Dodaj do ulubionych

pomozcie mi odejsc od meza!

14.01.03, 23:27
nie chcialabym was zanudzac swoja historia.prosze o troche
cierpliwosci.
historia jakich wiele zapewne na tym swiecie.
mloda zakochana myslala ze uda sie zawojowac swiat ze zmieni swojego
ukochanego oddajac mu swoje serce okazujac milosc szacunek i wiernosc.
zaraz po slubie pokazal na co go stac. imprezy alkohol a ja trwalam
wiernie przy ognisku domowym coz mialm robic.teraz wiem ze powinnam juz
wtedy uciekac ale stalo sie jak stalo..
nadal jestem z nim..
ponziej urodzilo sie nam dziecko.byla poprawa na jakis czas tak nowa
zabaweczka w domku ...cos sie dzialo.wiec troche zapanowal nad soba.
zrobilam bilans i coz mi dalo to malzenstwo.
upokozenie ponizenie brak szacunku pomijam to ze wiem jak smakuja lzy
i wiem jaka bywa silna dlon meska wiem co to noce nie przespane wiem jak
wyglada facet ktory wraca po 2 dniach alkoholowej libacji. mysleze zbyt wiele
wiem widzialam
nie mam juz sily trwac w tym wszytkim. jednak boje sie.czego zapyacie
sie mnie ? nie wiem czego samotnosci ? przeciez w tym zwaizku jestesm
samotna mijamy sie w drzwiach ..
tego ze nie dam sobie rady..czy ja wiem chyba nie.
finansowo powodzi sie nam dobrze to tylko to co potrafilismy osiagnac przez
te lata i moj nasz syn..ktory jest moja opoka to on dawal mi sile zeby
zyc!! bo i zle mysli czasmi przebiegaly po glowie.
dlaczego wiec tkwie w tym zwiazku..dlaczego pytam sie siebie.moze was?
Obserwuj wątek
    • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 14.01.03, 23:31
      wiem ze to bedzie tylko moja i wylacznie moja decyzja. ale mzoe z boku ktos
      spojrzy na ta sytuacje mzoe ktos byl w podobnym ukladzie przezyzl to odszedl
      ulozyl sobie zycie. tak trudno podjac ta decyzje.jednak wiem ze trudno mi sie
      zyje bardzo trudno czy tak ma moje zycie wygladac.bez perspektyw bez radosci w
      ciaglym leku strachu i ponizeniu??????
      • Gość: Imagine Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.unl.edu 14.01.03, 23:39
        bea08 napisał(a):

        > wiem ze to bedzie tylko moja i wylacznie moja decyzja. ale mzoe z boku ktos
        > spojrzy na ta sytuacje mzoe ktos byl w podobnym ukladzie przezyzl to odszedl
        > ulozyl sobie zycie. tak trudno podjac ta decyzje.jednak wiem ze trudno mi
        sie
        >
        > zyje bardzo trudno czy tak ma moje zycie wygladac.bez perspektyw bez radosci
        w
        >
        > ciaglym leku strachu i ponizeniu??????

        Rozumiem Cie, ale "nietradycyjnie". Ja bylem taki jak Twoj maz. Powiem Ci
        wprost. On jest alkoholikiem. Masz prawo zazadac leczenia. Jesli nie bedzie
        chcial, odjezdzaj od niego. Mnie sie udalo wyjsc z tego galimatiasu bez lekarzy.
        Ale to dluga historia i pewnie nie dla kazdego dostepna. Doznalem oswiecenia
        jednego pieknego poranka i od wielu lat nie mialem w gebie ani kropli.
        Zreszta znam to tez z innej perspektywy, gdyz moj ojciec byl dzierzykuflem.
        Pozdrawiam Cie. I zrob tak jak Ci radze. W krotkich abcugach zazadaj leczenia.
        Jesli nie .....
        Imagine.
        • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 14.01.03, 23:51
          dzieki .
          tak wiem ze on jest alkoholikiem nie napisalam wszytkiego.
          on podejmowal takie proby nie pil 2 lata poznije znou poplynol znou przerwa
          jakis czas i tak zdarza sie okresowo .
          cieszylam sie bardzo ze w koncu zaczniemy zyc normalniej.ale ten czas nie
          byl duzo lepszy nie mialam widoku pijanego meza za to okrutnego msciwego
          faceta malkontenta jakich malo. i tak nadal zupa byla za slona za zimna za
          goraca nie tak zle chyba w zyciu nie powiedzial ze cos zrobilam
          dobrze .niszczyl i niszczy mnie psychicznie. czasmi nie panuje nad emocjami a
          wtedy ...... slychac krzyk i czasmi reka unosi sie..
          teraz o leczeniu nie chce slyszec / poradiz sobie sam potrafi pol roku byc
          trzezwy a w najmniej oczekiwanym momencie zawiesc zaufanie .np. zamiast zjac
          sie chorym synem poprostu pojsc sobie na.....a ja w tym czasie bylam w szpitalu.
          smutne ale prawdziwe to maly fragment mojego zycia..
          • Gość: Imagine Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.unl.edu 14.01.03, 23:53
            bea08 napisał(a):

            > dzieki .
            > tak wiem ze on jest alkoholikiem nie napisalam wszytkiego.
            > on podejmowal takie proby nie pil 2 lata poznije znou poplynol znou
            przerwa
            > jakis czas i tak zdarza sie okresowo .
            > cieszylam sie bardzo ze w koncu zaczniemy zyc normalniej.ale ten czas
            nie
            > byl duzo lepszy nie mialam widoku pijanego meza za to okrutnego msciwego
            > faceta malkontenta jakich malo. i tak nadal zupa byla za slona za zimna za
            > goraca nie tak zle chyba w zyciu nie powiedzial ze cos zrobilam
            > dobrze .niszczyl i niszczy mnie psychicznie. czasmi nie panuje nad emocjami
            a
            > wtedy ...... slychac krzyk i czasmi reka unosi sie..
            > teraz o leczeniu nie chce slyszec / poradiz sobie sam potrafi pol roku byc
            > trzezwy a w najmniej oczekiwanym momencie zawiesc zaufanie .np. zamiast zjac
            > sie chorym synem poprostu pojsc sobie na.....a ja w tym czasie bylam w
            szpitalu
            > .
            > smutne ale prawdziwe to maly fragment mojego zycia..

            Znam to . Odejdz jesli masz sie gdzie podziac. To bedzie takze dla niego
            ostatnia szansa.
            Pozdr, Imagine.
            • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 14.01.03, 23:57
              tak mam gdzie odejsc. urzadzam mieszkanie dla mnie i syna. jednak nie sprawia
              mi to zadnej radosci. to smutne.
              pomimo ze tyle zlego od niego wycierpialam.szkoda mi go jako czlowieka.
              chcialam pomoc a w zamian dostaje tylko razy.
              rtak mysle ze masz racje!!!!!!1
              ze to dla niego ostatnia szansa.
              albo skonczy gdzies nie wiadomo gdzie
              albo odrodzi sie na nowo...
      • Gość: Terry Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 23:40
        A jaka jest szansa powiedzieć mu na spokojnie to wszystko ?
        Powiedzieć, że zniszczył twoje życie, zatruł waszą miłość i grzebie się w
        rynsztoku ? Może opowiedzieć mu jak wygląda schlany ?
        Spróbuj porozmawiać. Zanim cokolwiek zrobisz spróbuj porozmawiać i nie
        zniechęcaj się jeśli rozmowa zacznie się kiepsko. Ja wiem, że czasem łatwiej
        rozmawia się ze ścianą bo chociaż nie ubliża i nie lekceważy człowieka.
        Przykre jest czytanie tu tych wszystkich wypowiedzi smutno podsumowujących coś
        co jest najpiękniejsze na świecie. Naoglądają się ludzie tv, pornoli, różnych
        big kretynów, idoli i wydaje im się, że spuścił ich ktoś z łańcucha.

        • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 14.01.03, 23:52
          rozmawiac to ja probowalam od lat.a najsmutniejsze w tym wszytkim jest to.on
          nie widzi albo nie che widziec ze krzywdzi wszytkich wokol siebie.nie tylko
          mnie.
          • procesor Re: pomozcie mi odejsc od meza! 14.01.03, 23:59
            bea08 napisał(a):

            > rozmawiac to ja probowalam od lat.a najsmutniejsze w tym wszytkim jest to.on
            > nie widzi albo nie che widziec ze krzywdzi wszytkich wokol siebie.nie tylko
            > mnie.

            To chory człowiek.
            On tego faktycznie nie widzi. Nie jest panem samego siebie.
            A ty masz prawo się ratować. I dziecko przed takim życiem.
            Czego się boisz? Nowego normalnego życia. Bo będziesz musiała się go od nowa
            uczuć.
            A jak z mieszkaniem i praca u ciebie?
            • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 00:03
              procesor napisała:

              > bea08 napisał(a):
              >
              > > rozmawiac to ja probowalam od lat.a najsmutniejsze w tym wszytkim jest to.
              > on
              > > nie widzi albo nie che widziec ze krzywdzi wszytkich wokol siebie.nie tylk
              > o
              > > mnie.
              >
              > To chory człowiek.
              > On tego faktycznie nie widzi. Nie jest panem samego siebie.
              MYSLE ZE DOKALDNIE TAK JEST
              > A ty masz prawo się ratować. I dziecko przed takim życiem. DZIECKO SKUTECZNIE
              CHRONILAM PRZEZ TE LATA.. JEST USMEICHNIETYM ZDROWYM WESOLYM CHLOPCEM MOI
              RODIZCE MI W TYM POMOGLI.
              > Czego się boisz? Nowego normalnego życia. Bo będziesz musiała się go od nowa
              > uczuć. WLASNIE BOJE SIE CHYBA NORMALNEGO ZYCIA JA NIE WIEM CZY POTRAFIE
              ODROZNIC CO JEST NORMALNE A CO NIE..TEN KTO PRZEZYL PO CZESCI TO CHYBA WIE O
              CZYM MOWIE W TYM MOMENCIE
              > A jak z mieszkaniem i praca u ciebie? KUPILAM MIESZKANIE JAK WIDAC POWLI
              PRZYGOTOWUJE SIE DO PODJECIA ZYCIA OD NOWA .PRACA NARAZIE MAM .
              • procesor Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 00:06
                Melba by sie tu przydałą.
                Pewnie się jeszcze zjawi.
                Ona moż eci dac parę praktycznych rad i wskazówek.
                • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 00:08
                  procesor napisała:

                  > Melba by sie tu przydałą.
                  > Pewnie się jeszcze zjawi.
                  > Ona moż eci dac parę praktycznych rad i wskazówek.
                  TAK MOZE SIE FAKTYCZNIE ZJAWI I COS PODPOWIE. OCH TAK TRUDNO SIE Z TYM
                  ZYJE A JESZCZE TRUDNIEJ O TYM MOWI...
            • procesor Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 00:04
              A! W miedzyczasie wyżej odpowiedziałaś na te pytania.

              Możesz mu pomóc namawiając na leczenie, odchodząc i pzostawiając JEMU decyzje.
              Za niego sie NIKT nie wyleczy.
              Jeśli on postanowi się stoczyć - to ty skacz póki możesz na bezpieczną półkę.
              I trzymaj ise mocno!
              • melba76 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 00:12
                Jestem :)
                No cóż, zachęcam do wpadnięcia choć na chwilkę do poradni zajmującej się takimi
                rodzinami....Kurcze, gdybym miała tu zacząć pisać, to co powinnam...Bea, co ja
                mogę powiedzieć, czasem takie rozmowy ze mną trwają miesiącami :) Ale na
                pocieszenie dodam, że ostatnio miałam spotkanie z osobą w bardzo podobnej do
                Twojej sytuacji i to było niewiarygodne, jak wspaniale sobie poradziła ta
                kobieta! Była u mnie raz, pogadałyśmy co ma zrobić, minęły 2 miesiące i wiem z
                innych źródeł, że ZROBIŁA TO! Jej życie odmieniło się o 180 stopni! Bea, to
                jest możliwe, sukces jest na wyciagnięcie ręki, Jedne kobiety radzą sobie z tym
                lepiej, inne potrzebują więcej wsparcia, ale Ty możesz zmienić swoje życie,
                wszystko jest w Twoich rękach. Trzymamy kciuki wszyscy! Pisz do nas!
                • melba76 peesik :) 15.01.03, 00:15
                  Kochani, w sprawach pilnych piszcie do mnie na adres: jarvi@wp.pl
                  Terapii przez net nie prowadzę (bo się nie da), ale wskazówek i/zwłaszcza
                  adresów odpowiednich placówek / metod mogę trochę podrzucić. Lojalnie piszę, że
                  jestem zalatana jak osiołek i bywa, że zwlekam z odpowiedzią do
                  nieprzyzwoitości. Ale odpowiadam :)
                  Całusy dla wszystkich :)
                • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 00:32
                  melba76 napisała:

                  > Jestem :)
                  > No cóż, zachęcam do wpadnięcia choć na chwilkę do poradni zajmującej się
                  takimi
                  >
                  > rodzinami....Kurcze, gdybym miała tu zacząć pisać, to co powinnam...Bea, co
                  ja
                  > mogę powiedzieć, czasem takie rozmowy ze mną trwają miesiącami :) Ale na
                  > pocieszenie dodam, że ostatnio miałam spotkanie z osobą w bardzo podobnej do
                  > Twojej sytuacji i to było niewiarygodne, jak wspaniale sobie poradziła ta
                  > kobieta! Była u mnie raz, pogadałyśmy co ma zrobić, minęły 2 miesiące i wiem
                  z
                  > innych źródeł, że ZROBIŁA TO! Jej życie odmieniło się o 180 stopni! Bea, to
                  > jest możliwe, sukces jest na wyciagnięcie ręki, Jedne kobiety radzą sobie z
                  tym
                  >
                  > lepiej, inne potrzebują więcej wsparcia, ale Ty możesz zmienić swoje życie,
                  > wszystko jest w Twoich rękach. Trzymamy kciuki wszyscy! Pisz do nas!
                  DZIEKI DZIEKI.TAK PROBUJE SIERATOWAC ZMIENIC SWE ZYCIE .
                  MYSLEZ EMASZ RACJE JA JETSESM OSOBA WSPOLUZALEZNIONA.HMMM WPASC DO PORADNI.
                  JAK TRUDNO MOWIC O SWOICH PROBLEMACH...
                  WSPANIALE TEZ CHCIALABYM PO PARU MIESAICACH POWIEDZIEC..
                  MOJE ZYCIE SIE ZMIENILO.NARESZCIE WIEM CO TO ZNACZY ZYC BEZ OBCIAZEN.
    • Gość: kaska Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.01.03, 11:34
      trzymaj sie
      powodzenia
      walcz o siebie i dziecko
    • jaroslaw.jank Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 12:01
      Bea, Twoja historia jest jedna z tysiaca podobnych, niestety. Nawet nie wiesz jak wiele
      osob z powodu alkoholizmu potrafi cierpiec. To, co napisze, nie pomoze Tobie
      bezposrednio, ale wierze, ze przynajmniej skloni do zastanowienia sie nad tym, co
      powinnas, co chcesz zrobic dalej.

      Popatrz na swoje zycie przez pryzmat faktow, a nie tego, jak je sobie wybrazasz.

      Napisalas: "zrobilam bilans i coz mi dalo to malzenstwo.
      upokozenie ponizenie brak szacunku pomijam to ze wiem jak smakuja lzy
      i wiem jaka bywa silna dlon meska wiem co to noce nie przespane wiem jak
      wyglada facet ktory wraca po 2 dniach alkoholowej libacji. mysleze zbyt wiele
      wiem widzialam ..".

      To sa wlasnie fakty i nic ich nie zmieni, gdyz dotycza przeszlosci.

      A teraz jeszcze raz przeszlosc i resultaty w terazniejszosci:

      " tak wiem ze on jest alkoholikiem nie napisalam wszytkiego..cieszylam sie bardzo ze
      w koncu zaczniemy zyc normalniej.ale ten czas nie
      byl duzo lepszy nie mialam widoku pijanego meza.(...). czasmi nie panuje
      nad emocjami a
      wtedy ...... slychac krzyk i czasmi reka unosi sie..
      teraz o leczeniu nie chce slyszec / poradiz sobie sam potrafi pol roku byc
      trzezwy a w najmniej oczekiwanym momencie zawiesc zaufanie .np.
      zamiast zjac
      sie chorym synem poprostu pojsc sobie na.....a ja w tym czasie bylam w
      szpitalu.
      smutne ale prawdziwe to maly fragment mojego zycia.. (...)nie mam juz
      sily trwac w tym wszytkim (...)przeciez w tym zwaizku jestesm
      samotna mijamy sie w drzwiach "

      i przyszlosc:

      "bez perspektyw bez radosci w
      ciaglym leku strachu i ponizeniu?????? (...), ze to dla niego ostatnia szansa.
      albo skonczy gdzies nie wiadomo gdzie
      albo odrodzi sie na nowo..."

      Nie jest latwo, jak sama widzisz, ale potrafisz rzeczy nazwac "po imieniu" i takie
      postawienie sprawy- o ile nie zmieni przyszlosci- pozwala lepiej rozumiec przyczyny
      i konsekwencje. Zdajac sobie doskonale sprawe w jakim punkcie swojego zycia
      znalazlas sie mozesz dokonac wyboru. Wiele Tobie podobnych kobiet nigdy nie
      odwazy sie odejsc od meza, zawsze beda wierzyc, ze moze byc lepiej, ze moze byc
      tak jak kiedys, gdy przed laty poznali sie w parku przed uczelnia czy szkola
      podstawowa (wykszalcenie nie ma tu nic do rzeczy) i opowiadali sobie o milosci. Nie
      podwazam istnienia milosci ( o czym pozniej) i faktu, ze kochasz swojego meza,
      pokazuje, a raczej Ty sama to robisz, jak bardzo ta milosc zostala zweryfikowana
      przez zycie. Juz nigdy nie bedzie tak samo.

      Idzmy dalej...

      Tak, Twoj maz jest chory. Mozesz go wyzywac, oskarzac, mozesz plakac i krzyczec,
      ale to co robi Twoj maz jest niczym innym jak tylko choroba (slusznie powyzej
      zauwazono, to jest choroba). Tylko i az ! Czesto jednak z alkoholikami bywa, ze po
      stwierdzeniu "tak, wiem, jestem chory, jestem uzalezniony" staraja sie uciec przed
      odpowiedzialnoscia... bo "przeciez jestem chory". I kolo sie zamyka. A Ty w srodku
      tego kola bez mozliwosci wyjscia.
      Powiem cos jeszcze na temat alkoholikow. To nie jest tak, ze oni nie maja
      swiadomosci swojego czynu, ze nie wiedza, ze rania. Wiedza doskonale, nawet wtedy,
      gdy wyciagaja dlon aby cie uderzyc. To nie jest dzialanie w afekcie. Chca ranic, gdyz w
      ten sposob najdotkliwiej rania samych siebie. Takie dzialania powoduje, ze sami
      wpadaja w jeszcze wieksza otchlan emocjonalna, w jeszcze wieksze poczucie winy.
      Alkoholik wie, ze jest winny, musisz Bea z tego zdawac sobie sprawe. Wie, ze rani i
      zna konsekwencje bolu, gdyz sam cierpi. Znow kolo sie zamyka.

      Dalej.

      Mowi sie tez wiele o wspoluzaleznieniu zon, o dzieciach z syndromem DA (dziecko
      alkoholika), a pozniej DDA. Alkoholizm to problem nie jednego czlowieka, ale -jak
      sama widzisz- calej jego rodziny. Pamietaj jednak, nie daj sie wpedzic w trzecie
      zamkniete kolo, czyli : jestem wspol-uzalezniona czyli wspol-odpowiedzialna, gdyz z
      czasem ta "wspol-odpowiedzialnosc" zostanie zastapiona mysla: jestem winna, to
      wszystko moja wina! Przypomnij sobie, czy w Twoim zyciu zdarzaly sie oskarzenia
      Typu : to przez Ciebie, nie zrobilas tak lub tak, powiedzialas tak a nie powinnas...

      Alkoholik, swiadomy alkoholik (tj swiadomy swoich czynow) a nie mogacy poradzic
      sobie ze samym soba bedzie dzialal samodestrukcyjnie. Zrobi wszystko, zeby siebie
      zniszczyc. Jednakze nie jest on sam na swiecie i w wyniku tych dzialan nastapi , ze tak
      ja nazwe -spirala titanica- a zatem destrukcja osob bliskich, ich szybsze lub
      wolniejsze toniecie.

      Nie prawda jest, ze alkoholik nie kocha. Kocha, nawet bardzo, ale uczucia nie maja
      tutaj nic do rzeczy, nie mowa tu bowiem o nich, ale o istocie choroby. Oczywiscie
      milosc jest jedynym argumentem jakiego alkoholik moze sie uchwycic i przy sobie
      osobe bliska zatrzymac. Bea, czy zdarzaly sie sytuacje, kiedy chcialas juz odejsc, a on
      wtedy przerazony, ze bedzie sam, robil wszystko, zebys zostala? Czy byly wyznania
      milosci, kwiaty, niespodzianki, wszystko to, za czym od dawna tesknisz i czego, jak
      kazdy czlowiek, w glebi duszy pragniesz?

      Nie zrozum mnie zle, Bea. Moja intencja bylo pokazanie nie marnosci sytuacji, ale
      faktow, ktore, byc moze, staly sie Waszym udzialem (choc niekoniecznie), czesto
      bowiem wlasnie tak dzieje sie w rodzinach osob uzaleznionych. Poprosilas o
      komentarz kogos z boku, dlatego postanowilem napisac. Nie chce podciagac Twojej
      sytuacji pod teorie uzaleznien i odbierac, tym samym, prawo do indywidualnego
      przezywania, ale tak sie sklada, ze znam ten problem wlasnie z praktyki, a ona
      niezmiennie pokazuje pewne prawidlowosci i powtorzenia.

      Bea, zrobisz to co uznasz za sluszne. Powiem tylko jedno, glaskanie swojego meza po
      glowce nie pomoze ani jemu ani Tobie. Jesli , jak napisalas : na nowo nie narodzi sie,
      to musisz zdac sobie sprawe z faktu, ze masz swoje zycie i zycie dziecka.

      Mozna wybaczyc przeszlosc, jesli nie wraca kserokopia do terazniejszosci. Jesli
      natomiast zdarzenia powtarzaja sie w ten sam, bolesny sposob wowczas nie mozna
      mowic o jakimkolwiek wybaczeniu, gdyz jego wielkie znaczenie traci calkowicie na
      wartosci...

      Zycze pomyslnych rozwiazan,
      Jaroslaw J.
      • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 15.01.03, 12:26
        jaroslaw.jank napisał(a):

        > Bea, Twoja historia jest jedna z tysiaca podobnych, niestety. Nawet nie wiesz
        j
        > ak wiele
        > osob z powodu alkoholizmu potrafi cierpiec. To, co napisze, nie pomoze Tobie
        > bezposrednio, ale wierze, ze przynajmniej skloni do zastanowienia sie nad
        tym,
        > co
        > powinnas, co chcesz zrobic dalej.DZIKUJE CI SERDECZNIE !1!1
        >
        > Popatrz na swoje zycie przez pryzmat faktow, a nie tego, jak je sobie
        wybrazasz
        TAK DOKALDNIE JEST BILANS WYSZEDL NIE KORZYTSNIE ZDAJE SOBIE Z TEGO SPRAWE I
        MYSLE ZE W TYM WSZYTKIM TO WLASNEI JEST NAJWAZNIEJSZE..ZACZYNAM ROZUMIEC
        WIELE..ALBO NARAZIE TAK MI SIE WYDAJE
        > . MYSLE ZE KTOS KTO NIE ZNA TAKIEJ SYTUACJI DO KONCA MOZE TEGO NIE ZROZUMIEC
        NIE DIZWIE SIE MU WCALE.
        JA BYLAM WYCHOWANA WE WSPANIALEJ KOCHAJACEJ SZANUJACEJ SIE RODZINIE ZRESZTA
        RODZICE SA DO DZISAJ RAZEM SZANUJA SIE.
        Z DOMU NAUCZYLAM SIE MILOSCI SZACUNKU DO DRUGIEGO CZLOWIEKA
        ALE MOJE ZDERZENIE Z RZECZYWISTOSCIA PRZEROSLO WSZELKIE WYOBRAZENIA.
        > >> Nie jest latwo, jak sama widzisz, ale potrafisz rzeczy nazwac "po imieniu"
        i ta
        > kie
        > postawienie sprawy- o ile nie zmieni przyszlosci- pozwala lepiej rozumiec
        przyc
        > zyny
        > i konsekwencje. Zdajac sobie doskonale sprawe w jakim punkcie swojego zycia
        > znalazlas sie mozesz dokonac wyboru. Wiele Tobie podobnych kobiet nigdy nie
        > odwazy sie odejsc od meza, zawsze beda wierzyc, ze moze byc lepiej, ze moze
        byc
        > JA JUZ NIE WIERZE ZNAM JEGO OKRUTNE POSTEPOWANIE ON STARA SIE TAK STARA
        SIE, A PO JAKIMS CZASIE ATAKUJE ZE ZDWOJONA SILA POMIJAM TO ZE JEST
        CHOROBLISWIE ZAZDROSNY WSZELKIE WYJSCIA TYLKO Z NIM INACZEJ MNIE SZANTAZUJE
        MNIE JAK TY WYJDIZESZ TO JA ROWNIEZ I NIE WIEM KIEDY WROCE NA WODECZKE IDE.
        WTEDY JEGO SZANTAZ SKUTKUJE I JA ZOSTAJE W DOMU.
        TO NIE TYLKO CHORY CZLOWIEK ON JESZCZE JEST TYRANEM....
        A POZNIEJ PRZEZCIEZ KOCHAM CIE.
        A MI LZY LECA PO POLICZKACH
        > tak jak kiedys, gdy przed laty poznali sie w parku przed uczelnia TAK
        DOKADNIE BYLO.... czy szkola
        > podstawowa (wykszalcenie nie ma tu nic do rzeczy) i opowiadali sobie o
        milosci.
        > Nie
        > podwazam istnienia milosci ( o czym pozniej) i faktu, ze kochasz swojego
        meza, NIE NIE KOCHAM MEZA. JEST TERAZ DLA MNIE OBCYM CZLOWIEKIEM..CZASMI BOJE
        SIE SWOICH MYSLI ALE W PEWNYCH MOMENTACH WPROST PALAM DO NIEGO ZLYM UCZUCIEM.
        > pokazuje, a raczej Ty sama to robisz, jak bardzo ta milosc zostala
        zweryfikowan
        > a
        > przez zycie. Juz nigdy nie bedzie tak samo. TO PRAWDA NIGDY...NIE POTRAFIE
        ZAUFAC JUZ NIGDY W MOMENTACH KTORYCH GO POTRZEBWALAM ZAWSZE ZAWIODL MNIE..
        POMIJAM FAKT ZE W JAKIS SPOSOB POMOGL MI W TYM ZE MUSIALAM ZNALEZC SIE W
        SZPITALU..ALE ON O TYM ZAPOMNIAL ZE JA POTRZEBUJE JEGO WSPARCIA ON SMUTKI
        TOPIL W ALKOHOLU......SMUTNE PRAWDA TO SA FAKTY..
        >
        > Idzmy dalej...
        >
        > Tak, Twoj maz jest chory. Mozesz go wyzywac, oskarzac, mozesz plakac i
        krzyczec
        > ,
        > ale to co robi Twoj maz jest niczym innym jak tylko choroba (slusznie powyzej
        > zauwazono, to jest choroba). Tylko i az ! Czesto jednak z alkoholikami bywa,
        z
        > e po
        > stwierdzeniu "tak, wiem, jestem chory, jestem uzalezniony" staraja sie uciec
        pr
        > zed
        > odpowiedzialnoscia... bo "przeciez jestem chory". I kolo sie zamyka. A Ty w
        sro
        > dku
        > tego kola bez mozliwosci wyjscia.
        > Powiem cos jeszcze na temat alkoholikow. To nie jest tak, ze oni nie maja
        > swiadomosci swojego czynu, ze nie wiedza, ze rania. Wiedza doskonale, nawet
        wte
        > dy,
        > gdy wyciagaja dlon aby cie uderzyc. To nie jest dzialanie w afekcie. Chca
        ranic
        > , gdyz w
        > ten sposob najdotkliwiej rania samych siebie. Takie dzialania powoduje, ze
        sami
        >
        > wpadaja w jeszcze wieksza otchlan emocjonalna, w jeszcze wieksze poczucie
        winy.
        >
        > Alkoholik wie, ze jest winny, musisz Bea z tego zdawac sobie sprawe. Wie, ze
        r
        > ani i
        > zna konsekwencje bolu, gdyz sam cierpi. Znow kolo sie zamyka.
        >
        > Dalej. TAK OCH ON POTRAFI RANIC JEST W TYM MISTRZEM.....
        >
        > Mowi sie tez wiele o wspoluzaleznieniu zon, o dzieciach z syndromem DA
        (dziecko
        >
        > alkoholika), a pozniej DDA. Alkoholizm to problem nie jednego czlowieka, ale -
        j
        > ak
        > sama widzisz- calej jego rodziny.CALA RODZINA TO PRAWDA NIE JA JEDNA
        Pamietaj jednak, nie daj sie wpedzic w trzeci
        > e
        > zamkniete kolo, czyli : jestem wspol-uzalezniona czyli wspol-odpowiedzialna,
        gd
        > yz z
        > czasem ta "wspol-odpowiedzialnosc" zostanie zastapiona mysla: jestem winna,
        to
        > wszystko moja wina! Przypomnij sobie, czy w Twoim zyciu zdarzaly sie
        oskarzenia
        >
        > Typu : to przez Ciebie, nie zrobilas tak lub tak, powiedzialas tak a nie
        powinn
        > as...TO JEST NA PORZADKU DZIENNYM OCH POZWOL HAHAHAA
        >
        > Alkoholik, swiadomy alkoholik (tj swiadomy swoich czynow) a nie mogacy
        poradzic
        >
        > sobie ze samym soba bedzie dzialal samodestrukcyjnie. Zrobi wszystko, zeby
        sie
        > bie
        > zniszczyc. Jednakze nie jest on sam na swiecie i w wyniku tych dzialan
        nastapi
        > , ze tak
        > ja nazwe -spirala titanica- a zatem destrukcja osob bliskich, ich szybsze lub
        > wolniejsze toniecie.
        >
        > Nie prawda jest, ze alkoholik nie kocha. Kocha, nawet bardzo, ale uczucia nie
        m
        > aja
        > tutaj nic do rzeczy, nie mowa tu bowiem o nich, ale o istocie choroby.
        Oczywisc
        > ie
        > milosc jest jedynym argumentem jakiego alkoholik moze sie uchwycic i przy
        sobi
        > e
        > osobe bliska zatrzymac. Bea, czy zdarzaly sie sytuacje, kiedy chcialas juz
        odej
        > sc, a on
        > wtedy przerazony, ze bedzie sam, robil wszystko, zebys zostala? Czy byly
        wyznan
        > ia
        > milosci, kwiaty, niespodzianki, wszystko to, za czym od dawna tesknisz i
        czego,
        > jak
        > kazdy czlowiek, w glebi duszy pragniesz? DOKALDNIE TAK BYLO ODCHODIZLAM JUZ 2
        RAZY MOZE 3 ALE BYLY PROSBY GROZBY BLAGANIA LZY ETC.WROC ZMIENIE SIE DLA CIEBIE
        DLA SYNKA DLA SIEBIE.TAK BYLO LEPIEJ ALE ILE TO TRWALO.HAHA DO MOMENTU JAK
        POWLI ZACZYNALAM WIERZYC ZE BYC MZOE FAKTYCZNIE BEDZIMY W MIARE NORMALNA
        RODZINKA. ALE SZYBKO WRACLAAM NA ZIEMIE ........
        >
        > Nie zrozum mnie zle, Bea. Moja intencja bylo pokazanie nie marnosci sytuacji,
        a DZIKI CI ZA ZAINTERESOWNAIE PRZEAANALIZOWNAIE MOJEJ SYTACJI.DZIKUJE SZCZERZE
        > le
        > faktow, ktore, byc moze, staly sie Waszym udzialem (choc niekoniecznie),
        czesto
        >
        > bowiem wlasnie tak dzieje sie w rodzinach osob uzaleznionych. Poprosilas o
        > komentarz kogos z boku, dlatego postanowilem napisac. Nie chce podciagac
        Twojej
        >
        > sytuacji pod teorie uzaleznien i odbierac, tym samym, prawo do indywidualnego
        > przezywania, ale tak sie sklada, ze znam ten problem wlasnie z praktyki, a
        ona
        > niezmiennie pokazuje pewne prawidlowosci i powtorzenia.
        >
        > Bea, zrobisz to co uznasz za sluszne. Powiem tylko jedno, glaskanie swojego
        mez
        > a po
        > glowce nie pomoze ani jemu ani Tobie. Jesli , jak napisalas : na nowo nie
        narod
        > zi sie,
        > to musisz zdac sobie sprawe z faktu, ze masz swoje zycie i zycie dziecka.
        >
        > Mozna wybaczyc przeszlosc, jesli nie wraca kserokopia do terazniejszosci.
        Jesli
        >
        > natomiast zdarzenia powtarzaja sie w ten sam, bolesny sposob wowczas nie
        mozna
        > mowic o jakimkolwiek wybaczeniu, gdyz jego wielkie znaczenie traci calkowicie
        n
        > a
        > wartosci...
        >
        > Zycze pomyslnych rozwiazan, DZIKUJE SERDECZNIE... POWLI DOJRZEWAM DO TEJ
        DECYZJI... ZNOU CHCE WRACAC BEZ LEKU DO DOMU PRAGNE TROCHE RADOSCI I
        SPOKOJU..CZY TO AZ TAK WIELE?CZASEM SIE SAMA SIEBIE PYTAM ALE MYSLE ZE NIE!!
        CHCE POWROTU DO NORMALNOSCI.JEDNYM SLOWEM.
        > Jaroslaw J.
        • jaroslaw.jank Re: pomozcie mi odejsc od meza! 21.01.03, 12:14
          Szanowna Beo,
          po napisaniu listu do Ciebie uswiadomilem sobie, ze musze cos jeszcze Tobie
          opowiedziec. Przeczytalem listy wszystkich uczestnikow Twojego tematu, wiele w nich
          ciepla, zainteresowania. Powiem szczerze, ze nie wiedzialem, ze tutaj na forum tyle
          jest osob, ktore czytaja tego typu tematy, ktore sklonne sa podac pomocna dlon,
          wesprzec slowem. Moje skojarzenia na temat forum sa raczej inne np. wspolne picie
          alkoholu i jedzenie wirtualnych posilkow, wielogodzinne flirty skladajace sie z jednego
          lub dwoch slow, tematy o dlugosci lub grubosci poszczegolnych czesci ciala.
          Kazdemu jest cos innego potrzebne i kazdy zapewne znajdzie cos interesujacego dla
          siebie. Ja jestem juz za stary i niereformowalny, jesli chodzi o adaptacje nowych
          technologii ww formie we wlasnym zyciu.

          Chcialbym podziekowac osobom, ktore przeczytaly moja wypowiedz, a przede
          wszystkim moderatorce (pozwol Beo, ze tak Ciebie nazwe) i zyczyc przede wszystkim
          najlepszego rozwiazania problemu.

          Poruszyliscie w temacie sierpniowej pani (Bea-08, miesiac sierpien?) kilka znaczacych
          elementow alkoholizmu, sam zreszta o nich rowniez wspomnialem. Chodzi o
          wspol-uzaleznienie, wspol-uczestnictwo, wspol-wsparcie oraz konsekwencje w
          przyszlosci dla dzieci.

          Ale po kolei, choc przypuszczam i tak wyjdzie chaotycznie:

          Wspol-uzaleznienie = wspol-uczestnictwo ?

          Beo, czytajac Twoje wypowiedzi zakladam pewien pozytywny stan, a mianowicie, ze Ty
          sama nie jestes uzalezniona. Wyleczenie alkoholika mozliwe jest ( w znacznie
          wiekszym stopniu, niz zakladaja nie istniejace w Polsce statystyki) tylko wtedy, gdy
          druga strona (partner, maz, zona, ojciec, matka) nie pije. Beo, jezeli dla "swietego
          spokoju" zdarza sie Tobie siegnac po kieliszek, niejako zaakceptowac istnienie
          koniecznosci picia Twojego meza wowczas mozesz zapomniec o wyleczeniu. Nie
          pomaga sie alkoholikowi pijac razem z nim , nawet sporadycznie. Przypuszczam, ze
          moje slowa moge Cie oburzyc. Pragniesz bowiem szczescia dla siebie, dla rodziny,
          dla Twojego meza i proba wmawiania przeze mnie , ze, byc moze, stosujesz
          nieskuteczne metody jest braniem pod wlos w sposob zbyt okrutny. Nie musi
          oczywiscie tak byc w Twojej rodzinie. Wyjasnie pozniej dlaczego tak powiedzialem,
          niemniej zastanow sie przez moment czy w Twoim domu mialo (ma) miejsce
          wspol-uczestnictwo i bynajmniej nie w dzwiganiu ciezaru choroby, ale wlasnie w jej
          tworzeniu i umacnianiu.

          Czy mozesz zadac sobie Beo takie oto pytanie: Czy ja- Bea naprawde chce , aby moj
          maz wyleczyl sie z uzaleznienia? Czy ja- Bea chce, aby moj maz stal sie calkowicie
          niezalezny fizycznie i psychicznie? Czy ja- Bea, w sytuacji jego wyzwolenia a raczej
          100% kontroli wlasnej, dam rade przystosowac sie do nowego zycia? Czy ja- Bea
          pozwole mu stac sie cpasywnym alkoholikiem? Czy ja- Bea naprawde chce widziec
          swojego meza innego?

          Musisz wiedziec Beo, ze alkoholicy ( alkoholikiem tak jak narkomanem jest sie przez
          cale zycie, mozna byc tylko niepijacym uzaleznionym) po rozpoczeciu terapii potrafia
          bardzo zmienic sie i niekoniecznie staja sie lepsi, a raczej zdarza sie, ze nie staja sie
          nowym, naszym o nich wyobrazeniem. Choc moze bezposrednio nie na temat, to
          polece pewna ksiazke (nie, nie o uzaleznieniach, tych polecac zdecydowanie nie
          bede). To historia o bolu, przezywaniu i doswiadczeniach, a mianowicie ksiazka
          wegierskiego noblisty pt. "Los utracony". Przypuszczam, ze moglabys znalezc w tej
          lekturze kilka wazkich odpowiedzi.

          Przyszlosc a dzieci.

          Zanotowalem sobie imie autora pewnej wypowiedzi, ktora mnie poruszyla i chcialbym
          do niej nawiazac. Mowie o "onnanohito".
          Ja tez jestem DDA, dlatego znam ten problem od podszewki.

          Nasze wyobrazenie o alkoholizmie odnosi sie w spoleczenstwie najczesciej do
          mezczyzn. Nie zawsze jednak tak jest.
          W moim rodzinnym domu osoba uzalezniona byla matka. Juz od najmlodszych lat
          pamietam najpierw pojedyncze awantury, ktore z czasem nasilaly sie, tluczenie
          naczyn, demolowanie mieszkania, palenie ksiazek , wyzwiska. Potem bylo juz cos
          wiecej, reakcja ojca bicie matki. Bylem swiadkiem gdy drobna, piekna blondyneczka
          (taka byla moja mama) raz za razem przewracala sie wskutek uderzen silnej piesci
          ojca. Bylem maly, siedzialem pod biurkiem, sciskalem psa i plakalem. Pies lizal moja
          twarz a ja, pamietam, wtedy myslalem, ze pieklo, o ktorym mowil ksiadz na religii jest
          wlasnie w moim domu. Po kazdorazowym pobiciu (pamietam juz lepiej, mialem moze
          12 lat) ojciec tlumaczyl, ze przeciez nie mial wyboru, ze nie mozna zaakceptowac jej
          stanu, ze trzeba ja leczyc. W tamtych czasach nie istnialy jeszcze kluby AA, a alkolizm
          jak kazda ulomnosc rasy ludzkiej w czasach szalejacego socjalizmu byla spychana na
          margines. Alkoholizm jako problem spoleczny nie istnial. Nikt nie chcial lub nie mogl
          nam pomoc, choc sam jako dziecko zrobilem duzo, aby uratowac mame.
          Tlumaczylem wowczas ojcu, ze musimy oddac ja na leczenie zamkniete, ze musimy
          byc konsekwentni inaczej nie pomozemy jej ani sobie. Tak..tak...- mowil, potem
          mama nie pila on stawal sie kochajacym mezem i tatusiem. Az do nastepnego razu,
          do nastepnej serii alkoholowej. Byl za slaby, zeby jej tak naprawde pomoc, a ja za
          maly , zeby to wszystko- co dzisiaj wiem- zrozumiec i wykorzystac. Potrafil tylko na
          nia narzekac, a, gdy byla trzezwa i dobra, uwielbiac, lecz pozniej gdy znow siegala po
          kieliszek proszac "pomozcie mi" upodlic ja i zdegradowac ja do roli zwyklej szmaty
          podlogowej. Nadszedl dzien, gdy powstrzymalem piesc ojca, na wszystko bylo juz
          jednak za pozno. Mam zmarla w wieku 45 lat wskutek przedawkowania alkoholu.
          Dzis z ojcem mam bardzo poprawne stosunki. Ciagle powtarza, ze mnie kocha, jak
          bardzo mu pomoglem w zyciu, jak bardzo jest ze mnie dumny zwlaszcza, ze
          skonczylem studia, na ktore nie dal mi ani zlotowki. Kilka lat po smierci mamy ozenil
          sie ponownie. Jego drugie malzenstwo uswiadomilo mi dlaczego przed laty mama
          zaczela pic. Nie da sie cofnac czasu.

          Beo, to co napisalem powyzej sporo mnie kosztowalo, kazde slowo jest tu prawdziwie
          i pali niemilosiernie jak ogien. Napisalem to po to, abys zastanowila sie nad tym, co
          tak naprawde w zyciu chcesz miec, jak chcesz zyc Ty i jak powinna zyc Twoja rodzina,
          co jest dla Ciebie cenne, o co warto walczyc.

          W moim zyciu nadszedl taki moment, niedowolalny moment, kiedy poczulem, ze
          dalej juz tak nie moze byc. Dosc bolu i udreki, dosc cierpienia i samooskarzania sie,
          dosc wysluchiwania, ze moim najwiekszym bledem jest to, ze sie urodzilem. Dosc!

          Beo, zycze Ci, aby nigdy Twoje dziecko nie poczulo sie tak jak ja, aby nigdy nie
          musialo przepraszac, za to ze zyje tylko dlatego, ze ktos byl zbyt slaby lub zbyt
          egoistyczny. Ono-dziecko nie moze wybrac sobie domu, nie moze wybierac
          rodzicow, ale Ty mozesz stworzyc mu normalna rodzine lub tez mozesz zatrzymac
          go w piekle twierdzac, ze to wszystko dla jego dobra, a gdy podrosnie polozyc mu
          glowe na kolanach i powiedziec: "potrzebuje twojego wsparcia synku, sama nie daje
          rady". Moze zdarzyc sie, ze Twoje dziecko nie wytrzyma psychicznie, moze popasc w
          depresje, w nerwice, moze wskutek nadmiernego stresu fizycznie zniszyc sobie
          organizm, moze nawet przestac zyc (dwoje kilunastoletnich moich przyjaciol, dzieci
          alkoholikow, popelnilo samobojstwo) .Oto czym moze stac sie
          wspol-odpowiedzialnosc.

          Beo, chce zebys mnie dobrze zrozumiala. Najwyzszy czas stac sie odpowiedzialnym -
          przede wszystkim za siebie. Jesli taka bedziesz Twoje dziecko wygra razem z Toba.

          Napisalem, mysle, wszystko co mialem do powiedzenia. Rozumiesz tez dlaczego to
          zrobilem, choc Twoja, tragiczna historia obudzila we mnie schowana na dnie duszy
          bolesna przeszlosc. Niejednokrotnie przeszlosci musialem pozniej stawic czola,
          choc bol psychiczny byl nie do wytrzymania. Mnie nie zabil, ale... Nie funduj dziecku
          "powtorki z rozrywki", rozrywki takiej jaka mialem j
          • jaroslaw.jank jeszcze 21.01.03, 12:17
            Nie wiem dlaczego, ale ucielo moja wypowiedz, wlasciwie tylko ostatnie
            zdanie. Zamieszczam jeszcze raz:

            Nie funduj dziecku "powtorki z rozrywki", rozrywki takiej jaka mialem ja.

            Jaroslaw J.
    • Gość: kaska Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.01.03, 21:14
      zastanow sie nad tym co mowila Melba
    • Gość: midm Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.01.03, 21:39
      Bea, po przeczytaniu tego wszystkiego... jesli mieszkanie jest juz na tyle
      gotowe, ze da sie w nim mieszkac (a tez z tego, co zrozumialam jestes w stanie
      utrzymac siebie i dziecko ze swojej pensji), to pakuj rzeczy i przenies sie,
      skonczysz urzadzanie w miedzyczasie - przynajmniej bedzie miala sie czym zajac
      dodakowo na poczatku. Co do reszty, do poradni.
      • Gość: xyz-:)) Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.bos.east.verizon.net 16.01.03, 23:08
        Bea,
        rozumiem doskonale ,co napisalas i...to czego nie napisalas
        Rozumiem Twoj strach przed odejsciem - hmmm. - nie tak, nie rozumiem (jak nie
        rozumialam swojego) - ale wiem, ze istnieje...
        O alkoholizmie czytalam baaardzo duzo, chodzilam na terapie dla
        wspoluzaleznionych...itd. Na pewno wtedy bylo mi to pomocne, nie czulam sie tak
        samotna w problemie...
        ale...czytalam tez ksiazki ...dla terapeutow, nie dla wspoluzaleznionych i
        wiem, ze tylko 8% z tych, ktorzy podjeli leczenie (!!!!) w koncu sie
        wygrzebuje, to...bardzo malo.
        No i (moim zdaniem!)- alkoholik nie potrafi kochac, to ...najczesciej (bo moze
        sa wyjatki) zwyrodnialec, ktory niszczy, krzywdzi rani!
        Fakt, ze pije - to zadne usprawiedliwienie.
        Wygodnie jest nazwac "to" choroba
        ale mam w nosie takich "chorych" z ich zachowaniami, podloscia, wyrachowaniem
        itd.
        Jesli zdecydujesz sie odejsc, to (moim zdaniem) uratujesz zycie i sobie i
        synowi, ale to bedzie trudne, trudniejsze niz myslisz.
        Jesli chcesz troche brutalnej prawdy, nie terapeutycznego "uswiadamiania" to
        daj namiar na siebie, pogadamy
        pozdrawiam Cie bardzo serdecznie
        trzymaj sie
        i....sa takie, ktorym sie udalo i nauczyly sie zyc, bedac teraz szczesliwe w
        normalnych zwiazkach (ja do nich naleze) - ale...blizny zastaja na zawsze..
        :-))
        • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 16.01.03, 23:29
          DZIEKI SERDECZNE DZIKI.
          ZA TWOJE SLOWA.
          CZY MOGLABYS NAPISAC DO MNIE NA W/W ADRES..
          BARDZO CIE PROSZE.....

          I DZIKUJE ZA TWOJ LIST...
          • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 16.01.03, 23:44
            dzikuje ze rozumiesz mnie...tak i porafilas odczytac moje niedopwiedzenia..
            z przyjemnoscia porozmawialabym z toba..
            ja rownez czytam inetresuje sie probemem alkoholowym. tyle lat z
            tym walcze.ale teraz musze ratowadc siebie najwyzsza pora .....
            • Gość: midm Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.01.03, 09:24
              Zdaje sie, ze moj post nieco pominelas, a szkoda. Powodow do odejscia masz
              wystarczajaco duzo. I nie ma sie co wiecej nad tym zastanawiac, masz gdzie i
              jak sie utrzymac, to wyciagnij walizki, pozbieraj rzeczy, uloz w nich, masz
              samochod, to zaladuj je do niego, jak nie to zamow cos albo niech Ci pomoze
              jakis znajomy i do tamtego mieszkania. Trzeba wykonac te czynnosci. Bez tego
              sie nie obejdzie. Trzeba je wykonac i tyle. Jak to sie potoczy po odejsciu, to
              nikt nie wie. Prawdopodobnie beda pewne rzeczy charakterystyczne dla odejscia w
              tego typu sytuacji i dlatego dobrze zebys zglosila sie do jakies poradni,
              pomoga Ci sie uporac (sama mozesz miec trudnosci).
              • minggu Re: pomozcie mi odejsc od meza! 17.01.03, 10:37
                szkoda tez, ze post jaroslawa zostal tak ewidentnie pominiety. Wnosi duzo o
                dyskusji.
                No ale jaroslaw nie jest tu stalum bywacem, wiec to zrozumiale.

                Jaroslawie, dzieki za wrazliwy i madry post
                • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 17.01.03, 19:00
                  minggu napisała:

                  > szkoda tez, ze post jaroslawa zostal tak ewidentnie pominiety. Wnosi duzo o
                  > dyskusji.
                  > No ale jaroslaw nie jest tu stalum bywacem, wiec to zrozumiale.
                  >
                  > Jaroslawie, dzieki za wrazliwy i madry post
                  tak post JAROSLAWA WNIOSL WIELE DO ZASTANOWIENIA.JESTESM PELNA PODZIWU
                  DLA NEGO..
                  JA ROWNIEZ DZIEKUJE...
                • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 17.01.03, 19:18
                  • Re: pomozcie mi odejsc od meza!
                  bea08 17-01-2003 19:02 odpowiedz na list odpowiedz
                  cytując

                  dziekuje za list poprzedni i dzisiejszy.
                  przeczytalam kazdy z nich dokadnie i wnikliwe.
                  coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze to
                  najwyzsza pora na mnie..
                  DZIKI POMYLKOWO SKIEROWALAM DO KOGOS INNEGO ODPOWIEDZ
                  NA TWOJ LIST.


              • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 17.01.03, 19:02
                dziekuje za list poprzedni i dzisiejszy.
                przeczytalam kazdy z nich dokadnie i wnikliwe.
                coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze to najwyzsza pora na mnie..
                • Gość: midm Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.01.03, 19:26
                  Przepraszam jesli moje posty brzmia troche natarczywie, ale napisalas swoj tak
                  jakbys chciala zeby Cie popchnac, wiec (jako ze zgadzam sie, po czesci zreszta
                  z powodow o ktorych pisal Imagine, byc moze to ostatnia deska ratunku dla
                  Twojego meza) popycham. Jesli to mialoby Ci jakos obnizyc poziom leku, pomysl o
                  tym, ze nie jest to pewnie nieodwracalna decyzja, choc... - tu juz lepiej niech
                  daje wskazowki poradnia.
                  • bea08 Re: pomozcie mi odejsc od meza! 17.01.03, 23:59
                    dzieki ...nie odebralam tak twoich listow.
                    dziki za zainteresownaie moja sprawa...
                    • Gość: midm Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 12:19
                      Zycze odwagi.
                      • Gość: midm Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 12:24
                        I zgadzam sie w duzej czesci z Renata i onnanohito. Pamietaj o dziecku.
    • Gość: Renata Bea badz silna i szybka.... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.01.03, 13:39
      Odejdz jak najszybciej i przestan sie nim martwic. On jest dorosly. Daj szanse
      sobie i dziecku zyc godnie i szczesliwie. Urzadzasz mieszkanie dla siebie i
      syna? To wspaniale. Pamietaj kazdy dzien zwloki w przerwaniu tego ukladu jest
      okradaniem siebie i dziecka z zyciowej szansy na lepsze zycie, na poczucie
      godnosci i spokoju, moze na znalezienie sobie kogos kto bedzie na ciebie
      zaslugiwal. Dla dziecka tez bedzie tak lepiej. Czy myslisz ze dla niego nie
      jest to strach i tragedia jak widzi ciagle pijanego ojca ,bijacego matke?
      Jestes warta lepszego zycia. Nie po to cie matka rodzila abys byla workiem
      treningowym dla pijaka. Pozdrawiam
    • Gość: JoAg Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 18.01.03, 01:05
      Jeśli dwoje ludzi ma zupełnie inną wrażliwość, to nie ma możliwości
      porozumienia się. Tak jest w Twoim przypadku i tak było w moim. Tkwiłam 6 lat w
      związku łudząc się, że może jednak mnie kocha, że pewnie coś robię nie tak
      skoro nie możemy się dogadać itp,itd. Jednym słowem UTKWIŁAM W MARTWYM PUNKCIE.
      ALE ODESZŁAM. Nauczyłam się żyć sama, rozwijam się. A on nawet teraz obwinia
      mnie za całe zło jakie mu sie przytrafia. Ale mnie to już, brzydko mówiąc,
      g...o obchodzi. Moim skromnym zdaniem nie możesz poświęcać swojego życia by
      nawrócić swojego męża. Jeśli będziesz próbowała mu pomóc bez jego zgody, to
      wierz mi, ale jeśli coś mu nie wyjdzie to wyładuje to na Tobie. JEŚLI CIĘ KOCHA
      to z własnej nieprzymuszonej woli może przejrzy na oczy. Niestety niektórzy są
      tak ograniczeni własnym egocentryzmem, że do końca życia patrzą tylko na czubek
      swego nosa.
      Pozdrawiam
      • onnanohito Bea, przeczytaj to, proszę 18.01.03, 02:03
        Troche się boję, bo już raz tu usłyszałam, żebym się lepiej zamknęła, jak nic
        mądrego nie mam do powiedzenia na ten temat ...
        Bardzo mnie to zabolało, bo to sprawy naprawdę bardzo osobiste i dużo mnie to
        kosztuje.
        Ale jeżeli jest jakaś szansa to, że Bea może i dzięki mojej wypowiedzi poczuje
        się silniejsza, podejmie decyzję - to ja podejmę znowu to ryzyko.
        Mam 31 lat. I przez 18 lat mieszkałam z Ojcem - alkoholikiem. I z Matką. Bea,
        ja ze wszystkich Twoich wypowiedzi zapamiętałam to: Mój syn jest zdrowym,
        uśmiechniętym dzieckiem. Bea. Ja też taka byłam. Tzn. na pewno tak o mnie
        mówiono. Byłam bardzo miłą, grzeczną, może zbyt nieśmiałą dziewczynką.
        Najlepszą uczennicą w klasie.... To nie była prawda, że byłam szczęśliwa.
        Naprawdę ciężko mi to wszystko tu wybebeszać. Proszę, przeczytaj do końca. Nie
        wiem ile Twój syn ma lat - prosze Cię, wyprowadź się, szybko, już zaraz.
        Nieważne, co się będzie działo. Jakoś to wszystko przeżyjecie i za czas jakiś -
        ułoży się. Już tak jest na tym naszym świecie, że wszystko się w końcu
        układa. "Co nas nie zabije to nas wzmocni ..." Wiesz, Bea. Moja historia
        rodzinna jest może nietypowa - może Mój Ojciec był alkoholikiem "nietypowym",
        tzn. był niegroźny - wracał pijany do domu i spał. Nigdy mnie ani matki nie
        uderzył, nie było awantur. Słowne utarczki, tak - często. To nieważne, to i tak
        było straszne. Naprawdę. W 3 klasie ogólniaka moja Matka zdecydowała się
        wyprowadzić. A słyszałam o tym od zawsze. I modliłam się, żeby to zrobiła.
        Wiesz, pamiętam, jak byłam w szpitalu przez tydzień - miałam operowany
        wyrostek, nic poważnego. Wiesz, jak tam było fajnie? Bezpiecznie? Nie chciałam
        wcale tak szybko wracać do domu. I Rodzice codziennie przychodzili ... Razem,
        uśmiechnięci. Podobało mi się to. Podobało mi się być w szpitalu, Bea. Ja teraz
        cały czas myślę o tym Twoim Synku. Zrób to dla Niego, musisz to zrobić dla
        Niego, Bea.
        No to teraz najtrudniejszy fragment. Za to właśnie ostatnio mi się oberwało na
        Forum. Otóż wyprowadziłyśmy się z Mamą do Babci, w 3 klasie ogólniaka, zaraz na
        początku roku szkolnego. Różne rzeczy przeszłyśmy straszne w tym czasie, o tym
        wszystkim nie ma sensu opowiadać. No i stało się tak, że mój Ojciec przestał
        pić. Opowiadał mi o tym, jak to było dopiero kilka lat później. W każdym razie
        rok później - znowu mieszkaliśmy razem. Przez następny rok to było badanie się
        wzajemne itd. Do czego zmierzam. Jak mieszkaliśmy razem i mój Ojciec pił, to
        ja ... przepraszam, za to mocne słowo, ale nienawidziłam czasami mojej matki.
        Za to, że się nie wyprowadzamy, za to, że mnie na to wszystko skazała, za to,
        że jest taka bezwolna i niekonsekwentna. I za to, że koleżanki mają normalne
        domy, nie nasłuchują wieczorem - wróci trzeźwy, czy pijany? I teraz, minęło
        już - ile? prawie 13 lat nie-picia mojego Ojca. Rodzice są razem, szczęśliwi
        (tak myślę). A ja - cóż - przyjaźnię się z moim Ojcem, a do Matki nigdy się nie
        przytuliłam w dorosłym życiu. To straszne, wiem, jestem kaleką. Ale tak już
        jest. Czuję do Niej wielki żal i to chyba nigdy nie zmieni. A mojego Ojca - o
        ironio - szanuję za to, że potrafił to zrobić. Sam. Uważam, że to ... hm ...
        dowód Jego miłości do nas? Mądrości w końcu jakiejś? Ostatecznie - siły
        charakteru?
        Bea, proszę Cię, wyprowadź się od Męża.
        Poradzicie sobie. Przecież macie mieszkanie - to już naprawdę jest coś od czego
        można zacząć nowe życie. My też zawsze miałyśmy dokąd się wyprowadzić. I ja
        naprawdę pamiętam, jak Matka mówiła mi, jak byłam mała, żebym się nie martwiła,
        bo niedługo wyprowadzimy się do Babci ... I tak minęło 18 lat. Są razem,
        szczęśliwi, może gdyby to zrobiła 15 lat wcześniej - mieliby dla siebie o 15
        lat więcej?
        I na koniec jeszcze jedno. Po "wyleczeniu" mojego Ojca, jak zaczęliśmy wreszcie
        rozmawiać, opowiadać sobie mnóstwo rzeczy itd., no po prostu lubić się - moja
        Matka była rozżalona i zazdrosna - raz mi to nawet wykrzyczała, że ona mnie
        całe życie przed Ojcem pijakiem broniła, a teraz ja z Nim bardziej lubię
        rozmawiać, a Ona dla mnie nic nie znaczy i że nagle Tatus jest autorytetem ...
        Cóż - moje zdanie na ten temat - ona mnie nie BRONIŁA przed Nim, tylko mnie
        skazała na życie w wiecznym strachu i kalectwo emocjonalne. Cóż - Ojciec pił,
        więc od Niego nie mogłam wymagać, żeby coś zrobił. A moja Matka nie zrobiła
        wtedy nic. Wiecie co? Nigdy jej tego nie powiedziałam, po co?
        Nie można takich rzeczy robić swoim dzieciom. Szkoda mi bardzo tej małej
        dziewczynki, którą byłam.
        Onnanohito smutna trochę.
        • Gość: xyz:)) Re: Bea, przeczytaj to, proszę IP: *.bos.east.verizon.net 18.01.03, 04:57
          Hej Bea,
          pisalam do Ciebie z roznych skrzynek - i...wrocily mi maile - moze cos nie tak
          z adresem?
          Nie mam pojecia
          Jesli mozesz to napisz do mnie : samaka@poczta.onet.pl
          pozdrawiam
          • bea08 Re: Bea, przeczytaj to, proszę 18.01.03, 14:08
            DZIEKI SERDZECZNE
            WYSLALAM DO CIEBIE@
            napewno dojdzie ...dziekuje
        • Gość: midm Re: Bea, przeczytaj to, proszę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 12:36
          > Cóż - moje zdanie na ten temat - ona mnie nie BRONIŁA przed Nim, tylko mnie
          > skazała na życie w wiecznym strachu i kalectwo emocjonalne. Cóż - Ojciec pił,
          > więc od Niego nie mogłam wymagać, żeby coś zrobił. A moja Matka nie zrobiła
          > wtedy nic.
          A Ty? Ja mniej wiecej w Twoim wieku odeszlam sama...
        • Gość: m Re: Bea, przeczytaj to, proszę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 13:39
          Wszystko co napisalas onnanohito jest piekne i wazne. Dzieki Ci za te slowa.

          onnanohito napisała:

          > Troche się boję, bo już raz tu usłyszałam, żebym się lepiej zamknęła, jak nic
          > mądrego nie mam do powiedzenia na ten temat ...
          > Bardzo mnie to zabolało, bo to sprawy naprawdę bardzo osobiste i dużo mnie to
          > kosztuje.
          > Ale jeżeli jest jakaś szansa to, że Bea może i dzięki mojej wypowiedzi
          poczuje
          > się silniejsza, podejmie decyzję - to ja podejmę znowu to ryzyko.
          > Mam 31 lat. I przez 18 lat mieszkałam z Ojcem - alkoholikiem. I z Matką. Bea,
          > ja ze wszystkich Twoich wypowiedzi zapamiętałam to: Mój syn jest zdrowym,
          > uśmiechniętym dzieckiem. Bea. Ja też taka byłam. Tzn. na pewno tak o mnie
          > mówiono. Byłam bardzo miłą, grzeczną, może zbyt nieśmiałą dziewczynką.
          > Najlepszą uczennicą w klasie.... To nie była prawda, że byłam szczęśliwa.
          > Naprawdę ciężko mi to wszystko tu wybebeszać. Proszę, przeczytaj do końca.
          Nie
          > wiem ile Twój syn ma lat - prosze Cię, wyprowadź się, szybko, już zaraz.
          > Nieważne, co się będzie działo. Jakoś to wszystko przeżyjecie i za czas
          jakiś -
          >
          > ułoży się. Już tak jest na tym naszym świecie, że wszystko się w końcu
          > układa. "Co nas nie zabije to nas wzmocni ..." Wiesz, Bea. Moja historia
          > rodzinna jest może nietypowa - może Mój Ojciec był alkoholikiem "nietypowym",
          > tzn. był niegroźny - wracał pijany do domu i spał. Nigdy mnie ani matki nie
          > uderzył, nie było awantur. Słowne utarczki, tak - często. To nieważne, to i
          tak
          >
          > było straszne. Naprawdę. W 3 klasie ogólniaka moja Matka zdecydowała się
          > wyprowadzić. A słyszałam o tym od zawsze. I modliłam się, żeby to zrobiła.
          > Wiesz, pamiętam, jak byłam w szpitalu przez tydzień - miałam operowany
          > wyrostek, nic poważnego. Wiesz, jak tam było fajnie? Bezpiecznie? Nie
          chciałam
          > wcale tak szybko wracać do domu. I Rodzice codziennie przychodzili ... Razem,
          > uśmiechnięci. Podobało mi się to. Podobało mi się być w szpitalu, Bea. Ja
          teraz
          >
          > cały czas myślę o tym Twoim Synku. Zrób to dla Niego, musisz to zrobić dla
          > Niego, Bea.
          > No to teraz najtrudniejszy fragment. Za to właśnie ostatnio mi się oberwało
          na
          > Forum. Otóż wyprowadziłyśmy się z Mamą do Babci, w 3 klasie ogólniaka, zaraz
          na
          >
          > początku roku szkolnego. Różne rzeczy przeszłyśmy straszne w tym czasie, o
          tym
          > wszystkim nie ma sensu opowiadać. No i stało się tak, że mój Ojciec przestał
          > pić. Opowiadał mi o tym, jak to było dopiero kilka lat później. W każdym
          razie
          > rok później - znowu mieszkaliśmy razem. Przez następny rok to było badanie
          się
          > wzajemne itd. Do czego zmierzam. Jak mieszkaliśmy razem i mój Ojciec pił, to
          > ja ... przepraszam, za to mocne słowo, ale nienawidziłam czasami mojej matki.
          > Za to, że się nie wyprowadzamy, za to, że mnie na to wszystko skazała, za to,
          > że jest taka bezwolna i niekonsekwentna. I za to, że koleżanki mają normalne
          > domy, nie nasłuchują wieczorem - wróci trzeźwy, czy pijany? I teraz, minęło
          > już - ile? prawie 13 lat nie-picia mojego Ojca. Rodzice są razem, szczęśliwi
          > (tak myślę). A ja - cóż - przyjaźnię się z moim Ojcem, a do Matki nigdy się
          nie
          >
          > przytuliłam w dorosłym życiu. To straszne, wiem, jestem kaleką. Ale tak już
          > jest. Czuję do Niej wielki żal i to chyba nigdy nie zmieni. A mojego Ojca - o
          > ironio - szanuję za to, że potrafił to zrobić. Sam. Uważam, że to ... hm ...
          > dowód Jego miłości do nas? Mądrości w końcu jakiejś? Ostatecznie - siły
          > charakteru?
          > Bea, proszę Cię, wyprowadź się od Męża.
          > Poradzicie sobie. Przecież macie mieszkanie - to już naprawdę jest coś od
          czego
          >
          > można zacząć nowe życie. My też zawsze miałyśmy dokąd się wyprowadzić. I ja
          > naprawdę pamiętam, jak Matka mówiła mi, jak byłam mała, żebym się nie
          martwiła,
          >
          > bo niedługo wyprowadzimy się do Babci ... I tak minęło 18 lat. Są razem,
          > szczęśliwi, może gdyby to zrobiła 15 lat wcześniej - mieliby dla siebie o 15
          > lat więcej?
          > I na koniec jeszcze jedno. Po "wyleczeniu" mojego Ojca, jak zaczęliśmy
          wreszcie
          >
          > rozmawiać, opowiadać sobie mnóstwo rzeczy itd., no po prostu lubić się - moja
          > Matka była rozżalona i zazdrosna - raz mi to nawet wykrzyczała, że ona mnie
          > całe życie przed Ojcem pijakiem broniła, a teraz ja z Nim bardziej lubię
          > rozmawiać, a Ona dla mnie nic nie znaczy i że nagle Tatus jest
          autorytetem ...
          > Cóż - moje zdanie na ten temat - ona mnie nie BRONIŁA przed Nim, tylko mnie
          > skazała na życie w wiecznym strachu i kalectwo emocjonalne. Cóż - Ojciec pił,
          > więc od Niego nie mogłam wymagać, żeby coś zrobił. A moja Matka nie zrobiła
          > wtedy nic. Wiecie co? Nigdy jej tego nie powiedziałam, po co?
          > Nie można takich rzeczy robić swoim dzieciom. Szkoda mi bardzo tej małej
          > dziewczynki, którą byłam.
          > Onnanohito smutna trochę.
    • Gość: samanta Re: pomozcie mi odejsc od meza! IP: nchobo* / *.kabel.telenet.be 18.01.03, 08:48
      Imagine powiedzial ci , ze byl w takiej sytuacji
      Czy Imagine'mu zona powiedziala , ze jej sie to nie podoba?
      Na pewno mowila ale on tego pewnie nie slyszal

      Alkoholik sie ocknie ale dopiero wtedy,kiedy wszyscy go opuszcza.
      wtedy sam sie podniesie albo i nie.
      przy tobie mysle maz sie nie ocknie ale jak go rzucisz to moze kiedys
      wytrzezwieje.
      Zadne AA nie pomoga dopoki nie wytrzezwieje sam i nie przejrzy na oczy jak w
      kalejdoskopie- wlasnych osiagniec i upadkow.
      dla ciebie nadzieja to ucieczka a dla niego kiedys ...moze....ulozy sobie
      zycie na pewno bardzo dobre po tylu doswiadczeniach - ale chyba nie z toba.
      a tak w ogole to widzialy galy co braly??????

      Zabrzmialo to brutalnie ale tak bywa z nalogami
      • melba76 KOALKOHOLIZM 18.01.03, 14:23
        Proszę pamiętajcie, że cały czas mówimy tu o współuzależnieniu. To też jest
        choroba, tak jak alkoholizm. Także należy się leczyć. To piszę też do Dorosłych
        Dzieci Alkoholików, które często mają tendencje do rozgrzeszania ojca - wolno
        mu było, bo był chory na alkoholizm a oskarżania matek - że nie odeszła. To
        smutne, ale one też były chore - na ko-alkoholizm. Oboje rodzice są tu winni i
        oboje chorzy. Trzymam kciuki Bea nadal- zrób coś.
        • Gość: xyz:)) Re: KOALKOHOLIZM IP: *.bos.east.verizon.net 19.01.03, 01:25
          melba76 napisała:

          > Proszę pamiętajcie, że cały czas mówimy tu o współuzależnieniu. To też jest
          > choroba, tak jak alkoholizm. Także należy się leczyć. To piszę też do
          Dorosłych
          >
          > Dzieci Alkoholików, które często mają tendencje do rozgrzeszania ojca - wolno
          > mu było, bo był chory na alkoholizm a oskarżania matek - że nie odeszła. To
          > smutne, ale one też były chore - na ko-alkoholizm. Oboje rodzice są tu winni
          i
          > oboje chorzy. Trzymam kciuki Bea nadal- zrób coś.

          Droga Melbo
          Jestes na pewno wspaniala i madra kobieta, ale pozwol, ze bede miec troszke
          inne zdanie.
          Na terapiach mowi sie o "chorobie alkoholowej" o "chorobie wspoluzaleznienia -
          koalkoholizmie" - i to wszystko bardzo ladnie brzmi i na pewno zalamanym
          ludziom pomaga poczuc sie lepiej - bo...jest winny : choroba.
          Ale, gdy trzezwo spojrzymy na problem, to musimy zdac sobie sprawe z faktu,
          ze ...polskie spoleczenstwo pije, pije od....bardzo dawna i : wszyscy jestesmy
          alkoholikami lub koalkoholikami (bo przeciez koalkoholikiem mozna zostac, gdy
          ktos bliski pije : moze to byc przyjaciel, prawda?)
          I 99% z nas mialo trudne dziecinstwo...itd.
          Robienie z alkoholizmu "choroby" - to zwalanie winy na...."cos"
          A jesli to choroba, to chory jest caly kraj - to wszyscy jestesmy naznaczeni.
          To moze juz nie mowmy sobie tych terapeutycznych dyrdymalow, tylko wezmy sie za
          siebie i zyjmy przyzwoicie, nazywajac rzeczy po imieniu, a s...syna. ktory
          pije, bije, ubliza nie traktujmy jak "chorego" i nie litujmy sie nad nim -
          tylko nazwijmy po prostu s...synem, a jego zachowanie takim, jakie ono jest.
          Alkoholizm - to "choroba" klamstwa
          To moze przestanmy juz oklamywac samych siebie
          i nie liczcie na to, ze ten "chory" sie poprawi
          (jesli tak sie zdarzy, to bedzie cud, a...cudow nie ma)
          ......
          pozdrawiam wszystkich
          :-)))
          swiat moze byc piekny, jesli o to zawalczymy
          (ale na pewno nie z alkoholikiem u boku)
          • Gość: midm Re: KOALKOHOLIZM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.01.03, 08:24
            i : wszyscy jestesmy
            > alkoholikami lub koalkoholikami (bo przeciez koalkoholikiem mozna zostac, gdy
            > ktos bliski pije : moze to byc przyjaciel, prawda?)
            Mozna pic regularnie i nie byc alkoholikiem albo wypic kieliszek raz na 3 lata
            i byc. Chyba myslisz pojecia. Z koalkoholizmem tez jest inaczej.

            > I 99% z nas mialo trudne dziecinstwo...itd.
            Bez przesady.
            • Gość: Melba Re: KOALKOHOLIZM IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 12:36
              Drogi xyzecie, też uważam, że troszkę przesadzasz i mylisz pojęcia. Jakkolwiek
              by Ci się to nie podobało, uzależnienia (nie tylko alkoholizm) są od wielu lat
              na liście WHO jako choroby. Mają jednostki statystyczne i są LECZONE. Ludzi
              uzależnioych i ich bliskich się leczy - właśnie dlatego, że leczenia wymagają.
              Ja nikogo nie usprawiedliwiam, w swojej pracy napatrzyłam się na podłość i
              draństwo ludzi uzależnionych...ale także ich bliskich. Bo ta ohydna choroba
              infekuje wszystkich dookoła.
              Co do tego, że wszyscy jesteśmy koalkoholikami - absolutnie się nie zgodzę. Aby
              współuzależnić się przy pijącym przyjacielu (no chyba, że mieszka się z nim pod
              jednym dachem i nie ma z tej sytuacji wyjścia, ale to chyba marginalne
              przypadki) trzeba by mieć mocno nieprawidłowo zorientowaną osobowość.
              Nikogo nie staram się usprawiedliwić. Wręcz przeciwnie, uważam, że dorośli
              ludzie na przeciętnym poziomie są zdolni do refleksji na tyle, by się nie
              oszukiwać. W swoim poście wystąpiłam tylko przeciw nadmiernemu usprawiedliwaniu
              alkoholików, kosztem obarczania winą ich żon. Albo choroba usprawiedliwia - tak
              jak na to patrzą tu niektórzy - i powinno się lżej potraktować OBOJE, albo nie
              usprawiedliwia - zdanie innych - i wtedy winne są obie strony.
              A tak z zawdowej działki - dużo widziałam już rodzin, które OCZYWIŚCIE
              NIEŚWIADOMIE wpychały próbujących się leczyć bliskich z powrotem w alkohol czy
              narkotyki, bo...taka jest istota chorby zwanej współuzaleznieniem.
              Leczyć powinny się obie strony i to bez względu na to, czy małżeństwo jeszcze
              trwa, czy już się rozpadło. Choćby po to, żeby kolejny związek był w końcu
              udany.
              • Gość: midm Re: KOALKOHOLIZM IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.01.03, 13:53
                >w swojej pracy napatrzyłam się na podłość i
                > draństwo ludzi uzależnionych...
                Tak na wszelki wypadek dodam, ze wsrod nie uzaleznionych tez mozna sie z tym
                spotkac.
                • Gość: Melba Re: KOALKOHOLIZM IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 22:35
                  Oczywiście midm - w tym zdaniu odwoływałam się tylko do tego, co powyżej
                  napisał o "winie" uzależnionych xyz. Wszystkich urażonych uzależnionych -
                  przepraszam :)))))))))
                  • Gość: xyz:)) Re: KOALKOHOLIZM IP: *.bos.east.verizon.net 20.01.03, 00:16
                    Droga Melbo,
                    jak wczesniej pisalam - jestes wspaniala i madra kobieta i szanuje Twoja ciezka
                    prace.
                    Wiem na czym polega uzaleznienie i wspoluzaleznienie - jako "koalkoholik"
                    chodzilam na terapie (al-anon)przez pare lat.
                    Ale uwazam (to jest moje zdanie, kazdy moze miec wlasne) - ze traktujac ludzi
                    uzaleznionych jako ludzi chorych, w pewnym sensie ich rozgrzeszamy, bo "winna
                    jest jego choroba, a nie on" - a to nie jest tak. Alkoholik ma pelna swiadomosc
                    swoich czynow i dokonuje swiadomie wyboru "ucieczki przed rzeczywistoscia"
                    zapadajac w otumanienie alkoholem, potem mowi : nic nie pamietam, bylem pijany.
                    Stara sie odpowiedzialnosc za swoje zachowanie (hmmm, czesto podle) zwalic na
                    alkohol, na swoja "chorobe".
                    A wszyscy winnismy odpowiadac za swoje postepowanie.
                    Dla mnie fakt, ze ktos byl pod wplywem alkoholu, nie usprawiedliwia.
                    Podobnie jest ze wspoluzaleznieniem - wiem jakie to koszmarne - sama wiele lat
                    nie umialam wyzwolic sie "z objec" alkoholika.
                    Ale....fakt, ze bylam wspoluzalezniona nie usprawiedliwia mojego negatywnego
                    (bo i takie byly) zachowania. Nie mozna zaslaniac sie "choroba"
                    I w dalszym ciagu twierdze, ze wiekszosc naszego spoleczenstwa jest albo piana,
                    albo uzalezniona od kogos pijacego (wspoluzalezniona) - bo taka mamy wokol
                    siebie rzeczywistosc. kazdego, w zwiazku z tym, mozna byloby
                    tlumaczyc "choroba" - a jestesmy dorosli i musimy pamietac o konsekwencjach
                    naszych zachowan, bez wzgledu na to, co jest wokol nas.
                    I doskonale rozumiem, ze alkoholika trzeba zostawic samemu sobie, BO NIE MOZNA
                    MU POMOC - pomoc moze on tylko sobie sam, jesli naprawde tego chce.
                    pozdrawiam serdecznie
                    • Gość: Melba Re: KOALKOHOLIZM IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.03, 23:10
                      Kochana xyz, bardzo Ci dziękuję za ciepłe słowa :) Cóż, w moim poście chciałam
                      w zasadzie napisać naokoło coś, co przyszło mi do głowy po przeczytaniu wpisu
                      Onnanohito...że nie można chyba oskarżać żony (współuzależnionej),
                      rozgrzeszając męża (alkoholika). Nie wiem z własnego doświadzcenia, jak to jest
                      być dzieckiem alkoholika, choć naturalnie zdaję sobie sprawę, jaki jest to
                      koszmar. Jednak xyz, chyba jako osoba dotknięta tym problemem, przyznasz rację,
                      że nie można stawiać tu czarno - białych miarek i rozgrzeszać ojców, "bo
                      chorzy"? Tak, matki powinny od takich ojców odejść...ale nie robią tego.
                      Bo "chore".
                      W całym układzie "niewinne" są tylko dzieci.
                      Gorąco pozdrawiam i trzymam kciuki za Al-anonkę :)
            • Gość: xyz:)) Re: KOALKOHOLIZM IP: *.bos.east.verizon.net 20.01.03, 00:26
              Gość portalu: midm napisał(a):

              > i : wszyscy jestesmy
              > > alkoholikami lub koalkoholikami (bo przeciez koalkoholikiem mozna zostac,
              > gdy
              > > ktos bliski pije : moze to byc przyjaciel, prawda?)
              > Mozna pic regularnie i nie byc alkoholikiem albo wypic kieliszek raz na 3
              lata
              > i byc. Chyba myslisz pojecia. Z koalkoholizmem tez jest inaczej.
              >
              > > I 99% z nas mialo trudne dziecinstwo...itd.
              > Bez przesady.

              Wiem to doskonale - alkoholizm mamy w glowie!!!! (juz te genetyczne historie
              pomijam) - ale gdzie bysmy go nie mieli - to nie jest usprawiedliwieniem
              negatywnych zachowan
              i juz!!
      • minggu Bea, droga, kochana... 18.01.03, 14:40
        Kochana... nawet nie wiesz ilu z nas boryka sie z tym samym problemem.
        Moze nie alkoholok, moze nie bije..ale....boli to co czyni, to co mowi. Fakt ze
        nie chce slyszec, fakt, ze jak slyszy to nie chce rozumiec...

        Najgorsze jest to, ze ...widac, ze chyba jednak kocha,,, ale nie potrafi
        niestety, zauwazyc ze to jego "hang ups" sa powodem do negowania tego co
        zauwazyli inni...

        ... o boze, oisac by o tym i pisac!!!

        Nie wiem co powiedziec - wlasnie pzrechodze prezez to samo, o Boze, blagsm cie,
        niech mi nie bedzie dane widzenie jego niedociagniec, niekompetencji i
        trudnego charakteru!!!

        Bea,onjuz jest skazony, Ty chyba tez. Ale Twoj syn ciagle ma szanse...

        nawet podpisac sie trudno

        Pa
        • bea08 Re: Bea, droga, kochana... 18.01.03, 18:11
          ............ tylko taki komentarz mi przyszedl do glowy..
          to wszytko smutne.
        • bea08 xyz DZIEKUJE!!!!!!! 18.01.03, 18:11
    • Gość: Facet Droga bea IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 19.01.03, 11:12
      Na podstawie tego, co piszesz mysle, ze Twoj maz to facet na odstrzal. Jesli
      nie masz upodobania w marnowaniu swojego (a takze innych) zycia to odejdź.
      Zabierz mu wszystko, co da się zabrac zgodnie z prawem i co ci nalezy się. Nie
      zastanawiaj sie dlugo. W moim przekonaniu to twoj obowiazek. Jesli oczywiscie
      prawda jest co piszesz. To biologia. On pewnie juz sie konczy a ty masz
      obowiazek zajac sie dzieckiem (dziecmi). Oczywiscie jest 1% szans, ze on sie
      poprawi. Dobrze byloby, abys dala mu szanse. Jesli nic nie wyjdzie to odchodź.

      Facet
      • dociak75 Re: Droga bea 20.01.03, 13:39
        Ja tez uwazam ze stwierdzenie ze alkoholizm to choroba jest niebezpieczne.
        Alkoholizm jest uznany jako choroba przez WHO bo sa szanse na wyleczenie czy
        raczej 'zaleczenie'. Ale ta sama definicja stosowana w potocznym jezyku ma
        wedlug mnie glownie zle strony. Jezeli alkoholizm tlumaczy sie 'chorobowo' -
        bo geny, bo uwarunkowania srodowiskowe, po psychika sklonna do uzaleznien -
        ciezko jest odejsc osobie ktora z kims takim zyje. Jezeli opuszczasz s...syna
        jestes madra i odwazna kobieta, jezeli opuszczasz chorego twoje sumienie moze
        byc twoim najwiekszym oskarzycielem...Szczegolnie gdy kogos takiego kochasz,
        widzisz ze sie meczy, ze pije z rozpaczy, ze chce sie zmienic i... starasz sie
        go usprawiedliwiac.
        Kochana Beo, wez od Melby adresy przychodni terapeutycznych i idz tam. Ktos na
        pewno bedzie ci potrafil pomoc, rozwiac twoje watpliwosci, pomoc zanalizowac
        twoje zachowanie, podniesc na duchu. Jest w psychologii termin nazwany
        bodajze 'wyuczona bezsilnoscia',czesto pasujacy do ludzi w takiej samej
        sutuacji jak ty - na samym poczatku walcza z przeciwnosciami, az w koncu wola
        do walki slabnie. I wtedy, nawet gdy jest wyjscie z sytuacji i pomoc w zasiegu
        reki - juz nie walcza. Bo w zamecie swojej pozycji wynalezli jakas nisze,
        ktora pozwala jakos zyc i przezyc - sposoby unikania konfrontacji, psychiczne
        odciecie sie, cokolwiek. Ale co to za zycie.

        I na koniec, jak powiedziala Onnanohito, pomysl o swoim synku. Dzieci
        intuicyjnie czuja wiecej niz myslimy. Moja historia jest troche z innej bajki,
        ale jak Onnanohito robilam wszystko zeby mojej mamie zaoszczedzic trosk -
        dobra uczennica, dobre dziecko, tysiace kompromisow w okresie w ktorym
        powinnam byc przeciez egocentryczna. I zal mi 'normalnego' dziecinstwa, tyle
        ze na szczescie moge winic tylko los.

        A gdy juz opuscisz swojego meza i bedziesz miala watpliwosci, bo serce scisnie
        ci zal gdy zobaczysz jak twoj maz sie miota i prosi o jeszcze jedna szanse,
        pomysl o synku - twoj maz ma szanse SAM odmienic swoje zycie, dobre zycie
        twojego synka zalezy od ciebie. Jestes madra, dobra i odwazna kobieta,
        zobaczysz wszystko sie uda. Ale nie rob tego sama, sa ludzie ktorzy chca i
        moga ci pomoc, i ktorzy, jezeli zdecydujesz sie na ten pierwszy krok pomaga w
        dalszych, wydaje mi sie ze czasem trudniejszych niz ten pierwszy. Tak bardzo
        chce zeby ci sie udalo.
        Pozdrawiam cieplutko,
        Dorota


        • Gość: xyz:)) Re: Droga bea IP: *.bos.east.verizon.net 20.01.03, 16:30
          > A gdy juz opuscisz swojego meza i bedziesz miala watpliwosci, bo serce
          scisnie
          > ci zal gdy zobaczysz jak twoj maz sie miota i prosi o jeszcze jedna szanse,
          > pomysl o synku - twoj maz ma szanse SAM odmienic swoje zycie,
          dobre z y c i e
          > t wo j e g o s y n k a z a l e z y o d c i e b i e. Jestes madra, dobra
          i odwazna kobieta,
          > zobaczysz wszystko sie uda.


          podpisuje sie pod tym obiema rekami
          :-))
    • Gość: kuchen Re: Kochana Bea IP: *.dip.t-dialin.net 20.01.03, 19:47
      Gdy odejdziesz juz od swojego dreczyciela duszy i ciala, urosna ci skrzydla,
      staniesz sie na nowo CZLOWIEKIEM. Zmieni sie tak wiele w twoim zyciu, ze
      bedziesz sama dziwila sie sobie: "Czemu tak dlugo zwlekalam?". Nauczysz sie od
      nowa cieszyc sie drobnostkami, jak pierwszymi kwiatami, sloncem, ktore ogrzeje
      twoja twarz.
      Twoje watpliwosci sa naturalne, czyz nie boimy sie nieznanego? Lepsza stara,
      znajoma bestia, niz nowy przyjaciel? Zastanow sie, czy jestes warta takiego
      zycia, czy moze lepszego, mniej trywialnego niz ciagly strach, domysly,
      upokorzenie tak glebokie, ze kreci sie w glowie, bolu, ze zawodzi cie po raz
      tysieczny ktos, kto mial byc twoim oparciem, "glowa rodziny" ( o grozo!!!).
      Gdzie podziala sie ta kropla egoizmu, ktora ratuje nas od najokropniejszych
      bledow, jakie popelniamy my wieczne "Matki Polki". Pomysl, czy moze stac sie
      cos gorszego niz to co masz na codzien?
      Wiem ile strachow, fobii moze zmiescic sie w watlym ciele kobiety, ja
      odeszlam, nie podajac adresu, numeru tel. Dzwonil do mnie na komorke, w koncu
      znalazl, przyrzekal mi niebo na ziemi, gdy wroce, slal mi kwiaty, dziecku
      prezenty... i wciaz oklamywal. Pil nadal. Odwazylam sie zajzec do naszego
      domu, totalny balagan po libacji. Gdy mu powiedzialam, ze to juz koniec, ze
      nie wroce, probowal popelnic samobojstwo. Odwiedzalam go w "psychiatryku",
      gdyz tam trafil. Nie umialam, tak po prostu zostawic mojego chorego meza,
      bardzo chcialam mu pomoc.Obecnie, nie ma domu (sprzedany),nie ma luksusowego
      samochodu, pieniedzy tez nie ma (rozplynely sie w niebycie). Ale ja z corka
      zyje, moze nie mamy luksusow, jakie mialam, ale kazdego dnia wiem, ze
      postapilam slusznie. Byla to jedna z tych najbardziej trafnych decyzji jakie
      podjelam i zyje .
      Zycze ci duzo samozaparcia i sily do przezwyciezenia lekow, przyjaciol (takich
      prawdziwych) i szczesliwszego zycia.
      kuch
      • Gość: Uczen Re: Kochana Bea IP: *.pool.mediaWays.net 21.01.03, 22:25
        Gość portalu: kuchen napisał(a):

        > Gdy odejdziesz juz od swojego dreczyciela duszy i ciala, urosna ci skrzydla,
        > staniesz sie na nowo CZLOWIEKIEM. Zmieni sie tak wiele w twoim zyciu, ze
        > bedziesz sama dziwila sie sobie: "Czemu tak dlugo zwlekalam?". Nauczysz sie
        od
        > nowa cieszyc sie drobnostkami, jak pierwszymi kwiatami, sloncem, ktore
        ogrzeje
        > twoja twarz.
        > Twoje watpliwosci sa naturalne, czyz nie boimy sie nieznanego? Lepsza stara,
        > znajoma bestia, niz nowy przyjaciel? Zastanow sie, czy jestes warta takiego
        > zycia, czy moze lepszego, mniej trywialnego niz ciagly strach, domysly,
        > upokorzenie tak glebokie, ze kreci sie w glowie, bolu, ze zawodzi cie po raz
        > tysieczny ktos, kto mial byc twoim oparciem, "glowa rodziny" ( o grozo!!!).
        > Gdzie podziala sie ta kropla egoizmu, ktora ratuje nas od najokropniejszych
        > bledow, jakie popelniamy my wieczne "Matki Polki". Pomysl, czy moze stac sie
        > cos gorszego niz to co masz na codzien?
        > Wiem ile strachow, fobii moze zmiescic sie w watlym ciele kobiety, ja
        > odeszlam, nie podajac adresu, numeru tel. Dzwonil do mnie na komorke, w
        koncu
        > znalazl, przyrzekal mi niebo na ziemi, gdy wroce, slal mi kwiaty, dziecku
        > prezenty... i wciaz oklamywal. Pil nadal. Odwazylam sie zajzec do naszego
        > domu, totalny balagan po libacji. Gdy mu powiedzialam, ze to juz koniec, ze
        > nie wroce, probowal popelnic samobojstwo. Odwiedzalam go w "psychiatryku",
        > gdyz tam trafil. Nie umialam, tak po prostu zostawic mojego chorego meza,
        > bardzo chcialam mu pomoc.Obecnie, nie ma domu (sprzedany),nie ma luksusowego
        > samochodu, pieniedzy tez nie ma (rozplynely sie w niebycie). Ale ja z corka
        > zyje, moze nie mamy luksusow, jakie mialam, ale kazdego dnia wiem, ze
        > postapilam slusznie. Byla to jedna z tych najbardziej trafnych decyzji jakie
        > podjelam i zyje .
        > Zycze ci duzo samozaparcia i sily do przezwyciezenia lekow, przyjaciol
        (takich
        > prawdziwych) i szczesliwszego zycia.
        > kuch
        Gratuluje.
        Kobiety ktore sie uzalaja sa albo takie dobre i wrazliwe albo poprostu egoistki
        ktorym pasuje to ze maz jest alkocholikiem a one takie dobre i swiete.
        Skomplikowane czyz nie ???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka