalnie to przykre chwile, bol, uwrazliwiaja nas na innych i serce "otwieraja". Bardzo ladnie powiedziala o "sercu" Madonna: "bite 40 lat zajęło mi, by zrozumiec i poczuc, co to znaczy kochac i byc kochanym - dopiero teraz jestem szczesliwa i spelniona". Mysle, ze jest faktycznie szczęściarą, bo masa ludzi przeżywa cale życie i umiera, nie mając pojęcia co to znaczy naprawde kochac i byc kochaną/nym. Zycze wszystkim umiejetnosci "zdrowego" kochania siebie i innych. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Jak można przestać być samotnym? IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 23.09.02, 11:24 Samotność, czym jest? Strachem przed nicością? Jeżeli chcesz się dowiedzieć, zanim zdecydujesz się być z kimś, to postaraj się odpowiedzieć sobie na dwa pytania - ile jesteś w stanie znieść dla kogoś i ile ten ktoś zdolny jest znieść dla ciebie? Jeżeli tego nie wiemy, to w dalszym ciągu jesteśmy samotni. A jeśli takie poszukiwania kończą sie klęską? Cóż, uważam, że lepiej jest jednak wiedzieć. Strach nie jest wystarczającym powodem, by rezygnować z siebie. Zaznaczam, że jest to moja filozofia życia, nie polecam innym. Odpowiedz Link Zgłoś
proo Re: Jak można przestać być samotnym?do gb 23.09.02, 11:41 Oj! A po coż sobie odpowiadać na jakiekolwiek pytanie kiedy miłość puka do serca???????? Można ją spłoszyć i .. znowu czekać ... , czekać ... a ona niecierpliwa jest! I nie jest to rezygacja z siebie. To akceptacja. Ufanie życiu ,sobie i innym. pozdrawiam proo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Jak można przestać być samotnym?do gb IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 23.09.02, 16:15 Mówisz tak, jak moja córka - po co? Bo miłość dla mnie nie jest abstrakcją tylko uczuciem które rodzi się we mnie, to ja. Chcę żeby zaakceptowano mnie a nie złudzenie. Zaznaczałam, że metody nie polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
proo Re: Jak można przestać być samotnym?do gb 23.09.02, 16:32 Gość portalu: gb napisał(a): > Mówisz tak, jak moja córka - po co? Bo miłość dla mnie nie jest abstrakcją > tylko uczuciem które rodzi się we mnie, to ja. Chcę żeby zaakceptowano mnie a > nie złudzenie. Zaznaczałam, że metody nie polecam. Gubisz sens wątku , a może i nie tylko wątku , gb. Longstreet nas pyta co zrobic żeby nie byc samotnym a potem dodaje : "brak mi miłości kobiety.." a Ty mowisz o strachu który nie powinien byc powodem rezygnacji z siebie .. Czy sugerujesz , że miłośc to złudzenie? Gb .. , Ty zamknięte serce na kłódke masz .. i dobrze Cię pyta Twoje dziecko , po co ..? pozdrawiam cieplutko :-) proo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Jak można przestać być samotnym?do proo IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 23.09.02, 18:33 proo napisała: > Gość portalu: gb napisał(a): > > Mówisz tak, jak moja córka - po co? Bo miłość dla mnie nie jest abstrakcją > > > tylko uczuciem które rodzi się we mnie, to ja. Chcę żeby zaakceptowano mni > e a > > nie złudzenie. Zaznaczałam, że metody nie polecam. > > > Gubisz sens wątku , a może i nie tylko wątku , gb. > Longstreet nas pyta co zrobic żeby nie byc samotnym a potem dodaje : > "brak mi miłości kobiety.." a Ty mowisz o strachu który nie powinien byc > powodem rezygnacji z siebie .. Czy sugerujesz , że miłośc to złudzenie? > > Gb .. , Ty zamknięte serce na kłódke masz .. i dobrze Cię pyta > Twoje dziecko , po co ..? > > pozdrawiam cieplutko :-) > proo Nie rozumiesz mnie i właśnie po to by uniknąc takich sytuacji wole sprawdzić z kim mam do czynienia. Co zostanie kiedy miłość, którą odczuwasz całym ciałem minie? To Ty nie odróżniasz stanu zakochania od miłości ale jednych interesuje miłość a drugich miłostki. Nie sugeruję że miłośc to złudzenie i chyba nie gubię wątku chociaż moge sie mylić, nie będę się w tym miejscu bardzo upierać. Po prostu mam taką naturę że lubię wiedzieć, nawet to co dla innych może być niewygodne. Już kiedys tutaj mówiłam, że nie oszukuję siebie i to oznacza każdą literke tego zwrotu. Dziękuję za ciepłe słowa i przykro mi, że temat tak poetycki rozpatruję tak konkretnie, to chyba dlatego że mam nastrój inny niż Ty. Coś za często ostatnio zdarza mi się mówic....nie rozumiesz mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Jak można przestać być samotnym?do gb 23.09.02, 18:09 Och, Proo, piekne jest to co mowisz. Tyle ze moja wredna natura kaze mi tu krople dziegdziu skapnac. Ech, gdyby to wszystko bylo tak proste jak mowisz, zycie bylo by naprawde piekne. Tyle ze widzisz, czasem aby ta milosc dopuscic do siebie, trzeba najpierw w sobie troszke rzeczy poukladac, posprzatac - no i tak mi sie wydaje, ze to wlasnie jest tutaj problemem. Samym optymizmem nie zmienisz swiata, trzeba do tego zaprzac troszke refleksji, pracy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Jak można przestać być samotnym?do Kwieto IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 23.09.02, 18:35 Może i odrobina racji jest w tym co mówisz a może dużo. Dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
proo Kwieto , życie i miłość 24.09.02, 09:19 kwieto napisał: > Och, Proo, piekne jest to co mowisz. Tyle ze moja wredna natura kaze mi > tu krople dziegdziu skapnac. Ech, gdyby to wszystko bylo tak proste jak > mowisz, zycie bylo by naprawde piekne. Tyle ze widzisz, czasem aby ta > milosc dopuscic do siebie, trzeba najpierw w sobie troszke rzeczy > poukladac, posprzatac - no i tak mi sie wydaje, ze to wlasnie jest tutaj > problemem. > Samym optymizmem nie zmienisz swiata, trzeba do tego zaprzac troszke > refleksji, pracy... Oj , ..Ty nie kapnąłeś dziegdziu , wylałeś go na mnie dużo więcej.:-) Widzisz Kwieto .. ja o życiu mówię że JEST piękne - Ty w trybie niedoszłym przypuszczającym : BYŁOBY (i w domyśle: ale nie jest)! Ja mam pewnośc że ono takie właśnie jest bo takiego go oczekuję, takie kocham a ono odwzajemnia tę moją miłość i takim daje mi siebie. U Ciebie rozpoznaję pewną ambiwalentność. Jednoczesną przeciwstawność pragnień i oczekiwań. Bo Ty wiesz że miłość i życie są piękne - (czytuję Cię na Forum i wiem jaki umysł Cię cechuje) - a jednocześnie czegoś brzydkiego oczekujesz i ciemnych stron szukasz ... I to nas różni diametralnie! Sugerujesz , pragmatyku ,że kiedy miłość nachodzi , gdy kogoś kochać zaczynam , kiedy oczy zasnuwa różowa mgła i świat wydaje się piękniejszy niż kiedykolwiek - powinnam sobie powiedzieć STOP Aniu! Robimy porządki. Rachunki sumienia. Oczyśćmy serce i duszę.Oddzielmy ziarna od plew. Odróżnijmy iluzje od prawdy.Marzenia od rzeczywistości. Mam wtedy sprawdzać cokolwiek , układać ????????? Zastanawiać się ile mogę dla tego kogoś znieść????! Jeśli to niezbędne do zakochania to zróbmy to wcześniej , po co w popłochu segregować myśli , uczucia ..? Miłość łatwo sie płoszy i nie znosi pragmatyzmu , niczym nie zdeterminowanych wyborów , zbytniego zagłębiania się w sama istotę narodzin i trwania uczucia kiedy już się stanie. Kwietoooooo..! Juz wiem że Ty NIGDY NIE KOCHAŁEŚ! Bo o ignorancję posądzić Cię nie umiem .... ..choć .. Ty zarzuciłes mi brak refleksji i lenistwo ... co mocno mnie zabolało bowiem jestem przekonana ze wiesz że tych cech nie posiadam a nawet , są mi obce. proo gb? Skąd wiesz że ja nie odróżniam miłośći od miłostek? Może Ty nie odróżniasz "bycia z kimś" od miłości? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: życie i miłość do proo IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 24.09.02, 16:46 Za bardzo ta rozmowa staje sie osobista. Nie znasz mnie ani ja Ciebie. Proponuję skończyć temat, ja kończę. Dziekuję za piękno i czar Twoich słów. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Kwieto , życie i miłość 24.09.02, 18:40 Oj, Proo, ja po prostu nieco inaczej dochodze do swojej milosci. I znaczy ona dla mnie zupelnie cos innego niz dla "statystycznego Polaka". W tym sensie ktory Ty bys zdaje sie chciala widziec (euforia, swiat staje sie piekniejszy, wszystko wspanialsze) rzeczywiscie, kochac juz nie potrafie. Dla mnie milosc jest zupelnie czym innym. Byciem z druga osoba, ktore jednak nie zmienia zbyt wiele w naszej duszy - tyle tylko, ze robi sie nas dwoje. Wiem natomiast, ze sama euforia i wiara w to, ze kocham, nie wystarcza. Gdyby bylo tak jak piszesz - nie byloby nieodwzajemnionych milosci. Skad sie one wiec biora? Z braku wiary? Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Proo dopisek 24.09.02, 18:43 No i wracajac do watku - myslisz, ze jak Longstreet sie w kims zakocha, "otworzy sie na milosc" to automatycznie jego problemy sie skoncza? A ja watpie... Odpowiedz Link Zgłoś
proo Re: Kwieto , życie i miłość 24.09.02, 21:14 Oj ...! :-) Wystarcza .. , wystarcza Kwieto! :-) Nieodwzajemnione miłosci biorą się właśnie z takiego pojmowania miłości jakie Ty i gb reprezentujecie! Kalkujecie na chłodno , rozważacie , przymierzacie ... po co?? To nie są interesy , biznes ... Miłość niczego nie ma dawać poza sama miłością! Kochać znaczy stawać się miłością. Wszystko pozostałe biegnie leniwie obok. I na te inne sprawy jest czas w naszym życiu - nawet jednocześnie z miłowaniem. W niczym różowe okulary i euforia nie przeszkadzają.Wręcz motor napędza się znacznie bardziej , power jest większy , więcej się chce i może w kazdej dziedzinie życia! Miłość dla Ciebie to bycie z druga osobą???? I tylko to?????? Kwieto! obudź się! Ty nie umiesz kochać! I przestań sądzić że jesteś więcej niz statystycznym Polakiem w tej materii! Mam nadzieję że MIŁOŚĆ Cię jeszcze dopadnie , z całą swą mocą! :-))) Pozdrawiam cieplutko proo :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Kwieto , życie i miłość 24.09.02, 21:22 Proo - widzisz, te same slowa dla roznych osob moga miec rozny sens. Ja nie kalkuluje na chlodno. Zreszta, nawet jesli - jak z kalkulowania na chlodno moze powstac nieodwzajemniona milosc? Jak z kalkulowania na chlodno moze powstac w ogole milosc? Zatem wnioski Twe nieco bledne sa. Z drugiej strony, rozemocjonowanej milosci bardzo wiele umyka - stad i czasem trafi nie w ta osobe co trzeba. Byc z kims - tylko tyle i az tyle. Chyba lepiej byc z kims, niz obok tego kogos? Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora Re: Jak można przestać być samotnym? 26.09.02, 19:53 Nie można. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anahita Re: Jak można przestać być samotnym? IP: *.unused.zigzag.pl 23.09.02, 09:48 zgadzam się z moimi poprzednikami - Twojej samotności raczej nie uleczy miłość kobiety - to znacznie głębszy problem - wielokrotnie na tym forum była poruszana kwestia samotności, jak z nią walczyć etc. bez względu na to, co będą doradzać Ci inni, sam musisz się z tym uporać, bo tak naprawdę to problem leży w Tobie, a nie braku uczucia ze strony jakiejś wymarzonej kobiety... ja też nie jestem aktualnie obdarzana miłością przez mężczyznę (no, chyba, że o tym nie wiem ;)), ale nie czuję się tak strasznie samotna...wszystko zależy od podejścia... a może po prostu Ty spróbuj pokochać pierwszy? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malwina Re: Jak można przestać być samotnym? IP: *.abo.wanadoo.fr 23.09.02, 11:00 zacznij od bycia altruista !!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: terazpeuta na terapię idź na terapię IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 23.09.02, 17:17 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kol5 Re: a co to znaczy... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.09.02, 09:36 A co to znaczy być samotnym? Odpowiedz Link Zgłoś
longstreet Re: a co to znaczy...chyba to 25.09.02, 21:01 Na terapię? i co tam usłyszę? banały od psychologa, które nijak mają się do rzeczywistości a mają mnie jedynie zmotywować, zmusić do uwierzenia w siebie. Co za bzdura. Panie Boże za co nas pokarałeś takimi psychologami? A później stały zestaw porad lepienie garnków albo kurs językowy. Złośliwi znajomi doradzą kupno kota albo psa. Samotność myślę że to stan w którym wiesz że większość twoich znajomych spędza ze sobą razem sobotni wieczór idąc na dyskotekę albo do kina albo po prostu razem, przytulając się gapi w telewizor.Wiesz że są kochani i dostają tą wspaniałą porcję akceptacji na codzień i ciepła, miłości i satysfakcji. A ja żeby nie mieć obciachu mogę albo kłamać i zachwalać jak mi dobrze że jestem sam, że nie mam po co wracać do domu, że nikt mnie nie kocha i nie proszę mi tu nie pisać o miłości ze strony rodziców, rodzeństwa etc. Mogę jeszcze inaczej po prostu schować się w swoim pokoju w swoich książkach, grze na komputerze i potarzać no trudno trzeba z tym jakoś żyć, uporać się i lepić garnki albo hodować koty w ostateczności nauczyć się jakiegoś języka. LS Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 25.09.02, 21:21 A moze to nie samotnosc a ZAZDROSC? Ze ktos ma pare a ja nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 25.09.02, 21:34 Sądzę, że u Ciebie z wspomnianymi uczuciami też nie najlepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto GB 25.09.02, 21:37 Wspomnianymi? To znaczy? Z zazdroscia? Na jakiej podstawie tak twierdzisz? P.S. Dodam sakramentalne - "odpowiedz uzasadnij" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: GB IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 25.09.02, 21:43 Wspomnianymi przez Ciebie. A sądze tak ponieważ ciskasz się troche po forum. Starałam sie okreslić to delikatnie. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Ciskanie sie 25.09.02, 21:49 Coz, forum miejsce publiczne, i kazdy moze sie pociskac. Wystarczy nie czytac tego co pisze. Gdybym zmuszal Cie do ciskania sie ze mna, moglby to byc problem. Ale ja sie ciskam na wlasna reke, a wraz ze mna jedynie Ci, co tego chca. Wytlumacz mi (bo wspomniane przeze mnie emocje to zazdrosc przeciez) - na jakiej podstawie uwazasz, ze mam z nia problem? Jakis przyklad? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 25.09.02, 21:52 Czy to nie Ty pierwszy zarzuciłeś komuś zazdrość bez potrzeby tłumaczenia sie, więc może mnie także zwolnij z tego. Ty też nie musisz mi odpowiadac, zastosuj się do swojej rady. A poza tym chyba oboje jesteśmy przewrażliwieni. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 25.09.02, 22:22 Ech, tylko o to chodzi? o ten brak uzasadnienia? Juz prosze: Longstreet napisal: "Samotność myślę że to stan w którym wiesz że większość twoich znajomych spędza ze sobą razem sobotni wieczór idąc na dyskotekę albo do kina albo po prostu razem, przytulając się gapi w telewizor..." Jesli problemem jest swiadomosc, ze inni sa w parach a ja nie, to czy nie chodzi tu bardziej o zazdrosc (ze nie mam tak jak inni)? Czy zazdrosc bierze sie z poczucia osamotnienia, czy osamotnienie bierze sie z zazdrosci (bo mimo najlepszych checi, ciagle nie mam pary) ? Jesli przytyk do mojej zazdrosci byl pozbawiony podstaw - uzasadnienia nie oczekuje. Jesli ma jakies realne przeslanki - chetnie uslysze uzasadnienie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 26.09.02, 14:55 kwieto napisał: > Ech, tylko o to chodzi? o ten brak uzasadnienia? Juz prosze: Longstreet > napisal: > "Samotność myślę że to stan w którym wiesz że większość twoich > znajomych spędza > ze sobą razem sobotni wieczór idąc na dyskotekę albo do kina albo po > prostu > razem, przytulając się gapi w telewizor..." > > Jesli problemem jest swiadomosc, ze inni sa w parach a ja nie, to czy nie > chodzi tu bardziej o zazdrosc (ze nie mam tak jak inni)? > Czy zazdrosc bierze sie z poczucia osamotnienia, czy osamotnienie bierze > sie z zazdrosci (bo mimo najlepszych checi, ciagle nie mam pary) ? > > Jesli przytyk do mojej zazdrosci byl pozbawiony podstaw - uzasadnienia nie > oczekuje. Jesli ma jakies realne przeslanki - chetnie uslysze uzasadnienie > > Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 26.09.02, 18:24 To dlaczego przeszkadza mu swiadomosc, ze znajomi maja pare? Dlaczego nie cieszy sie ich szczesciem, ale wpedza go ono w depresje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 26.09.02, 19:24 Rzeczywiście się czepiasz. Czy to tak trudno zrozumieć, wyobrazić sobie, oczywiście przyjmując że kiedys już byliśmy z kimś blisko, że to sam czar i poezja i............ rozpisałabym się jeszcze ale Ty wolisz pewnie schabowy zamiast zapachu kwiatów. Więc jeżeli widzimy ludzi spacerujących, przytulających się do siebie, patrzących sobie w oczy, to usmiechamy sie i też bysmy tak chcieli ale nie zazdroscimy po prostu wiemy jak im jest a jest czarownie. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 26.09.02, 19:48 No ale Longstreet sie nie usmiecha gdy widzi spacerujacych razem ludzi! To jest wlasnie ta roznica, ktorej sie czepiam. Gdyby usmiechal sie do nich i cieszyl z tego, ze oni kogos maja, to wszystko bylo by ok. Ale on sie do nich nie usmiecha... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 26.09.02, 20:13 Tego nie wiesz, trudno jest napisac tak do końca co sie czuje. Ale Ty drążysz. Chcesz dowodu na istnienie miłości? Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 26.09.02, 20:19 Nie rozumiem pytania o dowod? Co do drazenia - napisalem to, co mi sie rzucilo po przeczytaniu jego posta. Zauwazylem w nim jakis element wlasnie zazdrosci (gdyby sie cieszyl ich miloscia, czemu go zle nastrajaja i czemu ich oklamuje, ze jest wszystko w porzadku?) i go skomentowalem. Reszta jest naszym dialogiem i naszym drazeniem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 26.09.02, 22:06 Przeczytałam Twoją wypowiedż na innym wątku o miłości i cos mi się wydaje, że głęboko nurkujesz. Biedny Kwieto. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 26.09.02, 22:20 ?? Ostatnio nie trafiaja do mnie aluzje :( Mozesz przyblizyc? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 27.09.02, 07:43 Cokolwiek byś tutaj pisał na temat miłości, stanu zakochania, zauroczenia itp. dla mnie jest jasne, że Twoja dusza jest głodna, karmisz ją słowami, sycisz się miłością, potrzebujesz jej. Jesteś biedny bo nie chcesz przyjąć tego do wiadomości. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 27.09.02, 07:52 I co ja moge wlasciwie odpowiedziec? To Twoja interpretacja, a dyskutowanie na ten temat zaczyna przypominac rozmowe o nosie chinskiego ceszarza, ktorego nic nie widzial. Uargumentuj prosze teze, podaj przyklady moich wypowiedzi na podstawie ktorych taki wniosek wyciagnelas, wtedy bedziemy mogli rozmawiac. Poki co, dla mnie jest to wniosek pozbawiony jakichkolwiek podstaw. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 27.09.02, 07:56 To nie wniosek a odczucie, nie zamierzam przytaczać argumentów bo czuję wstręt do definiowania uczuć i rozbierania ich na czynniki pierwsze, to odbiera im racje bytu. Kąp się dalej w swoich słowach, dodaj olejków, będzie przyjemniej. Pozdrawiam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 27.09.02, 08:25 Och, ach, nie omieszkam :"))) Pamietaj, to Twoje odczucia. Ze mna nie maja zbyt wiele wspolnego, o ile nie zostaja podparte jakas konkretna przeslanka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 27.09.02, 11:30 Chcesz konkretną przesłankę? Proszę. Spróbuj przestać rozmawiać na temat swoich uczuć, rozejrzyj sie i zobacz coś więcej niż ekran komputera. Gdzie są teraz Twoje uczucia, no wyłącz komputer, gdzie one są? Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 28.09.02, 14:15 1. Przeciez ja nie rozmawiam o swoich uczuciach. Rozmawiam o cudzych uczuciach, nieprawdaz? 2. Moje uczucia w tej chwili sa w powietrzu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 28.09.02, 17:18 Jesteś pokrętny i dobrze o tym wiesz. Jak można przekonać kogoś, kto nie musi byc przekonywany, bo zdaje sobie sprawę z tego co robi. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 28.09.02, 17:24 :")))))))))) Mozna mnie przekonac. Ale trzeba mnie "zabic" zelazna logika. Znam chyba z piec osob ktorym sie udalo, hihihi (oczywiscie nie mowie o sytuacjach w ktorych sam pytam o rade i opinie w jakiejs sprawie) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 28.09.02, 17:52 Żelazna logika nie ma zastosowania do uczuć, poddaję się. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 28.09.02, 18:05 Wbrew pozorom, nawet uczucia kieruja sie jakas logika :")) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 28.09.02, 18:13 Kwieto, może inaczej, w Łodzi jest Parada Młodości, jest muzyka, roztańczeni ludzie, szał ciał. Dlaczego Ciebie tu nie ma? Taniec do utraty zmysłów to dobre rozwiązanie na wszystkie problemy i niepotrzebna tu logika tylko ochota i kondycja. Byłam, zobaczyłam, jestem za. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: Ciskanie sie 28.09.02, 18:19 1. Nie szukam rozwiazania problemow 2. Dobrze mi tu gdzie jestem 3. Jutro wybieram sie na "Gwiezdne Wojny" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gb Re: Ciskanie sie IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 28.09.02, 18:38 Jesteś szczęśliwym człowiekiem. Miłego oglądania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.09.02, 22:05 Ani przez moment nie wyczułam tu zazdrości. Wypowiedż jest raczej nacechowana rozgoryczeniem ze stanu, iż innym się udaje tylko nie autorowi. Zawsze pokonujecie swoje poprzeczki? Wasza praca we włożene dążenia do celu jest uwieńczona sukcesem? Tylko nie piszcie,ze to kwestia nastawienia. Nie na wszystkie rzeczy bezposrednio nas dotyczące mamy bezpośredni wpływ. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 25.09.02, 22:23 Czasem trzeba sie nauczyc byc szcesliwym, nie uwienczywszy niczego sukcesem - po prostu tu i teraz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.09.02, 22:42 Owszem, ale nauke motywują pozytywne bodźce. Negatywna motywacja nie istnieje. Zaangazowanie tematem zawsze wynika z tego,że małe cegiełki, składowe naszego działania ukladają się w jakąś całość przynoszącą efekt-tu: zycie we dwoje, czy miłość. Sztuka dla sztuki nie istnieje. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 25.09.02, 22:54 Nigdy nie zdarzylo Ci sie spacerowac dla spacerowania? Spiewac dla spiewania? leniuchowac dla leniuchowania? Plywac dla plywania? biegac dla biegania? Oczywiscie - mozna do tego wszystkiego dorobic ideologie, ale po co? Jednak chodzilo mi o troche cos innego. Mysle, ze kazdy moze sobie zapewwnic szczescie (a w milosci przeciez o bycie szczesliwym chodzi!) tak naprawde w kazdej chwili. Zalezy to w duzej mierze od jego nastawienia. Jesli ktos nie potrafi byc szczesliwym teraz, czy bedzie potrafil byc szczesliwym w zwiazku? Gdy osiagnie "sukces"? Moze na chwile, krotka euforia "zwyciestwa" a co dalej? gdy sukces (milosc) sie znudzi? Gonimy za nastepna? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inka_sama Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 25.09.02, 23:09 kwieto napisał: (...)> Zalezy to w duzej mierze od jego nastawienia. > Jesli ktos nie potrafi byc szczesliwym teraz, czy bedzie potrafil byc > szczesliwym w zwiazku? Gdy osiagnie "sukces"? Moze na chwile, krotka > euforia "zwyciestwa" a co dalej? gdy sukces (milosc) sie znudzi? Gonimy za > nastepna? Masz tu wiele racji kwieto. Poprę przykładem. Moja szczęśliwą miłość, mojego męża, poznałam gdy postanowiłam NIE szukać miłości. Postanowiłąm byc dobra DLA SIEBIE. I ta wewnętrzna pogoda jaką wtedy osiągnęłam była magnesem który przyciągał do mnie ludzi. Tego jedynegoi też. I wcale nie rzuciłąm się na niego - wahałam sie czy jestem gotowa by tak naprawdę wejść w związek z innym człowiekiem. Daliśmy sobie czas na poznanie. Na przyjaźń. Na uczucia. Było warto. J awtedy po prostu byłam bardzo zadowolona ze swego towarzystwa - i lubiłam innych ludzi, nie oczekujac od nich niczego szczególnego. Ot tak. Ni ejest to stan dany sam z siebie. Trzeba nad nim pracowac. Można go zgubić (ja gubie teraz ciągle :)). Ale warto starać sie do niego wrócić. Plączę juz ? Bo spac mi się chce... Aaaaa! Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 25.09.02, 23:11 To dobranoc, a i ja ide spac, niech sie wreszcie wyspie :")) Odpowiedz Link Zgłoś
kasia-s Re: a co to znaczy samotność 25.09.02, 23:16 longstreet napisał: > No właśnie jak, bo sam nie wiem. Mam 26 lat i odczuwam absolutną pustkę. Co to znaczy samotność? Samotność to chyba nie jest stan ciała, tylko stan duszy. Są ludzie, którzy nigdy nie czują się samotni, nawet jeżeli koło nich nie ma nikogo. A są tacy, którzy są zawsze samotni, nawet jak są w szczęśliwych z pozoru związkach. Musisz się zastanowić czy czujesz pustkę, bo jesteś sam, czy dlatego, że jesteś samotny. Jeżeli tylko czujesz się sam, to wyjdź do ludzi, do klubu, na dyskotekę, na koncert, spotkaj się z dawnymi kolegami ze szkoły, a i koleżanki się znajdą. Jeżeli czujesz się samotny... to stan duszy, trudno sobie z nim poradzić niestety. Życzę powodzenia w wypełnianiu pustki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.09.02, 23:43 kwieto napisał: > Nigdy nie zdarzylo Ci sie spacerowac dla spacerowania? Spiewac dla > spiewania? leniuchowac dla leniuchowania? Plywac dla plywania? biegac dla > biegania? > Oczywiscie - mozna do tego wszystkiego dorobic ideologie, ale po co? Naszym działaniem kieruje swiadomość i podświadomość, cała masa impulsów, powiazań neuronowych. Tak naprawdę, to co wykonujemy nigdy nie dzieje się bez współzaleznych elementów organizmu. To nie ideologia, to podstawa zycia i funkcjonowania istoty rozumnej, inteligentnej. Nie znam osoby, która na swoje szczęscie nie pracuje, nie przychodzi ono ot tak sobie i nie stuka do drzwi.Jednak są szczęsliwcy, którym los ułatwia kilka zadań, znajdą się we własciwym miejscu, we właściwej porze. Inni, aby to osiagnąc , co oni, muszą się niexle nadreptać. Zastanów się , kto będzie miał wieksza wolę walki, determinacji w działaniu służącym osiagnięciu danego celu, ci strudzeni, czy ci farciarze.Moze własnie temu mlodemu czlowiekowi chwilowo brak akumulatorow? Moze ma aż 26 lat. Moze doswiadczył więcej niz niejeden 40 latek, u którego np siłą napedowa zwiazku jest zona, on natomiast zyje sobie i jest mu wygodnie. Nastawienie mozna miec pozytywne, ale co z tego jak nie ma efektow? Mozna byc szczęsliwym mając satysfakcjonujaca prace,ale co z tego jak nie ma się tego z kim dzielic. Całokształt wychodzi skromnie, jesli powolaniem jest oczywiscie zycie w związku. Ja zawsze mam wole walki, ale rozumiem tych , ktorym jej brakuje. Ja nigdy nie rezygnuje, nigdy sie nie nudze ludźmi, ale nie kazdy zyje takimi wzorcami jak ja. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 26.09.02, 07:16 Nigdy nie lubilem walczyc - jest to dla mnie chamskie i brutalne. Wole negocjowac, dogadywac sie, kooperowac. Myslisz, ze byc szczesliwym mozna tylko osiagajac jakis sukces czy byc z kims? A co z takimi pustelnikami, co z mnichami zamknietymi w klasztorach? Mozna byc szczesliwym w kazdej sekundzie zycia, nie sa do tego potrzebne takie gadzety jak milosc czy sukces Odpowiedz Link Zgłoś
proo Re: a co to znaczy...chyba to-Kwieto 26.09.02, 09:39 kwieto napisał: > Mozna byc szczesliwym w kazdej sekundzie zycia, nie sa do tego potrzebne > takie gadzety jak milosc czy sukces > kwieto Oj! ... Kwieto .. Żle spałeś? Wstałeś lewą nogą? Co Ty pleciesz?! A co jest potrzebne człowiekowi do szczęścia? Co Cię uszczęśliwia? Samotność przed komputerem po przyjściu z pracy? Miłość to gadżet? Sukces to gadżet? Co więc jest sensem istnienia człowieka? Tym sensem ktorego tak uparcie poszukujesz od dwóch dni na Forum? Mówisz o mnichach ...? .. oni ten sens znają. Miłość. To jest sens ich życia i szczęście które ich wypełnia. A jeśli dla Ciebie MIŁOŚĆ , kobieta -jej dotyk , szept , pożądanie ... potomstwo ktore może Ci dać .. i SUKCES , satysfakcja osięgnięta na polu zawodowym , mozliwość robienia dobrze tego co się lubi i posiadania w zamian tego co się pragnie i co niezbędne do życia ... to GADŻET , czym więc wypełniasz swe życie? Co stanowi jego CLOU?!!! pozdrawiam Cię cieplutko proo Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to-Kwieto 26.09.02, 18:12 proo napisała: > Co Ty pleciesz?! A co jest potrzebne człowiekowi do szczęścia? Generalnie - nic :") > Co Cię uszczęśliwia? Samotność przed komputerem po przyjściu z pracy? To jest akurat czesciowo nalog (siedzenie przy komputerze), czesciowo brak innego, ciekawszego zajecia. Czy siedzenie przy komputerze musi byc zle lub tragiczne? Znaj proporcjum Mosci Pani. > Miłość to gadżet? Sukces to gadżet? Co więc jest sensem istnienia człowieka? > Tym sensem ktorego tak uparcie poszukujesz od dwóch dni na Forum? > Mówisz o mnichach ...? .. oni ten sens znają. > Miłość. To jest sens ich życia i szczęście które ich wypełnia. > Milosc? Pamietaj, mowimy tu o milosci partnerskiej. Wiec dlaczego mnisi nie zakladaja rodzin i nie oddaja plodzeniu i wychowywaniu dzieci? To nie partnerska milosc jest ich sensem. > A jeśli dla Ciebie MIŁOŚĆ , kobieta -jej dotyk , szept , pożądanie ... > potomstwo ktore może Ci dać .. > i SUKCES , satysfakcja osięgnięta na polu zawodowym , mozliwość robienia dobrze > > tego co się lubi i posiadania w zamian tego co się pragnie i co niezbędne do > życia ... to GADŻET , czym więc wypełniasz swe życie? > Co stanowi jego CLOU?!!! > No wlasnie nic, i to jest najpiekniejsze. Albo inaczej - kazdego dnia tym clou jest cos innego :") Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.02, 14:57 kwieto napisał: > Nigdy nie lubilem walczyc - jest to dla mnie chamskie i brutalne. Wole > negocjowac, dogadywac sie, kooperowac. Kwieto, chamska i brutalna jest przemoc, gwałt i inne elementy godzące w czyjąś godnośc. Na litość! Walka nie zawsze oznacza to co piszesz. Moze również oznaczac upór, determinację z dążeniu do celu, przeciwstawianie sie trudnościom,a także godne znoszenie porazek. Jeśli srodki służace temu są oparte na zasadach moralnych, etycznych, nie wykraczają poza ramy prawa, to kto powie, że taka walka jest brudna? Może nie lubisz po prostu tego słowa, ale nie zmieniaj jego znaczenia lub wymowy.Nie zapominaj, że walczyć mozna przecież z samym sobą, i to niekoniecznie ma wymiar fizyczny, przecież nikt z rozpędu nie ładuje prosto w ścianę!!! > Myslisz, ze byc szczesliwym mozna tylko osiagajac jakis sukces czy byc z > kims? A co z takimi pustelnikami, co z mnichami zamknietymi w > klasztorach? KWIETO!!! Mamy rónego rodzaju powolania: zycie w habicie, życie samotne, zycie we dwoje tworząc rodzine lub inny model w zalezności od indywidualnego podejścia.Musi być spelniony podstawowy warunek: to nam odpowiada: księzom odpowiada słuzba Bogu, samotnikowi, to ze sam sobie sterem żeglarzem okrętem, parze ludzi- mozliwośc załozenia rodziny. Myslę, że autorowi chodzi o to trzecie, zycie we dwoje, wyraźnie to pisze. Wyraźnie pisze, że nie odczuwa spełnienia w życiu. Wypowiedzi raczej nie są optymistyczne, jest w nich sporo goryczy. Przypuszczam, ze czlowiek ten traci motywację, moze sie wiele razy zraził, może nie jest przebojowy, powody mozna mnozyć. Oczywiscie mozna byc szczęsliwym patrząc na budząca się przyrodę, mozna byc szczęsliwym chodząc po górach, być zdrowym, miec pracę, dom.... i tak sie sklada, ze niektorym jest jeszcze potrzebna do szczęścia mozliwośc dzielenia się wzlotami, upadkami, mozliwość współodczuwania. Za tym tęskni nasz autor! > Mozna byc szczesliwym w kazdej sekundzie zycia, nie sa do tego potrzebne > takie gadzety jak milosc czy sukces I tu chyba sie zakleszczyłeś. Co jest sensem Twojego istnienia?Podobno kochasz??? Czy to dla Ciebie jest gadżet??? Pozdrawiam podpisujac sie obiema rączkami i nózkami pod wypowiedzią Proo. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 26.09.02, 18:22 Gość portalu: joanna napisał(a): > Kwieto, chamska i brutalna jest przemoc, gwałt i inne elementy godzące w czyjąś > > godnośc. Na litość! Walka nie zawsze oznacza to co piszesz. Moze również > oznaczac upór, determinację z dążeniu do celu, przeciwstawianie sie > trudnościom,a także godne znoszenie porazek. Jeśli srodki służace temu są > oparte na zasadach moralnych, etycznych, nie wykraczają poza ramy prawa, to kto > > powie, że taka walka jest brudna? Może nie lubisz po prostu tego słowa, ale nie > Pamietaj, ze normy etyczne w gruncie rzeczy sami ustalamy, i mozemy jako etyczne uznac cokolwiek. Upor, przeciwstawianie sie trudnosciom (zakladam, ze mowimy o relacjach miedzyludzkim) to w dalszym ciagu wywieranie presji na druga osobe. A ze subtelniejsze - jakie to ma znaczenie? > zmieniaj jego znaczenia lub wymowy.Nie zapominaj, że walczyć mozna przecież z > samym sobą, i to niekoniecznie ma wymiar fizyczny, przecież nikt z rozpędu nie > ładuje prosto w ścianę!!! > Caly czas mowimy przeciez o relacjach miedzyludzkich - praca nad soba to inna historia, choc i tu uwazam, ze lepiej jest sie ze soba dogadac niz walczyc. Np. jesli sportowiec nie bedzie sluchal tego co jego cialo ma do powiedzenia, tylko z nim "walczyl" - szybko nabawi sie kontuzji. > KWIETO!!! > Mamy rónego rodzaju powolania: zycie w habicie, życie samotne, zycie we dwoje > tworząc rodzine lub inny model w zalezności od indywidualnego podejścia.Musi > być spelniony podstawowy warunek: to nam odpowiada: księzom odpowiada słuzba > Bogu, samotnikowi, to ze sam sobie sterem żeglarzem okrętem, parze ludzi- > mozliwośc załozenia rodziny. Myslę, że autorowi chodzi o to trzecie, zycie we > dwoje, wyraźnie to pisze. Wyraźnie pisze, że nie odczuwa spełnienia w życiu. No dobrze. ale jak to sobie wyobrazasz? To szczesliwe zycie ma sie zrodzic z nieszczesliwego czlowieka? Jesli ktos jest nieszczesliwy ze soba, to tak naprawde nie potrafi wygenerowac szczescia w zwiazku we dwoje. Euforie, szczescie rozumiane jako odurzenie, zaslepienie - tak. Ale nie uda mu sie wygenerowac dlugiego poczucia szczesliwosci, jesli nie znajdzie go w sobie samym. A tego mozna dokonac bez drugiej osoby. > nie jest przebojowy, powody mozna mnozyć. > Oczywiscie mozna byc szczęsliwym patrząc na budząca się przyrodę, mozna byc > szczęsliwym chodząc po górach, być zdrowym, miec pracę, dom.... i tak sie > sklada, ze niektorym jest jeszcze potrzebna do szczęścia mozliwośc dzielenia > się wzlotami, upadkami, mozliwość współodczuwania. Za tym tęskni nasz autor! > Alez mozna wspolodczuwac z przyjaciolmi, rodzicami, ludzmi spotkanymi przypadkiem - wlasciwie z kazdym! Co przeszkadza takiemu wspolodczuwaniu? Dlaczego jest ono wg Ciebie gorsze od wspolodczuwania z osoba ktora jest do mnie jakos przywiazana? > > Mozna byc szczesliwym w kazdej sekundzie zycia, nie sa do tego potrzebne > > takie gadzety jak milosc czy sukces > > I tu chyba sie zakleszczyłeś. Co jest sensem Twojego istnienia?Podobno > kochasz??? Czy to dla Ciebie jest gadżet??? > Milosc partnerska nie jest dla mnie sensem zycia. Ciesze sie nia, raduje - ale jesli jej zabraknie, nie bede po niej specjalnie plakal... Czy naprawde milosc MUSI byc sensem zycia? Nie moze byc tylko dodatkiem? Czy jesli jest dodatkiem, musi od razu oznaczac traktowanie "per noga" drugiej osoby? Ja po prostu mam ciastko i jem ciastko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.02, 19:25 kwieto napisał: > Pamietaj, ze normy etyczne w gruncie rzeczy sami ustalamy, i mozemy > jako etyczne uznac cokolwiek. Upor, przeciwstawianie sie trudnosciom > (zakladam, ze mowimy o relacjach miedzyludzkim) to w dalszym ciagu > wywieranie presji na druga osobe. A ze subtelniejsze - jakie to ma > znaczenie? Moim zdaniem treść jest ubrana w formę, czyli : jesli posłużę się agresją, arogancją, moge liczyć dokladnie na to samo, jesli natomiast posłuże sie innymi formami ekspresji, mam wieksza szansę na to iz uda mi sie kogoś przekonac, zmotywowac do współpracy, krótko mówiac osiagnac cos co sobie w danej chwili zamierzyłam. Tak więc subtelniejsze działanie odgrywa ogromne znaczenie. Na tym opiera sie cala psychologia oddziaływania na ludzi. zasada klik-wrr. Swoja droga szkoda, ze Stany odpowiedziały na terror terrorem. > > Caly czas mowimy przeciez o relacjach miedzyludzkich - praca nad soba to > inna historia, choc i tu uwazam, ze lepiej jest sie ze soba dogadac niz > walczyc. Np. jesli sportowiec nie bedzie sluchal tego co jego cialo ma do > powiedzenia, tylko z nim "walczyl" - szybko nabawi sie kontuzji. A nie słyszałes nigdy powiedzenia , że chory wygrał z chorobą? Tzn co? oddal jej nerkę, a ona w zamian jemu 5 lat zycia?I podpisali pakt o nieagresjii? > No dobrze. ale jak to sobie wyobrazasz? To szczesliwe zycie ma sie zrodzic > z nieszczesliwego czlowieka? Jesli ktos jest nieszczesliwy ze soba, to tak > naprawde nie potrafi wygenerowac szczescia w zwiazku we dwoje. Euforie, > szczescie rozumiane jako odurzenie, zaslepienie - tak. Ale nie uda mu sie > wygenerowac dlugiego poczucia szczesliwosci, jesli nie znajdzie go w sobie > samym. A tego mozna dokonac bez drugiej osoby. No niestety w dalszym ciagu nie moge uznać Twojej wypowiedzi za przekonujacą mnie.Poczucie trwałego szczęscia mozna wygenerowac ze swiadomosci, iz ma sie kogos przy boku. Znam wiele osób, które są swietnymi inzynierami, fachowcami, wszystko ładnie, pieknie, utrzymuja sporo kontaktow interpersonalnych, a jednak czegos im brakuje, hmm, otwarcie mówia czego!Czy one są szczęsliwe? Ciągle przychodza do czterech pustych scian, mówią. > Alez mozna wspolodczuwac z przyjaciolmi, rodzicami, ludzmi spotkanymi > przypadkiem - wlasciwie z kazdym! Co przeszkadza takiemu > wspolodczuwaniu? Dlaczego jest ono wg Ciebie gorsze od wspolodczuwania > z osoba ktora jest do mnie jakos przywiazana? Ja nie twierdzę, ze jest ono gorsze dla Ciebie, to pierwsza sprawa. Chodziłes kiedys sam po górach? A przespacerowales sie moze z kims bliskim sercu w sniezycy, deszczu, z cięzkim plecaczkiem? Często spotykam samotników w gorach, i wiesz co, oni sa bardzo otwarci na rozmowę, często sami pierwsi zagadują, w oczach jest jakis smutek. Jesli to nie Twoj obraz , to ok. > Milosc partnerska nie jest dla mnie sensem zycia. Ciesze sie nia, raduje - > ale jesli jej zabraknie, nie bede po niej specjalnie plakal... Szkoda, bo płacz oczyszcza i jest bardzo ludzki. > Czy naprawde milosc MUSI byc sensem zycia? Nie moze byc tylko > dodatkiem? Czy jesli jest dodatkiem, musi od razu oznaczac traktowanie > "per noga" drugiej osoby? Ja po prostu mam ciastko i jem ciastko. Dla niektorych nie jest , ale bardzo by chcieli zeby byla. Ty najwyraźniej jesteś inny. Nie wiem, czy jestes w stanie w pełni odwzajemnic kobiecie uczucie, ale to chyba zbyt osobista dygresja. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 26.09.02, 19:46 Gość portalu: joanna napisał(a): > Moim zdaniem treść jest ubrana w formę, czyli : jesli posłużę się agresją, > arogancją, moge liczyć dokladnie na to samo, jesli natomiast posłuże sie innymi > > formami ekspresji, mam wieksza szansę na to iz uda mi sie kogoś przekonac, > zmotywowac do współpracy, krótko mówiac osiagnac cos co sobie w danej chwili > zamierzyłam. Tak więc subtelniejsze działanie odgrywa ogromne znaczenie. Na tym > > opiera sie cala psychologia oddziaływania na ludzi. zasada klik-wrr. Swoja > droga szkoda, ze Stany odpowiedziały na terror terrorem. > Nawet najbardziej uprzejmy meczydusza kiedys doczeka sie reakcji "wrr". Nie slyszalas o ludziach "uprzedzajaco uprzejmych"? Jesli chcemy wywrzec na kims presje, srodki nie graja roli. Jesli nie wywieramy na niego presji, to z nim nie walczymy. > A nie słyszałes nigdy powiedzenia , że chory wygrał z chorobą? Tzn co? oddal > jej nerkę, a ona w zamian jemu 5 lat zycia?I podpisali pakt o nieagresjii? A nie slyszalas, ze zwykle dzieje sie to wtedy gdy chory pogodzi sie z choroba? Wlasnie wtedy choroba go opuszcza, kiedy przestaje rozpaczliwie walczyc, tylko zaczyna ja "olewac"? > No niestety w dalszym ciagu nie moge uznać Twojej wypowiedzi za przekonujacą > mnie.Poczucie trwałego szczęscia mozna wygenerowac ze swiadomosci, iz ma sie > kogos przy boku. Znam wiele osób, które są swietnymi inzynierami, fachowcami, > wszystko ładnie, pieknie, utrzymuja sporo kontaktow interpersonalnych, a jednak > > czegos im brakuje, hmm, otwarcie mówia czego!Czy one są szczęsliwe? Ciągle > przychodza do czterech pustych scian, mówią. Coz, ja nie odpowiadam za to co mowia. Bycie wyksztalconym inteligentnym, inzynierem - to taka sama przepustka do szczescia jak milosc - czyli zadna. Owszem, milosc moze stymulowac. Ale narkotyki tez stymuluja. Jesli nie potrafisz zyc bez milosci, to czyz nie jest ona uzaleznieniem? A czym sie rozni uzaleznienie od np. alkoholu od uzaleznienia od milosci? Swoja droga - jesli cierpiacemu na brak milosci (co mu potrzebne do szczescia) trzeba zapewnic owa milosc, to dlaczego narkomanom nie zapewnia sie narkotykow? Wszak sa im one potrzebne by mogli czuc sie szczesliwymi? A co z seksocholikami? Przeciez ich uzaleznienie nikogo nie krzywdzi, jest przyjemne - dlaczego traktuje sie to jak chorobe w takim razie? > Ja nie twierdzę, ze jest ono gorsze dla Ciebie, to pierwsza sprawa. > Chodziłes kiedys sam po górach? A przespacerowales sie moze z kims bliskim > sercu w sniezycy, deszczu, z cięzkim plecaczkiem? Z bardzo wieloma bliskimi osobami. Roznych plci. Najwiecej z dziesiecioma naraz :"))) > Często spotykam samotników w gorach, i wiesz co, oni sa bardzo otwarci na > rozmowę, często sami pierwsi zagadują, w oczach jest jakis smutek. Jesli to nie > Twoj obraz , to ok. Tez spotykam samotnych ludzi w gorach, ale nie widze w ich oczach smutku. Sa szczesliwi, dlatego chetnie rozmawiaja i dziela sie swoim szczesciem. Moze chodzimy w inne gory? > Szkoda, bo płacz oczyszcza i jest bardzo ludzki. > Ujme wiec to inaczej - nie bede rozpaczal. Lepiej? > Dla niektorych nie jest , ale bardzo by chcieli zeby byla. Ty najwyraźniej > jesteś inny. Nie wiem, czy jestes w stanie w pełni odwzajemnic kobiecie > uczucie, ale to chyba zbyt osobista dygresja. Trzeba by zapytac owej kobiety :")) A swoja droga, mysle, ze dopiero gdy nie potrzebuje milosci, to wtedy moge prawdziwie kochac. Bo znika lek o to, ze utrace druga osobe. Moje dzialania nie sa paralizowane lekiem, nie sa dyktowane strachem. Zauwaz, ze zazdrosnicy to wlasnie ludzie, ktorzy boja sie, ze utraca druga osobe. Nie moga zyc bez niej i bez milosci. Zatem zazdrosnik powinien byc osoba ktora kocha najbardziej ze wszystkich ludzi. Dlaczego wiec nie lubimy gdy nasz(a) ukochany/a jest o nas zazdrosny(a)? Przeciez powinnismy byc z tego powodu szczesliwi! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.02, 22:48 kwieto napisał: > Nawet najbardziej uprzejmy meczydusza kiedys doczeka sie reakcji "wrr". > Nie slyszalas o ludziach "uprzedzajaco uprzejmych"? Jesli chcemy wywrzec > na kims presje, srodki nie graja roli. Jesli nie wywieramy na niego presji, to > z nim nie walczymy. Klik-wrr w znaczeniu psychologii wywierania wpływu na ludzi( ksiązka pod tym tytułem autorstwa Caldiniego) oznacza utrwalone wzorce reakcji na ktore reagujemy automatycznie, jak np przekręcenie kluczyka w stacyjce samochodu (=klik)- uruchomienie silnika (=wrr). Człowiek ktory nabywa zyciowego doswiadczenia potrafi weryfikować swoje podstawowe reakcje i tym samym wyczuć kłamiącego komplemenciarza=czlowieka uprzedzająco uprzejmego. Nie zawsze formą walki jest presja. > A nie slyszalas, ze zwykle dzieje sie to wtedy gdy chory pogodzi sie z > choroba? Wlasnie wtedy choroba go opuszcza, kiedy przestaje rozpaczliwie > walczyc, tylko zaczyna ja "olewac"? Olewanie jest dla mnie czyms pasywnym i nie podejmowanie jakiejkolwiek metody "walki z choroba" i doprowadzenie jej do stanu likwidacji pachnie mi noblem. > Owszem, milosc moze stymulowac. Ale narkotyki tez stymuluja. Jesli nie > potrafisz zyc bez milosci, to czyz nie jest ona uzaleznieniem? A czym sie > rozni uzaleznienie od np. alkoholu od uzaleznienia od milosci? Uważam, ze takie postawienie sprawy, jest toksyczne dla odbiorcy tego całego watku. No comments! > > Swoja droga - jesli cierpiacemu na brak milosci (co mu potrzebne do > szczescia) trzeba zapewnic owa milosc, to dlaczego narkomanom nie > zapewnia sie narkotykow? Wszak sa im one potrzebne by mogli czuc sie > szczesliwymi? Uzaleznienie sie od uzywek typu narkotyki i alkohol lub skłonnośc do uzywek jest skutkiem problemów emocjonalnych, natomiast niezaspokojona , naturalna potrzeba afiliacji jest przyczyna tych problemow. > A co z seksocholikami? Przeciez ich uzaleznienie nikogo nie krzywdzi, jest > przyjemne - dlaczego traktuje sie to jak chorobe w takim razie? Bo to jest choroba, w ktorej to czlowiek usiłuje zastapic braki emocjonalne seksem.Nie jest on wcale z tym szczesliwy, nie przynosi mu on takiej radosci jak harmonia uczuć i doznań cielesnych. Niektorzy partnerzy są szczęsliwi,ze ich partnerzy bywaja o nich zazdrośni. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 26.09.02, 23:22 Gość portalu: joanna napisał(a): > Klik-wrr w znaczeniu psychologii wywierania wpływu na ludzi( ksiązka pod tym > tytułem autorstwa Caldiniego) oznacza utrwalone wzorce reakcji na ktore > reagujemy automatycznie, jak np przekręcenie kluczyka w stacyjce samochodu > (=klik)- uruchomienie silnika (=wrr). > Człowiek ktory nabywa zyciowego doswiadczenia potrafi weryfikować swoje Coz, jesli dziala to na instynktach, to mozna powiedziec, ze mozna uzyskac wymach nogi, delikatnie uderzajac w kolano mloteczkiem. Jesli to ma dzialac na zasadzie odruchu, to sie nie liczy w naszym przypadku. Bo nie jest to wywieranie wplywu, a wykorzystywanie "automatycznosci" - zatem - nie tyle manipulujesz kims, co wykorzystujesz zastana strukture. zasob reakcji ktore mozna w ten sposob osiagnac, jest dosc ograniczony. Gdy tylko przesadzisz z naciaganiem tych reakcji, pojawia sie "wrrr". > podstawowe reakcje i tym samym wyczuć kłamiącego komplemenciarza=czlowieka > uprzedzająco uprzejmego. > Nie zawsze formą walki jest presja. Podaj przyklad walki, ktora nie jest presja? > > A nie slyszalas, ze zwykle dzieje sie to wtedy gdy chory pogodzi sie z > > choroba? Wlasnie wtedy choroba go opuszcza, kiedy przestaje rozpaczliwie > > walczyc, tylko zaczyna ja "olewac"? > Olewanie jest dla mnie czyms pasywnym i nie podejmowanie jakiejkolwiek > metody "walki z choroba" i doprowadzenie jej do stanu likwidacji pachnie mi > noblem. A coz zlego w pasywnosci? Poza tym, nieprzejmowanie sie choroba (zwroc uwage, ze przypadki tych uleczen dotycza sytuacji, gdy dana osoba nie ma juz wlasciwie nic do stracenia) to raczej stan obojetny, ani aktywny ani pasywny. to jest zachowywanie sie tak, jakby tej choroby nie bylo. Acha zwroc uwage, ze gdy osoby "samouleczone" mowia o cofnieciu sie choroby, zwykle jest tak, ze one spostrzegly to dopiero po jakims czasie - czyli wychodzi na to, ze wlasnie sprawe choroby odstawily na boczny tor, odpuscily sobie. > Uważam, ze takie postawienie sprawy, jest toksyczne dla odbiorcy tego całego > watku. No comments! > Mozemy przeniesc rozmowe na inny watek. Szczerze powiedziawszy, porownanie potrzeby milosci (zaznaczam - potrzeby milosci a nie samej milosci; mowimy oczywiscie o milosci partnerskiej) do narkomanii jest kuszace i ma pewien "smaczek" :") > Uzaleznienie sie od uzywek typu narkotyki i alkohol lub skłonnośc do uzywek > jest skutkiem problemów emocjonalnych, natomiast niezaspokojona , naturalna > potrzeba afiliacji jest przyczyna tych problemow. > Ale przeciez otrzymujemy milosc - od rodziny, bliskich, przyjaciol... Czy az tak istotna jest milosc do tej konkretnej osoby? Milosc z podtekstem erotycznym? Ech, a czy ktos, kto "musi kogos miec" nie dziala wlasnie kompulsywnie, nie kompensuje w ten sposob swoich emocjonalnych problemow? A przeciez on powie Ci, ze "pragnie tylko milosci" > > A co z seksocholikami? Przeciez ich uzaleznienie nikogo nie krzywdzi, jest > > > przyjemne - dlaczego traktuje sie to jak chorobe w takim razie? > Bo to jest choroba, w ktorej to czlowiek usiłuje zastapic braki emocjonalne > seksem.Nie jest on wcale z tym szczesliwy, nie przynosi mu on takiej radosci > jak harmonia uczuć i doznań cielesnych. > A jesli usiluje zastapic swoja wewnetrzna pustke obecnoscia drugiej osoby to nie jest to choroba? I tu i tu przeciez zastepuje braki emocjonalne. I tu i tu mamy emocjonalna pustke (bo jeli potrafie kochac tylko jedna osobe, to relacje z innymi - rodzina, przyjaciolmi - zieja lodem i pustka wlasnie. Gdyby tak nie bylo, potrzeba kochania jakiejs konkretnej osoby nie bylaby tak rozpaczliwa. > Niektorzy partnerzy są szczęsliwi,ze ich partnerzy bywaja o nich zazdrośni. Nawet jak ich zamykaja w klatce i nie pozwalaja kontaktowac sie z innymi osobami? Czy naturalne dla milosci jest ograniczenie wolnosci do minimum? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.02, 22:06 kwieto napisał: > Coz, jesli dziala to na instynktach, to mozna powiedziec, ze mozna uzyskac > wymach nogi, delikatnie uderzajac w kolano mloteczkiem. Jesli to ma > dzialac na zasadzie odruchu, to sie nie liczy w naszym przypadku. Bo nie > jest to wywieranie wplywu, a wykorzystywanie "automatycznosci" - zatem - > nie tyle manipulujesz kims, co wykorzystujesz zastana strukture. zasob > reakcji ktore mozna w ten sposob osiagnac, jest dosc ograniczony. Zaraz zaraz, uderzenie młoteczkiem w kolano jest odruchem bezwarunkowym, nie instynktem. Odruchy bezwarunkowe są podłozem zachowania instynktownego.Instynk jest działaniem złozonym wyzszego rzędu niz druch, wytworzonym w toku ewolucji.To pierwsza dygresja. Druga dygresja: Widzisz, kazda manipulacja jest wywieraniem wplywu na ludzi, ale nie kazde wywieranie wpływu jest manipulacją. Po drugie: Wywieranie wplywu na ludzi ma swoje składowe, m.in. występują tu narzędzia wplywu. Narzędziem wplywu w calym procesie osiągnięcia swojego celu jest wlasnie wykorzystanie aytomatycznosci reagowania na określony wyzwalacz. Także świadomośc tego, że po klik wystapi wrr ( niekoniecznie jedno wrr) pozwala na natychmiastowe podjęcie odpowiedniego działania i ominiecie czasochłonnej analizy dostępnych informacji. Jest to tzw. pojscie na skróty. W trakcie zycia wykształcamy takze pewien zbiór wyzwalaczy, ktorych pojawienie się będzie sygnalem że poddanie sie wpływowi bedzie dla czlowieka korzystne.Cóz, rowniez kazdy z wyzwalaczy moze zostać wykorzystany wtedy, gdy nie sluzy to jego interesom. Takie zycie.Środki i metody wywierania wplywu mozna mnozyc, zbior jest calkiem spory. > Podaj przyklad walki, ktora nie jest presja? Oto ona: Walka o partnera/partnerkę w trojkącie, jako przykład walki o miłość z miłości. Jej glowna forma to zachęta do wlasnej osoby, uzbrojona w tolerancję , weryfikację motywow postępowania partnera, analizę własnych cech osobowości. Co do samouleczenia choroby: Osoby, ktore odpuściły sobie sprawy choroby często przeszły juz wstępne leczenie, zaszło więc szereg zmian biochemicznych w organiźmie mających wpływ na system immunologiczny czy zawiadywanie innymi procesami. Nie sądzę, zeby równowaga nastąpila ot tak sobie, bez jakiegokolwiek wcześniejszego wspomagania. > Mozemy przeniesc rozmowe na inny watek. Szczerze powiedziawszy, > porownanie potrzeby milosci (zaznaczam - potrzeby milosci a nie samej > milosci; mowimy oczywiscie o milosci partnerskiej) do narkomanii jest > kuszace i ma pewien "smaczek" :") Narkomanie zwalczamy, leczymy, czy leczymy miłość? Narkomania wyniszcza organizm, każda! Czy każda miłość wyniszcza? > Ale przeciez otrzymujemy milosc - od rodziny, bliskich, przyjaciol... Czy az > tak istotna jest milosc do tej konkretnej osoby? Milosc z podtekstem > erotycznym? Ech, a czy ktos, kto "musi kogos miec" nie dziala wlasnie > kompulsywnie, nie kompensuje w ten sposob swoich emocjonalnych > problemow? A przeciez on powie Ci, ze "pragnie tylko milosci" > A jesli usiluje zastapic swoja wewnetrzna pustke obecnoscia drugiej osoby > to nie jest to choroba? Przecież miłosć partnerska z podtekstem erotycznym dopelnia uczucie, uczucie dopelnia życie, zakladając ze powolaniem jest życie w związku. Sex jest karmą dla zwiazku, czerpie się z tego inspiracje dla tego zwiazku, radośc dawania i brania. Nie sądzę, ze to jest nerwica. Natomiast stan chorobowy psychiczny wynika z regresji osobowosci, zatrzymania jej rozwoju na pewnym etapie na skutek silnego wstrzasu i wyparcia ze swiadomosci jakiegos urazu. > Nawet jak ich zamykaja w klatce i nie pozwalaja kontaktowac sie z innymi > osobami? Czy naturalne dla milosci jest ograniczenie wolnosci do > minimum? Dlaczego wszystko postrzegasz tak skrajnie? Czarne lub białe! Przeciez jest róznica pomiędzy osaczaniem, zniewoleniem a pikantnym elementem uczucia. Miłośc nie oznacza poczucia własności. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 28.09.02, 14:30 Gość portalu: joanna napisał(a): > Druga dygresja: > Widzisz, kazda manipulacja jest wywieraniem wplywu na ludzi, ale nie kazde > wywieranie wpływu jest manipulacją. Po drugie: Wywieranie wplywu na ludzi ma > swoje składowe, m.in. występują tu narzędzia wplywu. Narzędziem wplywu w calym > procesie osiągnięcia swojego celu jest wlasnie wykorzystanie aytomatycznosci > reagowania na określony wyzwalacz. Także świadomośc tego, że po klik wystapi wr > r > ( niekoniecznie jedno wrr) pozwala na natychmiastowe podjęcie odpowiedniego > działania i ominiecie czasochłonnej analizy dostępnych informacji. Jest to tzw. > > pojscie na skróty. W trakcie zycia wykształcamy takze pewien zbiór wyzwalaczy, > ktorych pojawienie się będzie sygnalem że poddanie sie wpływowi bedzie dla > czlowieka korzystne.Cóz, rowniez kazdy z wyzwalaczy moze zostać wykorzystany > wtedy, gdy nie sluzy to jego interesom. Takie zycie.Środki i metody wywierania > wplywu mozna mnozyc, zbior jest calkiem spory. > A jak to sie ma do walki? > > > Podaj przyklad walki, ktora nie jest presja? > Oto ona: > Walka o partnera/partnerkę w trojkącie, jako przykład walki o miłość z miłości. > I uwazasz ze to nie jest presja? Przeciez to jest jawne naklanianie drugiej osoby by byla z nami, bo jak nie, to... i tak dalej. Usilujesz zmienic nastawienie tej osoby, wplynac na jej decyzje. Nie jest to dla Ciebie presja? A czy szef namawiajacy Cie do zostania po godzinach wywiera na Ciebie presje, czy nie? Z tego co mowisz - to jego namowy (nawet poparte grozba zwolnienia z pracy) nie beda presja... A molestowanie seksualne jest presja czy nie jest? > Jej glowna forma to zachęta do wlasnej osoby, uzbrojona w tolerancję , > weryfikację motywow postępowania partnera, analizę własnych cech osobowości. > Jesli jest tak - to nie jest to walka. Przypomina raczej powiedzenie "lezec i pachniec". Czyli ja sie pokazuje od jak najlepszej strony, ale decyzje podejmuje partner, nie ingeruje w ten proces. To nie jest walka. Raczej podstep, jesli okaze sie pozniej, ze te najlepsze cechy sa fikcja > Co do samouleczenia choroby: > Osoby, ktore odpuściły sobie sprawy choroby często przeszły juz wstępne > leczenie, zaszło więc szereg zmian biochemicznych w organiźmie mających wpływ > na system immunologiczny czy zawiadywanie innymi procesami. Nie sądzę, zeby > równowaga nastąpila ot tak sobie, bez jakiegokolwiek wcześniejszego wspomagania > Tak, ale samoleczenie wystepuje w przypadkach, gdy medycyna "nie daje szans" - wychodzi wiec z tego, ze to nie medykamenty (albo nie tylko medykamenty) powoduja efekt > > > > Mozemy przeniesc rozmowe na inny watek. Szczerze powiedziawszy, > > porownanie potrzeby milosci (zaznaczam - potrzeby milosci a nie samej > > milosci; mowimy oczywiscie o milosci partnerskiej) do narkomanii jest > > kuszace i ma pewien "smaczek" :") > > Narkomanie zwalczamy, leczymy, czy leczymy miłość? Narkomania wyniszcza > organizm, każda! Czy każda miłość wyniszcza? > Och, wystarczy poczytac watki "kochajacych za bardzo" lub porzuconych, by widziec, ze wyniszcza. Sa jeszcze osoby "na glodzie" oczywiscie > > > Ale przeciez otrzymujemy milosc - od rodziny, bliskich, przyjaciol... Czy > az > > tak istotna jest milosc do tej konkretnej osoby? Milosc z podtekstem > > erotycznym? Ech, a czy ktos, kto "musi kogos miec" nie dziala wlasnie > > kompulsywnie, nie kompensuje w ten sposob swoich emocjonalnych > > problemow? A przeciez on powie Ci, ze "pragnie tylko milosci" > > A jesli usiluje zastapic swoja wewnetrzna pustke obecnoscia drugiej osoby > > to nie jest to choroba? > > Przecież miłosć partnerska z podtekstem erotycznym dopelnia uczucie, uczucie > dopelnia życie, zakladając ze powolaniem jest życie w związku. Sex jest karmą > dla zwiazku, czerpie się z tego inspiracje dla tego zwiazku, radośc dawania i > brania. Nie sądzę, ze to jest nerwica. Natomiast stan chorobowy psychiczny > wynika z regresji osobowosci, zatrzymania jej rozwoju na pewnym etapie na > skutek silnego wstrzasu i wyparcia ze swiadomosci jakiegos urazu. > Nie mowimy tu o roli seksu w milosci partnerskiej, tylko o roli milosci partnerskiej w zyciu. Czy jest niezbedna do szczescia. Milosci rodzicielskiej, przyjacielskiej i innych takich nie tykam w tej chwili. > > > Nawet jak ich zamykaja w klatce i nie pozwalaja kontaktowac sie z innymi > > osobami? Czy naturalne dla milosci jest ograniczenie wolnosci do > > minimum? > Dlaczego wszystko postrzegasz tak skrajnie? Czarne lub białe! Podaje skrajnosci, bo tak najlepiej jest wypunktowac slabe strony jakiegos rozumowania. > Przeciez jest > róznica pomiędzy osaczaniem, zniewoleniem a pikantnym elementem uczucia. Miłośc > > nie oznacza poczucia własności. To po co sluby? Czemu tylko jedna osoba? Czemu monogamia? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.09.02, 20:54 Co do "jak to sie ma do walki". Stało się Kwieto, zgubiłeś sens wątku.A przecież: pisałes, że nie lubisz walczyć, bo to jest dla Ciebie brutalne i chamskie, ja przestawilam walkę w innej formie, mianowicie jako upór i przeciwstawianie sie trudnosciom, w oparciu o normy moralne, etyczne, prawne, Ty, ze to i tak w dalszym ciągu bedzie zwiazane z wywieraniem presji na kogoś, i ze to bee, ja na to, że są subtelniejsze metody i na tym oparta jest psychologia wywierania wplywu na ludzi, znając jej narzędzia wplywu i ich zasady dzialania potrafię świadomie je weryfikowac. Przedstawiłam i omowilam narzędzie typu klik wrr oraz zasadę jego dzialania. Mysle dosyć dokladnie, po dokladniejsze odsylam do literatury, ktora wczesniej przedstawilam. STOP. Co do 'przykladu walki, ktora nie jest presja'. Zrobiłeś dokladnie to, czego sie spodziewalam. Rozebrales przedstawienie metody w oderwaniu o jej narzędzie.Narzedziem jest zacheta do własnej osoby, nie lezec i pachniec, ale dzialac przez wzbudzenie pozytywnych bodźców, bez jakiejkolwiek karności, zadna tam presja. Przyklad zaczerpniety z życia, zapewniam Cie nikt nie ucierpial, nie mialo miejsce żadne morderstwo, facet został przy tej którą ocenił jako kanon towarzyszki zycia, zanim zdąrzył zbudowac kolejny trwaly zwiazek, mimo iz aangazowanie z jego strony bylo calkiem spore.Nie było żadnego podstepu, zadnej fikcji, a otwarta walka o przetrwanie małzenstwa. Presja=nacisk, przymus =/ zacheta Jakiekolwiek molestowanie jest forma wywierania presji, jest to równiez natrętne naprzykszanie się, zanudzanie itp. to oczywiste. Uczucie , które nabiera wymiarow patologicznych jest bee. Co do monogamii- a róbta, co chceta tylko nie pytajta, gdzie dzieci mata. The End. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 28.09.02, 21:02 Coz, tylko dalej twierdze - dla mnie nie jest to walka, ale wlasnie swego rodzaju dogadywanie sie. Ona przeciez poszla na jakies ustepstwa w stosunku do niego (zwiekszajac swoja atrakcyjnosc). Czy on "dal sie nabrac" czy wybral racjonalnie - jego pytac. Natomiast calosc nie jest dla mnie jeszcze manipulacja, inaczej manipulacja nalezaloby nazwac uczenie sie w szkole (bo dziecko uczac sie spelnia oczekiwania nauczyciela, uzyskujac w zamian dobry stopien) i tak dalej. I chcesz mi powiedziec, ze tego trzeba sie uczyc? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.09.02, 21:20 Och Kwieto, zapewniam Cię, że on wybrał całkowicie racjonalnie! Dzieki bardzo wnikliwej analizie tego co sklonilo go do romansu, oj, nie tylko romansu, a proby zbudowania nowego zwiazku, podjecia calej gamy środkow zaradczych, zmianie w sobie , wlasciwie, cięzkiej pracy nad wlasnymi slabosciami, niedociagnieciami wiedziala jak jego zachęcic do tego , aby zostal przy niej. Do tego dochodzi znajomosc motywow postepowania wszystkich troje, i gites, dalej sa razem. A tak, byloby juz dawno pozamiatane :(((. Och Kwieto, obraczke trzeba miec w głowie nie na palcu. A uczyc sie trzeba wszystkiego, ale na pewno nie budowania wlasnego szczęscia na czyimś nieszczęsciu. Trzeba chłonąć każdy dzień i każdą sekundkę zycia, nawet podczas leniuchowania, czy łupania orzeszków. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 28.09.02, 21:26 Och, lupanie orzeszkow jest zajeciem ktore pozwala zycie chlonac niemal w stopniu doskonalym :")))))) Ech, chyba i tak nam umknal glowny watek, hihihi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.09.02, 23:08 Hmmm, stopień doskonałości to jak stopień nieskończoności...:-) I teraz z wytrwałością stachanowca wracam do wątku, no, o tym czy to uczyc sie tej manipulacji czy nie. Moim zdaniem dobrze jest się z takimi technikami zapoznac , choćby po to , aby wiedzieć czy sami nie jestesmy manipulowani przez kogoś-coś. A że nauka zwykle marnie sie ma w oderwaniu od doswiadczen... Lepiej, zeby tych orzeszków nikt nam nie rozdeptal na ulicy... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 28.09.02, 23:17 Oj tak, lepiej zeby nikt nie rozdeptal! Dzis mam pistacjowe a te uwielbiam, jeszcze krzywde bym temu komus zrobil? A powaznie - do tego o czym piszesz wystarczy obserwowac co sie dzieje dookola, byc choc troche "swiadomym". Ja uwazam, ze to lepsze niz ksiazki, ale jesli ktos lubi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.09.02, 23:41 Ależ oczywiście, ze wystarczy być świadomym i obserwować.Tyle, żeby nie gapic się jak sroka w kość. Mój scisły umysł każe mi jeszcze wtrącić, że nauka pozwala nam pewne rzeczy usystematyzować, natomiast wszelkie humanistyczne dziedziny pozwalają zrozumiec właściwości procesów uczuciowych , duchowych dotyczących czlowieka. Wiem, wiem , dokladnie to samo napisales, tyle,ze ja tez lubie sobie pogadać i moje chwilowo na wierzchu, hi hi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna A propos walki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.02, 15:42 Przypomnij sobie Ferdydurke-walke na miny. Dla wielu była ona groteskowa, nie brutalna, czy chamska. Odpowiedz Link Zgłoś
proo Do Joanny 26.09.02, 17:59 Jak to dobrze wiedziec ze się człowiek rymuje z innym! Tym lepiej że jesteśmy KOBIETAMI. Dokładnie tak samo myślę jak Ty! :-)) Cieplutki buziak od proo :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Do Proo : ) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.09.02, 18:29 Tak własnie obserwuję tu rózne poglądy, sposoby wyrazania myśli. Moje moze nie zawsze są precyzyjne. Chciałoby się powiedzić, że mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, ale nie będę uciekać się do kolejnej jakiejs definicji, inni to za mnie zrobia, :) Pozdrawiam równiez cieplutko z pochmurnego Wrocławia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Martyna Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.proxy.aol.com 28.09.02, 22:27 kwieto napisał: > Nigdy nie lubilem walczyc - jest to dla mnie chamskie i brutalne. Wole > negocjowac, dogadywac sie, kooperowac. > Myslisz, ze byc szczesliwym mozna tylko osiagajac jakis sukces czy byc z > kims? A co z takimi pustelnikami, co z mnichami zamknietymi w > klasztorach? > Mozna byc szczesliwym w kazdej sekundzie zycia, nie sa do tego potrzebne > takie gadzety jak milosc czy sukces > > Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...chyba to 28.09.02, 22:54 A ja pragne wlezc na K2, ale jakos potrafie zyc nie wlazlwszy tam... I nie popadam z tego powodu w depresje! :") Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kol5 Re: a co to znaczy...chyba to IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 26.09.02, 20:23 longstreet napisał: > > Samotność myślę że to stan w którym wiesz że większość twoich znajomych spędza > ze sobą razem sobotni wieczór idąc na dyskotekę albo do kina albo po prostu > razem, przytulając się gapi w telewizor.Wiesz że są kochani i dostają tą > wspaniałą porcję akceptacji na codzień i ciepła, miłości i satysfakcji. A ja > żeby nie mieć obciachu mogę albo kłamać i zachwalać jak mi dobrze że jestem > sam, że nie mam po co wracać do domu, że nikt mnie nie kocha i nie proszę mi tu > > nie pisać o miłości ze strony rodziców, rodzeństwa etc. Mogę jeszcze inaczej po > > prostu schować się w swoim pokoju w swoich książkach, grze na komputerze i > potarzać no trudno trzeba z tym jakoś żyć, uporać się i lepić garnki albo > hodować koty w ostateczności nauczyć się jakiegoś języka. > > LS Zadałam pytanie jakby na przekór. Jeśli bowiem określisz czym dla Ciebie jest samotność, to będziesz wiedział jak jej zaradzić. W Twoim przypadku to wypady z przyjaciółmi. Znajdź więc w swoich myślach osoby, których towarzystwa tak potrzebujesz i idź na całość. Myśli-słowa-czyny. Pamiętaj, to ma współgrać! Powodzenia Pozdrawiam cieplutko Odpowiedz Link Zgłoś
longstreet Re: a co to znaczy...to samo co bezradność 27.09.02, 20:58 Gwoli wyjaśnień, nie jestem ideałem, ale nie muszę zmieniać się. Nie jestem ani psychopatą,ani przestępcom, ani jakimś mętnym typem więc pytam się co mam w sobie zmieniać? przecież jestem normalnym, przeciętnym człowiekiem jednym z wielu. Z uporem maniaka ktoś powtarza że mam zmienić się, bo jak nie zmienię się to nie będę szczęśliwy. To miłość daje nam ludziom szczęście, kiedy czujemy że jesteśmy kochani, możemy opleść się ramionami, być ze sobą długo i namiętnie.To chyba jest szczęście. Tymczasem ktoś jak echo powtarza i proponuje autoerotyzm i narcyzm, bo on daje szczęście to nagroda za zmianę naszej osobowości?.Uff.., piekielna wizja. Chyba nie ma rady na samotność jest tylko bezradność i powielanie ukłutych dawno temu sloganów i porad. Póki co wracam do mojego świata, sam nie wierzę w to że kogoś spotkam, kiedyś miałem nadzieję teraz nawet tego już nie ma. Trudno tak wyszło. LS Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re: a co to znaczy...to samo co bezradność IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.02, 21:18 Ja też straciłam nadzieję... ale żyję:). Nigdy nikogo w moim życiu nie było i pewnie już nie będzie. Widocznie nie wszystkim jest dane znaleźć swoją połowę, niektórzy będą sami (zawsze?). Być może nie wszyscy ją mają?... Wydaje mi się, że samotność trzeba po prostu zaakceptować i polubić. Nie przeczę jest to trudne. Lepiej zająć się czymś - spacer, nauka, nawet kursy językowe;). Rozpamiętywanie i użalanie się nad sobą nic nie daje, sprawia, że stajemy się bardzie zgorzkniali a wtedy na pewno nikogo nie znajdziemy. Każdy stan ma swoje dobre strony, samotność również. Więc jeśli nic nie da się zrobić, to należy próbować zmienić swoje nastawienie do samotności. Życzę Ci tego:) jo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kol5 Re: a co to znaczy...to samo co bezradność IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.09.02, 22:14 longstreet napisał: > Gwoli wyjaśnień, nie jestem ideałem, ale nie muszę zmieniać się. Nie jestem ani > > psychopatą,ani przestępcom, ani jakimś mętnym typem więc pytam się co mam w > sobie zmieniać? przecież jestem normalnym, przeciętnym człowiekiem jednym z > wielu. > > Z uporem maniaka ktoś powtarza że mam zmienić się, bo jak nie zmienię się to > nie będę szczęśliwy. > To miłość daje nam ludziom szczęście, kiedy czujemy że jesteśmy kochani, możemy > > opleść się ramionami, być ze sobą długo i namiętnie.To chyba jest szczęście. > Tymczasem ktoś jak echo powtarza i proponuje autoerotyzm i narcyzm, bo on daje > szczęście to nagroda za zmianę naszej osobowości?.Uff.., piekielna wizja. > > Chyba nie ma rady na samotność jest tylko bezradność i powielanie ukłutych > dawno temu sloganów i porad. > > Póki co wracam do mojego świata, sam nie wierzę w to że kogoś spotkam, kiedyś > miałem nadzieję teraz nawet tego już nie ma. Trudno tak wyszło. > > LS Odpowiedź dałeś pode mną więc odpisuję. Ja nic nie mówiłam o zmianie. Ale czasem świetnie robi poszukanie nowych znajomych. Odbierają Cię na innych falach, na jakich - to zależy od Twojego "wejścia". A może to dla Ciebie najlepszy czas na naukę, a nie na szukanie towarzystwa.? Przemyśl to. Może tak ma być. Miłość zawsze przychodzi, kiedy jesteś na to gotów. Więc nie szukaj jej na siłę!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: a co to znaczy...to samo co bezradność 28.09.02, 14:42 Milosc nie daje szczescia, to szczescie daje milosc. Autoerotyzmu nie proponowalem, raczej niezaleznosc Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora do LS 28.09.02, 15:00 longstreet napisał: > Gwoli wyjaśnień, nie jestem ideałem, ale nie muszę zmieniać się. Nie jestem ani psychopatą,ani przestępcom, ani jakimś mętnym typem więc pytam się co mam w sobie zmieniać? przecież jestem normalnym, przeciętnym człowiekiem jednym z > wielu. Człowiek nigdy nie osiąga takiego stanu, w którym nie mógłby czegoś zmienić w sobie na lepsze. Przeświadczenie, że niczego nie musi się zmieniać - to nie akceptacja siebie, tylko samozadowolenie. A samozadowolenie może być przyczyną samotności. Odpowiedz Link Zgłoś
_ewa Re: Jak można przestać być samotnym? 29.09.02, 14:14 Nie mozna. Jakis czas temu zadalam tu podobne pytanie. Przeprasam, ze sieje defetyzm, ale, cholera, z samotnosci nie mozna wyjsc. Ostatnio widzialam jakis 'tokszok' na TVN-ie poswiecony wlasnie tej kwestii. Nie ogladalam zbyt dlugo, bo balam sie, ze popadne w kolejna depresje, ale siedzialy tam kobiety duzo starsze ode mnie (a ja mam 30 lat) i mowily o tych idealnych mezczyznach, ktorych chcialyby spotkac, a ja patrzylam na nie i zastanawialam sie, na co licza niektore z nich, skoro sa stare. Ja tez sie starzeje, czuje sie staro i zle. Wszystko we mnie po prostu domaga sie kogos, kogos, kto bylby mi bliski. Wczoraj probowalam sie cieszyc ladna pogoda i przez chwile sie udawalo, ale chcialabym moc komus powiedziec "ale ladna pogoda", do tego jednak okazji brak. Nie chce dobrych rad, chcialam tlko sie pozloscic, bo jestem zla. Czuje sie okradziona z zycia, tylko nie wiem, do kogo miec pretensje. Do siebie czy do matki natury, ze stworzyla mnie taka do niczego. Jestem wsciekla. Odpowiedz Link Zgłoś
kamfora Re: Jak można przestać być niskim? 29.09.02, 15:13 A może samotność to właśnie taka sama cecha człowieka jak wzrost? Można polubić swój wzrost, można go nienawidzieć, gdy w czymś przeszkadza taki, jaki jest... Ale nie można zmienić. (Chyba, że się jest Guliwerem.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: Jak można przestać być niskim? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.02, 12:26 Można jeszcze stanąć obok kogoś niższego wzrostem, też dziala. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re: Jak można przestać być niskim? IP: *.opa-carbo.com.pl 30.09.02, 12:59 Trudno jest znaleźć kogoś bardziej samotnego... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: Jak można przestać być niskim? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.02, 13:35 Widzisz, zrozumiałas to chyba troszke doslownie. Moja wypowiedź nie była niczym kąśliwym. Też kiedys byłam bardzo samotna z powodu nieudanego małżenstwa, świadomie się izolowalam od otoczenia, też byłam zła dlaczego mnie to spotkało. I taka postawa wcale mnie nie uleczyla. Zaczęłam pracowac nad sobą, nad związkiem, ktory był w gruzach, własciwie już go nie było. Tyle, że złości nie wyładowywalam na ludziach, wyladowywalam go sportem.Złosci nie wyladowywalam nawet na kobiecie, ktora swiadomie prowokowala mojego męża. Zdystansowalam się do własej porazki, wlasnych błedów, własnego cierpienia izaczęłam bywać z powrotem wsrod ludzi angazując się w ich problemy. Wcale nie male, paradoksalnie ratowalam ich zwiazki godzinami z nimi rozmawiając, zawalając często swoje wazne sprawy i doszlam do wniosku, że moje problemy raptem zmalaly, odnalazlam siłę by walczyć o odnowe uczucia i udalo się. Tak więc ze swoimi problemami nalezy stanąc obok kogoś kto też ma ich nie mało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re: Jak można przestać być niskim? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.02, 22:55 Przeczytaj to co napisałam kilka postów wcześniej. Nie jestem zła i nie mam postawy rozczeniowej i też staram sie pomagać innym (na tyle na ile potrafię). Twoja wypowiedź po prostu sprowokowała mnie do odpowiedzi bo moim zdaniem, mogła ona LS (i nie tylko jemu) sprawić przykrość. Umniejszanie problemów gdy wreszcie ktoś zdecydował się otworzyć nie doprowadzi chyba do poprawy. Ale wiem też z własnego doświadczenia, że użalanie się nad sobą nie prowadzi do niczego dobrego. Pozdrawiam jo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joanna Re: Jak można przestać być niskim? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.09.02, 23:12 Swoja przedostatnia wypowiedź ustosunkowalam do wypowiedzi Ewy i Kamfory, nie zarzucam Tobie żadnej niepowolanej postawy, czytalam Twoja wczesniejsza wypowiedź. Wyrazilam jedynie swoje uczucia jakie mi towarzyszyly mi , gdy bylam samotna. Odpowiedz Link Zgłoś