Dodaj do ulubionych

Zdemaskować narcyza!

19.04.06, 14:52
Otrzymując mnóstwo maili od ofiar perwersyjnych manipulantów, doszłam do
wniosku, że warto stworzyć listę perwersyjnych zachowań, które zauważone w
porę, mogły by skłonić do reflekcji potencjane ofiary już na początku takiej
niefortunnej znajomości a co za tym idzie nie dopuścić to zniszczenia, jakie
pozostawia po sobie wyżej wymieniony.
Co Wam się nie podobało w osobie Waszego póżniejszego prześladowcy, czym
byłyście zdumione, co Was oburzało, wykańczało nerwowo w takim toksycznym
związku?
Obserwuj wątek
    • paco_lopez Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 15:10
      Dobrze, że jestem facetem i trafiałem na ześwirowane laski. Mitomanki,
      autoidealistki, skrytoseksoholiczki, kobiety fatalne i dobrze, że wymyslono
      gumki. A, i moze to i dobrze, ze było to przed nasza erą bo jeszcze którejś
      przyszłoby do głowy przestępcę i narcyza ze mnie robić.
      • nattaszaa Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 15:14
        Niektóre kobiety mają brzydki zwyczaj, po zakończonej znajomości źle mówić o
        partnerach czy kochankach, zdradzac szczegóły życia intymnego etc. Tego się
        robić nie powinno.

        Wśród mężczyzn tez sie zdarzają przypadki mitomanów, autoidealistów i inne
    • shangri_la Ciepło, ciepło....:) 19.04.06, 20:18
      W tym samym wątku na forum KOBIETA pojawiły się pierwsze wpisy na powyższy
      temat.
      Powtarzam więc za jedną z biorących udział w dyskusji te, które sama mogę
      potwierdzić.
      1.Udawanie ofiary losu, przy jednoczesnym braku współczucia dla innych.
      2. Natrętne próby umawiania się pomimo wielokrotnej odmowy.

      Od siebie dodaję dwa kolejne, prosząc o ich potwierdzenie.

      1.Mentorski ton wypowiedzi , zwłaszcza w kwestiach moralnych.
      2.Krytykanckie opinie na temat wszytkiego i wszytkich (włącznie ze znajomymi z
      netu)
    • likeadrum Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 22:59
      napewno cytuje mądrości życiowe i w ogóle jest mocno "uduchowiony", miał bujną
      przeszłość, po bliższym poznaniu wykrywasz coraz to więcje kłamstw i przy
      konkretnych dowodach i konfrontacji atakowanie z jego strony że go
      kontrolujesz, manipulacyjne milczenie zawsze nie powie ci tego wprost ale
      sprawia że ty się czujesz winna, kłamie poprostu niesamowicie, no i prędzej czy
      później ty mimowolnie dostosowujesz się do jego nastrojów i samopoczucia
      wciągasz się w gre, sadystyczne skłonności w łóżku (nie bdsm) bardziej taki
      psychiczny sadyzm jakby czerpał radość z samego wciągania cię w swoje gierki a
      nie z przebywania z tobą, ty nie wierzysz że człowiek może być taki zły i
      manipulowac ludźmi i masz chęć bycia "matką teresą", na końcu coraz on
      wyrażniej czerpie radość z upokarzenia cię dopóki widzi w tym sens. Jak w moim
      przypadku nie mieliśmy wspólnych znajomych więc tym bardziej odkrywał oblicze i
      satydfakcjonował się tym aha i prowokacyjne zachowania, gra słów które ty
      wiecznie interpretujesz. Tak w skrócie :)
      • amanda30 Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 23:06
        W końcu okazuje się biednym zagubionym facetem podobnie jak bohater
        9 pół tygodnia.
        • likeadrum Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 23:12
          jak się to dla niej i dla niego skończyło? Znam film ale nie pamiętam :)
          • amanda30 Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 23:20
            Interpretacja zakończenia należy do widza.
            Chciała odejść, chciała wrócić.
      • paco_lopez Re: Zdemaskować narcyza! 20.04.06, 10:57
        Są tez i takie kobiety. Jakim słowem sie je demaskuje ?
        • fiokla Re: Zdemaskować narcyza! 20.04.06, 11:07
          Sa i kobiety, i mysle, ze plec tu niema znaczenia. Ba, mysle nawet, ze moze byc
          ich wiecej, ale dobrze sie maskuja, duzo lepiej niz mezczyzni. W kazdym razie
          jako klasyczny przypadek perwersyjnego narcyza we wspomnianej klsiazce autorka
          opisuje kobiete.
          www.czterdziestolatki.pl/content/view/115/47/
      • shangri_la Re: Zdemaskować narcyza! 20.04.06, 19:35
        likeadrum napisała:

        > napewno cytuje mądrości życiowe i w ogóle jest mocno "uduchowiony", miał
        bujną
        > przeszłość, po bliższym poznaniu wykrywasz coraz to więcje kłamstw i przy
        > konkretnych dowodach i konfrontacji atakowanie z jego strony że go
        > kontrolujesz, manipulacyjne milczenie zawsze nie powie ci tego wprost ale
        > sprawia że ty się czujesz winna, kłamie poprostu niesamowicie, no i prędzej
        czy
        >
        > później ty mimowolnie dostosowujesz się do jego nastrojów i samopoczucia
        > wciągasz się w gre, sadystyczne skłonności w łóżku (nie bdsm) bardziej taki
        > psychiczny sadyzm jakby czerpał radość z samego wciągania cię w swoje gierki
        a
        > nie z przebywania z tobą, ty nie wierzysz że człowiek może być taki zły i
        > manipulowac ludźmi i masz chęć bycia "matką teresą", na końcu coraz on
        > wyrażniej czerpie radość z upokarzenia cię dopóki widzi w tym sens. Jak w
        moim
        > przypadku nie mieliśmy wspólnych znajomych więc tym bardziej odkrywał oblicze
        i
        >
        > satydfakcjonował się tym aha i prowokacyjne zachowania, gra słów które ty
        > wiecznie interpretujesz. Tak w skrócie :)


        Bardzo trafne spostrzeżenia;)
        Podpisuję się!
      • marianna_m1 Re: Zdemaskować narcyza! 22.04.06, 15:56
        a moze to ten sam?
    • likeadrum Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 23:26
      tak.....a jakoś kobiety widzą w tym filmie niezły erotyk. W realu jak widać to
      nie takie fajne.
      • azaheca Re: Zdemaskować narcyza! 19.04.06, 23:33
        w realu to jest koszmarem,bo to dzieje się naprawdę,miałam wrażenie że jestem
        wmanipulowana w tę fabułę,ale BPD ponoć nawet nie widział tego filmu,no
        ciekawe...a taki z niego znawca kina ;)
        • amanda30 Re: Zdemaskować narcyza! 20.04.06, 00:14
          Tacy mężczyźni wybierają osobniczki wyjatkowo słabe psychicznie nad którymi
          mogą mieć władzę, dowartościowują się w ten sposób podobnie jak bohater filmu.
          Na pewno widział film i to tego jest bez polotu skoro musi wzorować się na
          filmach.
          • azaheca Re: Zdemaskować narcyza! 20.04.06, 00:30
            nawet napewno widział,ale lepiej jest grać,szkoda że nie doceniają naszej
            intuicji i inteligencji,prawda?
            pytanie w wątku jest inne,odpowiadam:rozkłada nas rozeznanie faceta na temat
            naszych pragnień,potrzeb psychicznych,oraz banalna wiedza gdzie jest łechtaczka
            i co należy jej serwować...no i tyle...
            jak trafisz na psychola to po Tobie,jak na normalnego to masz raj.
            Chyba normalni wymarli :(
          • justysia34 Re: Zdemaskować narcyza! 22.04.06, 11:17
            > Tacy mężczyźni wybierają osobniczki wyjatkowo słabe psychicznie nad którymi
            > mogą mieć władzę

            To racja. Z tym, ze jeśli osobniczka okazuje się wcale nie słaba psychicznie i
            podejmuje konstruktywne działania, osobnik może przejść do znęcania fizycznego -
            zapewne pod wpływem strachu. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, ze
            osobnik narcystyczny ma niezwykle niską samoocenę. Musi kontrolować. jeśli traci
            możliwość kontroli nad drugą osobą, "wali mu się rzeczywistość", czyli
            wkystępuje zagrożenie - raekcja - strach - agresja.
            W zasadzie wiem po sobie, ze z takich związków wychodzi się bardzo trudno.
            Człowiek nie rozumie, ze nie jest ani winien ani nie jest odpowiedzialny za
            zachowanie frustrata. Cały czas zadaje sobie pytanie (klasyczne) gdzie popełnił
            błąd i w którym momencie zazcął się wciągać w tą chorą grę i kiedy był najlepszy
            moment, aby to przerwać.
            • lusia501 Re: Zdemaskować narcyza! 22.04.06, 11:24
              Aa dziwne że nie jesteś psychologiem Justysiu.
              • justysia34 Re: Zdemaskować narcyza! 22.04.06, 11:28
                nie jestem :) tylko od trzech lat rozbieram na składniki pierwsze mój cholerny
                związek dwuletni z narcystycznym socjopatą. I zastanawiam się z perspektywy
                czasu, co jest gorsze dla takich osób jak ja - bycie w takim związku (znoszenie
                takich zachowań - bo to jakby życie w transie), czy konsekwencje byia.
                • shangri_la Chylę czoła przed "troskliwością".....;-/ 22.04.06, 14:56
                  ....a tak naprawdę kolejną mistyfiakcją.
                  Bardzo ci muszą przeszkadzać moje posty, skoro nie wahasz się wcielać w kobiece
                  ciuchy, aby tylko mnie zniechęcić.
                  NIE PRZESTANĘ PISAĆ;PPPP
                  • justysia34 Re: Chylę czoła przed "troskliwością".....;-/ 22.04.06, 15:04
                    Droga shangri_la.
                    nie jestem mężczyzną. Śmiem twierdzić, ze w realu nie znamy się również, bo nie
                    znam drugiej osoby na żywo, która miałaby podobne do mnie problemy/wspomnienia.
                    Rozumiem Cię, bo swego czasu miałam tak samo - każda osoba, która zaczepiała
                    mnie chociażby na gg MUSIAŁA mieć związek, lub wręcz (w moim wyobrażeniu) była
                    moim psychopatą.
                    Żeby cię uspokoić, możesz wyguglać sobie moje jakiekolwiek posty posty wpisując
                    mój nick, lub też w opcjach szukaj zaawansowanie na forach gazety, bo tak do
                    końca w necie nikt nie jest anonimowy.
            • marianna_m1 Re: Zdemaskować narcyza! 22.04.06, 16:00
              dokladnie. to nie o to chodzi, ze ta kobieta jest slaba. ona musi przegrac, a
              psychol, jak to psychol nie zna granicy, a wiec dochodzi do tego o czym pisala
              juz trafnie dziewczyna na poczatku- nie moze uwierzyc, ze ktos moze byc tak zly.
    • tamara_t Re: Zdemaskować narcyza! 20.04.06, 09:12
      Shan, każdy zamach na naszą osobę powinien nas odstręczyć od typa -
      niekoniecznie będącego perwersyjnym narcyzem...

      Muszę przyznać, że o ile ucieszyło mnie pojawienie się tematu na forum, bo
      pozwoliło mi nazwać człowieka i to co działo się przez ostatni rok w moim
      życiu, o tyle zaczynam się już o Ciebie niepokoić. Temat o PN pojawia się
      niemal na wszystkich forach, wszędzie doszukujesz się drugiego dna, alter ego
      swojego PN, mam wrażenie że robisz polowanie na czarownice... Zemsta to płytka
      potrzeba, a jak sama pisałaś [i o czym wszyscy wiemy] narcyza niczego nie można
      nauczyć, oni nie wyciągają żadnych nauk z tego co się wokół nich dzieje - po co
      zatem to wszystko..? Nie sądzisz, że - jak ktoś wcześniej zauważył - zaczynasz
      się do niego upodabniać..? Nie jest moim zamiarem atakować Cię, jeno pokazać że
      idziesz w bardzo niebezpiecznym kierunku. Mam wrażenie, że nie chcesz pożegnać
      się z przeszłością, zamknąć tego rozdziału - grzebanie się w tych brudach
      zaczyna sprawiać Ci perwersyjną przyjemność... czy bardzo się mylę..?

      Shan, zamknij ten etap, pogódź się z tym co się stało i zacznij żyć na nowo.
      Daj spokój, po co Ci to jeszcze.. ?
      • shangri_la Do Tamary ;) 20.04.06, 15:02
        Skoro ucieszyło Cię pojawienie się wątku na forum i co więcej pomogło Ci
        zrozumieć własne problemy to znaczy , że trzeba głosno mówić o niegodziwości o
        podłości i bezwzględnych ludziach, którzy niszczą w nas to, co najlepsze.
        Bywa, że na zawsze.....
        Wyznaję zasadę, że ze złem należy walczyć, ale przypadki takie jak ten są
        beznadziejne, bo nawet uświadomienie tego typu ludziom ich prawdziwych intencji
        nie prowadzi do niczego ( ja np wciaż otrzymuję sms-y w których autor słynnego
        postu zatytułowanego moim nickiem, usiłuje we mnie wzbudzić poczucie winy)
        Nic i nikt go nie odwiedzie od raz przyjętego (spraktykowanego na wielu
        nieświadomych kobietach) kierunku. Bo i dlaczego miałby to robić?
        Przecież tak mu wygodnie żyć!
        Jestem z wykształcenia chemikiem, mam analityczny umysł, który zawsze drąży
        temat:) Jeśli kogoś to razi, nie musi czytać moich wątków, ale ja nie spocznę i
        zaprzestanę moich kontaktów z ofiarami manipulacji, ponieważ potrzebuję wiedzy.
        Nie książkowej, bo wyczytałam już sporo na powyższy temat....czytając o Waszych
        doświadczeniach jestem bogatrza o wiedzę, która jest bezcenna a mnie pozwala
        umysłowić sobie ogrom zniszczeń, jakich dokonują podobni mojemu prześladowcy
        ludzie.
        Nie martw się o mnie, Tamara....nadmiar wiedzy nikomu nie szkodzi a mnie
        zwłaszcza:P

        P.S. Nigdy nie pogodzę się z tym , co się stało .(!)
        • mezczyzna.prawdziwy Re: Do Tamary ;) 20.04.06, 15:08
          Tym razem nie psychologiem i prawnikiem?
        • tamara_t Re: Do Tamary ;) 20.04.06, 15:18
          Doskonale wiem co czujesz, bo jak wiesz - też to przechodziłam. Nadal nie daje
          mi spokoju - 4 miesiące po rozstaniu wraca czkawką wynajdując coraz to nowe
          okazje do kontaktu. Ignoruję, ale niezmiennie podnosi mi to ciśnienie - to ta
          kategoria ignorancji na pokaz. A chciałabym tak niewiele - żeby zniknął
          wreszcie z mojego życia. I wiem, że każda rozmowa, każdy kontakt nasilają tylko
          ataki - niezależnie od tego jakie miałam intencje ["celem tych manewrów jest
          zdezorintowanie ofiary i doprowadzenie jej do obłęu" - tak, widzę to wyraźnie i
          staram się stać prosto].

          Ale widzisz, to oczywiście Twoje życie i nikt nie może Ci zabronić zmarnowania
          go, do czego zdajesz się prężnie kroczyć [wnoszę m.in. po tej wypowiedzi:

          > P.S. Nigdy nie pogodzę się z tym , co się stało .(!)
          Nikt Cię nie pytał o zgodę ani o opinię czy tego chcesz, nie miałaś na to
          wpływu i z tego powinnaś zdać sobie sprawę [w moim odczuciu]... Pogodzenie się
          z tym, że spotkało nas coś okropnego jest pierwszym krokiem do przeformułowania
          całego życia - jeśli tego kroku nie zrobisz - zawsze już będziesz tkwiła w tym
          samym martwym punkcie...
          Czy molestowane dzieci powinny pałać nienawiścią do swego oprawcy do końca
          życia, poświęcić je zemście? Mogą to zrobić, ale cóż im z tego przyjdzie..? co
          poza cierpieniem, ciągłym przeżywaniem tego samego na nowo. Przyjdzie dzień,
          kiedy sama nie będziesz tak naprawdę pamiętała od czego się w ogóle zaczęło.
          Ale będziesz pielęgnowała każde słowo, każde wydarzenie gorzkniejąc i stając
          się jędzą z którą NIKT nie wytrzyma... Czy nie lepiej zapomnieć o tym wszystkim
          i w cholerę zostawić to za sobą ...?

          Nie będę Cię pouczać, piszę tylko to, co sama czuję - być może Ty to odczuwasz
          inaczej i masz inne potrzeby. Jednak nie zmienia to faktu, że wszystkie
          skrajności bywają niebezpieczne...

          Pozdrawiam ciepło i powodzenia na drodze, którą wybierzesz - oby była właściwą.
          • shangri_la "Mściwe" ofiary.... 20.04.06, 15:44
            Chcę podjąć raz jeszcze dyskusję na temat domniemanej "zemsty", którą od
            początku różne osoby usiłują mi sugerować.
            Moim zdaniem prawdziwa zemsta musi być bolesna dla jej adresata a moja
            działalność na forum nie spełnia tego zadania, gdyż to ja sama narażam się na
            niezrozumienie intencji, krytykę czy wręcz ataki, jak ten w jego wykonaniu ,
            lub dzień póżniej kolejny, autorstwa jego niedoszłej ofiary, która w porę
            odrzuciła jego awanse wiosną ubiegłego roku ;P
            Czy ktokolwiek z Was może uznać za "zemstę" dociekanie skrzywdzonej kobiety,
            która MUSI ZROZUMIEĆ cały mechanizm machiny zła, aby "przejść do porządku
            dziennego"?
            Tak właśnie," przejść do porzadku", a nie "pogodzić się z tym, co się stało"(!)
            Żyję na tym świecie wystarczajaco długo , aby być świadomym, że wszelkie,
            najdrobniejsze traumatyczne doświadczenia wracają jak bumerang i to w najmniej
            spodziewanych chwilach a to , co bolesne i zepchnięte do podświadomości, uderza
            niespodziewanie i w zaskakujacy sposób.
            Niech nikt nie dopatruuje się więc "zemsty" w moich działaniach, bo wiem o tym
            człowieku wystarczająco dużo , aby pogrążyć go w rozpaczy nie podchodząc do
            komputera, ale nigdy nie zrobiłabym tego z szacunku dla samej siebie.

            • tamara_t Re: "Mściwe" ofiary.... 20.04.06, 15:48
              > Żyję na tym świecie wystarczajaco długo , aby być świadomym, że wszelkie,
              > najdrobniejsze traumatyczne doświadczenia wracają jak bumerang i to w
              najmniej
              > spodziewanych chwilach a to , co bolesne i zepchnięte do podświadomości,
              uderza
              >
              > niespodziewanie i w zaskakujacy sposób.


              ok, masz rację, faktycznie tak bywa. Tylko w jaki sposób chcesz pozbyć się tego
              wszystkiego nie chowając do podświadomości? Doradź - może popełniam wielki błąd
              swoją filozofią?
              • shangri_la Gdybyśmy wiedzieli....:P 20.04.06, 16:01
                Gdybyśmy wiedzieli, kiedy popełaniamy błędy, życie było by takie proste i
                piękne:)
                Czy popełniasz błąd? Nie wiem, Tamara. Równie dobrze ja mogę go popełniać swoja
                dociekliwością....
                Ale wyobraż sobie swoją randkę z jakimś nowopoznanym mężczyzną.
                Nie będziesz patrzeć na niego podejrzliwie w całkiem niewinnych gestach
                dopatrujac się manipulacji, analizując słowa pod kątem uczciwości intencji?
                Ja nie znam odpowiedzi na takie pytania, ale obawiam się, że jest ona
                oczywista....
                Gdzie wiara w ludzi? Gdzie nadzieja na spotkanie uczciwego człowieka?
                Gdzie miłość?
                • tamara_t Re: Gdybyśmy wiedzieli....:P 20.04.06, 16:07
                  To trudne pytania. Ja dałam sobie czas na odzyskanie równowagi. Staram się nie
                  mierzyć wszystkich jego miarą - łudzę się, że takich ludzi nie ma na świecie aż
                  tak wiele, a na pewno wiele sygnałów będę widziała szybciej i czytelniej.
                  Staram się ufać ludziom - naiwna z natury jestem, wierzę w dobre intencje
                  ludzi - pewnie dlatego mnie właśnie wybrał na ofiarę. Ale mimo to wierzę, że
                  nie mogłam aż tak nagrzeszyć w poprzednim życiu, żeby raz jeszcze tak dostać po
                  tyłku...
                  Jak mówi przysłowie "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni" i chyba faktycznie
                  tak to czuję.
                  Czuję się fizycznie tak, jakbym obudziła się ze złego snu, jakby to się nie
                  wydarzyło naprawdę - od pierwszego dnia po rozstaniu czułam się lżej o 100
                  kilo, jakby mi zdjęli gips z całego ciała. I być morze zakopuję prawdziwy
                  problem - jest mi wiele łatwiej.
                  • laura.palmer30 Re: Gdybyśmy wiedzieli....:P 20.04.06, 19:30
                    Trochę Cię rozumiem shangri-la, to znaczy Twoje pragnienie
                    zrozumienia tego wszystkiego.

                    Mnie też nie opuszcza. U mnie jest może trochę inaczej - zerwałam z nim w
                    sierpniu, ale potem dałam mu jeszcze jedną szansę. Dopiero po tej szansie
                    pokazał swoje oblicze.

                    W sumie dopiero 3,5 tygodnia minęły od naszej naprawdę ostrej rozmowy,
                    niestety, on jest wmieszany w moje towarzystwo i nie mogę uniknąć spotkania.

                    Zresztą - postanowiłam się nie bać. Nie chcę się na nim mścić, to poniżej
                    mojej godności. Myśli o zemście oczyszczają ze złych emocji. Ale wprowadzenie
                    ich w czyn byłoby wikłaniem się na nowo. Jednak też chcę zrozumieć, może nawet
                    wybaczyć...

                    Kiedy analizuję wstecz odkrywam, że mój zasadniczy błąd polegał na
                    niekonsekwencji. Trzeba było nie dawać szansy. Ale łatwo powiedzieć - jestem
                    tylko człowiekiem, czy może tylko kobietą - chcę ufać, wierzyć, kochać.
                    nie umiem być surowa i dostatecznie jasno wytyczać granic. Teraz to już wiem.
                    • shangri_la To prawda Laura:) 20.04.06, 19:45
                      Podobnie jak Ty dałam tzw "drugą szansę" i tego najbardziej żałuję.
                      Teraz , z całą swoją wiedzą uważam, że ta "druga szansa" jest tylko zwykłym
                      elementem ich perfidnej gry.
                      Oni celowo doprowadzają do takiej sytuacji, rozpaczają, płaczą (ten typ zalewał
                      się łzami w knajpce przy obiedzie), robią tragiczne miny....wszytko po to, aby
                      upokorzyć do końca i zostawić Cię z totalnym poczuciem winy, zwłaszcza, że na
                      koniec dostajesz taką porcję przekleństw , która Cię powala, bo nikt, nigdy nie
                      obrzucał Cię takimi słowami.....BEZ ŻADNEGO POWODU!

                      P.S. Z Waszej korespondecji wiem, że nie wszyscy tak strasznie przeklinają.
                      Jak myślicie, czy to kwesta złego przykładu w domu?
                      Np ojciec despota nieobliczalny cham i prymityw?
                      • laura.palmer30 Re: To prawda Laura:) 20.04.06, 22:55
                        ha, żebyś wiedziała jak on wybłagał tę drugą szansę...

                        Nieważne. Teraz jestem pewna jednej rzeczy - ich wygrana polegałaby na tym
                        gdybyśmy w tej nienawiści tkwiły bez końca.

                        ostatnio spotkałam się ze swoim najboleśniejszym miejscem,
                        cały dzień miałam wycięty przez to, myślałam, że już nie mam łez.

                        Ale teraz myślę, że lepiej nienawiść zmienić w miłość,
                        w mądrą miłość, taką, która jest dumna i nie pozwala sobą pomiatać.
                        Z bólu uleczyło mnie przyznanie się przed sobą, że cierpię z miłości
                        - nie mogę znieść tego, że ja kochałam, a on nie.

                        Ale to ja kochałam, wierzyłam, ufałam.
                        Gdy przestałam ufać - odeszłam, nie za szybko, nie za wolno.
                        W swoim tempie. W swoim własnym rytmie przekonywałam się o tym
                        do czego jest zdolny.

                        Nie chodzi o to by dawać szanse w nieskończoność - choć mam wrażenie,
                        że oni tego pragną, pragną bezwarunkowej miłości, która wszystko zniesie
                        wszystko wybaczy. A jednocześnie nie mogąc znieść tego, że ktoś jest w stanie
                        tak kochać - nieświadomie chcą tę możliwość zniszczyć.

                        Miłość jest naszą siłą, nigdy słabością. Nawet jeśli jest zbyt pobłażliwa
                        nie powinnyśmy się jej wstydzić. Co to za chora ambicja nie dać się nigdy
                        oszukać, być cwanym, chytrym, mieć oczy ze wszystkich stron głowy...
                        Taką ambicję przejmujemy chyba od nich, od nich się jej uczymy, a ona nas tylko
                        unieszczęśliwia, wpędza w winę, za naszą ufność.

                        Co złego do cholery jest w tym, że pragniemy kochać i być kochane, wybaczamy
                        błędy, wierzymy słowom, zapewnieniom, obietnicom. Co złego w tym, że nie mieści
                        się nam w głowie, nawet nie podejrzewamy jak to jest nie brać pod uwagę cudzych
                        uczuć...

                        Nie możemy dać sobie wmówić, że nasza miłość to głupota :)
                        • shangri_la Pięknie napisałaś Laura:) 21.04.06, 08:07
                          Mogę podpisać się pod każdym Twoim zdaniem i uważam, że w takim właśnie
                          myśleniu tkwi moja siła.
                          Nie dać się opętać nienawiści, bo jak sama piszesz "ich wygrana polegałaby na
                          tym
                          > gdybyśmy w tej nienawiści tkwiły bez końca."
                          Jest to opinia zgodna z autorką ksiażki , która twierdzi, że oni upajają się
                          wygraną, kiedy widzą ofiarę doprowadzaoną do nienawiści, gdyż czyjaś nienawisć
                          nobilituje ich własną.


                          "Ale to ja kochałam, wierzyłam, ufałam.
                          > Gdy przestałam ufać - odeszłam, nie za szybko, nie za wolno.
                          > W swoim tempie. W swoim własnym rytmie przekonywałam się o tym
                          > do czego jest zdolny."

                          Lepiej bym własnych uczuć nie ujęła w słowa;)
                          Pozdrawiam:)))



                        • selavi2 Jednak czytam wszystko 23.04.06, 10:13
                          Podpisuje sie pod wszystkim, co napisalas.
                          Doszlam do identycznych wnioskow.
                          Mozna kochac kogos, ale mu nie ulegac i nie dawac sie wciagnac w system
                          wzjemnego uzaleznienia i manipulacji. Mozna kochac i nie byc razem.
                          I mnie taka milosc nie boli i nie przeszkadza mi byc otwarta na inne uczucie,
                          jesli takie bedzie mi jeszcze dane.
                      • marianna_m1 Re: To prawda Laura:) 22.04.06, 16:31
                        tak, to chyba kwestia kultury.

                        jesli maja jakis interes w zwiazku z Twoja osoba, to sie hamuja, a jesli juz
                        nie, to Ci mowia, ze oni nie sa h.yami, co oczywiscie znaczy, ze sa i ponad to
                        chca nimi byc.

                        czasami wpadaja we wlasne sidla, bo ich glupota ich samych przerasta, w zwiazku
                        z czym mysla, ze maja do czynienia z osoba glupsza od nich. a to nieprawda;)
    • shangri_la Reasumując... 21.04.06, 10:31
      Potencjalny narcyz chcarakteryzuje się....

      1.Wiek...nieistotny
      2.Płeć...może być meżczyzną jak i kobietą, ale tych pierwszych przewaga (?)
      3.Nieśmiały interowertyk (na pozór)
      4.Biedne małe stworzenie poszukujące wsparcia , ale jednocześnie je deklarujące.
      5.Mentor i bezkompromisowy "obrońca" cnót i niezłomnych zasad moralnych.
      6. Krytykant wszytkiego i wszytkich.
      7. Pozbawiony empatii
      8.Natrętnie proponujący spotkanie
      9. Notoryczny kłamca
      10.Przypłapany na kłamstwie zarzuca ci brak zaufania i namierną kontrolę.
      11.Nieustannie podważa twoje zdanie i poddaje w wątpliwość twoje kompetencje.
      12.Kiedy traci panowanie nad sobą zaczyna ci zarzucać chorobę psychiczną.
      13.Klnie jak szewc,kiedy zaczynasz odkrywać jego manipulację.

      Co jeszcze? Proszę u uzupełnienia....
      • hatroha Re: Reasumując... 21.04.06, 10:31
        uzupełnić?
        ..nic nie trzeba dodawać - tylko sie podpisac - hahaha
      • amanda30 Re: Reasumując... 21.04.06, 12:02
        + osoba z kompeksami
        pochodzenia
        lub
        urody,
        braku męskości/kobiecości,
        wykształcenia itd itd.
      • tamara_t Re: Reasumując... 21.04.06, 14:01
        Jak czytam tą listę szlag mnie trafia, że tak przewidywalny człowiek tak bardzo
        mnie zaskoczył i złapał w pułapkę, k.j.m.

        > 5.Mentor i bezkompromisowy "obrońca" cnót i niezłomnych zasad moralnych.

        Najlepsza jest ta obrona prawd moralnych - niczym wojownik samego boga, ech
        szkoda strzępić języka.

        Dodałabym do listy jedynie, że jako dziecko przeżył [urojoną w zdecydowanej
        mierze] traumę [może nawet powie, że jego rodzice ganiali się z nożami w ręku,
        albo że któreś umarło w wyniku tragicznego "wypadku"] - zapewne dominujący
        rodzic, a tak naprawdę - zero kontroli w dzieciństwie i młodości [zwłaszcza u
        jedynaków] i rodzice zapatrzeni w niego ślepo i na wszystko pozwalający.

        NOTORYCZNY KŁAMCA - to bym podkreśliła z 10 razy i pogrubiła.

        > 3.Nieśmiały interowertyk (na pozór)

        Ale jednocześnie to musi być dusza towarzystwa, najlepszy kumpel kobiet i
        powiernik ich tajemnic i problemów z innymi mężczyznami [kategoria "nie ma już
        takich mężczyzn jak Ty!", wszystko rozumie i jest taki dobry, wyrozumiały,
        świetnie zna się na kobietach] - przez wszystkich lubiany tak bardzo, że nikt
        nie uwierzy w to, jaki jest naprawdę. Dopóki nie stanie się naocznym świadkiem.
        Lub ofiarą.

        Nie, nie chce mi się już o tym myśleć.
        • shangri_la Re: Reasumując... 22.04.06, 12:32
          "le jednocześnie to musi być dusza towarzystwa, najlepszy kumpel kobiet i
          powiernik ich tajemnic i problemów z innymi mężczyznami [kategoria "nie ma już
          takich mężczyzn jak Ty!", wszystko rozumie i jest taki dobry, wyrozumiały,
          świetnie zna się na kobietach] - przez wszystkich lubiany tak bardzo, że nikt
          nie uwierzy w to, jaki jest naprawdę. Dopóki nie stanie się naocznym świadkiem.
          Lub ofiarą. "


          Twoja słowa Tamara, tłumaczą doskonale w posty tych kobiet, które w obronie zła
          i podłości w osobie wiadomego osobnika , systematycznie atakują mnie na różnych
          forach w niewybredny sposób.
          I DON'T CARE......:)
      • marianna_m1 Re: Reasumując... 22.04.06, 17:03
        notorycznie posluguje sie cytatami innych osob, w tym takze Twoich.
        umie sie dopasowac do otoczenia, czyta ksiazki o manipulacjach, chce byc
        biznesmenem, swoje cele biznesowe i manipulacje cwiczy na Tobie.

        chcesz sobie kupic cos nowego- mowi, ze nie.
        robisz cos progresywnego w twoim zyciu- sprowadzi Cie do parteru, niezaleznie
        od tego co zrobisz i tak nie bedzie dla niego istniala 100% satysfakcja, bedzie
        porownywac Cie do innych.
        • shangri_la Re: Reasumując...aneks 22.04.06, 17:44
          14. Nieustannie porównuje cię do innych, zwłaszcza swoich ex
          15. Operuje cytatami innych osób, bez powoływania się na autora (dotyczy to
          również twoich własnych słów, które słuchasz ze zdumieniem jako jego własne))
          16.Czyta książki na temat psychologii (Karen Horney;) i zdobywa wiedzę na temat
          manipulacji na necie.(Poradnik Podrywacza;)
          17.Zawsze "sprowadzi cię do parteru" niezależnie od tego co zrobisz"
          (cytat; post powyżej;)
          • marianna_m1 Re: Reasumując...aneks 22.04.06, 18:02
            18. opowiada jaki ma swietny kontakt ze swoja matka
            • shangri_la Dokładnie....:) 22.04.06, 18:08
              ....przerywa rozmowę telfoniczną, bo "idzie po mamę do pracy" a na koniec
              mówi "właściwie jesteś taka sama jak moja mama, ale z mamą się nie żyje"
              • marianna_m1 Re: Dokładnie....:) 22.04.06, 18:30
                taaa. biedna mamusia, a pozniej Ci mowi, ze on i tak zrobi to, co bedzie chcial,
                niezaleznie od tego, co powiesz ty albo jego mama.

                a pozniej, jak cos bedzie od Ciebie chcial, to z usmiechem na ustach, Ci powie,
                ze on czegos nie zrobi, bo Ty tego nie chcesz :::::))))]

                a jak sie nie dasz nabrac, chociaz i tak sie dasz nabrac bo nie wierzysz, ze
                ktos moze:
                1. byc tak glupi?
                2. myslec, ze Ty jestes az taka idiotka.?
                3.z usmiechem na ustach walic Ci tak infantylne klamstwa.?

                ale shit.
                • marianna_m1 Re: Dokładnie....:) 22.04.06, 23:12
                  a i jeszcze mowil mi o czym nie powinnam rozmawiac ze swoja matka.
          • krwia_tleniona Re: Reasumując...aneks 23.04.06, 08:38
            Zdumiewa mnie jego pamiec. Faktycznie potrafi bezblednie cytowac moje oraz
            slowa innych, nawet sprzed kilku miesiecy. Niepokoi mnie fakt jego matki, ktora
            wiedzac,ze jest u mnie wieczorem i tak bez przerwy wydzwania i z wyrzutami
            pyta, o ktorej bedzie w domu. Przypominam dla tych, ktorzy nie widza,ze on ma
            24 lata i mieszka przystanek dalej. Oczywiscie rodzice sa po rozwodzie, a matka
            wyszla po raz drugi za maz, bo zaszla w ciaze. Jak bylam raz w zyciu u niego w
            domu, to kazal pojsc mamie i babci na "spacer", a siostra byla tak dzika,ze jak
            powiedzialam dzien dobry, to nie odpowiadajac uciekla do pokoju, siostra ma 15
            lat....Dziwny ten jego dom. Tez twierdzi,ze nawet gdyby jego mama miala cos
            przeciwko, to i tak zrobi wszystko tak, jak bedzie chcial.Mysle,ze ta jego
            matka jest toksyczna, a on szuka pracy w Warszawie, by wyrwac sie z tego bagna
            w ktorym tkwi...No i jeszcze warto dodac, ze opowiada, ze jego znajomi
            zaczynaja mu wspolczuc, ze ma taka dziewczyne, ze ciagle sie o cos czepiam, a
            on mnie tak kocha!
      • jovizna Re: Reasumując... 22.04.06, 22:56
        jeśli o mojego chodziło to jeszcze:
        -wmawiał mi jacy to jesteśmy do siebie podobni i jak wiele nas łączy
        - zapewniał że jego bezsenne noce miną, jeśli tylko będę grzeczna
        - witał mnie nieraz naburmuszony mimo że zegnaliśmy się w dobrych nastrojach
        poprzedniego dnia - bo sobie coś bardzo bolesnego przypomniał
        - opowiadał dużo o swoim niewyobrażalnym cierpieniu
        - słyszałam że swoim koleżankom z roku, napotkanym w hipermarkecie, zaglądał do
        koszyka z zakupami...
        - robił mi sceny rozpaczy na ulicy (wszystko przeze mnie oczywiście)
        - trzymał w szachu swoich rodziców (na których był utrzymaniu)
        - rzekomo dawał mi dowolnośc w wielu sprawach, jednak tragedia była jak nie
        poszłam jednak za jego sugestiami
        - psychologię miał w małym palcu (zwłaszcza tądołującą)
        - działał na zasadzie komputera, i był bardzo obluty w wielu dziedzinach,
        czułam się przy nim gorsza (kiedy on tego wszystkiego się uczył, skoro cały
        czas cierpiał????)
        - gdy prosił o kolejną szansę sprawiał do złudzenia wiarygodne wrażenie, że
        wszystko będzie super kiedy tylko ją dostanie (lecz już na drugo dzień zdarzało
        się coś "strasznehgo" oczywiście zazwyczaj z mojej winy)
        i w ogóle tragedia, trudno mi to nazwac człowiekiem :(((((((((
        • krwia_tleniona Re: Reasumując... 23.04.06, 08:31
          Jakbym czytała moje słowa...Najgorsze jest to,ze ja czuje juz taka do niego
          nienawisc, ze zaczynam wypisywac obrazliwe smsy i maile.Wszystko po to,zeby go
          zniechcecic, zeby wreszcie ode mnie odszedl. Ale on odpowiada ze stoickim
          spokojem, ze po prostu taka jestem, a on bedzie to bagatelizowal. Zmienil numer
          na gg,zebym mu nie urzadzala awantur. Ale za to sceny na ulicy pod moim blokiem
          uwielbia. Mowi takie przykre rzeczy, ze ja juz w tej bezsilnosci zaczynam bic
          go piesciami, placzac.Krzycze zostaw mnie wreszcie w spokoju, a on ciagle daj
          mi tylo kilka minut, uspokoj sie, niech nie rzadza Toba emocje..I znowu to
          samo...Niby mu tak zalezy, ale potrafi takze milczec caly dzien, szukac pracy
          350 km dalej...On nie wie jak bedzie, na razie sie kochamy ,wiec jestesmy
          razem...Sorry,ale ja juz wiele razy mu tlumaczylam, ze ja potrzebuje
          stabilnego,pewnego ukladu, a on niczego nie jest pewien!U niego "wszystkie
          kwestie sa otwarte".nie wiem jak mozna byc tak nie czulym. Najlepiej ,bo
          zwierzylam mu sie z wszystkicvh moich "nienaljlepszych zachowan" z przeszlosci,
          teraz mi to wypomina. Wysmiewa moich eks, jacy byli beznadziejni. Owszem jeden
          byl identyczny jak On, byl wlasnie narcyzem, opisalam to na forum
          gazety :Kobieta. On sie nie odczepi dopoki nie znajdzie kolejnej ofiary, a
          bedzie mu bardzo trudno znalezc kogos podobnego do mnie...
      • zielona44 Re: Reasumując... 25.04.06, 12:24
        poza tym - to juz sie dowiedzialas Shangri ode mnie na Privie, bo czystalas
        mioje wynurzenia, ktore splodzialam tuz po zerwaniu:
        1. zdarza mu sie stosowac przemoc fizyczna, oprocz tej psychicznej (ale to w
        przypadku najgrozniejszych psychopatow, lub to ja mialam na niego taki zgubny
        wplyw...cholera, widzicie, znow zaczynam szukac winy w sobie! - tak, zdarzylo
        mu sie mnie udezrzyc, anwet przy znajomych. A ja trawalam dzielnie przy nim,
        tym wieksza miloscia go obdarzajac. ale, jak ktos tu wczesniej slusznie
        zauwazyl, to nasza sila. nie wtydzmy sie milosci. kochalam, nadal kocham. ale
        zaczynam tez kochac teraz kogoas innego - pojawil sie nowy "ksiaze". a ja
        niestety lub stety nie mam obaw - chce wierzyc, kochac, ufac, widze kolejna
        szanse na milosc. i nie szukam w NIM czegos z TAMTEGO psychopaty.
        Kurcze - zastanawiam sie nad soba - tak latwo zaczynam znow ufac?? 3,5 miesiaca
        po koncu zwiazku z czlowiekiem, ktory mnie bil, ponizal, bluzgal, zmuszal do
        roznhych perwersji seksualnych, wkurzal sie za brak obiadu, klocil sie o kazda
        zlotowke, wciaz posadzajac mnie o egoizm, gdy ja sobie od ust odbieralam..
        • shangri_la Re: Reasumując...do Zelona;P 25.04.06, 17:01
          Cieszę się, że życie nabiera znów dla Ciebie kolorów:)))))
          Ty również podziekuj losowi, za jego uśmiech, ale nie staraj się widzieć w
          nowym mężczyźnie "księcia". Teraz czas, abyś Ty poczuła się jak KSIĘŻNICZKA:)
          Daj mu pole do popisu....niech się stara zasłużyć na Twoje zaufanie, ogranicz
          kredyt , ale nie przekreślaj człowieka tylko dlatego, że zjawił się Twoim
          zdniem "za szybko". W życiu rzadko przychodzi coś "w porę" zarówno miłość jak i
          śmierć....
          Naucz się być szczęśliwa, bo zasługujesz na szczęście.
          Piekło, które masz za sobą niech będzie już jedynie bolesnym wspomnieniem, ale
          niech nie przesłania Ci Twoich marzeń!
          Oby sie spełniły, czego gorąco Ci życzę!:))))))
    • kvinna Shangri......... 22.04.06, 12:03
      To, o czym piszesz na wielu forach zakrawa na POTĘŻNĄ OBSESJĘ.

      S T O P!
      • shangri_la Kwinna...... 22.04.06, 12:23
        Na wielu forach jest setki przeróznych pouczających wątków!!!!!!!
        Czytaj o tym , co Cię interesuje.......;PPPPPPPPP
        • kvinna Jasne... 22.04.06, 12:47
          Może to jest tak, że ofiara kocha swojego kata?
          Potrzebuje go?
          Chociażby stale o nim pisząc?

          Pomyślałaś o tym?

          Niszczące maile, sms-y - takie problemy błyskawicznie rozwiązuje: zmiana konta pocztowego, zmiana numeru komórki...

          • justysia34 Re: Jasne... 22.04.06, 12:59
            > Może to jest tak, że ofiara kocha swojego kata?
            > Potrzebuje go?

            Jest to bardzo prawdopodobne, ale nie jest to wina ofiary. Większość ofiar wpada
            w wyniku takich związków w depresję - więc NIE POTRAFIĄ same dać sobie z tym
            rady. Również efektem bywa obsesja - ale to też nie jest wina ofiary. To, ze
            ofiara ma możliwość "wypisania się" to bardzo wiele. Nie powinno się takiej
            osoby ani oceniać ani dokopywać jej za chęć wyrzucenia z siebie emocji.
            Ja również parę lat temu twierdziłabym, że "ja nigdy". Ale na szczęście (haha)
            "ja nigdy" nie mówiłam "ja nigdy" - co sprawie, że nie mam kaca moralnego po
            tym, ze jednak "mnie też" spotykają rózne niezależne ode mnie nieprzewidziane
            sytuacje życiowe. Staram się nieoceniać, co faktycznie bywa trudne. Od
            czytających ofiara też nie powinna wymagać zrozumienia, bo syty głodnego nie
            zrozumie, ale nie powinno się oceniać zachowania ofiary ani piętnować jej za to,
            ze dopuściła do takiej sytuacji, bo to NIE JEJ WINA.
            • kvinna Rozumiem... 22.04.06, 13:15
              może obsesja ofiary by wygasła, gdyby...nie odpowiadać na jej posty?
              Może w końcu osiągnęłaby jakiś spokój?
              • justysia34 Re: Rozumiem... 22.04.06, 13:52
                Widzisz. Doszłam do pewnego wniosku - oczywiście nie generalizuję, bo nie mam do
                tego ani wiedzy, ani żadnego prawa - że pisanie, czy mówienie na temat, nazwijmy
                w skrócie "obsesji", nie jest spowodowane chęcią osiągnięcia spokoju.
                Przez kontakt z toksycznym osobnikiem doświadcza się ogromnych emocji, które
                bywają mylone z miłością, albo też ją zwielokrotniają (kwalifikują?). Często
                również mylimy obiekt naszych uczuć - wydaje się nam, ze kochamy tego osobnika,
                ale tak naprawdę kochamy nasze o nim wyobrażenie, tzn, to jakim chcemy, aby był.
                Oczywiście nie możemy "zaprogramować" drugiej osoby i sprawić aby była taką,
                jaką chcemy. I o ile mamy szczęście i trafiamy na kogoś "normalnego", to metodą
                kompromisów, wypracowyje się pewien odpowiadający obu stronom stan.
                Mając do czynienia z narcyzem/psychopatą żaden kompromis nie istnieje jeśli o
                niego chodzi.
                Ad rem - pisanie/mówienie o takim osobniku jest według mnie, chęcią znalezienia
                recepty na to, zeby było tak jak chcemy. Bo tak naprawdę to osoby skażone
                kontaktem z takim człowiekiem, nadal tkwią w chorym układzie, nadal "kochają",
                chociażby same sobie przeczyły. I pisząc, starają się znaleźć radę-klucz do
                nareperowania takiego człowieka (bo przecież pamiętają momenty "kiedy było
                wspaniale").
                • kvinna Chylę czoła... 22.04.06, 14:07
                  Mądry, wyczerpujący temat tekst...

                  Jak pomóc shangri?
                  • justysia34 Re: Chylę czoła... 22.04.06, 14:44
                    Niestety, wiem po sobie, nie można nikomu pomóc na siłę. Wiem równiez, że po
                    pierwszych paru miesiącach buntu nt. "dlaczego mnie to spotkalo", emocje same
                    opadają. Czas, choć brzmi to banalnie, leczy rany. No może nie do końca.
                    Pozostaje poczucie krzywdy. Ale jak pomóc pozbyć się pozcucia krzywdy, niestey
                    nie wiem.
                    Swego czasu jak usłyszałam, że z czasem mi przejdzie - żachnęłam się okropnie -
                    jak to przejdzie?! Jak moze przejść "taka miłość"?! Jak można zapomnieć to, co
                    mi zrobił/zrobiła"? To bardzo typowe.
                    Nie wpadłam wówczas na pomysł wypisywania emocji w necie, ale podziwiam i
                    dziękuję moim przyjaciołom, ze to, że wytrzymali ze mną tamten okres. :-)
                    Panta rhei - to jedyna rada.
                    • shangri_la Re: Chylę czoła przed "troskliwością";-/ 22.04.06, 14:57
                      ....a tak naprawdę kolejną mistyfiakcją.
                      Bardzo ci muszą przeszkadzać moje posty, skoro nie wahasz się wcielać w kobiece
                      ciuchy, aby tylko mnie zniechęcić.
                      NIE PRZESTANĘ PISAĆ;PPPP

                      • justysia34 Re: Chylę czoła przed "troskliwością";-/ 22.04.06, 15:07
                        Odpowiedziałam wyżej.
                        Chociaż, wyłączając moją osobę, możesz mieć rację. Jeżeli twój prześladowca
                        czytuje forum, a jest socjopatą, prawdopodobieństwo, ze odpisuje na Twoje posty
                        używając wielu nicków, jest duże.
                        Pozdrawiam.
                    • kvinna Dzięki, jesteś mądra 22.04.06, 15:23
                      Shiit, shangri, nie jestem wampirem czy jak mu tam...
                      Nie jestem w stanie Ci tego udowodnić.

                      Kończę swój wtręt, bo...szkoda, że tak się z Tobą dzieje. Pozdrawiam.
                      Warto aż taką energię spożytkować na coś wyłącznie dla siebie.
                      • shangri_la Dzięki, jestem też wzruszona...;P 22.04.06, 15:35
                        ....i cieszę się niezmiernie, że wreszcie KOŃCZYSZ.:DDD
    • shangri_la Kolejna wskazówka do identyfikacji;....P 22.04.06, 15:30
      ....pokręconych manipulantów oczywiście:P
      Z ostatnich postów wynika, że przynajmniej część z nich charakteryzuje SNERSTWO.
      (!)
      To akurat cecha dość szybko wykrywalna:P
      Osobiście potwierdzam. Nieustanne poszukiwania bakomatu, wybieranie po 20 zł
      (!), uwagi "G. doładowywała mi telefon". Podróże na odległość 250 km osobowym
      pociągiem (chyba dla wzbudzenia litości;) no i teksty typu "nie mam na
      taksówkę" itp. Tutaj się naciął....trzeba było siedzieć przy tej G. i czekać na
      kolejne doładowanie:P
      • shangri_la Sknerstwo oczywiście;P n/t 22.04.06, 15:32
      • marianna_m1 Re: Kolejna wskazówka do identyfikacji;....P 22.04.06, 16:06
        sknerstwo dotyczy tego, ze on moze a Ty nie.
        fuj.
    • marianna_m1 czesto towarzyszy alkoholizm 22.04.06, 16:09
      doznanie przemocy w domu rodzinnym, bieda, w zwiazku z czym narosle kompleksy,
      wychowanie przez matke, ktora z jednej strony przyciagala, a z drugiej kopala,
      manipulacje w domu rodzinnym, manipulacje rodzenstwem, socjalizacja na to co
      meskie i kobiece, kobiece czyli gorsze.
    • marianna_m1 polecam ksiazke "molestowanie moralne" nt. 22.04.06, 16:44
      • shangri_la Od tej ksiażki wszystko się zaczęło:P n/t 22.04.06, 17:46
        • jovizna Re: Od tej ksiażki wszystko się zaczęło:P n/t 22.04.06, 22:45
          czytajac to dochodze do wniosku ze trzeba byc jeszcze bardziej ostroznym, ale
          tez ze mam prawo rozpamietywac to trzymiesieczne (ale za to jak intensywne!)
          pieklo w 4 miesiace po jego zakonczeniu... widze ze nasi Narcyzi sa bardzo
          szablonowi, tylko strasznie mi zal ze nie bylo we mnie na tyle imstynktu
          samozachowawczego zeby sie przed tym uchronic
          zastanawiam sie tez czy po takiej znajomosci nie jest potrzebna jakas porzadna
          terapia, bo mimo ze juz sporo czasu minelo odkad go wreszcie raz na dobre
          zostawilam, jednak wraca w myslach, rozmowach, dzwoni :(
          czuje sie osaczona, nie ufam ludziom
          wszystko przez takiego jednego... chlopczyka
          od tego czasu rozmawialam juz nawet z kilkoma psychologami, tylko o pechu,
          jakby nie rozumieli istoty sprawy.. nie dali mi wskazowek co mam robic, nawet
          zbagatelizowali problem bo jak taka "mlodziutka" osoba moze miec taaakie
          doswiadczenia
          a ma :(
          • krwia_tleniona Sposoby udanej walki z narcyzem 23.04.06, 09:01
            Moim zdaniem nalezy byc konsekwentnym. Nie odbierac telefonow, nie otwierac
            drzwi, nawet gdy pod nimi krzyczy i placze(mialam takie przypadki), nie
            odpisywac na maile. Ewentualnie powiedziec mu o zdemaskowaniu, ze wiecie, ze
            nie sa doskonali, bo nikt nie jest doskonaly.Przy Was mogli byc soba, bo Wy
            bylyscie wrazliwymi, madrymi kobietami, ktore jako jedyne chcialy ich
            zaakceptowac, oczekiwaly w zamian tylko odrobiny uczucia. Nalezy im wspolczuc,
            bo oni nawet w swoim domu nie moga byc soba, przy rodzicach takze musza udawac
            doskonalych. nie nalezy pokazywac swojej nienawisci i totalnego upodlenia dla
            nich, nalezy przyznac ,ze rozpad zwiazku jest z winy obopolnej. Bo w Nas tez
            cos tkwi, zagadkowego, jakas ciemna sila, ktora ich do Nas przyciagnela.
            Gdybysmy spotkaly normalnego partnera, taki dramat i koszmar nigdy by sie nie
            wydarzyl. Dlatego nalezy im wyjasnic, ze sa dobrzy, podkreslic ich realne
            zalety i powiedziec, ze pod wzgledem osobowosci, nie pasujemy do nich. A kazdy
            zasluguje na szczescie. Potem tylko konsekwencja ,by nigdy nie wrocic...Ich
            napawa nasza do nich nienawisc i zlosc, przynajmniej na osttatecznej rozmowie
            nie wolno nam im tego ujawnic. Dzieki takiemu zachowaniu udalo mi sie pozbyc
            narcyza 2 lata temu, bylo to pozbycie sie na dobre. Niestety teraz
            przyciagnelam kogos identycznego i znowu mnie to czeka...
            • spiral_architect Re: Sposoby udanej walki z narcyzem 23.04.06, 10:00
              krwia_tleniona napisała:

              Niestety teraz

              > przyciagnelam kogos identycznego i znowu mnie to czeka...

              cóż, wiele wskazuje na to, ze powtórzy się to jeszcze nie raz :).
          • shangri_la Terapia ofiary. 23.04.06, 09:58
            Jeśli mieszkasz w dużym mieście, masz szansę znaleść odpowiednio przygotowanego
            psychologa , który Ci zapewne pomoże (ale przy okazji wyeksploatuje finansowo)
            Na prowincji natomiast nie ma to żadnego sensu a może być wręcz szkodliwe ze
            względu na brak kompetenych terapeutów.
            Myślę, że wazne jest , aby wypracować sobie własny system WYZWALANIA SIĘ i
            realizować konsekwentnie jego założenia.
            Warto jako punkt wyjścia przyjać jeden z cytatów i wracać do niego w chwilach
            wątpliwości.
            Dla mnie przełomem w myśleniu były słowa M.F.Hirigoyen "ofiara jest tylko
            przedmiotem a z rzeczami się nie rozmawia"
            Smutne , ale prawdziwe;)
            Warto walczyć wszlkimi sposobami, warto dzielić sie swoja wiedzą i słuchać
            innych ludzi. Warto, bo każda z nas ma jedno życie i NIKT NIE MA PRAWA NAM GO
            MARNOWAĆ!
    • selavi2 Re: Zdemaskować narcyza! 23.04.06, 10:05
      Kolejne:
      - mowi ci wszystko to, co pragniesz uslyszec od mezczyzny i to dokladnie wtedy,
      kiedy tego najbardziej potrzebujesz, bo bezblednie wyczuwa takie momenty
      - wyglada na to, ze on to robi nieswiadomie czyli nie planuje
      Nie bardzo mam sile czytac wszystkie posty powyzej(przeczytalam do polowy?), ale
      Do shan:
      Zaakceptowac to nie znaczy zapomniec.
      A zemsta jesli trwa zbyt dlugo - niszczy nadawce nie odbiorce(to niestety
      dowiedzione). Sama bywam msciwa wiec wiem.:-///

      I najsmieszniejsze jest to, ze mojego "oprawce" znam od 18 lat(on ma teraz 36 ja
      41lat). Przy nim i jego bylej dziewczynie(mojej kolezance)wychowaly sie moje
      dzieci, wielokrotnie mieszkali u mnie itp. I raptem 5 lat temu, po 5 letnim
      niewidzeniu sie - sie zaczelo i bylo w duzej czesci tak, jak pisalyscie.
      A jeszcze bardziej smieszne jest, ze tylko i wylacznie dzieki temu facetowi, w
      wieku 38 lat zaakceptowalam siebie i swoje cialo, nauczylam sie mowic "NIE"
      facetom, sama sobie wytyczylam granice, ktorych nikt nie powinnien przekroczyc
      czyli nauczylam sie siebie szanowac, uznalam po raz pierwszy w zyciu, ze jestem
      warta czegos wiecej niz on mi daje czyli prawdziwej milosci, szczerosci i
      wiernosci, zdobylam cenna wiedze o tym, z jakim typem faceta nie powinnam sie
      zadawac tzn. z moim ulubionym.;-P
      Nie powiem, bolalo jak diabli, trwalo prawie 5 lat ale to skuteczna nauka, bo
      nie dalam sie znow sprowokowac do kontaktow.
      Moze dziwny jest fakt, ze ja obecnie bardzo cieplo mysle o tej osobie i szczerze
      jej dobrze zycze oraz wiem, ze on naprawde ma do mnie slabosc i mnie bardzo lubi
      i pragnie. Ale choc jestem sama z dziecmi a on byl jedynym moim facetem przez
      ostatnie 7 lat - NIE DAJE SIE WKRECIC i nie ciesze sie "ochlapami z panskiego
      stolu" czyli wizytami zakonczonymi pojsciem do lozka raz na miesiac lub dwa.

      • shangri_la Do Selavi...... 23.04.06, 10:11
        Do shan:
        Zaakceptowac to nie znaczy zapomniec.
        A zemsta jesli trwa zbyt dlugo - niszczy nadawce nie odbiorce(to niestety
        dowiedzione). Sama bywam msciwa wiec wiem.:-///


        Wybacz, ale nie potrafię wciąż zrozumieć zarzutu rzekomej zemsty z mojej stony
        (?) Napisałam na ten temat post p.t. "MŚCIWE"OFIARY, ale jeśli go nie czytałaś
        powtórzę najważniejsze.....
        Wiem o tym człowieku wystarczjaco dużo, aby doprowadzić go rozpaczy nie
        podchodzac do komputera(!)


        • selavi2 Re: Do Selavi...... 23.04.06, 10:23
          Moze faktycznie nie doczytalam.
          Sorry ale mam zapalenie zatok i taka na "pol gwizdka"jestem"
          Pozdrawiam.
          :-)))
      • krwia_tleniona Re: Zdemaskować narcyza! 23.04.06, 10:15
        Tez zauwazylam,ze wszystkie ich wizyty, by jakos mnie udobruchac konczyly sie
        wyladowaniem w lozku...Wtedy byl spokoj, ale rano znowu zaczynala sie gehenna,
        bo ja znowu wypominalam ich wystepki i znowu chcialam odejsc...
        Co za koszmar!:/
        • selavi2 Re: Zdemaskować narcyza! 23.04.06, 10:34
          Ja w 99 roku zostalam sama po kilkuletnim zwiazku i jak zesmy sie spotkali to
          zylam w celibacie prawie 3 lata a on rozstal sie matka swego dziecka.
          I takzesmy sie mieli po kolezensku w lozku pocieszyc, bo zawsze to lepiej z kims
          kogo sie zna i lubi niz z kims obcym.
          No i sie zaczelo, bo okazalo sie ze on od samego poczatku naszej znajomosci mial
          lekki zakret na moim punkcie jesli chodzi o seks i zupelnie nie wiem dlaczego i
          wiem, ze w tej kwestii mnie nie oszukiwal.
          Niestey zaszlam z nim w ciaze mimo zazycia Postinoru(wtedy tylko jedna tabletke
          pisali, zeby wziac) i ze wzgledow wieku i zdrowotnych musialam usunac ciaze mimo
          tego, ze z jego strony nie bylo zadnych problemow. I wtedy wlasnie, po tylu
          latach sie w nim zakochalam, bo zaakceptowal mnie i ciaze.
          I tak jak bumerang wracalismy do siebie co rok, na 2-3 miesiace a okraszone to
          bylo wszystkim tym , co powyzej. Bo ja niestey skorpion jestem i seks jest dla
          mnie dosc istotny.
          • krwia_tleniona Re: Nasze zaburzenia osobowowsci... 23.04.06, 10:43
            Dziwi mnie,za tak wielu psychologow piszacych ksiazki nigdy nie zwrocilo uwagi
            na ten fakt. Wszyscy moi partnerzy ,co do ktorych bylam zaangazowana
            emocjonalnie (bylo ich 3) mieli osobowosc narcystyczna. I strasznie pociagali
            mnie fizycznie, a ja ich...Inni mezczyzni (bez zaburzen) sa dla mnie
            nieatrakcyjni seksualnie. Dlatego wiem,ze nastepny pewnie znowu bedzie mial
            takie zaburzenia...Wydaje mi sie, ze my tez najprawdopodobniej cierpimy na
            jakies zaburzenia osobowosci, wiem ,ze kilka symptomow osobowowsci kompulsywno-
            obsesyjnej pasuje do mnie jak ulał..Dlatego po pewnym czasie, zaczynamy miec
            obsesje na ich punkcie....
    • selavi2 Jeszcze przypomnialo mi sie 23.04.06, 10:38
      Kiedy go odpychamy i chcemy zakonczyc wszystko - obiecuje nam wszystko, czrgo
      pragniemy.
      Gdy damy sie na to nabrac-udaje, ze zle go zrozumialysmy i oddala sie coraz
      bardziej emocjonalnie i bywa, ze znika na dluzej(11 m-cy)
      • krwia_tleniona Re: Jeszcze przypomnialo mi sie 23.04.06, 10:48
        U mnie z tym pierwszym bylo tak,ze kiedy zrywalam, on potrafil sie nie odzywac
        ze dwa miesiace, a potem znowu probowal wracac. Drugiego poznalam w necie i
        znam jakies 7 lat. Tez byly epizody,ze nie odzywal sie nawet ze dwa lata, a ja
        myslalam,ze wreszcie nastapil koniec tej chorej znajomosci, ale ostatnio 3 dni
        temu, znowu napisal.....Ten trzeci z ktorym jestem obecnie, jak dotad najdluzej
        milczal przez dwa dni....
      • selavi2 Re: Jeszcze przypomnialo mi sie 23.04.06, 10:56
        Bedac 40-latka, z dwojka nastoletnich dzieci, kiedy czulam, ze to ostatnie lata
        mojej cielesnej swietnosci nie zaluje. Przynajmniej choc raz na jakis czas
        mialam czulego, oddanego kochanka. Nie wspomne juz o tym, ze mlodszego i
        przystojnego.:-PPP
        Ale nigdy wiecej nie pojde na taki uklad, chocbym miala zemrzec w celibacie.
    • hieroglif1 Re: Zdemaskować narcyza! 23.04.06, 10:49
      pewne rzeczy otrzymuje się spontanicznie jak na przykład wiadomosć zę jest się
      cholernie bogatym lub cholernie biednym. I w zależności od tego jak zareagujesz
      można wystawić opinię o tym czy jesteś narcystycznym uosobieniem.
      Mój lub nie mój za to zawsze obecny w moim lub nie moich myslach lub dumaniach
      mówił, żę najwazniejsze to każdego dnia zarabiac więcej i więcej. Niech
      zarabia. Przez zarabianie nie traci.
      • krwia_tleniona Obsesja pieniedzy 23.04.06, 10:53
        Wszyscy mieli obsesje na punkcie pieniedzy. Lubili dobrze wygladac i chodzic w
        drogich ubraniach. Czesto fantazjowali o tym, kim kiedys beda, jak wysokie
        stanowiska beda zajmowac itp...Jaki dom i jaki samochod beda miec....Nas tez
        traktuja jak rzecz, oni nie chca z nami zyc, ale chca nas miec i to w dodatku
        na wylacznosc....
    • shangri_la Aneks nr 2 23.04.06, 20:02
      19. Cierpi na poważną chorobę serca , która zwykle "nasila się", gdy coś mu nie
      odpowiada.
      • shangri_la Podsumowanie na podst postów na forum Kobieta i Ps 24.04.06, 08:29
        --------------------------------------------------------------------------------
        Potencjalny narcyz chcarakteryzuje się....

        1.Wiek...nieistotny
        2.Płeć...może być meżczyzną jak i kobietą, ale tych pierwszych przewaga (?)
        3.Nieśmiały interowertyk (na pozór)
        4.Biedne małe stworzenie poszukujące wsparcia , ale jednocześnie je deklarujące.
        5.Mentor i bezkompromisowy "obrońca" cnót i niezłomnych zasad moralnych.
        6. Krytykant wszytkiego i wszytkich.
        7. Pozbawiony empatii
        8.Natrętnie proponujący spotkanie
        9. Notoryczny kłamca!!!!!
        10.Przyłapany na kłamstwie zarzuca ci brak zaufania i namierną kontrolę.
        11.Nieustannie podważa twoje zdanie i poddaje w wątpliwość twoje kompetencje.
        12.Kiedy traci panowanie nad sobą zaczyna ci zarzucać chorobę psychiczną.
        13.Klnie jak szewc,kiedy zaczynasz odkrywać jego manipulację.(!)
        14. Nieustannie porównuje cię do innych, zwłaszcza swoich ex.
        15. Operuje cytatami innych osób, bez powoływania się na autora (dotyczy to
        również twoich własnych słów, które słuchasz ze zdumieniem jako jego własne))
        16.Czyta książki na temat psychologii (Karen Horney;) i zdobywa wiedzę na temat
        manipulacji na necie.(Poradnik Podrywacza;)
        17.Zawsze "sprowadzi cię do parteru" niezależnie od tego co zrobisz"
        (cytat; post powyżej;)

        18. Opowiada jaki ma swietny kontakt ze swoja matka.

        19. Cierpi na poważną chorobę serca(?) , która zwykle "nasila się", gdy coś mu
        nie
        odpowiada.

    • deszcz5 Re: Zdemaskować narcyza! 25.04.06, 09:17
      ad1--36
      ad2--facet
      ad3--tak
      ad4--tak
      ad5--tak
      ad6--prawie
      ad7--tak
      ad8--nie wiem
      ad9--wobec zony tak
      ad10--tak
      ad11--nie
      ad12--nie
      ad13--nie
      ad14--nie--bo ex nie było
      ad15--tendencje
      ad16--nie czytałem--ale psychologia pociaga--dowodem ze tu trafiłem
      ad17--tak
      ad18--nie
      ad19--nie
      Czy jest szansa się zmienić--wyleczyć?
      • shangri_la Polecam..... 25.04.06, 09:41
        Skntaktuj się z Krwią_tleniona, pisała o technikach pomocy takim ludziom.
        Życzę powodzenia:)
    • deszcz5 Re: Zdemaskować narcyza! 25.04.06, 11:13
      czym więcej czytam tym bardziej mi siebie żal--kawał gnoja nie ma co--a miało
      byc tak pieknie---chyba dam to wszystko żonie poczytac--ale potem moze juz
      naprawde nie być szansy na cokolwiek--i teraz nie wiem czy oczekuje na listość
      pocieszenie?---w sumie i tak nie spodziewałem się podania ręki-dzieki shangri_li

      ps..nigdy nie powiem na żone złego słowa to ja jestem gnojem--ona ofiara i
      chyba musze od zycia dostać w d... może sie w główce cos zacznie ukladać--sorry
      za chaos--nawał mysli sie tłoczy
      • shangri_la Zawsze oczekuj dobra od ludzi.... 25.04.06, 17:15
        Jeśli nawet nie znalazłeś tu pomocy to zawsze możesz liczyć na dobre słowo:)
        Prosiłam, abyś skontaktował się z Kawa_tleniona, ja nie jestem fachowcem od
        duszy a tylko jedną z ofiar manipulacji.
        Nie znam technik psychologów stosowanych w takich przypadkach i prawdę mówiąc
        nie mam nawet pojęcia, czy z tego "nałogu" można wyjść...(?)
        Jeśli uświadomiłeś sobbie jednak swoje błędy to sądzę, że zrobiłeś milowy krok
        we właściwym kierunku;))))
        Czytaj literaturę, poszukaj dobrego psychologa, rozmawiaj o tym z żoną.
        Myślę, że tak naprawdę tylko OSOBA KTÓRA CIĘ KOCHA jest w stanie uratować Cię
        przed samym sobą, ale musisz tego chcieć:)
        Pozdrawiam Cię i życzę Ci szczęścia w nowym życiu!:)))
      • selavi2 do deszcz5 25.04.06, 22:14
        Czesc.
        Podsune ci jeszcze jeden trop choc nie wiem, czy w twoim wypadku pasujacy do
        rzeczywistosci.
        Tego typu problemy czesto biora sie z dysfunkcyjnosci rodziny w ktorej sie
        wychowalo. Tzn. ze rodzina nie zaspokaja potrzeb emocjonalnych dziecka, nie
        wspiera go i nie daje prawidlowych wzorcow relacji miedzy ludzkich. Powodem tego
        moze byc alkohol w najblizszym kregu rodzinnym. Twierdzi sie ze i DDA I DDD
        (Dorosle Dzieci Alkoholikow i Dorosle Dzieci Dysfunkcyjne)maja podobne
        zaburzenia emocjonalne i podobne problemy w zwiazkach i relacjach miedzyludzkich.
        Dla rozjasnienia polecam strone dda(wystarcz wygooglac).
        Ja szukalam wyjscia dla mojego narcyza a przy okazji uratowalam siebie - od 2,5
        roku chodze na terapie. Nie jest latwo i przyjemnie ale....
        Mam 41 lat wreszcie czuje ze swiadomie zyje.
        Pozdrawiam.
        • shangri_la Re: Do Selavi... 26.04.06, 08:07
          Czy możesz wyjaśnić , jakiego rodzaju terapii się poddałaś i dlaczego trwa ona
          aż tak długo?
          Ja mam fatalne doświadczenia z psychologami i uważam terapię za kosztowne
          ogłupianie.
          Może miałaś więcej szczęścia?
          • niania40 Re: Do Selavi... 26.04.06, 17:34
            Najpierw trafilam na ksiazke "Lek przed bliskoscia", bo stwiedzilam, ze musze
            uswiadomic swojego narcyza i okazalo sie, ze owszem ksiazka wskazywala ze jest
            problem, tylko ze dotyczyl on rowniez mnie.
            Potem zaczelam chodzic na meetyngi grupy samopomocowej dla dda (polecam strone dda).
            Pozniej trafilam na 4 miesiace na terapie grupowa DDA z psychologiem
            specjalizujacym sie w problemie alkoholizmu, caly czas chodzac na grupe
            samopomocowa pracujaca metoda 12 Krokow.
            Teraz po 2,5 roku zdecydowalam sie jeszcze, na jakis czas, na terapie
            indywidualna dla dda, bo czuje ze utknelam w martwym punkcie i potrzebuje
            jeszcze na chwile pilota. A wszystko to w duzych miastach jest dostepne
            bezplatnie, na NFZ, w kazdej Poradni Odwykowej lub leczenia uzaleznien. Tylko
            bywa roznie z limitami i trzeba troche podzwonic. Wsrod znajomych osob w roznym
            wieku, korzystajacych z tej terapii nie natknelam sie na zadne narzekania an
            terapeutow.
            Jakis czas temu czytalam, chyba w "Charakterach", ze aby moc dokonac TRWALYCH
            zmian, terapia dla dda z psychologiem, trwa srednio od 2-3 lat. I mowia madrzy
            ludzie, ze nie ma "pstryk" - pare sesji i juz po wszystkim i cale nascie lub
            dziesiat lat traumy znika.
            Niestety nie znika.
            A ja w 40 urodziny obiecalam sobie, ze zrobie wszystko, co potrafie, zeby nie
            popelniac caly czas tych samych bledow i zmienic swoje zycie.
            Lubie dawac dobry przyklad swoim dzieciom.:-)))
            • shangri_la Terapia specyficzna.....hmmmm 26.04.06, 19:21
              ...i jak widzę adresowana do pewnej, określonej grupy.
              Cóż, ważne, że Ci pomaga.:)))
              Co jednak mają zrobić ofiary, nie mające za sobą takich doświadczeń?
              W jaki sposób pokonać lęk przed przed najsympatyczniejszym, najseksowniejszym
              facetem, skoro widmo przeszłosci włączy czerwone światło i namilsze chwile
              zamieni w paniczny strach przed ponownym zmanipulowaniem?
              Nigdy więcej nie chciałabym przeżywać takiego koszmaru, Wy zapewne też....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka