Gość: carduus
IP: proxy / 10.30.1.*
19.12.02, 08:20
Oto fragment eseju z ostatniego, podwójnego numeru Polityki (Polityka nr 51-
52), autorstwa Jacka Żakowskiego:
"...Gary S. Becker, metodologiczny mistrz współczesnej ekonomii, noblista,
jeden z liderów szkoły chicagowskiej, autor słynnego "Traktatu o rodzinie". Z
rozległych i wyrafinowanych badań prof.. Beckera już w latach 70. wyłoniła
się szokująca prawda, że ludzie cieszący się nadmiernym poczuciem
bezpieczeństwa przestają się mnożyć.
Chociaż nawet w najskrytszych myślach nikt z nas tego tak wprost nie nazywa,
dzieci - jak dowiódł Becker- są inwestycją, którą młodzi ludzie robią, by
(podświadomie) zapewnić sobie bezpieczeństwo (fizyczne i materialne) na
starość. Jeśli więc wierzą, że bezpieczeństwo do końca życia zagwarantuje im
państwo (poprzez emerytury, państwową służbę zdrowia, bezpieczne inwestycje,
utrzymanie porządku), to zamiast rodzić synów, którzy ich obronią i córki,
które ich będą piastować, kupują sobie kotki albo pieski, oszczędzając na tym
bardzo dużo pieniędzy. W ten sposób Becker rozwikłał pozorny paradoks,
polegający na tym, że biedni z reguły mają dużo dzieci, a bogaci mało.
Znalazł też odpowiedź na dręczące demografów pytanie, dlaczego Amerykanie
mają dużo więcej dzieci, niż Europejczycy (mający bardziej opiekuńcze
państwa)."
Kiedy to przeczytałam poczułam się lepiej, bo odkryłam, że tym się różnię, od
większości, że od dawna jestem w stanie przyznać się, nie tylko sama przed
sobą, że dziecko jest dla mnie także rodzajem polisy ubezpieczeniowej na
starość.
Zastrzec jednak pragnę, że kocham moje dziecko jak szalona i proszę mi nie
wyrzucać od wyrodnych matek. Choć kiedy decydowałam się na ciążę, ten aspekt
był przeważający. Nie czułam instynktu macierzyńskiego ani przez moment, ale
myślałam sobie, że teraz kiedy jesteśmy młodzi i w pełni sił jest super, nikt
"dodatkowy" (przepraszam za to niezbyt eleganckie określenie) nie jest nam
potrzebny, ale kiedy będziemy mieć po 70 lat, życie tylko we dwójkę, będzie
pewnie strasznie smutne.
A wy? Macie tę odwagę, by przyznać prof.. Beckerowi, że was rozszyfrował:-))
carduus