aquileia
24.07.06, 22:19
Przeraża mnie to co się dzieje dookoła: mój znajomy został sam z dwójką
dzieci (w tym jednym ROCZNYM), ksiądz, ktory udzielał mi ślubu nie jest już
księdzem, małżeństwa moich znajomych rozpadają się, ludzie odchodzą do
innych, ciągle szukają, zdradzają... Znajomi, których cenię, którzy wydawali
się szczęśliwi w swoich związkach... O co w tym wszystkim tak naprawde
chodzi?! Moje małżeństwo tez wisi na włosku - mój mąż jest super facetem,
ale... nie wszystko jest jak trzeba, MY nie jestesmy ze soba szczęsliwi, nie
spełniamy swoich oczekiwań, mamy inne potrzeby... Chyba za wiele nas różni,
żeby być razem. Przeraża mnie myśl, że po siedmiu latach mam zostać sama, bez
Niego, a z drugiej strony wieczna walka o wszystko, więcej łez niż
szczęścia... Chyba nie o to chodzi w małżeństwie...? Może lepiej zwrócić
sobie wolność, szukać szczęścia póki oboje jesteśmy młodzi... Tylko w takim
razie co są warte związki między ludźmi? Kiedy wiadomo, że to już TEN/TA na
zawsze? Ktoś, przy kim można się czuc bezpiecznie i pewnie, ktoś, kim można
się zachwycać każdego dnia, przez lata, a nie tylko pierwszy etap związku; na
kogo zawsze można liczyć, ufać bezgranicznie....? Zmienia mi się system
wartości, nie wiem już w co wierzyć, co jest kłamstwem, co prawdą, przestaje
ufać facetom. Taka karuzela uczuć... Mam nadzieję, że sa jeszcze ludzie,
którzy są ze sobą szczerze szczęśliwi, a nie ze strachu, przyzwyczajenia
albo "bo wypada". Mnie nic juz w życiu nie zdziwi... a Was?