Dodaj do ulubionych

eks mąż - dobry mąż?Możliwe?

05.11.02, 23:39
Zastanawiam się czy były mąż może być symaptyczny dla eks małzonki i swojego
przecież nie - byłego dziecka? Mój eks - zachowuje się idiotycznie - usiłuje
mi pokazać jak to nie radzę sobie z wychowaniem potomka - sam niewiele robi w
tym kierunku poza "zbawiennymi" radami i krytykowaniem mnie. Na dodatek nowa
partnerka mojego eks wyraxnie wtrącz się w wychowanie dziecka co doprowadza
mnie do szału!!! Co robić? Olać? Zignorować? Zrobiś awanturę? Gubię się? Co
Wy na to?
Obserwuj wątek
    • Gość: Jumpin Animals ja z punktu dziecka... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.02, 23:50
      ...byłam w takiej sytuacji i troche jest to ciężkie. Ale eks był po prostu
      beznajdziejny, tudzież jego baba. W końcu oboje zostali wyklęci.
      To pewnie nie jest najlepsze rozwiązanie, ale na pewno lepsze niż dysonans
      wychowawczy, ciągłe rozdarcie.
      Najlepiej zrobisz, jak znajdziesz małemu nowego tatkę! Mówię całkiem serio i
      3mam kciuki.
      • basbat Re: ja z punktu dziecka... 06.11.02, 00:32
        To nie takie proste! Mam uraz , nie mam ochoty fundować ani sobie ani synowi
        dodatkowych przeżyć, ktore bolą. Wiem, że moje dziecko jest mądre choć ma tylko
        9 lat.Boję sie angazować w nowe związek, to przecież dotyczy też mojego
        dziecka , ktore zaanektowało sobie mnie całkowicie - widocznie czuje się
        niepewnie =- w końcu straciło stabilność życiową. Ale z drugiej strony nie
        wwyobtażam sobie samotnego życia - czuję się wciąż młoda i potrzebuję kogoś
        wokół siebie. Ale co z dzieckiem? Czy nie poczuje się odsuniete? Chociaż
        podobno szczęśliwa i spełniona matka - to jednocześnie szczęśliwe dziecko.
        Tylko czy dziecko może być szczęśliwe nie mając koło siebie rodziców?...a
        raczej mając ich osobno? To nie ja zafundowałam mu rozwód rodziców - mój eks
        znalazł sobie widocznie swoja połówkę pomarańczy i to było dla niego
        najważniejsze. teraz ja się gubię- czy wono mi jeszcze kochać? Przecież mam
        dziecko i jego szczęscie powinno być najważniejsze...
        • Gość: tusiaz Re: ja z punktu dziecka... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 06.11.02, 08:08
          basbat napisała:

          > To nie takie proste! Mam uraz , nie mam ochoty fundować ani sobie ani synowi
          > dodatkowych przeżyć, ktore bolą. Wiem, że moje dziecko jest mądre choć ma
          tylko
          >
          > 9 lat.Boję sie angazować w nowe związek, to przecież dotyczy też mojego
          > dziecka , ktore zaanektowało sobie mnie całkowicie - widocznie czuje się
          > niepewnie =- w końcu straciło stabilność życiową. Ale z drugiej strony nie
          > wwyobtażam sobie samotnego życia - czuję się wciąż młoda i potrzebuję kogoś
          > wokół siebie. Ale co z dzieckiem? Czy nie poczuje się odsuniete? Chociaż
          > podobno szczęśliwa i spełniona matka - to jednocześnie szczęśliwe dziecko.
          > Tylko czy dziecko może być szczęśliwe nie mając koło siebie rodziców?...a
          > raczej mając ich osobno? To nie ja zafundowałam mu rozwód rodziców - mój eks
          > znalazł sobie widocznie swoja połówkę pomarańczy i to było dla niego
          > najważniejsze.

          teraz ja się gubię- czy wono mi jeszcze kochać? Przecież mam
          > dziecko i jego szczęscie powinno być najważniejsze...

          Co za pytanie ! Oczywiście ,że możesz być szczęśliwa !Mądry ,rozsądny partner
          może dopomóc w wychowywaniu twojej pociechy no i być oparciem dla ciebie.
          dać dziecku poczucie bezpieczenstwa.
          Jedno nieudane małżeństwo nie przekresla szczęścia w następnym.Człowiek ma
          prawo sie pomylić,nikt nie jest nieomylny.Nie musisz też ze względu na
          szczęście dziecka byc cały czas sama.Nie musisz też od razu wychodzic za mąż,
          mieszkac razem z nim itp.
          No i nie może to być pierwszy lepszy,który się napatoczy.
          Dziecko zobowiązuje do rozsądku.Nie ma nic gorszego jak mamusia
          zmieniająca partnerów (dotyczy to równiez ojców).Wszystkie błędy popełnione
          względem dzieci
          odbija się na ich psychice.Nie można ciągle zmieniac dzieciom rodziny,
          które za każdym razem musi nauczyć sie akceptowac nowe środowisko.
          Znam takie przypadki zarówno z jednej jak i z drugiej strony
          i naprawdę ma to negatywny wpływ na dzieci,potem jest zrzucanie na siebie
          winy jak są
          kłopoty wychowawcze.Ale jak dorosły ma dawać przykład jak sam ma ze sobą
          problemy.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka