pretensja_19
21.06.06, 19:03
Witam serdecznie Forumowiczów. Mam ostatnio tzw. mętlik w głowie i dlatego
liczę na Wasze porady...
Mam 19 lat, od października studiuję na 1 roku poza swoim miastem. Od grudnia
(czyli ok. pół roku)jestem w związku z rok starszym facetem(z mojego
rodzinnego miasta). Na początku bałam się, że ten związek nie wypali, bo
miłość na odległość jest trudna(rzadsze kontakty, pokusy itp.). Jednak czas
płynął a między nami świetnie się układało.. Padły słowa "kocham" i wszytsko
było kolorowe i piekne. Czułam się kochana i zakochana... Później jednak
przeszłam nad tym wszystkim do porzadku dziennego. Wszystko jakby ucichlo,
nabralo spokojniejszego wymiaru... W miejscowosci w ktorej studiuje poznalam
fajnego faceta(w wieku mojego partnera). Jest inteligentny, blyskotliwy,
szarmancki i ma duze poczucie humoru. Przede wszystkim jest miedzy nami ta
ISKRA, rodzaj pzryciagania ktory sprawia ze caly czas czujemy potrzebe
przebywania w swoim towarzystwie, rozmowy, kontaktu. Moj chlopak wie o XX i
wyrazil swoja dezaprobate ale po moich zapewnieniach ze "to tylko przyjazn"
nie wracalismy do tego tematu. Stwierdzil ze zaufanie to podstawa zwiazku i
ze nie bedzie wysuwal zadnych podejrzen.
Moj facet jest nadal we mnie szalenczo zakochany. Okazuje mi to na kazdym
kroku. Jest kochany, zawsze moge liczyc na jego wsparcie... Wiem, ze przez
mysl nie przeszlaby mu mysl o zdradzie, bo stwierdzil, ze on chce wychodzic
tylko ze mna, a inne dziewczyny go kompletnie nie interesuja. Jezeli juz
spotka sie z jakimis kumpelami ze studiow w pubie to od razu mi sie z
tego "spowiada".
Rok akademicki dobiega konca... Za kilka dni wracam do domu i moje kontakty z
XX praktycznie zostana urwane.. Nie powiem zebym nad tym nie ubolewala...
Przez ten czas stalismy sie sobie bliscy, duzo rozmawialismy i mam wrazenie
ze znam go dluzej niz jest w rzeczywistosci... On mnie nieustannie adoruje,
ja przyznam ze tez nie jestem swieta, choc nie laczy nas nic poza flirtem. XX
ma dziewczyne z ktora jest 4 lata ale planuje z nia zerwac ale czeka az
skonczy sie sesja poniewaz ona studiuje ciezki kierunek(prawo), ma duzo
egzaminow, duzo stresu i on nie chce jej 'dokladac'...Powiedzial ze chce byc
ze mna, ale ja stwierdzilam ze byloby to nieuczciwe, bo na razie oboje
jestesmy w zwiazkach... Chyba to zaakceptowal, ale nadal chce sie do mnie
zblizyc...A ja przyznam ze mam ochote zeby wreszcie cos sie wydarzylo. Nie
chce sie z nim wiazac bo mam pelno watpliwosci, ale czuje ze "cos wisi w
powietrzu"... W weekend jestemy zaproszeni na jedna impreze(urodziny wspolnej
znajomej) i wiem ze wtedy bedzie okazja by wreszcie przy drinku porozmawiac,
puscic wodze fantazji, pocalowac sie, zapomniec choc na jedna noc....
W glowie klebia mi sie rozne mysli, nie wiem co czuje do mojego faceta, nie
wiem jaka wlasciwie jest relacja miedzy mna a XX... Nie wiem , co
robic..Dlatego mam nadzieje, ze pomozecie mi to ocenic, spojrzec na sprawe
obiektywnie i cos mi doradzic...To napiecie jest naprawde nie do
zniesienia.Chcialabym tylko dodac ze nie chce nikogo skrzywdzic..A mam
wrazenie ze w jakis sposob juz oszukuje mojego faceta mimo ze nic sie nie
stalo... Pomozcie...bede wdzieczna.... pozdrawiam goraco!!!