intarsja
17.11.05, 20:58
Witam wszystkich,
chciałabym podyskutować na temat niskiej samooceny - a właściwie dowiedzieć się czegoś...
Niedawno doszłam do wniosku że wszystkie (a przynajmniej większość) moich problemów właśnie
stąd się bierze. Każde, nawet najmniejsze niepowodzenie potrafi doprowadzić mnie do łez, besztania
siebie i wymyślania sobie od beznadziejnych.
Jestem od 4 lat w szczęśliwym (zdawałoby się) związku. Zdawałoby się - bo najdrobniejsza kłótnia
powoduje u mnie czarnowidztwo, na pewno zaraz mnie zostawi, skoro powiedział to i to to znaczy
że JA jestem do kitu, nic nie warta.
Ciągle popełniam te same błędy, nic nie potrafię naprawić, (w jego opinii) zachowuję się czasem
irracjonalnie i dziecinnie...
Dużo można na ten temat mówić.... Raczej nie chodzi o zmianę partnera- w poprzednim, jeszcze
dłuższym niż obecny, związku równie źle się działo, szczególnie pod koniec.
Ja już nic nie wiem :(
w tym momencie naprawdę czuję się nic nie wiedzącą i nic nie wartą małą dziewczynką, nie
potrafiącą stworzyć dobrego związku (bo głównie ta sfera u mnie kuleje - choć rzutuje na inne
także).
Nie nie mam myśli samobójczych i to raczej nie jest depresja - po prostu jestem smutna i źle mi z
sobą jaka jestem :(