alliance
28.12.05, 00:01
Mam problem natury rodzicielsko- moralnej.
Jak to jest u Was z akceptowaniem przez rodziców
waszych seksualnych partnerow?
U nas corka 23 letnia - pierwsza znajomosc trwala
2 lata. Chlopak po czasie traktowany byl jak domownik .
Razem wyjezdzali, czasem nocowal u nas. On ja kochal
to bylo uczucie powazne, mial plany dotyczace przyszlosci,
ona nie , bo to niedojrzala dziewczyna.
Traktowała go okropnie i w koncu zerwal z nia.
I dobrze chłpoak zrobił, bo szczerze mowiac szkoda go było
dla naszej " złosnicy"
Teraz nastepna znajomosc. Facet studiuje za granica.
Niby sympatyczny i wszystko ok.
To ona jezdzila do niego, jemu " nie po drodze".
W koncu po pol roku przyjechal / sylwester, a jak/
Jadą dalej, ale on u nas nocuje.
Krytyka rodziny slyszalna, nawet ja sie czuje jak
w domu schadzek. Teraz uczucie tylko z jej strony. On jej daje wolna reke
i nie chce zobowiazan / nie pasuja do siebie, ale " bzykac" to sie
moga.
Uwazam ze moja corka nie szanuje sie i daje wykorzystywac
nie mowiac o tym ze traci czas na tego dandysa. on niby taki " uczciwy"-
jasno przeciez postawil sprawe, ale moim zdaniem skoro malo co do niej
czuje i na dodatek wie o jej uczuciu - to powinien sam zerwac.
Martwie sie o corke i mam dosc tej sytuacji.
Co robi? co mowic? jak sie zachowac?
Jest dorosla i nas juz nie slucha. brnie w zly zwiazek.
przetrzymam te trzy dni ale czy zgadzac sie na nastepne praprzyjazdy?
Dorosli ludzie powinni mieszkac odzielnie
Co sadzicie o moich spostrzerzeniach i odczuciach?
A gdy chciala do niego pojechac na dluzej / 3 tygodnie/ to powiedzial ze tak
dlugo
z nikim nie mieszkal i nie potrafi. 2-3 dni to z nia wytrzyma ale dluzej ,
to "za dlugo"
Moim zdaniem jak ludzie sie kachaja to pragna byc ze soba