Dodaj do ulubionych

Przegrałam życie...........

29.05.06, 23:49
Tak, w wieku 46 lat doszłam do wniosku, że przegrałam życie.Patrząc się
wstecz,doszłam do wniosku, że takiego nieudacznika jak ja, ziemia chyba nie
nosiła.
Nie potrafiłam wykorzystać okazji, które mogły zmienić moje życie,dać mi
poczucie własnej wartości i perspektywy.To się strasznie teraz mści.Brak
asretywności, dosłownie zero!!, brak umiejętności podejmowania decyzji, brak
chocby odrobiny egoizmu, takiego dla siebie, spowodowało , i to logiczne, że
całe życie dałam się wykorzystywać, a już obecnie praktyczne nie ma nic,
nawet prostej czynności, która by była w najmniejszej części doceniana.
Mąż uważa mnie za pesymistkę i na najmniejszę nieraz wyrażoną uwagę , czy to
w sprawach pracy, czy innych, reaguję niemal agresją , twierdząc,że ja to
widzę wszystko w czarnych kolorach. Jednak kiedy okaże się po jakimś czasie,
że miałam rację, znowu jest krzyk, że mogłam postawić na swoim. Nie należę do
osób przebojowych, nie potrafię się znaleźć w obecnej rzeczywistości.Przeraża
mnie siła pieniądza, brak bezinteresowności u ludzi, a szczególnie boleśnie
przeżywałam tę cechę u dość bliskich znajomych. Właściwie teraz nie mam
przyjaciól, znajomi są na zasadzie " cześć, co słychać", nie mam już
rodziców, nie mam rodzeństwa, i chyba dlatego jestem tutaj.
Do tego dochodzi poważna choroba męża + jego alkoholizm , kłopoty finansowe.
Odkąd wyszłam za mąż cały czas pracuje,2 tygodnie urlopu miałam w 91 roku,
ostatno pracuje prawie po 12 godz.Ale guzik z tego jest wielki, bo
działalnośc nietrafiona.Usiłowałam znaleźć pracę za granicą,żeby wyjść z
dołka finansowego, ale albo jestem za stara, albo nie znam
języka.Załamanie.Tak sobie pomyślałam,że nie pamiętam w trakcie 22 letniego
stażu małżeńskiego, jakiegoś fajnego okresu.Nawet krótkiego.Zawsze się coś
złego działo, nigdy nie było to moje życie ustabilizowane, w którym
przynajmniej to ważne trybiki działały poprawnie. Zawsze coś burzyło
spokój.Jestem zmęczona,zniechęcona i nie mam już siły walczyć i zaczynam się
wszystkiego bać.Chaotycznie napisane, ale przynajmniej tego wieczoru trochę
mi ulżyło.Pozdrawiam szczęsliwych .
Obserwuj wątek
    • spiral_architect Re: Przegrałam życie........... 29.05.06, 23:57
      W jakim mieście mieszkasz ?
      • mi46 Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 00:09
        Skoro pytasz pewnie ma to znaczenia i jak zapewne się domyslasz z "pipiduwy"
        • mi46 Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 00:12
          oczywiście "pipidówa"
    • saksalainen Nie rezygnuj 30.05.06, 00:20
      Moze sprobujesz cos z tym zrobic? Z tego co piszesz, nie masz za duzo czasu. Ale polece Ci cos do czytania: "Narodzić się, by wygrać", Muriel James, Dorothy Jongeward, wydawnictwo Rebis, ISBN 83-7120-626-7. Pomoze Ci zrozumiec skad sie wzial ten brak asertywnosci i Twoje problemy, i moze to zmienic.

      Albo... "Potęga podswiadomosci", Joseph Murphy. Pomaga nabrac pozytywnego stosunku do zycia i uwierzyc w siebie.

      Albo... myslalas zeby pojsc do psychologa?
      • mi46 Re: Nie rezygnuj 30.05.06, 00:44
        Był okres kiedy analizowałam swoje życie i usiłowałam uświadomić sobie skąd u
        mnie takie cechy, szczególnie w konfrontacji z innymi przebojowymi kobietami.
        Z pewnością wpływ na to mają geny- to po ojcu. Ale najwazniejszą osobą, mającą
        wpływ - tak sobie myślę, była mama. Była osobą chorą (wada wrodzona serca), ale
        przy tym dość despotyczną.I właściwie w domu wszystko było robione tak, żeby
        mama była zadowolona. Jako młoda dziewczyna nie kupiłam sobie "sama"
        przysłowiowych majtek, bo może bedę skrytykowana. Takie odczucia pamiętam.Mąż
        ma też silną osobowość a przy tym jest egoistą.
        Dziękuje za tytuły, "Potęgę podświadomości" już dość dawno czytałam, czytałam
        też inne pozycje.
        Ale kiedy po takiej lekturze wracam do rzeczywistości, robię te same
        błędy.Jestem chyba beznadziejnym przypadkiem.
        Pozdrawiam
        • saksalainen Re: Nie rezygnuj 30.05.06, 00:47
          Nie ma beznadziejnych przypadkow. Moze psychologa potrzebujesz, kogos kto pokaze Ci droge i przypilnuje troche zebys ta droga poszla.
    • wczorajsza.pietruszka Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 00:32
      No to pora na zmiany. Nie bądź taką perfekcjonistką - prawie nigdy nie jest tak,
      żeby wszystko "trybiło", trzba robić sobie małe przyjemności i umieć się nimi
      cieszyć. Nikt nie musi doceniać twoich "nawet prostych czynności" - wykonuj
      tylko te, które poprawiają ci samopoczucie (na zasadie: jak zmyję gary, w kuchni
      zrobi się sympatycznie), resztę olej. Co do pracy, mam dosc kontrowersyjna radę:
      spróbuj zadziałać odwrotnie, niż dotąd próbowałaś, czyli zminimalizuj wydatki i
      radykalnie skróć czas pracy. Daj sobie czas na lenistwo, spotkania z ludźmi,
      spacery. To przyjemności w czystej formie, a do tego bezpłatne.
      Jeśli mąż jest alkoholikiem, nie musisz czuć się za niego odpowiedzialna
      (poczynając od obsługi i utrzymania domu, a kończąc na wysłuchiwaniu pretensji).
      Odizoluj się, dopóki czegoś ze swoim problemem nie zrobi.
      • mi46 Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 01:09
        Z domu wyniosłam ogromne poczucie odpowiedzialności. W małżeństwie zawsze byłam
        bazą, głownie finansową. Mąz pozwalał sobie na zmiany pracy , bo mu coś nie
        odpowiadało.Mając zabezpieczenie , mógł sobie na to pozwolić. I tu jest mój
        pierwszy błąd.Nigdy nie miałam do czynienia w swojej rodzinie i otoczeniu z
        alkoholikiem. Z alkoholizmu męża zdałam sobie sprawę dość późno, właściwie
        kiedy byłam - jak to się określa "współuzależniona".Może bym coś z tym wówczas
        zrobiła, ale zafundował sobie dwa zawały.No i zaczęło się wspólne chorowanie.
        Całe życie zaczęło się kręcić wokół niego.Wprawdzie przestał na 3 lata pić, ale
        już nie wiem co było gorsze.Kiedy strach trochę minął, zaczyna popijać znowu.
        I tak to się wszystko kręci. Wasze rady są cenne i bardzo za nie dziękuję.
        • wczorajsza.pietruszka Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 01:44
          Moim zdaniem dalej jesteś współuzależniona. Piszesz tak, jakby cię w calej tej
          sytuacji nie bylo, jakbyś nie miała własnej woli. Nie "tak się to wszystko
          kręci", tylko ciebie wkręciło na amen. Może jednak zdecyduj się na terapię,
          szkoda reszty życia na takie męczeństwo bez powodu i celu.
        • rigolotta Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 11:38
          przykro mi sie zrobilo po przeczytaniu Twojej historii. Najpierw chora matka,
          ktorej sie wszystko nalezalo, potem maz, ktorego choroba wymagala od Ciebie
          znowu wielu wyrzeczen i porzucenia samej siebie. Jestes za wszystkich innych
          odpowiedzialna, ale nie ponosisz odpowiedzialnosci za siebie. Robisz dobrze dla
          innych, a siebie zaniedbujesz. Ponosisz za duze koszty. Nie masz z czego juz
          dawac. Moze trzeba powiedziec: juz dosc! ja tez jestem wazna! Jeszcze polowa
          zycia przed Toba. Warto jest zyc. Jeszcze sie tyle nauczysz, tyle odkryjesz,
          nawet sie nie spodziewasz, co mozesz jeszcze znalezc, jesli otworzysz sie na
          sama siebie, jesli zaczniesz brac, aby sie tworzyc, bo jeszcze nie jestes
          skonczona. Obserwuj, jak inni sobie radza, moze warto wrocic do przyjaciol,
          zapytac, jak oni Ciebie widza. Normalne, ze chca pieniedzy, chca zyc w
          komforcie, korzystac z zycia. Bieda przynosi zgorzknienie, to nie cnota byc
          biednym. Wierze, ze ruszysz " z kopyta", bo dalej byc juz tak nie moze.
          Rozejrzyj sie, daj sobie czas, ale postaw sobie cele, odpowiedz sobie na
          pytanie, czego Tobie potrzeba. Odwagi!
          • croyance Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 21:22
            przykro mi sie zrobilo po przeczytaniu Twojej historii. Najpierw chora matka,
            ktorej sie wszystko nalezalo, potem maz, ktorego choroba wymagala od Ciebie
            znowu wielu wyrzeczen i porzucenia samej siebie

            A dopoki Autorka nie zmieni sposobu myslenia, to bedzie takie osoby przyciagac
            caly czas. One kraza, probuja tu i tam, by znalezc przy niej bezpieczna
            przystan :-(
            Ta sytuacja to OBJAW problemu podstawowego, a nie jego powod.
        • katwil Re: Przegrałam życie........... 31.05.06, 12:18
          Witaj!!!
          Chyba nie jest tak źle jak myślisz....Na pewno jesteś współuzależniona i z tym
          warto coś zrobić - nigdy nie jest za późno. Ja co prawda jestem młodsza od
          Ciebie ale z pozytywnym skutkiem podjęłam walkę z alkoholizmem męża, zaczęlam
          chodzić na mityngi al-anon, teraz na terapię....i moje życie się odmieniło.
          Staram się od nowa budować swoją osobowość, pogłębiać ważne dla mnie wartości.
          Możesz uratować siebie - na prawdę. Jeżeli chcesz to możesz do mnie napisać:
          kate30@vp.pl - chętnie z Tobą pogadam. Może uda nam się coś razem wymyśleć?
    • solaris_38 cała przyszłośc pzred tobą ale jaka? 30.05.06, 00:46
      a gdybys zachorowała na jaks straszną chorobę. I każdego dnia byłabys świadoma
      że .. tacisz ruch , ręce , nogi, oczy słuch - no CIAło

      i wiedziałbyś że umzresz i juz bys sie z tym pogodziła

      i nagle ktoś by ci powedziałą

      masz oto tydzień

      jeszcze jeden tydzień

      z nogami rękami oczami słuchem bez bólu

      CO BYŚ zrobiła?

      nawet nie wiesz ile jeszcze masz
      jakei totlane SKARBY

      tylko one się zakurzyły
      przysypały je troski i monotonie

      ale wciąż SĄ

      póki zyjesz - pozwól i im zyć
      bo ciałao poztrebuje radości

      nie MUSISZ bys z mężem
      nie musisz mieć pieniędzy
      nie musisz pracowac 12 godzin na dobę

      natomiast musisz być szczesliwa

      jeśli do tej pory nie byłas - jaka cudowna nowina _ TERAZ mozesz?

      bądz szalona i pragnij szczescia dla siebie
      ono jest na kazdej łace i widzi je kazdy pies co po niej biega

      • wczorajsza.pietruszka Re: cała przyszłośc pzred tobą ale jaka? 30.05.06, 01:36
        Dobrze piszesz, Solaris, a już tekst z psem jest trafiony w dziesiątkę. Parę
        razy dziennie chodzę na spacer z psem, rzucam mu patyki, przedzieram się przez
        krzaki nad rzeką i o niczym nie myślę, nawet jeśli akurat mam kłopoty czy inne
        urwanie głowy. Głupia sprawa, ale te krzaki i patyki (albo piłeczki w domu)
        sprawiają mi taką samą bezwzględną radochę, jak mojemu psu :) Wyłaczam się i
        cieszę. Po prostu zen.
        • solaris_38 meru merdu 31.05.06, 00:40
          zen jest odpowedzia na tyle wytworów naszego zapętlonego umysłu że szkoda gadac
          nie uprawam zen ale ogromnie go szanuję

          a ludzie którzy go dotykają mają w sobie tyle dodatkowych otwarść że szkoda
          gadac

          ale gdybym miała ogon to bym ci zmachała na twój liścik

          :)
          • wczorajsza.pietruszka Re: meru merdu 31.05.06, 13:25
            Hehe, z natury jestem walczącym i zapętlonym sceptykiem i naturalnie prędzej
            uschnę, niż dam się przekonać do uprawiania czegokolwiek. Ale niedawno z jakichś
            racji zawodowych musiałam sporo poczytać o wschodnich pomysłach na życie i zonk!
            - okazało się, że od kilkunastu lat dzien w dzien regularnie praktykuję zen
            :DDDD Poza sesjami patykowo-pileczkowymi zen jest podobno rowniez gapienie sie
            jak sroka w gnat przez okno - od wielu lat mam ustawiony naprzeciw okna (okien
            własciwie - przeprowadzki) wygodny fotel. Po przepracowanej przy komputerze nocy
            siadam w nim sobie tuż przed wschodem slonca, wylaczam muzyke, swiatlo itd. i
            gapie sie w ciemnosc, a potem na to, co swiatlo powolutku robi z drzewami i
            niebem (w poprzednich mieszkaniach: z kamienicami, dzwonnicą, rzeką itd.).
            Bardzo sympatyczna sprawa, bo czlowiek w sumie caly staje sie patrzeniem, a
            świat wygląda jak w pierwszym dniu stworzenia, kiedy tak powoli wyłania się z
            ciemności. Po godzinie czy dwu ide spać z zupelnie pustym umyslem. Hm. Cokolwiek
            to jest, jest samo w sobie znakomite.
            • solaris_38 :) 31.05.06, 23:08
              a ja to nawet nie wiem kim jestem
              jesli czymś jestem to chyba odpowiedzią ale taką co sie dopiero dzieje

              tez mam fotel naprzeciw okna
              chc rzadko w nim siedzę bo uprawiam pracoholizm - lubię sie czasem pogapić na
              jkiegoś pzrechodzącego na dalekiej górce gościa , biegnącego psa no i ptaki
              te to stadami lataja

              chciałabym tak w stadzie polatać :)
    • kolejar Kryzys uraniczny 30.05.06, 03:16
      1. poważny dramat ludzie mają zazwyczaj ok. 28 roku życia. Temu odpowiada
      astrologiczny tranzyt Saturna.
      2. poważny dramat wypada na Twój wiek. To tranzyt Urana. Uran to rebeliant,
      rewolucjonista. Możesz tłumić rebelię lekami, albo pójść na totalną rewolucję
      (żeby tylko bez gilotyn), albo szukać wśród dróg pośrednich. To jest pytanie: O
      co tak naprawdę w tej sztuce chodzi? Cierpienie dojrzewającego aktora. W takim
      okresie warto zwrócić uwagę na stan swojego serca (emocjonalnie i somatycznie)
      oraz przemyśleć stosunek do urządzeń elektrycznych, elektronicznych, cyfrowych
      ze szczególnym zwróceniem uwagi na hi-tech, bo inaczej może Ci grozić
      popełnienie tzw. błędu w sztuce a w efekcie nawet sprowadzenie ciężkiej awarii.
      • ann1964 Re: Kryzys uraniczny-do kolejar 30.05.06, 15:24
        Proszę powiedz w jakim ja jestem okresie?:)
        • kolejar Re: Kryzys uraniczny-do kolejar 31.05.06, 03:41
          ann1964 napisała:

          > Proszę powiedz w jakim ja jestem okresie?:)

          Jak Twój nick jest od roku urodzenia (1964), to 1. rozwód masz już za sobą. A 2.
          grozi Ci w najbliższym czasie, bo dzieci podrosły, a mąż był jednak
          nieporozumieniem... :)
    • vendeta Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 08:21
      Bardzo mnie poruszyła Twoja opowieść i muszę cos Ci powiedzieć:

      pamiętaj, że tylko Ty sama możesz zmienić swoje życie. Tylko Ty sama możesz
      zrobić coś że drgnie w skorupie i zaczną się zmiany. Nikt i nic nie zrobi tego
      za Ciebie.
      Możesz oczywiście czytać mądre książki czy iść na terapię - to wskaże jakąś
      drogę, ale bez Twojego działania, Twojej woli i uporu nic się nie zmieni. To
      niby takie oczywiste, ale jednak warte głębokiego uświadomienia sobie.
      Najpierw musisz bardzo chcieć a potem musisz być przygotowana na to, że będzie
      bardzo cięzko, że będzie bolało,że będziesz ryczeć jak wół i popadac w
      wątpliwości...będzie po prostu nie-do-zniesienia.

      Ale potem, wystarczy mała zmiana i wszystko zacznie się kręcić innym
      rytmem...To jest jak obalenie jednej kostki domina - i wszystkie lecą!
      Uwierz mi - wiem co mówię!

      A wiesz co jest najbardziej przekorne? Że strach przed bólem jest silniejszy
      niż sam ból.

      Zaczynaj...
    • witch-witch Re: Nie jestem ci w stanie pomoc, ale 30.05.06, 10:27
      wtrące moje trzy grosze. Uwazam,ze nadal tkwisz w dzieciństwie, oskarżasz za
      swoje niepowodzenie inne osoby. Przyczyn niepowodzeń źle szukasz. Spróbuj
      zaakceptować to co masz i wytyczyć sobie cel działania. Poprzez konsekwentne
      działanie wiele można zmienić. I pamietaj to twoje życie i za nie tylko ty sama
      odpowiadasz.
    • joannag życie to hazard.... 30.05.06, 10:41
      ... wciąż coś wygrywamy i przegrywamy...

      Najtrudniejszy krok juz za Tobą - WIESZ co zrobilas źle i co Cie boli. Nie
      wystarczy PRÓBOWAĆ coś zrobic, czasem po prostu trzeba cos zrobic. Choćby
      najprostszego.
      • malvvina u AA .... 30.05.06, 11:16
        jest taka galaz Alanon, dla rodzin alkoholikow. Zajrzyj do nich.
    • zagubionaaa nie tylko Ty.. 30.05.06, 16:57
      Mam 35 lat i moje zycie toczy sie podobnie do Twojego. Zal mnie rozpiera i zero
      widokow na cos milego. Oprocz pracy i obowiazkow domowych nic wiecej mnie nie
      spotka - czyli pesymistyczne nastawienia do przyszlosci. Zyje w zwiazku
      beznadziejna i choc zdaje sobie z tego sprawe nie umiem go zerwac. Mam
      wspaniale dzieci i dla nich tylko zyje. Postrzegana jestem jako silna,
      szczesliwa , strakcyjna kobieta. W srodku zas jestem zmeczona, besilna i pelna
      zalu. Bardzo brakuje mi bliskiej osoby i spokoju, ktore odbiera mi calkowicie
      maz. Sama mysl o rzuceniu tego powoduje, ze mam dreszcze i strach ogrania mnie
      co byloby gdyby tak sie stalo. Czy sa szanse na znalezienie przyjaznej osoby
      czy takie wlasnie kobiety sa calkowicie stracone bo popelnily jakis blad na
      swojej drodze...............................
      • mi46 Re: nie tylko Ty.. 30.05.06, 18:05
        zagubionaaa napisała:

        > Mam 35 lat i moje zycie toczy sie podobnie do Twojego. Zal mnie rozpiera i
        zero
        >
        > widokow na cos milego. Oprocz pracy i obowiazkow domowych nic wiecej mnie nie
        > spotka - czyli pesymistyczne nastawienia do przyszlosci. Zyje w zwiazku
        > beznadziejna i choc zdaje sobie z tego sprawe nie umiem go zerwac. Mam
        > wspaniale dzieci i dla nich tylko zyje. Postrzegana jestem jako silna,
        > szczesliwa , strakcyjna kobieta. W srodku zas jestem zmeczona, besilna i
        pelna
        > zalu. Bardzo brakuje mi bliskiej osoby i spokoju, ktore odbiera mi calkowicie
        > maz. Sama mysl o rzuceniu tego powoduje, ze mam dreszcze i strach ogrania
        mnie
        > co byloby gdyby tak sie stalo. Czy sa szanse na znalezienie przyjaznej osoby
        > czy takie wlasnie kobiety sa calkowicie stracone bo popelnily jakis blad na
        > swojej drodze...............................
        Witaj
        Podaj swojego maila to poklikamy ok?
        pozdrowienia
        • zagubionaaa Re: nie tylko Ty.. 31.05.06, 09:32

          > Witaj
          > Podaj swojego maila to poklikamy ok?
          > pozdrowienia

          Proponuje pisac na adres mailowy gazety czyli: zagubionaaa@NOSPAM.gazeta.pl
        • pyza1975 Re: nie tylko Ty.. 31.05.06, 17:32
          a ja mam 30 lat i czuje tez sie przegrana, nic sie nie dzieje , totalna pustka,
          jak patrze na siebie i moje zycie to porazka totalna, brak partnera, wlasnego
          kata na ktory nigdy mnie stac nie bedzie, dzieci, znajomych.. zostalam sama i
          ta samotnosc mnie poraza ze nie umiem sobie poradzic, taka straszliwa pustka i
          lek. Kazdy dzien taki sam.. beznadziejny.. nawet moja praca mnie zaczela
          dobijac...
    • mskaiq Re: Przegrałam życie........... 30.05.06, 21:07
      To wszystko co sie dzieje wewnatrz Ciebie jest najwazniejsze. Ty nie jestes
      nieudacznikiem, Twoj brak poczucia wartosci to dzialanie przeciwko Sobie.
      Musisz nauczyc akceptowac Siebie, polubic Siebie.
      Kiedy osiagniesz zgode na Siebie, jesli bedziesz potrafila wybaczac Sobie
      bledy, wtedy przestaniesz odczuwac ze przegralas zycie.
      Bardzo czesto nasze bledy utozsamiamy z tym ze jestesmy do niczego. Tak nie
      jest, to tylko bledy, po ich usunieciu mozesz osiagnac to co jest wazne dla
      Ciebie.
    • paco_lopez Re: Przegrałam życie........... 31.05.06, 10:50
      a dzieciak albo dzieciaki ?
    • ality Re: Przegrałam życie........... 31.05.06, 19:01
      ja tyle lat nie mam, ale zauwazylam, skoro nie wylogowac sie zdazylam, skrobnac
      cos wypada skoro watek otworzylam.Nie przeczytalam, sadze jednak ze jestes
      bliska odkrycia prawdy.
      • spiral_architect Re: Przegrałam życie........... 31.05.06, 19:13
        m46. Nie pomoże Cie przeczytanie żadnej ksiązki, tak jak w żadnej dyskusji nie
        zmienisz swoich, ani czyichś przekonań. Tym co Cie może zmienić jest codzienna,
        systematyczna praca i samodzielna i po kosultacji/terapii u psychologa.
    • ryksza.bez.kol Re: Przegrałam życie........... 03.06.06, 12:23
      Przeczytałam Twój post...
      Mam tyle lat co Ty.
      I też czuję, wiem, że przegrałam życie.
      Narobiłam samych głupstw.
      Nic mi się nie udaje.
      Tylko mój maz nie jest alkoholikiem.
      Przykre to, ale pewne rzeczy wynosi się z dzieciństwa. I ja też wyniosłam brak
      pozytywnego myslenia.
      Próbowałam z tym walczyć, ale zawsze, pomimo prób walki, przegrywałam..
      Nie potrafię już nic zmienić.
      Wiem, że to Cię nie pocieszy. Ludzie nie lubią osób smutnych, przegranych.
      A nie da się radości czerpać z "pustej studni".
    • ojh Re: Przegrałam życie........... 06.06.06, 11:27
      sluchaj wart zyc.naprawde.idz do psychologa.tez mam ojca alkocholika.naucz sie
      nie podchodzic do niego emocjonalnie.twoje zycie jest w twoich rekach.staraj
      sie dostrzegac codziennie mile rzeczy;dobra kawa, mila rozmowa z kims.staraj
      sie otaczac ludzmi, tymi dobrymi.bedzie dobrzeZOBACZYSZ.pozdr a zycie przed
      toba. wroc do swoich pasji sprzed lat.
    • ojh Re: Przegrałam życie........... 06.06.06, 11:29
      acha JESTES WARTA MASZ WIELE WSPANIALYCH CECH, odnajdz je i na nich sie skupiaj
      i nie mysl wkolko o zlych cechah bo urastaj do rangi wielkiej
      • pyza1975 Re: Przegrałam życie........... 06.06.06, 15:19
        a co zrobic jak sie nie widzi tych pozytywnych cech?
        ja juz jestem bliska obledu, niedosc ze somotna to bez wlasnego kata i szans na
        wlasne lokum.miezkanie z alkoholikiem od ktorego nijak sie nie mozna
        uwolnic... .... kredyt owszem ale dla bogaczy a nie dla szarego obywatela
        zwlaszcza dla kobiety samotnej zarabiajacej ponizej 2tys. przytlacza mnie to
        nijakie zycie i niewiem jak dlugo dam tak rade..z nikad pomocnej dloni...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka