Dodaj do ulubionych

ZDRADA... I CO DALEJ

IP: proxy / 217.8.186.* 03.02.03, 17:02
Dowiedziałam się, że mąż ma inną po 11 latach bycia razem, w tym po ponad 6
małżeństwa. Nie jest ideałem, ale każdą wadę byłam w stanie znieść, bo
jednego byłam pewna na milion procent, że nigdy, przenigdy mnie nie zdradzi.
Może przestanie kochać, może odejdzie, ale NIE ZDRADZI. I nagle świat mi się
zawalił. Nie tłumaczył się, że to tylko seks, pomyłka, zauroczenie. Okłamywał
mnie, rodzinę, dzieciaczki (choć za małe, żeby coś zrozumieć). Córeczka tylko
pyta, czemu mamusia ciągle płacze.
Nie wiem, czym zawiniłam. Nie dał mi najdrobniejszego sygnału, że coś mu nie
odpowiada w naszym związku. Nie kładliśmy się spać i nie wychodziłam z domu,
nie całując się i życząc dobrej nocy lub miłego dnia. Sypialiśmy ze sobą
rzadziej niż po ślubie, ale to on częściej szukał wymówki. Wracał późno z
pracy, bo znalazł dodatkowe zajęcie, a ja cieszyłam się, że robi coś dla
rodziny (nie przelewa się nam, każda złotówka jest ważna). Kiedy w weekendy
wychodził na spotkania z kolegami, nie robiłam mu wymówek, bo była to dla
niego odskocznia od pracy i codziennych problemów, a ktoś musiał zostać z
dziećmi. Często go chwaliłam, że tak się o nas troszczy, że tyle umie zrobić,
mówiłam to jemu i w obecności innych. A jeśli coś mi przeszkadzało, to
mówiłam tylko jemu, nie skarżyłam się mamie ani teściowej; albo stwierdzałam,
że nie jest to takie ważne, bo mam najwspanialszego męża na świecie...
Obserwuj wątek
    • Gość: ZAŁAMANA ZDRADA... I CO DALEJ IP: proxy / 217.8.186.* 03.02.03, 17:12
      ... A on najzwyczajniej w świecie się odkochał - tak tłumaczy mi swoje
      postępowanie.
      W pierwszym odruchu zarządałam decyzji w ciągu chwili - albo ja, albo ona.
      Wiedziałam, że ze względu na dzieci zostanie z rodziną. To było kilka tygodni
      temu. Co przeżywam, nie muszę pisać, bo czytelnicy tego forum dobrze wiedzą,
      również z własnego doświadczenia. Ale nie wiem, czy dobrze zrobiłam, bo
      przeżywam taką huśtawkę emocjonalną, że nie mogę normalnie funkcjonować - w
      domu, w pracy, w codziennych sprawach. Rozmawiam z przyjaciółką i wierzę, że da
      się to naprawić, a za godzinę chcę odejść, albo wyrzucić go z domu. Zadręczam
      się wyobrażeniami, jak im było dobrze, jak się kochali, pieścili, dawali sobie
      to wszystko, co było tylko nasze. Na każdym kroku podejrzewam, że z nią nie
      zerwał, że nadal się kontaktują, że któregoś dnia nie wróci z pracy. A z
      drugiej strony jest miłością mojego życia, nie wyobrażam sobie życia bez niego.
      Nie wiem, czy ratować ten związek, czy zakończyć i nie męczyć się tak dłużej?
    • Gość: z Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.acn.waw.pl 03.02.03, 17:32
      cóż CI powiedzieć...poszperaj w starych postach,jest tam wątek KRACH ŻYCIOWY z
      przełomu pażdz. i list. znajdziesz tam mojego maila. pisz. może będę mogła
      pomóc. Póki co trzymaj się chć wierzę, że jesteś na granicy...
      ściskam
    • Gość: z Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.acn.waw.pl 03.02.03, 17:35
      to wątek z 27 list. A mnie wydawało się, że to tak dawno...
      • Gość: ZAŁAMANA Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: proxy / 217.8.186.* 04.02.03, 09:43
        Droga Z.,
        dzięki za te parę słów. Nie mogę znaleźć Twojego postu, może inna data, tytuł,
        pseudo? A w pracy nie powinnam ciągle siedzieć w sieci, bo wylecę. I tak mam
        już problemy, bo ciągle płaczę, biorę wolne z dnia na dzień, zawalam zlecenia i
        z niczym sobie nie radzę.
        Jeśli będziesz miała ochotę i chwilę czasu, napisz, czy Tobie przytrafiło się
        coś podobnego i jak sobie z tym poradziłaś (albo nie poradziłaś).
    • Gość: z Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.acn.waw.pl 04.02.03, 11:12
      tak naprawdę jeśli nie masz czasu, to nie musisz czytać tego wątku. Powiem Ci
      tak: jeszcze nie tak dawno byłam w podobnej sytuacji.Małżeństwo super, dziecko,
      pełna realizacjia. I miłość. On heros, bohater. Silny ,niezłomny z zasadami.
      Monogamiczny. I nagle tak jak u Ciebie:póżne powroty, więcej pracy, jakiś
      nieobecny. Czułam, że coś się dzieje. Pracował wtedy z pewną kobietą, spędzali
      więcej czasu. Było to dla mnie niepokojące ale przeciez znałam go. Na wyraźne
      moje pytania i obawy zaprzeczał. Wierzyłam. Wreszcie wydało się,Nie
      dowiedziałam się od niego, on tylko się przyznał. No i koniec świata! MYślałam,
      że to sen!Powiedział, że się zakochał i nie wie co ma robić. Doszliśmy do
      wniosku, że musi się wyprowadzić. Nie chciałam go znać. Pokazał mi twarz,
      której wcześniej nie znałam. Kłamstwa prosto w oczy, bezduszność,egoizm.
      Dodam,że sypiał w tym czasie z nami obiema. Jej powiedział, że chce z nią być.
      Nie będę pisać co przeszłam. Przetrwałam dzięki forum.Poznałam dużo cudownych
      osób. Dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz!Byłam zrozpaczona. Nie pracuję, nie
      mam gdzie się wynieść.Nie mieszkamy w naszym rodzinnym mieście.A mimo to
      wiedziałam, że jeśli mnie już nie kocha to nie zgodzę się na powrót.Ten romans
      trwał stosunkowo krótko bo ok. 2 miesięcy.Ale dla mnie to były całe wieki. W
      ciągu 3 tygodni schudłam 12 kg.Byłam pewna że to koniec, ale nie umiałam dalej
      żyć.Powiedziałam mu, że jeśli chce być szczęśliwy z nią to ok. Ja nie będę
      walczyć i chcę rozwodu. @ tygodnie mieszkał u kolegi. Nie spotykał się ani ze
      mną ani z nią.Po tym czasie przyjechał i powiedział, że jest juz pewien, że
      podjął decyzję bez odwołania. Wie, że kocha mnie ale też wie, że jest już za
      późno. Że wszystko spieprzył i rozwalił nam życie. Ona w rozpaczy.
      Standard.Teraz jesteśmy razem i uczymy się z tym żyć. Dałam nam szansę, bo
      wciąż go kochałam. Wiem, że wrócił bo naprawdę mnie kocha. Jest mi trudno bo
      nie żyję już z moim księciem. On z kolei dowiedział się, jak łatwo jest
      zabłądzić. I jeszcze jedno, powiedział, że nie czuł się ze mną dobrze.Że coś
      się wypaliło, że czuł się za mało kochany. A tam był bogiem na dochodne:(((
      Smutne to. Wiem, że ci ciężko i będzie jeszcze długo ale wierz mi ,to minie.
      Kiedy ludzie na tym forum tak mi pisali byłam na nich wściekła. Dziś mogę
      powiedzieć, że mieli rację. Nic nie zrobisz na siłę. On musi sobie
      odpowiedzieć, kogo kocha i z kim będzie. A Ty; czy umiesz po tym wszystkim a
      nim żyć. Czy umiesz wybaczyć Wierz mi, że to bardzo trudne.
      Na pewno nie rób jednego; nie gódź się by ta sytuacja trwała dalej. On musi się
      okreslić. Ja tak zrobiłam.Sciskam cię naprawdę mocno.
      Mój adres: freezone@o2.pl Pisz jeśli będzie Ci żle.
      • Gość: Terry Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: 5.3.* / 167.178.112.* 04.02.03, 17:36
        Jeśli jest to cokolwiek warte dla Was - trzymam kciuki. Za Wasze lepsze dni.
        • Gość: ZAŁAMANA Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: proxy / 217.8.186.* 04.02.03, 17:41
          Dzięki, Terry, kimkolwiek jesteś
      • Gość: ZAŁAMANA Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: proxy / 217.8.186.* 04.02.03, 17:49
        Droga Z,
        napisałam dziś dwa okropnie długie listy na prywatną skrzynkę (w tym jeden z
        narażeniem posady, bo w godzinach pracy). Ale mój pech jak zwykle dał znać o
        sobie - za każdym razem otrzymałam komunikat, że są kłopoty komunikacyjne i
        prawdopodobnie wiadomość nie została dostarczona do adresata. Kopie też się nie
        zachowały, a nie mam siły zaczynać trzeci raz.
        Jeśli czujesz się lepiej i jakoś się uporałaś, to napisz, jak poradzić sobię z
        bólem i rozczarowaniem, z kompleksem gorszej, brzydszej, nieatrakcyjnej w
        porównaniu z..., z podejrzliwością (idzie do sklepu, czy chce w spokoju
        zadzwonić do niej itd.), z natłokiem myśli, które nie przynoszą ulgi, tlko
        wpędzają w większą rozpacz.
        Ja naprawdę potrzebuję pomocy.
        aiszka4@gazeta.pl
      • Gość: Ona Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: proxy / 212.244.226.* 05.02.03, 13:15
        Gość portalu: z napisał(a):

        > tak naprawdę jeśli nie masz czasu, to nie musisz czytać tego wątku. Powiem
        Ci
        > tak: jeszcze nie tak dawno byłam w podobnej sytuacji.Małżeństwo super,
        dziecko,
        >
        > pełna realizacjia. I miłość. On heros, bohater. Silny ,niezłomny z zasadami.
        > Monogamiczny. I nagle tak jak u Ciebie:póżne powroty, więcej pracy, jakiś
        > nieobecny. Czułam, że coś się dzieje. Pracował wtedy z pewną kobietą,
        spędzali
        > więcej czasu. Było to dla mnie niepokojące ale przeciez znałam go. Na
        wyraźne
        > moje pytania i obawy zaprzeczał. Wierzyłam. Wreszcie wydało się,Nie
        > dowiedziałam się od niego, on tylko się przyznał. No i koniec świata!
        MYślałam,
        >
        > że to sen!Powiedział, że się zakochał i nie wie co ma robić. Doszliśmy do
        > wniosku, że musi się wyprowadzić. Nie chciałam go znać. Pokazał mi twarz,
        > której wcześniej nie znałam. Kłamstwa prosto w oczy, bezduszność,egoizm.
        > Dodam,że sypiał w tym czasie z nami obiema. Jej powiedział, że chce z nią
        być.
        > Nie będę pisać co przeszłam. Przetrwałam dzięki forum.Poznałam dużo
        cudownych
        > osób. Dziękuję Wam wszystkim jeszcze raz!Byłam zrozpaczona. Nie pracuję, nie
        > mam gdzie się wynieść.Nie mieszkamy w naszym rodzinnym mieście.A mimo to
        > wiedziałam, że jeśli mnie już nie kocha to nie zgodzę się na powrót.Ten
        romans
        > trwał stosunkowo krótko bo ok. 2 miesięcy.Ale dla mnie to były całe wieki. W
        > ciągu 3 tygodni schudłam 12 kg.Byłam pewna że to koniec, ale nie umiałam
        dalej
        > żyć.Powiedziałam mu, że jeśli chce być szczęśliwy z nią to ok. Ja nie będę
        > walczyć i chcę rozwodu. @ tygodnie mieszkał u kolegi. Nie spotykał się ani
        ze
        > mną ani z nią.Po tym czasie przyjechał i powiedział, że jest juz pewien, że
        > podjął decyzję bez odwołania. Wie, że kocha mnie ale też wie, że jest już za
        > późno. Że wszystko spieprzył i rozwalił nam życie. Ona w rozpaczy.
        > Standard.Teraz jesteśmy razem i uczymy się z tym żyć. Dałam nam szansę, bo
        > wciąż go kochałam. Wiem, że wrócił bo naprawdę mnie kocha. Jest mi trudno bo
        > nie żyję już z moim księciem. On z kolei dowiedział się, jak łatwo jest
        > zabłądzić. I jeszcze jedno, powiedział, że nie czuł się ze mną dobrze.Że coś
        > się wypaliło, że czuł się za mało kochany. A tam był bogiem na dochodne:(((

        No własnie często słyszę że to jest powód, dlatego przeraża mnie w mężczyznach
        ich zdolność podwójnego życia, kłamania w zywe oczy itd. domyślam się jedynie
        jaki to może być ból, gdy ukochany misiu przysięga przed Tobą jaki to nie jest
        wierny a póżniej...Szkoda mówić..
        Dlaczego nie potrafił zachować sie jak człowiek i nie powiedział,że coś jest
        nie tak. Ja próbuję rozmawiać z moim facetem na rózne tematy tego typu,ale
        widzę mur z jego strony. Jemu zawsze się wszystko podoba i twierdzi,że jest ok.
        Mam nadzieje,że nie spotka mnie taka sytuacja,bo znając mój porywczy
        charakter chyba zabiłabym go :)
        • aiszka4 Re: ZDRADA... I CO DALEJ - DO ZUŹKI 05.02.03, 16:29
          Gość portalu: Ona napisał(a):


          > Mam nadzieje,że nie spotka mnie taka sytuacja,bo znając mój porywczy
          > charakter chyba zabiłabym go :)


          Kiedy się o wszystkim dowiedziałam, nosiłam się z takim zamiarem. Za zbrodnię w
          afekcie sąd by mnie uniewinnił, albo odsiedziałabym karę w zakładzie
          psychiatrycznym. Ale pomyślałam o dzieciach, one nic nie zawiniły, po co
          miałyby przechodzić przez piekło rozprawy, trafić do rodziny zastępczej lub być
          wychowywane przez dziadków i żyć z piętnem matki - mężobójczyni. Tylko dzięki
          nim mój mąż jeszcze żyje, choć o tym nie wie...
          Życzę Ci, żebyś nigdy nie znalazła się w mojej sytuacji, albo Agnieszki, która
          też tu napisała o sobie
          • aiszka4 Re: ZDRADA... I CO DALEJ - 05.02.03, 16:31
            aiszka4 napisała:

            > Gość portalu: Ona napisał(a):
            >
            >
            > > Mam nadzieje,że nie spotka mnie taka sytuacja,bo znając mój porywczy
            > > charakter chyba zabiłabym go :)
            >
            >
            > Kiedy się o wszystkim dowiedziałam, nosiłam się z takim zamiarem. Za zbrodnię
            w
            >
            > afekcie sąd by mnie uniewinnił, albo odsiedziałabym karę w zakładzie
            > psychiatrycznym. Ale pomyślałam o dzieciach, one nic nie zawiniły, po co
            > miałyby przechodzić przez piekło rozprawy, trafić do rodziny zastępczej lub
            być
            >
            > wychowywane przez dziadków i żyć z piętnem matki - mężobójczyni. Tylko dzięki
            > nim mój mąż jeszcze żyje, choć o tym nie wie...
            > Życzę Ci, żebyś nigdy nie znalazła się w mojej sytuacji, albo Agnieszki,
            która
            > też tu napisała o sobie


            Sprostowanie - ten post jest adresowany do gościa "ONA"
            • Gość: Ona Re: ZDRADA... I CO DALEJ - IP: proxy / 212.244.226.* 06.02.03, 08:07
              Dzieki, też tego sobie życzę. Boję sie tego, bo znam siebie i moje reakcje w
              niektórych sytuacjach kiedy pała mną żądza mordu.
    • Gość: myszka12 Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.tomaszow-mazowiecki.sdi.tpnet.pl 04.02.03, 20:57
      Pomoc dla tej gorszej i brzydszej to nowa miłość , spojrzenie kolegi z
      pracy ,pr oba podrywu... tylko że jak sama tak o sobie myśllisz to nie ma na to
      szans trzeba polubić siebie i wierzyć w księcia na białym koniu. Jak
      przyjedzie....Natomiast zapomnieć nie mogę, wybaczyć też, choć staram się jak
      cholera uwierz. I to dla samej siebie- bo to niszczące uczucie, a u mnie zdrada
      przeszła w chorobę przewlekłą - facet niby' wybra tę drugą a odwagi mu abrak
      zeby skończyć z honorem. I są jeszcze dzieci..
      • Gość: załamana Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: proxy / 217.8.186.* 05.02.03, 07:56
        Mój mąż wybrał naszą rodzinę, gdyby odszedł, mogłabym go spokojnie nienawidzić,
        mscić się. Ale ponieważ został, czego zresztą na początku bardzo chciałam, to
        teraz wariuję, bo jak można kogoś kochać i nenawidzić jednocześnie.
        O rozstaniu na razie nie mówimy, bo uważam, że nawet najgorszemu draniowi
        należy się druga szansa. Poza tym sma jestem dzieckiem z pokiereszowanego
        małżeństwa i chcę oszczędzić tego moim dzieciaczkom.
        Ale jeśli poczuję, że trwanie w tym związku przekracza moje możliwości, to
        poświęcę nawet dzieci, żeby się ratować. To nie egoizm, to instynkt
        samozachowawczy - lepiej, żeby dzieci miały kontakty ze szczęśliwą i
        zrównoważoną psychicznie matką, która z nimi nie mieszka, niż żeby musiały
        znosić piekło awantur i zmiennych nastrojów, a któregoś dnia znaleźć ją w
        wannie z podciętymi żyłami.
        Tylko jak przetrwać ten okres, zanim moje uczucia okrzepną, jak wyłączyć emocję
        i jasno stwierdzić - zostajemy razem i robimy wszystko, żeby było dobrze i żeby
        nie żałować; albo rozstajemy się od razy, żeby tego niepotrzebnie nie
        przeciągać, ułożyć sobie życie od nowa i też nie żałować?
        • Gość: Agnieszka Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.waw-smy.tdci.pl 05.02.03, 08:37
          • Gość: Agnieszka Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.waw-smy.tdci.pl 05.02.03, 08:55
            Ja zastałam swojego męża w domu z inna, on w slipkacha a ona w stoju bikini
            gotowała mu w mojej kuchni obiad. Szok świat przestał istnieć zatrzymał się nie
            bamietam wielu rzeczy wsztstko jak by wirowało a zarazem stało w miejscu.
            Przedstawiłam sie "pani" która wybiegła z domu a mój kochany mąz pobiegł za
            nią w tym momencie zaczełam sie pakować. Najgorsze że to widział nasza
            córeczka z którą wróciłm do domu. I choc mineło od tego czasu 2 lata ona to
            wszytsko pamieta. Wyprowadziłam się. Na każdym kroku widziałm ją doszukiwałam
            się w każdej dziewczynie na ulicy tej osoby. Głowa mi pękała czyłam ze mi
            mózg roscadza. Miałam myśłi samobójcze, pomogła mi dużo rodzina i myśl że mam
            córeczkę. On wybrał ją a moze nie ja bo w ciągu tych 2 lat miał kilkanascie
            koleżanek nie mamy jescze rozwody .. po tym zdarzeniu nie miałm siły iśc do
            sądy. Długo trwało moje odzyskanie sił niby się smiałam niby zyłam normalnie
            ale wszystko robiłm bo musiałm. Chciałm wybaczyć ale nie potrafiłam i chyba
            do końca nidy nie wybaczę za bardzo bolało to wszystko. Moze dlatego że mąż
            dopiero teraz prosi o wybaczenie i dopiero teraz chce zamieszkać z nami.
            Niedawnio się okazało ze jeste oskarzony o czyn lubieżny. Ja nie wybacze to
            juz wiem. Ja nie potrafie. Nie chce siedzieć w oknie i wyglądac i rozliczać go
            z każdego spóźnienia. U Ciebie jest inaczej, ale wybaczenie jeste trudne.
            Trzymam za Ciebie kciuki. Ściskam
            • Gość: zuźka Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: 195.205.42.* 05.02.03, 10:50
              Czytam Wasze wypowiedzi i wraca do mnie to, co sama przeszłam...
              Łatwo jest powiedzieć "odejdź", gdy serce mówi co innego, gdy patrzy się na
              wspólne małe dziecko, gdy strach pomyśleć o przyszłości...
              Ja tak powiedziałam, ale przedtem przeszłam rok horroru: niby chciał być ze
              mną, ale ja nie wierzyłam w ani jedno jego słowo, czekałam w oknie, nigdy się
              do tego nie przyznając, udawałam, że przebaczyłam, chociaż ból był cały czas
              trudny do zniesienia. Po roku zrozumiałam, że nie wytrzymam takiego życia, może
              potrzebny był mi ten rok, żeby przestać kochać? Rok życia z człowiekiem, który
              tak mnie skrzywdził... Odeszłam. Nawet teraz, po wielu latach pamiętam jak mi
              kamień spadł z serca, pamiętam pierwsze spokojnie przespane noce.
              Ja wiem, że zrobiłam dobrze. Poczekałam, upewniłam się co do swoich uczuć.
              Przedtem nie miałam na to siły. Znalazłam nową, wspaniałą miłość. Jest moim
              drugim mężem. Kocham i jestem kochana, ufamy sobie. Jak bardzo to doceniam!
              Nie będę radzić, co zrobić w takiej sytuacji, musisz sama przemyśleć i dojrzeć
              do decyzji, którą uznasz za najlepszą. Znam również dwa takie małżeństwa, które
              przetrwały taką burzę, są razem i chyba mogę śmiało powiedzieć, że są
              szczęśliwe. Bywa i tak. Dziewczyny, świat się nie kończy, życie przed Wami. A
              na świecie jest jeszcze sporo facetów, którym można zaufać!
              A swoją drogą jak czytam na tym forum wypowiedzi dziewczyn, które występują w
              roli kochanki i piszą, że "jego małżeństwo jest tylko formalnością, nic ich już
              od dawna nie łączy" to się zastanawiam, czy one zdają sobie sprawę z tego, że
              łączy ich jednak dużo więcej niż tylko fomalność? Że takie gołosłowie faceta ma
              stworzyć kochance tylko iluzję posiadania? Niestety, często brakuje zdrowego
              rozsądku, lojalności wobec innej kobiety, często po prostu trzeba doświadczyć
              takiego "mocnego uderzenia", żeby włączyć proces myślenia.
              • Gość: załamana Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: proxy / 217.8.186.* 05.02.03, 11:21
                Gość portalu: zuźka napisał(a):

                > A swoją drogą jak czytam na tym forum wypowiedzi dziewczyn, które występują w
                > roli kochanki i piszą, że "jego małżeństwo jest tylko formalnością, nic ich
                już
                >
                > od dawna nie łączy" to się zastanawiam, czy one zdają sobie sprawę z tego, że
                > łączy ich jednak dużo więcej niż tylko fomalność? Że takie gołosłowie faceta
                ma
                >
                > stworzyć kochance tylko iluzję posiadania? Niestety, często brakuje zdrowego
                > rozsądku, lojalności wobec innej kobiety, często po prostu trzeba doświadczyć
                > takiego "mocnego uderzenia", żeby włączyć proces myślenia.


                Zanim dostałam od życia rolę zdradzonej żony, los nie oszczędził mi bycia
                dzieckiem z drugiego małżeństwa ojca, wychowywanego przez jego trzecią żonę.
                Byłam też kochanką żonatego mężczyzny (bez dzieci), ale nigdy nie wiązałam z
                nim swojej przyszłości, nie oczekiwałam, że odejdzie od żony. Przeżyłam też
                związek z facetem, który był mężem i ojcem. Przysięgam, że niczego się nie
                domyślałam, był z innego miasta, pracowaliśmy w różnych firmach, ale w jednym
                budynku i nikt nie wiedział o naszym związku, bo oboje nie chcieliśmy na
                początku ujawniać się z naszymi uczuciami. Nie było w tym nic niezwykłego,
                przechodziliśmy etap zauroczenia, kiedy wystarcza własne towarzystwo, nie
                zależy na poznawaniu znajomych, rodziny drugiej strony. Kiedy się jednak
                dowiedziałam, że nie tylko ma żonę, ale również malutkie dziecki, przeżyłam
                szok i zerwałam ten związek w sekundzie. Nie było mi lekko, tym bardziej, że
                skazani byliśmy na swoją obecność jeszcze przez jakiś czas. Ale zawsze
                uważałam, że budowanie własnego szczęści na czyjejś krzywdzie, (nawet jeśli
                legalny związek chyli się ku upadkowi) jest po prostu zbrodnią.
                Dlatego jako "rozwodowe dziecko", była kochanka czyjegoś mężą i ojca oraz
                obeznie żona po zdradzie, bez wyrzutów sumienia potępiam każdą "trzecią", która
                wie, czy nawet domyśla się i trwa w takim układzie, odciągając faceta od
                rodziny. Natomiast współczuję każdej, która nie wiedziała, nie domyślała się
                (bo to możliwe), a teraz spadło to na nią jak grom z jasnego nieba, a facet
                jeszcze oczekuje, że to ona ma zdecydować, czy odpowiada jej taki układ, czy
                się rozstaną - bo on żony wprawdzie nie kocha, ale dzieci, wspólne mieszkanie,
                koszty rozwodu, może kiedyś, jak dzieci podrosną. Współczuję z całego serca i
                cieszę się, że sama znalazłam siły,żeby to przerwać w jednej chwili. A teraz
                rozumiem, co musiała przeżywać tamta dziewczyna, jeśli dowiedziała się o naszym
                związku nawet już po fakcie. Później dowiedziałam się, że miała tak samona
                imię, więc facet nie musiał obawiać się, że się pomyli, będąc z którąś z nas.
                Może u mojego męża buło tak samo?
                Uff, ale się rozpisałam, adrenalina mi skoczyła, nie powinnam się tak nakręcać.
                Mam nadzieję, że przeczyta to czyjaś kochanka, albo jakiś zdradzający rzodzinę
                facet i wyciągnie wnioski.
                • Gość: Renata Re:Zalamana... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 05.02.03, 14:12
                  Jak widac masz spojrzenie na sprawe ze wszystkich stron. Dzisiaj najlepiej
                  czujesz jak boli byc osoba zdradzana. Nie mowie ze na to zaslugujesz, bo nikt
                  na to nie zasluguje, ale zdrada ma zawsze jakies zrodlo. I ty czy tez tamta
                  dziewczyna ktora maz zdradzil ja z toba popelnilyscie bledy . Nie zwalaj
                  wszystkiego wylacznie na te druga kobiete. Bo to nie rozwiaze niczego. Szukaj
                  problemu raczej pod wlasnym dachem. Zdrada to zawsze skutek a nie przyczyna
                  tego co zaczelo byc nie tak w zwiazku. Jesli zdecydowalas sie byc nadal ze
                  swoim mezem to wcale nie znaczy ze wasze zycie musi byc jedna udreka. Czas
                  leczy rany. I to co dzisiaj wydaje ci sie niemozliwe: a mianowicie ze mozecie
                  byc jeszcze ze soba szczesliwi jest calkiem realne. Wymaga to jednak sporego
                  wysilku, wybaczenia, nie wracania ciagle do tematu i optymizmu. Pozdrawiam.
            • Gość: załamana Re: ZDRADA... I CO DALEJ do Agnieszki IP: proxy / 217.8.186.* 05.02.03, 14:24
              Gość portalu: Agnieszka napisał(a):

              > Ja zastałam swojego męża w domu z inna, on w slipkacha a ona w stoju bikini
              > gotowała mu w mojej kuchni obiad.


              Agnieszko, kiedy to przeczytałam, to doszłam do wniosku, że los jednak obszedł
              się ze mną łagodnie. Nie zastałam ich razem w domu, w łóżku, nie wpadły mi w
              ręce ich nagie fotografie.
              Jak Ty się wtedy opanowałaś? Ja dokładnie wiem, w którym miejscu mojej kuchni
              leży największy nóż.
              Zbrodnicze myśli mam do teraz, choć nie wiem kim ona jest, znam tylko numer jej
              komórki, choć pewnie i tak już go zmieniła. Żeby zerwać łączność z moim mężem,
              a może żebym nie wiedziała, że nadal się kontaktują.
              Mówi się, że czas jest najlepszym lekarstwem. Ale gdy czytam posty od tych
              wszystkich poranionych istot, które nie pozbierały się po tak długim czasie, to
              zastanawiam się, ile w nich zostaje uczuć i wiary, kiedy ten czas w końcu
              uleczy. Czy można po czymś takim dalej żyć, a nie tylko wegetować? Czy można
              znaleźć szczęście w innym związku? Nie myślę o sobie, bo chyba da się coś
              jeszcze zrobić.

              Jestem z Tobą, Agnieszko...

              i z tymi wszystkimi, których spotkało coś podobnego i próbują się pozbierać.


              • Gość: Agnieszka Re: ZDRADA... I CO DALEJ do Agnieszki IP: *.waw-smy.tdci.pl 06.02.03, 11:47
                To było sałkowite zamórowanie nie potrafiłam myśłes jedyne co zrobiłam to
                wyszłam na klatkę i zaczełam drzeć się na oboje ludziw po wychodzili i
                zobaczyli jak moj kochany maż leci za sowja dziwka, powywalałm kasety porno
                przed drzwi zeby ludziw widzieli co on wyprawia gdy ja jestem u lekarza z
                dzieckiem. Ale wiesz nie było żadnej ulgi, ten ból jest tak straszny ze nic
                go nie ukoi może tylko czas .
                A co do numeru tel. to ja zdobiłm inaczej . Gdy był u nas ona i wyszed z
                córeczką na spacer zostawił kom. w domu i wtedy przyszedł sms. rzecz jasna on
                niej wiec nie wiele myśląc odpisałm jej że jes misio jest u zony i dziecka.
                Po dwuch dniach zadzwoniła do mnie z wielkimi uwagami pod moją osobą że ona
                jeste w ciązy a ja go trzmam, uświadomiłam jej że nie mamy jeszcze rwowdu i ze
                wcale go nie trzymam. Wisz najnardziej co mnie zabolało to że dowiedziałam się
                z czasem że mój nuemr tel. dostała od mojego "kochanego meża" Powiedziałm mu
                że jeste świna i poraz kolejny mnie zadradził ale chyba to spłyneło po nim
                jak woda po kaczce. Zostałam tylko poinformowana że ona zmieniła już numer
                tel. i nie bede juz miała z nia kontaktu.
                Obecie mój jeszcze mąż błaga mnie o powrót . Ale wczoraj wywinął taki numer
                ze powiedział ze koniec. Powiedział ze podejrzewa mnie o to że usunełam kiedyś
                ciaże ( jeste to totalna bzdura) i moze mnie pozwac do sądy.
                Jak ja go nie nawidze .
                Nie nawidze trzecich które bidulki pchają się w związek i uważają ze one są
                lepsze on zony.
                Dziś mi się żyć nie chce.
                • Gość: menny Re: ZDRADA... I CO DALEJ do Agnieszki IP: *.chello.pl 06.02.03, 12:52
                  Hej, Agnieszka -niestety byłaś żoną totalnej szmaty i zboczeńca , więc nie czuj
                  się tak podle.Powiedz sobie,że byłaś naiwna i ślepa, bo on taki musiał być od
                  dawna.Czego tu teraz żałować- chyba tylko straconego czasu.
                  A co do jego gróźb- czy debil nie wie,że kobiet nie karze się za aborcję to po
                  pierwsze, po drugie żeby wsadzić za nią lekarza zainteresowana kobieta musi
                  zeznać że taki fakt miał miejsce-do tego zaś nikt jej nie może zmusić.
                  Dodatkowo więc miałaś za męża nieuka i szantażystę. A może ty masz na niego
                  jakieś ekstra haki- bo winę za rozkład małżeństwa dzięki sąsiadom da się łatwo
                  udowodnić z korzyścią finansową dla ciebie.
                  • Gość: Agnieszka Re: ZDRADA... I CO DALEJ do Agnieszki IP: *.waw-smy.tdci.pl 06.02.03, 13:32
                    Jest draniem. Zastanaiam się tylko je trzeba mniec w sobie jadu że by wogle
                    wymyślic taki szantaż i jak mozna powiedzieć cos takiego do osoby z która sie
                    spedziło 7 lat. On doskonale wiem jakie jeste moje zdanie na temam aborcji.
                    Powiedział ze bym z naszymi prpblemy u księza i wszystko powiedział ze jestem
                    ubarta bo nie potrafi mu wybaczy jedo zdrad. Robi ze mnie tą niedobrą i bez
                    serca.
                    A co do haków na niego mam, ale nawet mi nie przyszło na myśł aby wyciągać to
                    ale teraz ... przemyśłe to. a moze nie warto się zniżać się do jedgo poziomu.
                    Pozdrawiam
                    • Gość: menny Re: ZDRADA... I CO DALEJ do Agnieszki IP: *.chello.pl 06.02.03, 13:41
                      Rany boskie , to dodatkowo jest jeszcze faryzeuszem- z tych co to klęczą pod
                      figurą, a mają diabła za skórą.Kobieto, kopnij go w d... w te pędy i nie miej
                      sobie nic do zarzucenia.To mniej boli, gdy się oddaje razy, a nie - cierpliwie
                      nadstawia drugi policzek.Wiem, że to nie po chrześcijańsku - ale nikt nie ma
                      prawa wymagac bohaterstwa od nas zwykłych ludzi.To , by on poczuł się teraz
                      podle jest potrzebne dla twojego zdrowia psychicznego.Nie mówie tu o zemście-
                      co najwyżej o próbie wyrównania rachunków.
                      Trzymaj się i pamiętaj- myśl o swoich korzyściach- za dużo ostatnio straciłaś !
                      • Gość: Agnieszka Re: ZDRADA... I CO DALEJ do Agnieszki IP: *.waw-smy.tdci.pl 06.02.03, 13:47
                        dzieki za zatuchę Pozdrawiam
                • Gość: załamana Re: ZDRADA... I CO DALEJ do Agnieszki IP: proxy / 217.8.186.* 06.02.03, 14:05
                  Gość portalu: Agnieszka napisał(a):

                  > Nie nawidze trzecich które bidulki pchają się w związek i uważają ze one

                  > lepsze on zony.
                  > Dziś mi się żyć nie chce.


                  Agnieszko,

                  nie wiem, jak Cię pocieszyć, dziś ty masz totalny dołek, a ja łykam prochy od
                  psychiatry i jestem trochę przytłumiona.
                  Ale trzymaj się, przetrwaj, choć boli, jak cholera, choć zrobiłoby się
                  wszystko, byle zagłuszyć to cierpienie.
                  Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: z Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.acn.waw.pl 05.02.03, 10:08
      wysłałam Ci maila. Miłego dnia:))
    • Gość: Renata Re: Zycie w zaklamaniu... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 05.02.03, 13:35
      Ddpowiedz dlaczego jest dokladnie zawarta w twoim liscie. Ty tylko dawalas nie
      biorac nic w zamian; wyjscia z kolegami zeby mial odskocznie? A jaka ty mialas
      odskocznie? Myslalas ze zatajac przed wszystkimi ze macie problemy malzenskie
      spotkasz sie z jego wdziecznoscia, bo zakladalas ze to on jest winny a ty taka
      wspanialomyslna. Poza tym cieszylas sie ze chociaz na zewnatrz mozesz sie
      cieszyc opinia idealnego zwiazku.Siedzialas cicho jak myszka aby tylko
      przyniosl do domu pare groszy, nie docenialas swojej pracy. Zylas oklamujac
      sama siebie no i masz tego efekty.
      • Gość: załamana do Renaty IP: proxy / 217.8.186.* 05.02.03, 14:01
        Renato,
        nie wiem, na który post odpowiadałaś, ale chyba czegoś nie zrozumiałaś. Nasze
        małżeństwo nie było na pokaz. Pozwalałam mojemu mężowi na samotne wyjścia bo:
        1. myślałam, że rzeczywiście ma dwie prace i należy mu się trochę rozrywki w
        jego towarzystwie,
        2. ja też miałam swoją odskocznię - moją przyjaciółkę, zakupy, a wtedy on
        zajmował się naszymi dziećmi
        3. każdy ma prawo do spędzenia części czasu po swojemu, nawet jeśli jest w
        związku i nie zaniedbuje przy tym rodziny
        4. nie czułam się bardzo zaniedbana, tylko trochę samotna; nie robiłam mu
        jednak wymówek, bo wierzyłam święcie, że stara się o te "marne grosze", a jak
        się interes rozkręci, to będzie działało na zasadzie perpetuum mobile i będzie
        więcej czasu spędzał w domu. Gdyby te "marne grosze" były w ubiegłym roku, to
        pojechalibyśmy razem na wakacje i oderwani od codziennych obowiązków,
        potwierdzilibyśmy, że jest nam ze sobą dobrze (jemu było to czyba bardziej
        potrzebne niż mnie).
        Nie twierdzę, że to tylko jego wina, pewnie zrobiłam coś lub nie zrobiłam
        czegoś, ale jak mi coś nie pasuje, to mówię o tym na głos, a nie tylko daję do
        zrozumienia, albo czekam, aż się druga strona domyśli. A on nie dawał żadnych
        sygnałów, więc kto tu żył w zakłamaniu?
        • Gość: zuźka Re: do Renaty IP: 195.205.42.* 05.02.03, 14:15
          Nie obwiniaj się, bo nie masz czym. Zachowywałaś się NORMALNIE. Nie zrobiłaś
          niczego, co mogłoby być powodem jego podłości. Nic go nie usprawiedliwia.
        • Gość: Renata Re: do Zalamanej IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 05.02.03, 14:25
          Wszyscy popelniamy bledy. Ja rowniez nie jestem od nich wolna. Absolutnie nie
          jest moim celem cie krytykowac.Chcialabym jednak abys sama przeanalizowala to
          co bylo nie tak w waszym zwiazku. Nie mowie ze musisz glosno bic sie we wlasne
          piersi, ale jesli chcesz aby wasz zwiazek nadal funkcjonowal musisz uslyszec
          od meza co nie podobalo mu sie w waszym zwiazku. Prawda jest zawsze gdzies
          posrodku. On prawdopodobnie w pewnym momencie nie czul twojej milosci, czul
          sie byc moze tylko jako zrodlo dochodu, a nie ukochany, czlowiek. A kiedy
          pojawila sie na jego horyzoncie inna kobieta, ktora byc moze rowniez poczula
          sie niedowartosciowana czy po prostu glodna czulosci i milosci to stalo sie.
          Ja nie mowie ze tak powinno byc czy ze to dobrze. Absolutnie nie. Ale zycie
          jest niestety bardzo skomplikowane i jest w nim mnostwo miejsca na rozne
          odcienie szarosci. Pozdrawiam cie i bardzo chcialabym aby ten trudny okres w
          twoim zyciu skonczyl sie i aby znowu zaswiecilo dla ciebie slonce.
        • Gość: Renata Re: do Zalamanej IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 05.02.03, 14:27
          Wszyscy popelniamy bledy. Ja rowniez nie jestem od nich wolna. Absolutnie nie
          jest moim celem cie krytykowac.Chcialabym jednak abys sama przeanalizowala to
          co bylo nie tak w waszym zwiazku. Nie mowie ze musisz glosno bic sie we wlasne
          piersi, ale jesli chcesz aby wasz zwiazek nadal funkcjonowal musisz uslyszec
          od meza co nie podobalo mu sie w waszym zwiazku. Prawda jest zawsze gdzies
          posrodku. On prawdopodobnie w pewnym momencie nie czul twojej milosci, czul
          sie byc moze tylko jako zrodlo dochodu, a nie ukochany, czlowiek. A kiedy
          pojawila sie na jego horyzoncie inna kobieta, ktora byc moze rowniez poczula
          sie niedowartosciowana czy po prostu glodna czulosci i milosci to stalo sie.
          Ja nie mowie ze tak powinno byc czy ze to dobrze. Absolutnie nie. Ale zycie
          jest niestety bardzo skomplikowane i jest w nim mnostwo miejsca na rozne
          odcienie szarosci. Pozdrawiam cie i bardzo chcialabym aby ten trudny okres w
          twoim zyciu skonczyl sie i aby znowu zaswiecilo dla ciebie slonce.
          • Gość: załamana Re: do Renaty IP: proxy / 217.8.186.* 05.02.03, 14:45
            Zaczynam podejrzewać, że znasz mojego męża, że go tak bronisz...

            Jak facet może się czuć niekochany i wykorzystywany materialnie, skoro na
            każdym kroku dawałam mu odczuć, ile dla mnie znaczy, że doceniam, to co robi, a
            wszystkie rachunki płaciłam sama, za wspólny dom, przedszkole wspólnych dzieci,
            opiekunkę itd. Nie stawiałam go na piedestale, akceptowałam takim, jaki jest...
            do tej pory...
            Czy facetowi naprawdę jest łatwiej poświęcić tyle czasu i pomysłowości, żeby
            znaleźć sobie kochankę, oszukiwać żonę, robić wszystko, żeby żona nie wiedziała
            o tej "drugiej", a kochanka o żonie i dzieciach. Czy nie prościej byłoby
            znaleźć 5 minut na rozmowę (zapewniam, że mój mąż nie próbował). Mnie by się po
            prostu nie chciało tak kombinować. Ale cóż, oni chyba rzeczywiście z Marsa...
            • carmella Re: do Renaty 05.02.03, 15:35
              Najogolniej rzecz ujmojac : faceci to swinie

              Chyba zadna kobieta nie jest w stanie tak zdolowac i spodlic faceta jak chyba
              kazdy facet ma taki talent w stosunku do kobiet.

              mam "faceta" i nie wiem czy to zwykly strach, czy moja pesymistyczna natura,
              ale zasatnawiam sie co bym zrobila gdyby....
              I jak bardzo on jest w stanie mnie skrzywdzic.
              Mimo wielkiej milosci uwazam, ze faceci to swinie i za bardzo nie mozna im ufac
              i absolutnie sie calkowicie nieuzalezniac!

              Ale nawet zdrada/ czy inna krzywda przeczuwana boli
            • Gość: P. Re: do Renaty IP: proxy / 134.65.212.* 05.02.03, 16:58
              Szkoda mi Ciebie. Naprawde szkoda, bo wiem, ze czujesz sie okropnie. Z drugiej
              strony widzisz teraz, co kiedys stalo sie z Twoim udzialem innym kobietom.
              Piszesz, ze nienawidzisz kobiet, ktore robia takie rzeczy innym kobietom. Tym
              samym musisz chyba czuc nienawisc do samej siebie?
              Podobno kazde dobro i zlo wracaja do nas wczesniej lub pozniej, w taki badz
              inny sposob. Nie myslalas pewnie, ze zona faceta, z którym sypialas cierpiala z
              tego powodu, prawda? Teraz wiesz to bardzo dokladnie. Tak dokladnie, jak nigdy
              bys nie chciala. Ona przez to przeszla. Teraz musisz Ty. To nie koniec swiata,
              choc bardzo trudno przez to przejsc. Czasami trudno po czyms takim rozstac sie,
              a zostac tez tak po prostu nie mozna. Daj sobie chwile czasu. Tak dluga, jaka
              bedzie Ci potrzebna, zeby podjac decyzje swiadomie, a nie pod wplywem emocji.
              Pozdrawiam i zycze powodzenia!
              P.
              • aiszka4 Re: do P 05.02.03, 17:33
                Gość portalu: P. napisał(a):

                > Szkoda mi Ciebie. Naprawde szkoda, bo wiem, ze czujesz sie okropnie. Z
                drugiej
                > strony widzisz teraz, co kiedys stalo sie z Twoim udzialem innym kobietom.
                > Piszesz, ze nienawidzisz kobiet, ktore robia takie rzeczy innym kobietom. Tym
                > samym musisz chyba czuc nienawisc do samej siebie?
                > Podobno kazde dobro i zlo wracaja do nas wczesniej lub pozniej, w taki badz
                > inny sposob. Nie myslalas pewnie, ze zona faceta, z którym sypialas cierpiala
                z
                >
                > tego powodu, prawda? Teraz wiesz to bardzo dokladnie. Tak dokladnie, jak
                nigdy
                > bys nie chciala. Ona przez to przeszla. Teraz musisz Ty. To nie koniec
                swiata,
                > choc bardzo trudno przez to przejsc. Czasami trudno po czyms takim rozstac
                sie,
                >
                > a zostac tez tak po prostu nie mozna. Daj sobie chwile czasu. Tak dluga, jaka
                > bedzie Ci potrzebna, zeby podjac decyzje swiadomie, a nie pod wplywem emocji.
                > Pozdrawiam i zycze powodzenia!
                > P.

                Coś się pomieszało, przecież to chyba nie Renata sypiała z czyimś mężem. I nie
                napisałam, że nienawidzę wszystkich, które są kochankami. Napisałam też, że
                współczuję tym, które zaangażowały się w związek, nie wiedząc, że facet ma
                rodzinę. Ja znalazłam siłę, żeby zakończyć taki związek, gdy prawda wyszła na
                jaw i współczułam tamtej żonie już wtedy (choć mam nadzieję, że nigdy się nie
                dowiedziała i to z powodu jej uczuć a nie dla spokoju swojego sumienia).
                Tego, co teraz przeżywam, nie uważam za karę za moją przeszłość, że wróciło
                zło, które kiedyś wyrządziłam. Gdyby tak było, to on, a nie ja, powinien teraz
                cierpieć. Napisałam też, że życzę wszystkiego najgorszego tym, które (którzy) z
                pełną świadomością budują swóje szczęście (???) na krzywdzie innych. Dotyczy to
                zarówno tych, którzy są kochankami, jak i tych zdradzających. Może jak wrócę do
                jakiejś równowagi, to nie będę tak radykalna. Ale w tej chwili czuję, że mój
                mąż powinien poznać chociaż część bólu, jaki teraz odzczuwam i żeby wiedział,
                dlaczego go to spotyka. Oczywiście nie mam zamiaru odpłacać mu pięknym za
                nadobne, tak się nie poniżę, niczego bym tym nie osiągnęła.
                Nawet do jego byłej(?) kochanki mam niejednoznaczny stosunek: jeśli wiedziała,
                że ma rodzinę, to jej nienawidzę i jeśli kiedyś na nią trafię, to mogę nie
                zachować się jak dama. Ale jeśli rzeczywiście nic nie wiedziała, to też jej
                nienawidzę, bo jestem o nią zazdrosna, ale jej nic nie zrobię i, choć samej
                przed sobą ciężko się przyznać, gdzieś w siódmym zakamarku duszy trochę jej
                współczuję. Mojego męża można albo kochać nad życie, albo nienawidzić na
                śmierć. Taki jest...
                A ja miotam się między tymi skrajnościami, choć w małżeństwie, oprócz miłości,
                wierności i zaufania, chciałam właśnie znaleźć spokój, poczucie równowagi i
                bezpieczeństwa
                • Gość: P. Re: do P IP: proxy / 134.65.212.* 05.02.03, 17:54
                  Przepraszam, przez nieuwage nie zmienilam tytulu, ale odpowiedz byla na Twoja
                  wypowiedz, o czym swiadcza wciecia w tekscie :)

                  Wspominalas o dwoch zwiazkach z zonatymi facetami i nie wspomnialas, ze za
                  pierwszym razem rowniez nie wiedzialas o istnieniu zony. Ten zwiazek mialam na
                  mysli.

                  Co do budowania szczescia na cudzym nieszczesciu zgadzam sie z Toba.

                  Poza tym, moze wbrew pozorom, jestem Ci blizsza, niz myslisz. No moze poza
                  romansowaniem z zonatymi facetami, bo tego faktycznie nie robilam. Nie
                  potrafilabym. W kazdym razie tak mysle.

                  Nie wiem, jak to przetrwasz, jak rozwiazesz ta sytuacje. Naprawde bardzo Ci
                  wspolczuje i zycze wszystkigo dobrego. Na pewno nie jest i nie bedzie Ci latwo
                  w najblizszym czasie.
          • patrycja74 Re: do Zalamanej 07.02.03, 16:14
            Nie sądzę, aby to rzeczywiście musiało być spowodowane zachowaniem autorki
            wątku. Czasami ludzie robią coś z powodu zwykłej nudy, albo pod wpływem chwili,
            tylko dlatego, że mogą. Dopiero potem przychodzi chwila refleksji, bicie się w
            piersi i próby tłumaczenia się przed sobą i innymi. Tyle, że wtedy jest już za
            późno.
    • Gość: Renata Re: Zalamana IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 05.02.03, 18:58
      Oczywiscie nie znam twojego meza i nie jestem ani jego ani zadnego innego
      zonatego faceta kochanka. Jestem tylko i wylacznie kochanka mojego wlasnego
      meza. Ja nie bronie twojego meza, bo to co zrobil jest naganne. Ja chcialam
      jedynie abys spojrzala na sprawe troszke szerzej, ale widze ze na to jest
      jeszcze dla ciebie za wczesnie. Predzej czy pozniej jednak jesli bedziesz
      chciala nadal z nim zyc( a mysle, ze warto jednak sprobowac ratowac wasz
      zwiazek, bo tak wiele was laczy), bedziesz musiala mu zadac pytanie o to czego
      mu w waszym zwiazku brakowalo. Wierz mi, jesli bedziesz wylacznie kreowac sie
      na ofiare perfidnego oszusta to nie wroze wam calkowitego pojednania. Wasz
      zwiazek moze po tym wszystkim stac sie nawet mocniejszy i szczesliwszy niz
      przedtem, ale nie w sytuacji kiedy tylko on bedzie sie walil w piersi.Musicie
      byc ze soba totalnie szczerzy. To co on zrobil to ewidentny blad, widoczny
      golym okiem. Twojego bledu tak latwo nie mozna dostrzec. To nie jest latwo
      przyznac sie ze sama zrobilam cos co doprowadzilo byc moze druga strone do
      zdrady. On moze poczatkowo przyznac ci absolutna racje, swoja absolutna wine,
      ale problem ktory w nim tkwil pozostanie nierozwiazany nadal i kiedys znowu da
      o sobie znac....
      • Gość: harpia Re: Zalamana IP: *.chello.pl 06.02.03, 09:50
        Tak sobie czytam porady Renaty dla zdradzonych kobiet - i nie mogę się
        nadziwić,że zawsze każe im zakładać worek pokutny:" wina jest zawsze po obu
        stronach " itd.
        Otóż nie wiem, jakiego męża ma Renata- ale albo jest to ostatni ciaptak, albo
        jeszcze kiedys ją zaskoczy - a wtedy zobaczymy, jaka bedzie dla niego
        wyrozumiała.
        Koleżanko Renato- żona może byc chodzącym ideałem,zachowywać sie zgodnie z tym
        co doradzają najlepsi psychoterapeuci i poradniki dla zamężnych kobiet,może w
        zarodku usuwać jakiekolwiek czynniki mogące w przyszłości osłabić ich związek,
        a mimo to ta dalekowzroczność nie ustrzeże jej przed nagłym napadem amoku u
        pana męża .Bo na przykład mając zonę brunetkę zapragnął blondynki dla odmiany,
        mając wysoką chciałby pobawić się z malutką itd.Powodów do skoku w bok są
        tysiące, a mężczyzna czuje się rozgrzeszony społeczną tolerancją w rodzaju " bo
        mężczyźni tak mają" "hormony" itd.
        No i jeszcze są takie dobre Renaty starające się dokopać kobietom, które i tak
        ledwo trzymają się życia po zdradzie tego jedynego.

        Mimo wszystko nie zyczę Renacie , by na własnej skórze sprawdziła, jak to jest.


        • niepewna1 Re: Zalamana 06.02.03, 11:30
          ani hormony ani blondynki - brunetki "na odmiane" nic tu nie tlumacza :
          istnieja po prostu mezczyzni ktorzy zdradzaja i tacy ktorzy nigdy tego nie
          zrobia bo potrafia zmierzyc ryzyko przygody i wiedza co straca (jesli zwiazek
          jest satysfakcjonujacy) w wypadku wpadki (na 99% zawsze sie wydaje)
          Faceci to nie swinie - niektorzy faceci to swinie.
          • Gość: załamana Re: do niepewnej1 IP: proxy / 217.8.186.* 06.02.03, 13:19
            niepewna1 napisała:

            > ani hormony ani blondynki - brunetki "na odmiane" nic tu nie tlumacza :
            > istnieja po prostu mezczyzni ktorzy zdradzaja i tacy ktorzy nigdy tego nie
            > zrobia bo potrafia zmierzyc ryzyko przygody i wiedza co straca (jesli zwiazek
            > jest satysfakcjonujacy) w wypadku wpadki (na 99% zawsze sie wydaje)
            > Faceci to nie swinie - niektorzy faceci to swinie.


            A co myślisz o facecie, z którym tak bardzo chcesz się spotkać, choć wiesz, że
            ma rodzinę?(to przecież Ty jesteś autorką wątku pt. "W matni")
            Może to mój mąż?
            Twoja wypowiedź tutaj trąci hipokryzją
            • niepewna1 Re: do niepewnej1 06.02.03, 13:24
              wcale nie ! jaka hipokryzja ? samo zycie
              a myslec nic nie mysle : konstatuje ze jest to facet ktory zdradza
              • Gość: załamana Re: do niepewnej1 IP: proxy / 217.8.186.* 06.02.03, 13:44
                niepewna1 napisała:

                > wcale nie ! jaka hipokryzja ? samo zycie
                > a myslec nic nie mysle : konstatuje ze jest to facet ktory zdradza


                A jeśli jednak to mój mąż - to jest świnią, czy nie?
              • Gość: harpia Re: do niepewnej1 IP: *.chello.pl 06.02.03, 13:44
                No to na cholerę ci taki? W celach poznawczych? Piszesz pracę magisterską z
                podrywania w internecie?
                • niepewna1 Re: do niepewnej1 06.02.03, 16:16
                  bo ludzie nie sprowadzaja sie do dupy ! i moga byc niezwykle interesujacy i nie
                  wierni !
                  mozna byc ostatnim podrywaczem i znakomitym kochajacym ojcem
                  wariatem i swietnym malarzem
                  alkoholikiem i znakomitym interesujacym artysta
                  narkomanem i pisarzem z ktorym nic tylko dyskutowac
                  prostytutka i miec serce na dloni
                  itd itp
                  • Gość: załamana Re: do niepewnej1 IP: proxy / 217.8.186.* 06.02.03, 16:30
                    niepewna1 napisała:

                    > bo ludzie nie sprowadzaja sie do dupy ! i moga byc niezwykle interesujacy i
                    nie
                    >
                    > wierni !
                    > mozna byc ostatnim podrywaczem i znakomitym kochajacym ojcem

                    A można być ostatnim podrywaczem i świetnym mężem?
                    I nie pisz, że taki człowiek to świetny ojciec - wzorzec dla dziecka. Wychowa
                    pokolenie kolejnych drani, takich, jak on.
                    Ciekawe, jeśli kiedyś będziesz miała córkę i mąż ją będzie zdradzał, to też
                    będziesz taka tolerancyjna?
                    Moja córka jest jeszcze malutka, ale mój własny ojciec był niezłym draniem.
                    Dobrze, że nie miał syna.
                  • alfika Re: do niepewnej1 07.02.03, 13:28
                    "mozna byc ostatnim podrywaczem i znakomitym kochajacym ojcem" (???)

                    zawsze mi się wydawało, że mój ojciec był znakomity m.in. dlatego, że mnie
                    wychowywał - polegało to np. na przekazaniu konkretnych przesłanek (z niemodnym
                    słowem: moralnych przesłanek).
                    Cóż...
        • Gość: załamana Re: do Harpii i Renaty IP: proxy / 217.8.186.* 06.02.03, 11:47
          Dzięki Ci, HARPIO, za Twoją ripostę.
          Już zaczynałam się czuć jak ostatnia szmata, która najpierw jest kochanką
          jakiegoś męża, czy tatusia, a potem lamentuje, że jako żonę też ją to spotkało.

          Primo - czy kobieta jest kochanką, kiedy nie ma pojęcia, że facet jest już
          zajęty, czy zaczyna być nią dopiero, kiedy się o tym dowiaduje? Ja chyba
          niepotrzebnie użyłam tego określenia i wywołałam oburzenie. Cóż, ryzyko
          szczerości. Nie chcę rozgrzeszenia, bo już wtedy czułam się podle, gdy okazało
          się, że jednak jest żona, dziecko. Przyznałam się do tego na forum, żeby
          uświadomić ewentualnym czytelnikom, że nie patrzę na swoją sytuację tylko z
          pozycji żony. I że znalazłam sobie wtedy dość siły, żeby odejść, choć bardzo
          się zaangażowałam, choć czułam się oszukana i nie mogłam wyjść i trzasnąć
          drzwiami, lecz przez jeszcze jakiś czas byłam skazana na kontakty z nim.
          Secundo - pierwsza myśl, jaka mi przyszła, kiedy mąż się przyznał, to było
          właśnie -czym zawiniłam, co zrobiłam źle albo czego nie zrobiłam wcale, że do
          tego doszło. Okazało się, że nie dałam powodu, a na pytanie dlaczego tak
          postąpił- jedna odpowiedź - nie wiem. Na pytanie - w czym była lepsza, co go
          tak przyciągnęło - nie wiem. Co sobie myślał, kiedy sypiał z nami obiema - nie
          wiem. Jak wyobrażał sobie przyszłość, gdybym nie odkryła zdrady - nie wiem. To
          skąd ja miałam wiedzieć przed, skoro on nie wie do tej pory? Masz rację,
          Harpio, to chyba loteria
          Tertio - rozpoczęłam ten wątek na forum, bo potrzebowałam wsparcia, kontaktu z
          osobami, które poradziły sobie z podobnym problemem. Nie chodzi mi o to, żeby
          ktoś za mnie podjął decyzję: zostać, odejść, zabić, ratować małżeństwo,
          wybaczyć, czy nawet radził, jak postąpić - to muszę zrobić sama. Ja potrzebuję
          wiedzy, jak PRZETRWAĆ ten koszmar, zanim osiągnę psychiczą równowagę i będę w
          stanie racjonalnie myśleć. Wtedy przyjdzie czas na rozpatrzenie przyczyn,
          błędów, skutków, nawet na refleksję, czy rzeczywiście to zemsta losu za moje
          grzechy.

          Ale jeśli ktoś pisze: masz to, na co zasłużyłaś, sama sobie na to zapracowałaś,
          to życzę mu tylko, żeby nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji.
        • Gość: załamana Re: do Harpii i Renaty IP: proxy / 217.8.186.* 06.02.03, 11:47
          Dzięki Ci, HARPIO, za Twoją ripostę.
          Już zaczynałam się czuć jak ostatnia szmata, która najpierw jest kochanką
          jakiegoś męża, czy tatusia, a potem lamentuje, że jako żonę też ją to spotkało.

          Primo - czy kobieta jest kochanką, kiedy nie ma pojęcia, że facet jest już
          zajęty, czy zaczyna być nią dopiero, kiedy się o tym dowiaduje? Ja chyba
          niepotrzebnie użyłam tego określenia i wywołałam oburzenie. Cóż, ryzyko
          szczerości. Nie chcę rozgrzeszenia, bo już wtedy czułam się podle, gdy okazało
          się, że jednak jest żona, dziecko. Przyznałam się do tego na forum, żeby
          uświadomić ewentualnym czytelnikom, że nie patrzę na swoją sytuację tylko z
          pozycji żony. I że znalazłam sobie wtedy dość siły, żeby odejść, choć bardzo
          się zaangażowałam, choć czułam się oszukana i nie mogłam wyjść i trzasnąć
          drzwiami, lecz przez jeszcze jakiś czas byłam skazana na kontakty z nim.
          Secundo - pierwsza myśl, jaka mi przyszła, kiedy mąż się przyznał, to było
          właśnie -czym zawiniłam, co zrobiłam źle albo czego nie zrobiłam wcale, że do
          tego doszło. Okazało się, że nie dałam powodu, a na pytanie dlaczego tak
          postąpił- jedna odpowiedź - nie wiem. Na pytanie - w czym była lepsza, co go
          tak przyciągnęło - nie wiem. Co sobie myślał, kiedy sypiał z nami obiema - nie
          wiem. Jak wyobrażał sobie przyszłość, gdybym nie odkryła zdrady - nie wiem. To
          skąd ja miałam wiedzieć przed, skoro on nie wie do tej pory? Masz rację,
          Harpio, to chyba loteria
          Tertio - rozpoczęłam ten wątek na forum, bo potrzebowałam wsparcia, kontaktu z
          osobami, które poradziły sobie z podobnym problemem. Nie chodzi mi o to, żeby
          ktoś za mnie podjął decyzję: zostać, odejść, zabić, ratować małżeństwo,
          wybaczyć, czy nawet radził, jak postąpić - to muszę zrobić sama. Ja potrzebuję
          wiedzy, jak PRZETRWAĆ ten koszmar, zanim osiągnę psychiczą równowagę i będę w
          stanie racjonalnie myśleć. Wtedy przyjdzie czas na rozpatrzenie przyczyn,
          błędów, skutków, nawet na refleksję, czy rzeczywiście to zemsta losu za moje
          grzechy.

          Ale jeśli ktoś pisze: masz to, na co zasłużyłaś, sama sobie na to zapracowałaś,
          to życzę mu tylko, żeby nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji.
        • Gość: Renata Re: Harpia IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.03, 18:53
          Harpia zanim zaczniemy analizowac Renate i jej meza poanalizujmy Harpie i jej
          ciaptaka. Niech Harpia zastanowi sie co pisze zanim palnie nastepna glupote.
          Renata nie pisala porad dla zdradzonych kobiet, lecz dla jednej zdradzonej
          kobiety. Czy Harpia rowniez jest zdradzana jak Zalamana i dlatego jest taka
          wsciekla? Zdrada moze dzialac w dwie strony jak zapewne wiesz i z zycia i z
          listu zalamanej, wiec nie pisz tylko o idealnych zonach i facetach " swiniach"
    • Gość: Renata Re: ZDRADA..POTRZEBNE TYLKO WSPARCIE... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.03, 18:43
      Jestes pelna niekonsekwencji. Przypominam ci , ze swoj watek zatytulowalas:
      ZDRADA I CO DALEJ . Staralam sie wiec pisac na temat, co moze byc dalej. Jesli
      chcesz wylacznie wsparcia , a nie trzezwego spojrzenia, bo jest jeszcze dla
      ciebie za wczesnie na analizy to trzeba bylo zatytulowac watek: ZDRADA-
      POTRZEBNE WSPARCIE. Jak widac masz w sobie duzo sily aby sie na mnie wyzywac,
      moze wiec raczej skoncentruj swoja energie na swoim zwiazku a nie na analizie
      mojej osoby. Twoj maz doskonale wie dlaczego cie zdradzil, ale nie moze ci
      powiedziec tego zeby cie dodatkowo nie zranic. Ty zas chowasz nadal glowe w
      piasek, tak jak dotychczas. Ty prawdy nie chcesz slyszec i dlatego on ci nie
      powie nic. Ja rozumiem ze sa mezczyzni zdradzajacy wylacznie dla seksu, ale
      twoj powiedzial ci chyba, ze sie zakochal wiec jak widac to nie byl tylko seks
      dla niego. Nigdy ci nie powiedzialam ze zaslugujesz na zdrade bo sama bylas
      kochanka zonatego i dzieciatego faceta. To ty sama czujesz ze cie to meczy, ze
      to jakby wrocilo do ciebie. Ja zyczylam ci do tej pory wszystkiego
      najlepszego. I niech tak zostanie, ale twoj charakter do najlepszych i
      najbardziej wdziecznych nie nalezy. I moze tu jest pies pogrzebany. Szkoda mi
      juz wiecej czasu dla ciebie.
      • Gość: harpia Re: ZDRADA..POTRZEBNE TYLKO WSPARCIE... IP: *.chello.pl 06.02.03, 19:23
        Dobra decyzja, Renatko.Przestań wreszcie powtarzać na okrągło te same frazesy,
        bo to juz nudne.Cały ten czas tracony tutaj na forum przeznacz dla siebie - z
        pożytkiem dla wszystkich.
        • Gość: Renata Re: ZDRADA..POTRZEBNE TYLKO WSPARCIE...Harpia IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.03, 20:12
          Ten post nie byl do ciebie.Odpowiedz raczej na ten ktory byl do ciebie
          powyzej . Zalamana nie jest az taka zalamana zeby potrzebowala takiego
          marnego" adwokata" jak ty.
    • Gość: A28 Do Renaty IP: *.proxy.aol.com 06.02.03, 20:09
      Nie ma co dyskutowac. Nie denerwuj sie. Zauwaz jedno: prawie wszystkie
      zdradzone zony sa chodzacymi idealami a ich malzonkowie podle swinie. Ja tylko
      nie rozumiem jednego. Dlaczego wychodzily za maz za takiego padalca, kochaja go
      bezgranicznie nadal i trzymaja sie pazurami jego podlego ciala? Jakos jak dotad
      nigdy nie przeczytalam, zeby taka zdradzona i rozzalona potrafila powiedziec,
      ze popelnila blad, ze wlasciwie dala powody do pojscia na lewo, bo z
      oszalamiajacej kochanki, po slubie stala sie wydzielajaca swe cialo,
      posiadaczka obraczki na palcu. Na przyklad. Albo ze zwiewnej panny mlodej
      zrobil sie babsztyl. Albo jej maz wiecej nie pociaga fizycznie, ale jego
      portfel i owszem. A wogole, najlepiej by bylo od chwili jej zamazpojscia
      wszystkie inne, atrakcyjniejsze, wolne, czy po prostu kobiety, wystrzelac. Nie
      byloby wtedy zagrozenia. Bo czytalas juz kiedys, zeby to maz byl winny??? On
      zawsze zostaje uwiedziony, choc w domu ma taki zbior cnot wszelakich. I ona
      zawsze jest zaskoczona, nic nie widziala przed tem, swiat jej sie wali i o
      dobro dzieci chodzi. A on, ten zdradzajacy, swinia. Jak mogl jej to zrobic??
      Kocha ja przeciez i tylko ja!! Malo ktora zdradzona zona, jesli ja to tak boli
      i nie moze z tym zyc, pokaze drzwi i powie: zegnaj. I wiesz co? ja nawet gotowa
      jestem twierdzic, ze maz, ktory wie, jakie go czekaja konsekwencje na wypadek
      zdrady, sto razy sie zastanowi, zanim zdradzi. A taki, ktory przypuszcza, ze
      malzonka urzadzi awanture i przytuli do piersi, nie ryzykuje niczym. I nie
      chcialabym wiedziec ilu z tych, ktorym wspanialomyslnie przebaczono, smieje sie
      w kulak. Czyta sie tu czasem wypowiedzi takich zdradzajacych mezow. Oni maja
      swoja slubna gleboko gdzies. I ja sie im wcale nie dziwie. Jesli taka pani
      glosi swoja absolutna nietolerancje zdrady a po fakcie jej poglady kurcza sie
      do mikroskopijnych i wszystkowybaczajacych, to dlaczego maja tego nie robic,
      skoro maja ochote?
      I, oczywiscie, bywaja i madre zwiazki, gdzie zdrada pokazala ich slabe punkty i
      oboje sa gotowi to przyznac i naprawic. Ale wtedy nie ma lamentu i wyzwisk,
      tylko rozmowy pomiedzy zaintresowanymi i kompromis. Ale tego nie robi sie
      publicznie.
      Nie ma wiec sensu zadna konstruktywna rozmowa z tego typu "ofiara" podlego
      chlopa. Ona i tak bedzie miala w wlasnym przekonaniu racje. Bo jak tu, na
      forum, tak i w zyciu rola jej meza sprowadza sie do zarabiania pieniedzy,
      trzymania pyska i dzialania na komando. No, moze jeszcze do zrobienia dzieci. A
      jesli zdraza, to mu hormony graly, dziwka go uwiodla, lub biedny sie spil i nie
      wiedzial co czyni. Swinia po prostu. Ale ona go kocha.
      Pozdrawiam
      A.
      • niepewna1 cos 06.02.03, 20:19
        chcialam po powyzszym napisac ale ...po co ? :-)))
      • Gość: Renata Re: Do A28 IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.03, 20:22
        Dziekuje ci A28 za twoj post. Napisalas dokladna i szczera prawde. Lepiej jest
        zawsze obwiniac kogos innego niz samego siebie, szczegolnie kochanke, meza czy
        nawet kogos obcego na forum kto pisze niecalkiem to co chcialoby sie
        uslyszec.Pozdrawiam cie serdecznie , jeszcze raz dziekuje i ciesze sie ze sa
        tu na forum ludzie tak madrzy i dojrzali zyciowo jak ty.
        • Gość: harpia Re: Do A28 IP: *.chello.pl 06.02.03, 20:33
          Widzisz, Renatka, minęłaś się w życiu z takim fajnym gościem jak A28 - to
          właśnie była twoja wymarzona połówka.Ale może jeszcze nic straconego ?
          O ile sobie przypominam , włóczycie się regularnie po wątkach o zdradzie- i z
          lubością przypieprzacie właśnie kobietom. Może obaj jesteście facetami?
          To by wiele tłumaczyło.
          • Gość: A 28 Jestem kobieta!! IP: *.proxy.aol.com 06.02.03, 20:44
            A "chodze" tez i po innych watkach, ale takiego zbioru glupoty, jak wlasnie w
            watkach o zdradzie nie ma prawie nigdzie. I na wszelki wypadek dodam, ze jestem
            zamezna, niezalezna finansowoi psychicznie od mojego meza, wiedzie mi sie
            swietnie i jesli moj maz mnie zdradza a ja tego nie wiem, to chyle czola przed
            jego sprytem. Mnie wolno to samo. Jesli natomiast bym sie o tym dowiedziala to
            w nastepnej minucie przestajemy jako zwiazek istniec. I to dziala w obie
            strony. Dlatego lepiej nie zaczynac, jesli nam zalezy. A jesli nie zalezy, to
            jaki w zwiazku bylby sens?
            A.
            • Gość: harpia Re: Jestem kobieta!! IP: *.chello.pl 06.02.03, 20:53
              Oj gościu, gościu ....Twój serwer cię zdradza, a gdybym miała czas przejrzeć
              poprzednie wątki , zasypałabym cię tuzinami twoich własnych złotych
              myśli ,wktóre wygłaszasz jako 100% mężczyzna , w dodatku używając rodzaju
              męskiego. Przyłapawszy cię raz na kłamstwie, jak można traktowac serio całą
              resztę twoich wywodów....
              • Gość: A28 Slowo sie rzeklo.... IP: *.proxy.aol.com 06.02.03, 21:16
                kobyla u plota. Czekam. Powiedzialas publicznie, wiec trzymam cie za slowo.
                Udowodnij mi, ze jestem mezczyzna. I jesli ci chodzi o moje IP: *.proxy.aol.com
                to uswiadamie cie, ze jest to jeden z najwiekszych, jesli nie najwiekszy
                provider na swiecie. Miliony ludzi plci obojga!! Masz co robic. A wiec! Do
                dziela!!
                Ja jednak pozostaje przy tym, ze jestem kobieta!!
                Pozdrawiam
                A.







            • Gość: kret Re: Jestem kobieta!! IP: *.ichf.edu.pl 07.02.03, 10:15
              To dziękuj za to że jesteś niezależna finansowo i psychicznie - każda z kobiet
              która byłaby niezależna finansowo napewno inaczej zareagowałaby by na zdradę -
              otwierając drzwi i wystawiając walizkę . Ale przeważnie zastanawia się po
              chwilowym ochłonięciu - co dalej czy starczy mi na opłacenie komornego ,
              rachunków , życie , co z płatną szkołą dzieci , z angielskim itp. I wychodzi
              że nie starczy na nic , dorobek całego dotychczasowego życia idzie pod młotek
              podziałowy , a my musimy wytłumaczyć dzieciom że tak naprawdę to od jutra na
              nic nas nie stać . A mąż bez bagażu dzieci i problemów odlatuje spełniając się
              w nowj miłości . I tak naprawdę to boli i zdrada i bezsilność i to że kochamy
              tego człowieka i nienawidzimy jednocześnie . I to wszystko jeszcze bardziej nas
              wykańcza psychicznie . Należy pogratulować Ci niezależności finansowej która
              daje Ci konfort psychiczny , a mąż Twój który zdając sobie sprawę z tego - wie
              że na głupoty sobie pozwolić nie może w momencie kiedy mu na Tobie zależy .
              • Gość: Malwina Re: Jestem kobieta!! IP: *.abo.wanadoo.fr 07.02.03, 10:19
                dziekuj ? komu ? bogu ?
                ma takie zycie jakie sobie urzadzila
                inni tez
            • patrycja74 Re: Jestem kobieta!! 07.02.03, 16:29
              Wiesz? Znam wiele osób, które mówily to samo, co Ty. Tyle ze do momentu, kiedy
              je to spotkalo i musialy skonfrontowac wlasne wyobrazenia o sobie i zyciu z
              rzeczywistoscia.
      • patrycja74 Re: Do A28 07.02.03, 16:26
        Czlowiek nigdy nie wie, jak sie zachowa w danej sytuacji, dopoki sam jej nie
        doswiadczy. Tylko teoretyzowanie bywa proste. Dla niektórych tu obecnych takze
        napadnie na innych.
    • Gość: z do A 28 IP: *.acn.waw.pl 06.02.03, 21:59
      chciałam Ci tylko powiedzieć, że zazdroszczę Ci tak niezłomnych i przejrzystych
      zasad. Ja tez kiedyś takie miałam...
      • Gość: Malwina Re: do A 28 IP: proxy / *.d1.club-internet.fr 06.02.03, 22:06
        az mnie korci zeby odp za A28 . Moge ?
        to nie zasady - to charakter - zachowa do konca zycia :-)
        z gory przepraszam najbardziej zainteresowana
        • unknown10 Re: do A 28 i nie tylko 07.02.03, 04:03
          czy to polskie spoleczenstwo sklada sie z samych oszustow skoro tak swietnie
          toleruje oszustwa?
          zdrada to przede wszystkim oszustwo, czy tolerowalibyscie bycie oszukanym przez
          bankowca, sprzedawczynie w sklepie, nauczyciela, lekarza, psychologa itp, itd?

          mozna sie odkochac, przestac lubic czy znudzic soba - wyjscie jest proste i
          uczciwe - rozstanie, a nie zdrady i udawanie ze to blad, przepraszanie i te
          wszystkie bla bla bla..
          przestancie tolerowac oszustwa i oszustow/tki - ot co
          • Gość: af Re: do A 28 i nie tylko IP: *.uni / 172.26.3.* 07.02.03, 12:11
            bardzo mocno jestem myslami z wami zawiedzionymi zonami. moj maz zdradzil mnie
            tez. jedyne to co wiem, to fakt, ze strasznie trudno byc znow razem. to juz dwa
            lata od kiedy znow jestesmy razem. ja caly ten czas cierpie. czy to warte, czy
            lepiej to rzucic i szukac nowego szczescia.to takie trudne.
          • Gość: af Re: do A 28 i nie tylko IP: *.uni / 172.26.3.* 07.02.03, 12:12
            bardzo mocno jestem myslami z wami zawiedzionymi zonami. moj maz zdradzil mnie
            tez. jedyne to co wiem, to fakt, ze strasznie trudno byc znow razem. to juz dwa
            lata od kiedy znow jestesmy razem. ja caly ten czas cierpie. czy to warte, czy
            lepiej to rzucic i szukac nowego szczescia.to takie trudne.
            • Gość: załamana Re: ZDRADA... I PROŚBA IP: 217.8.186.* 07.02.03, 13:22
              Gość portalu: af napisał(a):

              > bardzo mocno jestem myslami z wami zawiedzionymi zonami. moj maz zdradzil
              mnie
              > tez. jedyne to co wiem, to fakt, ze strasznie trudno byc znow razem. to juz
              dwa
              >
              > lata od kiedy znow jestesmy razem. ja caly ten czas cierpie. czy to warte,
              czy
              > lepiej to rzucic i szukac nowego szczescia.to takie trudne.




              To ja ZAŁAMANA

              Dziękuję za słowa wsparcia, krytykę przyjmuję z pokorą.

              Do tej pory jednak wypowiadały się osoby, które są w trakcie naprawiania swoich
              związków, które sobie nie poradziły, mimo, że minął rok, dwa, trzy lata...,
              albo takie, które nie znalazły się w podobnej sytuacji i mimo całej swojej
              empatii (w stosunku do mojego męża, jego kochanki, innych zainteresowanych i
              mnie samej), nie bardzo są w stanie pomóc.
              Może znalazłaby się choć jedna osoba - nie koniecznie kobieta, mężczyźni też są
              zdradzani- ktoś, kto może powiedzieć: jesteśmy razem, poradziliśmy sobie, nigdy
              nie będzie tak samo, ale przetrwaliśmy burzę i nasz ocean jest już spokojny.
              Niech ten ktoś podpowie mi, jak to zrobić.
              • Gość: Mirella Re: ZDRADA... I PROŚBA IP: *.metronet.pl 08.02.03, 15:25
                Zdrada ciągle boli, mimo upływu lat. Nie znam w swoim otoczeniu żadnego
                małżeństwa, w którym doszło do zdrady i dalej było dobrze.
                Ja przepłakałam całe 4 lata, zanim zdecydowałam się odejść od męża. Wiem teraz
                po wielu latach, że była to najlepsza decyzja jaką podjęłam.
                Bałam się też, że nie poradzę sobię finansowo. Poradziłam sobie jednak całkiem
                nieźle. Teraz dopiero doceniam spokojne, przespane noce, normalnie
                zorganizowane życie, minimalną ilość stresów.
                Gdyby nie rozwód, byłabym psychicznym strzępem człowieka.
                Prawdą jest to, co piszą A28 i Renata, że gdzieś w związku tkwi jakiś problem
                jak dochodzi do zdrady (ja nigdy nie twierdziłam, że wina leży wyłącznie po
                stronie ex-męża, moje "zasługi" także były). Uświadomie nie tego sobie jednak
                nie zmniejsza bólu.
                Dopiero od 2-3 lat jestem znów normalną osobą, mam ochotę na życie, staram je
                sobie zorganizować tak, aby MNIE było dobrze. To jest naprawdę możliwe.
                Dopiero teraz mogę powiedzieć: ŻYCIE jest piękne :-))
                serdeczności dla wszystkich.
              • polifoniczne.dzwonki Re: ZDRADA... I PROŚBA 08.02.03, 21:23
                Po przeczytaniu całego wątku tak sobie myslę, że ty jednak koniecznie chcesz,
                by wróciły stare dobre czasy - a one już nie wrócą . Różni ludzie dawali ci
                dobre rady , oceniali twojego ślubnego, nie wyszło na jego korzyść , niestety.
                Czy Ty chcesz jednak trzymać sie go kurczowo, bo myslisz, że on jest tylko
                chwilowo zamroczony a potem rozum mu wróci? Nawet jak troche otrzeźwieje, to
                potem będzie mu łatwiej pakować się w następne afery.Po co ci to ?
                • Gość: aga zacznnij od siebie IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 16:29
                  przestań rozczulać zię nad sobą bo może być gorzej. Skup się na tym co masz -
                  dziecku (dzieciach), pracy. to naprawdę dużo.
                  w pracy nikogo nie będą obchodzić twoje kłopoty, zaczniesz jak sama piszesz
                  zawalać zlecenia to cię wywalą i tyle. Z czego się utrzymasz? musisz być
                  niezależna. Zajmij się dziećkiem ( dziećmi) im się naprawdę świat wali- ty
                  niestety jesteś duża. wszystko da się przeżyć a czas naprawdę robi swoje. jak
                  musisz płakać to p`lacz- ale jak swoje zrobisz- w pracy w domu. Zacznnij
                  odpowiadać za siebie nie czekaj na pomoc innych - może przyjdzie a może nie.
                  Zobaczysz, że to nie takie trudne.
    • Gość: załamana Re: do Agnieszki C!!!!!!! IP: 217.8.186.* 10.02.03, 16:26
      Agnieszko,
      napisałam do Ciebie w ubiegłym tygodniu na prywatny e-mail.
      Nie wiem, czy nie dostałas mojej wiadomości, nie miałaś czasu odezwać się, czy
      może przypadkiem Cie czymś uraziłam?
      Skasowałam niechcący Twój adres, dlatego tą drogą proszę Cię o kontakt, nawet
      jeśli mi napiszesz, że nie jesteś zainteresowana.
      Pozdrawiam,
      aiszka4@gazeta.pl
      • Gość: krycha Re: do Agnieszki C!!!!!!! IP: *.cable.net.pl / 192.168.4.* 11.02.03, 12:09
        rozum moze ale nie musi wrocic mniej wiecej po miesiacu znam to ,tylko ze u
        mnie byla ta roznica ze moj maz twierdzil ze kocha mnie a co do niej nie umial
        sie okreslic,minelo 7 miesiecy a mnie wciaz boli tego sie nie zapomni mozna
        tylko nauczyc sie z tym zyc i dopoki sie tego nie zrozumie przechodzi sie
        koszmar,zaakceptuj to albo odejdz,moze byc jeszcze wspaniale u mnie tak
        jest,pomimo bolu kochamy sie nadal a i zwiazek jest owiele glebszy bogadszy w
        doswiadczenia ,wiem jedno nigdy wiecej przez to nie przejde jesli sie powtorzy
        to bedzie to koniec.powodzenia.
        • Gość: załamana Re: Krycha IP: 217.8.186.* 11.02.03, 14:23
          Gość portalu: krycha napisał(a):

          > rozum moze ale nie musi wrocic mniej wiecej po miesiacu


          Nie wiem, czy masz na myśli rozum mojego męża, czy moją zdolność logicznego
          myślenia i umiejętność podjęcia decyzji. Jeśli to ostatnie, to jestem
          przegrana, bo wątek rozpoczęłam 2 miesiące po "fakcie" i nadal nie jestem
          pewna, co zrobić.
          To znaczy jestem pewna w zależności od nastroju - wyrzucam go z domu trzy razy
          w tygodniu, by się potem uspokoić i poprosić, żeby się jednak nie pakował.
          Czyli właściwie ta huśtawka emocjonalna nie pozwala mi myśleć rozsądnie.
          Ale jeśli twierdzisz, że można z tym żyć - nie odchodząc od męża i chociaż
          boli, to nadal się kochacie - to jest dla mnie nadzieja.
          Nie chcę związku "za wszelką cenę", ale chcę spróbować wszystkiego, żeby go
          uratować, a odejść, jeśli się nie uda.
          Dzięki za Twój post i pozdrawiam ciepło :)
          • Gość: aga Re: załamana?? IP: 212.109.144.* 11.02.03, 14:36
            czy przypadkiem nie polubiłaś tego stanu- przeżywasz, możesz czuć się
            skrzywdzona, możesz wyrzucać, godzić się, coś się dzieje, nie jest nudno.
            Naprawdę warto wymagać coś od siebie - tylko to kosztuje. jeżeli to trwa dwa
            miesiące a ty wciąż nie wiesz co chcesz - to tak jakby było ci z tym dobrze.
            Nigdy nie żałuję dorosłych - może jednak pomyslisz o dzieciach? postaw się na
            ich miejscu-wyrzucanie, awantury, powroty, Dużo w tobie niestety
            niedojrzałości i egoizmu.
            • Gość: załamana Re: do Agi IP: 217.8.186.* 11.02.03, 15:50
              Gość portalu: aga napisał(a):

              > czy przypadkiem nie polubiłaś tego stanu- przeżywasz, możesz czuć się
              > skrzywdzona, możesz wyrzucać, godzić się, coś się dzieje, nie jest nudno.
              > Naprawdę warto wymagać coś od siebie - tylko to kosztuje. jeżeli to trwa dwa
              > miesiące a ty wciąż nie wiesz co chcesz - to tak jakby było ci z tym dobrze.
              > Nigdy nie żałuję dorosłych - może jednak pomyslisz o dzieciach? postaw się na
              > ich miejscu-wyrzucanie, awantury, powroty, Dużo w tobie niestety
              > niedojrzałości i egoizmu.

              Dzieci w to nie mieszam, nie robię awantur, przez ten czas ani razu nie
              podniosłam głosu, rozmowy odbywają się przeważnie wieczorem, jak położę maluchy
              spać. Nigdy nie widziały, jak mąż się wyprowadza czy wraca (zresztą aż tak
              daleko nie zaszliśmy, skończyło się na słowach).

              A jak cofniesz się do postów innych zdradzonych (nawet w tym wątku) to
              poczytasz, że zbierały się rok, a nawet kilka lat, zanim podjęły ostateczną
              decyzję.
              Uważasz, że mi, im z tym dobrze? Ponieważ nie poradziłam sobie przez dwa
              miesiące, a nikt z mojego otoczenia nie był nawet w podobnej sytuacji, dlatego
              zaczęłam pisać na forum. I podjęłam inne działania, żeby wreszcie na coś się
              zdecydować, choć na efekty muszę poczekać.
              A to wcale nie jest takie łatwe - zdecydować czy tylko jeść, czy tylko pić...
              Ale masz rację - muszę wziąć się w garść.
            • patrycja74 Re: załamana?? 11.02.03, 15:51
              Myślisz, że taki stan może się komukolwiek podobać? To nie jest prosta
              sytuacja, tu nie ma 100%-ego dobrego wyjścia. Z perspektywy czasy każda decyzja
              może się okazać równie dobrze dobra, jak i zła. Poza tym każdy jest inny. Są
              tacy, którzy potrafią rzucić wszystko w jednej chwili, nie oglądając się na nic
              i na nikogo, ale są też tacy, którzy rozważają wszystko po sto razy, próbują
              wciąż od nowa. Moim zdaniem nie ma tu egoizmu, a jedynie wielki ból i żal, a te
              potrzebują czasu. U każdego wedle jego potrzeb. To jakby cos w rodzaju zaloby.
              Nic nie mozna przyspieszyc.
          • Gość: krycha Re: Krycha IP: *.cable.net.pl / 192.168.4.* 13.02.03, 12:37
            oczywiscie ze jego rozum mam na mysli moj maz zrozumial co moze stracic mniej
            wiecej po miesiacu,nigdy nie przyzna sie do tego ale wiem ze pomyslal ze go
            zdradzam albo zamiezam wtedy tamta stracila go na zawsze ,zaczol sprawdzac mnie
            pytac czy go zdradzilam czy co smieszne chociaz sie calowalam z kims
            innym,wtedy wrucil na dobre,a teraz jest poprostu wspaniale sa chwile
            zwatpienia ale one zostana ,a jesli idzie o twoj stan emocjonalny to wiem
            dobrze o czym piszesz,ostatnia juz bardzo powazna awantura byla mniej wiecej po
            4 miesiacach ale byla ostatnia.
    • Gość: M Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.szpital.elblag.pl / 10.1.0.* 13.02.03, 14:20
      Czesc Zalamana.Wspolczuje Ci bardzo.Jestem facetem,ale spotkala mnie identyczna
      sytuacja.Wiem jak cierpisz.Moje rady (z autopsji):
      1.Zakoncz sytuacje,ze maz ma 2 kobiety.Sprowadza sie to zazadania separacji
      (niekoniecznie sadownej,moze byc tylko jego wyprowadzka)
      2.Nie deklaruj na razie ze chcesz rozwodu.
      3.Wytrzymaj presje aktualnego cierpienia i NA BOGA nie zabiegaj o wzgledy meza
      4.Idz po porade do adwokata,zacznij przygotowywac sie do rozwodu (to nie znaczy
      ze do niego dojdzie)
      5.Przyzwyczajaj sie do mysli,ze najlepszy przyjaciel okazal sie wrogiem(to nie
      znaczy ze na zawsze tak zostanie)
      6.Zakoncz obwinianie siebie i za wszelka cene mysl o sobie dobrze
      7.Traktuj meza uprzejmie ale z rezerwa,zadaj wspolfinansowania dzieci i
      wsparcia w opiece nad nimi
      8.Zorganizuj sobie wsparcie psychiczne najblizszych przyjaciol i rodziny.
      9.Nie inicjuj z wlasnej inicjatywy "wyjasniajacych" rozmow z mezem
      10.Nie podejmuj daleko idacych decyzji,cierpienie musi sie
      wypalic
      TRZYMAJ SIE!!!!!!1!!!!


































    • Gość: Rezi2 Dalej ? Do widzenia. IP: 217.197.166.* 14.02.03, 09:13
      Mam to za soba. Nie chce sie wywodzic na ten temat, zwlaszcza, ze zaraz zostane
      obrzucony błotem na tym forum.
      Sprawa jest prosta - DO WIDZENIA. Wiem, probowalem, 1.5 roku meczylem sie. Nie
      warto.Uwierz mi.
      • Gość: krycha Re: Dalej ? Do widzenia. IP: *.cable.net.pl / 192.168.4.* 14.02.03, 10:49
        ale probowalas !wiec nie mow ze nie warto ,nie kazdy jest taki sam dopoki nie
        sprobujesz nie mozesz powiedziec ze warto czy nie ,ty juz wiesz zalamana nie.
        • Gość: Rezi2 Re: Dalej ? Do widzenia. IP: 217.197.166.* 14.02.03, 13:52
          próbowałeś - jestem facetem :)
    • Gość: sabna Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.x-net.gliwice.pl 14.02.03, 12:07
      Do wszystkich Pań, które twierdzą że mężowie zdradzają żony bo się zaniedbały,
      bo coś w związku było nie tak. To nie do kóńca jest prawda wydaje mi się że
      większość ludzi zdradza z nudy. Z nudy wynikajacej z faktu bycia z jedną osobą
      od wielu lat, a dookoła tyle atrakcyjnych kobiet i mężczyzn. Po kilku latach
      sielanki dostrzega się że wiele rzeczy jest niedostępnych a bardzo
      pociagających,zakazany owoc najbardziej smakuje. Napewno i Wam podobaja się
      inni mężczyźni lecz problem tkwi w charakterze i umiejętności powiedzenia nie.
      Jedni to potrafią inni nie. Żadna ze zdradzanych kobiet nie może czuć się
      winna - to nie przez to że coś w związku było nie tak mężowie Was zdradzali.
      Zdradzali bo byli słabi i bez charakteru, bardziej cenili swoją przyjemnośc niż
      rodzinę. A jesli rzeczywiście coś według nich w zwiazku było nie tak to powinni
      się starać to naprawić, lub odejśc zanim znajdą sobie kochankę.
      Załamana mam nadzieję że okres żałoby po straconych złudzeniach niedługo minie
      i odnajdziesz jeszcze wiele szczęścia w zyciu.
      Pozdrowienia,
      Sabna
      • Gość: Elbereth Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: *.139.3.213.dial.bluewin.ch 14.02.03, 16:36
        Nie jestem pewna czy to odpowiednie miejsce na moj post, ale moze nie bedzie
        tak zle. Otoz od dwoch tygodni jestem w zwiazku( jesli mozna to tak nazwac) z
        zonatym facetem. O tym ze nie jest sam dowiedzialam sie po dwoch dniach
        znajomosci. Od poczatku laczyl nas ,,magnetyzm,, wiec postanowilam , brutalnie
        mowiac, olac ten fakt . Liczylo sie dla mnie tylko moje szczescie. I tak bylo
        do dzis. Dopiero gdy przeczytalam listy Tych Zdradzonych zdalam sobie sprawe,
        ze to co robie jest okropnym swinstwem. Sama pochodze z rozbitej rodziny i niby
        wiem ile cierpienia doznalam... Teraz wiem, ze zle robilam spotykajac sie z
        nim. Jako kobiety powinnysmy byc wzgledem siebie solidarne i nie odbierac sobie
        nawzajem facetow. Jest mi naprawde strasznie przykro wzgledem jego zony jak i
        Was, ktore cierpicie. Nie zdobede sie na tyle owdagi by ja przeprosic( ale czy
        to cokolwiek by dalo???) ale moge przynajmniej zakonczyc natychmiast ten uklad
        i nigdy wiecej w podobny sie nie pakowac. Sercem jestem z Wami, dziewczyny.
        Jestescie silne i to wspaniale ze mozecie nawzajem sie wspierac. Oby los byl
        dla Was w przyszlosci laskawszy!!!
        • Gość: aiszka4 Re: ZDRADA... I CO DALEJ IP: 217.8.186.* 14.02.03, 16:57
          Gość portalu: Elbereth napisał(a):

          > Nie jestem pewna czy to odpowiednie miejsce na moj post, ale moze nie bedzie
          > tak zle. Otoz od dwoch tygodni jestem w zwiazku( jesli mozna to tak nazwac) z
          > zonatym facetem. O tym ze nie jest sam dowiedzialam sie po dwoch dniach
          > znajomosci. Od poczatku laczyl nas ,,magnetyzm,, wiec postanowilam ,
          brutalnie
          > mowiac, olac ten fakt . Liczylo sie dla mnie tylko moje szczescie. I tak bylo
          > do dzis. Dopiero gdy przeczytalam listy Tych Zdradzonych zdalam sobie sprawe,
          > ze to co robie jest okropnym swinstwem. Sama pochodze z rozbitej rodziny i
          niby
          >
          > wiem ile cierpienia doznalam... Teraz wiem, ze zle robilam spotykajac sie z
          > nim. Jako kobiety powinnysmy byc wzgledem siebie solidarne i nie odbierac
          sobie
          >
          > nawzajem facetow. Jest mi naprawde strasznie przykro wzgledem jego zony jak i
          > Was, ktore cierpicie. Nie zdobede sie na tyle owdagi by ja przeprosic( ale
          czy
          > to cokolwiek by dalo???) ale moge przynajmniej zakonczyc natychmiast ten
          uklad
          > i nigdy wiecej w podobny sie nie pakowac. Sercem jestem z Wami, dziewczyny.
          > Jestescie silne i to wspaniale ze mozecie nawzajem sie wspierac. Oby los byl
          > dla Was w przyszlosci laskawszy!!!


          Broń Boże jej nie przepraszaj. Jeśli nic nie wie (to dopiero dwa tygodnie), to
          możesz oszczędzić jej bólu i cierpienia. Jeśli mąż jej nie powie, to sam będzie
          musiał poradzić sobie z tym oszustwem, jeśli powie - to będzie miał jeszcze
          większy problem. Być może znajdzie sobie kogoś innego na Twoje miejsce, żona i
          tak będzie cierpieć, ale nie przez Wasz związek, tylko męża z kimś innym. A
          może Twoja postawa da mu do myślenia, w ich małżeństwie polepszy się, a Ty
          spotkasz najcudowniejszego faceta na świecie, którego nigdy nie będziesz miała
          ochoty zdradzić, ani on Ciebie. I zaoszczędzisz sobie rozczarować,
          niespełnionych obietnic, samotnych świąt w obecnym związku(bo idziemy do
          teściów, bo dziecko, żona chora).
          Cokolwiek uczynisz, wierzę, że Ci się ułoży. Ty będziesz szczęśliwa, inni też.
          Życzę tego z całego serca:-)))))
    • Gość: Z. do Elbereth IP: *.acn.waw.pl 14.02.03, 17:58
      Nie chcę, żeby to zabrzmiało patetycznie ale...dziękuję Ci. masz prawdziwą
      klasę.Życzę Ci wszystkiego najlepszego i faceta, który na Ciebie zasługuje
      Pozdrawiam.
      • Gość: Wiesz kto... Re: do Z IP: 217.8.186.* 14.02.03, 18:02
        Gość portalu: Z. napisał(a):

        > Nie chcę, żeby to zabrzmiało patetycznie ale...dziękuję Ci. masz prawdziwą
        > klasę.Życzę Ci wszystkiego najlepszego i faceta, który na Ciebie zasługuje
        > Pozdrawiam.


        I Ty tutaj Z? Jeszcze nie znudziło Cię moje biadolenie?
        Dzięki za kartkę, mam nadzieję, że moją też dostałaś.
        Pozdrawiam serdecznie :-)))
        • Gość: Z Wiesz ktosiu:)) IP: *.acn.waw.pl 15.02.03, 12:18
          Witaj witaj...:))))))))))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka