Gość: wiborg
IP: 213.231.15.*
14.02.03, 13:02
Sytuacja trudna. Trzech gówniarzy w autobusie. Nawaleni lub nacpani.
Oczywiście najmniejszy i najbardziej naćpany ma w ręku nożyk do cięcia
papieru czy izolacji, taki wyciągany z plastikowa rączką. Szukają gościa na
którego zapolowali. Przeciskaja sie przez lekko zatłoczony autobus. Ludzie
zwracaja na nich uwagę. Kobiety zaczynaja protestować "Gdzie sie pchasz z tym
nożem", "dzwonić po policję" Jakiś gościu trzeźwo myślący zaczyna uspokajać
gówniarzy, jakiś inny koleś podniósł sie i przepycha sie w kierunku wyjścia,
też straszy policją gówniarzy. Ci są lekko podjarani , staraja sie iść
naprzód nie zwracajac uwagi na protesty wokoło. Dziewczyna obok mnie łapie za
telefon, ale nie wykreca numeru. Autobus dojeżdża do przystanku gówniarze
wysiadają za swoim zbiegiem. Nie wiem kto to, nie zauważyłem go, ale gość
który uspokajał twierdzi, że to duży błąd z jego strony bo na ulicy będa
gonić go dalej i nikt mu nie pomoże. Analizuje swoja reakcję. Kiedy
zobaczyłęm nożyk tuz obok siebie obleciał mnie nerwowy strach zwany
zagrożeniem. przez moment nie wiedziałem kogo szukaja gówniarze, więc
usunąłem sie z drogi, a potem obserwowałem akcję ale wkładu w niej żeadnego
nie miałem, a może warto było...Największy problem w tym, że w podobnych
sytuacjach nie potrafię właściwie ocenić sytuacji i skali niebezpieczeństwa.
Przestaje być sobą. Mam pustkę i nie wiem jak reagować. Wiem że powinienem,
ale nie wiem jak. Czy zacząć coś mówić, jak głośno do kogo i co. Dopóki
sprawa nie dotyczy bezpośrednio mnie jastem jedynie obserwatorem. Mam jakiś
kompleks słabości , małości który pozostał z dzieciństwa i w zasadzie
ujawnia się już tylko w takich sytuacjach. Unikam konfrontacji bo boje sie
utraty czegoś ważnego czyli zdrowia, godności, pieniędzy, czasu, ale właśnie
zachowując sie jak zwykle tracę to co najcenniejsze czyli godność. Gdybym
zareagował i przegrał w kategoriach fizycznych to i tak byłbym moralnym
zwycięzcą ( no prosze; koniecznie chcę być zwycięzcą, bohaterem, chce
imponowac sobie i reszcie, ależ to kiszkowate), ale do tego trzeba panować
nad soba i sytuacją i rzeczywiście nie o to chodzi by zostac bohaterem ale
aby komuś pomóc lub czemuś zapobiec, a tu wręcz niezbędny jest plan
działania, a to znów wynika ze stanu ducha. Wszystko powyższe napisałem
zupełnie na gorąco. Co wy na to....