paco_lopez
18.10.05, 12:49
Nie nawidzę u ludzi tego zjawiska. U takich co kompletnie mnie nie interesują
to mam to gdzieś oczywiście. Dwa dzionki mi zajęło by metodą dyskusji wyczaić
co jest przyczyną rzeczywistą focha, który mam na myśli.
Rozumiem tę przyczynę.
Nie rozumiem natomiast tego, że znowu zostałem uznany winnym, a na prawdę nie
moge czuć się winny gdy dziecko dostaje bólu brzucha, a mnie akurat nie ma w
tym momencie pod ręką.
Od początku roku nazbierało by sie sporo tego co dostałem na plecy. Do
jakiegoś momentu potrafiłem być bardzo sympatyczny i tolerancyjny.
Piętrzy mi się dysonans. Społeczeństwo mnie znosi i mówi radosne hello w moim
kierunku, chociaż gołym okiem widać, że wypadam poza jego ramy wyznaczone
takimi konkurencjami jak gadułowatośc o pogodzie, popisy
głebokowdupowłaźnicze, oraz inna wszelaka idealność czystościowo, fryzurowo,
ubiorowo, porządkowo, bezbłędnieniowo, pazerna.
Nie chce mi sie ścigać w zawodach na prawdziwego meżczyznę, ojca, męża węża.
Nie podoba mi sie skakanie na punkty. Nie rozumiem dlaczego mam kombinować co
komu i gdzie uaksamitnić skoro widzę, ze jest ok i na niczym nie zbywa.
Chcesz czegoś ode mnie, to poproś. Jak ja czegoś chcę a nie poproszę to nigdy
nie powiem żeś nic nie wart, bos sie nie domyślił. A dobra, wysyłam