black_spy
04.02.06, 14:48
Ten chłopak był straszny, za jego sprawą moje życie powoli zamieniało się w
piekło. Na początku stwarzał mit o sobie. Żyłam tym mitem prawie dwa lata.
Wierzyłam, miałam nadzieję, że prawdziwa miłość nie jest mitem. Dawałam się
oszukiwać i jemu i sobie samej. Zakochana w kimś kto nie istniał, pogrążona w
iluzji dawałam się wodzić za nos uczuciu. Uzależnił mnie od siebie niczym od
narkotyku, później powoli obnażał prawdziwe oblicze swojej szkaradnej
osobowość. To co znalazłam w środku okazało się być szczątkiem
człowieczeństwa, moralności, przyzwoitości i kultury. Ta kreatura człowieka
zawładnęła mną mimo tak obnażonych wad. Poprzez powolne wprowadzanie mnie do
świata złego człowieka i manipulację moimi emocjami przywiązał mnie do
siebie. Mimo to sam nie pozostawał wierny nawet tym zasadom o których mówił,
że są nienaruszalne. Dosłownie wszystko co mówił okazało się być fikcją, nie
potrafił udowodnić niczego co mówił, nawet miłości, której tak ufałam. Ten
człowiek pozbawił mnie części osobowości i siły, pozostawił samotną, bez
żadnej pomocy. On mógł robić wszystko, ja nic. Zabrał mi także wiele czasu z
mojego życia, nie rozwinęłam się przez niego, zostałam wkopana w jego chorą
ideologię, hierarchię wartości, poglądy dotyczące najmniejszej nawet części
życia codziennego. Skotłowana w bagnie razem ze swoją miłością, nie byłam w
stanie się przełamać do momentu aż jawnie przyznał, że nic co do tej pory
mówił nie miało żadnego znaczenia i bez skrupułów okłamywał osobę, którą jak
twierdził, kochał. Teraz widzę, że takich rzeczy nie robi się z umysłem i
sercem osoby do której żywi się uczucie miłości. Nie chcę więcej miłości