kobyeta
26.08.06, 18:38
Bardzo Was prosze o pomoc - o ocenę z boku mojej sytuacji. Mam 33 lata.
Chodzę z facetem - moim równolatkiem prawie 2 lata. Ja jestem samodzielna,
odważna. On jest kochany, ale mniej odważny. Do tej chwili uważałam, że
świetnie się uzupełniamy. Nasze życie było do tej pory w zasadzie sielanką.
Świetnie się rozumieliśmy i miło spędzaliśmy czas. Mieliśmy dwa osobne
mieszkania, ale i tak on mieszkała u mnie więc w zasadzie bylismy jak
małżeństwo. No i właśnie małżeństwo - on nie chce się ze mną ożenić. Ostatnio
powiedzial mi, że on nie umie podjąc takiej decyzji. Jak zaczęłam drążyć to
okazało się, że chodzi o to, że on nigdy w zyciu nie podejmował decyzji sam.
Raczej zawsze słuchal rodziców, a rodzice jego po jego ostatnim niefortunnie
zakończonym związku nie chcą mu nic doradzać w sprawie naszego związku.
Do tej pory nie zauważyłam tej silnej zależności pomiędzy nim i rodzicami,
ale teraz jakby klapki spadły mi z oczu. Nagle pojełam, że on jest ze mną ze
wzgledu na moją siłę. Zaczęlo się między nami psuć w momencie kiedy ja
poczułam się słaba i potrzebowałam wsparcia,bo miałam problemy zawodowe.
Wtedy nie rozumiałam dlaczego on ucieka do siebie, a teraz chyba już wiem -
ja nie moge byc słaba.
Co sądzicie o takim układzie ? Bardzo go kocham i potrzebuje. Nie chciałabym
go stracić, a teraz nie jest dobrze - skrył się w swoje dziupli i nei wiem co
on moze myślec i jakie ma plany, a skryl się, bo ja zaczęłam domagać się
jakiegoś rozwoju wypadków: albo ślub albo koniec związku. Myślicie, że dobrze
zrobiłam, że postanowiłam zmusić go do zajęcia stanowiska ?