IP: *.acn.waw.pl 24.01.03, 10:12
...i co dalej/ jak myślicie, czy to w ogóle jest do przejścia? ktoś wraca,
przeprasza, mówi, że zrobił błąd, że kocha. ale czy z tym można żyć. Czy taki
związek przetrwa? Według mnie mnie zdrada to koniec miłości, koniec związku.
A może jestem zbyt radykalna. Jakie wy mieliście doświadczenia? Proszę
podzielcie się .
Pozdr.
Obserwuj wątek
    • anx Re: ZDRADA... 24.01.03, 10:15
      Ale jeżeli ktoś wraca to po co ma mówić, że zdradził? Jeżeli wraca to znaczy że
      tamto nie było niczym powaznym i czy warto ranić druga osobę opowieściami o
      zdradzie?
      • Gość: plutonka Re: ZDRADA... IP: *.acn.waw.pl 24.01.03, 10:18
        Nie mówił, po prostu się wydało. Jeśli zdrada tak naprawdę nie jest niczym
        poważnym tzw. prawdziwym zagrożeniem dla związku to znaczy według ciebie, że
        można to robić??? Ja nie rozumiem...
        • anx Re: ZDRADA... 24.01.03, 10:47
          Nie powiedziałam, że można to robić. Przeżyłam coś takiego ostatnio. W moim
          związku działo się nie najlepiej, postanowiliśmy "zrobić sobie przerwę" .
          Pojawił się ten trzeci, z mojej strony totalne zauroczenie, z jego zresztą też.
          W końcu przejrzałam na oczy i zobaczyłam, że tak naprawdę gdy jest mi źle, gdy
          potrzebuję pomicy jest przy mnie nie ten , którym się zauroczyłam, ale tamten
          poprzedni, który cierpi w milczeniu i szuka drogi powrotnej do mnie.
          Nie można tego robić- ale czasem tak się po porstu zdarza. Próbuję pokazać, że
          mimo, że się zdarza, to nie musi mieć destrukcyjnego wpływu na związek ( w moim
          przypadku) . Tylko ja teraz zyję z wyrzutami sumienia i musze się z nimi
          uporać.
          A jeśli on siuę dowiedział? Cóż,......wydaje mi się, że czas leczy rany. Jeśli
          naprawdę Wam na sobie zalezy to myślę, że będziecie ze soba niezależie od
          wszytskiego.
    • Gość: zuza112 Re: ZDRADA... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 24.01.03, 14:29
      Zdrada to podobno powszechna rzecz... Zdarza się, jak napisała Anx. ale trudno
      by mi było wybaczyć mojemu mężowi, gdyby to zrobił. Bo zaufanie to dla mnie
      podstawowa sprawa w związku. trudno je odbudować nawet po jednorazowym skoku w
      bok.
      Podobno jest też tak, że skoro raz zdradził (-ła) zrobi to znowu.
      I jak człowiek który rani w taki sposób może jeszcze kochać? Ja nie wierzę już
      w taką miłość.
      Powiecie - każdy popełnia błędy... Jasne, ale musi za nie płacić. Dla mnie
      zdrada oznacza koniec bliskości, zaufania, uczciwości, szacunku dla drugiej
      osoby. Nie wiem, czy miłość jest w stanie coś takiego przetrwać.
      Mam nadzieję, że niegdy nie będę musiała tego doświadczyć. Nie wiem też jak
      zareagowałabym na taką sytuację, gdyby rzeczywiście się wydarzyła.
      Dla kobiet podobno trudniejsza do wybaczenia jest zdrada psychiczna, dla
      facetów - fizyczna. To chyba prawda, co potwierdza mój mąż, z którym
      rozmawiałam już na ten temat.
      Pozdr.
      • anx Re: ZDRADA... 24.01.03, 15:11
        Nie do końca się z tym zgadzam. Poszukaj wątku "zdrada może czegoś nauczyc" -
        jest tam wiele treści z którymi się zgadzam.
        W skrócie mogę powiedzieć, że teraz doceniłam to co mam. I nie czuję zaniku
        bliskości, ani uczucia. Chociaż u mnie to nie była taka klasyczna zdrada, bo w
        tym okresie nie byliśmy razem. Co nie zmienia faktu, ze mój obecny jest
        miłością mojego życia, a tamten to tylko epizod, w sumie bez znaczenia.
    • Gość: plutonka Re: ZDRADA... IP: *.acn.waw.pl 24.01.03, 16:26
      trudno sie nie zgodzić z tym, co napisała Zuza. Niestety...Tylko stało się i co
      teraz/ To prawda, za błędy się płaci. On nie ma 15 lat. wie, co jest dobre a co
      złe. Gdybym ja zdradziła musiałabym miec absoluyną pewnośc, że to koniec
      poprzedniego związku i żadne powroty po czymś takim nie wchodzą w grę. Tylko ja
      go kocham i gdybym kazała mu ponieść konsekwencje swojego czynu ukarałabym
      takze siebie. Co robić. Czuję że zwariuję. Juz nigdy nie zaufam i nie uwierzę,
      że mnie kocha.Gdyby kochał nie zrobiłby tego. A może to nie ja mam rację?On
      twierdzi, że życie nie jest czarno- białe. To prawda, ale dlaczego ja tego nie
      zrobiłam? dlaczego powiedziałam sobie stop? Bo pomyślałam o konsekwencjach.
      Wiedziałam, że ten krok będzie nieodwracalny. A on? On myśli, że każdy ma prawo
      do błędów. Dlaczego muszę teraz akceptować coś, co jest niezgodne z moimi
      poglądami. I jak mamy być razem?
    • Gość: Magda Re: ZDRADA... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.03, 17:55
      Plutonko...Planeto,
      zabrzmi to dosc infantylnie, ale jest zdrada i ...zdrada. Wiele odcieni tego
      podlego czynu, rozne kosekwencje.
      Istnieja zdrady, ktore mozna wybaczyc i mozna z nimi zyc. Trzeba umiec
      wybaczyc. Mnie zdradzil maz, z tej zdrady urodzilo sie dziecko, choc, de facto,
      nie bylismy wowczas ze soba zwiazani (byc zwiazanym znaczy zupelnie cos
      innego dla kobiety i mezczyzny- tym samym ja i moj maz inaczej datujemy czas
      rozpoczecia naszego zwiazku). Po ponad rocznej przerwie (wyprowadzilam sie ze
      wspolnego domu) jestesmy razem kolejny, osmy rok. Nie sprawdzam kieszeni, nie
      czytam poczty, nie jestem nieufna, nie czuje kompleksow. Wierze, ze moj maz
      naprawde chce byc ze mna i dlatego tworzymy nowy (juz inny) dom. Nie wracamy do
      tematu, nie ma sensu wyciagac przeszlosci, ktorej i tak nie da sie zmienic.
      Wiemy jednak jedno, jesli podobna sytuacja bedzie miala miejsce, nie bedzie juz
      czasu na rozmowy i na przebaczenie. Jestesmy takimi ludzmi, ze nie bedziemy sie
      klocic o to, czyja wlasnoscia jest ta plyta, mebel czy samochod. Kazdy wezmie
      to co jest mu niezbedne nie zapominajac o tym, ze druga strona wniosla tyle
      samo do zwiazku. Tak samo ciezko pracowalismy na to co mamy teraz, nawet wtedy,
      gdy jedna ze stron nie otrzymywala wynagrodzenia. To nie myslenie „co stanie
      sie gdy..” to juz mialo miejsce i sprawdzilismy sie na tyle, by moc
      odpowiedziec na pytanie, czy dalej chcemy byc ze soba, czy potrafimy, czy
      mozemy byc partnerami a nie „winnym i ofiara, winnym- winnym, ofiara-
      ofiara”.... Sa tez inne zdrady... Kiedy odeszlam od meza poznalam wspanialego
      faceta. Nie planowalam tego, ale stalo sie. Na jego widok serce lomototalo we
      mnie niczym ptak zamkniety w klatce. Stalo sie jednak inaczej, nie pozostalismy
      razem, choc dzis mamy, niewatpliwie, sporo sympatii do siebie. Kilka razy w
      roku spotykamy sie , on udaje macho, twardziela, figo fago kawa marago przede
      mna, a ja smieje sie tylko. Kiedy od czasu do czasu zadzwoni i przesadzi ze
      swoim komentarzami wowczas spuszczam mu manto, ale on lubi jak go sprowadzam do
      pionu. Wie, ze nic od niego nie chce, nic nie potrzebuje, nie mam tez zadnych
      oczekiwan. Jedyne co mnie chwilami zaskakuje to fakt jak bardzo broni sie przed
      miloscia, jak bardzo nie chce jej przyjac. Jak bardzo boi sie przyznac, ze
      kocha Ja, ze nie potrafi bez niej zyc, bez niej oddychac. Jak bardzo kocha
      swoja...zone. Gdy mu to mowie smieje sie, ale chwile pozniej zasepia sie nad
      moimi slowami. Wie, ze mam racje. Wiec dlaczego? To.. nie jest jedyne
      usprawiedliwienie.. Lubi mojego meza, uwaza , ze jest super facetem, troche
      podobnym do niego. Szczerze lubimy sie. Naprawde! Ja nie zrobie nic, aby
      zniszczyc mu zwiazek, on nie zrobi nic aby zaszkodzic mnie. Raczej staramy sie
      sobie nawzajem pomoc. Zdecydowanie mily uklad bez zobowiazan o duzej dawce
      sympatii...

      Anx, popatrz...napisalas : „W skrócie mogę powiedzieć, że teraz doceniłam to co
      mam. I nie czuję zaniku
      bliskości, ani uczucia. Chociaż u mnie to nie była taka klasyczna zdrada, bo w
      tym okresie nie byliśmy razem. Co nie zmienia faktu, ze mój obecny jest
      miłością mojego życia, a tamten to tylko epizod, w sumie bez znaczenia.” I to
      chyba naprawde najpiekniejsze zakonczenie zbytecznych historii (czytaj:
      zdrad)...

      Plutonko, popatrz na Anx, to jest mozliwie, bo mozliwym jest .....samo
      zycie. ...

      A zatem odpowiedz na Twoje pytanie: “...i co dalej/ jak myślicie, czy to w
      ogóle jest do przejścia? ktoś wraca,
      przeprasza, mówi, że zrobił błąd, że kocha. ale czy z tym można żyć. Czy taki
      związek przetrwa? ( Według mnie mnie zdrada to koniec miłości, koniec
      związku.) “ brzmi: to jest do przejscia i mozna z tym dalej zyc..........Mozna
      nawet trzeba byc szczesliwym!

      Pozdrawiam,
      Magda
      ---

      “Zyj tak jakby kazdy dzien mial byc Twoim ostatnim”.




    • Gość: plutonka Re: ZDRADA... IP: *.acn.waw.pl 24.01.03, 18:23
      Dziękuję za wasze listy. Ja tez chciałabym wybaczyć i zaufać ponownie. Tez
      chciałabym cieszyć się. Ale to trudne . W waszych przypadkach doszło do zdrady
      w fazie zawieszenia związku. U mnie nie. On mnie okłamywał patrzac mi w oczy i
      zaprzeczając moim obawom. Widział, że cierpie, błagałam by tego nie robil jeśli
      nie jest pewien ,że mnie juz nie kocha. A jednak zrobił to z pełną
      premedytacją. Potem powiedział, że tylko mu się wydawało, że ją kocha bo tak
      naprawde kochał mnie. Czy można zaufać komuś, kto wie,że rani a mimo to nie
      jest w stanie zrezygnowac az czegos co go kusi? Życie składa się z wyborów. Nie
      można mieć ciastka i zjeść ciastka. Czy musiał zdradzić, żeby poczuć ,że mnie
      kocha? Dlaczego nie myślał, że jeden krok zniszczy nam wszystkim życie. Jego
      dziecku też. Podkreślam, że cały czas utrzymywał, że nie przestał mnie kochać/
      Chyba tym różnimy się od zwierząt, że potrafimy przewidywać i panować nad
      instynktami. Twierdzi, że się zakochał, że zwariował. To dlaczego do niej nie
      odszedł? Chcieli być razem a ja już nie walczyłam. Pogodziłam się z tym. Więc
      dlaczego wrócił? Jak mam go szanować?
    • Gość: fizia Re: ZDRADA... IP: 57.66.48.* 27.01.03, 14:25
      Jestem w podobnej sytuacji - zdrada trwala dlugo (prawie 2 lata). Ja
      wiedzialam. Teraz mi wszystko opowiedzial. Chcialam znac prawde i ja znam.
      Wszystkie najgorsze przypuszczenia okazaly sie prawda. Stwarzal pozory, ze jest
      ze mna, rzeczywistosc - wspolne imprezy, hotele, plany wspolnego zamieszkania.
      Chcial do niej odejsc (jak wyjechalam na wakacje, kupil jej pierscionek i robil
      rozne glupstwa), ona go puscila w trabe. Nie wiem, co mam o tym myslec. Wiem,
      ze raczej nie dostane juz (i nigdy nie dostalam) tego, co ona dostala i na co
      naplula. Jesli nawet, nie wiem czy bede potrafila brac. To wszystko teraz
      wydaje sie wtorne - marna kopia...
      • anx Re: ZDRADA... 27.01.03, 14:48
        Wiecie co? z jednej strony filozofuję, że to nic takiego itd...
        Ale z drugiej strony potrafię wczuć się w rolę strony zdradzonej ( w końcu
        jestem kobietą :) a kobiety podobno bardziej to przeżywają) i wiem co czujecie
        i skąd biora sie Wasze obawy.
        Głównie dlatego milczę jak grób i nie mam zamiaru mówić o tym mojemy facetowi.
        Bo wiem, ze dla mnie to bez znaczenia a jemu zrujnowałoby życie.
    • anima Re: ZDRADA... 28.01.03, 20:26
      W takim razie i ja się podzielę swoimi doświadczeniami.
      Jakiś czas temu założyłam tu wątek: "Czy zaufać raz jeszcze?". Dostałam wiele
      różnych rad - byli tacy, co mówili, żeby nie ufać oraz tacy, którzy radzili
      sprawdzić.
      No i sprawdziłam. Okazało się, że chciał wrócić do mnie, ale po krótkim czasie
      (miesiąc!!) rozmyślił się, bo w czasie tego miesiąca "powrotu" do mnie nadal
      myślał o tamtej, dzwonił do niej, pisywał chyba też... Tak czy inaczej, dał mi
      nadzieję, którą po raz kolejny odebrał.
      Trzeba jeszcze dodać, że ta ostatnia zdrada nie była wcale pierwszą (stąd to
      pytanie w tytule wątku), dlatego miałam wątpliwości co do jego uczciwych,
      prawdziwych intencji.
      Wybrał tamtą, bo młodsza, radośniejsza, bez bagażu doświadczeń, wolna, itd.
      Jego sprawa.
      Ja już teraz wiem, że lepiej się stało, że tak sie stało.
      Inaczej cały czas żyłabym w złudzeniu, ale może też i strachu, że może ta
      odeszła, ale przyjdzie inna, jeszcze młodsza i jeszcze radośniejsza. A ja będę
      z miesiąca na miesiąc starsza - co znaczy - mniej atrakcyjna dla niego.
      Cieszę się, że tak się stało. Teraz wiem, że nie chcę dzielić swojego życia z
      takim człowiekiem, że on nie jest wart moich uczuć, nawet mojej uwagi.
      Teraz wiem... chociaż to boli. Bardzo mnie zranił, oszukując, że kocha tylko
      mnie, że tamta to tylko chwilowe zauroczenie, romans, fascynacja.

      Wychodzę z tego powoli, staram się myśleć o przyszłości, nie wspominać tego, co
      minęło, bo w głowie mam tylko złe wspomnienia.
      Z nadzieją myślę o przyszłości. Nie spieszy mi się, mimo, że nie mam 25 lat.
      Jeśli miłość ma przyjść - przyjdzie. Na prawdziwą warto czekać.
      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka