falco4910
16.08.06, 08:31
Witam,
To mój pierwszy post na tym forum ponieważ pierwszy raz w życiu spotkało mnie coś tak potężnie bolesnego, że mogę sobie z tym nigdy nie dać rady. Witam wszystkich serdecznie.
Sytuacja przedstawia się następująco.
Moja żona wyjechała ostatnio na tydzień do Turcji z „przyjacielem” zostawiając mnie z synem (1,5 roku). De facto skłamała przed wyjazdem twierdząc, że wyjeżdża na delegacje. Gdybym sam wszystkiego nie odkrył, myślę że nikt nie wiedział by do tej pory. Przebywając przez ten czas w domu z dzieckiem, w czasie kiedy ona bawiła się na wakacjach z jakimś człowiekiem przeszedłem horror, naprawdę nie życzę tego największemu wrogowi.
Potrafię w sobie znaleźć jednak siłę żeby wybaczyć, żeby zapomnieć o wszystkim i zacząć układać nasze życie od początku. Wyciągam rękę, próbuję zacząć od malutkich kroczków, ale żona nie chce nawet spróbować, mówi że już mnie nie kocha. Tłumaczę, że przecież mamy wspaniałego syna, dla niego warto przynajmniej spróbować, ale Ona twierdzi że nie ma już na nic szans.
Mieszkamy cały czas razem ponieważ żona nie ma gdzie pójść, nie ma pracy i środków do życia. Z tego co mi mówi to jej kochanek nie może jej teraz pomagać, a sama nie chce od niego pieniędzy tylko chce się usamodzielnić. Planuje wynająć mieszkanie, ale najpierw musi znaleźć pracę więc na razie jesteśmy pod wspólnym dachem. Przeżywam w ten sposób straszne katusze widząc ją codziennie i wiedząc, że ją kocham, a jednocześnie widząc jej obojętność wobec mnie.
Od jej powrotu z wakacji upłynęło 6 dni. Do tej pory było we mnie sporo emocji i niepotrzebnych zachowań, miotałem się i próbowałem wszystkiego, bez skutku. Żona ma do mnie pretensje, że wtajemniczam w to naszych wspólnych znajomych, ale ja naprawdę łapię się każdej szansy.
Odwróciła się od niej jej własna rodzina za to co zrobiła, ale ja nie chcę jej znienawidzić, wciąż ją kocham i wiem, że będę dla niej lepszym mężem ponieważ zaniedbywałem żonę. Jesteśmy młodym małżeństwem, rok temu braliśmy ślub. Znamy się od około 2,5 roku. Popełniłem przede wszystkim w ciągu ostatnich 12 m-cy, od momentu urodzenia przez nią syna sporo błędów, po prostu zaniedbałem żonę. Ale teraz rozumię i wiem, że po tym wszystkim co się wydarzyło będę dla niej kimś kim chciała żebym był, po prostu otworzyła mi oczy, a ja teraz jestem w stanie zrobić wszystko żeby tylko była.
Wczoraj oboje usiedliśmy do stołu i odbyliśmy długą rozmowę. Żona wciąż twierdzi zdecydowanie, że nie widzi dla nas szans. Nie mogę jej przekonać. Uzgodniliśmy, że wrócimy do rozmowy za tydzień. Szaleje, nie wiem co robić. Dziś rano przed wyjściem do pracy przygotowałem jej i zostawiłem na stole śniadanie. Kupię jakieś kwiaty i włożę do wazonu. Nie chcę jej w ciągu najbliższego tygodnia dalej naciskać. Po prostu spróbuję być dla niej najlepszy jaki potrafię, ale czy Ona może mnie jeszcze pokochać? Czy jest sens wierzyć i dawać sobie nadzieję, żeby po raz kolejny się zawieść i zranić?
Pomóżcie proszę, dajcie jakieś wskazówki co robić, jak się zachowywać. To strasznie dla mnie ważne, nie mogę jej stracić dla mojego syna i dla nas.
Pozdrawiam i dziękuję
falco