Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
26.02.03, 16:14
oddajemy sie od zawsze. Wszystkie nasze marzenia, dazenia, plany zdaja sie
krazyc wokol jednego: jak tu byc kochanym przede wszystkim, a potem dopiero:
jak tu kochac. Jednak uczucie , ktore zwiemy miloscia, miloscia tak naprawde
nie jest. To swoisty stan chorobowy umyslu, miotajacy sie od jednego bieguna,
zwanego miloscia do drugiego, zwanego nienawiscia. Milosc, o ktorej prawie
wszyscy mowia, to moneta, posiadajaca dwie strony, dwa bieguny i nas samych
stojacych na rancie, gotowych spasc w objecia jednej z twarz tej samej
monety. Milosc, o ktorej tu mowa, to produkt UMYSLU, wiecznie niespokojnego,
wiecznie powodujacego konfuzje, bedacego w wiecznym w konflikcie. Czy taka
milosc, jedyna jaka znamy, ma szanse na jakiekolwiek przetrwanie ? Nie ma. Bo
zadna choroba nie trwa wiecznie, bo po chorobie przychodzi okres powrotu sil,
rekonwalescencji i nowego spojrzenia na zycie. Milosc, o ktorej tu mowa,
to narkotyk, a jednak tak nie wielu z nas zdaje sobie sprawe ze swego
uzaleznienia. To ta milosc wlasnie placze umysly, skazujac niejednego na
cierpienia nienawisci, niektorym nawet odbierajac ochote do zycia. Czy nie ma
wiec prawdziwej milosci ? Czy nie ma szansy by nie cierpiec kochajac ?
Wydaje sie ze jest, ale stan o ktorym mowimy moze sie zrealizowac tylko poza
naszym UMYSLEM, poza naszym swiatem wyobrazen, nadziei, dazen. Tylko tam,
gdzie umysl pozbawionym bedzie swej dominujacej roli, roli rezysera naszych
poczynan, tylko tam milosc jes mozliwa. Milosc bez swej siostrzanej
nienawisci, milosc bezbiegunowa, totalna i spokojna, nieprzemijajaca.
Milosc, o jakiej mowil Chrystus, Budda i inni wielcy nauczyciele.
A wiec to co my nazywamy miloscia, miloscia nie jest, gdyz jest czyms co
zalezy od czegos, gdyz jest czyms, co posiada dwa bieguny. Milosc, o ktorej
wszyscy z nas mowia, to czasowy paraliz umyslu, ktory poprzez to staje sie
ciezarem dla naszej swiadomosci, wielka chmura, przyslaniajaca nasz prawdziwa
nature.
Pozdr, Imagine.