Dodaj do ulubionych

odejść z miłości

19.10.05, 18:23
Przez długi czas myślałam, że odejść kochając kogoś nie można. Ale jak to
bywa, życie zweryfikowało to przekonanie.

Historia w skrócie:
zakochałam się bez pamięci, miłością, która zatarła wszystkie dotychczasowe
doświadczenia. On jest żonaty. Kochaliśmy się wzajemnie. Wiedziałam, że muszę
odejść i w końcu odeszłam choć walczył, choć próbował mnie zatrzymać. Cierpię
teraz na myśl, że mógłby zrozumieć to jako brak miłości z mojej strony, a jest
przecież przeciwnie. To dlatego, że go kocham odeszłam, bo doszłam do wniosku,
że trwanie w pozamałżeńskim związku i dla niego nie jest dobre.
Obserwuj wątek
    • marquito Re: odejść z miłości 19.10.05, 18:36
      Nie można odejść z miłości, a co najwyżej z jej braq. Nie odeszłaś od niego
      dlatego że ty go kochałaś tylko dlatego że on ciebie nie kochał. Ale z drugiej
      strony wdając się w romans z żonatym wiedziałaś od początku jak to się skończy.
      • jackulus Re: odejść z miłości 19.10.05, 18:40
        Jak możesz tak autorytatywnie oceniać nic nie wiedząc na ten temat ?
        Hę ??? ;-)))
        • laura.palmer30 Re: odejść z miłości 19.10.05, 18:45
          marquito: myślisz, że odeszłam dlatego, że mnie nie kochał?

          Z mojej perspektywy odeszłam dlatego, że nie widziałam sensowniejszego
          rozwiązania, nie chciałam żeby odchodził od żony i dzieci, bo zbyt wiele by go
          to kosztowało. Jestem pewna, że mnie kochał i być może kocha nadal.
          • chamica Re: odejść z miłości 19.10.05, 18:47
            fajna jest kazda mysl o ukochanym, swoadomosc ze on mysli o tobie, to takie
            piekne
        • marquito Re: odejść z miłości 19.10.05, 18:46
          Gdyby ją kochał, odszedłby od żony. A z tego co ta pani napisała wynika że
          chciał mieć je obie, tj. żonę oraz Laurę jako kochankę (pewnie w tajemnicy przed
          żoną).
          • laura.palmer30 Re: odejść z miłości 19.10.05, 18:50
            Nasza bliskość, która nie powinna się zdarzyć trwała zbyt krótko by mógł podjąć
            decyzję czyniącą totalny przewrót w jego życiu. Moim zdaniem oni się rozstaną
            prędzej czy później, nie chciałam żeby to stało się przeze mnie.
            • marquito Re: odejść z miłości 19.10.05, 19:01
              Jeśli byłaś pewna że i tak się rozstaną, to wiedziałabyś że to nie przez ciebie.
              Oczywiście, lepiej dla dzieci jest jeśli uda się uniknąć rozbicia mażeństwa, ale
              z drugiej strony rodzice, którzy się nie kochają nie będą dla dzieci dobrym
              wzorcem rodziny. To tak jak moi rodzice.
              • laura.palmer30 Re: odejść z miłości 19.10.05, 19:33
                Tak, masz racje co do dzieci. Też uważam, że to dla dzieci nie jest dobrze jeśli
                rodzice są ze sobą tylko dla pozorów. Jednak lepiej dla niego, żeby był sam w
                podjęciu takiej decyzji. Teraz z Twojego postu wynika niemal, że jednak go nie
                kochałam skoro nie chciałam poczekać na ich rozstanie
                • marquito Re: odejść z miłości 19.10.05, 20:20
                  laura.palmer30 napisała:

                  > Teraz z Twojego postu wynika niemal, że jednak go nie
                  > kochałam skoro nie chciałam poczekać na ich rozstanie

                  Nie taki był sens mojej wypowiedzi. Odeszłaś bo nie chciałaś być na razie dla
                  niego tą drugą kobietą, tą mniej ważną, nieoficjalną partnerką ani tą złą
                  kobietą, niszczycielką małżeństwa, którą rodzina jego żony będzie przez lata
                  obgadywała. Ale z drugiej strony jeśli ich małżeństwo i tak się powoli rozpadało
                  a ty mogłaś to przyśpieszyć, to i tak nie byłaby to twoja wina. Może trzeba było
                  zaryzykować, zawalczyć?
                  • j_ar Re: odejść z miłości 21.10.05, 15:33
                    nie.. po co, zeby czuc ciagle, ze to dla niej rzucil rodzine? niech sam
                    podejmie ta decyzje, i nie obciaza nia laury, no wiesz.. tak na czysto nowy
                    zwiazek
                    • m.malone Re: odejść z miłości 21.10.05, 17:28
                      Smiyne. Podziwiam Cię Laura. POtrafiłaś okiełznać egoizm, jaki niestety cechuje
                      miłość i dojrzeć nie tylko swoje dobro:)
          • jackulus Re: odejść z miłości 19.10.05, 18:51
            Skąd to "pewnie"... ??? Przecież wszystko jest takie jasne i proste... ;-)))

            Nieprawdą jest przede wszystkim to, że nie można odejść z miłości. Ale nie
            przedyskutujemy tutaj tego zapewne... :-))).
    • jonaszkowalski Re: odejść z miłości 19.10.05, 19:45
      nieźle , klasyczny tristan i izolda :)
      miłość grzeszna , której sporo sprzyja
      inne zakończenie , na razie
      dotyk losu , przekleństwo , czy nagroda ?
      ale napisz , co i jak , kiedyś i teraz
      może być w odcinkach , może być bez szczegułuf
      może trochę wyluzujesz
      • jonaszkowalski Re: odejść z miłości 19.10.05, 19:50
        layra , niestety jesteś tristan
        izolda była ta fajniejsza , jak dla mnie
        mieszał tristan :)
        no , ale nieźle

        ps. izoldy były dwie , jeden tristan
        jak dobrze pokombinujecie to w twojej historii mogą być dwa tristany , a
        jedna izolda :D a , to ci historia dopiero
    • jakfajnie Re: odejść z miłości 19.10.05, 20:18
      > On jest żonaty. Kochaliśmy się wzajemnie. Wiedziałam, że muszę
      > odejść i w końcu odeszłam choć walczył, choć próbował mnie zatrzymać.

      - brawo, mądra dziewczynka
    • amaterasu1 Re: odejść z miłości 19.10.05, 20:29
      Laura, bardzo słusznie, masz jasne wyczucie tego, co wolno i tego co raczej nic
      dobrego nie przynosi. Przychylam się do opinii Marquito, a to że on chciał Cię
      jeszcze przy sobie zatrzymywać też raczej dobrze o nim nie świadczy, no ale
      przecież jemu tak wygodnie. Współczuję Ci, że się w nim zakochałaś i tym
      bardziej gratuluję decyzji o odejściu. Może on lubi takie układy, ale jak na
      mój gust to do nich pasują raczej dres-panny z długimi pazurami.
      Pozdrawiam
      • dolly10 Re: odejść z miłości 19.10.05, 21:19
        Laura,a czy on ma dzieci??
        Jak nie, to czy może wspomniał kiedyś o rozwodzie, żeby być z Tobą??
        Jak tak to wracaj i walcz o niego!! I nie myśl o innych, najważniejsza jestes
        Ty!!
        • jonaszkowalski Re: odejść z miłości 19.10.05, 21:41
          poczekaj teraz
          laura wygrywa wycieczkę na hawaje w konkursie radia marysia
          szaleje ze szczęścia . palmy , fale , piasek . ukulele .
          mijają dni , miesiące . laura zrywa , kartki z kalendarza .
          upragniony wyjazd . hawaje . gorąco . sukienki z liści palmy .
          zielono . trochę nudno . smutno . nostalgia tropików .
          laura zapisuje się na szybki kurs nurkowania z delfinami ...

          zgadnijcie , kto jest instruktorem jej grupy ?
          • stary_babsztyl Re: odejść z miłości 19.10.05, 21:43
            Jonasz, a ty co, zbierasz wątki do Harlekinów???
            • amaterasu1 Re: odejść z miłości 19.10.05, 21:45
              Fakt, to jeszcze gorsze niż Tristan i jego Panna :) Ale cóż, w kiczu siła,
              ponadczasowy jest, nieprawdaż?
    • exwitch Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 21:44

      wydaniu, tylko w miecz w dłoń i hakiraki....Podziwiam towją odwagę i bohaterstwo!!!

      ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫
      • stary_babsztyl Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 21:47
        Chyba się starzeję,albo jednorazowo obumarło mi 352 połączeń synaptycznych - co
        ma Harlekin do do japońskiej heroiny ???
        Hieroszimy? Ostatni samuraj? Kwitnące wiśnie?
      • jonaszkowalski Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 22:00
        no , co wy .
        fajna historia , to opera .

        pojawia się zastępczy kochanek . tropikalny kochanek .

        laura wraca na chwilę do polski . babcia . mądra staruszka na łożu śmierci
        wyznaje wnuczce , że zmarnowała życie . tak , zarobiła karierę
        dom , majątek , szacunek . to wszystko na nic , gdy nie ma namiętności .
        - czasami nie warto gasić pożaru - mówi
        laura wraca do honolulu . zaczyna pić , tańczy na stołach , w podłych
        tawernach , spelunkach . nie wie co się z nią dzieje , nigdy tak nie było .
        świat wiruje , jak jej czerwona sukienka .
        ...


        • stary_babsztyl Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 22:06
          no...obraz piękny...choć słowo zastępczy kojarzy mi się niestety z autobusem
          zamiast tramwaju, który się popniuł
          oprócz tego marzyciel z ciebie,bo jaka babcia w Polsce mogłaby się tak dorobić??
          czy nie składała zeznania majątkowego?
          nie płaciła składek i podatku od darowizny?
          a podatek Belki od oszczędności?
          eeee....Jonasz,ty pisz lepiej coś z gatunku może fantasy....:)

          ps
          co do babci,można jeszcze ewentualnie sprawdzić jej twardy dysk
          • amaterasu1 Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 22:09
            stary_babsztyl napisała:

            >
            > oprócz tego marzyciel z ciebie,bo jaka babcia w Polsce mogłaby się tak
            dorobić?
            > ?
            > > ps
            > co do babci,można jeszcze ewentualnie sprawdzić jej twardy dysk

            Myślisz, że tak podpuszczała wnuczkę tylko??? OOO, podoba mi się ta babcia ;)
        • amaterasu1 Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 22:06
          taa, na operę dobre. Kostiumy wyraziste. No i nie ma to, jak tańczyć na stołach
          w spelunkach. Napisz libretto może, Jonasz :)
          • stary_babsztyl Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 22:16
            W zasadzie analizując tą krótką historię uderzyło mnie jeszcze jedno-
            a gdzie jest dziadek??
            czy brak dziadka wplynął tak na Laurę Palmer,że straciła wszystkie hamulce?

            ps]

            z powodu dziwnego braku dziadka i równie dziwnego dorobienia się babci
            sprawdziłabym jednak jej twardy dysk
          • jonaszkowalski Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 22:17
            no i widzicie :D


            • laura.palmer30 Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 22:49
              Brawo! Jesteście bardzo twórczy, rozbawiliście mnie.
              Zdecydowanie nie nadaję się na Izoldę, ani na Heloizę itp.

              On ma dzieci dorosłe i w wieku szkolnym.
              Jest człowiekiem zasad jakkolwiek to brzmi może ironicznie, bo jednak to moje
              zasady okazały się silniejsze.

              Być może chodzi właśnie o to jak mówi marquito, że nie kochał mnie naprawdę.
              Nie dręczę się tym specjalnie, ale wciąż przeszywa mój umysł myśl, że to co
              niemożliwe nie istnieje...

              Nie czuję się bohaterką, czuję, że po prostu postąpiłam dobrze.
              Jestem w stanie się założyć, że ich małżeństwo nie przetrwa, choć sprawy
              rozwodowej nie ma w toku, czas pokaże czy miałam rację.
              O miłość wg mnie nie trzeba walczyć, "miłość jest albo jej nie ma"
              • stary_babsztyl Re: Jesteś prawdziwa heroina taka w japońskim 19.10.05, 23:03
                laura.palmer30 napisała:

                > Brawo! Jesteście bardzo twórczy, rozbawiliście mnie.
                > Zdecydowanie nie nadaję się na Izoldę, ani na Heloizę itp.
                >
                > On ma dzieci dorosłe i w wieku szkolnym.
                > Jest człowiekiem zasad jakkolwiek to brzmi może ironicznie, bo jednak to moje
                > zasady okazały się silniejsze.
                >
                > Być może chodzi właśnie o to jak mówi marquito, że nie kochał mnie naprawdę.
                > Nie dręczę się tym specjalnie, ale wciąż przeszywa mój umysł myśl, że to co
                > niemożliwe nie istnieje...
                >
                > Nie czuję się bohaterką, czuję, że po prostu postąpiłam dobrze.
                > Jestem w stanie się założyć, że ich małżeństwo nie przetrwa, choć sprawy
                > rozwodowej nie ma w toku, czas pokaże czy miałam rację.
                > O miłość wg mnie nie trzeba walczyć, "miłość jest albo jej nie ma"


                Tak na serio, niesamowicie dojrzałe podejście prezentujesz,rzadko tu czytane.
                Co prawda nie do końca zgadzam się z ostanim zdaniem, w życiu różnie bywa i
                każda historia, choć często podobna, ma wiele odcieni
                Wydaje mi się i traktuję to jako zaletę,że masz poczucie wewnętrznej godności i
                granicę, za którą nie dasz stłamsić już swojego ja,co szanuję.
                Nie nam osądzać innych, zresztą to nie forum "osądźcie mnie", tylko - mam
                nadzieję,wyrażamy swoje opinie, czasem łączymy się w bólu, a czasem -
                pofiglujemy trochę jak widać:)
                Powodzenia,żebyś trafiła na godnego ciebie partnera prędzej czy później
    • solaris_38 no niby miłośc ale ... 19.10.05, 22:51
      nie podoba mi sie że "dla niego nie dobre"
      wprawdzie świadczy o miłości ale
      prawdziwa miłośćnie ejst wybiórcza że dla niego złe a dla innych dobre

      jak cos jest złe to jest złe i dla zony i dla ciebie i dla niego

      dobrze jest kochac i żonę i jego i siebie


      po RÓWNO

      • jonaszkowalski Re: no niby miłośc ale ... 19.10.05, 23:05
        dobro to tak
        ale zlo to nie zawsze jest takie oczywiste :(

        kiedyś , szedłem sobie , cichutko . po malutku , ostrożnie .
        idę . butelka w połowie pusta lub prawie niedopita .
        jak kto woli .... :) dooooooobra kiedy indziej
        • stary_babsztyl Re: no niby miłośc ale ... 19.10.05, 23:07
          uf...całe szczęście Jonasz,bo jakoś dziś tak dużo cię wokoło...:)
    • nikt_osia tere fere n/t 20.10.05, 00:27
    • movisz dobrze i madrze zrobilas 20.10.05, 01:33
    • cheeringup Re: odejść z miłości 20.10.05, 08:29
      zrobiłam to samo... nie był żonaty ale w bardzo długim, poważnym związku...
      jest mi źle, ale liczę że będzie lepiej.. mi i jemu...
    • psychoanalityk Re: odejść z miłości 20.10.05, 08:56
      namietnosc, seks i romantyczne uniesienia o intrygujacym smaku zakazanego owocu
      to jeszcze nie milosc
      tym bardziej z jego strony gdy ma do wyboru dwa owoce

      > Cierpię
      > teraz na myśl, że mógłby zrozumieć to jako brak miłości z mojej strony,

      to juz naprawde glupota i naiwnosc, sztuka dla sztuki, zejdz dziewczyno na
      ziemie, a ze on cie o brak "milosci" oskarzac bedzie to masz jak w banku.


      >odeszłam, bo doszłam do wniosku,
      > że trwanie w pozamałżeńskim związku i dla niego nie jest dobre.


      do tego masz zapedy masochistyczne
      zapewne wychowana w domu gdzie mezczyzna byl kims "lepszym" od kobiety.
      uszczesliwilabys go gdybys zostala na dlugo jego etatowa cicha kochanka ktora
      niczego od niego nie wymaga a jeszcze pilnuje, zeby sie jego zona o niczym nie
      dowiedziala.

      dziwne masz pojecie milosci i szczescia

      • cheeringup Re: odejść z miłości 20.10.05, 09:00
        racja... smak zakazu dodaje pieprzyku.. poza tym brak jest zwykłych problemów z
        którymi borykają się pary w związkach normalnych; kochanka jest przyjemnością..
        ja akurat czułam że w moim wypadku było innaczej, wymagałam dużo.. a on starał
        się sprostać, wiem że się starał.. ale nie mógł odejść od NIEJ... trudno..
        przecież ja nie będę czekać w nieskończoność...życie ucieka.. on je ma ułożone,
        ja nie...
        • psychoanalityk Re: odejść z miłości 20.10.05, 09:05
          dlatego nie warto wchodzic w takie uklady
          ale to sie wie dopiero po fakcie
          i po straconych kilku latach
          a wczesniej sa zludzenia, ze "w moim przypadku jest inaczej"
    • sher-man niby fajnie 20.10.05, 09:51
      ale jednak piszesz o tym.. wiem o czym mam zamiar powiedzieć :) nie podejmuj za
      niego decyzji zle/dobre. bo to nie twoja działka. Jeśli znaliście się krotko to
      skąd mowa o tak wielkiej miłości? nie myl pożądania ktore czesto nas ogłupia z
      miłościa.. jeśli dość długo aby poznać ze to miłość to nie powinna być twoja
      decyzja, że dla jego dobra. jeśli miałoby być dla jego dobra to trzeba było
      zaczekać na jego proszę odejdz i odejsc.. wtedy odeszłabyś z miłości dla niego.
      tak teraz tylko ci się wydaje, że było to dla niego dobre..
      • laura.palmer30 Re: niby fajnie 20.10.05, 19:41
        psychoanalityku:

        nasza relacja nie opierała się na seksie. przez większość czasu, który
        spędziliśmy razem powstrzymywaliśmy się od niego mimo pożądania, to prawda, nie
        byliśmy święci, ale narzuciłam potem wstrzemięźliwość.

        I właśnie nie mam zapędów masochistycznych - dlatego odeszłam.
        Niekoniecznie coś co jest dla niego dobre przynosi na początku szczęście.
        Nie chciałabym, żeby zrozumiał to jako brak miłości z mojej strony, bo dla mnie
        to właśnie jest wyrazem miłości, że nie myślałam o nim w kategoriach
        "uszczęśliwiania" siebie jego czy nas, ale w kategoriach tego co jest dobre dla
        niego w sensie moralnym. Życie w kłamstwie choć jak niektórzy tu piszą wygodne
        jest niemoralne i dlatego złe dla niego (oczywiście także dla mnie).

        sher-man:
        znaliśmy się na tyle długo, że wiedziałam na pewno, że to miłość, zresztą nie
        mam 15 lat, niejeden raz zdarzyło mi się po prostu zauroczyć i potrafię odróżnić
        miłość od zauroczenia. Gdybym go nie kochała przecież nie doszłoby do tego.
        Czasem miłość polega na tym, że kochanej osobie mówi się "nie" i to jest właśnie
        dla niej dobre, sprzyja jej rozwojowi, a nie ślepa uległość.


        • sher-man bzdura 21.10.05, 13:48
          szukasz wymówek.
          Mnie nie przekonuj.
          Ani nie tłumacz.
          Nie zgadzam się z tym, że robiłaś to dla niego i z altruizmu. mam do tego prawo
          wiec korzystam z niego.
          Nie kupuje tej opowiesci "dramatyczna" lauro..
          • j_ar Re: bzdura 21.10.05, 15:41
            hmm.. moze i cos w tym jest co piszesz... moze to jest tak, ze jak naprawde sie
            chce to jak narzeczona karamazowa badz tez on sam...a wszystko inne to
            oszukiwanie siebie i swiata
          • nikt_osia Re: bzdura 21.10.05, 16:05
            sher-man napisał:

            > szukasz wymówek.
            > Mnie nie przekonuj.
            > Ani nie tłumacz.
            > Nie zgadzam się z tym, że robiłaś to dla niego i z altruizmu. mam do tego
            prawo
            >
            > wiec korzystam z niego.
            > Nie kupuje tej opowiesci "dramatyczna" lauro..


            ja też nie
            • sher-man Re: bzdura 21.10.05, 17:21
              laura sobie szuka usprawiedliwienia/pochwały/oklasków? hm..
              A może czuje się zle..
              nikto- wie ;)
              • nikt_osia Re: bzdura 21.10.05, 17:25
                sher-man napisał:

                > laura sobie szuka usprawiedliwienia/pochwały/oklasków? hm..
                > A może czuje się zle..
                > nikto- wie ;)

                a wg mnie to tak:
                odeszła, miała nadzieje, że on stwierdzi, że ona wazniejsza
                zostawi zone i będzie z nią

                ale tak się nie stało, więc teraz ona mysli, że on mysli, że ona
                go zostawiła, bo go nie kocha

                a co dalej to przemilczę :)))
                • sher-man Re: bzdura 21.10.05, 17:40
                  no też możliwe..
                  Myślałam, żeby zrobić to co ona ale jedna osóbka (dzemuś) uświadomiła mi ze nie
                  moge podejmować decyzji za niego :)
                  Chyba ona tak troche probuje oczyścic swoje sumienie ..
                  • nikt_osia Re: bzdura 21.10.05, 17:43
                    sher-man napisał:

                    > no też możliwe..
                    > Myślałam, żeby zrobić to co ona ale jedna osóbka (dzemuś) uświadomiła mi ze
                    nie
                    >
                    > moge podejmować decyzji za niego :)
                    > Chyba ona tak troche probuje oczyścic swoje sumienie ..

                    czy gdybyś to zrobiła, utworzyłabyś taki watek?
                    • sher-man Re: bzdura 21.10.05, 17:45
                      tak- licząc ze przejdzie mi smutek i ktoś powie "głupia dziewucho wracaj do
                      niego". co oznaczałoby ze zero konsekwencji i dziecinność w postępowaniu..
                      Ale nie musiałam.
                      i niech się nie kończy :)
                      • nikt_osia Re: bzdura 21.10.05, 17:46
                        sher-man napisał:

                        > tak- licząc ze przejdzie mi smutek i ktoś powie "głupia dziewucho wracaj do
                        > niego". co oznaczałoby ze zero konsekwencji i dziecinność w postępowaniu..
                        > Ale nie musiałam.
                        > i niech się nie kończy :)

                        masz chyba jednak trochę inną sytuację
                        • sher-man Re: bzdura 21.10.05, 17:49
                          nie.
                          to co napisalam napisalam z ironia.
                          nie mam innej sytuacji.
                          inaczej się tylko potoczylo.

                          nie wiem co nią zainspirowało, kiedy to się stało itd. po prostu.. pamietam moj
                          pierwszy post tu i jak zostalam zaatakowana. i tak jest lepiej :) tylko jedna
                          osoba sie odezwala w imieniu zon :)
                          • nikt_osia Re: bzdura 21.10.05, 17:52
                            dla mnie ten watek jest podpuchą, sorry
                            • sher-man Re: bzdura 21.10.05, 17:54
                              tez możliwe :)

                              Szczególnie patrzac na nick ;)
                              • nikt_osia Re: bzdura 21.10.05, 17:55
                                sher-man napisał:

                                > tez możliwe :)
                                >
                                > Szczególnie patrzac na nick ;)

                                i wiek;)
    • mysza91 Re: odejść z miłości 21.10.05, 10:21
      Ja jestem po drugiej stronie-jestem żoną- wasze istnienie doprowadza nas do
      szału-czy nie możecie uszanowć świętego węzła małżeńskiego
      • sher-man Re: odejść z miłości 21.10.05, 13:50
        o chryste...
        ale MY nie nosimy sie z zamiarem rozbijania kazdego napotkanego zwiazku
        malzenskiego.
        Do tanga trzeba dwojga- a co do świętości.... to się nie wypowiem.....
      • j_ar Re: odejść z miłości 21.10.05, 15:35
        no nie wiem, ale zawsze mnie to zadziwia... kto niby ma szanowac ten zwiazek
        malzenski? no przeciez nie kochanka qrka wodna a ta lamaga, ktora chce
        zdradzac zone
        • sher-man Re: odejść z miłości 21.10.05, 17:22
          to i ta żona.. bo jak nic nie jest źle to raczej romans nie wchodzi w gre.
          inaczej byłoby słabo.. bo wszyscy by romansowali- bo przecież pięknuch kobiet i
          przystojnych facetów jest pełno..
          A od patrzenia w menu sie nie tyje..
    • ten.sam.cham psychologia przemyslu skorzanego 21.10.05, 13:57
      a potrzeba mazenstwa
      a ze ja czlowiek z doswiadczeniem niemalym powiem ci tak. najwiekszym marzeniem
      qrwy jest zostac zona, tradycyjna kurka ktora posprzata, wypierze, ugotuje, no
      po prostu pragnie byc zona "idealna" i jeszcze pochwalic sie swiatu jestem zona
      • laura.palmer30 Re: psychologia przemyslu skorzanego 21.10.05, 22:35
        Co do pomysłu, że odeszłam z nadzieją, że on odejdzie od żony to powiem tak, że
        świadomie nie zakładałam, że to zrobi. Przynajmniej nie TERAZ. Wiedziałam, że w
        tej chwili nie jest w stanie podjąć takiej decyzji, więc nie było żadnego "albo
        ona albo ja".
        Poza tym jak już napisałam uważam, że zbyt wiele by go to kosztowało w tym
        momencie więc nawet tego nie chciałam.

        Co do tego, że on niestety interpretuje to niewłaściwie - jako lekceważenie z
        mojej strony, pogardę i totalne odrzucenie czytałam w jego listach po rozstaniu
        więc to nie jest moje wyobrażenie.

        Jestem już po pierwszej fali (tej najwyższej) żalu, łez, tęsknoty nie do
        ugaszenia. Czas mija, rana musi się zabliźnić. Nie chciałam go zranić, ale nie
        mogłam inaczej. Wszystko inne w dalszej konsekwencji przyniosłoby o wiele więcej
        cierpienia.


        Miłość jest albo jej nie ma.

        • nikt_osia Re: psychologia przemyslu skorzanego 21.10.05, 23:06
          laura.palmer30 napisała:

          > Miłość jest albo jej nie ma.

          czy to jakiś cytat, czy kogoś ulubione powiedzenie?
          skąd ja to znam..????
        • somalii Re: psychologia przemyslu skorzanego 01.03.21, 02:59
          Bredzisz dziewczyno... Styl narcyza? Ble ble ble... ucieklaś i tyle...
    • komandos57 szmacicho pisze.durnie odpowiadaja 21.10.05, 22:38
      wszystkim wypinaczom na tym watku
      gumowy ogor i klap z buta w siedzisko!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka