Dodaj do ulubionych

Odeszłam...

IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 08:09
Odeszłam od męża. czy można być z kimś kogo poprostu się nie kocha? Wiem, że
burza dopiero nadejdzie, że będę tą najgorszą. Wszak od ślubu minęło pół roku
tylko... Ale nie potrafiłam już wytrzymać. Nie wiem co będzie dalej...
Dlaczego wszyscy chcą bym spróbowała raz jeszcze? Zniszczyłam komuś życie,
wiem. Ale czy zostając z nim mam niszczyć swoje?
Obserwuj wątek
    • Gość: M Re: Odeszłam... IP: *.waw.sa.gov.pl 30.12.02, 08:58
      Lepiej teraz, niż by było za późno. Ja podjełam wspólnie z kims taką decyzję
      całkiem niedawno. Bez żadnych zobowiązań, po prostu związek się rozpadł. Nie
      bylismy w związku małżeńskim, nie mamy dzieci itp. Smutne, ale widocznie tak
      miało być. Trzeba otrzepać piórka i żyć własnym życiem.
      • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 09:21
        Tylko, ze wszyscy mi zarzucają, po co brałam ślub. Ale naprwdę myślałam, że
        wszystko się ułoży. Jednak codzienność przebywania razem stała się dla mnie nie
        do zniesienia. Wszyscy mnie oskarżają o zniszczenie jemu życia. On twierdzi, że
        należą mu się wyjaśnienia.
        Poprostu nie wiem, czy mi wolno stać się egoistką. Żal mi go. Zdaję sobie
        sprawę z jego sytuacji. Odeszłam, choć nie mam gdzie mieszkać, nie wiem co
        będzie dalej.
        • Gość: Malwina Re: Odeszłam... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.12.02, 09:23
          najrozsadniejsza rzecz jaka moglas zrobic
        • Gość: Egoista Egoizm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.03, 11:38
          Gość portalu: Viki napisał(a):

          [...]
          > Poprostu nie wiem, czy mi wolno stać się egoistką. Żal mi go. Zdaję sobie
          > sprawę z jego sytuacji. Odeszłam, choć nie mam gdzie mieszkać, nie wiem co
          > będzie dalej.

          Przeciez dbanie o wlasne interesy, o wlasne dobro to nie egoizm...
          Egoizmem jest narzucanie innym swojej wizji swiata tylko dlatego, ze wowczas
          bedziemy czuli sie lepiej
    • Gość: Anita Re: Odeszłam... IP: 217.153.39.* 30.12.02, 11:24
      Zazdroszcze Ci tej sily, ktora pozwolila Ci odejsc. I zycze Ci jej jeszcze
      wiecej by wytrwac w postanowieniu.
      Ja trwam w zwiazku, ktory tez chyba nie ma sensu, ale jeszcze nie mam odwagi na
      zerwanie. Od slubu minelo niewiele wiecej niz u Ciebie.
      Gdzies w innym watku jest mowa o Noworocznych postanowieniach. Moim jest to,
      że... jesli do pierwszej rocznicy mojego slubu nie zauwaze poprawy to zrobie
      tak jak Ty. Mysle, ze nie mozna skazywac siebie i tego człowieka obok na życie
      w obłudzie.

      Pozdrawiam ciepło
      A.
      • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 11:28
        Czy się nie złamię... Odeszłam i wcale się lepiej nie czuję, bo wszyscy mi
        uswiadamiają, że nie mam prawa do takiego postępowania. Bo to niby taki dobry
        człowiek... :(
      • Gość: Viko Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 11:30
        Anita,
        a dlaczego wyszłaś za mąż i co jest nie tak?
        Ja się czuję jakbym się obudziła z długiego snu i nie za bardzo potrafię
        wszystko wytłumaczyć.
        Trudniej mi było zrezygnować przed ślubem, choć myślałam o tym, niż teraz.
        • charissa Re: Odeszłam... 30.12.02, 11:53
          powiem Wam cos,
          ja jestem przed slubem, nawet przed oswiadczynami i tez mi trudno zrezygnowac
          po prostu nie wiem czy jak zrezygnuje to nie bede zalowac. Boje sie tez ze jak
          zostane to bede zalowac.
          jak poznac, jak wybrac ktores z tych rozwiazan?
          • ann.k Re: Odeszłam... 02.01.03, 16:49
            charissa, ja odeszlam dwa miesiace przed slubem; chociaz poczatkowo, jeszcze
            kiedy mnie prosil o reke bylam wiecej niz pewna tego slubu; ale odeszlam;
            spakowalam sie i wrocilam do rodzicow; wytrzymalam z nim we wspolnym mieszkaniu
            2 tygodnie; z jego zazdroscia o nowych meskich przyjaciol poznanych w szkole,
            miesiac; po kolejnej awanturze zebralam sie, spakowalam i zerwalam; bylo mi
            ciezko tuz przed i tuz po; juz oczami wyobrazni widzialam siebie w wieku lat 50
            otoczona gromadka kotow; ale wolalam uciec niz cierpiec;
            -moze sie cos zmieni - mowilam sobie
            -pieprzysz dziewczyno - odpowiadalam sama sobie. - nie moze byc lepiej; moze
            byc tylko gorzej; nie kochasz go tak naprawde ani on ciebie;

            no i odeszlam; moi przyjaciele zabrali mnie do siebie do domu na caly weekend,
            bo zerwalismy w piatek; potem na tydzien w gory; ktos w tej ekipie patrzyl na
            mnie ukradkiem; niedlugo mina dwa lata od tamtego wyjazdu; jestem szczesliwa
            jak nigdy dotad; zanim sie zakochalam minal prawie rok; ale jesli ktos pyta
            mnie o slub, mowie, ze nie chce, ze sie boje; na pytanie o tamten, ktory sie
            nie odbyl, usmiecham sie tylko i ciesze, ze do niego nie doszlo;

            charisso, jesli czujesz, ze to nie ten, zostaw go; nie ma nic gorszego niz
            zwiazek z litosci i wspolczucia; i dla Ciebie i dla niego; byc moze kiszac sie
            z nim, nie dostrzegasz kogos innego spogladajacego na Ciebie ukradkiem;
            • charissa Re: Odeszłam... 03.01.03, 10:07
              ja nie wiem, czy ja chce odejsc, ja po prostu NIE WIEM
              mam nadzieje, ze uda nam sie zamieszkac wkrotce razem. Wiem, ze wtedy jest
              inaczej niz spotkania raz w tygodniu na 4 godziny plus od czasu do czasu
              wspolny weekend.
              moze wtedy mi sie rozjasni
        • Gość: Anita Re: Odeszłam... IP: 217.153.39.* 30.12.02, 14:27
          Gość portalu: Viko napisała:

          > Anita,
          > a dlaczego wyszłaś za mąż i co jest nie tak?
          Dlaczego? Bo wydawało mi się, że go kocham. Bo miałam dosyć samotności. Bo moja
          mama tak się cieszyła na ten ślub. Bo gdy chciałam zrezygnować tuż przed - ona
          powiedziała, że pęknie jej serce. Bo... pomyslałam, że jakoś sie ułozy. Nawet
          nie wiesz jak to wszystko beznadziejnie brzmi w kontekście tego jaką jestem
          osobą w zyciu zawodowym - przebojową, pewną siebie i swoich racji, podejmującą
          błyskawiczne decyzje gdy takich wymaga sytuacja...

          > Ja się czuję jakbym się obudziła z długiego snu i nie za bardzo potrafię
          > wszystko wytłumaczyć.

          Widzisz, a ja ciagle trwam w tym snie. Czasami mam wrażenie, że znajduję się w
          jakiejś gęstej mazi, która ogranicza moje ruchy i nie pozwala odetchnąć całą
          piersią. Najgorsze jest to, że...ja poza tym, że nie czuję w sobie miłości do
          mojego męża, nie mam powodu by go zostawić. On mnie bardzo kocha.
          Szukam zapomnienia w pracy, w dodatkowych zajęciach. Dzień po dniu zabijam w
          sercu tęsknotę sa płomienna miłością. Staram się szukac zadowolenia w tym co
          mam. Jeśli go jednak nie znajdę do pierwszej rocznicy ślubu... No cóż przyjdzie
          czas na wypełnienie postawnowienia Nworocznego.

          > Trudniej mi było zrezygnować przed ślubem, choć myślałam o tym, niż teraz.
          Wiem świetnie o czym mówisz. Okres przygotowań przedslubnych wspominam jak
          przez mgłę - sukienka, obrączki, menu na przyjęcie weselne, dekoracje,
          samochody, zaproszenia, gratulacje. Gdy kilka miesięcy przed ślubem ktoś mnie
          na moment chwycił za ręke i zapytał - czy Ty Go tak naprawdę kochasz.... nie
          umiałam znaleźć odpowiedzi. Teraz unikam tej osoby. Boje sie kolejnych pytań.
          Ale wiem, że jest dokładnie tak jak mówisz - to absurdalne, ale po slubie
          łatwiej odejść niż uciec sprzed ołtarza. Łatwiej dla osoby, która odchodzi, ale
          na pewno nie dla tej, która jest opuszczana...

          Pozdrawiam
          A.
          • Gość: Malwina Re: Odeszłam... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.12.02, 14:31
            bardzo trudno odejsc i wcale nie latwiej niz osobie opuszczonej !
            opuszczona ma dobra role
          • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 14:34
            Jakie podobne to wszystko...
            Własnie, niby nie ma powodu. Bo czy mozna nazwać powodem, ze czuję przy nim
            pustkę? Że drażni mnie sposób w jaki je? Że myli znaczenie słów? Że mamy różne
            zainteresowania? A przede wszystkim, że w rezultacie nie mamy o czym rozmawiać?
            • Gość: t Re: Odeszłam... IP: proxy / *.bydgoska.krakow.pl 30.12.02, 14:48
              Jeśli nie macie dzieci, to wydaje mi się , że postąpiłaś najrozsądniej, jak
              można było. Znam podobną sytuację, niestety, tam wzajemne animozje zaszkodziły
              małemu chłopcu zanim matka zdecydowała się na to co Ty. Wrócić do siebie ,
              jeśli uznasz to za stosowne, zawsze zdążycie. Tam zbyt duży wpływ na decyzję
              panny młodej również miała matka, teraz, po kilku latach i wielu nieszczęściach
              wywołanych ślubem "na siłę"(argumenty matki były trochę ostrzejsze niż te
              Twojej, wątpliwości panny młodej takie same, osobą która zadała pytanie jakie
              Ty usłyszałaś była moja matka)powoli i boleśnie odbudowują wzajemne relacje.
              Twoja matka też kiedyś zrozumie, oby szybciej, niż tamta Teściowa.
              Trzymaj się!
              • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 14:59
                No właśnie... Niby dorosłe z nas kobiety, niby inteligentne... A presja matki
                wciąż taka silna.
                Ostatnio mój znajomy rozstał się ze swoja dziewczyną, tzn. ona odeszła od
                niego. Gdy pytałam co było nie tak, on podawał jako główny powód - jej matkę,
                która miała podobno na nią duży wpływ a chłopaka nie lubiła. A widzę, że sama
                zrobiłam podobnie.
                Wyszłam za mąż trochę dla mojej mamy i rodziny, rezygnując z chłopaka, którego
                naprawdę kochałam, który błagał mnie o zmiane decyzji i ślub z nim. Ale moja
                mama też go nie tolerowała. Teraz nie wiem, czy będziemy w stanie znów być
                razem. To już inna sprawa. Gdyby nie było tego podłoża, decyzja byłaby ta sama.
                I teraz odejść mi najciężej nie dlatego, że nie jestem pewna, bo jestem, tylko
                myślenie o mojej mamie, teściowych i reszcie rodziny...
                • Gość: Malwina Re: Odeszłam... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.12.02, 15:01
                  potrafimy sobie kino na wlasny uzytek montowac - przez lata ciagnelam decyzje o
                  rozwodzie (rodzice !) i gdy w koncu ze smiercia w duszy wydukalam rodzinie,
                  uslyszalam : ufff nareszcie !!!!
                  • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 15:08
                    :) To przynajmniej choć jeden problem Ci odszedł. A co się w małżeństwie nie
                    ułożyło?
                    Przepraszam za ciekawość, ale teraz tylko o tym bym mogła słuchać. Analizuję,
                    czy to tylko ja? Bo dookoła chyba same szczęśliwe związki, z kilkuletnim
                    stażem.
                    • Gość: Malwina Re: Odeszłam... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.12.02, 15:15
                      za prywatne, za dlugie, za skomplikowane :-)))
    • mathildae Re: Odeszłam... 30.12.02, 11:56
      jest tu kilka "niescislosci"
      faktycznie, jesli sie meza/partnera nie kocha, to trudno byc z nim. ale w Twoim
      przypadku cisnie sie nieuchronne pytanie: kochalas go jak wychodzilas za niego?
      jesli tak, to co takiego zdarzylo sie, ze przestalas go kochac? jesli nie, to
      dlaczego zdecydowalas sie na zwiazek?
      odeszlas po roku malzenstwa - dla mnie to dosc szybko. jak dlugo nosilas sie ze
      swoja decyzja - jak dlugi byl czas od momentu, gdy zaczelas myslec o dejsciu do
      momentu wprowadzenia swojej decyzji w czyn? co przewazylo szale twojej decyzji?
      czy staralas sie ratowac ten zwiazek? jesli nie, to dlaczego? jesli tak, to
      dlaczego Wam sie nie udalo?
      jesli juz mowimy o niszczeniu komus zycia, to nazwalambym to inaczej:
      odejscie/rozwod w trwalym zwiazku jest w pewnym sensie porazka dla obu stron.
      to tyle z "pierwszego wrazenia"
      Mathi

      ps. a Jemu naleza sie wyjasnienia, przynajmniej krotkie: odeszlam od Ciebie, bo
      to, to i to.

      • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 12:17
        Nie rok tylko pół. :(
        Czy kochałam... jesli kochałam to w momencie zgadzania się na ślub. Potem było
        coraz więcej rozterek. Ale nie potrafiłam zrezygnować, bałam się reakcji
        otoczenia. W tej chwili też się boję, ale biorąc slub, chyba miałam nadzieję,
        ze moze się jednak uda.
        Nie mieszkaliśmy przed ślubem razem. Nie było takiej mozliwości.
        Próbowałam mu powiedzieć, że nie potrafię być z nim, ze nie podobają mi się
        jego zachowania, takie to a takie. Ale wg niego skoro się stara, to powinnam
        zostać. Bo on się stara...
        Ale ja już nie mam sił. Drażnią mnie drobnostki.
        • Gość: Zunia Re: Odeszłam... IP: *.biskupiec.sdi.tpnet.pl 31.12.02, 10:08
          Gość portalu: Viki napisał(a):

          > Nie rok tylko pół. :(
          > Czy kochałam... jesli kochałam to w momencie zgadzania się na ślub. Potem
          było
          > coraz więcej rozterek. Ale nie potrafiłam zrezygnować, bałam się reakcji
          > otoczenia. W tej chwili też się boję, ale biorąc slub, chyba miałam nadzieję,
          > ze moze się jednak uda.
          > Nie mieszkaliśmy przed ślubem razem. Nie było takiej mozliwości.
          > Próbowałam mu powiedzieć, że nie potrafię być z nim, ze nie podobają mi się
          > jego zachowania, takie to a takie. Ale wg niego skoro się stara, to powinnam
          > zostać. Bo on się stara...
          > Ale ja już nie mam sił. Drażnią mnie drobnostki.

          Droga Viki
          czytam to jakby to bylo moje. My tez nie mieszkalismy przed slubem razem. Dluga
          historia. Jak masz ochote to napisz na maila zunia76@wp.pl
          Strach przed odejsciem to najgorszy powod zeby zostac. Powtarzaj to sobie
          codziennie.
          Caluski
    • Gość: gosc Re: Odeszłam...k.. jestes i tyle.. IP: *.dip.t-dialin.net 30.12.02, 12:19
      odeszlam.. po pol roku..
      oj jak biedna.. kurwa jedna (z chrakteru)
      Wyszlas za niego za maz i bo chcialas czego ?
      W kazdym razie jego kosztem, och jak latwo komus zniszczyc zycie..
      Ja juz dawno nie mam zludzen co do kobiet (do mezczyzn rowniez) i przynajmniej
      jasno sprawiam sprawe: zadnych "milosci" i zauroczen, jak juz nie moge wytrzymac
      i nic mi sie nie nawinie za darmo to sobie sciagam telefonicznie mloda studentke
      na 2-3 godziny i moge sie rozladowac. Potem ona wraca do siebie i ja nie musze
      zyc z kims takim obrzydliwym obok siebie
      Wole prostytutki od kurew..
      nie pozdrawiam i mam nadzieje, ze kiedys znajdziesz sie w moim luzku za 200 zl/h
      (jezeli jestes ladna i zgrabna i mieszkasz w Poznaniu)

      • Gość: Wenus a ty co? swietszy od papieza jestes? IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.12.02, 13:51
        Pierwszys by rzucic kamieniem, a sam bez winy jestes? Kupowanie milosci za
        pieniadze uwazasz za swoje wielkie osiagniecie? Nie badz smieszny!
        I przede wszystkim "nie przesadzaj" z tymi epitetami! Uwazaj, los przewrotny
        bywa i nie jest wcale powiedziane, ze kolezance kibla czyscic nie bedziesz
        kiedys za 5zl/godz..... zycie pisze rozne scenariusze, wiec nie unos sie za
        bardzo.
      • Gość: chudyy Re: Odeszłam...k.. jestes i tyle.. IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 30.12.02, 16:11
        ale kolega/żanka brzydko się wyraża, a fe, co szkoda, że nie ma oddziałów
        strażników moralności, pierwszy/a byś tępił i wprowadzał moralność
    • Gość: wilga Re: Odeszłam... IP: dell:* / 192.168.17.* 30.12.02, 12:43
      Sądzę, że dobrze zrobiłaś odchodząc. Jeżeli czujesz się stłamszona w tym
      związku, to nie ma on sensu. Z biegiem czasu pojawiają się dzieci, angażujesz
      się w ich wychowanie, ale duchowo jesteś pusta. Pomyśl, co byłoby wtedy.
      Wieczorem przed zaśnięciem pomyślałabyś, że jesteś bardzo samotna pomimo życia
      w rodzinie. Wtedy byłoby znacznie trudniej zrezygnować z małżeństwa,
      odkładałabyś to na nieokreśloną przyszłość. Teraz jesteś młoda, otrząśnij się,
      na pewno będzie to trudne, ale po czasie stwierdzisz, że dobrze się stało.
      Jeżeli nawet zrobiłaś głupstwo wychodząc za mąż, to nie wolno robić kolejnego,
      tkwiąć w związku, w którym Twoja psychika jest stłamszona. Trzymam za Ciebie.
      Musi być dobrze! Pozdrawiam.
    • rlitwin Re: Odeszłam... 30.12.02, 12:53
      Cześć Viki ;)

      W umie dolaczam sie do gratulacji odnosnie odwagi.
      To naprawde nie latwa sparaw przerwac taki zwiazek.
      Jesli ktos twierdzi, ze zmarnowalas komus zycie to
      musi byc strasznym krotkowidzem, poza tym jesli sie
      liczy na to, ze w zyciu ta druga osoba przyniesie
      nam szczescie to pozniej wychodza takie szopki, ze
      ktos komus niby zycie zmarnowal. Wychodzi na to, ze
      swoje szczescie chcesz sama prowokowac i tworzyc
      i chwala Ci za to!

      Uwazam, ze pozostaje jedna rzecz do zrobienia, jesli
      jeszcze nie znienawidzilas Twojego meza, a mianowicie
      wyjasnienie sobie spraw, tak, zeby moze i jemu bylo
      latwiej i Tobie. A jesli chodzi o otoczenie? Viki!
      olej to! to nie otoczenie Twoje zycie zyje tylko Ty!
      Nic do tego nie maja. Najwazniejsze (moim zdaniem)
      to naprawde sprawe rozegrac tak aby bylo Wam obojgu
      latwiej. Nie stracicie w ten sposob ani zaufania do
      siebie, ani zaufania do plci przeciwnej. To wymaga
      wiele szacunku do siebie, ale naprawde warto!

      Poza tym, moze z tego sie urodzi jakas przyjazn..
      nie wiem jak sprawy wygladaja.. ale czasem warto
      o to powalzczyc.
      • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.12.02, 12:57
        Dziekuję za te wszystkie słowa otuchy. Ostatnio dużo mówiło się o dziecku i to
        mnie tez dołowało, bo wiedziałam, że wtedy ugrzęznę.
        I tak czuję się fatalnie, bo zdaję sobie sprawę jaki dla niego musi to byc
        szok. Wg niego układało się nam bardzo dobrze. I dlatego nie może zrozumieć.
        Czyli jednak inni potrafią spojrzeć na to inaczej niż moja mama, czy on...
        • maly.ksiaze Re: Odeszłam... 30.12.02, 15:32
          O tak. Internet jest pełen współczujących dusz...

        • Gość: chudyy Re: Odeszłam... IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 30.12.02, 16:10
          i dobrze, że odchodzisz jak nie czujesz się dobrze z człowiekiem. Jedna z moich
          znajomych mówi, że małżeństwo to nie wyrok dożywocia. Lepiej wcześniej niż
          później. Ja się rozchodzę po 14 latach małżeństwa gdy jest dziecko, gdy sprawy
          są dużo bardziej zagmatwane. Wchodziłem w małżeństwo z kretyńskim przekonaniem,
          że jak nie ona to żadna. Co za bzdura? Sam sobie jestem winien.

          Jeśli nie ma wspólnego języka, poczucia bezpieczeństwa, bliskości, przyjaźni,
          dobrego seksu to nie ma co się męczyć.

          kłaniam się
          • Gość: Przemek Re: Odeszłam... IP: *.tele.pw.edu.pl 30.12.02, 16:49
            Gość portalu: chudyy napisał(a):

            >
            > Jeśli nie ma wspólnego języka, poczucia bezpieczeństwa, bliskości, przyjaźni,
            > dobrego seksu to nie ma co się męczyć.
            >
            Nalezy jednak zapytac, dlaczego tego nie ma, jesli w momencie zawierania malzenstwa bylo. Ktos o ten zwiazek nie
            dbal, zaniedbywal partnera, moze zdradzal...
            Moje stanowisko jest takie: odejsc wolno, nie wolno byc przyczyna rozpadu zwiazku.
            • Gość: chudyy Re: Odeszłam... IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 31.12.02, 11:16
              Gość portalu: Przemek napisał(a):
              > Moje stanowisko jest takie: odejsc wolno, nie wolno byc przyczyna rozpadu
              zwiaz
              > ku.

              OK, pięknie to wygląda, ale to teoria... Co to znaczy nie wolno? Człowiek nie
              jest nieomylny, kurka mylimy się. Jak się uczymy chodzić to nie raz upadamy,
              jak uczymy się mówić to wielokrotnie popełniamy błędy, a tu się ktoś uparł, że
              mamy wybrać raz na całe życie i od razu dobrze... Wiem, związek to nie
              supermarket, ale bez przesady.
              Ja się pomyliłem i nie tylko w stosunku do swojej żony, również w stosunku do
              samego siebie popełniłem mnóstwo błędów i co mam tkwić w czymś co jest martwe,
              mi nie jest dobrze, ludziom ze mną nie jest dobrze... po diałba hodować fikcję,
              bo statystyka będzie ładniej wyglądać? Mam w nosie statystykę, tu chodzi o moje
              życie, które mam tylko jedno.

              pzdr
              • Gość: Przemek Re: Odeszłam... IP: *.tele.pw.edu.pl 31.12.02, 16:23
                Gość portalu: chudyy napisał(a):

                >
                > OK, pięknie to wygląda, ale to teoria... Co to znaczy nie wolno? Człowiek nie
                > jest nieomylny, kurka mylimy się.

                Wolno sie mylic, ale na wlasny rachunek. Np. pokochasz kogos, kto cia zdradzi i porzuci. Pomyliles sie, odcierpiales,
                Twoja sprawa. Zupelnie inna sprawa, jesli przez Twoje bledy cierpia inni. Takich bledow lepiej nie popelniac, a jesli juz
                sie zdarzy, to naprawiac te bledy i wynagradzac za krzywdy.

                Jak się uczymy chodzić to nie raz upadamy,
                > jak uczymy się mówić to wielokrotnie popełniamy błędy,

                Bo to sa wlasnie te bledy, ktore popelniasz na wlasny rachunek. Jednak nie uczysz sie prowadzic samochodu,
                siadajac po raz pierwszy za kolkiem na ruchliwej autostradzie, nie? Nie robisz tego, bo Twoje bledy zagrazalyby
                innym.

                > Mam w nosie statystykę, tu chodzi o moje
                > życie, które mam tylko jedno.

                Nie chodzi o statystyke, ale o krzywdzenie ludzi. Zycie masz jedno, ale wchodzac w relacje z innymi, jestes za ksztalt
                tych zwiazkow odpowiedzialny. Nie jestes w stanie podjac tej odpowiedzialnosci, to badz sam.
                • Gość: chudyy Re: Odeszłam... IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 02.01.03, 11:26
                  Gość portalu: Przemek napisał(a):
                  > Nie chodzi o statystyke, ale o krzywdzenie ludzi. Zycie masz jedno, ale
                  wchodza
                  > c w relacje z innymi, jestes za ksztalt
                  > tych zwiazkow odpowiedzialny. Nie jestes w stanie podjac tej
                  odpowiedzialnosci,
                  > to badz sam.

                  OK. A jeśli popełniłeś błąd i trwając nic nie jesteś w stanie naprawić? Relacja
                  między ludźmi nie polega tylko na wolnej woli. Gdyby z miłością było jak z
                  postanowieniem, że będę zawsze mył ręce po wyjściu z toalety to bym się z Tobą
                  łatwo zgodził.

                  Uważam, że lepiej przerwać związek, który jest martwy bo po krótkim i
                  intensywnym bólu ludzie mają szansę ułożyć sobie życie na nowo, trwając tylko
                  by się zatruwali. Sami w sobie nie są źli, relacja robi się chora... Po co to
                  komu bo raz się powiedziało tak?

                  pzdr
                  • Gość: Przemek Re: Odeszłam... IP: *.tele.pw.edu.pl 02.01.03, 20:48
                    Gość portalu: chudyy napisał(a):


                    >
                    > OK. A jeśli popełniłeś błąd i trwając nic nie jesteś w stanie naprawić?

                    Jesli zadna ze stron juz nie chce tego zwiazku, to rzeczywiscie nie ma juz nic do naprawiania. Sprawa sie komplikuje,
                    gdy jedna strona chce zwiazek naprawic, a druga zerwac. Generalnie powinno sie naprawiac, bo w koncu
                    przyrzeklo sie wspolmalzonkowi na slubie... Jesli jednak wspolmalzonek zerwal wczesniej umowe (np zdrada), to
                    druga strona ma prawo czuc sie oszukana i nie powinno sie jej zmuszac do nadludzkiego wysilku w celu ciaglego
                    naprawiania zwiazku.

                    >Relacja
                    > między ludźmi nie polega tylko na wolnej woli. Gdyby z miłością było jak z
                    > postanowieniem, że będę zawsze mył ręce po wyjściu z toalety to bym się z Tobą
                    > łatwo zgodził.
                    >

                    Bardzo nie lubie takiego rozumowania, bo prowadzi to do usuniecia wszelkiej etyki i odpowiedzialnosci z relacji
                    mesko- damskich: " Dzis kocham (zone dzieci, rodzicow), jurto uczucie mi przejdzie, to sobie pojde, a oni niech sobie
                    radza, co mnie to obchodzi"

                    > Po co to
                    > komu bo raz się powiedziało tak?
                    >
                    Jest jeszcze jedno wyjscie - nie mowic "tak"...
                    • Gość: powolniak Re: Odeszłam... IP: 62.233.187.* 03.01.03, 00:22
                      Gość portalu: Przemek napisał(a):

                      > Gość portalu: chudyy napisał(a):
                      >
                      >
                      > >
                      > > OK. A jeśli popełniłeś błąd i trwając nic nie jesteś
                      w stanie naprawić?
                      >
                      > Jesli zadna ze stron juz nie chce tego zwiazku, to
                      rzeczywiscie nie ma juz nic
                      > do naprawiania. Sprawa sie komplikuje,
                      > gdy jedna strona chce zwiazek naprawic, a druga zerwac.
                      Generalnie powinno sie
                      > naprawiac, bo w koncu
                      > przyrzeklo sie wspolmalzonkowi na slubie... Jesli
                      jednak wspolmalzonek zerwal w
                      > czesniej umowe (np zdrada), to
                      > druga strona ma prawo czuc sie oszukana i nie powinno
                      sie jej zmuszac do nadlud
                      > zkiego wysilku w celu ciaglego
                      > naprawiania zwiazku.
                      >
                      > >Relacja
                      > > między ludźmi nie polega tylko na wolnej woli. Gdyby
                      z miłością było jak z
                      >
                      > > postanowieniem, że będę zawsze mył ręce po wyjściu z
                      toalety to bym się z
                      > Tobą
                      > > łatwo zgodził.
                      > >
                      >
                      > Bardzo nie lubie takiego rozumowania, bo prowadzi to do
                      usuniecia wszelkiej ety
                      > ki i odpowiedzialnosci z relacji
                      > mesko- damskich: " Dzis kocham (zone dzieci, rodzicow),
                      jurto uczucie mi przejd
                      > zie, to sobie pojde, a oni niech sobie
                      > radza, co mnie to obchodzi"
                      >
                      > > Po co to
                      > > komu bo raz się powiedziało tak?
                      > >
                      > Jest jeszcze jedno wyjscie - nie mowic "tak"...


                      To co piszesz jest piękne.
                      Równie piękne co nierealne...
                    • Gość: chudyy na przykład zdrada IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.01.03, 11:10
                      Gość portalu: Przemek napisał(a):
                      > Jesli jednak wspolmalzonek zerwal w
                      > czesniej umowe (np zdrada), to
                      > druga strona ma prawo czuc sie oszukana i nie powinno sie jej zmuszac do
                      nadlud
                      > zkiego wysilku w celu ciaglego
                      > naprawiania zwiazku.

                      kurczę, tu mnie rozbawiasz, to aż takie proste jest, wystarczy być zdradzonym i
                      już można nie mieć obowiązku walki... To dla mnie za proste. Ja uważam, że
                      zdrada nie jest podstawą. Nie jest dobra, nie buduje zaufania, ale zdrada może
                      być spowodowana chwilową sytuacją, zauroczeniem czysto erotycznym, przemijającą
                      przygodą. Zdrada jednorazowa to żaden powód. A ciągłe rozbijanie się o różne
                      upodobania, wartości, styl życia to za dużo. Jak się człowiek zakocha to wydaje
                      mu się, że wszystko się da zrobić, że góry może przenosić. Potem jednak dopada
                      nas szara rzeczywistość i lata, dni, godziny zaczynają powodować, że czujesz
                      się jak w więzieniu, zamknięty sam w sobie, że każdy dzień z kiedyś kochaną
                      osobą jest męczarnią dla obojga, a pośrodku tego ogłupiałe dziecko, które wpada
                      w coraz większą nerwowość... Lepiej to przerwać jak nie udaje się naprawić. A
                      co z sytuacjami, gdy obie strony deklarują wolę naprawy, ale w ramach
                      podejmowanych działań nie ma wspólnej płaszczyzny, gdy obie strony mówią, ja
                      robię, a on/ona nie? Istnieją na świecie zapętlenia, z których nie da się wyjść
                      inaczej niż poprzez rozcięcie. Boli, ale krócej.

                      pozdrawiam,

                      p.s. i proszę nie upraszczaj życia do deklaracji
                      • Gość: Przemek Re: na przykład zdrada IP: *.tele.pw.edu.pl 03.01.03, 21:29
                        Gość portalu: chudyy napisał(a):

                        >
                        > kurczę, tu mnie rozbawiasz, to aż takie proste jest, wystarczy być zdradzonym i
                        > już można nie mieć obowiązku walki...

                        Walki o co? Zeby byc dalej z osoba, ktora nie kocha (bo uznala, ze ktos inny jest lepszy), ktora jest zdolna
                        do klamstwa "w zywe oczy", ktora cie nie szanuje? Ja kiedys o to walczylem i "wygralem", ale bylo to
                        pyrrusowe zwyciestwo. Po latach problem powrocil - i wtedy juz nie bylem taki glupi...

                        To dla mnie za proste. Ja uważam, że
                        > zdrada nie jest podstawą. Nie jest dobra, nie buduje zaufania, ale zdrada może
                        > być spowodowana chwilową sytuacją, zauroczeniem czysto erotycznym

                        Zgadzam sie ze moga byc takie sytuacje: jeden z partnerow, podpity, nie wie za bardzo co sie z nim dzieje
                        i trafia z kims do lozka. Nastepnego dnia wykupuje cala kwiaciarnie i leci przepraszac... W tej sytuacji
                        mozna wybaczyc i wrocic do dawnych ukladow (po odbyciu kwarantanny, zeby uniknac HIV'a w rodzinie).

                        >.... a pośrodku tego ogłupiałe dziecko, które wpada

                        Tu przesadziles. Dziecko zawsze chce utrzymania rodziny, poza przypadkami wykorzystywania
                        seksualnego i sadyzmu.

                        > p.s. i proszę nie upraszczaj życia do deklaracji

                        Przynajmniej podejmuje jakas probe racjonalizacji...
          • Gość: Becia Re: Odeszłam... IP: *.gdow.sdi.tpnet.pl 30.12.02, 19:43
            >
            > Jeśli nie ma wspólnego języka, poczucia bezpieczeństwa, bliskości, przyjaźni,
            > dobrego seksu to nie ma co się męczyć.
            >
            wszystko to co wymieniłes jest u mnie...identiko:(((az mi sie ryczeć chce...z
            tej bezradnosci,błedu,niepowodzenia???tylko,że ja nie mam odwagi nic zrobic,
            cokolwiek postanowic..a moze to strach..przed samym soba,ze nie potrafie byc
            inna,moze lepsza??nie wiem tkwie w jakims marazmie i patrze jak zycie mi
            płynie...jak jakis paraliz..do bani..


            tak sie zastanawiam a'propo tej dojrzałosci emocjonalnej..czy kiedykolwiek
            człowiek jest jej pewien?a moze tylko mu sie tak wydaje dopóki nie napotka na
            swej drodze kłody?hmm?bo tak kazdy chojrakuje a jak przyjdzie co do czego to
            drugiego obrzuca..po cos robił to czy tamto..itp..juz nic nie pojmuje:(



            • Gość: chudyy Re: Odeszłam... IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 31.12.02, 11:37
              Gość portalu: Becia napisał(a):
              > > Jeśli nie ma wspólnego języka, poczucia bezpieczeństwa, bliskości, przyjaź
              > ni,
              > > dobrego seksu to nie ma co się męczyć.
              > >
              > wszystko to co wymieniłes jest u mnie...identiko:(((az mi sie ryczeć chce...z
              > tej bezradnosci,błedu,niepowodzenia???tylko,że ja nie mam odwagi nic zrobic,
              > cokolwiek postanowic..a moze to strach..przed samym soba,ze nie potrafie byc

              ile ja się bałem, ile strachu, ile wątpliwości; myślałem sobie wytrwam aż
              dziecko dorośnie... Tylko jednak je krzywdziłem w ten sposób bo byłem w domu
              fizycznie, ale nie emocjonalnie. Uciekałem.
              Teraz spędziam z córą co tydzień całą dobę i ogromną jest dla mnie nagrodą jak
              ona mówi, że nie chce do domu jechać, że chce jeszcze u mnie zostać. Bo teraz
              jestem dużo spokojniejszy. Robię to co lubię. Wreszcie jestem taki jaki jestem,
              jestem sobą, robię to co zawsze chciałem robić. Śmieszne jest to, że sam sobie
              narzuciłem sporo ograniczeń w imię dobra zawiązku i co?
              Teraz odrzuciłem te bzdury i nagle się okazało, że kupę ludzi mnie lubi, mówią
              mi to, zapraszają do siebie ... Jest trudno czasem, czasem jak odwożę dziecko
              to mnie boli...
              ale warto, warto, warto,
              to trochę jak wyjście z więzienia

              pzdr
              • Gość: Katia Re: Odeszłam... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.03, 17:05
                Gość portalu: chudyy napisał(a):

                > Gość portalu: Becia napisał(a):
                > > > Jeśli nie ma wspólnego języka, poczucia bezpieczeństwa, bliskości, pr
                > zyjaź
                > > ni,
                > > > dobrego seksu to nie ma co się męczyć.
                > > >
                > > wszystko to co wymieniłes jest u mnie...identiko:(((az mi sie ryczeć chce.
                > ..z
                > > tej bezradnosci,błedu,niepowodzenia???tylko,że ja nie mam odwagi nic zrobi
                > c,
                > > cokolwiek postanowic..a moze to strach..przed samym soba,ze nie potrafie b
                > yc
                >
                > ile ja się bałem, ile strachu, ile wątpliwości; myślałem sobie wytrwam aż
                > dziecko dorośnie... Tylko jednak je krzywdziłem w ten sposób bo byłem w domu
                > fizycznie, ale nie emocjonalnie. Uciekałem.
                > Teraz spędziam z córą co tydzień całą dobę i ogromną jest dla mnie nagrodą
                jak
                > ona mówi, że nie chce do domu jechać, że chce jeszcze u mnie zostać. Bo teraz
                > jestem dużo spokojniejszy. Robię to co lubię. Wreszcie jestem taki jaki
                jestem,
                >
                > jestem sobą, robię to co zawsze chciałem robić. Śmieszne jest to, że sam
                sobie
                > narzuciłem sporo ograniczeń w imię dobra zawiązku i co?
                > Teraz odrzuciłem te bzdury i nagle się okazało, że kupę ludzi mnie lubi,
                mówią
                > mi to, zapraszają do siebie ... Jest trudno czasem, czasem jak odwożę dziecko
                > to mnie boli...
                > ale warto, warto, warto,
                > to trochę jak wyjście z więzienia
                >
                > pzdr
                Chudyy, dodałes mi otuchy. Przypominasz mi mojego meza. Po 9 latach wspolnego
                zycia postanowilam odejsc, bo przed nami widzialam tylko pusta egzystencje, a
                oboje jestesmy wartosciowymi jednostkami. Szkoda zmarnowac sobie zycie. Nasz
                problem polegal na przynaleznosci od roznych "swiatow" i wzajemnej demotywacji
                do rozwoju. Martwi mnie tylko jedno, jak to rzeczywiscie wplynie na los naszej
                3-letniej corki. Moj moz zrozumial i zgodzil sie z moja decyzja, oboje staramy
                sie realizowac optymistyczne warianty zaistnialej sytuacji, przyjaznimy sie ,
                nie mamy do siebie zalu (przynajmniej do teraz)chcemy oboje opiekowac sie
                dzieckiem i dbac o to, by mialo dobry kontakt zarowno z mama i z tata. Ale
                pewno jest wiele aspektow, ktorych nie uda nam sie przewidziec. Czy ktos ma
                podobne doswiadczenia? Czy w praktyce udaje sie dwojgu przyjaciol, zyjacych
                (pewno do tego dojdzie) w innych zwiazkach, dobrze wychowac wlasne dziecko?
                • Gość: chudyy Katia IP: *.ipartners.pl / 195.94.203.* 03.01.03, 11:32
                  > Martwi mnie tylko jedno, jak to rzeczywiscie wplynie na los naszej
                  > 3-letniej corki. Moj moz zrozumial i zgodzil sie z moja decyzja, oboje
                  staramy
                  > sie realizowac optymistyczne warianty zaistnialej sytuacji, przyjaznimy sie ,
                  > nie mamy do siebie zalu (przynajmniej do teraz)chcemy oboje opiekowac sie
                  > dzieckiem i dbac o to, by mialo dobry kontakt zarowno z mama i z tata. Ale
                  > pewno jest wiele aspektow, ktorych nie uda nam sie przewidziec. Czy ktos ma
                  > podobne doswiadczenia? Czy w praktyce udaje sie dwojgu przyjaciol, zyjacych
                  > (pewno do tego dojdzie) w innych zwiazkach, dobrze wychowac wlasne dziecko?

                  na pewno jest łatwiej gdy oboje współpracujecie. Niestety ja nie mam tak łatwo,
                  wprawdzie żona nie utrudnia mi kontaktu, ale robi pewne rzeczy mało miłe i co
                  jakiś czas zarzuca mnie pretensjami przy dziecku (jak po nie przychodzę). Jak
                  jej tłumaczę, że nie będziemy przy dziecku dyskutować to trzaska drzwiami itd.
                  choć ją proszę, żeby spotkała się ze mną na osobności lub list napisała. Ona
                  świadomie nie nastawia dziecka przeciw mnie, usiłuje to robić nie zdając sobie
                  sprawy, ale jak tak dalej pójdzie to tylko dziecku narobi wody z mózgu. Obawiam
                  się też, że za chwilę wepchnie dziecko w preferowanie tatusia bo mała coraz
                  mocniej lgnie do mnie i ostatnio coraz częściej chce spać u mnie itd. Po części
                  może to być efekt inności, że więcej jest z mamą to tatuś jest bardziej
                  atrakcyjny. Na pewno jest to efekt córeczki tatusia, choć ja jej nie
                  rozpieszczam i pilnuję obowiązków i nie folguję, nie kupuję stada prezentów. Po
                  prostu odkąd nie mieszkam tam mam spokój, jestem wreszcie zadowolony i to po
                  mnie widać. Może być tak, że dziecko czuje mój spokój. Nie chodzi mi też o
                  obmawianie, ale żona nigdy jakoś szczególnie o mieszkanie nie dbała i efekt
                  teraz jest taki, że moje mieszkanie jest ładniejsze, przytulniejsze itd i to
                  też może córę mocno do mnie ciągnąć.

                  Cholernie ważna jest współpraca. Uważam, że dzieciom jest lepiej gdy mają choć
                  jednego wspierającego rodzica, dziadka, babcię, kogokolwiek kto daje ciepło i
                  poczucie bezpieczeństwa. Bo z drugiej strony nie idealizujmy tych pełnych
                  rodzin przeszłości. Mało było w nich agresji, złości, niezrozumienia
                  wzajemnego? Po prostu nie było możliwości rozwodu. Moim zdaniem tkwienie w
                  toksycznych związkach jest bardziej szkodliwe niż rozwody.

                  pozdrawiam,
                  Edward
        • Gość: Przemek Re: Odeszłam... IP: *.tele.pw.edu.pl 30.12.02, 16:44
          Gość portalu: Viki napisał(a):

          > Dziekuję za te wszystkie słowa otuchy. Ostatnio dużo mówiło się o dziecku i to
          > mnie tez dołowało, bo wiedziałam, że wtedy ugrzęznę.

          I cale szczescie, ze nie bylo jeszcze dziecka...

          > I tak czuję się fatalnie, bo zdaję sobie sprawę jaki dla niego musi to byc
          > szok. Wg niego układało się nam bardzo dobrze. I dlatego nie może zrozumieć.
          > Czyli jednak inni potrafią spojrzeć na to inaczej niż moja mama, czy on...

          Wg mnie jestes osoba niedojrzala emocjonalnie: niby to kochalas, a potem "ni z gruszki ni z pietruszki" przestalas.
          Jesli sie kocha, to trzeba wielkiego kataklizmu, zeby zniszczyc milosc. Zwiazek z druga osoba wymaga ogromnego
          poczucia odpowiedzialnosci - trzeba ten zwiazek budowac, widziec w partnerze dobre strony, dyskutowac z nim o
          jego wadach. Ty nie podjelas zadnego wysilku...

          Moja rada jest taka: nie wychodz za maz, ciesz sie zwiazkami takimi, na jakie Cie stac. Nie kazdy sie nadaje do
          stworzenia trwalego zwiazku. Po co lekkomyslnie wchodzic w relacje z ludzmi, zeby potem ich krzywdzic?
          • Gość: powolniak Re: Odeszłam... IP: 62.233.187.* 03.01.03, 00:32
            Gość portalu: Przemek napisał(a):


            > Wg mnie jestes osoba niedojrzala emocjonalnie: niby to
            kochalas, a potem "ni z gruszki ni z pietruszki" przestalas.


            Ty nie podjelas zadnego wysilku...

            >
            > Moja rada jest taka: nie wychodz za maz, ciesz sie
            zwiazkami takimi, na jakie Cie stac.
            Nie kazdy sie nadaje do
            > stworzenia trwalego zwiazku.


            Kim jesteś żeby ją oceniać?
            Skąd wiesz, że nie podjęła wysiłku?
            Skąd wiesz, że nie nadaje się do tworzenia trwałego związku?
            • Gość: Przemek Re: Odeszłam... IP: *.tele.pw.edu.pl 03.01.03, 21:44
              Gość portalu: powolniak napisał(a):

              >
              > Kim jesteś żeby ją oceniać?

              Moze kims, kto zostal potraktowany tak, jak maz autorki listu: chcial stworzyc trwaly zwiazek, nic nie
              wskazywalo na kryzys, bo partnerka nie zglaszala zadnych problemow, a potem "ni z gruszki ni z
              pietruszki" zwiazek zerwala. Maz autorki milczy, ktos powinien sie wczuc w jego sytuacje, zrobilo mi sie go
              zal.

              Przyjalem zasade: moge sie wlaczyc, oceniac i krytykowac, gdy komus sie dzieje krzywda (tzn w
              kwestiach dotyczacych etyki). Nie besztam nikogo, gdy chodzi o obyczaje, wyglad itp (to kwestia estetyki).

              > Skąd wiesz, że nie podjęła wysiłku?

              Bo nic o tym nie pisze. Nie napisala ani slowa o tym, jakie to wady mial maz, ktore uniemozliwialy
              stworzenie trwalego zwiazku. Nie chciala rozmawiac, naprawiac, nic o tym nie pisze...

              > Skąd wiesz, że nie nadaje się do tworzenia trwałego związku?

              Bo nie umie wziac za ten zwiazek odpowiedzialnosci. Nie chce o niego walczyc, wygodniej jej odejsc.
              Watpie, czy z kims innym jej sie to uda. Ktos kiedys madrze powiedzial "milosc ma sie w sobie" - albo sie
              ma cechy dobrej zony/meza, albo nie. Osoba partnera (poza przypadkami patologicznymi: powtarzajace
              sie zdrady, uzycie sily, nalogi, z ktorych nie chce sie wyjsc) jest tu sprawa mniej istotna niz cechy
              psychiczne (wlasnie ta "milosc w sobie")
    • Gość: kate Re: Odeszłam... IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.02, 17:36

      Wiekszosc wypowiedzi tutaj zawartych to opinia osob ktore odeszly. A co z tymi
      od ktorych sie odchodzi?
      Ja jestem z tej drugiej strony. I nie uwazam zeby zostawianie kogos bylo w
      porzadku. Bo krzywdzi sie te druga osobe. Inaczej byc nie moze.
      Z jedenj strony wspolczuje: tez nie chcialabym byc z kims kogo nie kocham.
      Dlatego zawsze wczesniej sie zastanawiam, nigdy nie licze na to, ze jakos sie
      ulozy. Albo jestem pewna albo nie.
      Bo jak to jest: jak teraz zyc ze swiadomoscia, ze ta druga osoba mnie nie
      kochala? To po co ze mna byla? Swiadomie mnie oszukiwala... Myslala ze
      pokocha... Nie rozumiem. I tak i tak to nie fair.

      Ktos mi powiedzial ze to tzw.niedojrzalosc emocjonlna. Cos w tym jest.
      • rlitwin Re: Odeszłam... 30.12.02, 18:59
        Czesc Kate,

        > Ja jestem z tej drugiej strony. I nie uwazam zeby zostawianie kogos bylo w
        > porzadku. Bo krzywdzi sie te druga osobe. Inaczej byc nie moze.

        Ja rowniez znalazlem sie wlasnie po tej samej stronie co i Ty.
        Jednak po tym wszystkim jestem zdania, ze ona miala do tego prawo,
        do tego by poszukiwac tego w zyciu czego chciala, a czego nie
        znajdywala w naszym zwiazku. To bolalo, bylo trudno pojac
        i zrozumiec, ale uwazam, ze to jedyna i sluszna droga, zarowno
        dla niej jak i dla mnie. W konsekwencji uwazam, ze to bardzo
        dobra decyzja.

        Jakie wnioski: nie uzalezniac sie. mysle, ze milosc to naprawde
        pozwolic komus odejsc (jesli tego chce). Jesli sie pragnie dobra
        i szczescia tej drugiej polowki to pozwolic jej poszukiwac jest
        rzecza naturalna, jest konsekwencja wlasnie uczucia, ktore zwą
        miloscia.

        > Z jedenj strony wspolczuje: tez nie chcialabym byc z kims kogo nie kocham.
        > Dlatego zawsze wczesniej sie zastanawiam, nigdy nie licze na to, ze jakos sie
        > ulozy. Albo jestem pewna albo nie.

        Zauwaz, ze rzeczywistosc jest nieco odmienna - wiekszosc ludzi nie jest pewnych.
        Mysle, ze warto probowac, ale na litosc boska! bez wyrokow jak to mawia znajoma
        chudeego ;)

        > Bo jak to jest: jak teraz zyc ze swiadomoscia, ze ta druga osoba mnie nie
        > kochala? To po co ze mna byla? Swiadomie mnie oszukiwala... Myslala ze
        > pokocha... Nie rozumiem. I tak i tak to nie fair.

        Czym jest milosc? skad wiesz? ja swoja byla dziewczyne wciaz kocham (wiem co to
        znaczy? nie jestem pewnien) mimo, ze nie wiem czy chcialabym z nia reszte zycia
        spedzic (gdyby chciala).

        > Ktos mi powiedzial ze to tzw.niedojrzalosc emocjonlna. Cos w tym jest.

        Tez mi sie tak wydaje. Cos w tym jest.

        Przemek napisal:
        ----------------
        > wielkiego kataklizmu, zeby zniszczyc milosc. Zwiazek z druga osoba wymaga
        > ogromnego poczucia odpowiedzialnosci - trzeba ten zwiazek budowac, widziec
        > w partnerze dobre strony, dyskutowac z nim o jego wadach. Ty nie podjelas
        > zadnego wysilku...
        >
        > Moja rada jest taka: nie wychodz za maz, ciesz sie zwiazkami takimi, na
        > jakie Cie stac. Nie kazdy sie nadaje do stworzenia trwalego zwiazku.
        > Po co lekkomyslnie wchodzic w relacje z ludzmi, zeby potem ich krzywdzic?

        Przemku! uwazam, ze to bardzo madre co napisales... naprawde mi sie podoba!
        Z pewnoscia wielu ludziom trudno jest zaakceptowac mysl, ze mozna zyc inaczej
        niz np. w malzenstwie. Mysle, ze trwaly zwiazek jest mozliwy powiedzmy dla
        prawie kazego (dla wiekszosci), ale to wlasnie ten poziom "zaawansowania" w
        zyciu o tym stanowi czy umiemy taki zwiazek stworzyc czy nie. Warto
        zweryfikowac swoje przekonania odnosnie zwiazkow.. przemyslec czym on dla nas
        jest, a nie pakowac sie slepo w cos co mozna przewidziec, ze nie ma szans
        powodzenia.

        Kiedys w jakiejs ksiazce wyczytalem, ze milosc nigdy nie zaiskrzy pomiedz
        glupota a inteligencja.. mysle, ze jest wiele innych tandemow, ktore tez nie
        rusza..
        • Gość: Kate Re: Odeszłam... IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 31.12.02, 17:33

          > Jakie wnioski: nie uzalezniac sie. mysle, ze milosc to naprawde
          > pozwolic komus odejsc (jesli tego chce). Jesli sie pragnie dobra
          > i szczescia tej drugiej polowki to pozwolic jej poszukiwac jest
          > rzecza naturalna, jest konsekwencja wlasnie uczucia, ktore zwą
          > miloscia.

          Z tym zgadzam sie calkowicie. Jedyne co pozstaje to uszanowac taka decyzje.
          Tyle i tylko tyle mozna zrobic - a moze az tyle, bo niektorzy nie sa do tego
          zdolni.
          Ale i tak zostalo we mnie przekonanie ze w jakis sposob go zawiodlam. Z tym juz
          ciezej zyc.

          Pozdrawiam.



          • Gość: Przemek Re: Odeszłam... IP: *.tele.pw.edu.pl 02.01.03, 21:04
            Gość portalu: Kate napisał(a):

            >
            > > Jakie wnioski: nie uzalezniac sie. mysle, ze milosc to naprawde
            > > pozwolic komus odejsc (jesli tego chce). Jesli sie pragnie dobra
            > > i szczescia tej drugiej polowki to pozwolic jej poszukiwac jest
            > > rzecza naturalna, jest konsekwencja wlasnie uczucia, ktore zwą
            > > miloscia.

            Z drugiej strony, jesli Ty kochalas, to mialas prawo oczekiwac milosci. Jesli nie zdradzalas, to mialas prawo
            oczekiwac wiernosci. Jesli Twoje uczucie bylo trwale, to mialas prawo oczekiwac stalosci. Jesli wyszlo inaczej, to
            nie z Twojej winy.

            > Ale i tak zostalo we mnie przekonanie ze w jakis sposob go zawiodlam. Z tym juz
            > ciezej zyc.

            Osoba porzucona boryka sie z niska samoocena ("odszedl, bo nie jestem nic warta"). Tymczasem to wlasnie ta
            osoba, ktora odeszla, poniosla kleske. Nie okazala sie zdolna do uczuc wyzszych: trwalego uczucia,
            odpowiedzialnosci za siebie i partnera. Czy pytalas partnera, dlaczego go zawiodlas? Jesli tak, to zapewne udzielil Ci
            bezsensownej odpowiedzi. Pewna odchodzaca zona powiedziala swojemu mezowi ze ma mu za zle glownie to, ze...
            "nie zaakceptowal jej fascynacji innym mezczyzna" :-))
            • Gość: kate Re: Odeszłam... IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 21:16
              Gość portalu: Przemek napisał(a):

              >
              > Osoba porzucona boryka sie z niska samoocena ("odszedl, bo nie jestem nic
              warta
              > "). Tymczasem to wlasnie ta
              > osoba, ktora odeszla, poniosla kleske. Nie okazala sie zdolna do uczuc
              wyzszych
              > : trwalego uczucia,
              > odpowiedzialnosci za siebie i partnera. Czy pytalas partnera, dlaczego go
              zawio
              > dlas? Jesli tak, to zapewne udzielil Ci
              > bezsensownej odpowiedzi. Pewna odchodzaca zona powiedziala swojemu mezowi ze
              ma
              > mu za zle glownie to, ze...
              > "nie zaakceptowal jej fascynacji innym mezczyzna" :-))


              Pytalam. Powiedzial ze jest egoista i zawsze mysli o sobie.
              Pozdrawiam.
    • Gość: Zunia Re: Odeszłam... IP: *.sprint.com.pl 30.12.02, 19:21
      Witam
      ja tez odeszlam, 2 m-ce temu. Po roku i 4 m-cach malzenstwa. Jest ciezko,
      szczegolnie teraz. Ale nie zaluje bo w koncu moge oddychac. Pisalam juz o tym w
      kilku watkach. Nie patrz na to co mysla ludzie, to Twoje zycie i tylko Ty wiesz
      co dla Ciebie najlepsze.
      Trzymaj sie, sciskam goraco
      • zolza1 Re: Odeszłam... 30.12.02, 23:36
        podziwiam mnie nie był na to stać i bardzo tego żałuję.
    • procesor Re: Odeszłam... 31.12.02, 00:35
      Gość portalu: Viki napisał(a):
      > Odeszłam od męża. czy można być z kimś kogo poprostu się nie kocha? Wiem, że
      > burza dopiero nadejdzie, że będę tą najgorszą. Wszak od ślubu minęło pół roku
      > tylko... Ale nie potrafiłam już wytrzymać. Nie wiem co będzie dalej...
      > Dlaczego wszyscy chcą bym spróbowała raz jeszcze? Zniszczyłam komuś życie,
      > wiem. Ale czy zostając z nim mam niszczyć swoje?

      Moje odczucia są takie - raz już go unieszczęśliwiłaś.
      Lepiej nie wracaj.

      A to co nasilniej mnie nurtuje - O CZYM TY MYŚLAŁAŚ jak sie na wspólna
      przyszłość zgadzałaś?
      Że inne koleżanki juz są mężatkami?
      Ze mamusia będzie dumna że masz męża?
      Był świetny w łóżku i nie zauważyłąś że nie masz z nim o czym rozmawiać?

      No bo nie rozumiem jak można nie zauważyc ze nie macie wspólnych tematów - o
      czy,m rozmawialiscie PRZED slubem??
      Poraża mnie taki tekst z "obudzeniem się".
      Ale lepiej późno niź wcale.
      I nie obraź się na obcesowe podejście.

      On tez nie jest bez winy.
      Tez nie zauważył ze coś nie tak? Wystarczało mu PATRZENIE na ciebie?
      CO ROBILIŚCIE WSPÓLNIE PRZED ŚLUBEM??
      • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 31.12.02, 08:17
        W końcu i trochę zimnej wody na moją głowę. Przyda mi się to na przyszłość. Ale
        niektórzy nigdy się nie nauczą. :(
        • procesor Re: Odeszłam... 31.12.02, 11:47
          Gość portalu: Viki napisał(a):
          > W końcu i trochę zimnej wody na moją głowę. Przyda mi się to na przyszłość.
          Ale niektórzy nigdy się nie nauczą. :(

          Przy takim podejściu tylko jedna rada - za mąż to ty juz lepiej nie wychodx,
          wybieraj wolne związki.

          Niektórzy nigdy...
          Jaka słodka wymówka by nad soba nie pracować!
      • Gość: yes Re: Odeszłam... IP: *.umcs.lublin.pl 02.01.03, 13:53
        procesor napisała:

        > On tez nie jest bez winy.
        > Tez nie zauważył ze coś nie tak? Wystarczało mu PATRZENIE na ciebie?
        > CO ROBILIŚCIE WSPÓLNIE PRZED ŚLUBEM??


        Przed slubem ma sie o czym rozmawiac.. o wspolnej przyszlosci, o milosci,
        ciagle powtarza sie kocham, tesknie itd., ma sie iomprezy, nzajomych.. A potem
        czlowiek robi sie dorosly. Zostaje sam na sam w mieszkaniu i ma codziennie
        wspolny wieczor. I juz nie jest tak latwo, bo Ty masz ochote pogadac na
        egzystencjalne tematy, a jego interesuje tylko grubosc kotleta i to ze w pracy
        byl ciezki dzien. Chcesz pogadac o ksiazce ktora czytalas, a on nie lubi
        czytac, woli poogladac tv itd. itd. Problemy moga byc rozne..
        Ja nie odeszlam, kiedy sie zdecydowalam, okazalo sie ze jestem w ciazy... Wiec
        sie balam, pozniej liczylam na to, ze dziecko troche podrosnie, teraz mi go
        zal, bo ma juz 6 lat i bedzie mu trudno rozstac sie z ojcem, bo nie wiem jak mu
        to wytlumaczyc... Ale przez te 7 lat ciagle o tym mysle, marze, wyobrazam sobie
        co bede robila jak bede juz wolna... Chcialam przeczekac do czasu az dziecko
        dorosnie, ale jest mi coraz trudniej, i wiem ze dziecko zaczyna to zauwazac..
        trudno nie zauwazyc jesli niedziele spedza sie w lazience placzac...za tym
        czego meic nie mozna

        • procesor Re: Odeszłam... 02.01.03, 21:53
          No nie,
          ja się będę upierać!
          Poznajesz faceta i OD RAZU gadacie o wspólnej przyszłości??
          Nie o tym co lubi robic w wolnym czasie? co ostatnio czytał? co sądzi o sprawie
          która cie zajmuje? Nie gada sie o tym co się dzieje na świecie? w kraju?

          Kocham, tęsknię.. Jak słodko..
          Za czym?? To dobre dla nastolatek.
          cytat z yes:
          " potem czlowiek robi sie dorosly. Zostaje sam na sam w mieszkaniu i ma
          codziennie wspolny wieczor. I juz nie jest tak latwo, bo Ty masz ochote pogadac
          na egzystencjalne tematy, a jego interesuje tylko grubosc kotleta i to ze w
          pracy byl ciezki dzien. Chcesz pogadac o ksiazce ktora czytalas, a on nie lubi
          czytac, woli poogladac tv itd. itd."
          I w tym problem. POTEM staje się dorosły. A powinien PRZED.
          Małżeństwo nie jest dla ludzi niedojrzałych.
          Decydowac się na ślub z gościem który mówi kocham, tęsknię, masz piekne oczy,
          lubie seks z toba? WYSTARCZY??
          Myslenie ma kolosalna przyszłość.
          Zwłaszcza w przypadku planowania małżeństwa.

          do yes:
          A dziecku robisz krzywdę.
          Bo jemu jest potrzebna szczęśliwa matka.
          Albo walcz o związek - albo przetnij to.
          Poczytaj watki o dzieciach rozwiedzionych rodziców.
          Zobacz co twoje dziecko kiedys moze napisać!
          • Gość: Viki Re: Odeszłam... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 03.01.03, 08:17
            Procesor - przypominasz mi jednego znajomego. Nieomylnego, zawsze doskonale
            wiedzącego co niby w danej sytaucji zrobić i nie przyjmującego tłumaczeń, nie
            rozumiejącego pomyłki. Bo zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że na świecie jest
            mnóstwo słabych, wrażliwych ludzi. Najlepiej od razu z góry ocenić. Mam
            nadzieję, że Ty w idealny sposób ułożyłeś swoje życie.

            • procesor Re: Odeszłam... 03.01.03, 11:17
              Gość portalu: Viki napisał(a):
              > Procesor - przypominasz mi jednego znajomego. Nieomylnego, zawsze doskonale
              > wiedzącego co niby w danej sytaucji zrobić i nie przyjmującego tłumaczeń, nie
              > rozumiejącego pomyłki. Bo zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że na świecie jest
              > mnóstwo słabych, wrażliwych ludzi. Najlepiej od razu z góry ocenić. Mam
              > nadzieję, że Ty w idealny sposób ułożyłeś swoje życie.

              Po pierwsze jestem kobieta.
              Po drugie - wszyscy popełniamy błedy.
              Po trzecie - wybacz ale chyba założyć trzeba pewna dojrzałość do małżeństwa?
              Pewnie że można się pomylić , nie neguje. Mam wokół sporo przykłądów. Mój
              związek to tez nie bułka z masłem. Ale jest wart by czasem popracowac nad
              kompromisem.

              Co ma do wrażliwość do niedojrzałych działań? Można byc dojrzałym i wrażliwym,
              i można się pomylic.
              I trzeba mieć odwage sie do tego przyznać - i przed soba - i przed osobą dla
              której ta pomyłka tez jest ważna!
              Czytałaś ten watek o dzieciach roziwedzionych rodziców?
              Zobacz ile z tych juz dorosłych dzieci pisze "czemu oni nie rozeszli się
              wczesniej!"

              Chyba chcesz dobrze dla dziecka?
              Mnie się wydaje ż emasz dwie drogi - przestac żyć marzeniami i - albo je
              realizować , albo naprawdę zastanowić się czy nie można tego związku ratowac.
              Ty wyrok na wasze małżeństwo wydałąś juz dawno (wybacz ale sama wiesz ze to
              twój błąd bo przed ślubem juz wiedziałaś że to nie TO). Więc po co sie
              masochistycznie katowac?

              Ciąża jako jedyny powód do ślubu to najgorsze co można zrobic dziecku.
              Właśnie patrze na taka pare.
              Wszyscy chyba odetchniemy gdy oni się rozstana.
              Przynajmniej na jakis czas.
              Bo u nich jeszcze jakies szanse są. Mam nadzieje.

              Moge cię pogłaskac po głowie i współczuc że jestes nieszczęśliwa - ale czy to
              pomoże ci zrealizowac decyzję która juz i tak dawno podjęłaś??
    • krystyna-n Re: Odeszłam... 01.01.03, 02:04
      Gość portalu: Viki napisał(a):

      > Odeszłam od męża. czy można być z kimś kogo poprostu się nie kocha? Wiem, że
      > burza dopiero nadejdzie, że będę tą najgorszą. Wszak od ślubu minęło pół roku
      > tylko... Ale nie potrafiłam już wytrzymać. Nie wiem co będzie dalej...
      > Dlaczego wszyscy chcą bym spróbowała raz jeszcze? Zniszczyłam komuś życie,
      > wiem. Ale czy zostając z nim mam niszczyć swoje?

      -----------------------------------------------------
      Czy aby nie odeszlas zbyt pochopnie?
      Czy naprawde gleboko zastanowilas sie nad swoim krokiem?
      Oczywiscie nie znamy calej prawdy bo nie chcesz napisac, dlatego tez bardzo
      trudno jest zajmowac stanowisko w Twojej sprawie.
      Watpie czy kiedykolwiek ktokolwiek moglby podejmowac decyzje za Ciebie,to jest
      bardzo indywidualne.
      Czlowiek wlasciwie nie zna sam siebie. Czesto mowi sie : Nigdy w zyciu nie
      zrobilbym/abym tego..., a w zyciu roznie uklada sie i robi sie wlasnie tak jak
      sie zarzekalo BO TEGO WYMAGALA SYTUACJA. Prosty wniosek : NIGDY NIE MOW NIGDY.

      Jezeli juz odeszlas od meza to nie bedzie tak jak przedtem. To
      jest tak jak rysa na szkle ktorej niestety nie da sie naprawic bez sladu .

      Ktos radzil Ci ,wybierz wolna milosc. Na jak dlugo? Czy bedzie czlowiek
      szczesliwy zyjac na przyslowiowych "walizkach"?

      Zycze Ci jak najlepiej, tylko mysl bardziej przed jakakolwiek decyzja .
      Nie daj sie manipulowac przez innych, dlatego ze tak wypada,koledzy...
      Nad rada rodzicow zastanowilabym sie chwile, bo rodzice chca najlepiej dla
      Ciebie, rodzice obserwuja cala sytuacje z dystansu. Rodzice maja wiecej
      doswiadczenia...
      To tak jak teraz zalozylas watek i chcesz naszej opinii, czekasz na wypowiedzi
      ludzi ktorzy maja doswiadczenie, ktorzy byli w podobnej sytuacji, ludzi ktorzy
      sa w stosunku do Ciebie neutralni.
      Zrobilas ten krok, trudno, w zyciu robi sie niejedno glupstwo. Do konca zycia
      czlowiek uczy sie na swoich bledach ale trzeba te doswiadczenia potem
      respektowac i nie powtarzac.

      Zycze Ci obys w zyciu popelniala jak najmniej bledow, zycze Ci szczescia.

      Krystyna
    • a2678003 Re: Odeszłam... 02.01.03, 13:56
      Nie wiem kto komu spieprzyl zwiazek ale musze przyznac ze masz calkiem niezly
      wynik. Nie traktuj tego osobiscie ale dokonalas profanacji aktu malzenskiego.
      To ze musisz odejsc to jedno i jest to Twoja decyzja ale czy Ty nie mialas
      oczu ??? Wystarczylo tylko pol roku zeby tak wszystkim pieprznac ?? Nie jestem
      zwolennikiem teorii "widzialy galy co braly" ale Ty chyba nic nie widzialas.
      Zachowalas sie bardzo nieodpowidzialnie.
      Przykro jest mi to pisac ale gro kobiet wiaze sie poniewaz nie chce byc sama,
      bo juz nadszedl ten wiek, jest chilowo zafascynowana i nie mysli, oklamuje sama
      siebie ze po slubie wszystko sie ulozy itp itd..
      Zanim zwiazesz sie z jakimkolwiek innym faacetm przemysl sobie wszystko
      dokladnie !
      • Gość: Malwina Re: Odeszłam... IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 09:05

        jestem przylepiona plackiem do podlogi z wrazenia : "profanacja aktu
        malzenskiego" !!!! uuuuuuuuuuuuuuuuuu
        • procesor Re: Odeszłam... 03.01.03, 11:07
          Malwino dobrze że nic nie piłam jak przeczytałam twój pościk - zalałabym
          klawiature z radości!
    • porzeczkaa DO VIKI 03.01.03, 12:31
      Droga Viki

      Byłam w bardzo podobnej sytuacji jak teraz jest Twój maż (zostawiona po kilku
      miesiącach od ślubu) i mogę z perspektywy czasu napisać Tobie co o tym
      wszystkim myślę.

      Masz zawsze prawo od niego odejść, masz prawo do bycia szczęśliwą, do życia
      według swoich wzorców, ale po cholerę brałaś ten ślub!!!!. Ja rozumie ze każdy
      człowiek ma prawo do zmiany poglądów na temat związku, zmiany swoich pragnień,
      możesz przestać kochać męża ale przecież odkochanie się w przeciągu kilku
      miesięcy nie jest chyba zbyt dojrzałe?? Zwłaszcza ze jeszcze pół roku temu
      obiecywałaś temu człowiekowi „miłość do grobowej deski”. Wybacz, ale chyba
      jesteś niedojrzała emocjonalnie i nie zdawałaś sobie do końca sprawy z tego co
      oznacza ślub.

      Nie wiem co Tobą kierowało kiedy go brałaś za meza, ale myślę że to nie była
      miłość. Człowiek który kocham chce ratować swój związek, wykazuje chociaż
      odrobinę dobrej woli -a Ty już po pół roku mówisz ze nic z tego : - )). Ręce mi
      opadają - tak jak mi opadły kiedy bardzo podobnie zachował się mój były mąż : (

      Jestem już trochę czasu po tamtym zdarzeniu. Czasami gdy myślę o moim eks,
      staram się go zrozumieć, nie gniewam się na niego że się odkochał ale właściwie
      zastanawiam się czy mnie kiedyś w ogóle kochał – i to jeszcze bardziej boli niż
      gniew i żal : - (.

      I z tego wszystkiego nadal nie rozumie jednej rzeczy – jak to jest możliwe aby
      tak szybko się odkochać???- przecież Ty nawet nie dałaś szansy swojemu mężowi
      na pokazanie jak Wam będzie w małżeństwie (tak jak i mi odebrano tę szansę).
      Mój były mąż nie potrafi do dzisiaj na to pytanie odpowiedzieć, a ja coraz
      bardziej skłaniam się do opinii ze jest (lub był) dużym egoistycznym dzieckiem
      którego myśli skoncentrowane są na „DZIŚ” a nie na „ Dziś, jutro,
      pojutrze” ....i Ty chyba też podobnie się zachowałaś : - (.

      Nie powinna też za dużo używać argumentu iż najważniejsze jest Twoje szczęście.
      Tak może mówić osoba która nie składała bardzo wiążących deklaracji i to nie
      tylko przed sobą ale również przed drugą osobą, swoją i jego rodziną a także
      Bogiem - ale akurat argument przysiegi przed Bogiem dla niektórych jest
      najmniej istotny:(((. No ale z drugiej strony będąc nieszczęśliwa w związku też
      byłoby to niedobre dla Wszystkich.....

      Wniosek jest jeden ...zastanów się po co Ci był ten ślub i nie popełniaj tego
      błędu jeszcze raz bo krzywdzisz bardzo duzo osob wkoło - a wtedy i tak trudno
      bedzie Tobie byc szczesliwa : - (

      Pozdrawiam Cię serdecznie życząc jak najmniej podobnych decyzji w przyszłości.

      Ps. Mam nadzieje ze Cie nie urazila a jeżeli zbyt pochopnie oceniła (co może
      wynikać z nieznajomości różnych faktów) to przepraszam.
    • Gość: Ania Re: Odeszłam... IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 03.01.03, 14:46
      Rozumiem, ze bycie z kims, gdy sie tej osoby juz nie kocha jest bezsensowne.
      Jezeli jednak bylo sie z tym kims, i przez ten czas osoba ta byla dosc dobra
      dla Ciebie to odchadzac miej odwage wyjasnic wszsytko - powiedz ucziwie, nie
      kocham Cie juz, jestem nieszczesliwa lub tez zle sie czuje w naszym zwiazku -
      cztery miesiace temu ja tez zostalam zostawiona i najbardziej do teraz boli
      mnie to, ze nie podano mi zadnych wyjasnien, lub tez gdy pytalam slyszalam
      bzdurne odpowiedzi na poziomie czteroletniego dziecka. Jezeli ktos ma odwage
      wchodzic w zwiazek i namieszac w zyciu drugiej stronie to musi miec tez odwage
      aby wyjsc z tego zwaizku z twarza i nie zachowywac sie jak tchorz (w tym
      momencie pisze ogolnie, nie nazywam Ciebie w ten sposob, a to co mysle odnosi
      sie zarowno do kobiet jak i mezczyzn. Miara doroslosci jest odpwidzialnosc za
      to co sie robi i mowi, i niestety zauwazam ze nie zawsze idzie ona w parze z
      wiekiem).
      • ann.k Re: Odeszłam... 03.01.03, 16:12
        wiesz Aniu, jak pamietam swoje doswiadczenia z mezczyznami, nigdy nie
        uslyszalam tak naprawde sensownej odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Zawsze byly
        to bzdety, jak to ladnie okreslilas, na poziomie czteroletniego dziecka; po
        pewnym czasie doszlam do wniosku, ze szkoda nawet tego sluchac i przestalam
        pytac; ja odeszlam tylko raz, o czym wczesniej pisalam; balam sie, ze jesli
        przed slubem on nie potrafil kontrolowac wybuchow zlosci, po slubie nie bedzie
        tego tym bardziej robil;
        • procesor Re: Odeszłam... 03.01.03, 17:36
          Faceci po prostu na ogół (bo są wyjątki jak zawsze!) - w ogóle nie chca o tym
          rozmawiać. ZADNYCH wyjaśnień.

          Ale sa tez takie kobiety. Patrz np. wątek "jak się odkochać?"

          To może byc z zwiazane z faktem że trzeba się przyjrzec samemu sobie. I może
          czasem przyznac się przed soba że się jest beznadziejnym/beznadziejna istota.
          Trzeba spojrzec sobie w oczy i przestac sie okłamywac.
          • kkk30 Re: Odeszłam... 04.01.03, 11:29
            procesor napisała:

            > Faceci po prostu na ogół (bo są wyjątki jak zawsze!) - w ogóle nie chca o tym
            > rozmawiać. ZADNYCH wyjaśnień.
            >
            > Ale sa tez takie kobiety. Patrz np. wątek "jak się odkochać?"
            >
            > To może byc z zwiazane z faktem że trzeba się przyjrzec samemu sobie. I może
            > czasem przyznac się przed soba że się jest beznadziejnym/beznadziejna istota.
            > Trzeba spojrzec sobie w oczy i przestac sie okłamywac.

            Hmm. Wątek: Jak się odkochać?
            Z dużymi emocjami przeczytałem te posty. Od tamtych dni upłynęło już trochę
            czasu. Sądzę, że z jednej strony mogę podać rękę Przemkowi i wszystkim, którzy
            zostali zotawieni przez żony, mężów, narzeczonych. Dlaczego stało się tak, jak
            się stało, co nawaliło, skoro tak się starałem (am), skoro tak kochałem? Z
            drugiej jednak strony rozumiem teraz bardziej, niż wtedy osoby, które odchodzą.
            Wiem, że w moim przypadku lepiej i dla niej i dla mnie, że rozstaliśmy się.
            Związek bez miłości z jednej strony nie ma żadnego sensu, niezależnie od
            przyczyny braku tej miłości. Moja eks po miesiącu oświadczyła mi, znalazła już
            sobie partnera. Składając mi życzenia świąteczne oświadczyła, że już nie jest z
            tym facetem. Teraz jest sama, tak jak ja. Zaczynamy nowe życie, uczymy się
            siebie, choć już nie razem.
            Pozdrawiam,
            K.
            • Gość: derby do viki IP: *.lodz.gazeta.pl 05.01.03, 14:57
              Myslę, ze wzielam slub z tych samych wzgledów co Ty... w momencie zgody na
              sformalizowanie tego zwiazku bylam b.pewna.... a potem... rzeczywiscie, strach
              przed opinia spoleczno-rodzinna.... bo ojciec pewnie dostanie zawalu, bo juz
              raz odwowlalam swoj slub ( z innym, klka lat wczesniej), ze nie moge tego
              zrobic jeszcze raz.Pytaja tu, po cholere, bralas slub?? Bo wtedy tak musialo
              byc, bo dalam sie poniesc ogolnej atmosferze, naciskom, oczekiwaniom innych...
              zawsze myslalam,ze jestem silna,ze na mnie nie dziala presja ani rodziny, ani
              spoleczenstwa, ale jak widac... ktos tu powidzial,ze niektorzy nie maja w sobie
              cech dobrego malzonka, moze i tak jest... a teraz zakochalam sie w zupelnie
              innym czloiweku, a jestem wciaz mezatka... i wiem,ze odejde... tylko, jak???
              dzieki Viki,za ten watek, daje mi sile... i poczucie,ze nie jestem sama... a
              zyć w klamstwie jest najgorzej...już niedlugo mam nadzieje..
              a dla ciekawskich: sa czasem takie sytuacje życiowe, ktora nas przerastaja, los
              plata figle. Mi splatal - postawil na mojej drodze moja milośc z zcasow
              nastoletnich... czar znowu zadzialal i poszlo.. a teraz okazuje sie,ze w ogole
              sie nie znamy, a co gorsza, rożnimy sie...i to w wiekszosci naszych codziennych
              spraw..
              • inka_sama Re: do viki 05.01.03, 23:22
                Gość portalu: derby napisał(a):
                > a dla ciekawskich: sa czasem takie sytuacje życiowe, ktora nas przerastaja,
                > los plata figle. Mi splatal - postawil na mojej drodze moja milośc z zcasow
                > nastoletnich... czar znowu zadzialal i poszlo.. a teraz okazuje sie,ze w
                > ogole sie nie znamy, a co gorsza, rożnimy sie...i to w wiekszosci naszych
                codziennych spraw..

                Czar zadziałał. Zły czar.
                Jak łatwo tak powiedzieć, usprawiedliwic swoje nie-myślenie wtedy.

                Skąd wiesz że za pare lat nie napiszesz o obecnym zauroczeniu (miłości?) -
                byłam zauroczona, w wypalonym związku partner nie dawał mi tego co dla mnie
                wazne i dlatego ten nowy wydał mi się taki cudowny...

                Odpowiesz -tego nie wiem. Nikt nie wie.
                I słusznie.
                Bo to w sobie musisz poszukac odpowiedzi, nie w swych partnerach.
                A jesli i w tym nowym związku okaże sie ze wcale się nie znaliście?
    • iloto87 Re: Odeszłam... 17.01.16, 15:06
      Po prawie 5-cioletnim nieudanym związku, w końcu poznałam tego jedynego...Oczywiście ideał mężczyzny, mój ideał,miał wszystko to czego nie miał poprzedni, ba ! Miał o wiele więcej. On tak jak ja był rok po nieudanym związku, od poczatku spotykaliśmy sie codziennie, juz po miesiącu oświdczył mi się, 9 m-cy pozniej ślub, wesele ? z miłości oczywiście. Mieliśmy dobre prace, na wyższych stanowiskach , 2 tygodnie po weselu wyjechaliśmy mimo to do Anglii. Jeszcze przed slubem kłóciliśmy się ? dosyć ostro, ale bardzo szybkie godzenie naprawiało wszystko, pęd ? bo przecież organizcja wesela itd...Pózniej życie w Anglii ? tez ciągle za czymś biegliśmy ? kazde osobno, głwonie za praca, za coraz lepszą pracą, lepszym mieszkaniem itd....Gdzies zabrakło między nami bliskości ? rozmów, a było coraz wiecej kłótni, narzekań, więcej oczekiwań,,,nie wiem. Kłótnie niosły wyzwiska, brak szacunku ? zamykałam sie w sobie, nie mogłam juz zniesc kolejnych pretensji, mąż wwiercał mi dziurę w plecach, głowie, przestałam sie nim interesować, doszedł kryzys ? ale poradziliśmy sobie, rozmową, razem płakaliśmy ? przeciez sie kochaliśmy i mieliśmy tylko siebie,,,,,Zaszłam w ciąze ? 3 lata po ślubie. Niestety ale kłotnie wciąż były, dowiedzialam sie ze dziecku mogę zmarnowac zycie ale jemu nie zmarnuję,,,,,w 6-tym tygodniu ciązy okazało sie ze tam sie wszystko przestało rozwijac, nie widzialam w sumie zeby mąz bardzo sie przejął a moze ukrywał emocje nie wiem ? zdalam sobie sprawe ze ja chyba nie znam jeszcze tak dobrze skoro nie wiem co on czuł wtedy tak do konca, Wrócilismy do Polski ? myslalam ze będzie koniec kłótni ale nie ? nasilały sie, przestał mi imponowac, ale zawsze czułam ze jest moim kochanym męzem ? chociaz mnie tak rani...do mojego rodzenstwa tez miał zły stosunek, obrażał braci i siostry ale on po prostu taki jest, Sam nie miał dobrego dzieciństwa ? rodzice go nie kochali, zawsze był odstawiany wiec jak mnie poznał myslał ze złapał Boga za nogi. 3 miesiące temu wrócilismy z Angli, miesiąc temu ? przed swietami wyprowadziłam sie od niego, nie moglam zniesc kłótni. Zostawiłam go ? a on pomagał mi sie pakować, woził na umówione spotkania mieszkań....wszystko przyjął bo chciał mojego szczescia ? do tej pory jest w szoku i nie wierzy w to co sie stało. Mówi ze on nie moze mi nic zarzucic, ze jestem ideałem wiec czemu nie dbał o ten swój ideał ? Niby mi lżej, ale nie do konca ? bo tęsknie chyba,,,,Jest mi cięzko nazwac uczucia których doświadczam, płaczę, jest mi przykro i cos mnie bardzo boli w klatce, moja rodzina mówi ze on nie jest dla mnie , że potzrebuję prawdziwego męzczyzny a nie takiej cioty ? wszystkie decyzje JA podejmowałam w naszym związku i zawsze było jak ja chce.....Dlaczego teraz jest mi zle? Bo go kocham ? Czy boję sie zycia w samotnosci ? jetem sama w obcym mieście, bez najomych, od 2 dni nowa praca. Dlaczego płaczę ? Rozmawialam z nim wielokrotnie wczesniej ze on nie moze mnie traktowac bez szacunku, za duzo kłótni, wyzwisk ? ja tez go wyzywałam, nie jestem bez winy. Probował naprawiac związek, pojechaliśmy na terapię małzenską ale to było po tym jak podjęłam deyzję o wyprowadzce i byłam baaardzo stanowcza i wcale nie chciałam włuchac psycholog......Tylko mówiłam o tym jak ja sie czułam i czuję..... Mój mąz nie nalezy do osob twardo stapających po ziemi, jest marzycielem, zamysla się....b często, podejrzewałam go nawet o zespół aspergera bo jego niektóre zachowania ach,,,szkoada gadac. Nie wiem co mam robic. Jestem bezradana, wsciekam sie tez bo bylismy razem w sumie 4 lata, 3 ? w małzenstwie a teraz mam 29 lat, sama, z wielką żalą goryczy i nieszcześliwa w tym wszystkim. Z nim zle ? bez niego tez zle... Co to jest ?
      • feministkapl Re: Odeszłam... 17.01.16, 15:17
        weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19469343,uzaleznieni-od-kochania-gdy-milosc-staje-sie-obsesja.html#TRwknd#TRwknd?!
    • perfum dobrze, ze nie odlecialas. 17.01.16, 22:12
      tylko ODLOTY sa grozne.

      odejscia - to zwykla rzecz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka