negritha
06.08.06, 12:21
Na początek cytat z artykułu na onecie (nota bene Ameryki nie odkryli):
"Obżartuchom może po prostu brakować receptorów dopaminy, substancji
chemicznej, (zwanej też „hormonem przyjemności”), która stanowi część
mózgowego systemu motywacji i wynagradzania. Ten niedobór sprawia, że
wyruszają oni na poszukiwanie czegoś, co pozwala im poczuć się lepiej".
Czy nie uważacie że coś w tym jest? Pomijając fakt zajadania żalu,
rozczarowań, kompleksów i różnych trudnych emocji, dla mnie problemem jest
również jedzenie wtedy kiedy wszystko w zasadzie jest ok.
Np dziś mam dzień wolny, i z góry przeznaczyłam go na odpoczynek i rozrywkę.
Problemem jest jednak to że samo czytanie książki lub samo oglądanie filmu to
dla mnie za mało. Zaczynam więc szukać równoległych przyjemności, które
pozwolą mi poczuć się lepiej. Jedzenie jest przyjemnością która jest na
wyciągnięcie ręki i po którą więc najczęściej sięgam podczas czytania/oglądania.
Nie zajadam żadnych emocji, nie chodzi też nawet o nudę. Chodzi o to że zwykłe
czynności uważane za rozrywkę nie zadawalają mnie w wystarczającym stopniu.
Tak jakbym nie umiała czerpać tyle przyjemności z życia ile inni ludzie i
dlatego rekompensuje to sobie dodatkowymi "dawkami dopaminy" pochodzącymi z
jedzenia.
Kojarzy mi się to z sytuacją, kiedy ktoś nadużywa soli a potem jak zaczyna
solić mniej to wszystko wydaje mu sie być bez smaku...
Pocieszające jest jednak to że po jakimś czasie człowiek uwrażliwia się na
inne smaki i nie ma już potrzeby aby tyle solić.
Muszę chyba pogodzić się z tym że nie zawsze jest przyjemnie i że nie można
wciąż pomnażać pozytywnych bodżców. Wiadomo że życie bez kompulsów jest troche
szare i zdecydowanie trudniejsze, ale może właśnie takie je należy
zaakceptować? Nie wyszukiwać na siłe czegoś co zastąpi kompulsy, ale nauczyć
się zadowalać tym co jest. Wiem, że w wielu poradnikach zamieszczone są rady
na temat tego co przyjemnego można zrobić zamiast zjedzenia czekolady, ale
może jednak nie tędy droga? Może należy raczej uwrażliwić swój mózg na
pozytywne bodźce które występują w naszym codziennym życiu zamiast szukać co i
raz nowych rozrywek, które mają zastąpić jedzenie?
Mam mieszane uczucia w tym temacie i dlatego postanowiłam napisać o tym na
forum. Wszelkie komentarze mile widziane :-)