Gość: Becia
IP: 80.48.38.*
29.01.03, 12:00
..moje malżeństwo:(co prawda nie tylko ale w dużej mierze..mieszaja sie
dosłownie do wszystkiego(z matka)wręcz ukłąda nam zycie albo raczej
próbuje,jak jestesmy np w pracy przychodzi matka do domu i
zaglada,kuka,grzebie wszędzie..układa,czasem sprzata,cos tam kupuje i mi
wciska..patrzy do lodowki,no rządzi sie na całego-moze racje maja bo to ich
mieszkanie,nie nasze ale to takie wnerwiajace..mówia co i jak mamy
robic..ciagle krytykuja to co my robimy,problem lezy w tym,że jestesmy za
bardzo od nich na razie uzaleznieni,ja sie chce wyprowadzic ale maz nie:(on
ma do mnie pretensje za to co oni(czyt.rodzice)robia..ze do wszystkiego sie
nam wtrącają,kłocimy sie przez to strasznie,ja mu tłumacze,że przeciez ich
nie zmienie,wiele razy z nimi gadałam,zeby dali nam spokoj ale nic to..i tak
robia po swojemu..liczne kazania itp..czuje sie jakbym była miedzy młotem a
kowadłem..miedzy ojcem a mezem:((na dodatek tego maz mi ostatnio oznajmił,że
jakby wiedział,ze tak bedzie to by sie ze mna nie zenił:(boli..bo ja nie wiem
czego on chce w koncu,czego ode mnie oczekuje..obwinia mnie za to co robia
starzy..przeciez ja ich nie wychowałam,ja nie mam na nich wpływu!co ja mam
zrobic?czuje sie bezradna w tej całej sytuacji..
wiem,ze to śmiesznie brzmi ale to wszytsko to błędne koło..czy ktos widzi z
tego wyjscie??
pozdr