Gość: ZAŁAMANA
IP: proxy / 217.8.186.*
03.02.03, 17:02
Dowiedziałam się, że mąż ma inną po 11 latach bycia razem, w tym po ponad 6
małżeństwa. Nie jest ideałem, ale każdą wadę byłam w stanie znieść, bo
jednego byłam pewna na milion procent, że nigdy, przenigdy mnie nie zdradzi.
Może przestanie kochać, może odejdzie, ale NIE ZDRADZI. I nagle świat mi się
zawalił. Nie tłumaczył się, że to tylko seks, pomyłka, zauroczenie. Okłamywał
mnie, rodzinę, dzieciaczki (choć za małe, żeby coś zrozumieć). Córeczka tylko
pyta, czemu mamusia ciągle płacze.
Nie wiem, czym zawiniłam. Nie dał mi najdrobniejszego sygnału, że coś mu nie
odpowiada w naszym związku. Nie kładliśmy się spać i nie wychodziłam z domu,
nie całując się i życząc dobrej nocy lub miłego dnia. Sypialiśmy ze sobą
rzadziej niż po ślubie, ale to on częściej szukał wymówki. Wracał późno z
pracy, bo znalazł dodatkowe zajęcie, a ja cieszyłam się, że robi coś dla
rodziny (nie przelewa się nam, każda złotówka jest ważna). Kiedy w weekendy
wychodził na spotkania z kolegami, nie robiłam mu wymówek, bo była to dla
niego odskocznia od pracy i codziennych problemów, a ktoś musiał zostać z
dziećmi. Często go chwaliłam, że tak się o nas troszczy, że tyle umie zrobić,
mówiłam to jemu i w obecności innych. A jeśli coś mi przeszkadzało, to
mówiłam tylko jemu, nie skarżyłam się mamie ani teściowej; albo stwierdzałam,
że nie jest to takie ważne, bo mam najwspanialszego męża na świecie...