Dodaj do ulubionych

krach życiowy

IP: *.acn.waw.pl 21.11.02, 10:38
Hej kochani, czy mnie jeszcze pamiętacie? Jakiś czas temu pisałam, że
podejrzewam męża o romans. On zaprzeczał a ja mu wierzyłam mimo ewidentnych
sygnałów. Teraz dowiedziałam się w najgorszy z możliwych sposobów: od naszych
znajomych. Oni się wcale z tym nie kryli, a ona o tym otwarcie mówiła. Teraz
się przyznał, bo już nie miał wyjścia. A kłamał bo ...nie chciał mnie ranić.
Wyjechałam dając mu czas na podjęcie decyzji. Zapewniłam go o swoim uczuciu
ale dodałam, że jeśli mnie nie kocha to zrozumiem. Ja naprawdę nie chcę
zatrzymać go za wszelką cenę, to nie ma sensu. Chcę żeby był szczęśliwy nawet
kosztem mnie samej. On szalał, mówił że skończył tamten związek, chce walczyć
o naszą rodzinę, o mnie, że żałuje ,był głupi itp. Wróciłam a on na to, że
nie wie którą z nas kocha, i z którą chce być. Wcześniej powiedział jej, że
kocha ją i znią chce się związać... Teraz twierdzi, że nie wie.Dowiedziałam
się ( od niego), że tak naprawdę nie skończył nic tylko zawiesił oba związki:
nasze małżeństwo i ich romans. Tak jakby zastawił nas obie w zawieszeniu...
Uważam, że to nie fair.Po co te wszystkie deklaracje? Teraz wyprowadził się,
żeby być sam. Twierzdi, że szybciej zrozumie, czego chce.Ostatnio stwierdził
z przerażeniem, że nic mi nie dawał tylko brał. Czy mam czekać? Jak długo?
Czy to ma sens? Nie chcę, żeby bawił się moimi uczuciami.Skoro nie może
podjąć decyzji tzn, że mnie nie kocha. Po co to ciągnąć? Co robić? Jak
myślicie, czy jest jakaś sznsa. Ja czuję, że nie. Boję się jego
bezwzględności i okrucieństwa. Nie chcę już cierpieć. Jeśli chcą być razem,
to muszę z tym się pogodzić. Chociaż to bardzo boli. Rozum mi mówi, żebym
uciekała, a serce...
Proszę, napiszcie do mnie.
Dodam, że mamy dziecko, które bardzo(?) kocha. Ona jest rozwiedziona i też ma
dziecko.
Pozdrawiam was.
Obserwuj wątek
    • matrek Re: krach życiowy 21.11.02, 11:06
      Nie rozumiem co znaczy "nie wiem czy kocham". Dla mnie to oczywista deklaracja
      braku miłości. Jeśli się kocha, to czuje sie to całym sobą i naprawdę nie ma
      potrzeby zastanawiania się nad tym.
      • meg_ Re: krach życiowy 21.11.02, 18:09
        Jakze dobrze to znam i wiem co bedzie dalej (co moze byc), bo moja sytuacja
        brzmi prawie identycznie. Tylko ze z drugiej strony. Nie mam dla Ciebie zadnych
        dobrych wiesci, bo jezeli on mowi ze nie wie kogo kocha.... Prosze napisz do
        mnie na maila, jak chcesz posluchac tego co moze sie zdarzyc, a czego nikomu
        nie zycze, bo wiem jakie pieklo on moze wszystkim zgotowac. Powiem ze tylko
        tutaj przez mojego "niezdecydowanego" placze ja, ona, moja rodzina, jej
        rodzina, jego rodzina, przyjaciele wszystkich stron (glownie przyjaciolki) i
        kto wie na ilu osobach to jeszcze sie odbije. Oby Twoj maz nie wpadal na takie
        pomysly jakich ja (my?) musialam doswiadczyc.

        Pozdrawiam Cie serdecznie i trzymaj sie jakos.
    • magic30 Re: krach życiowy 21.11.02, 12:38
      Musisz się okropnie czuć w tej sytuacji, w tym stanie zawieszenia, niepewności,
      totalnego zwątpienia, zranionych uczuć...Jest to bardzo trudna sytuacja i musi
      Ci być bardzo cieżko...Nie ma prostych rowiązań w tej sytuacji i żadna rada nie
      jest dobra...Czy czujesz sie nadal kochana i czy potrafisz mu wybaczyć? Czy
      mogłabyś mu jeszcze raz zaufać i czy chcesz z nim być nadal? Na jakich
      warunkach? Co jest dla Ciebie najważniejsze w tym związku? Z czego potrafisz
      zrezygnować, a z czego nie? Czy chcesz tak naprawdę tego wszystkiego? Co będzie
      najlepsze dla Ciebie ,a co będzie najlepsze dla Twojego dziecka? Być może na te
      pytania a może na inne musisz sobie sama odpowiedzieć we własnym sercu, bo nikt
      na forum nie da Ci dobrej rady...Zawsze ktoś będzie cierpiał...
      • zabina Re: krach życiowy 21.11.02, 12:43
        kazdy ma prawo popelniac bledy i je naprawiac.
        on jednak nie probuje tego robic ...

        ale czy jestes pewna ze wyprowadzil sie dlatego,zeby to wszystko przemyslec czy
        moze dletego zeby bylo mu latwiej i przyjemniej miec dwie kobiety ,dwa zycia.


        wiem jedno , faceci do dziwne stworzonka , ktore nie potrafia podejmowac
        decyzji, dlatego Ty ja musisz podjac za niego-ja bym odeszla, trzasnela glosno
        drzwiami...

    • kora3 Re: krach życiowy 21.11.02, 19:14
      Bywaj Zmiano !!! Bardzo mi przykro z powodu Twojej sytuacji ....Nie pierwszy
      raz o takiej słyszę (właśnie nie pierwszy i to mnie dopiero dołuje)ale zawsze
      jak słyszę to mną po prostu wstrząsa !!!! Może dlatego, ze moja bardzo bliska
      koleżanka przeszła (nie wiadomo czy jej przeszło:() dokładnie taka samą gehennę
      i nawet pomyślałabym, ze to Ona pisze, gdyby nie parę różniących Was
      szczegółów....Z doświadczeń z przyjaciółką wiem tyle, ze taka sytuacja wykańcza
      psychicznie, emocjonalnie, uczuciowo i fizycznie. Nie mogłam patrzeć, jak
      normalna inteligentna dziewczyna niknie w oczach, zaniedbuje pracę i ciągle
      jest albo w euforii (to wtedy kiedy "ukochany" chwilowo "kochał" Ją) albo w
      kompletnym dole depresji. Te skoki emocji dosłownie doprowadzały Ją do obłędu.
      W końcu już nie wiedziałyśmy co mamy z Nią robić, mialyśmy nawet plany
      pogadania z facetem, zeby dał Jej spokój....Bo działo się tak, ze mówił, ze nie
      jest Jej wart, ze nie wie którą kocha, ale będzie z tamtą...W tym przypadku nie
      było małżeństw i dzieci - wszyskie osoby: moja przyjaciółka, facet i tamta
      dziwewczyna - wolni. Tak więc odchodził, Ona parę dni szalała, ale w końcu
      przychodziło wyciszenie ...ulga i...znów sms o treści: "To jednak Ciebie
      kocham, śnię , marzę ..." i tym podobne.. I tak w koło !!!! Chciałyśmy
      powiedzieć facetowi, zeby odszedł raz i porządnie ..zostawił Ją w spokoju i
      już, a nie znęcał się tak nad Nią, ale nie miałyśmy odwagi ... Tak czy owak
      ostatnio (Bogu dzięki) na dłuższy czas zniknął z Jej życia i oby nigdy nie
      wracał !!!
      Twoja sytuacja wydaje się być podobna ..to znaczy Mąż Twój podobnie się
      zachowuje. Nie obrażając nikogo jest On niedojrzałym, podłym i głupim gnojkiem
      (sorry, ale ....) igrającym z uczuciami innych i kompletnie pozbawionym
      odpowiedzialności egoistą. Powiem brutalnie - nie kocha Cię ...i tamtej kobiety
      też nie !!!! On kocha tylko siebie ... Miał romans, nie przyznawał się mimo
      Twoich pytań ??? Tak i nie dlatego, ze nie chciał Cię ranić !!! Dlatego, ze Mu
      było tak wygodnie: mam sobie Żonę i Kochankę, full service po prostu, żyć a nie
      umierać. A teraz jak się już nie udało tego ukryć to ględzenie o miłości do Was
      obu... To po prostu gówniarz (nieważne ile ma lat - to określenie Jego poziomu
      emocjonalnego)... I jeszcze ma czelność "sie zastanawiać' z kim ma być ...to
      już przekracza wszelkie granice.
      Radzę bezwzględnie pokazać Mu drzwi i nie czekać na
      żadne "zastanowienie" ...Zdaję sobie sprawę, ze to poważna i niełatwa decyzja,
      ale teraz jedyna możliwa. Inaczej facet Cię swoim "zastanawianiem"
      wyeksplaatuje emocjonalnie, doprowadzi do stanu warzywka żyjącego tylko tym,
      czy zadzwoni, czy przyjdzie i czy nie poszedł do tamtej...
      Powiedz Mu sama, że podejmujesz decyzję o rozstaniu ..TY !!!! Nie ON ....
      I nie żyj nadzieją, że wróci ...Po co Ci taki facet ???
      Pozdrawiam i zyczę spokoju i wiary w siebie
      Korka


      • meg_ Re: krach życiowy 21.11.02, 20:06
        Koro Kochana,
        Sama prawda, Twoje slowa, ale wiesz ze to nie jest takie proste. Ile by
        czlowiek dal zeby serce zamienic w kamien. Czy Twojej kolezance udalo sie to
        zrobic??

        pozdrawiam
        meg_
        • kora3 Re: krach życiowy 22.11.02, 11:23
          meg_ napisała:

          > Koro Kochana,
          > Sama prawda, Twoje slowa, ale wiesz ze to nie jest takie proste. Ile by
          > czlowiek dal zeby serce zamienic w kamien. Czy Twojej kolezance udalo sie to
          > zrobic??
          >
          > pozdrawiam
          > meg_

          Witaj Meg_ !!!!
          Wiem,że to tak prosto napisać:) zrealizować o wiele trudniej .....
          Serce, jak sama mówisz nie kamień, ale w tej sytuacji naprawdę boję się o
          Zmianę, bo to co widziałam z naszą przyjaciółką mnie po prostu przeraża....
          Szczerze Ci odpowiem na Twoje pytanie...Nie wiem...Ona twierdzi, ze tak, ze Jej
          to przeszło, ale tak do koń ca pewna nie jestem. po prostu ...Dawno nie miała z
          Nim kontaktu (milczy i oby zamikł dla Niej na zawsze)ale nie wiem, co może być
          jeśli znów sobie o "ukochanej" przypomni....
          Boję się tego, Ona chyba też.... To po prostu rodzaj uazleżnienia, coś jak
          narkotyk ....
          Wiadomo, jak to jest...Najpierw wszystko wspaniale, wielka miłość, sielanka
          i...nagle osoba, której ufasz mówi Ci, że sie zastanowi, czy Cię kocha....To
          okropne....Jak się tego w porę nie przerwie idzie potem jak lawina.....Nie
          można jakoś racjonalnie myśleć, czepiasz sie tylko tej głupiej myśli, ze może
          jednak...
          Dlatego tak doradziłam Zmianie....A jakie sa Twoje doświadczenia ???
          Pozdrawiam
          Korka
    • Gość: fczurek Re: krach życiowy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.02, 20:04
      Witaj Zmiano! (nomen omen). Nie wiem, jak powinnas postapic - tego zreszta nikt
      Ci tu nie powie. To Twoja decyzja, ze wszystkimi tego konsekwencjami (ale
      banaly, nie?). Gdybym jednak byla w takiej sytuacji, jak Ty, zastanowilabym
      sie, czy inwestowac w taki zwiazek. Inwestowac uczucia, sily, czas, moj i
      dziecka (bo tez mam :), jednym slowem - zycie, ktore, przypominam (znow banal)
      ma sie tylko jedno. I na niektore rzeczy zwyczajnie fkoda czasu. Widze to po
      mojej mamie - przezyla cale zycie z mezem pijakiem, na ktorego nie mogla liczyc
      w zadnym momencie zycia, ktore to zycie jej ustawicznie utrudnial. Wielokrotnie
      prosilam ja, zeby go zostawila i zebysmy sie wyprowadzily gdzies. Zawsze mi
      tlumaczyla, ze nie, bo dom i jak go podzielic... serio. W efekcie balam sie
      wracac do tego domu, uciekalam z niego a czasami nawet wzywalam policje. Zylam
      w tym swiecie, innego nie znalam i takie rzeczy wydawaly mi sie... normalne.
      Dopiero kiedy wyszlam za maz i urodzilam wlasne dziecko, otworzyly mi sie oczy.
      Jak mozna bylo pozwolic na to, zeby rodzone dziecko uciekalo do lasu w burze
      podczas kolejnej awantury?! W imie domu? Budynku, ktory sie teraz sypie i nikt
      w nim nie chce mieszkac?! Moja mama dopiero teraz, po przeszlo trzydziestu
      latach takiego zycia sama doszla do wniosku, ze je zmarnowala i szkoda, ze
      wczesniej nie odeszla od ojca. Ale teraz na pewne rzeczy jest za pozno... Po co
      to pisze? Bo wiem, ze gdybym byla w takiej sytuacji, jak Ty, zastanowilabym
      sie, czy temu czlowiekowi, ktory mnie tak zranil, chce poswiecic moj czas. Czy
      potrafilabym mu znow zaufac. Czy szanowalabym go. Czy on na
    • Gość: fczurek Re: krach życiowy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.02, 20:04
      Witaj Zmiano! (nomen omen). Nie wiem, jak powinnas postapic - tego zreszta nikt
      Ci tu nie powie. To Twoja decyzja, ze wszystkimi tego konsekwencjami (ale
      banaly, nie?). Gdybym jednak byla w takiej sytuacji, jak Ty, zastanowilabym
      sie, czy inwestowac w taki zwiazek. Inwestowac uczucia, sily, czas, moj i
      dziecka (bo tez mam :), jednym slowem - zycie, ktore, przypominam (znow banal)
      ma sie tylko jedno. I na niektore rzeczy zwyczajnie fkoda czasu. Widze to po
      mojej mamie - przezyla cale zycie z mezem pijakiem, na ktorego nie mogla liczyc
      w zadnym momencie zycia, ktore to zycie jej ustawicznie utrudnial. Wielokrotnie
      prosilam ja, zeby go zostawila i zebysmy sie wyprowadzily gdzies. Zawsze mi
      tlumaczyla, ze nie, bo dom i jak go podzielic... serio. W efekcie balam sie
      wracac do tego domu, uciekalam z niego a czasami nawet wzywalam policje. Zylam
      w tym swiecie, innego nie znalam i takie rzeczy wydawaly mi sie... normalne.
      Dopiero kiedy wyszlam za maz i urodzilam wlasne dziecko, otworzyly mi sie oczy.
      Jak mozna bylo pozwolic na to, zeby rodzone dziecko uciekalo do lasu w burze
      podczas kolejnej awantury?! W imie domu? Budynku, ktory sie teraz sypie i nikt
      w nim nie chce mieszkac?! Moja mama dopiero teraz, po przeszlo trzydziestu
      latach takiego zycia sama doszla do wniosku, ze je zmarnowala i szkoda, ze
      wczesniej nie odeszla od ojca. Ale teraz na pewne rzeczy jest za pozno... Po co
      to pisze? Bo wiem, ze gdybym byla w takiej sytuacji, jak Ty, zastanowilabym
      sie, czy temu czlowiekowi, ktory mnie tak zranil, chce poswiecic moj czas. Czy
      potrafilabym mu znow zaufac. Czy szanowalabym go. Czy on na to zasluguje i czy
      na to wszystko nie szkoda m o j e g o zycia. I nie wiem, do jakiego wniosku bym
      doszla, bo szanuje i cenie siebie. Wiem tez, ze po swiecie chodza cale tabuny
      porzadnych facetow, nie sam wybrakowany towar. Generalnie wiec... raczej jestem
      za Zmiana. Pozdrawiam goraco. Fczurek
    • msofie Re: krach życiowy 22.11.02, 09:08
      Pamiętaj, że miłość to stabilizacja,
      przede wszystkim emocjonalna. Osoba, którą dopuszczamy do naszych emocji staje
      się częścią fundamentu naszego życia, potem jego połową.
      Czy możesz pozwolić sobie na niewiedzę, niepewność, co do połowy swojego życia,
      jego wyglądu.
      Walcz o siebie.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Zośka
    • Gość: zmiana DO MEG IP: *.acn.waw.pl 22.11.02, 18:18
      Droga moja nie podałas adresu mailowego. Bardzo chętnie do Ciebie napiszę.
      Proszę, odezwij się.
      • Gość: weronika Re: DO MEG IP: *.kopernik.gliwice.pl 22.11.02, 18:25
        to świństwo co on ci robi, naprawdę świnstwo
        haj wybierze ciebie zmiano to skąd wiesz że za rok to się nie potórzy? na 99% tak łasnie bedzie
    • neutralny_nick Re: krach życiowy 22.11.02, 18:34
      mam dla ciebie pomysł i to wcale nie taki głupi, spotkaj sie z autorem wątku jak sie odkochac , macie
      identyczny problem i ten sam poziom wrazliwości :-)))
      pozdrawiam
    • Gość: zmiana Re: krach życiowy IP: *.acn.waw.pl 22.11.02, 18:35
      Moi drodzy, dziękuję, że do mnie napisaliście. Macie wiele racji i ja sama
      czytając taki wątek doradziłabym komuś tylko rozstanie. Ale...serce. Ono boli
      bo kocha.Każdy ciepły gest, jakich mi nie szczędzi, każde spojrzenie i słowo
      rozbudzają we mnie nadzieję. Ale wiem ,że to tylko manipulacja moimi uczuciami.
      Kiedy ma ich potwierdzenie, natychmiast odchodzi. Jest nieodpowiedzialny, to
      prawda. Cały jego obraz runął razem z naszym życiem...
      Jest mi bardzo smutno. Siedzę w domu z moim dzieckiem, które wciąż pyta kiedy
      tatuś wróci z podróży.Ona tęskni i tęsknię ja. A on chce jeszcze więcej czasu.
      Ma go teraz na kino teatry, spotkania. Kiedy chce wpadnie do nas. Wcale nie
      liczę, że się z nią nie spotyka. Jest mu teraz łatwiej bo przecież już
      wiem...Może robić co chce. Obie go kochamy, a on wspaniałomyślnie rzuca na
      okrasę jakąś iluzję, zwodzi mnie a ja się tym karmię
      Jest piątkowy wieczór,ludzie spieszą się do swoich domów objuczeni zakupami. A
      ja jestem sama. Przerażona własną samotnością i odrzuceniem .A świat działa na
      zasadzie seri: uderza w najsłabszych. Chciałabym dla mojej rodziny ugotować
      niedzielny rosół, przytulić tego kogo kocham, zdjąć każdą chmurę z jego czoła.
      Ale nie ma kto jeść tego rosołu. Jestem niepotrzebna. Kiedy było źle i
      potrzebował wsparcia byłam zawsze przy nim, teraz stanął na nogi ma wpływy i
      swego rodzaju władzę. A ja jestem tylko gratem, można go wystawić na śmietnik.
      Jest mi tak źle, że ciągle płaczę. Każda rodzina mijana na ulicy ma moje
      błogosławieństwo. Żal mi bardzo naszego dziecka...
      Jest mi tak ciężko, że boję się dalej żyć. Jestem tu sama, przeprowadziliśmy
      się z innego miasta. Moja rodzina, przyjaciele zostali daleko. Zrezygnowała z
      pracy, bo przeprowadzka tam, gdzie on ma lepsze perspektywy była sprawą
      nadrzędną. Teraz zostałam z niczym. Nawet bez mieszkania, bo miał je przed
      ślubem. Boję się.
      • ziereal Re: krach życiowy 22.11.02, 21:13
        Najgorszy jest strach przed zmianą.. Strach , ktory sprawia, że wolimy nie
        podejmowac decyzji..bo co jak zostanimy z "niczym"?..Ale to nic to więcej, niz
        stan obecny..bardzo często. Bądz twarda, powiedz mu, że jesli on nie podjął
        decyzji-to Ty podjęłas.. Ja też tak czekałam, co prawda-bez dziecka..bez
        slubu..ale czekałam i liczyłam, ze on moze zmieni decyzję, Byłam dla niego
        miła, dobra..i głupio czekałam, przez co czułam sie jeszcze gorzej. NIE CZEKAJ,
        wez sprawy w swoje ręce, przejmij nad tym kontrolę- kiedyś będziesz zadowolona
        ze postapiłas tak a nie inaczej..
      • Gość: A28 Re: krach życiowy IP: *.proxy.aol.com 23.11.02, 11:28
        Mila Zmiano, przede wszystkim sie uspokoj. W zalu i panice nie mysli sie
        logicznie. Jest ci na pewno trudno i nie widzisz wyjscia, ale wyjscie na pewno
        jest. Ile lat ma twoja coreczka? jakie masz wyksztalcenie? jak daleko jest do
        poprzedniego miejsca zamieszkania? Jest ktos, do kogo moglabys wrocic? Rodzice,
        mama? Przemysl to wszystko i uniezaleznij sie powoli. Tysiace kobiet daje sobie
        rade i ty tez sobie poradzisz. Twoj maz tez pewnie wie, jakie jest twoje
        polozenie i dlatego jego postepowanie jest takie a nie inne. Nie rzucil was tak
        dokumentnie, bo z czego macie zyc? I moze mu kiedys to zauroczenie minie i
        bedzie chcial wrocic, ale czy ty tego chcesz? Mowisz: serce. Czy to serce, czy
        strach? Czujesz sie w tej sytuacji zupelnie od niego uzalezniona i to nie jest
        dobrze. Ty sie liczysz i twoje zycie trwa nadal!! A wiec zacznij dzialac.
        Otrzasnij sie z szoku i zalu. Pomysl, co mozesz zrobic, zeby stanac na wlasne
        nogi. Praca, opieka nad dzieckiem, powrot do rodzinnych stron. Bedziesz
        potrzebiwala pomocy i nie wstydz sie po te pomoc siegnac. Dzis ktos tobie
        pomoze, kiedys ty pomozesz komus. Powiedz sobie: stalo sie i sie nie odstanie.
        Zaakceptuj rzeczywistosc. Nie gotuj rosolu na niedziele. Po co masz sie jeszcze
        bardziej dolowac? Nie rozpamietuj tego co moglo byc i nie win siebie. Z cala
        pewnoscia kochasz jeszcze swojego meza, ale ile w tym uczuciu jest ciebie samej
        a ile uzaleznienie, to musisz juz sama wiedziec. Nie boj sie!!! Dasz sobie
        rade! A dziecko pyta o ojca, to jest normalne. Dziecko widzi, ze cos sie dzieje
        i nie rozumie tego. Czy chcialabys, zeby twoj maz wrocil? Czy tak naprawde
        potrafilabys mu przebaczyc? Nie udzielic laski przebaczenia, ale przebaczyc?
        Czy, jesli by wrocil, nie zylabys w strachu, ze to sie powtorzy? A wiec Zmiano,
        do dziela! POmysl, co mozesz dla siebie i dziecka zrobic i kto moze ci pomoc. I
        nie bij sie. Musisz sobie dac rade i ty to zrobisz!!! Twoje zycie sie nie
        konczy, ono sie wlasnie zaczyna. Dorosle, samodzielne i odpowiedzialne zycie. I
        ty juz nie bedziesz nigdy taka sama, jak bylas. Bedziesz odwazna, silna i
        samodzielna. Zmiano, tobie sie MUSI udac i inaczej nawet nie mysl. A potem juz
        ci nigdy nikt nie podskoczy. Przejmij swoj los w swoje rece. Dzialaj i wylej
        ten cholerny roslo!! Naprawde warto jest opuscici przetarte sciezki!!!
    • Gość: zmiana Re: krach życiowy IP: *.acn.waw.pl 23.11.02, 09:52
      Boże ,jak bardzo bym chciała mieć siłę, by to skończyć. Myślę, że podświadomie
      on do tego dąży. Chce mnie doprowadzić do takiego stanu wyczerpania, że sama
      powiem dość. Ale to mu da spokojne sumienie. Bo wtedy zawsze będzie mógł
      powiedzieć: to nie ja skończyłem, to ty tego chciałaś. Czy po raz kolejny mam
      mu wszystko ułatwiać?
      Boję się z nim być i wiem, że już nigdy mu nie zaufam, a taki związek nie ma
      sensu. On z kolei mówi: czy nie wierzysz w nawrócenie grzesznika? Ale to trwa
      już 2 miesiące. I nic, tylko ja jestem w coraz gorszym stanie. Krzyczę na
      dziecko, zamykam się przed ludźmi, nie robię nic...
      Kiedy na chwilę łapię jakiś pion, a on czuje, że wymykam mu się z rąk,
      natychmiast przychodzi jakiś sms, są próby przytulenia, pytania o to czy go
      jeszcze kocham. To nieludzkie. Dlaczego on tak postępuje????Przecież gdyby mnie
      kochał to nie wyprowadziłby się tylko starał odbudować to, co runęło. Czego
      chce??? Chce mnie kompletnie zniszczyć? Zawsze myślałam, że go znam i rozumiem.
      Teraz stoi przede mną obcy człowiek...nie mogę pojąć jego postępowania. O co
      chodzi? Ja chcę żyć, żyć bo mam dziecko. Dlaczego on mi nie pozwala????
      Boże, co noc modlę się, by przestać go kochać. Czy tak się kiedyś stanie? Nie
      chcę dojść do granicy, po której już tylko...
      • Gość: A28 Re: krach życiowy IP: *.proxy.aol.com 23.11.02, 11:34
        Przeczytaj moj poprzedni post. Prosze cie, wez sie mocno w garsc. Niech on
        sobie mysli co chce, ty decyduj za siebie. On chce tylko wlasne wyrzuty
        sumienia uspokoic. Poza tym, nie potrafi zrezygnowac tak calkiem z ciebie, jako
        wlasnosci. A moze on cie tak po prostu trzyma w szachu z calkiem przyziemnej
        przyczyny? On sie moze boi, ze moglabys go finansowo zrujnowac? Musi placic
        alimenty w ustalonej kwocie na was a nie dawac co laska. Nie marnuj energii na
        niepotrzebne zale. TY sie teraz liczysz i powiedz glosno i wyraznie STOP, dotad
        i ani kroku dalej. Dzialaj!!
        • kora3 Re: krach życiowy 23.11.02, 13:18
          Zmianko !!! A28 ma całkowitą rację !!! Nie wiem czy czytałaś mojego posta (oby
          tak !!!!), ale wierz mi czekanie zaprowadzi Cię donikąd, a moze i do obłędu !!!
          Masz nick "Zmiana" !!! :) Niech to będzie pozywywna Zmiana !!!
          Podejmij decyzję za niego, niech to będzie TWOJA zmiana !!! On tej decyzji nie
          podejmuje, bo tak Mu dobrze. Ciągle jeszcze ma dwie "furtki": moze sobie
          zaczekać, wybrać, albo tak lawirować, jak kiedy ma ochotę !!! Nie pozwól by
          takli ktoś Tobą manipulował !!! Ty "futrek" nie masz !!! Mozliwe scenariusze:
          1: Jest przez bliżej nieokreślony czas tak jak teraz: On się "zastanawia,
          wraca, odchodzi, znów wraca... A Ciebie to powoli zabija doprowadza do szału,
          zyjesz tylko od telefonu do telefonu, od JEGO decyzji do JEGO decyzji ....W
          końcu odejdzie, albo zostanie. Jak odejdzie pół biedy....czas zagoi kiedyś
          rany. Jeśli zostanie- tym gorzej. Nigdy Mu już nie zaufasz, zawsze będziesz
          czuć sie zagrożona. A On ??? Pojawi się "nowa miłość", a nawet jeśli nie
          (wątpię to natura tego człowieka)będziesz jedną z tych biednych zazdrosnych
          kobiet sprawdzających kieszenie facetów i szukających śladów szminki na jego
          koszuli... Chcesz tak ???
          2: TY odchodzisz ( a najlepiej wywal definitywnie Jego) ... Jest ciężko,
          czujesz sie samotna, brak Ci Go...Ale mija czas, zapominasz trochę, poznajesz
          innych ludzi, ŻYJESZ !!!! Moze spotkasz kogoś innego, kto będzie wart
          zaufania !!! Masz spokojne dnie i noce, nie czekasz na telefon, sms-a,
          kierujesz swoim życiem ...
          Wiem niełatwy to wybór, nie prędko się uporasz z myślami ...Ale to jedyne
          możliwe scenariusze ...W zyciu nie ma epilogów o zachodzie słońca "I żyli długo
          i szczęśliwie" jak w filmach i książkach :( Takie historie nigdy się nie
          kończą, jeśli sie wraca ... I Twoja też się nie skończy dobrze o ile nie
          podejmiesz decyzji SAMA !!!Im prędzej tym lepiej
          Pozdrawiam serdecznie i...odwagi
          Korcia
      • kkk30 Re: krach życiowy 23.11.02, 13:32
        Droga Zmiano,

        Dzisiaj przeczytałem wszystkie posty, poznałem całą Twoją historię. Ty znasz
        moją historię. Powiem Ci, że kiedy dwa miesiące temu (podobne jak Tobie) świat
        zawalił mi się na głowę, nie płakałem. Ani jednej łzy. Nie potrafiłem. Ale po
        przeczytaniu Twojej historii bliski jestem płaczu.

        Dlaczego spotykają nas takie sytuacje? Czy i kiedy popełniliśmy - Ty i ja jakiś
        błąd? Ja szukałem odpowiedzi m.in. na tym Forum. Pisanie pomaga. Pomaga to, że
        są ludzie, którzy potrafią Cię wysłuchać, pocieszyć, poradzić i podzielić się
        swoim doświadczeniem. Wtedy kiedy ta najbliższa, najukochańsza osoba, nagle, z
        dnia na dzień, zaczyna traktować cię jak kogoś obcego, a nawet jak wroga. Są
        oczywiście znajomi, przyjaciele. Ale oni mają swoje życie, problemy, kariery,
        rodziny i poukładane życie. Oni się już wypowiedzieli. Nie możesz w koło
        Macieju ciągle o tym rozmawiac, bo zaczną cię unikać. Tylko o czym, skoro to
        jedno ma się w głowie...

        W moim przypadku totalna rozpacz zamieniła się w przygnębienie, może nie
        totalne, ale wszechobecne. Przestałem się buntować, ale nic nie jest takie, jak
        dawniej. Nie ma takiego smaku..Dni mijają, bo muszą. Czasem tylko, jak Tobie w
        piątkowy wieczór i mi, kiedy nie jestem w pracy, jest gorzej. I wtedy jak
        zobaczę, usłyszę coś interesującego, pięknego i nie mogę się tym z Nią
        podzielić. I wtedy, kiedy niedawno wracałem po kilku dniach do Polski,
        zastęskniłem za Nią najbardziej na Okęciu; nie rzuciłem się jak zwykle na taśmę
        i z bagażem, nie złapałem walizy i nie wybiegłem. Po drugiej stronie bramki tym
        razem nie było nikogo.

        Ale musimy być twardzi. Ja, bo jestem mężczyzną, Ty, bo masz córkę. Masz dla
        kogo żyć i kochać. Ja zawsze myślałem, że Ona jest kobietą z którą chcę się
        pięknie zestarzeć. Mieszkaliśmy razem, ale Ona odwlekała decyzję o ślubie.
        Mówiła, że nie jest gotowa do podjęcia takiej decyzji, że się boi, itd. To,
        byśmy stali się prawdziwą rodziną było moim największym marzeniem, ale
        przestałem nalegać. Pogodziłem się z tym, że żyjemy w tzw. konkubinacie. Miłość
        jest sztuką kompromisu, nieprawda? Kilka tygodni temu powiedziała mi, że
        gdybyśmy mieli dziecko, nie odeszła by. Że mąż, dzieci to też Jej marzenia. Ale
        nie z tobą K, nie z tobą..

        Powiem Ci też, że Twój mąż miał wszystko, o czym ja marzyłem przez całe swoje
        dorosłe życie. Miał to co jest w życiu najważniejsze i najświętsze. Nie wiem,
        jak długo bedziesz cierpieć. Ale wiem, że to Ty, nie on, będziesz ostatecznie
        na wygranej pozycji.

        Pozdrawiam ciepło i pisz.
        K.
        • neutralny_nick Re: krach życiowy 23.11.02, 13:50
          mam pytanie do was kk30 i zmiana, gdbybyście mielie szanse otrzymaną od waszych ukochanych to
          spróbowalibyscie jeszcze raz i czy w głebi duszy nie czulibyscie że to nie ma sensu bo sytuacja i tak sie
          powtórzy? (spójrzcie na moja syt. w wątku nie wiem jak dalej życ) Ja jestem na etapie nieudanego
          małżeństwa. są zdrady i wieczne kłamstwa ale w razie sytuacji kryzysowej on zawsze mówi że chce ze
          mna byc. Tylko czemu mnie tak rani? Zaczynam myśleć że chyba wszyscy zyjemy własnymi marzeniami
          złudzeniami i boimy sie spojrzec prawdzie w oczy
          pozdrawiam
          • kkk30 Re: krach życiowy 23.11.02, 14:12
            neutralny_nick napisała:

            > mam pytanie do was kk30 i zmiana, gdbybyście mielie szanse otrzymaną od
            waszych
            > ukochanych to
            > spróbowalibyscie jeszcze raz i czy w głebi duszy nie czulibyscie że to nie ma
            s
            > ensu bo sytuacja i tak sie
            > powtórzy? (spójrzcie na moja syt. w wątku nie wiem jak dalej życ) Ja jestem
            na
            > etapie nieudanego
            > małżeństwa. są zdrady i wieczne kłamstwa ale w razie sytuacji kryzysowej on
            zaw
            > sze mówi że chce ze
            > mna byc. Tylko czemu mnie tak rani? Zaczynam myśleć że chyba wszyscy zyjemy
            wła
            > snymi marzeniami
            > złudzeniami i boimy sie spojrzec prawdzie w oczy
            > pozdrawiam
            \

            Nie mogę jeszcze spojrzeć na to wszystko obiektywnie. Nie moge zrozumieć,
            pojąć, że są faceci, tacy ja mąż Zmiany i Twój. Że tracą, oddają to, co dla
            mnie jest najważniejsze. Nie kariera, nie pieniądze, stanowisko. To wszystko
            mam i wiem, że niewiele jest warte. Jak powiedział ktoś na mojej liście:
            najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

            Wracając do pytania. Logicznie myśląc: Wiem, że to nie miałoby sensu. Tak jak z
            tym psem, któremu lepiej uciąć ogon w całości, niż w kawałkach. Nie ma sensu
            żyć złudzeniami, oszukując siebie, czekając na to, że Ona się zmieni,
            przestanie kłamać, zacznie kochać, zdecyduje się na ślub. Nie można nikogo
            zmusić do miłości

            Myśląc nielogicznie: oddałbym wszystko, by wróciła. Nawet taka, jak była. Za
            wspólny posiłek, przytulenie się na kanapie po cholernie męczącym dniu, za
            niedzielne poranki, niespieszne, leniwe, uśmiechy, zasypianie trzymając się za
            rękę i za nadzieję..

            • neutralny_nick Re: krach życiowy 23.11.02, 18:16
              wiesz co tego się boję że dopoki on sam nie odejdzie to ja będę z nim tkwić z w tym małżeństwie czekajac na te
              dobre chwile i nie myśleć o złych, udawac ze ich nie ma. Mimo tego że go mam jestem wewnętrznie smutna. Chyba
              jestesmy chorzy:-(( zarażeni toksyczną miłością. Myślę K. że ty jesteś z naszej trojki w najlepszej sytuacji. Teraz
              rozpaczasz, przeżyjesz swój ból i możesz zacząć od nowa. Zmiana jest w kropce i ja chyba tez.
              Są ludzie którzy tak jak ja czy wy, ofiarując swoją wienośc i miłośc dostali wzamian garniec goryczy.
      • Gość: xan Re: krach życiowy IP: 212.106.0.* 23.11.02, 13:45
        wspolczuje..
        mnie wydaje sie ze jego przeprowadzka i chwilowe zawieszenie zwiazkow..
        (paranoja)..to tylko czekanie na to ktora go pierwsza kopnie w...i wtedy cala
        sprawa stanie sie dla niego jasna, do kogo wrocic..moze w koncu zdecydowac ze
        tyle czasu zyl bez was ( i mu tak dobrze)i tak juz moze zostanie by w koncu na
        choryzoncie pojawila sie ta trzecia..cisza, spokoj zero komplikacji i
        zobowiazan..
        taka wersja wydarzen jakos najbardziej pasuje mi do tego typu osob
        ale moge sie mylic..
    • Gość: zmiana Re: krach życiowy IP: *.acn.waw.pl 23.11.02, 15:25
      Kochani, dziękuję Wam wszystkim za te słowa. Jestem samotna, ale już teraz
      wiem, że nie muszę wcale zwariować sama ze swoimi myślami...
      Ktoś napisał, że on czeka, która o niego mocniej zawalczy. To chyba prawda,
      przecież to tak wygodnie nie musieć robić nic. Ale ja nie chcę dać mu
      argumentu: to ty odeszłaś. Mam nadzieję, że to nie będzie trwało w
      nieskończoność.On musi mieć świadomość, że to on zniszczł wszystko. Sam mówi,
      że nie ma mi nic do zarzucenia: jestem cudowną żoną, matką, zdolną i twórczą
      kobietą, kobietą która mu się podoba i której cały czas pragnie. To go boli, bo
      nie ma nic za co powinien odejść.Wiem, że nie będziemy już razem bez względu na
      jego decyzję. Przez ten czas poznałam go dobrze i bardzo dotkliwie. Ale żal mi,
      wiem, że gdyby on tak samo dbał o nasz związek wygralibyśmy. Ale to wymaga
      trudu, a mój mąż nie lubi dawać.Żal mi bo ja chcę dać wszystko...
      Napisałam mu niedawno taki wierszyk

      tylko tobie miły dam
      wszystko co w tej torbie mam
      świty zwidy noce białe
      jednym słowem wielką chałę
      lecz gdy tylko się postarasz
      możesz szybko nawet zaraz
      zaczarować nasze życie
      tak by budząc się o świcie
      moja skóra była gładka
      no i dzieci całe stadka

      drogi K. pozdrawiam cię bardzo mocno i trzymam za nas kciuki:)
    • Gość: zmiana DO NEUTRALNEJ IP: *.acn.waw.pl 23.11.02, 15:32
      Moja droga, ja już wiem, że mój związek się skończył. Nie dlatego, że on tak
      zdecydował. Ja też w tym czasie podlegam pewnemu procesowi i mimo ,że boli ( bo
      jak go widzę to chcę ucałować te oczy), coś pękło. Nie ma . I nie będę z nim bo
      boję się, nie zaufam. Pokazał mi tak przerażającą i bezduszną twarz, że wiem
      jedno: albo moje życie, albo on.
      Kocham go nadal i chcę jego szczęścia.Ale on może być szczęsliwy tylko kosztem
      kogoś innego. Nie będę to ja.
      Twoja historia jest druzgocząca...Ze mną właściwie było tak samo przez 5 lat
      tego małżeństwa.Myślałam, że wystarczy kochać.
      Proszę cię myśl o sobie. Póki jeszcze masz siłę z tego się podnieść.
      Dziękuję wam jeszcze raz.
      • neutralny_nick Re: DO NEUTRALNEJ 23.11.02, 18:19
        Gość portalu: zmiana napisał:

        > Moja droga, ja już wiem, że mój związek się skończył. Nie dlatego, że on tak
        > zdecydował. Ja też w tym czasie podlegam pewnemu procesowi i mimo ,że boli ( bo
        >
        > jak go widzę to chcę ucałować te oczy), coś pękło. Nie ma . I nie będę z nim bo
        >
        > boję się, nie zaufam. Pokazał mi tak przerażającą i bezduszną twarz, że wiem
        > jedno: albo moje życie, albo on.
        > Kocham go nadal i chcę jego szczęścia.Ale on może być szczęsliwy tylko kosztem
        > kogoś innego. Nie będę to ja.
        > Twoja historia jest druzgocząca...Ze mną właściwie było tak samo przez 5 lat
        > tego małżeństwa.Myślałam, że wystarczy kochać.
        > Proszę cię myśl o sobie. Póki jeszcze masz siłę z tego się podnieść.
        > Dziękuję wam jeszcze raz.

        Zmiano myślę że nadchodzi czas końca twojej udręki i będziesz mogła żyć dalej. Jes mi dużo lżej że mogłam to
        wszystko z siebie wyrzucic i pogadać z kims kto ma podobne przeżycia . Myślę że przyjdzie nasz czas na szczescie
        i że go jeszcze zaznamy.
    • Gość: zmiana DO K. IP: *.acn.waw.pl 23.11.02, 15:41
      podaję Ci maila
      freezone@o2.pl
      czekam na wiesci. Trzymaj się ciepło:)
    • Gość: Natka Re: krach życiowy IP: 212.244.167.* 23.11.02, 18:12
      Droga Zmiano wiem jak to jest w takiej sytuacji,bo sama to wszystko
      przzerabiałam. Musisz sama podjąć jakąś decyzję i nie zwlekaj zbyt długo, bo
      popadniesz w takie zamknięte koło jak ja. Zdrada- poprawa- nadzieja- i od
      począdku. Trzymam za Ciebie kciuki . Powodzenia.
      • Gość: midm Re: krach życiowy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.11.02, 09:46
        Niektorzy mezczyzni nie potrafia byc monogamiczni i tyle. Mysle, ze czasem tez
        trzeba miec na to wzglad.
        • Gość: carduus Re: krach życiowy IP: proxy / 10.30.1.* 25.11.02, 14:23
          Co to znaczy nie potrafią byc monogamiczni? Nie potrafią zapanować nad
          instynktem zachowania gatunku? Czy więc nie należałoby raczej powiedzieć, że
          niektórzy mężczyźni (może zresztą nie tylko mężczyźni) są tylko bydlętami? Ale
          to przecież nic nowego.

          A Tobie zmiano powiem jedno tylko: trzymam kciuki za Ciebie i Twoje nowe
          szczęśliwe życie. On na Ciebie nie zasługuje. Potarfiłabym może zrozumieć, że
          zakochał się, chce odejść do innej, bo tak się stało i juz. Ale jego
          zachowanie, fakt, że mami Cię nadziejami, przekresla go w moich oczach
          całkowicie.
          Mam tę wątpliwą przyjemność obserwować b. podobną sytuację. Pracuję z takim
          jednym. Od trzech lat ma romans z koleżanką , która siedzi przy biurku obok.
          Jest żałosny. I jako męzczyzna i jako człowiek.

          carduus
          • Gość: midm Re: krach życiowy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 09:08
            > Co to znaczy nie potrafią byc monogamiczni? Nie potrafią zapanować nad
            > instynktem zachowania gatunku? Czy więc nie należałoby raczej powiedzieć, że
            > niektórzy mężczyźni (może zresztą nie tylko mężczyźni) są tylko bydlętami?
            Ale
            > to przecież nic nowego.
            Nie chce mi sie dyskutowac z Toba na ten temat.
            • Gość: carduus Re: krach życiowy IP: proxy / 10.30.1.* 27.11.02, 10:56
              Nie chce Ci się
              a) dyskutować ZE MNĄ;
              b) dyskutować NA TEN TEAMAT
              c) dyskutować W OGÓLE?
              A może po prostu brak ci argumentów? Mniejsza o to. Nie to nie. Płakać nie
              będę:-)))

              carduus
    • Gość: zmiana Re: krach życiowy IP: *.acn.waw.pl 24.11.02, 09:58
      Ależ midm, to właśnie monogamia była jego sztandarem, jego manifestem!Tym się
      szczycił i zmulił mnie do końca. Jestem cały czas jak dziecko, ufna i naiwna do
      granic rozsądku. Ale teraz to dziecko zostało podstępnie wyprowadzone do lasu i
      zostawione przez kogoś, komu najbardziej ufało. Na czym mam budować własne
      życie? Wszystko,w co wierzyłam, okazało się bajką o żelaznym wilku.
      Zastanawiam się, czy to jest już standard, że w związkach zawsze ktoś kocha
      bardziej. Może warto się sto razy zastanowić nim się oddasz i popłyniesz w tej
      miłości. Lepsze to, niż zbierać potem pogruchotane serce, poczucie własnej
      wartości itd. Co myślicie?
      Pozdrawiam Was.

      "palą się na stosie
      moje ideały.
      Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały"
      • Gość: meg_ MEG do Zmiany IP: webcacheP* / 62.29.215.* 24.11.02, 13:16
        Myslalam ze moj adres sie wyswietla.. : meg_@gazeta.pl. Nie bylo mnie ostatnio
        bo moja historia ma niespodziewany zwrot (zakret smieci raczej) akcji. Jak
        marna brazylijska telenowela.

        pozdrawiam
      • kkk30 Re: krach życiowy 25.11.02, 11:13
        Gość portalu: zmiana napisał:

        > Ależ midm, to właśnie monogamia była jego sztandarem, jego manifestem!Tym się
        > szczycił i zmulił mnie do końca. Jestem cały czas jak dziecko, ufna i naiwna
        do
        >
        > granic rozsądku. Ale teraz to dziecko zostało podstępnie wyprowadzone do lasu
        i
        >
        > zostawione przez kogoś, komu najbardziej ufało. Na czym mam budować własne
        > życie? Wszystko,w co wierzyłam, okazało się bajką o żelaznym wilku.
        > Zastanawiam się, czy to jest już standard, że w związkach zawsze ktoś kocha
        > bardziej. Może warto się sto razy zastanowić nim się oddasz i popłyniesz w
        tej
        > miłości. Lepsze to, niż zbierać potem pogruchotane serce, poczucie własnej
        > wartości itd. Co myślicie?
        > Pozdrawiam Was.
        >
        > "palą się na stosie
        > moje ideały.
        > Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały"

        Masz świętą rację. Dziś wydaje mi się, że nie warto. Bo jaki jest tego sens?
        Tobie cholernie trudno się pozbierać, osobie, która odchodzi też jest trudniej,
        bo niechciana miłość jest jak niepotrzebny balast.

        K.
    • aiko11 Re: krach życiowy 25.11.02, 11:33
      Ach KOBIETY, KOBIETY, JAKIE WY NAIWNE jestescie i to coraz bardziej.
      To chyba robi sie zarazliwe.
    • Gość: Aa Re: krach życiowy IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.02, 16:49
      Mój jedyny,wymarzony,sens istnienia, po więcej niż 30 latach małżeństwa,złapany
      na gorącym uczynku i po okrzykach "jakim prawem mi zabraniasz",a na żądanie
      zerwania oświadczył mi,że niczego mu nie mogę nakazywać ani żądac,ale jak już
      to mam czekać aż samo przyschnie.To można nazwać porażką życiową.Niewielka
      emerytura ,brak oddzielnego mieszkania,podupałe zdrowie /obecnie po
      operacji/.Przeciez nie "powieszę" się na dzieciach,bo one mają swoje życie.Tak!
      to krach życiowy jeżeli w okresie andropauzy w miejscu serca jest
      penis,zamiast mózgu tez jest penis.Zniszczył najważniejsze dla mnie
      wartości.Głupia myślałam,że na rozstaje życia w jej jesieni pójdziemy razem
      strzymając się za rękę,Dodam tylko,że kochanka ma 49 lat i spotkania odbywały
      się w ramach pracy.
      • Gość: midm Re: krach życiowy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 09:17
        w miejscu serca jest
        > penis,zamiast mózgu tez jest penis.
        U Ciebie chyba tez skoro oceniasz tylko w takiej perspektywie...
        • Gość: midm Re: krach życiowy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 09:28
          To nie mialo byc zlosliwe.
          • Gość: midm Re: krach życiowy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 09:35
            I oczywiscie Ci wspolczuje.
            No i nie zalamuj sie tak. Moze to tylko taki wyskok z racji andropauzy.
            • Gość: inka_sama Re: krach życiowy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.11.02, 09:53
              Gość portalu: midm napisał:
              > I oczywiscie Ci wspolczuje.
              > No i nie zalamuj sie tak. Moze to tylko taki wyskok z racji andropauzy.

              Wybacz midm ale NIE współczujesz!
              Tak odbieram sporo twoich wypowiedzi na forum nie tylko te ostatnie.
              Mówisz "współczuję" ale to co czujesz i co wypowiadasz ma z tym mało wspólnego.
              A! I współczucie nie jest litowaniem się i poklepywaniem po plecach.
            • Gość: Aa Re: krach życiowy IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.02, 10:20
              To o sercu i rozumie to moje refleksje na okrzyki,że najważniejszy w jego życiu
              jest seks,ale myślę że to pogubienie się w wartościach muszę przeczekać,bo
              sięgając głęboko w serce dochodzę,że zależu mi na nim.Czy to jeszcze miłość?
              Wiem,ze szamoczą mną mną różne emocje,od wściekłości do refleksji ile w tym
              mojej winy i coś mi sie wydaje,że sama muszę poskładać się.Najbardziej mnie
              boli to,że nie rozmawiamy,bardziej wymieniamy niezbędne informacje mijając sie
              w mieszkaniu, Tak,nie krotkie,proste zdania,żeby nie powiedzieć za dużo.Gdyby
              nie zegary tykające na ścianach..no właśnie. W moich notatkach z tamtego roku
              znalazłam zapis ...Tykanie zegarów wypełnia ciszę,lodowe ściany dzielą
              pokoje.Pozamykane drzwi,pozamykane serca,pozaklejane usta!Przez te 480 dni od
              tamtego zapisu codziennie wstawałam z nadzieją,że ...no właśnie,na co liczyłam
              przez te 16 miesięcy?
              • Gość: i_s Re: krach życiowy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.11.02, 10:32
                To trwa strasznie długo!
                On nie chce rozmawiać , ty nie chcesz - czy obydwoje boicie się konsekwencji
                takiej rozmowy?
                • Gość: Aa Re: krach życiowy IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.02, 15:26
                  Boję się usłyszeć kolejne kłamstwa z "marszu",bo całe wspólne życie wierzyłam
                  mu bezgranicznie i boję sie bezczelności ?/np. no to co,ze bylismy razem na
                  wakacjach!to wtedy kiedy oznajmił mi ,że chciałby w tym roku pojechać sam na
                  wakacje,ależ jedż masz pełne prawo sam odpocząć-odpowiedziałam wierząc, że
                  naprawdę chce się zdystansować do lawinowych wydarzeń po odkryciu zdrady/Boję
                  się usłyszeć"a co ja takiego zrobiłem,"boję się znowu uwierzyc po kolejnych
                  obiecankach,że to skończone,a potem widzieć ze dalej to trwa.Zamykam oczy i
                  widzę ten dzień w którym prosił wybacz mi.Postaram się ale będzie mi bardzo
                  trudno-odpowiedziałam i Bóg mi świadkiem,że starałam się do momenty kiedy
                  zorientowałam się że to dalej trwa.I coś się stało we mnie.Może masz rację,ze
                  czekam na przeprosiny,na oczyszczjąca rozmowę,taką do trzewi.Mnie na nią
                  stać.Próby podjęcia rozmów przeze mnie kończą sie absolutnym fiaskiem i coraz
                  większym milczeniem,powinnam zapytać co robić?
              • Gość: midm Re: krach życiowy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 12:54
                Czy nie na to, ze przeprosi?
    • saana Re: krach życiowy 27.11.02, 09:53
      Przykro mi...ale wiesz to nie jest zaden krach to nieoczekiwana zmiana
      sytuacji. Nikt nie umarl. wszystko sie zdarzyc moze, i zycie trwa nadal. Mam
      podone doswiadczenie do twojego meza napisze ci moze to jaks Ci pomoze.Kiedys
      sie tez tak platalam miedzy dwoma Panami. Maz czekal i ten drugi czekal a ja
      nie wiedzialam co robic co czuje itd itd. Dzis po latach mysle ze mialam
      dobrego meza i to ze przedluzalam taka podwojna sytuacje nie wynikalo z uczucia
      do niego tylko z mojej ulomnosci, nie umiejetnosci uporania sie z moimi
      wyrzutami sumienia, z moim wlasnym wizerunkiem kobiety zaplatanej w cos co
      wlasciwie zawsze kojarzylo mi sie jako smierdzace g.I ze strachem przed
      przyszloscia. Moze to tchorzostwo. Ja ucieklam wyjechalam i dopiero bedac
      daleko odetchnelam i odepchnelam obu. (pozostaje dzis w serdecznych relacjach z
      nimi).
      Mysle ze Twoj Maz tez sie tak zaplatal. Macie jeszcze dziecko a to pewnie
      powoduje podwojne wyrzuty sumienia. Nie ma dobrej rady kazdy z nas jest inny.
      Ale wiesz gdyby ten moj maz jakos zaczal bagatelizowac cala te sytuacje ,
      rozladowywal atmosfere i jednoczesnie dawal mi komfort poczucia bezpieczenstwa
      to moze bym sie i wygrzebala. Ale .....jestem teraz z kims innym bardzo
      szczesliwa i wiem ze to ten czlowiek gdybym wiec wtedy wrocila to kto wie...no
      widzisz to nie takie proste. Ja sie nauczylam: zyjemy tu i teraz i ostroznie z
      planowaniem.
      serdecznie pozdrawiam
    • nebeska Re: krach życiowy 08.02.03, 21:32
      Niedawno w poszukiwaniu rady, pociechy i ukojenia przegladalam
      forum psychologiczne GW i trafilam na Twoj watek.
      Bardzo mnie poruszyla Twoja historia i okropnie sie
      splakalam czytajac Twoje listy i wogole cala dyskusje,
      podobnie jak przy watku "jak sie odkochac" pana K.:>
      Czytalam jakby o sobie, czytalam rady ktorych mi juz udzielano,
      i te ktorych mi trzeba, refleksje, ktore mnie nachodzily
      i nachodza, "objawy" ktore mnie drecza.. i to mi bardzo pomoglo!
      Czulam sie taka slaba a teraz jest inaczej. Niby czlowiek wie ze innym
      tez zle, ze maja te same lub gorsze problemy ale nigdy nie
      spotkalam nikogo takiego,zeby podzielic sie przezyciami.
      Chcialam Ci powiedziec ze zycze Ci wszystkiego najlepszego!
      Minely ponad dwa miesiace. Jak sie miewasz? Jak sobie radzisz??
      Jak uklada sie dalej Twoja historia?
      Napewno nie tylko ja chcialabym wiedziec co u Ciebie :)

      E.
      PS. chcialam napisac na priv a nie tutaj ale nie znam adresu
    • Gość: zmiana dla Nebeskiej IP: *.acn.waw.pl 09.02.03, 20:03
      witaj, mój adres podałam kilka postów wcześniej, napisz.
      Minęły dwa miesiące, to prawda. Niby dużo, a i mało...Ciężko mi cały czas, mam
      przeróżne myśli, lęki, obawy. Ale tak, jak mi pisaliście; jeśli ta miłość jest,
      jeśli zostało choć trochę to z czasem będzie coraz lepiej. Uczymy się z tym
      żyć, choć nie umiem jeszcze zapomnieć. Wybaczyć chyba też nie i to jest
      najtrudniejsze.Ale staram się zrozumieć, każdego dnia na nowo.
      były rozmowy o rozwodzie, jakies niby ostateczne decyzje. Ale w końcu mój
      strach przed przyszłością okazał się mniejszy od miłości. Mój mąż bardzo mnie
      kocha i bardzo żałuje tego, co się stało. Wodzę to i czuję. Tamten związek
      zakończył definitywnie. Ona kojarzy mu sie juz teraz tylko z czymś bardzo złym.
      Mimo początkowego zauroczenia docierra do niego cała groza sytuacji i nie ma
      juz śladu po miłych chwilach. Nie chciałabym, żeby ona teraz wiedziała, jakie
      wspomnienia mu zostały. A może powinna...Wtedy zastanowiłaby się tysiąc razy
      nim poszłaby do łóżka z cudzym mężem.Teraz ma tylko to co przedtem czyli swąd
      histerycznej desperacji.
      Jemu jest trudno i mnie ale robimy wszystko, by to przetrwać. To dopiero
      początek drogi...
      Pozdrawiam was wszystkich i walczcie bo czasem warto. Kiedy już nie warto, to
      Bóg sam odbierze siły.
      Zmiana
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka