izolatka
01.05.06, 16:37
Podobno jest potrzebne, by iść dalej.
Równo 2 lata temu odszedł odemnie On. Właśnie 1 maja wykręcił się od wyjazdu,
potem po prostu spotkałam go z inną. Bez słowa:żegnaj, przepraszam.
Próbowałam jeszcze walczyć, usłyszałam "od dawna robiłem Cię w
ch...", "Wiesz, jak nam z B. jest fantasycznie w łóżku". Po tych słowach nie
było o co walczyć.
Po kilku miesiącach zaczął nawiązywać ze mną kontakt i mimo tego jak bardzo
mnie poniżył- przespaliśmy się kilka razy.
Sama, nawet nie wiem w jaki sposób znalazłam siłę, odizolowałam się zupełnie.
Pracowałam, wręcz tyrałam jak wół, żeby nie pamiętać. Wzięłam się za naukę
języka, spotkania ze starymi zanjomymi, a wieczorami płakałam w poduszkę.
Konsekwentnie nie opowiadałam na smy, gg, próby rozmowy.
Trwało to 18 mcy.
Wyleczyłam się. Stanęłam na nogi, prawie zapomniałam i wybaczyłam.
Od 4 miesięcy znów szuka kontaktu. Wysyła smsy, ostatnio o bardzo późnych
porach, z tekstami typu:przytul, po prostu bądź itp.
Zaczepia na gg. Mówi komplementy, jak za dawnych czasów razem. Nie ukrywam-
spotkaliśmy się kilka razy. Wypiliśmy kawę, nawet dobrze mi sie z NIM
rozmawiało, bo trzymałam emocje. Zapraszał do siebie, wykręciłam się.
Próbował całować.
I dziś okazałam się " chamką, prostakiem". Moje emocje wybuchły.
Powróciły dawne żale. I widzę, ze nie wybaczyłam.
ON jest z nią, mają dziecko.
Nie chodzi o nich, ja już z nim nie chciałabym być, bo nie ma powrotu, nie ma
i nie będzie zaufania.
Chodzi mi o JEGO opowieści, jak wyremontował mieszkanie, kupił samochód,
będzie budował dom.
W czasach kiedy myśmy się spotykali nie miał pieniędzy.
Byłam tak zakochana, że praktycznie utrzymywałam dom. On korzystał z moich
środków, samochodu, ja płaciłam za nasze wyjazdy. Bo kochałam.
To nie był dobry związek, wiem.
Zdradzał mnie, nie sznował, potrafił przy mnie wspominać swoje dawne miłosci,
upajać się innymi dziewczynami.
Znikał kiedy chciał, imprezy beze mnie. " Nie możesz teraz przyjechać do
mnie, bo mam gości", ale nie mówił kogo. Moje domysły, zazdrość mnie
niszczyły. Ale nie pozwalał odejść kiedy jeszcze miałam siłę odejść.
Zniszczył moją wiarę w swoją atrakcyjność jako kobieta. Wiele razy
usłyszałam"spadaj", raz mnie z domu wyrzycił, kiedy chciałam zabrać rzeczy,
które kupiłam.
Długo by pisać,nie warto.
I wczoraj mimo "zapomnienia dawnych urazów", kiedy on kolejny raz się
chwalił, swoją B, przyszłymi teściami, możliwościami, nawet psem - nie
wytrzymałam i powiedziałam parę zdań, co myślę, również o tym, jak mnie w
preszłości potraktował i co myślę o "jego" zakupach i inwestycjach, bo wiem
na 100%że są to inwestycje teściów. ON nadal pracuje tam gdzie pracował,
dochody mu się nie zwiększyły.
Niby nie moja sprawa. I pewnie nigdy bym tego tematu nie poruszała. Ale nie
mogłąm już tego słuchać i tego, że ktoś każe mi w to wierzyć.
Dodatkowo odezwały się "stare, nigdy nie wyjaśnione żale", to że nigdy nie
powiedział"przepraszam".
Jak wybaczyć? Wiem, że po moim wybuchu- nie będziemy się już kontaktować.
Część spraw nigdy sobie szczerze nie powiemy już.
Jak wybaczyć?