Dodaj do ulubionych

dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na starość

IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 08:20
Oto fragment eseju z ostatniego, podwójnego numeru Polityki (Polityka nr 51-
52), autorstwa Jacka Żakowskiego:
"...Gary S. Becker, metodologiczny mistrz współczesnej ekonomii, noblista,
jeden z liderów szkoły chicagowskiej, autor słynnego "Traktatu o rodzinie". Z
rozległych i wyrafinowanych badań prof.. Beckera już w latach 70. wyłoniła
się szokująca prawda, że ludzie cieszący się nadmiernym poczuciem
bezpieczeństwa przestają się mnożyć.
Chociaż nawet w najskrytszych myślach nikt z nas tego tak wprost nie nazywa,
dzieci - jak dowiódł Becker- są inwestycją, którą młodzi ludzie robią, by
(podświadomie) zapewnić sobie bezpieczeństwo (fizyczne i materialne) na
starość. Jeśli więc wierzą, że bezpieczeństwo do końca życia zagwarantuje im
państwo (poprzez emerytury, państwową służbę zdrowia, bezpieczne inwestycje,
utrzymanie porządku), to zamiast rodzić synów, którzy ich obronią i córki,
które ich będą piastować, kupują sobie kotki albo pieski, oszczędzając na tym
bardzo dużo pieniędzy. W ten sposób Becker rozwikłał pozorny paradoks,
polegający na tym, że biedni z reguły mają dużo dzieci, a bogaci mało.
Znalazł też odpowiedź na dręczące demografów pytanie, dlaczego Amerykanie
mają dużo więcej dzieci, niż Europejczycy (mający bardziej opiekuńcze
państwa)."
Kiedy to przeczytałam poczułam się lepiej, bo odkryłam, że tym się różnię, od
większości, że od dawna jestem w stanie przyznać się, nie tylko sama przed
sobą, że dziecko jest dla mnie także rodzajem polisy ubezpieczeniowej na
starość.
Zastrzec jednak pragnę, że kocham moje dziecko jak szalona i proszę mi nie
wyrzucać od wyrodnych matek. Choć kiedy decydowałam się na ciążę, ten aspekt
był przeważający. Nie czułam instynktu macierzyńskiego ani przez moment, ale
myślałam sobie, że teraz kiedy jesteśmy młodzi i w pełni sił jest super, nikt
"dodatkowy" (przepraszam za to niezbyt eleganckie określenie) nie jest nam
potrzebny, ale kiedy będziemy mieć po 70 lat, życie tylko we dwójkę, będzie
pewnie strasznie smutne.
A wy? Macie tę odwagę, by przyznać prof.. Beckerowi, że was rozszyfrował:-))

carduus
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 09:31
      pierdola robi kola a pierdulka kolka
      • Gość: julka Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 19.12.02, 10:13
        Powiem Ci szczerze, carduus, że takie podejście do macierzyństwa pt."żeby mi
        ktoś szklanke wody podał na starość" wydaje mi się strasznie egoistyczne i
        małoduszne. Założenie jest wtedy takie, że dziecko jest naszą własnością, jest
        nam coś winne, a ja myślę, że dzieci NIE SĄ DLA NAS, tylko dla świata, są
        wolnymi ptakami i tylko kwestią naszego rozumnego zainwestowania w ich dobre
        wychowanie jest to, na ile będą się nami interesować na stare lata.
        • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 10:41
          Gość portalu: julka napisał(a):

          > Powiem Ci szczerze, carduus, że takie podejście do macierzyństwa pt."żeby mi
          > ktoś szklanke wody podał na starość" wydaje mi się strasznie egoistyczne i
          > małoduszne. Założenie jest wtedy takie, że dziecko jest naszą własnością,
          jest
          > nam coś winne, a ja myślę, że dzieci NIE SĄ DLA NAS, tylko dla świata, są
          > wolnymi ptakami i tylko kwestią naszego rozumnego zainwestowania w ich dobre
          > wychowanie jest to, na ile będą się nami interesować na stare lata.
          >
          ***************
          A ja Ci powiem szczerze, że żałuję, że tak niewiele zrozumiałaś. To tylko
          dowodzi, że wszyscy jestesmy tak strasznie egoistyczni i małoduszni. Tylko mało
          kto ma odwagę się do tego przyznać.
          Ale u podstaw takiego podejścia wcale nie leży założenie, że dzieci są naszą
          własnością.
          Sama piszesz, że to czy będą się nami na stare lata interesować zależy od tego,
          czy dobrze je wychowamy. Zwracam uwagę, że użyłaś wyrażenia "dobre wychowanie",
          które jest wyrażeniem wartościującym: dobre, czyli takie, dzięki któremu
          bedziemy mieli opiekę na starość. Więc jednak liczy się to dla Ciebie, czyż
          nie? A jeżeli się liczy, to znaczy, że masz nadzieję, że Twoje dziecko (jeżeli
          je masz lub będziesz miała), będzie taką polisą ubezpieczeniową. Szkoda tylko,
          że nie potrafisz się do tego przyznać. Ale to mnie akurat nie dziwi. Wielu z
          nas tego nie potrafi.
          Pozdrawiam

          carduus
          "małoduszna"
          • Gość: Malwina Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 10:49
            sluchaj, to ze jakis facet tak napisal i byc moze odpowiada to rzeczywiscie
            jakims tam sytuacjom i jakims ludziom, nie znaczy ze musze sie "przyznawac" !
            zwlaszcza ze nic wspolnego takie podejscie ze mna i moim zyciem, stosunkiem do
            swiata, dziecka , ludzi nie ma !
            wiec daj spokoj tym ktorzy sie nie zgadzaja, ok ?
            nie zyje w kraju 3 swiata i nie musze przetrwac z pomoca dzieci
            • procesor spokojnie moje panie 19.12.02, 11:01
              :)
              Tak z ręka na sercu - kto rodzi dziecko myśląc "to dla ciebie świecie! niech
              ten nowy człowiek idzie w życie wolny i niezalezny!" ??

              I nie chodzi tu Malwino trzeci świat. :) Dla mnie rodzina jest istotna przez
              samo istnienie. I wdzięczna jestem rodzicom że dali mi rodzeństwo - a nie dom z
              ogrodem (jakby nas tyle nie mieli to moze by mieli takowy??) Al eto tylko część
              rzeczywistosci - rodzice wychowali nas tak że jestesmy naprawde rodzina -
              możemy na sienie nawzajem liczyć a nie tylko dobrze razem na zdjęciu
              wychodzic. :)

              Hmmm, dziecko jako polisa? Niezupełnie.
              Inwestycje czasem bywaja chybione. Towarzystwa ubezpieczeniowe plajtuja..
              Amerykanie maja duzo dzieci jako polisy?? Nie wierze! Jak sie patrzy na to jak
              wyglada amerykańska rodzina to nie widzi sie tam żadnej "polisy". Moze sie myle
              ale związki rodzinne wydaja mi się w USA dość rozluźnione? Choc tez zalezy od
              środowiska..

              Moje dziecko moją polisą!
              Zastanowię sie.
              :)))))
              • Gość: Malwina Re: spokojnie moje panie IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 11:04
                Odp na pytanie : JA

                no i oczywiscie zawsze jestem spokojna jak muflon ;-)
                • sheana Nie przyznaję się 19.12.02, 11:58
                  Nie!Nie przyznam się bo źle mnie prof. Becker rozszyfrował! Pudło!
                  Nie czytałam artykułu ale jeśli Żakowski zgadza się z tym twierdzeniem to
                  straciłam dla niego wszelką estymę.To bzdura , demagogia i zupełnie idiotyczne
                  poglądy , nie sądzę bowiem że jestem chlubnym wyjątkiem potwierdzającym regułę
                  a wiem na pewno że dziecko nie jest , nie było i nie będzie moją polisą
                  ubezpieczeniową na życie , nawet w podświadomości nie mam żadnych oczekiwań
                  w tej materii w stosunku do niego. Powiem więcej.
                  Zrobię wszystko w przyszłości aby nigdy nie czuło się zobowiązane do
                  jakiejkolwiek opieki nade mną , nie chcę być jego obciążeniem , nie chcę żeby
                  czuło powinność wobec rodziców. Ma być wolnym człowiekiem bez ograniczeń
                  i zobowiązań. Smucą mnie opowieści o dzieciach długowiecznych rodziców
                  ktore obciążone są ich starością i niedołęstwem niejednokrotnie do własnej
                  starości , nie zaznając wolności od obowiązków wobec innych kiedy same nie
                  czują się już dobrze i wymagają opieki. Sfrustrowane i wyczerpane oczekują na
                  litość losu czasami modląc się o rozwiązanie ostateczne w towarzystwie wyrzutów
                  sumienia że nie stanęły na wysokości zadania i nie okazały się "dobrym"
                  dzieckiem do końca. I nie róbcie mi zarzutów z powodu mojego stanowiska ,
                  braku serca , chłodnych uczuć wobec rodziców , będę opiekować się nimi bo
                  taką powinność czuję i kocham ich ale moje dziecko od tej powinności
                  zwolniam już dziś.
                  Mrówki mnie oblazły po poruszaniu tym kijem w mrowisku.
            • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 11:24
              Oczywiście, że nie musisz się przyznawać. W końcu żadne prawo tego nie
              nakazuje, prawda:-)))
              Ja tylko pytałam, kto się przyzna? Nie przyznajesz się? Ok. Masz prawo i a ni
              ja, ani prof. Becker tym bardziej, nie zmaierzamy ci tego prawa odbierać:-)))
              A pan Becker nie jast jakims byle facet, który wypisuje brednie, bo tak mu się
              przyśniło. Swoje wywody poparł wieloletnimi, skomplikowanymi badaniami zachowań
              społecznych, i chyba nie mamy wielkich możliwości, żeby to podważyć , ot tak,
              dla zasady, prawda?
              I nie zrozumcie mnie źle, wiem oczywiście (i jestem pewna, że prof. Becker
              również:-))), że to nie jest jedyny powód, dla którego ludzie mają dzieci.
              Dzieci są słodkie, kochane, rozkoszne. Przynajmniej moje takie jest:-)))

              Pozdrawiam
              zwłaszcza Malwinę

              carduus

              PS. Nie chciałam nikogo denrwować przed świętami, ale tak mnie to
              zainteresowało, że postanowiłam mimo wszystko włożyc kij w mrowisko:-)))
              • Gość: Malwina Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 11:27
                ten kto mnie zdenerwuje jeszcze sie nie urodzil ;-)))
                nie moge sie przyznac do czegos czego nie robie
                no ale jesli to ma ci sprawic przyjemnosc ...;-)
                jestem niekonfliktowa ;-)))
                pzdr
                M.
          • Gość: julka Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 19.12.02, 11:46
            Gość portalu: carduus napisał(a):

            >> >
            > ***************
            > A ja Ci powiem szczerze, że żałuję, że tak niewiele zrozumiałaś. To tylko
            > dowodzi, że wszyscy jestesmy tak strasznie egoistyczni i małoduszni. Tylko
            mało
            >
            > kto ma odwagę się do tego przyznać.
            > Ale u podstaw takiego podejścia wcale nie leży założenie, że dzieci są naszą
            > własnością.
            > Sama piszesz, że to czy będą się nami na stare lata interesować zależy od
            tego,
            >
            > czy dobrze je wychowamy. Zwracam uwagę, że użyłaś wyrażenia "dobre
            wychowanie",
            >
            > które jest wyrażeniem wartościującym: dobre, czyli takie, dzięki któremu
            > bedziemy mieli opiekę na starość. Więc jednak liczy się to dla Ciebie, czyż
            > nie? A jeżeli się liczy, to znaczy, że masz nadzieję, że Twoje dziecko
            (jeżeli
            > je masz lub będziesz miała), będzie taką polisą ubezpieczeniową. Szkoda
            tylko,
            > że nie potrafisz się do tego przyznać. Ale to mnie akurat nie dziwi. Wielu z
            > nas tego nie potrafi.
            > Pozdrawiam
            >
            > carduus
            > "małoduszna"
            ******************
            Nie mam dzieci, nigdy by mi do głowy nie przyszło, że brakuje mi jakiegoś
            zabezpieczenia na starość, ale myślę, że jest to kwestia indywidualnego
            podejścia do sprawy więc nie mam zamiaru dyskutować o wyższosci mojego
            światopoglądu, bo nie wiem, czy się nie mylę. Czas pokaże.
            Z racji mojej aktualnej pracy (opieka społeczna) spotykam często bezradne
            starsze osoby
            które usiłują zaszantażowac emocjonalnie swoje dzieci, wpedzając je w jakiś
            kanał typu "wyrodne dziecko". Te dorosłe dzieci często opiekuja się swoimi
            rodzicami, ale tylko z obowiązku, obojętnie, bez żadnych emocji lub ew. z
            poczuciem niezawinionej krzywdy, bez tzw. "serca".
            Przyczyny są na ogół dwie:
            1. Całe zycie to rodzice opiekowali się nimi, utrzymywali, dopieszczali, i
            dorosłemu dziecku nigdy do głowy nie przyszło, że rodzic sam może być w
            potrzebie więc oto ma żal do losu i czuje się ciężko skrzywdzone, że matka leży
            obłożnie chora i trzeba ją np. przewinąć. Czasem mam wrażenie że w takim
            przypadku ten rodzic wywołuje głęboką niechęć,
            2. Rodzice nie zajmowali się dzieckiem albo ciężko je krzywdzili
            psychicznie i fizycznie. Teraz nagle im sie przypomniało, że mają jeszcze
            dzieci i te dzieci mają "skakać" koło nich. Np. jedna kobieta powiedziała mi,
            że nie obchodzi ją sparaliżowany ojciec i chce nic o nim wiedzieć, bo ją
            molestował gdy była dzieckiem. Nie ma siły żeby ją zmusić do zainteresowania
            losem ojca, ojciec wiesza na niej psy, że taka wyrodna.

            Nie znam się na wychowywaniu dzieci, ale sztuką jest chyba
            takie "ukształtowanie emocjonalne" dziecka aby chęć opiekowania się starym i
            niekiedy uciążliwym rodzicem wypływała z potrzeby serca, a nie "bo co ludzie
            powiedzą?", lub dlatego, że ktoś się czepia.
            Można jeszcze zmusić sądownie, ale czy to o to chodzi?
            To miałam na myśli pisząc o dobrym wychowaniu.

            A że dziecko jest wolnym ptakiem: co zrobisz gdy twoje dziecko postanowi
            wyemigrować do np. Nowej Zelandii. Staniesz mu w poprzek i zmusisz, żeby
            pozostało przy tobie na starośc no bo ta szklanka wody i po co je w takim razie
            urodziłaś? Taką ewentualność też należy brać pod uwagę, polisa może okazac się
            nietrafiona.
            Pozdrawiam.
            • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 11:52
              Nie, no przecież ja nie o tym... Kapituluję, nie mam dziś sił powtarzać po raz
              trzeci tego samego.
              A że polisa może być nietrafiona, wiadomo. Jak to w życiu.
              A poza tym to była metafora, to o polisie. Wiesz co to za zwierz?

              carduus
              zniechęcona
    • Gość: ela Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 19.12.02, 12:01
      Mnie się ten esej kojarzy z reklamą systemów emerytalnych apelujących co jakiś
      czas, że społeczeństwo się starzeje i na tych starych nie starczy w przyszłości
      pieniędzy w tych systemach.
      Ale "pocieszające" jest to, że nie ma wymagań co do płci i kobiety też mogą
      taki system zasilać.
      No i nie ma zagrozeń wojennych bo byłyby wskazania co do płci.

      • indiana1 Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta 19.12.02, 12:14
        No i po co ten profesor Becker strawił wiele lat na badaniach, skoro zdrowy
        rozsądek nie pozwala domagać się niczego od dziecka, ktore się na świat nie
        prosiło .I nikt normalny nie powinien się zdziwić, że wyrósł np. mały egoista -
        przecież jak dotąd zestaw genow u potomka to czysta loteria.
        A ludzie chcą mieć dzieci , bo po prostu rodzina z dzieckiem dostarcza
        najwiecej ciepła( przynajmniej takie jest wyobrażenie ideału rodziny).
    • Gość: carduus Re: Do sheany - to fakty, nie poglądy IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 13:03
      shenana napisała:
      Nie!Nie przyznam się bo źle mnie prof. Becker rozszyfrował! Pudło!
      Nie czytałam artykułu ale jeśli Żakowski zgadza się z tym twierdzeniem to
      straciłam dla niego wszelką estymę.
      ***********************

      To nie jest jakaś tam sobie hipoteza, tylko potwierdzone setkami statystyk
      badania. Może Ci się to nie podobać, ale tak jest. Jak Ci się nie spodoba
      geometria euklidesowa, to stwierdzisz, że euklides był idiotą? Z tym się nie
      można zgadzać, albo nie, bo to fakt. To można tylko przyjąć do wiadomości, albo
      nie. I tylko od nas zależy czy chcemy coś na ten temat wiedzieć, czy wolimy
      tkwić w nieświadomości.

      sheana napisała:
      To bzdura , demagogia i zupełnie idiotyczne
      poglądy ,

      *************************

      Jak wyżej. To nie poglądy. To fakty. Z faktami się nie dyskutuje.

      sheana napisała:
      nie sądzę bowiem że jestem chlubnym wyjątkiem potwierdzającym regułę
      a wiem na pewno że dziecko nie jest , nie było i nie będzie moją polisą
      ubezpieczeniową na życie , nawet w podświadomości nie mam żadnych oczekiwań
      w tej materii w stosunku do niego.

      *************************
      Podświadomość ma to do siebie, że z reguły nie zdajemy sobie sprawy co w niej
      siedzi. I wszystko co się tam znajduje jest NIEUŚWIADOMIONE, a więc wybacz, ale
      nie możesz wiedzieć, czy rzeczywiście Twoje intencje były takie zupełnie
      altruistyczne. Chcesz może powiedzieć, że urodziłaś dziecko, żeby obdarzyć je
      tym wielkim darem życia w tym nieszczęśliwym miejscy, pełnym bólu, łez,
      rozpaczy? Tu już jednak zaczyna się temat na inną dyskusję, a mianowicie, czy
      życie jest naprawdę takim ogromnym szczęściem, czy może wprost przeciwnie. Ja
      zawsze w to wątpiłam, bo nie wiem czy kiedyś nie stwierdzę, że lepiej byłoby
      dla mnie, gdybym nigdy się nie urodziła.

      sheana napisała:
      Powiem więcej.
      Zrobię wszystko w przyszłości aby nigdy nie czuło się zobowiązane do
      jakiejkolwiek opieki nade mną , nie chcę być jego obciążeniem , nie chcę żeby
      czuło powinność wobec rodziców.

      ***************************
      No wiesz, najlepszy sposób to chyba oddać dziecko do przytułku. Wtedy na pewno
      nie będzie się czuło zobowiązane do opieki nad Tobą:-)))
      Jesli rzeczywiście gotowa jestes zrobić wszystko, żeby tak było, to musisz
      poważnie rozważyć tę możliwość.
      Kto wie, może nawet dziecko byłoby Ci wdzięczne, gdyby wiedziało, że robisz to
      dla jego dobra, żeby tylko nie musiało, kiedys opiekowac się starą i niedołężną
      matką.
      Pro forma: to oczywiście ironia, gdyby się ktoś nie zorientował.

      carduus
      ździebko rozbawiona

      • sheana Re: Do sheany - to fakty, nie poglądy 19.12.02, 13:47
        Ździebko to Ty jesteś zapętlona a nie rozbawiona.
        Ponieważ prof. Becker nie przeprowadzał badań nade mną mam prawo nie czuć się
        rozszyfrowana czego dałam wyraz natomiast nie nazwałam go idiotą a jeszcze
        bardziej idiotą nie jawi mi się Euklides i jego aksjomat.Fakty o ktorych
        piszesz zrodziły pogląd Beckera i ja się z nim nie zgadzam do czego
        przyznałas mi prawo. O mojej podświadomości Ty nic nie wiesz ja zaś pracowałam
        długo nad tym żeby się do niej nauczyć docierać i sądzę że mi się ta sztuka
        udaje , są na to metody. Świata w ktorym żyję nie odbieram jako padołu łez ,
        bólu i rozpaczy , jeśli Ty w takim żyjesz , serdecznie współczuję.
        Nie ucz mnie życia każąc rozważać możliwość oddania dziecka do przytułka.
        To okrutne i wstrętne ale jeśli Ciebie takie rozważania dotyczą to rownież
        serdecznie współczuję. Przykro mi że potraktowałaś mnie z ironią zabarwioną
        okrucieństwem przecież wyraziłam tylko swój pogląd.
        Miałaś rację , miła dyskusja w okolicach Bożego Narodzenia.

        • Gość: carduus Re: Do sheany - to fakty, nie poglądy IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 14:12
          sheana napisała:

          > Ździebko to Ty jesteś zapętlona a nie rozbawiona.
          **************

          Zapętlona? Nic podobnego. A rozbawiona, jak najbardziej. Bawi mnie to, że
          niektórzy imregnują się na fakty.


          > Ponieważ prof. Becker nie przeprowadzał badań nade mną mam prawo nie czuć się
          > rozszyfrowana czego dałam wyraz
          Tak oczywiście, nie jestes przeciez częścią społeczeństwa, prawda? Żadnego, a
          już na pewno nie takiego, które badał ten hochsztapler Becker!


          natomiast nie nazwałam go idiotą
          **************
          Nazwałaś idiotyzmem, bzdurą i demagogią to co stwierdził ponad wątpliwość tych,
          którym udało się przedrzeć, przez naszpikowane skomplikowanymi wzorami
          matematycznymi i tabelami prace. To prawie tak, jakbyc jego nazwała idiotą.


          a jeszcze
          > bardziej idiotą nie jawi mi się Euklides i jego aksjomat.
          ***********************
          A Euklides był tylko przykładem mającym ci unaocznić, że z faktami się nie da
          dyskutować. Nie trafiło do rozumku? Szkoda.

          Fakty o ktorych
          > piszesz zrodziły pogląd Beckera
          ****************
          A od kiedy to poglądy są w stanie rodzić fakty, co? To chyba kapkę nielogiczne.
          Albo może zbyt duży skrót myslowy jak dla mnie. Objaśnij to mi nieoświconej,
          proszę.

          i ja się z nim nie zgadzam do czego
          > przyznałas mi prawo. O mojej podświadomości Ty nic nie wiesz ja zaś
          pracowałam
          > długo nad tym żeby się do niej nauczyć docierać i sądzę że mi się ta sztuka
          > udaje , są na to metody.

          *******************

          To poszukaj dobrze. Kto szuka, ten znajdzie. Albo może nie, bo co by to było,
          gdyby te obrzydliwe insynuacje okazały się byc prawdą?

          Świata w ktorym żyję nie odbieram jako padołu łez ,
          > bólu i rozpaczy , jeśli Ty w takim żyjesz , serdecznie współczuję.

          ********************

          Gdybyś zechciała pozaglądać trochę do innych wątków, wiedziałabys w jakim
          świecie ja żyję. Ale w moim świecie jest telewizor, radio i są gazety, w
          których CODZIENNIE piszą o wojnach, terrorystach, chorobach, oszustwach i czym
          tam jeszcze. Czy mam rozumiec, że w Twoim świecie media nie istnieją? A
          Internet?

          > Nie ucz mnie życia każąc rozważać możliwość oddania dziecka do przytułka.

          ********************
          Nie uczę Cię życia. Nie mam zamiaru, bo wiem, że nie można nikogo życia nauczyć.
          To było a'propos słów "zrobię wszystko". Moim zdaniem trzeba uważać na to co
          się mówi. Jak się mówi głupoty, to można być wziętym za głupca. To tak na
          marginesie.

          > To okrutne i wstrętne ale jeśli Ciebie takie rozważania dotyczą to rownież
          > serdecznie współczuję. Przykro mi że potraktowałaś mnie z ironią zabarwioną
          > okrucieństwem przecież wyraziłam tylko swój pogląd.

          **********************

          Okrucieństwo było nie zamierzone. Przykro mi, jesli Cię dotknęłam, nie to było
          moim zamiarem.
          > Miałaś rację , miła dyskusja w okolicach Bożego Narodzenia.
          >
          ***********************
          Prawda jak to miło pogimnastykować szare komórki:-))))

          carduus
          zadowolona z udanej gimnastyki
          • sheana Re: Do sheany - to fakty, nie poglądy 19.12.02, 16:29
            Gość portalu: carduus napisał(a):
            > Zapętlona? Nic podobnego. A rozbawiona, jak najbardziej. Bawi mnie to, że
            > niektórzy imregnują się na fakty.

            Zapętlona , zapętlona. Jeszcze wyraźniej to widać po ostatnich postach.
            ----------
            > Tak oczywiście, nie jestes przeciez częścią społeczeństwa, prawda? Żadnego, a
            > już na pewno nie takiego, które badał ten hochsztapler Becker!

            Mowisz że to hohsztapler ? e, nieee , nie nazwałabym go tak.
            --------
    • aiko11 Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta 19.12.02, 13:13




      Postawie się w roli dziecka, bo to dla mnie łatwiejsze, dzieci jeszcze nie mam.
      Mam nadzieje, ze moi rodzice decydujac się na dziecko (mnie) nie kierowali
      się „oczekiwaną stopa zwrotu z inwestycji”, a jeśli tak – to nie chce się nigdy
      o tym dowiedziec, wole zyc w nieswiadomosci i myslec nadal, ze jestem bo bardzo
      mnie pragneli.
      Dziecko jako inwestycja –dla mnie to traktowanie bardzo przedmiotowe, rodzice
      wychowuja dzieci ( w tym przypadku to oznacza daja jesc, ubieraja itd..), robia
      to bo oczekuja „zysków”. A gdzie bezinteresowna pomoc, milosc ? Czyli to
      wszytsko to jedna wielka maskarada...

      Gość portalu: carduus napisał(a):

      Nie czułam instynktu macierzyńskiego ani przez moment, ale
      > myślałam sobie, że teraz kiedy jesteśmy młodzi i w pełni sił jest super, nikt
      > "dodatkowy" (przepraszam za to niezbyt eleganckie określenie) nie jest nam
      > potrzebny, ale kiedy będziemy mieć po 70 lat, życie tylko we dwójkę, będzie
      > pewnie strasznie smutne.

      Dziecko z wyrachowania, no tak, maz predzej czy pozniej znudzi się wiec trzeba
      pomyslec o ”zabawce”.

      Pozdrawiam
      • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 13:38
        Nie mam zamiaru przekonywać Cię, że moja córeczka nie jest moją "zabawką". Na
        Twojej opinni w tej sprawie jakos zupelnie mi nie zależy. Najważniejsze, że ona
        to wie. A, że mąż się mną nie znudzi to więcej niż pewne. Zmęczyć się może,
        znudzić nigdy. Pojmujesz różnicę?

        carduus
        ubawiona po pachy
        • aiko11 Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta 19.12.02, 14:15
          Gość portalu: carduus napisał(a):

          > Nie mam zamiaru przekonywać Cię, że moja córeczka nie jest moją "zabawką".
          Nie oczkuje ze bedziesz mnie przekonywac, wydaje mi sie ze net wystarczajaco
          duzo daje anonimowosci, dzieki czemu mozemy byc szczerzy, przynajniej tutaj

          > Najważniejsze, że ona to wie.

          Czyli wie takze, ze ma misje do spelnienia, ze jest inwestycją ktora ma
          zapewnić bezpieczeństwo (fizyczne i materialne)rodzicom na starość, rodzajem
          polisy ubezpieczeniowej. Ze mama WYKALKULOWALA sobie ze na starosc kiedy
          zagosci smutek przydałby sie ktos cytuje "dodatkowy".

          to bardzo fajnie,ze wie i pewnie jest szczesliwa
          • yh Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta 19.12.02, 14:30
            a ja to rozumiem,
            nie obchodza mnie teorie prof.Bekera, ale tez chce miec dzieci m.in. dlatego
            żeby miec Rodzine, miec na stare lata bliskie osoby gdzies obok siebie lub choc
            swiadomosc, ze takie osoby sa i w razie jakiejs tragedii czy naglej choroby sie
            mna zajma, zadzwonia choc raz w tygodniu by sprawdzic czy wszystko w porzadku,
            przywioza lekarstwa gdy nie bede w stanie sama isc do apteki. Nie chodzi tu o
            planowe wymaganie od dzieci i natretne obciazanie ich swoja osoba. Ale o
            swiadomosc, ze ktos sie zainteresuje moim losem. Przypadki chodza po ludziach i
            nikomu nie zycze by go dopadla niedoleznosc razem z samotnoscia i jeszcze
            brakiem pieniedzy. Dlugo mieszkalam sama z dala od bliskich -dla obcych ludzi
            jestes natretem badz niewidzialnym.
            To dziala tez w druga strone - przeciez to dziecko moze zachorowac, moze
            wyladowac na wozku inwalidz., moze ........ Rodzina to rodzina - powinna sie
            wspierac przynajmniej w najtrudniejszych momentach. A na ile ja madrze i w
            milosci wychowa sie dziecko na tyle ono mi "odda" kiedys. A jesli bede miec na
            tyle pieniedzy zeby dzieci nie musiec "obciazac" swoja staroscia to juz
            naprawde bede szczesliwcem. ;))
          • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 14:32
            Och, aiko, nadal nie rozumiesz. Zapewniam Cię, że w jej dodatkowości nie ma nic
            złego i że wiele, wiele dzieci, chciałoby być w jej sytuacji.
            Wiem, że nie oczekiwałaś, żebym Cię przekonywała. Jestes przekonana do czegoś
            zupełnie innego, a takich ludzi nie można przekonać. To było usprawiedliwinie,
            że nie szukam argumentów, które miałyby zbic Twoje tezy. Takie argumenty bowiem
            - choć jest ich całe mnóstwo - nie są możliwe do przekazania. Nie jestem w
            stanie Ci bowiem udowodnić przez Internet, że kocham moje dziecko i że jakbym o
            nim nie myslała przedtem, zanim się urodziło, teraz nie jest dla mnie polisą
            ubezpieczeniową w najmniejszym nawet procencie. To miałam na mysli pisząc, że
            ona wie o tym najlepiej.

            carduus
            nadal rozbawiona
            • aiko11 Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta 19.12.02, 14:52
              rozumiem, ze dziecko jest Twoim skarbem, ze je kochasz i jest kochane oraz to,
              ze
              Gość portalu: carduus napisał(a):
              > (...) teraz nie jest dla mnie polisą ubezpieczeniową w najmniejszym nawet
              procencie.

              ale nie rozumiem tego co napisalas na poczatku

              (...) Kiedy to przeczytałam poczułam się lepiej, bo odkryłam, że tym się
              różnię, od większości, że od dawna jestem w stanie przyznać się, nie tylko sama
              przed sobą, że dziecko jest dla mnie także rodzajem polisy ubezpieczeniowej na
              starość."

              Rodzajem polisy ubezpieczeniowej, czyli polisy na zycie, na dozycie, z
              funduszem inwestycyjnym ....

              troche sama sobie zaprzeczasz

              pozdrawiam


              • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 19.12.02, 15:20
                aiko11 napisała:

                > ale nie rozumiem tego co napisalas na poczatku
                >
                > (...) Kiedy to przeczytałam poczułam się lepiej, bo odkryłam, że tym się
                > różnię, od większości, że od dawna jestem w stanie przyznać się, nie tylko
                sama
                >
                > przed sobą, że dziecko jest dla mnie także rodzajem polisy ubezpieczeniowej
                na
                > starość."


                ***************
                No tak, powinnam zaznaczyć, że myślałam o tym w ten sposób głównie zanim
                pojawiło się dziecko. Ale rownież teraz przyznaję, że chciałabym, żeby moja
                córka była przy mnie, gdy dopadnie mnie starość, gdy złoży choroba.
                Niekoniecznie zmieniając pieluchy(uchowaj Boże!), ale żeby była. Trochę to
                brutalnie brzmi, gdy nazwimy to polisą ubezpieczniewą, produktem, rzeczą - za
                którą bądź co bądź - się płaci. Ale to była tylko metafora. Czy to grzech, że
                chciałabym, żeby moje dzieci (ile ich tam będzie) były ze mną i moim mężem,
                który - pozwolę sobie wyrazić nadzieję - nie uczyni zadość pewnym życzeniom,
                które tu padły? Czy to takie straszne nadużycie, że boję się samotnej, chorej,
                niedołęznej starości, bez światła mojego życia, którym jest moje dziecko?
                Oczywiście nie przywiążę go do siebie siłą. Jeśli będzie chciało wyjechać,
                trudno, nie rzucę się pod koła samochodu. Ale jesli już muszę się zestarzeć,
                chcę się zestarzeć patrząc na moje dziecko i nie ukrywam -liczę na to, że
                pomagając mi nie będzie robiło tego z przymusu, bo tak każe zwyczaj, ale
                dlatego, że tak jak my wszyscy, będzie chciało pomagac tym, których kocha. To
                można różnie nazywać. Jesli powiem, że chcę, żeby na starość był ktoś, kto mnie
                kocha, to już nie będzie takie straszne, prawda? A przecież to tylko kwestia
                doboru słów. Jak łatwo dajemy się im zwieść...
                W głębi duszy wszyscy jesteśmy egoistami. Od narodzin do smierci.
                I nie mówcie mi, że ludzie rodzą dzieci dla dobra tych dzieci, bo to przecież
                nieprawda.

                carduus
          • Gość: dodo ciut za wczesnie na take dyskusje IP: 209.226.65.* 19.12.02, 14:54
            ach, bo to przychodzi z wiekiem. lub z instynktem. ta swiadomosc, ze trzeba
            miec kogos do opieki na starosc.
            mam znajoma, ktora mieszka w izraelu ma tylko jedna corke. ta corka odbywa
            teraz sluzbe wojskowa i wszyscy izraelscy znajomi mojej znajomej uwazaja, ze to
            straszne - jak mozna miec tylko jedno dziecko? przeciez trzeba liczyc tak:
            jedno pewnie zginie, jedno bedzie wyrodne i pojdzie w swiat, musi byc trzecie
            zeby zostalo przy rodzicach na starosc :-) to tylko takie gadanie, prawda?
            mowia to ludzie, ktorzy bardzo gleboko kochaja swoje dzieci i tak naprawde nie
            wierza w to, ze jakiemukolwiek moze sie stac krzywda. ale... przeciez moze...
            to samo w afryce. glod byl straszny, choroby, wojny a dzieci duzo i coraz
            wiecej, bo i tak czesc umrze nie dozywajac starszego wieku, czesc odejdzie do
            swoich rodzin, moze choc jedno zostanie...
            nie podoba wam sie ta filozofia?
            nie podoba wam sie, bo co? bo jest "egoistyczna" - coz za bzdura - wszyscy
            jestesmy egoistyczni i podsiebierni. i zyjemy nadzieja. nadzieja, ze bedziemy
            kochani do konca zycia, ze nie zachorujemy i nie stracimy pamieci, ze nasze
            dzieci beda przy nas, gdy przyjdzie ten ostatni moment, ze nie umra przed nami,
            ze bedac dla swiata beda jednak przede wszystkim dla nas. czemu sie tak
            bronicie przed ta odwieczna prawda, ktora widac w funkcjonowaniu glownie tych
            spolecznosci, ktore nie moga liczyc na polisy emerytalne i powszechna opieke
            medyczna?
            a spojrzcie chocby na chiny - tradycyjnie opieke nad starymi rodzicami sprawuje
            tam syn i jego rodzina. wiec... skoro mozna miec tylko jedno dziecko, to
            wszyscy rodzice chca miec synow. ta chec doprowadza do wynaturzen i tragedii
            (aborcje plodow zenskich, porzucanie dziewczynek, czasem mordowanie) ale jest
            niezaprzeczalnie dowodem na "perspektywiczne" myslenie rodzicow. ze nam sie to
            nie podoba... hmmm... no coz - z faktami sie nie dyskutuje. i jeszcze jedno -
            wiekszosc chinskich rodzicow kocha swoje dzieci do szalenstwa, podobnie jak
            wszyscy inni rodzice na swiecie.
            mysle, ze dla wielu osob tutaj zgromadzonych ;-) jest ciut za wczesnie na taka
            dyskusje. reakcje sa emocjonalne i to bardzo piekne ale wyczuwam w tych
            reakcjach wiele chciejstwa i zdecydowany brak wewnetrznej uczciwosci czy nawet
            pewnej auto-ironii.
            to jest odwieczne pytanie "dlaczego ludzie chca miec dzieci?" ale naprawde
            uczciwych odpowiedzi jest tylko kilka...
            • Gość: Malwina Re: ciut za wczesnie na take dyskusje IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 15:11
              zupelnie przypadkowo i nie z wlasnej woli mialam duzo czasu aby o tym pomyslec
              przed "posiadaniem" ;-) dziecka.
              Przerobilam sobie temat
              niczego nowego tu sie nie dowiedzialam
              i tenze temat przerobilam wieeele lat temu z punktu widzenia dziecka, gdy
              oddalilam sie od wlasnych rodzicow prawie 2 000 km.
              Wiec raz jeszcze, najuczciwiej w swiecie : Nie dla mnie.
              • yh Re: ciut za wczesnie na take dyskusje 19.12.02, 15:15
                wiec mam pytanie proste: po co ci dzieci?
                • Gość: Malwina Re: ciut za wczesnie na take dyskusje IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 15:18
                  po co MI dzieci ? nie wiem o co chodzi ...
              • Gość: dodo Re: ciut za wczesnie na take dyskusje IP: 209.226.65.* 19.12.02, 15:53
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > zupelnie przypadkowo i nie z wlasnej woli mialam duzo czasu aby o tym
                pomyslec
                > przed "posiadaniem" ;-) dziecka.
                > Przerobilam sobie temat
                > niczego nowego tu sie nie dowiedzialam
                > i tenze temat przerobilam wieeele lat temu z punktu widzenia dziecka, gdy
                > oddalilam sie od wlasnych rodzicow prawie 2 000 km.
                > Wiec raz jeszcze, najuczciwiej w swiecie : Nie dla mnie.

                alez ja nie mam watpliwosci, malwino, ze jestes wyjatkowa ;-)
                my zwykli smiertelnicy postepujemy jednak dosc sztampowo i takiez sa
                najczesciej nasze motywacje - uswiadomione lub nie... tak to juz jest z szara
                masa malych czlowieczkow i ginacych ptakow :-)
                • Gość: Malwina Re: ciut za wczesnie na take dyskusje IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 16:00
                  :-( nie powinnas ...:-(
                  • Gość: dodo zupelnie nie kpiac ale wciaz troche dziobiac IP: 209.226.65.* 19.12.02, 16:16
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > :-( nie powinnas ...:-(

                    alez ja sobie wcale z ciebie nie pokpiwam.
                    zdaje sobie sprawe z tego, ze jestes pewnie jedna z nielicznych bioracych
                    udzial w tej dyskusji, ktora nie kieruje sie instyktownym odruchem samoobrony
                    ("nikt mi nie bedzie wmawial zem egoista") tylko opiera sie na uczciwym
                    przemysleniu sprawy. doceniam to i szanuje, co nie zmienia faktu, ze wiekszosc
                    z nas takich przemyslen nie czyni zanim... nie musi. a to "musi" przychodzi
                    najczesciej dopiero w obliczu samotnej starosci. kwestie definicji "samotnosci"
                    pozostawiam na inna okolicznosc.
                    dlatego twierdze, ze dla wiekszosci temat ten jest czysta abstrakcja - wolimy
                    myslec o sobie w gornolotnych kategoriach kochajacych rodzicow obdarowujacych
                    swiat wspanialymi ludzmi, ktorzy tylko przypadkowo sa naszymi dziecmi. i nie
                    chcemy nawet przed soba przyznac sie do tego, ze milosc dziecka jest nam
                    potrzebna jak powietrze. i ta potrzeba wcale z wiekiem nie zanika! wrecz
                    przeciwnie. nie chcemy sie przyznac? a moze nie jestesmy w stanie, bo brak nam
                    wyobrazni, ktora umialaby przeniesc nas w czas, gdy bedziemy miec tych 70, 80,
                    90 lat i bedziemy potrzebowac pomocy przy wstawaniu z krzesla...
                    ja tez przez wiele, wiele lat mowilam, ze nie chce wiazac moich dzieci, ze
                    niech ida w swiat, bo dla swiata je wychowuje itd. ale gdy tosia w tym roku
                    odleciala na studia i jest szansa, ze zostanie tam na drugim koncu kanady, to
                    poczulismy sie z mezem strasznie samotni. och, mamy jeszcze 2 synow, mamy swoje
                    prace, zainteresowania, przyjaciol, wciaz jestesmy zdrowi i sprawni ale... no
                    wlasnie - przeciez jest tak jak chcielismy - dziewczynka poszla w swiat, do
                    ludzi, hmmm...
                    • Gość: maly.k Re: zupelnie nie dziobiac, jak zwykle teoretyzujac IP: *.BrockU.CA 19.12.02, 16:33
                      Poza tym jeszcze jedno mi przyszlo do glowy. Jesli jedno z drugim nie ma
                      zwiazku, jak niektorzy twierdza, to jak w takim razie wyjasnic to, ze
                      rzeczywiscie w krajach europejskich rodziny maja mniej dzieci niz w USA i w
                      Kanadzie, o innych krajach nawet nie wspominajac. Fenomen istnieje, proponowane
                      wytlumaczenie zdaje sie logiczne i niesprzeczne z intuicja (aczkolwiek nieco
                      przeczy mojej absurdalnie wysokiej samoocenie). Jesli chcemy te hipoteze
                      obalic, to co zamiast?

                      Pozdrawiam,

                      mk.
    • Gość: ida Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.csk.pl 19.12.02, 20:14
      Gość portalu: carduus napisał(a):

      > Oto fragment eseju z ostatniego, podwójnego numeru Polityki (Polityka nr 51-
      > 52), autorstwa Jacka Żakowskiego:
      > "...Gary S. Becker, metodologiczny mistrz współczesnej ekonomii, noblista,
      > jeden z liderów szkoły chicagowskiej, autor słynnego "Traktatu o rodzinie". Z
      > rozległych i wyrafinowanych badań prof.. Beckera już w latach 70. wyłoniła
      > się szokująca prawda, że ludzie cieszący się nadmiernym poczuciem
      > bezpieczeństwa przestają się mnożyć.
      > Chociaż nawet w najskrytszych myślach nikt z nas tego tak wprost nie nazywa,
      > dzieci - jak dowiódł Becker- są inwestycją, którą młodzi ludzie robią, by
      > (podświadomie) zapewnić sobie bezpieczeństwo (fizyczne i materialne) na
      > starość. Jeśli więc wierzą, że bezpieczeństwo do końca życia zagwarantuje im
      > państwo (poprzez emerytury, państwową służbę zdrowia, bezpieczne inwestycje,
      > utrzymanie porządku), to zamiast rodzić synów, którzy ich obronią i córki,
      > które ich będą piastować, kupują sobie kotki albo pieski, oszczędzając na tym
      > bardzo dużo pieniędzy. W ten sposób Becker rozwikłał pozorny paradoks,
      > polegający na tym, że biedni z reguły mają dużo dzieci, a bogaci mało.
      > Znalazł też odpowiedź na dręczące demografów pytanie, dlaczego Amerykanie
      > mają dużo więcej dzieci, niż Europejczycy (mający bardziej opiekuńcze
      > państwa)."

      Hmmm... A czy profesor Becker byłby tak miły i poświęcił trochę swego cennego
      czasu na zdiagnozowanie dlaczego ja przestałam, a właściwie to nawet nie
      zaczęłam, się rozmnażać? Nie wierzę ani w emeryturę, ani państwowa służbę
      zdrowia, ani bezpieczne inwestycje, ani utrzymanie porządku...
      Ba! W kwestiach "zaopatrzenia" finansowego wierze tylko w banki... I to tylko
      krótkoterminowo... Trudno 3 miesiace liczyć jako "do końca życia"...
      Aha, nie rozmnażałam się jak byłam biedna i stać mnie było tylko na chleb, a
      będąc nieco bogatsza nadal mi się nie chce rozmażać... Aaaa... na to ostatnie
      prof. Becker juz znalazł odpowiedź... sorry...

      Aha, i jeszcze jedno, jak prof Becker sklasyfikował rozmnażanie się będące
      wynikiem wpadki(a wpadka z kolei wynikła z upjenia alkoholowego i nei tylko/
      niewiedzy/ sklerozy/ beztroski...)???
      • Gość: maly.k Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.BrockU.CA 19.12.02, 21:42
        Szanowna Ido,

        Teorie takie, jak wspomniana, nie traktuja o zachowaniach jednostek, a o
        spoleczenstwach. Nie mozna na ich podstawie takiego modelu powiedziec nic o
        konkretnej osobie.

        Co do zas estymy dla J. Zakowskiego - coz, przeczytaj artykul. Warto. Dodam, ze
        jego osia nie jest bynajmniej sprawa rozmazania sie.

        Pozdrawiam,

        mk.
      • procesor wyjątki od reguły 19.12.02, 22:13
        Ido kochana!
        Bo na tym forum to same wyjątki od reguł ustalonych przez szanownego profesora!!
        :))
        No papatrz tylko - może z wyjątkiem carduus i mk z dodod - wszyscy zaprzeczają.
        A tak naprawde zalezy wszystko chyba od tego co rozumiemy pod tym pojęciem
        polisy". Jesli potraktowac to nie w kategoriach pieniężnych a uczuciowych -
        czyli w dziecku kumulujemyu nasze ciepłe uczucia, pakujemy w nie jak w
        skarbonkę nasze trudy i miłość? Nie po to by rozbic bank na starość po to by
        nam pieluchy zmieniało - po to by było szczęśliwym człowiekim, by dało nam
        poczucie że nie zmarnowaliśmy swego życia na bezsensowne gonienie za forsą
        której i tak do grobu nie zabierzemy. Byśmy może - jesli nasze dzieci nam
        pozwolą ;) - cieszyli się wnukami.
        A jeśli te pieluchy i Alzheimerek nam sie trafia?
        Chyba nie chciałąbym tego mojej córce zrobic..
        Zaczynam rozumieć Eskimosów. Tam stary człowiek co juz sam nie dawał sobie rady
        i był ciężarem dla rodziny - odchodził w mróz...
        Taka śmierć dodo komus doradzałaś jako estetyczna? Wiesz, masz rację.
        i tym optymistycznym akcentem kończę.
        :))
        • Gość: dodo Re: wyjątki od reguły IP: 209.226.65.* 19.12.02, 22:22
          procesor napisała:


          > Zaczynam rozumieć Eskimosów. Tam stary człowiek co juz sam nie dawał sobie
          rady
          >
          > i był ciężarem dla rodziny - odchodził w mróz...
          > Taka śmierć dodo komus doradzałaś jako estetyczna? Wiesz, masz rację.
          > i tym optymistycznym akcentem kończę.
          > :))

          po pierwsze nie eskimos tylko inuit - to wazne aby nazywac ludzi tak jak sami
          chca byc nazywani.
          po drugie te bajki o starych odchodzacych w mroz to wymysl bialego czlowieka,
          ktory lubil dopisywac legendy do tego czego nie rozumial. to zreszta przytrafia
          sie bialemu czlowiek wciaz i wszedzie tam, gdzie nie ma checi, czasu
          i cierpliwosci by poznac i zrozumiec :-(
          ja moge doradzac smierc w sniegu komus, kto chce popelnic samobojstwo i jezeli
          to jest twoj sposob na "nie zrobienie czegos tam swojej corce", to wolna wola
          ale ja ci po prostu nie wierze, ze masz takie intencje.
          tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. dopoki nie jestesmy starzy i chorzy,
          wszystko inne to spekulacje i wybujala wyobraznia.
          tak czy inaczej, zycze wszystkim mlodym i starym pieknych swiat. moje spedze
          z coraz wieksza rodzina patrzac na moje doroslejace dzieci z nadzieja, ze one
          patrzec beda na mnie z miloscia i czuloscia. miloscia gotowa byc przy mnie, gdy
          bede stara, chora, niedolezna, zalezna od nich w kazdej minucie. chce byc tak
          kochana niezaleznie od tego, czy ma przyjsc na nas wszystkich czas prawdy, czy
          nie.
          a czy bede tak kochana... to sie okaze - poki co moge wciaz miec nadzieje :-)
          • procesor Re: wyjątki od reguły 19.12.02, 22:42
            Gość portalu: dodo napisał(a):
            > po pierwsze nie eskimos tylko inuit - to wazne aby nazywac ludzi tak jak sami
            > chca byc nazywani.
            > po drugie te bajki o starych odchodzacych w mroz to wymysl bialego czlowieka,
            > ktory lubil dopisywac legendy do tego czego nie rozumial. to zreszta
            przytrafia
            >
            > sie bialemu czlowiek wciaz i wszedzie tam, gdzie nie ma checi, czasu
            > i cierpliwosci by poznac i zrozumiec :-(
            > ja moge doradzac smierc w sniegu komus, kto chce popelnic samobojstwo i
            jezeli
            > to jest twoj sposob na "nie zrobienie czegos tam swojej corce", to wolna wola
            > ale ja ci po prostu nie wierze, ze masz takie intencje.
            > tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. dopoki nie jestesmy starzy i chorzy,
            > wszystko inne to spekulacje i wybujala wyobraznia.
            > tak czy inaczej, zycze wszystkim mlodym i starym pieknych swiat. moje spedze
            > z coraz wieksza rodzina patrzac na moje doroslejace dzieci z nadzieja, ze one
            > patrzec beda na mnie z miloscia i czuloscia. miloscia gotowa byc przy mnie,
            gdy
            >
            > bede stara, chora, niedolezna, zalezna od nich w kazdej minucie. chce byc tak
            > kochana niezaleznie od tego, czy ma przyjsc na nas wszystkich czas prawdy,
            czy
            > nie.
            > a czy bede tak kochana... to sie okaze - poki co moge wciaz miec nadzieje :-)
            Oj dodo!
            Z Inuitami nie gadałam więc się kłócic nie będę :)
            W śnieg tez się nie będę póki co zakopywac na mrozie z flacha :)

            NA PEWNO nie życze sobie i mojej córce takiej mojej starości na jaka moge
            popatrzec z bliska. Ale.. Wiem że jeśli moi rodzice będą potrzebowali moejej
            opieki - dam im ja na pewno. Nie chcę by byli kompletnie zramolali ale - to ze
            wzgledu na nich a nie tylko na mnie. Bo co to za życie?.. Kocham ich bardzo i
            wiem jak bardzo oni by cierpieli wiedząc ze są dla nas ciężarem. Nie chce dla
            nich pieluch i demencji , dla siebie kiedys tez nie - ale kto wie co nas czeka?

            Spekulowac chyba warto. Oswajac sie na zapas z tym co życie niesie.
            Przemyśleć swoje postawy tak jak Malwina.
            To zawsze warto.

            A swoja droga - ale się ubawiłam jak Malwina napisała ze jest niekonfliktowa!!
            :))

            Wesołych Świąt dodo!
            Ale jeszcze przed świętami tu zajrzysz?
    • Gość: Maruda Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.nyc.rr.com 19.12.02, 23:13
      Do niedawna jeszcze calkiem okropnie sie oburzalam slyszac, ze ktos
      'robi' dzieci z mysla o zmienianiu pieluch na przyszlosc.
      Dorastalam sluchajac od ojca, ze to moj psi obowiazek sluchac ojca li i
      tylko dlatego, ze nim jest... no coz, polemizowalabym....:-)
      Jednak miare uplywu czasu pewne rzeczy poprostu ukladaja mi sie w
      glowie w logiczna calosc i widze je z nieco innej perspektywy.
      Wychowywanie dziecka z przeswiadczeniem , ze jest tylko i wylacznie po to
      zeby spelniac oczekiwania rodzicow i robic to co oni im zaplanowali jest
      oczywiscie skonczonym kretynizmem.
      Ale - to tak jak z kazda inna miloscia - kocha sie majac rownez nadzieje na
      odwzajemnienie tej milosci, nikt nie chce kochac w jedna strone, zreszta
      wedlug mnie to zadna milosc. Jesli kocha sie swoje dziecko i uczy sie je
      tej milosci to raczej mniejsze jest ryzyko , ze kiedy bedziesz potrzebowac
      pomocy to sie na ciebie wypnie.
      I nigdy nie uwierze, w to, ze dziecko wychowuje sie 'dla swiata' , i w to, ze
      ktokolwiek z Was chcialby miec za dziecko takiego 'Januszka'
      (pamietacie?)

      Ot i tyle :-)

      Ps.: Procesorku, lubie Cie czytac, bardzo niegupi jestes :-)))))
    • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 20.12.02, 08:44
      No proszę. Nie przypuszczałam, że temat tak się pięknie rozwinie))
      DO SHEANY:
      Fakt: zbłądziłam, a że deklarowałam niedawno, że do błędów się przyznaję, więc
      nie pozostaje mi nic innego, jak właśnie to uczynić. Zgubiło mi się "y" w
      słowie zrodziły i przeczytałam "Fakty zrodził pogląd", a zrozumieałam jako
      "fakty zostały zrodzone przez pogląd" Jedna literka a tak mnie wkopała:-)))
      Niniejszym więc wycofuję moje słowa dotyczące tegoż.
      Jasne, że wiem, co chciałaś powiedzieć mówiąc "zrobię wszystko". Tylko, że może
      nie wszyscy wiedzą? A ja bardzo sobie cenię jasne, może nawet bardzo jasne
      sytuacje. Czepiłam się niejasności tak zupełnie niezależnie od głównego tematu,
      bo staram się tępić niejasności na każdym kroku, to chyba jakieś skrzywienie,
      nie? :-)))
      Złośliwostki uwielbiam, i jeśli tylko daje się zbić czyjś argument za ich
      pomocą, nie waham się ich używać. Cóż, to moja wada zapewne. Ale przecież
      ideałów nie ma.
      Co do nazywania kogoś idiotą, to moim zdaniem wygląda to tak. Jeśli powiesz, że
      prof. Becker, w swojej pracy powiedział bzdurę i idiotyzm, to prawie tak samo
      jakbyś powiedziała, że jest idiotą. "Prawie" tylko i wyłącznie dlatego, że
      forma jest inna. Treść pozostaje praktycznie bez zmian. Jasne jest bowiem, że
      bzdury i idiotyzmy nie wychodzą z ust mędrców, jeno idiotów właśnie. Ergo:
      stwierdzenie, że prof. Becker gada głupoty (cyt. "bzdury i idiotyzmy") równe
      jest w treści stwierdzeniu, że prof. Becker jest idiotą. Logiczne.
      I jeszcze jeden istotny szczegół: nazwałaś jego tezy (nie hipotezy, ale tezy)
      również demagogią. Otóż, nieprawda. Demagogia polega na mówieniu ludziom to, co
      chcą usłyszeć. Prof. Becker powiedział to, czego - jak widać choćby tu, na
      forum wyraźnie - nie chcą słuchać. Wniosek: gimnastyka chyba również Tobie
      dobrze zrobi:-)))
      A z tym nazewnictwem to już sama nie wiem jak jest. Polisa wystąpiła w tytule,
      żeby zainteresować wątkiem (taki haczyk). A potem było tylko nawiązanie do
      tytułu. Ty chcesz to nazywać odwzajemnioną miłością do dziecka. Mogę się
      zgodzić. Jasne. To prawda przecież. Ale równie uprawnione jest spojrzenie na to
      z drugiej strony. Z tej strony, której istnienie wiele osób tu zaprzecza, choć
      fakty mówią że ona istnieje. Korelacja między poczuciem bezpieczeństwa
      społecznego a tempem przyrostu jest zbyt silna, żeby dało się jej zaprzeczyć.
      Może więc po prostu ludzie żyjący w bezpiecznych społecznie społeczeństwach
      mają mniejszą potrzebę miłości? No właśnie: pan Żakowski pisze dalej:
      "Bezpieczeństwo zbyt hojnie dostarczane przez państwo niszczy nie tylko chęć
      posiadania dzieci, lecz niemal wszystkie pożądane zachowania społeczne. Od
      odpowiedzialności, zaradności i przedsiębiorczości po miłość, trwałą więź
      rodzinną, przyjaźń i solidarność". Z tym też się nie zgodzisz? Tacy jesteśmy.
      Możemy krzyczeć i protestować, ale faktów tym krzykiem nie zmienimy. Związek
      jest jasny. Wnioski niewątpliwe.

      DO IDY: Na Twoje pytanie dotyczące Twoich indywidualnych zachowań odpowiedział
      mały.k. Krótko, ale tam się nic więcej powiedzieć nie da. Twoje indywidualne
      zachowanie w porównaniu do zachowań całych społeczeństw jest czymś tak mało
      istotnym, że w obliczu badań na milionowych populacjach nie są warte
      najmniejszej nawet uwagi. Przykre to może, ale tak właśnie to działa.
      A ciąże będące wynikiem wpadki stanowią tylko część wszystkich ciąż. Mniejszy
      lub większy, w zależności od stopnia uświadomienia społecznego. Prof. Becker
      oczywiście nie zbadał, żadnego społeczeństwa, w którym poziom bezpieczeństwa
      społecznego byłby absolutny, bo takiego społeczeństwa nie ma. Badał on jednak
      TENDENCJE, a więc istnienie takiego społeczeństwa było mu zbędne. To po
      pierwsze. A po drugie, aby zastępowalność pokoleń była zapewniona na dwoje
      dorosłych musi przypadać przynajmniej 2,1 dziecko. Ciąże będące wynikiem wpadek
      takiego poziomu nie gwarantują. Czyli? Społeczeństwo przestaje się mnożyć.

      Ufff. Ale się nastukałam

      carduus
      zmęczona
      • Gość: ida Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.csk.pl 20.12.02, 15:05
        Gość portalu: carduus napisał(a):

        > DO IDY: Na Twoje pytanie dotyczące Twoich indywidualnych zachowań
        odpowiedział
        > mały.k. Krótko, ale tam się nic więcej powiedzieć nie da. Twoje indywidualne
        > zachowanie w porównaniu do zachowań całych społeczeństw jest czymś tak mało
        > istotnym, że w obliczu badań na milionowych populacjach nie są warte
        > najmniejszej nawet uwagi. Przykre to może, ale tak właśnie to działa.

        Nie, to wcale nie jest przykre, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie...;-)
        Bardzo się cieszę, ze zachowuję się inaczej niż społeczeństwo...
        Ale i tak ta teoria prof. Beckera wydaje mi się trochę naciagana. Jak to się
        dzieje, że milionowa populacja pt społeczeństwo polskie, milionowo narzeka, że
        jest źle,i bedzie jeszcze gorzej, że jest bieda, bandytyzm an ulicach, że nie
        ma perspektyw, słuzba zdowia jest do d..., nie ma pracy, nie będzie emerytur...
        I zarazem beztrosko przestaje się rozmnażać?



        • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 20.12.02, 15:23
          Bo Polacy uwielbiają narzekać!:-))) A do tego jak jest naprawdę ich narzekania
          mają się nijak.

          A na poważnie: na to ma wpływ bardzo wiele czynnikow. Nie tylko stan
          bezpieczeństwa socjalnego. Najwyraźniej wpływ owych innych czynników równoważy,
          a może nawet przeważa brak poczucia bezpieczeństwa.
          A może to jest trochę podobnie jak z krzywą Laffera? Bo w czasie wojen, kiedy
          bezpieczeństwo jezt zerowe ludzie też niechętnie się mnożą.

          carduus
    • Gość: ela Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 20.12.02, 09:00
      Jeżeli poważnie założyć, że nasze dzieci są zabezpieczeniem naszej starości to
      musimy również założyć, że będą się nami opiekować z równie zabezpieczających
      (z kolei ich) powodów np. licząc na spadek po nas. Przy takich założeniach
      trzeba zatem nauczyć się kalkulować jaką ilość dzieci naprodukować w ramach
      swoich możliwości materialnych, żeby osiągnąć dla siebie najwyższą korzyść. W
      razie niekontrolowanych narodzin, ciąż mnogich oraz rożnego rodzaju zagapień
      można stosować różne metody np. wybrać spośród swoich dzieci najlepszy okaz
      zapisać mu spadek no i wymagać "bezinteresownej" opieki. Będzie oczywiście
      problem z dziećmi chorowitymi (chybione inwestycje) no ale skoro ważna jest
      nasza starość to jakoś z tym sobie poradzimy.
      Bo przecież wszystko to robimy dlatego, że nasze dzieci kochamy.
      • Gość: gdelft Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.wbmt.tudelft.nl 20.12.02, 15:27
        Witam,

        Chce poruszyc kilka spraw:

        1. Jako osobie o wyksztalceniu na wskros scislym trudno mi sobie wyobrazic jak
        rzeczony profesor UDOWODNIL cos podswiadomego? Primo: jak badac podswiadomosc,
        Secundo: podejrzewam, ze jak czesto umknelo slowko "statystycznie" a wtedy
        temat robi sie sliski - mowia, ze statystyka mozna pokazac( czy tez udowodnic)
        cokolwiek sobie interpretator zazyczy. (Swoja droga pamietacie jakis czas temu
        artykul w portalu gazeta.pl pt "80% za dopuszczeniem aborcji" - jak sie wczytac
        w pokazane liczby, to od biedy mozna udowodnic cos dokladnie odwrotnego - nao
        ale nie o aborcji teraz).

        2. jeszcze z tematow pobocznych zanim do rzeczy - co oznacza slowo "imregnujá",
        ktore uzyl(a) bodajrze carduus w sensie imregnuja sie na fakty. Na prawde sie
        nie czepiam, mozliwe, ze to literowka, ale ja na prawde nie wiem

        3.A samo clou - chyba wszytsko zasadza sie na slowie "potrzeba" - potrzeba
        posiadania dzieci, potrzeba ich godnego wychowania, potrzeba ciepla rodzinnego,
        potrzeba (serca) opiekowania sie bliskim itp. Wychodzi, ze jedna potrzeba
        generuje inne, i jesli wszyscy dzialaja z dobrymi intencjami, to wszytko OK,
        mimo, ze samo slowo POTRZEBA ma silny odcien egoistyczny.

        Pozdrawiam

        gd

        PS. Maly tescik:

        pytanie: jaka liczbe dzieci planujecie w swojej rodzinie?
        odpowiedz: A

        Pytanie: jak duzo dzieci mieli Wasi rodzice (dla malzenstw - prosze wyciaganac
        srednia arytmetyczna)?
        odp.: B

        Jesli rozbieznosc (jak kto woli wartosc bezwzgledna roznicy) A i B jest wieksza
        niz 2 to przyczyniacie do do obalenia mojej teorii (dowodu:-), jesli jest
        mniejsza to dziekuje
        • Gość: maly.k Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.BrockU.CA 20.12.02, 17:26
          Kto twierdzil, ze Becker cos 'udowodnil'? Zaproponowal teorie, ktora
          interpretuje fakty w jakis tam sposob. I tyle. A ze zdaje sie byc sprzeczna z
          rozumieniem godnosci osobistej niektorych z nas, to juz cos zupelnie innego.

          Pozdrawiam,

          mk.

          PS. Nie widze, w jaki sposob Twoj tescik mialby cokolwiek udowadniac.
        • Gość: carduus Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / 10.30.1.* 23.12.02, 08:11
          Prof. Becker chyba jednak nie miał pogardliwego stosunku do statystyki, która,
          jeśli umiejętnie się nią pomydlić oczy laikom, rzeczywiście może dużo
          namieszać. Ale jeśli ktoś odrobinę jej liznął, wie jak ziarno od plew odróżnić.
          (No właśnie, może należałoby ją wprowadzić do szkół - kolejna zmora dla
          biednych dzieci, ale za to potem , spory pożytek). I to wcale nieprawda, że
          statystyka może udowodnić wszystko. Statystyka jest nauką ścisłą, pokazuje to
          co jest, opisuje rzeczywistość. Odrębną kwestią jest sprawa interpretacji
          wyników wyliczeń i tu rzeczywiście zdarzają się nadużycia. W tekście naukowym
          taki numer jak ten z 80% poparciem dla aborcji nie przeszedłby na pewno.
          Więcej: spowodowałby, że autor zostałby wzięty za imbecyla. Logika budowania
          tytułów prasowych jest jednak zupełnie inna. To co w tytule, często ma się dość
          średnio do tego co w tekście. Tytuł ma przyciągnąć, zaintrygować na tyle, że by
          czytelnik przeczytał tekst. Stąd coraz mniej mówiące o rzeczywistym problemie,
          prowokacyjne tytuły.

          A co do literówek: oczywiście miało być "IMPREGNUJĄ" . Zaimpregnowany na fakty,
          w znaczeniu "odporny na wiedzę". Sorry za nieuwagę.

          Pozdrawiam
          carduus
          • Gość: Malwina Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: proxy / *.w.club-internet.fr 23.12.02, 10:05
            tak sie zastanawiam nad droga slow i rozwojem sensu - impregner i to jeszcze
            nauka znaczyloby po fr ze osoba jest pelna madrosci, az wysycona ta wiedza ,
            dziwne...
            • olt Re: impregnacja ;-) 23.12.02, 10:33
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > tak sie zastanawiam nad droga slow i rozwojem sensu -
              impregner i to jeszcze
              > nauka znaczyloby po fr ze osoba jest pelna madrosci, az
              wysycona ta wiedza ,
              > dziwne...

              ale w sumie logika bardzo bliska - po francusku nasaczasz
              sie czyms (nauka), po polsku - nasaczasz, nasycasz sie
              czyms (opiniami,itp) PRZECIWKO innym opiniom faktom itp.

              hihi, czy to przejaw narodowego naszego malkontenctwa
              znalazl ujscie w subtelnosciach jezykowych??? ;-)

              OLT
              • Gość: carduus Re: impregnacja ;-) IP: proxy / 10.30.1.* 23.12.02, 11:44
                Mnie z tą impregancją inaczej chodziło po głowie: dawno, dawno temu, kiedy
                kupowałam sobie kangurkę na oobóz harcerski (taką mundurową kurtkę z kapturem,
                kieszeniami i sznurowaną pod szyją) ważne było żeby kupić z IMPREGNOWANEGO
                materiału, czyli nasączonego jakimś czymś, co sprawiało, że kangurka nie
                przemakała. Była więc niejako odporna na wilgoć (różnie z tym bywało, ale
                założenie było właśnie takie:-). I dlatego tak mi się napisało: imregnowany.
                Może rzeczywiście zbyt duży skrót myslowy. Za nieporozumienie przepraszam.

                carduus
    • anty Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta 21.12.02, 21:02
      teoria beckera sluszna ze wszech miar.

      protestuja ci ktorzy maja nieuregulowany stosunek do wlasnych rodzicow.

    • Gość: ryba Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.blueyonder.co.uk 24.12.02, 23:41
      Becker napisal prawde, smutna prawde, ale tak niestety jest, biedni licza na
      cud ze jedno z gromadki dzieci zapewni im starosc. Nie wazne ile z
      tej "gromadki" umrze zanim dozyja pelnoletnosci. Ilosc ponad jakosc, to jest
      ich dewiza. Moze sie wydawac dziwne, ale te dzieci ktore przezyja, nawet w
      biedzie maja wielki szacunek do rodziny i milosc jest wieksza niz pieniadze.
      Czy maja racje? Moze, ale nie chcialbym byc jednym z nich, bo znajac moje
      szczescie nie dozylbym do pelnoletnosci...

      Co do rozumowania ze "dziecko jest moja polisa ubezpieczeniowa na starosc" to
      nie jest myslenie na dzisiejsze czasy i naprawde szczerze odradzam. Typ
      niewolnikow i sluzacych juz dawno minal. Proponuje samemu sie zabezpieczyc, a
      dzieciom pozostawic wolna reke...

      Wesolych Swiat

      ryba "w galarecie"
    • neutralny_nick Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta 25.12.02, 11:40
      z tego co wiem to podswiadomie dążymy do przedłużenia gatunku a nie do opieki na starość. Ciekawa jestem czy wy
      naprawdę mając dwadzieścia kilka lat, będąc zakochanym i mysląc jak cudownie jest mieć dziecko z daną osobą
      narawde mysleliscie o starosci? Mam dwadziescia osiem lat i naprawde jeszcze nie dociera do mnie paplanie
      agentow ubezpieczeniowych o 3 filarze a na pewno 4 lata temu ani chwile nie myslałam o starości.Jak urodziłam
      dziecko poczułam sie cudownie spełniona jak nigdy wczesniej w zyciu i niech mi nikt nie wmawia że ja tylko nie chce
      sie przyznac do tego że urodziłam dziecko żeby mieć zabezpieczenie na starość.
      Dziecko wychowuje sie dla świata i nie jest to żadne paplanie tylko prawda dzieki ktorej nie bedziemy wlasnym
      dzieciom podcinac skrzydel gdy te beda chcialy wyfrunąć daleko od nas. Szczerze mówiąc jesli na starość dopadnie
      mnie choroba naprawde bede wolała byc w domu starców i czasami pogadac przez telefon ze swoim szczesliwym
      dzieckiem niz byc utrapieniem i cieżarem.
    • Gość: gb Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 25.12.02, 11:57
      Można tylko unieść brew ze zdziwienia, otworzyć szeroko oczy z zaskoczenia,
      zapowietrzyć sie z oburzenia, tudzież szczerze roześmiac z głupoty.
    • Gość: tintin Re: dziecko - nasza polisa ubezpieczeniowa na sta IP: *.itpp.pl 26.12.02, 22:07
      Strasznie sie większośc z was zaperzyła. nie ma co sie kłócić. Myśle ze nikt
      rozsadny nie robii sobie dziecka zamiast polisy na starośc i tak nie mysli. Ale
      podświadomie pewnie wiele osób to robi. Wszystko zależy od rodziny - nie można
      od dziecka wymagac że ma musi sie zaopiekowac rodzicem. Natomiast jeśli się
      kochają, jeśli rodzice i dzieci sa przyjaciółmi, a nie tylko rodziną, to chyba
      oczywiste, że w razie czego dzieci się zajmą. Ja sam własciwie nie mam kontaktu
      ze swoimi rodzicami i wiem, że rodzice moga sobie "zapracować" na to, że dzieci
      zadną polisą nie beda. I sam mam dziecko i codziennie staram się pamiętać, że
      nie wystarczy mieć dziecko, nie wystarczy być rodzicem, trzeba się jeszcze
      starać, żeby było naszym przyjacielem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka