Gość: ala
IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl
27.02.03, 22:01
W moim małżeństwie wszystko dobrze.Uważam , że mam najbardziej
fantastycznego faceta na świecie. I niespodziewanie pojawił się ktoś , o kim
pierwszy raz od lat pomyślałam , że w innym czasie , innym wymiarze mógłby
stać się ważny.Zaskoczyła mnie ta myśl.Nic tu nie będzie poza myślą , ale to
dziwne uczucie.Unikamy się , jako jedyni nie rozmawiamy , ale czasami czuję ,
że mnie obserwuje.Jakieś dziwne skrępowanie panuje między nami.Mój mąż i jego
żona są ważniejsi , nie tylko dlatego , że ślubni.Są najważniejsi. Tylko ten
dziwny łopot serca , mała tęsknota za czymś , co nigdy się nie stanie.I nie
ma w tym żadnego seksu.Po prostu odrobina czułości , sympatii ,potrzeba
spojrzenia.Mała nitka , która nie rwie prawdziwych więzów , ale przecież się
pojawiła.Nie myślę o nim w domu , ale cieszę się , że go widzę , gdy wchodzę
do biura.I uciekam , bo wiem , że trochę to niebezpieczne.Moją miłością jest
mąż , lecz mała cząstka mnie uśmiecha się do kogoś innego.Znacie to uczucie?
I zdumiewa mnie fakt skąd to się wzięło? We mnie? Skąd tęsknota , ktorej nie
potrzebuję?