aster1
07.02.06, 11:56
W kwietniu zeszłego roku poznałem kobiete (teraz 28letnia ja mam 31 lat)
poprzez serwis radkowy. Byly wakacje razem (2 tygodnie wspolnego mieszkania),
sylwester (tydzień mieszkania), spotkania oczywiscie (jeździłem do niej do
niej raz, dwa razy na miesiąc -weekendy). Cala znajomosc dzieje na odległości
ponad 250km. Rozmowy przez gadu-gadu, maile, Skype (rozmowa glosowa). Ona
miala jeden zły związek, gdzie facet z mojego miasta, mojej dzielnicy
wykorzystal ja i jej zaufanie. Ona pojechala na rok do pracy za granice. Była
zakochana w nim, przyjeżdżał po nia jak była w Polsce. Potem jak pryzjechala
dowiedziała się ze ma kogos jeszcze, wiec miał dwie kobieta ja i inna
Chciala zrozumiec jego motywacje, wiec nadal się z nim spotykala. W pewnym
momencie doszlo do podwojnej tragedii - zostala wykorzystana wbrew swojej
woli…. Był koniec i depresja…. Mysle ze igrala z ogniem, a tak nie można…Potem
już tylko miala nieudane (jak opowiadala) przygody, proby
związków….Podejrzewam ze pozostala trauma
Jak była ze mna to kobieta ta mowila ze chce sie kiedys wyjsc za maz,
ustatkowac-proste. A ja jestem w trakcie rozwodu, w tym roku go dostane, nie
mam dzieci, ale obecna jeszcze zona robi mi klopoty, ale już nie ma powodow do
przeciągania, wiec jestem tego pewien ze będę miał rozwod. Mowilem jej na
początku o rozwodzie, przez Internet, może nie od razu żeby jej nie
przestraszyc. Ona natomiast przyjęła to i wspomagala mnie. Jednak jak mówiła o
zamążpójściu, ze zawsze jak spotyka faceta to nie chce się z nia ozenic, ja
tez nie miałem takiego zamiaru, ale powiedziałem ze to kwestia czy będzie
dziecko i jak się rozwinie sytuacja. Dobrze się rozumiemy pod wieloma
wzgledami, choc taki związek na odległość to nie to samo jak zyc z kims i
dzielic troski i radości….Darzylismy się uczuciem, ale nie mowilismy glosno o
nim, bo rozumielismy co czujemy. Cieszylismy się… Był dylemat, ze ona chce
mieszkac tam a ja w swoim miescie. Powod jej? Mysle ze ma tam znajomych,
przyjaciol, prace. Mój natomiast taki ze tez mam tutaj dorba prace, duze
miasto blisko wszystko i co najważniejsze nie ma biedy i zanieczyszczenia tak
dużego jak tam (np. smog jest rzadziej). Chciałem po prostu żeby było nam
dobrze. Potem zrozumialem, ze chyba za bardzo snobizowałem. Pod koniec roku
mowie jej, ze dobrze nam, ale może jakies plany wspolne życiowe, kiedys
podejmiemy, ze ja uloze sobie Zycie i będę chial je na nowo zaczac i chce to
zrobic z nia. Była rozmowa w cztery oczy. Ona odpowiedziala, ze dobrze jest
jak jest. A ja czy może kiedys byśmy nie zamieszkali? Ona pyta gdzie? A ja: w
miescie gdzie jest przyszłość, w moim albo innym, ale nie u Ciebie, bo
widzisz.. wymienilem wyzej wymienione aspekty. Ona odpowiedziala: może… Ja
jednak chcąc być pewnym co zamierza kiedys, porposilem ja ze do konca roku, do
slywestra 2005 chciałbym z nia wtedy pogadac o tym. W sylwestra to samo
powiedziala, ze jest dobrze jak jest i żebym nie przeginal. Nie zorzumialem
jej, myślałem ze chodzi jej jednak o przygode wiec w kolejnych tygodniach
stycznia zacząłem podpuszczac ja zartem, a potem ponowiłem zamiary bycia z
soba i planowania czegos wiecej. Ona przestala się odzywac, odbierac telefony,
maile, prosby o rozmowy pozosotaly bez echa. Potem po jakims czasie dzwonie w
piatek – ona odbiera. Pytam o co chodzi, ona ze pogadamy we wtroek. Ja mowie,
ze nie mogę tak dlugo czekac (niecierpliwy jestem ) wiec pytam, czy chcesz ze
mna zerwac? Bo po zachowaniu tak to widze. Czekam na werdykt. Ona z placzem,
smutkiem wyplakuje, ze nie moze tak, ze 2 tygodnie jest w dole, bo myslala ze
jest gotowa do zwiazku a nie jest. Ona mowi ze czuje pustke. Wiec pytam, tzn
ze chcesz zerwac? Ona mowi: tak musze, jestem zla kobieta a Ty dobry facet,
ale inaczej nie potrafie. I nie dzwon do mnie, mozemy zostac znajomymi. Ja:
ale wiesz ze nie spotkalas takiego jak ja, ze dogadujemy sie, ze myslimy
podobnie. Ona: wiem, ale ja nie wyprowadze sie stad, a Ty nie wyjedziesz od
siebie wiec nic z tego.... Mysle przez cala noc, gdzie popelnilem blad,
rozumiem i dzownie jednak na drugi dzien. Tlumacze sie, przepraszam, mowie
ze ucze sie jej na nowo i "docieram sie", rozumiem jakie ma potrzeby, i
szanuje jej decyzję tylko pytam czy moze wrócić to co było miedzy nami. Potem
przez dwa tygodnie dwa razy pytam się przez Internet czy mogę jej w czyms
pomoc, ona ze nie ze sama musi się odnaleźć a potem może myśleć o czyms
wiecej. Mowie ja ze ja kocham i tesknie, ze bardzo mi się podoba jej charakter
i to co robi, mowi. Zakochałem się…. Tylko przewaznie jest tak, ze jak tracimy
kogos to sobie uzmysławiamy to Czy nie mozan tego naprawic? Ja mowie ze to
trudne samemu… Nie chce zrozumiec, uparta jest. Wg znakow zodiaku ja jestem
Ogien ona Woda , heh ale rozumiemy się czasem bez slow.
Wyjaśniła mi w koncu, ze chodzi o to ze każdy ja naciska (dokladnie wiem ze ja
i jej mama troche… Ja chciałbym żeby wróciła ale już nie mowie o tym od 2
tygodni, jej mam nie wiem, żeby się ustatkowala chyba bo mieszka jak ja z
rodzicami. JA zamierzam kupic mieszkanie, ale chcialybm z kims je dzielic, tak
jak zycie. Jestem pewien, ze chcialyb zamieszkac z nia, ze to jest ta jedyna,
prawdziwa…Gadam z nia tera ogolnie, wczoraj jak zacząłem temat moich wad to
powiedziala żebym nie drążył. Tydzień temu nie wiedzac o co chodzi, zapytałem
czy ma kogos, ona się obruszyla I stracilem duzo w jej oczach jak mówiła mi
potem, bo stala pośrodku a teraz cofnęła się o kilka krokow. Wysłałem jej
kwiaty w srode zeszla, zapytala ze nie rozumie ale dizekuje. Potem wysłałem
kwiatki w piątek, powiedzla ze przeginam i żebym nie wydawala na nia,
rozpłakała się. ZA każdym razem jak mowie o niej w superlatywach, albo o moim
uczuciu i tęsknocie to placze. Czy ja ja mecze? Powiedziala na koniec, zep
otrębuje czasu, odpowiedziala na moje pytanie, ze nie wie cyz mnie kocha, i
nie wie jak ot bedize jeśli będzie wiedziała, czy wroci do mnie. Czy mam
jakies szanse? Ech… Wiem, ze czekanie to najlepsze co dla niej, ale ja tez się
mecze Postanowiłem pojechac do niej i porozmawiac spokojnie, o tym dlaczego
się boi, jak mogę ja wesprzec, żeby się nie cofala, nie uciekala. Ona wie ze
chce dobrze ale na tym się konczy. Jadac tam w najbliższy weekend – miesiąc
minal od jej zerwania – mysle, ze dostane kosza albo wo ogle nie będzie
chciala mnie widziec Co mam robic? Mam szanse? Czy mam y szanse na związek?
Jak jej pomoc, nie czekając, ale wspierając? Chciałbym dotzrec do przeszłości
i pomoc jej pokonac demony? One nie chce się zgodzic na wizyty u psychologa,
to mysle dorga ratunku. A gdzies czytałem, ze droga ratunku jest to ze
zakochany może duzo pomoc…. Wiem ze nie ma uniewrsalnych rad, ze zycie
wszystko weryfikuje, ale nie wiem co ma mrobic...
Pozdrawiam,
Aster