mrowkojad2
26.07.06, 15:40
Nie wiem tak na prawdę, po co to piszę, chyba tylko po to,żeby się wygadać.
Jestem osobą, która na pierrwszy rzut oka wydaje się bardzo silna i
opanowana, zrównoważona. A w rzeczywistości jestem nerwowa i impulsywna, nie
potafię czekać, wściekam się, kiedy rzeczy nie układają się po mojej myśli,
nawet kiedy są to rzeczy zupełnie ode mnie niezależne. Podam przykład: jestem
teraz w trakcie dużego remontu, okupiłam go kilkutygodniową nerwówą,
przejmuję się wszystkim i to na zapas: że czegoś nie kupię albo że czegos nie
dowiozą, że nie zdążę z czymś itd. Cała ta sytuacja bardzo odbija się na moim
związku, bo często odreagowuję po prostu krzycząc pod byle pretekstem na
mojego chłopa. TO jest silniejsze ode mnie, po prostu nie potrafię się
powstrzymać, żeby na niego nie naskoczyć. On jest zupełnie innym typem:
flegmatykiem, który wszystko robi w swoim bardzo powolnym tempie. Normalnie
zdaję sobie z tego sprawę, ale teraz mnie krew zalewa, kiedy on do czegoś się
zabiera, rzecz, która mnie zajmuje 15 minut, robi w godzinę. Chce to olać,
ale nie potrafię, w ogóle nie mam już siły żeby się tym remontem przejmować,
ale nie umiem dac sobie luzu. Bombarduję ludzi telefonami i mailami, bo
meble, bo AGD, bo cośtam. Jak mam sobie radzic z tym wszystkim, w
zdenerwowaniu potrafię być na prawdę okrutna, potem żałuję, ale słowa zostały
wypowiedziane